Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 20 października 2016

Ściągawka dla posłów z okazji "Dnia franka". Jak inni poradzili sobie z kredytami walutowymi?

Dziś posłowie wrzucają "na warsztat" trzy projekty ustaw mających załatwić lub przynajmniej "załatać" problem kredytów frankowych. Sprawa jest trudna, bowiem stowarzyszenia frankowiczów domagają się uchwalenia ustawy automatycznie odwalutowującej wszystkie umowy kredytów frankowych (taki projekt złożył klub Kukiz'15). A premier Beata Szydło w wywiadzie na falach Radia Maryja nie dała wielkich szans na takie pieszczoty. Alternatywą dla pomysłów kukizowych jest projekt zgłoszony przez prezydenta, z którego wynika, że klienci mają dostać z powrotem tylko część pobranych przez banki spreadów walutowych. Tu z kolei okoniem stają stowarzyszenia frankowiczów, które uważają ten projekt za szkodliwy (sądy, mając taką ustawę na podorędziu, mogą mniej chętnie uwzględniać dalej idące roszczenia frankowiczów). Chyba nad tym projektem będzie pracował Sejm. Jest też trzeci projekt ze "stajni" PO, ale nie ma żadnych szans na uchwalenie. Porównanie wszystkich trzech projektów było niedawno w blogu, więc odsyłam do niedawnego wpisu.

Bardzo jestem ciekaw jak posłowie wybrną z frankowego bagna. Może powstanie jakiś miks projektu prezydenckiego z niektórymi elementami pomysłu kukizowego? Moje oczekiwania wobec parlamentu znacie: zwrócić spread (cały), ułatwić klientom dochodzenie praw (grupowo) w sądzie, zobowiązać banki do "odmiejscowienia" hipoteki. Być może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie zasady "klucze za kredyt", czyli uczynienie mieszkania jedynym i pełnym zabezpieczeniem kredytu. Ale nie wiadomo czy da się to zrobić wstecz. Przecież kredyt, którego zabezpieczeniem nie są dochody kredytobiorcy, a wyłącznie mieszkanie klienta, wymagałby znacznie wyższego wkładu własnego. Tak czy owak, polscy posłowie stają przed ważną - także w skali Europy - misją. Bowiem mimo licznych opowieści o tym jak to inne kraje mają rozwiązanie systemowe problemu kredytów walutowych, a my wciąż nie, tak naprawdę przypadków krajów, w których frankowa bomba została "po całości" rozbrojona, jest jak na lekarstwo. Dziś krótkie podsumowanie tego, co z frankami zrobiono ostatnio w innych europejskich krajach:

WĘGRY. Na Węgrzech rozplątano sprawę franków na raty (i to nie do końca). W 2011 r. urzeźbiono program, w którym klienci mogli spłacać raty po nieco niższym kursie od rynkowego, ale różnica nie była umarzana, lecz odkładana na specjalnym rachunku. W 2012 r. rozszerzono tę opcję, umożliwiając spłatę całego kredytu po preferencyjnym kursie (ale nie rekompensującym klientowi całości strat kursowych). Mogło sobie na to pozwolić tylko 20% kredytobiorców, bo reszta nie miała kasy na spłatę całości kredytu na raz (nawet jeśli miałoby być taniej). W 2014 r. Węgrzy przeprowadzili ustawę zwracającą klientom spread i przewalutowującą ich dług na forinty po kursie o jakieś 10% niższym od ówczesnego rynkowego (kto nie chciał - mógł się wypisać z programu, ale musiał złożyć specjalne oświadczenie). To "zalegalizowało" klientom wzrost długu z tytułu różnic kursowych, ale zmniejszyło im nieco raty (bo z kolei umorzono część zadłużenia wynikającego ze spreadu i braku obniżek stóp procentowych kredytów w przeszłości). Dziś większość węgierskich kredytobiorców hipotecznych narzeka, że wciąż tonie w długach.

CHORWACJA. W tym kraju 60.000 osób miało kredyty frankowe, co w proporcji do wielkości kraju oznaczało problem podobny, jak w Polsce. I Chorwacja zrobiła stosunkowo dużo dla swoich "ugotowanych" w walutowy kredyt obywateli, choć w porównaniu z tym, czego żądają polscy frankowicze - to wciąż nie jest to. Po pierwsze na fali ogromnego wzrostu kursu franka w styczniu 2015 r. zamroziła kredytobiorcom kurs do spłaty rat na poziomie sprzed katastrofy. Po drugie po kilku miesiącach urzeźbiła specjalny program, na mocy którego kredyty mogły być przewalutowane - i to po kursie z dnia ich zaciągnięcia - ale... nie na lokalną walutę, czyli kunę, lecz na euro. Klient na tym trochę zyskiwał, bo kurs euro w poprzednich latach rósł trochę wolniej, niż franka, a więc część niekorzystnych różnic kursowych siłą rzeczy brały na klatę banki.

