Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 08 listopada 2016

Frankowicze wygrywają wszystko i wszędzie? Te - bardzo świeże - wyroki mrożą krew w żyłach

Nie ma tygodnia, by któraś z kancelarii prawniczych, zajmujących się sprawami frankowymi, nie informowała o sukcesach w postaci jakiejś nowo-wygranej sprawy. Czytając to wszystko można dość łatwo dojść do przekonania, że banki w Polsce z frankowiczami przegrywają już wszystko i wszędzie. Jest to w pewnym sensie w interesie kancelarii prawniczych specjalizujących się w sprawach frankowych, bo napędza im biznes. Sporo się ostatnio nasłuchałem od klientów kancelarii, że są traktowani jak worki kartofli, bo prawnicy nie są w stanie "obrobić" wszystkich trafiających do nich spraw. I że ceny, jakie są przez prawników wyznaczane, zaczynają przypominać nie mniejszą lichwę, niż kredyty, które są przedmiotem sporu. I że prawnicy opowiadają klientom dyrdymały nie z tej ziemi. Ktoś wygrał jeden proces o unieważnienie umowy kredytowej i już prezentuje się jako "specjalista od unieważniania umów". Ktoś inny wykazał abuzywność w jednym procesie i już jest "specem od abuzywności" (mimo, że trzy procesy w tej samej sprawie wcześniej przegrał).

Rzeczywiście, nie ma co kryć, że linia orzecznicza w sprawie franków się w sądach zmienia i łatwiej niż jeszcze rok-dwa lata temu wygrać sprawę o unieważnienie kredytu, o jego odwalutowanie albo o zwrot spreadów. Pomagają w tym niewątpliwie bardzo ostre wystąpienia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznika Finansowego, którzy ścigają się w radykalnych poglądach na franki. Ale wciąż nie jest też tak, że każdy kto idzie do sądu w sprawie frankowej od razu wygrywa. Stosunkowo łatwo jest zablokować egzekucję w przypadku wypowiedzenia kredytu frankowego przez bank - w ramach sprzeciwu dość dobrze sprawdza się argument klienta, że kwota wierzytelności została przeliczona według nieprezycyjnej, abuzywnej klauzuli w umowie kredytu - ale jeśli chodzi o sprawy o unieważnienie kredytów lub ich odwalutowanie wciąż czekamy na wyrok Sądu Najwyższego, który "odkręciłby" dotychczasowe orzecznictwo najwyższej instancji, które część sędziów rejonowych i okręgowych zaczęła olewać, a część - wciąż respektuje.

Czytaj też: Pięć dowodów na to, że zbliża się frankowe przesilenie. Mów mi "wieszczu" ;-)

Czytaj też: Tak załatwili sprawę kredytów frankowych w innych krajach

Dziś - trochę na kontrze do opowieści prawników, którzy często obiecują klientom gruszki na wierzbie - biorę na warsztat dwa wyroki, które zapadły raptem kwartał temu i zupełnie nie pokrywają się z tym, co piszę średnio raz w tygodniu w blogu (i co piszą moi koledzy-dziennikarze w różnych mediach) - że banki przegrywają w sprawie franków na całej linii. Owszem, coraz więcej przegrywają, ale wciąż nie można powiedzieć, że frankowi prawnicy kroczą wyłącznie od zwycięstwa do zwycięstwa. W pierwszej sprawie, którą teraz opiszę, przedmiotem sporu był kredyt w mBanku z maja 2008 r., czyli z bardzo złego "rocznika". Klientka poszła do sądu wyciągając najcięższe armaty - w pozwie jej prawnicy domagali się albo odwalutowania kredytu (i traktowania go tak, jakby od początku był oprocentowany według stawki WIBOR plus 2%), albo unieważnienia umowy. Powołali się na abuzywność klauzuli przeliczeniowej (czyli słynny art. 385 Kc), na wrzucenie do kredytu "instrumentu finansowego" (czyli opcji walutowej), na wprowadzenie w błąd przez sprzedawców zapewniających, że kurs waluty obcej może się wahać co najwyżej w zakresie plus-minus 20%, a nawet na "nadzwyczajną zmianę stosunków", jaką był szalony wzrost kursu franka.

Bankowcy oczywiście oparli się na sprawdzonym argumencie, że zmiana zasad umowy, której żąda klientka, zmierzałaby do "zmiany charakteru stosunku prawnego", czyli przerobienia kredytu złotowego waloryzowanego kursem franka szwajcarskiego do złotowego niewaloryzowanego. Warto zauważyć, że nawet bankowi prawnicy nie używali argumentu, że ten kredyt jest kredytem "frankowym" lub "walutowym". I nawet nie bronili się zbytnio przed uznaniem klauzuli waloryzacyjnej za abuzywną. Ich linia obrony ograniczała się do tego, że po wyrzuceniu z umowy "lewych" klauzul nie może być tak, że zamiast regulować sprzedaży jabłek zaczyna ona regulować sprzedaż gruszek. A jeśli chodzi o zarzut dotyczący nieważności umowy, to bankowcy oczywiście stwierdzili, że unijny Trybunał Sprawiedliwości uznał już, że kredyt waloryzowany nie jest instrumentem finansowym, inwestycyjnym, ani opcją walutową. Bankowcy podnieśli też argument, że kredytobiorczyni jest główną księgową, więc ogarnia sprawy finansowe, a kredyt spłaca od pewnego czasu bezpośrednio we frankach, więc ominęła sobie trefną klauzulę korzystając z ustawy, która na to pozwala.

Sąd obejrzał argumenty obu stron, po czym wydał wyrok, który w całości oddalił roszczenia klientki. Zaczynając od najbardziej radykalnych żądań pozwu sąd uznał, że zmiana kursu waluty obcej nie jest niczym nadzwyczajnym, a już na pewno nie jest "nadzwyczajną zmianą stosunków" w rozumieniu art. 357 Kc (a taka zmiana stosunków dałaby możliwość zmodyfikowania lub unieważnienia umowy). I że przy umowie zawartej na kilkadziesiąt lat tylko brak należytej staranności po stronie klienta mógłby doprowadzić do konkluzji, że nie zdawał sobie sprawy z możliwości ogromnych wahań kursu. Sąd uznał też, że nie mógłby zaingerować w umowę choćby z tego względu, że "strony uprzednio zmodyfikowały umowę kredytu, uwzględniając zaistniałą zmianę stosunków" (a więc spisując aneks pozwalający spłacać raty bezpośrednio we frankach). Sąd nie zgodził się z tezą, że klientka nie została właściwie poinformowana o tym jaki produkt w banku kupiła, a dość szybko prześlizgując się po problemie abuzywności klauzuli waloryzacyjnej powiedział, że przecież wszystkie umowy taką mają i nikt się tym nie przejmuje :-)). A poza tym strony już sobie same poradziły z klauzulą waloryzacyjną poprzez jej "ominięcie".

mBankwyroklodz

Można mieć wątpliwości co do niektórych spostrzeżeń sądu, np. większość sędziów dziś nie uważa, by wejście w życie ustawy o możliwości spłacania rat bezpośrednio we frankach usuwało abuzywność z umowy. Ale jednak sąd w dwóch instancjach nie zgodziły się ani z "niekredytowością" tego kredytu (a przecież nie dalej jak kilka dni temu pisałem Wam o kopernikańskim przewrocie w Toruniu, gdzie sędzia uznał, że kredyt frankowy nie jest żadnym kredytem), ani z "nadzwyczajną zmianą stosunków", ani z abuzywnością klauzuli waloryzacyjnej.

Korzystnymi dla siebie wyrokami sądów pochwalił się w ostatnich godzinach również Bank Millennium. Co prawda są to wyroki nieprawomocne i - przynajmniej w jednej ze spraw - wygrana banku zdaje się wynikać z dość ryzykownej strategii procesowej obranej przez klienta, ale... fakt jest faktem. Pisząc o ryzykownej strategii procesowej mam na myśli próbę udowodnienia, że wzrost kursu franka był "nadzwyczajną zmianą stosunków". Klient domagał się takiego przeliczenia kredytu, by maksymalną zmienność raty kredytu sąd ustalił mu na 15-30% od kursu startowego motywując to faktem, że w banku nie uświadomiono mu, że z frankiem może być aż tak źle. Sąd stwierdził, że zmiana kursu waluty obcej, nawet bardzo duża, "mieści się w zwykłym ryzyku kontraktowym stron". I że "zmiany kursów walut są normalnym zjawiskiem, których przewidzenie nie wymaga ponadprzeciętnej wiedzy". To kiepska z punktu widzenia, ale możliwa do przewidzenia wykładnia prawa. Nie znam przypadku, by jakikolwiek frankowicz ugrał coś w sytuacji, gdy jego główny argument polegał na stwierdzeniu, że nie spodziewał się wzrostu kursu w tak dużym stopniu. 

Drugi z wyroków, którymi pochwalił się Bank Millennium, to już grubsza sprawa. Klient zażądał przeliczenia swojego kredytu w taki sposób, by raty mógł spłacać po kursie średnim NBP, czyli bez spreadu. Powołał się przy tym na abuzywność klauzuli przeliczeniowej. O ile duża część prawników wywodzi z tej abuzywności albo przepoczwarzenie kredytu w złotowy (bo "wygumkowanie" przeliczania oznacza, że żadnego przeliczania na franki być nie powinno) albo wręcz jego unieważnienie (bo umowy o kredyt indeksowany do obcej waluty bez określenia zasad jego spłaty w złotych nie da się wykonać), to w tym przypadku roszczenie klienta zatrzymało się na zwrocie spreadu. Zapewne chodziło o to, żeby nie rozjuszać sądu zbytnią chciwością i mieć większą szansę na wygraną.

Ale wszystko na nic. Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, I C 3561, co prawda jeszcze nieprawomocny, ale za to bardzo świeży - bo z września tego roku - rozbija w pył wszystkie osiągnięcia frankowiczów z ostatnich miesięcy. Już na sam początek sędzia zadał szyku, bowiem stwierdził, że co prawda taka sama klauzula przeliczeniowa, która znalazła się w umowie klienta z bankiem, została uznana przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznana za abuzywną, ale to nie musi wcale oznaczać, że jest abuzywna w danej umowie. Jeśli dobrze rozumiem chodzi o to, że abuzywność dotycząca wzorca umowy to nie to samo, co abuzywność zapisu konkretnej umowy (nawet jeśli co do literki jedno zgadza się z drugim). Ciekawe, prawda?

mille1wyb

Potem sędzia doszedł do wniosku, że klauzula przeliczeniowa, owszem, może i jest abuzywna, ale jej wyrzucenie z umowy oznaczałoby, że ta umowa zmieniłaby sens w zbyt dużym stopniu, "a przecież nawet powód nie negował samej dopuszczalbości i konieczności stosowania jakiegoś mechanizmu kursowego, a jedynie kwestionował ten stosowany przez bank".

mille2

Na koniec sąd orzekł, że abuzywność abuzywnością, ale klient powinien udowodnić, że stosowane przez bank kursy były nierynkowe, bo inaczej trudno będzie mu wykazać, że stosowanie przez bank "lewej" klauzuli przyniosło mu jakieś straty. A gdyby nie było strat, które bank mógłby pokryć, to nie ma i czego się domagać od bankowców - rozłożył ręce sędzia. Po czym powołał biegłego, który ocenił, iż spread stosowany przez bank (3,1% odchylenia od kursu NBP) nie był jakoś szczególnie nierynkowy. Gdyby klient miał sobie sam kupować franki, to taniej by mu nie wyszło. Gdyby jednak wyszło i gdyby miał bankowi za złe, że spread jest jednak za wysoki, mógłby spłacać raty bezpośrednio we frankach, bo prawo gwarantuje mu taką opcję.

