Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 20 października 2016

Wreszcie ktoś wymyślił konsolidację kredytów tanią i uczciwą? Owszem, do połowy ;-)

Czy można w sposób uczciwy konsolidować klientom kredyty? Od pewnego czasu w zasadzie odradzam moim czytelnikom kredyty konsolidacyjne. Nie dlatego, że łączenie kilku wcześniej zaciągniętych długów pod jednym dachem to zły pomysł. Przeciwnie: w teorii to zawsze powinno oznaczać obniżenie kosztu, bo wszystko w hurcie jest tańsze - pieniądz też. Bankowi powinno opłacać się zrefinansowanie klientowi zadłużenia, bo nie dość, że pozyskuje nowego kredytobiorcę, nie dość, że na tym zarobi, to jeszcze pomoże wyjść z długów komuś, kto wkrótce mógłby znaleźć się na aucie i zostać skazanym na korzystanie z oferty lichwiarzy. Tyle teorii. A w praktyce jest tak, że pod przykrywką konsolidacji banki prowadzą grabieżczą politykę wpuszczania klientów w pętlę długów. Oprocentowanie, owszem, obniżą, ale dorzucą taką prowizję na start, że dług zamiast spadać - rośnie. Obniżka dotyczy tylko poziomu miesięcznych rat do spłacenia i wynika z rozbicia owego wyższego długu na dłuższe raty.

Czytaj też: Prześwietlam konsolidację z "pożyczkowca" oraz tę z miksera

Opisywałem w ostatnich miesiącach wiele takich kredytów konsolidacyjnych, które w rzeczywistości stanowią odwrotność uczciwej konsolidacji długów. I ostrzegałem: płacenie wysokich prowizji przy zaciąganiu kredytu konsolidacyjnego oznacza, że nawet przy bardzo niskim oprocentowaniu cała oferta staje się pułapką. A prowizja to przecież nie wszystko - niektóre banki, także te polskie, narodowe, patriotyczne, które nie wyprowadzają zysków za granicę (jakby to miało znaczenie, czy po okradzeniu klienta pieniądze złodziej zostawi w kraju, czy prześle za granicą), dorzucają też ubezpieczenie, które de facto jest kolejną "prowizją". Oczywiście: w każdym banku można negocjować i prowizję oraz nie zgodzić się na dodatkową polisę, ale przeważnie jedynym celem dla klienta jest obniżenie miesięcznej raty i ów klient jest gotów zapomnieć jak bardzo przez to wydłuża się i powiększa jego kredyt.

Czy istnieją uczciwe kredyty konsolidacyjne? Tak, choć trzeba się sporo nabiegać, żeby taki znaleźć - to te, które nie wiążą się z koniecznością zapłaty prowizji, ani ubezpieczenia oraz mają niskie oprocentowanie. Nie najgorszy kredyt konsolidacyjny - choć spełniający tylko część wyżej wytłuszczonych warunków "uczciwości" - ostatnio pojawił się w ofercie ING Banku. Oprocentowanie jest znacznie wyższe, niż w reklamowane przez konkurencję - wynosi 8,99% (może być ciut mniejsze, nawet 7,79%, ale trzeba być dobrym klientem i zapewne zanęcić bankowców gotowością wzięcia dodatkowych produktów: konta, karty itp.). Ale za to bank obiecuje, że nie pobierze ani grosza prowizji, o ile co najmniej połowa pożyczki (minimum 4000 zł) zostanie przeznaczona na połączenie zobowiązań kredytowych z innych banków (druga połowa to mogą być długi z ING). Mamy więc kredyt na 8,99% bez prowizji i bez obowiązkowego ubezpieczenia (można je wykupić dobrowolnie). Bank dodatkowo obiecuje, że zwróci część pierwszej raty (do 200 zł).

ingworonowicz

Czy to się może opłacić? Cóż, Jeśli mam do spłacenia jakiś dług złożony z kilku różnych kredytów i ich średnie oprocentowanie jest wyższe, niż to oferowane przez bank ING, to przeniesienie może być dobrym pomysłem. Kłopot w tym, że przy oprocentowaniu kredytu w ING na poziomie 8,99% i limicie oprocentowania zapisanym w ustawie na poziomie 10% maksymalny możliwy "uzysk" klienta jest niewielki. Najważniejsza rzecz do ugrania to wygoda (jeden kredyt zamiast kilku), przejrzystość (płacisz tylko odsetki, żadnych ukrytych prowizji) oraz elastyczność. W ING możesz umówić się na spłatę relatywnie niewielkich rat (czyli rozłożyć kredyt na dłużej, na czym oczywiście bank zarobi, bo dłużej będzie naliczał odsetki), ale bez żadnych ograniczeń nadpłacać je, zmniejszając saldo zadłużenia i obniżając przyszłe raty.