Z drugiej jednak strony stopy procentowe w euro są wyższe, niż we frankach, więc oprocentowanie "nowych", nieco mniejszych kredytów jest wyższe, niż było. Cała operacja dotyczyła kredytów o wartości 4,5 mld euro, a koszty przewalutowania dla banków miały wynieść ok. miliarda euro. Nota bene chorwacki związek banków zaproponował, żeby klienci, których nie stać na spłacanie rat, oddawali własność nieruchomości państwu lub bankowi, zachowując prawo do zamieszkiwania jej. W zamian część długu byłaby "zamrażana", a klient miałby prawo pod pewnymi warunkami "wykupić" nieruchomość (najpewniej musiałby spłacić ów "zamrożony" dług, albo jego część). Takie rozwiązanie nie zostało jednak zaakceptowane przez chorwacki rząd i padło. Czasem pojawia się w dyskusjach polskich ekspertów od finansów jako ewentualna opcja na "miękkie" załatwienie sprawy franków.

SERBIA I CZARNOGÓRA. W Serbii za franki zabrał się bank centralny, który przyjął rekomendację, która zobowiązuje banki do wzięcia na siebie znacznej części kosztów umocnienia franka. Uznano, że rata kredytu od momentu jego udzielenia może "na legalu" rosnąć wraz ze wzrostem kursu franka maksymalnie o 8% rocznie. Jeżeli rośnie więcej, to bank ma wziąć koszty na siebie. Jak wynika z obliczeń National Bank od Serbia, w momencie przyjęcia rekomendacji nie spłacanych w terminie było 11% kredytów frankowych. To sporo (cały portfel takich kredytów to 10 mld euro) i ten fakt może tłumaczyć zainteresowanie sprawą zgłoszone przez bank centralny. A tamtejsze banki ochoczo poinformowały, że się dostosują, bo nie ma takiego banku na świecie, który miałby olewczy stosunek do próśb, zaleceń lub rekomendacji nadzoru bankowego ;-). W Czarnogórze postawili na rozwiązanie podobne, jak w Chorwacji. Tamtejszy parlament też doszedł do wniosku, że banki będzie stać na przewalutowanie kredytów na euro. Rzecz dotyczyła niecałego tysiąca kredytobiorców, a w pakiecie z przewalutowaniem zaproponowano im "świetny" pomysł w postaci zafiksowania ich oprocentowania kredytów w euro na 8,2%. 

UKRAINA. Na Ukrainie w parlamencie głosowano w zeszłym roku bardzo mocno zaawansowaną formę przewalutowania kredytów, ale nie frankowych, tylko dolarowych. W czasie, gdy u nas popularne były franki, tam udzielano kredytów w dolarach. Parlament zdecydował, że kredyty mają być przewalutowane po kursie z czasu ich zaciągnięcia, co oznaczało dla klientów powrót do kursu 5 hrywien za dolara, choć w momencie głosowania ustawy dolar kosztował już 22 hrywny. To mniej więcej tak, jak gdyby Polak zaciągnął kredyt przy kursie franka 2 zł, a teraz frank kosztowałby 8 zł. Niestety, nie wiem czy to rozwiązanie weszło ostatecznie w życie, bo okazało się, że tamtejsze banki - które i bez tego są w złym stanie - musiałyby zapłacić 18 mld zł. Część posłów, jak się zorientowała za czym zagłosowała, zapragnęła wycofać swój głos. Nie mogę wykluczyć, że rozwiązanie ukraińskie dla kredytów dolarowych ostatecznie nie weszło w życie.

HISZPANIA. W Hiszpanii swego czasu bardzo modne były kredyty multiwalutowe, czyli dług częściowo zależał od euro, a częściowo np. od japońskiego jena. Tu co prawda - o ile się orientuję - nie ma żadnego rozwiązania systemowego w formie ustawy, ale za to bardzo daleko idącą interpretację sytuacji kredytobiorców wydał Sąd Najwyższy. Uznał on, że kredyty walutowe to de facto inwestycyjne instrumenty finansowe, a to oznacza, że klient przy ich zasysaniu powinien być poinformowany nie tylko o ryzyku kursowym, ale też skontrolowany pod kątem skłonności do podejmowania ryzyka. W Hiszpanii ten wyrok Sądu Najwyższego działa trochę jak ustawa, bowiem inne sądy powinny się do niego stosować. Jedyny problem polega na tym, że Sąd Najwyższy nie powiedział w jaki sposób wyliczać odszkodowania wobec klientów, którym pod przykrywką kredytu hipotecznego zaoferowano instrument inwestycyjny. I - jeśli prawidłowo czytam sytuację - dziś to jest główny kłopot dla tamtejszych "frankowiczów".

RUMUNIA. Na Bałkanach problem z frankami jest nie mniejszy, niż u nas. Ludzie się burzą, że zostali wciągnięci w nadmierne ryzyko kursowe i wytaczają bankom procesy. A na dodatek wysoki jest tam odsetek kredytów nie spłacanych w terminie - dla całej branży wynosi 17% (w Polsce 7%), zaś w niektórych bankach portfele kredytowe są zagrożone nawet w 35% (i nie mówimy tu o bankach specjalizujących się w consumer finance, tylko bankach uniwersalnych, udzielających różnych rodzajów kredytów). W parlamencie rumuńskim w tych dniach jest już procedowana ustawa, której celem jest odwalutowanie kredytów frankowych po historycznym kursie. Rozważają trzy opcje. Pierwsza to przewalutowanie po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu. Druga – przewalutowanie po kursie o 20% wyższym, niż startowy. Trzecia - redukcja długów klientów w zamian za gwarancje tamtejszego Skarbu Państwa dla banków (banki dostałyby chyba jakieś obligacje). Decyzji jak na razie brak.

To wszystko jest taka mała ściągawka dla polskich posłów. W kilku krajach, jak widać, o rozwiązanie problemu kredytów frankowych się próbowano pokusić, ale też nie można powiedzieć, żeby jakiś kraj spełnił marzenia swoich frankowiczów. W Chorwacji i Czarnogórze przewalutowano kredyty, ale na euro (czyli tylko część różnic kursowych została zdjęta z klientów). Na Węgrzech odcięto spread i zwrócono trochę niesprawiedliwie napompowanego oprocentowania kredytów, ale... samo przewalutowanie było po kursie tylko o jakieś 10% niższym od aktualnego. W Hiszpanii Sąd Najwyższy porządnie ochrzanił banki, ale nie wiadomo co z tego wynika. W Serbii ustalili coś w rodzaju "kursu sprawiedliwego". Tak naprawdę tylko na Ukrainie poszli na całość, ale nie mam pewności czy nie cofnęli się w ostatniej chwili. W Rumunii też sytuacja jest jeszcze niejasna. No i co, Panowie Posłowie i Panie Posłanki? Tańczymy czy wychodzimy?

CO PONIEDZIAŁEK MÓJ NOWY PROGRAM WIDEO! Zapraszam do oglądania nowego tygodnika wideo o wdzięcznej nazwie "Kasownik Samcika". Będzie o sprytnych sposobach na oszczędzanie, o studiowaniu, pracowaniu, zaciąganiu kredytu hipotecznego, o zakupach, kontach bankowych, ubezpieczeniach, lokatach, podatkach...Poza poradami w każdym wydaniu czerstwy żart prowadzącego :-)), ciekawostka o pieniądzach oraz finansowy trik. Żeby nie przegapić kolejnych odcinków - zapraszam do subskrybowania kanału YouTube "Subiektywnie o finansach"  

(NIE)BEZPIECZNE POŁOWY. W ramach sprawdzania czy jest dla naszych pieniędzy jakaś alternatywa dla 1% z bankowego depozytu udałem się na ryby. Myślałem, że najgorsze będzie starcie z giełdowymi rekinami, ale nie - cios przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. A więcej wstrząsających klipów pod tym linkiem

A TERAZ... CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach - wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach.

autopromo4SPOTKAJ MNIE W NECIE... Blog "Subiektywnie o finansach" codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Dołącz do niemal 200.000 czytelników i codziennie zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już 35.000!), na Twitterze (tu wraz ze mną rządzi blisko 10.000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowego:  maciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 20 października 2016 15:59

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 16:53:21:

    Przecież to co się dziś dzieje to jawny przekręt.
    PiS/Duda poszli do wyborów z hasłem odfrankowienia kredytów po kursie z dnia podpisania umowy. Zgarnęli przez to ileś tam % więcej głosów i zdobyli pełnię władzy. O włos, bo nieco mniej głosów i nie byłoby ani Dudy na miejscu Komorowskiego, ani samodzielnych rządów PiS (o ile w ogóle by były, bo inna dynamika w wyborach prezydenckich dałaby inny wynik w parlamencie).

    Potem rok zwodzili frankowiczów, produkując coraz to gorsze projekty ustawy. Lobbiści bankowi robili swoje, a przykład dawnego PiS-premiera Marcinkiewicza budził zazdrość dawnych znajomych z PiS (miliony na koncie, nieruchomości, nowa żona - wszystko dzięki wypłatom z Goldman Sachs).

    Tymczasem uparta część frankowiczów, która parę lat temu założyła różne pozwy o CHF, zaczęła uzyskiwać korzystne wyroki. Odfrankowania, unieważnienia umów. Choć na razie jeszcze w większości zostaje bankom walka o odwołania do wyższych instancji. Ale ten przykład pokazuje setkom tysięcy frankowiczów, że droga sądowa może być skuteczna. Ryzyko masowych pozwów wzrasta.

    I nagle wyskakuje projekt ustawy od PiS/Dudy zupełnie nie przypominający obietnic. Co więcej, pod przykrywką pomocy frankowiczom ustawa może pomóc banksterom. Bo zablokuje pozwy, które w większości opierają się o temat spreadu, wyliczania zadłużenia na podstawie swoich tabel z kapelusza. PiS/Duda wcale nie pomaga frankowiczom, tylko ratuje banksterów przed unieważnianiem w sądach felernych umów.

    Opinia organizacji Stop Bankowemu Bezprawiu o ustawie PiS/Dudy rozwiewa złudzenia. Cytuję:

    "projekt złożony przez Kancelarię Prezydenta RP:

    Jest sprzeczny z przepisami ustawy prawo bankowe, jednocześnie może stanowić próbę legalizowania niedozwolonych zapisów umownych, których zawieranie w myśl prawa bankowego nie było legalne w okresie do którego odnosi się ustawa. Zakaz legalizacji nielegalnych umów wynika z art. 3 kodeksu cywilnego statuującego zasadę lex retro non agit powiązaną z zasadą tempus regit actum oraz lex retro non agit, potwierdzonych orzecznictwem Sądu Najwyższego
    (...)
    Wprowadzenie ustawy, która w sposób karkołomny i szczątkowy miałaby na celu rzekome uregulowanie problemu frankowego, w rzeczywistości nie tylko tego problemu nie ureguluje lecz przyczyni się wyłącznie do rozbieżności w orzecznictwie sądów powszechnych odnośnie zastosowania tej ustawy do obowiązujących umów kredytowych, a w praktyce, pomimo jasnego brzmienia art. 13 projektu ustawy będzie, tak jak ustawa antyspreadowa, wykorzystana do zniweczenia roszczeń klientów przez sądy. Ustawa w ten sposób może w praktyce zamknąć klientom drogę do dochodzenia prawa w sądach


    Powtórzę, USTAWA MOŻE W PRAKTYCE ZAMKNĄĆ KLIENTOM DROGĘ DO DOCHODZENIA PRAWA W SĄDACH !!!!

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 18:22:21:

    po co ta ustawka bankowa? Na pewno nie dla klientów jest ona stworzona.

    W takim wypadku jestem przeciwny jakiejkolwiek ustawie. Nie utrudniajcie dochodzenia swoich praw w sądach.

  • cutpurse napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 18:24:32:

    @antybanksterka
    Zatem to naiwni frankowicze przysporzyli naszemu nieszczęśliwemu krajowi samodzielnych rządów postsanacji? Świetnie.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 19:22:36:

    @cutpurse
    To dla nich typowe. Uwierzyć w zapewnienia, a potem żałować. :)

  • tomaszniewierny napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 20:42:37:

    Kolejni politycy zawierają deal z banksterką. PO chociaż umywała ręce. PiS dopchał się do koryta i spienięża władzę na profity. Nie wierzę w przypadek. Frankowicze zaczynają wygrywać w sądach i nagle wyskakuje ustawa która ma to zatrzymać. Było bankierom dobrze bo PO ochraniała by nic się nie zmieniło. Pojawiły się zapowiedzi odfrankowania od PiS a PO słabła, jak królik z kapelusza wyskoczył Petru z przeszłością w mBanku, z kampanią finansowaną bankową pożyczką ("pożyczką"?). Ale nowa władza ma wszystkie karty i duże potrzeby, wielu Misiewiczów. Trochę straszy bankierów ale stosownie zachęcana powoli spuszcza z tonu. Pojawia się nagle ryzyko sądowe - frankowicze zaczynają wygrywać sprawy. No to nowa władza nagle, po przykrywką pomocy frankowiczom, wysmarowuje ustawę która ma odebrać frankowiczom argumenty przed sądami. Przypadek? Nie sądzę.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/21 08:28:11:

    testing 123

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/21 08:28:56:

    blokujemy komentarze ?

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/21 08:33:55:

    wczoraj w sejmie wyraźnie było widać kto reprezentuje interes Polaków a komu ważniejszy jest interes korporacji. Takich PAD-ów sobie wybraliśmy, obiecanki cacanki.

    Porównywanie Polaków do Rumunów (chorwatów, wegrów itp itd) uwłacza godności Polaka. Dlaczego nie porównujemy jak z problemem franka poradzono sobie na zachodzie ? Polska kolonią zachodu, to ja dziękuję za takie kolonie

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line