mille3wyr

Niefajnie, prawda? Nie da się jednak ukryć, że dopóki nic nie unieważniło niekorzystnych dla klientów postanowień Sądu Najwyższego sprzed ponad roku, to będą się zdarzały wyroki, które pójdą właśnie po tej linii. Bo nie każdy sędzia w sprawie frankowej będzie gotów polemizować z Sądem Najwyższym. Tylko w sprawach wytoczonych przez klientów jednemu mBankowi naliczyłem w tym roku trzy prawomocne i siedem nieprawomocnych wyroków na niekorzyść klientów.  Bank Millennium też chwali(?) się, że nie ma na koncie żadnego prawomocnego i niekorzystnego dla siebie wyroku w sprawie franków. A to oznacza, że decydująca rozgrywka w sprawie franków jeszcze wciąż przed nami.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 08 listopada 2016 18:09

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • marcus_porcius_cato napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/08 20:31:27:

    Do lekarzy lub prawników chodzimy zwykle w chwili gdy coś nam dolega. Zarówno jedni jak i drudzy słono liczą za swoje usługi (wszak na szali po drugiej stronie spoczywa nasz szeroko rozumiany dobrostan). Obydwie grupy zawodowe najczęściej "biorą z góry" nie dając jakiejkolwiek gwarancji, że usługa przyniesie oczekiwany przez nas skutek. W ich bilansie po stronie aktywów jedynym dobrem narażonym na uszczuplenie jest reputacja. Dlatego obie grupy boją się rzekomego hejtu jeżeli chodzi o niezależne oceny internetowe ich usług. Uważam, że żer na ludzkim nieszczęściu (drugorzędne znaczenie ma czy zawinionym) jest zwyczajnie niemoralny i jeżeli przedstawiciele w/w grup zawodowych są przekonani o swojej skuteczności powinni zadowalać się wstępnym godziwym wynagrodzeniem za poświęcony czas i użytą wiedzę oraz doświadczenie ale ich zarobek powinien być każdorazowo konfigurowany jako "success fee". Lepiej być pięknym, młodym, zdrowym i bogatym niż...

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/08 21:08:46:

    Panie Macieju czy może Pan podać pełne sygnatury tych wyroków....???

    Niestety zacytowane fragmenty uzasadnień pokazują poziom profesjonalizmu niektórych sędziów w Polsce. Dno i wodorosty. Jak widać nie doczytali uchwały pełnego składu SN w sprawie rozszerzonej prawomocności wpisu klauzuli do rejestru (SN III CZP 17/15), nie mówiąc już o dyrektywie 93/13 i orzecznictwie TSUE. Dodatkowo oceny abuzywności, ich zdaniem należy dokonać przez pryzmat tego jak umowa była wykonywana, czytając te brednie zastanawiam się czy przypadkiem nie powinno się ich pozbawić wykonywania zawodu sędziego.

    Na deser orły temidy napisały w uzasadnieniu (w przypadku kredytu indeksowanego - Bank Millenium) o zasadności pobierania marży od dostawcy waluty.... Litości.

  • jamci32 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/08 21:16:23:

    Tak sobie myślę, że wiele osób zadłużonych w walutach tak naprawdę to w spokoju czeka na jakieś rozwiązanie ustawowe. Nie każdemu chce się biegać po sądach.

  • marcus_porcius_cato napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/08 22:51:08:

    @ pozwalembank
    Pełna zgoda! Mam za sobą kilka batalii sądowych w sprawach zarówno cywilnych jak i gospodarczych. "Wylosowani" do prowadzenia spraw sędziowie to w 90% ludzie pozbawieni jakiejkolwiek błyskotliwości umysłu. Czasem wręcz strony i adwokatura wyraźnie przewyższały sąd intelektualnie. A jeżeli chodzi już o matematykę to lepiej spuśćmy zasłonę łaskawego milczenia żeby nie obrażać inwektywą w rodzaju "imbecyl". Najgorsze jest jednak to że duch i litera prawa to raczej byty humanistyczne dla których 2+2 najrzadziej znaczy 4 a częściej oscyluje wynikiem z rozrzutem od 1 do 10. Plus ta potworna przewlekłość całej procedury... Ech szkoda słów. Kto nie musi niech tam nie idzie brrr....

  • koneton napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/09 08:41:28:

    Porażające jest to, że przytoczone tu wyroki są sprzeczne z obowiązującym prawem. Niestety sędzia jest niezawisły, również od prawa, którym powinien się kierować.

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/09 11:20:11:

    @jamci32
    "Tak sobie myślę, że wiele osób zadłużonych w walutach tak naprawdę to w spokoju czeka na jakieś rozwiązanie ustawowe. Nie każdemu chce się biegać po sądach."

    Tak sobie myślę że ci klienci to te barany które banki będą strzygły do końca, i przez których żadnego rozwiązania ustawowego nie będzie. Bo kto ma je zrobić? PO miała frankowiczów w nosie, co wyrażała słowami Tuska, działaniami Komorowskiego i Kopacz. PiS potraktował frankowiczów jako odskocznię do władzy, ale nie zamierza niczego ze swoich obietnic zrealizować, co ładnie można było obserwować przez kolejne coraz słabsze propozycje Dudy. Od obietnicy odfrankowania po kursie z zaciągnięcia do projektu tylko spreadowego który faktycznie ma tylko pomóc bankierom w sądach, bo ma zbić argument na którym wielu opiera pozwy o odfrankowanie. Widać "bezkompromisowe" PiS już skumało się z banksterami.

    Tu jest to samo co z każdą sprawą w tym kraju - tylko ci co sami zadbają o swój interes coś wywalczą, a ci co czekają aż im się załatwi (jak dawni pracownicy PGRów) zostaną z niczym. Kto nie idzie do sądu, to dziś oferma i sam jest sobie winien.

  • llxfile napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/09 13:07:01:

    Czyli jak się sędzia nie zgadza z sn, ale na korzyść to wtedy jest "słusznie" i "trafnie".
    Swoją drogą ciekawa wykładnia, że klauzula w ogóle nie jest abuzywna, bo w miarę sensowna tabela wymiany kursów nie narusza rażąco interesów konsumenta. A więc cios w sam splot.

  • jamci32 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/09 14:07:08:

    @antybanksterka
    Nie byłbym taki pewien kto więcej straci - czy ten biegający po sądach (oczywiście nie wliczając osób którym wypowiedziano umowę bo to walka na być albo nie być) czy ten spokojnie spłacający (jak to określiłeś "oferma"). Bardzo dokładnie obserwuję co się dzieje w sądach i na razie to uważam, że to banki są górą. A ludzie tracą tylko kasę na adwokatów, wokandę i czas spędzony w sądach. Jak na chłodno przeanalizować wyroki to wygląda to tak, że na palcach możemy policzyć ile jest wygranych klientów, a i tak później się okazuje że są to wyroki nieprawomocne.

    Ale czas pokaże kto ma rację może się mylę.

  • 6krokodyli napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/09 17:14:52:

    @llxfile

    To nie jest ciekawa wykładnia tylko błędna.

    Wystarczy spojrzeć do sprostowanie do dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, żeby dojść do takiego wniosku.

    1. Nie naruszając przepisów art. 7, nieuczciwy charakter warunków umowy jest określany z uwzględnieniem rodzaju towarów lub usług, których umowa dotyczy i z odniesieniem, w momencie zawarcia umowy , do wszelkich okoliczności związanych z zawarciem umowy oraz do innych warunków tej umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna.

    Akurat żadna "sensowna" tabela kursowa nic tu nie zdziała. Sędzia chyba przeoczył to sprostowanie.

  • llxfile napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/09 19:24:57:

    Jakby ostateczne rozwiązanie takich sporów miało się rzeczywiście zakończyć intelektualną dyrdymałą to w pierwszej kolejności _nigdy_ nie dostałbyś takich przywilejów prawnych.

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/10 07:49:11:

    @llxfile
    Jeżeli zadłużenie rośnie 2x (czyli na całe przyszłe pokolenie, zresztą jak twierdzą banki nie przewidywały takiego wzrostu), to jest to drastyczna zmiana stosunku umownego. Banki bronią się, że taka jest zapisana umowa i takie jest prawo. Niefortunnie dla banków umowy nie zostały tak świetnie skonstruowane i pozostają furtki, które pozwalają naprawić sytuację.

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/10 10:15:31:

    O jednym z tych wyroków napisał wczoraj Michał Kisiel z Bankier.pl i napisał m.in. tak:

    W uzasadnieniu wskazano również, że sędziowie nie pochylili się nad kwestią abuzywności klauzul zawartych w umowie, chociaż wątek ten poruszył pełnomocnik kredytobiorcy na rozprawie poprzedzającej wydanie wyroku. Przyczyną były kwestie proceduralne sąd nie mógł wyjść poza żądania sformułowane przez stronę w pozwie.

    To przecież znacząco zmienia postać rzeczy!

    Jest to kolejny dowód na to, że nie można iść do sądu przeciw bankowi, nie mając dobrego, rozgarniętego prawnika. Nie wiem, na co liczył klient, który w pozwie w ogóle nie żądał badania zapisów umowy pod kątem ich abuzywności, tylko domagał się ustalenia widełkowego kursu na podstawie "nadzwyczajnej zmiany stosunków".

    Jak się idzie do sądu w sprawie przeciw bankowi, to ma się przeciwko sobie nie tylko ten bank z jego profesjonalnymi pełnomocnikami, ale również cały sądowy "aparat". I właśnie dlatego dobrego, rozgarniętego prawnika trzeba mieć, bo ten tutaj to zwabił klienta na scenę z zapadnią.

    Dobrze, że przynajmniej ten człowiek ciągle może złożyć pozew związany z abuzywnością, bo nie tego dotyczyła ta sprawa i w związku z tym powaga rzeczy osądzonej abuzywności nie obejmuje.

  • llxfile napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/10 11:11:43:

    Napisał także, że sąd zadecydował o . . . odrzuceniu powództwa. Taki poziom relacji, dlatego bez całego uzasadnienia trudno to rzetelnie analizować.
    Aczkolwiek wracam z uporem do tego, że uzasadnienie w takich sprawach jest rzeczą wtórną.

  • llxfile napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/10 11:32:34:

    dw1960
    Nawet hiperinflacja po zmianie ustroju nie była traktowana w orzecznictwie jako nadzwyczajna zmiana stosunków. To jest klauzula generalna do zastosowania w bardzo indywidualnych i rzadkich przypadkach. Nie wiem, po co prawik wyskoczył z czymś takim, może chciał testować nową koncepcję.
    Inną sprawą jest to, że "nieprzewidziane" skoki na rynkach finansowych z jednego ekstremum w drugie to powtarzalny wzorzec raz na ok. 10 lat.

  • jago_74 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/11 16:50:42:

    Mam krótkie dwa pytania:
    1. kiedyś po nagłym wzroście franka znajomy powiedział, że jego miesięczna rata nieznacznie wzrosła, ale na pewno nie do tego poziomu, gdyby wtedy brał kredyt w PLN. Czy to możliwe, że niektórzy frankowicze nadal wyjdą na swoje (przy założeniu, że nie będzie frank droższy niz np. 4,3). A roznica na niekorzysc frankowicza jest widoczna tylko wtedy, gdy nagle musi sprzedac nieruchomosc albo predzej splacic kredyt? tutaj zlotowkowicz lepiej wychodzi..?
    2. czesto slysze zarzuty do frankowiczow, ze teraz nagle narzekaja i chca pomoc od Panstwa, a przed uwolnieniem jego kursu nikt nic nie robil, specjalisci prawnicy nie widzieli problemu? ktos moze podac przyklady, ze juz duuzo wczesniej z tymi "kredytami" walczono ??

  • janek7444 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 13:09:33:

    Na koniec sąd orzekł, że abuzywność abuzywnością, ale klient powinien udowodnić, że stosowane przez bank kursy były nierynkowe, bo inaczej trudno będzie mu wykazać, że stosowanie przez bank "lewej" klauzuli przyniosło mu jakieś straty.

    Tragiczny poziom wiedzy sędziego ale na szczęście UOKiK zaczął edukować tych zadufanych nieuków.

    iZdaniem Urzędu konsument nie musi udowadniać nieprawidłowego sposobu wykonania umowy dla wykazania spełnienia przesłanek określonych w Kodeksie cywilnym./i

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/01 10:38:55:

    I C 3561/15 - miała być bankowa bomba, a jest zwykły kuriozalny wyrok obnażający elementarny brak wiedzy sędziego.
    Uzasadnienie do wyroku (pełna treść), którym ostatnio chwalą się prawnicy bankstery, w sprawie przeciwko Bankowi Millenium. W roli głównej SRR Andrzej Vertun. Po lekturze uzasadnienia mogę śmiało stwierdzić- wiedza sędziego na temat klauzul niedozwolonych w kontekście dyrektywy 93/13, wykładni TSUE oraz kc szoruje po dnie i wodorostach. Sędzia oparł wyrok na arbuzie SN (II CSK 768/14) oraz ustawie antyspreadowej z 2011 r.
    Jak widać sędzia nie doczytał dokładnie pełnej uchwały SN w sprawie rozszerzonej prawomocności wpisu klauzuli do rejestru oraz stanowiska SN dot. wpływu ustawy antyspreadowej (2011) na badanie abuzywności.
    Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, wyrok z dnia 27 września 2016 r., sygn. akt I C 3561/15.
    www.pozwalembank.pl/wp-content/uploads/2016/11/sygn.-akt-I-C-3561_15.pdf

    Innym wartym uwagi zagadnieniem jest żądanie pozwu oraz pytanie, czy pełnomocnik kredytobiorcy wykonał swoją robotę tak jak powinien? Nie tylko w kontekście żądania pozwu, ale także w kontekście argumentacji, która pozwoliłaby sędziemu uzupełnić elementarne braki wiedzy..... Mam co do tego poważne wątpliwości.

  • ostrowski62 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/09 18:48:36:

    na początku tej dyskusji pojawiała się sugestia (parafrazując), że tylko idioci nie idą do sądu i nie kłócą się o swoje. To prawda, ale w większości są to osoby bardzo świadome finansowo i prawnie, które (generalizując) nie mają większego problemu ze spłatą miesięcznych rat (choć oczywiście mogą być mocno wk&(^%(&*)ni takim kursem chf). Szkoda jest tych osób, które bez większej refleksji uwierzyła sprzedawcom, że mogą ominąć system i płacić mniej niż inni idioci, którzy biorą kredyty w pln... Chytrość bez chwili zastanowienia i braku podstawowej wiedzy doprowadziła do tego, że bardzo dużo osób ma mega problem ze spłatą, a to wpływa na ich całe życie, zszargane nerwy, problemy rodzinne, etc. Ja osobiście też jestem "szczęśliwym" posiadaczem szwajcarskiego łańcucha, ale na szczęście mieszkanie, które kupowałem nie było nabywane celem spekulacji. Ostatnio zrobiłem sobie pewne sprawdzenie jak tutaj na finansenonfiction - i okazuje się, że na dzień dzisiejszy zapłaciłem tyle ile zapłaciłbym biorąc kredyt w pln 10 lat temu. czy rwę szaty? nie. czy rozliczyłbym spready na swoją korzyść? jak najbardziej. czy jeśli miałbym możliwość wzięcia kredytu jeszcze raz to czy wybrałbym jeszcze raz chf? nie wiem. ale liczę na to, że w końcu chf spadnie...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line