Obiektywnie rzecz biorąc ING-owski kredyt konsolidacyjny, któremu "twarz" w kampanii reklamowej da aktor Adam Woronowicz, nie jest jakoś szczególnie tani - pożyczając 38.000 zł na sześć lat przy oprocentowaniu 8,60% zapłacimy w sumie 10.940 zł odsetek, czyli oddamy bankowi prawie 49.000 zł - ale z drugiej strony jest tańszy od przeciętnego nowego kredytu gotówkowego, który, po doliczeniu prowizji, przeważnie kosztuje 15-20% w skali roku. Rzecz jasna jest tańszy przy założeniu, że bank nie kantuje już na etapie wizyty klienta w oddziale - np. pracownik nie mówi "ojej, system mówi, że nie ma pan zdolności kredytowej, ale ona będzie jak weźmie pan w pakiecie konto", albo "ojej, nie ma pan zdolności do kredytu bez prowizji, ale jak pan zapłaci prowizję, to zdolność się znajdzie". Bo choć ING może udzielić kredyty bez prowizji, to może i zażądać prowizji - i to nawet 7,99%, czyli tyle, ile pobierają inne banki. Obietnica z reklamy mówi, że jeśli przyjdziesz po co najmniej 8000 zł i przynajmniej połowa z tej sumy to będą kredyty z innych banków - prowizji nie zapłacisz. Ale czy przy tzw. desku nie okaże się coś innego? Lepiej, żeby się nie okazało, bo w najbliższych dniach nawiedzę jeden z oddziałów ING i sprawdzę co tam się opowiada klientom. Relacja z tej wycieczki będzie oczywiście w blogu ;-).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 20 października 2016 09:02

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • robert.skowronwp.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 09:35:30:

    Hmmm no oferta brzmi ciekawie ale własnie daj znać jak to w rzeczywistości bo ja szukam teraz konsolidacji kredytu na 20 000 zł nie całe i nigdzie ING nie polecają, compera, expander itd nigdzie nie ma w topach ing nawet rankingi kredytkonsolidacyjnyranking.pl/ nie zawierają ofert ing.... skąd więc taka oferta od ing :)

  • robal_pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 09:54:28:

    I tak oprocentowanie jest zawyżone... No ale nie spadnie, dopóki państwo będzie pożyczać takie gigantyczne ilości pieniądza... Jeżeli oprocentowanie depozytu na poziomie 2.8% jest reklamowane jako atrakcyjne, to uczciwy kredyt nie powinien mieć więcej niż 5 %.
    Tu jest największy problem - różnica pomiędzy oprocentowaniem kredytów a depozytów. Powinna być jak najmniejsza.

  • wiadomosci-reporter napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 14:23:50:

    > "bo w najbliższych dniach nawiedzę jeden z oddziałów ING i sprawdzę co tam się opowiada klientom"

    Twój portret pamięciowy został już pewnie rozesłany do wszystkich pracowników obsługi klienta ING wraz z instrukcją postępowania (zawołać dyrektora placówki) :D

  • venes0007 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/20 23:08:52:

    Brawo ty, chciałoby się napisać, ale...
    posiadam pożyczkę dokładnie z tej oferty, która jest już od kilku miesięcy, to po pierwsze. Po drugie, faktem jest że prowizji nie ma przy założeniu, że obce pożyczki to minimum 50% i 4000pln, spłacane przynajmniej od 6 miesięcy. Warunki łączne. Po trzecie, ubezpieczenie jest dobrowolne. I ostatni błąd, nadpłaty nie obniżają rat, a skracają okres kredytowania. Nadpłaty idą na poczet kapitału od końca, więc nie ponosi się kosztów odsetek.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny