Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 24 listopada 2016

Dorzuć 100 zł do ceny polisy, a w razie stuknięcia podstawią ci auto na miejsce wypadku! Dobre?

PZU, największa firma na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, niedawno zapowiedziała dalszy wzrost cen polis OC. To gracz, który - razem z Link 4 - kontroluje 40% rynku obowiązkowych polis komunikacyjnych, więc nie ma dwóch zdań: zaboli nas wszystkich. Jeśli największy gracz podwyższa stawki, to inni skwapliwie pójdą za nim. Nie chcemy tego, więc do gry włączyli się politycy opozycji, którzy zażądali, żeby premier Szydło zablokowała wzrost cen. Albo żeby wypłacała każdemu kierowcy po 500 zł na opłacenie OC (ale od pierwszego, nie od drugiego samochodu ;-)). Sprawą cen polis OC zajmie się też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Czy coś wskóra? Zobaczymy.

W każdym razie wkurzenie w narodzie jest wielkie. Opisywałem ostatnimi czasy zdziwienia moich czytelników, którzy po 10 latach bezszkodowej jazdy dowiadują się, że mają płacić za OC o 20-30% więcej, niż dotychczas, bo firmy są zmuszone przez prawo do wypłacania coraz wyższych odszkodowań za szkody wyrządzone przez... innych kierowców. Nie trzyma się to sensu, a na domiar złego firmy ubezpieczeniowe nie mają dobrego wytłumaczenia poza tym, że rzeczywiście do OC wciąż dopłacają. Po trzech kwartałach tego roku wypłaciły o prawie 500 mln zł więcej odszkodowań, niż zebrały składek z OC. Niewykluczone, że w ramach kolejnych fal podwyżek po kieszeni - jak zwykle - dostaną najbiedniejsi, czyli posiadacze starszych samochodów. Takich, jak ten należący do mojego czytelnika:

"Jestem pierwszym właścicielem dziś już 17 letniego pojazdu. Jestem zadowolony, auto ma niskie koszty utrzymania i jest niezawodne. Niestety "nagrodą" za to, że od 1982 r. jeżdżę bez wypadku (odpukać!) jest to, że OC i AC stanowi teraz 50% wartości mojego auta! Nie do zniesienia jest świadomość, że ustawodawca zmusza mnie do obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej w komercyjnych towarzystwach ubezpieczeniowych, a te nie chcą ubezpieczać starszych, lecz ciągle sprawnych samochodów!"

- napisał do mnie pan Waldemar. I pyta czy znajdą się odważni ubezpieczyciele, którzy mimo wszystko zaryzykują wprowadzenie nowego produktu - dla notorycznych "bez-wypadkowców". Na to bym chyba nie liczył, chociaż pan Waldemar ma trochę racji, że skoro państwo zmusza obywatela do korzystania z usług prywatnych firm, a te dyktują obywatelowi ceny zaporowe, przez co ów obywatel płaci za obowiązkowy produkt jak za zboże, to coś tu nie gra. Z drugiej jednak strony nie ma obowiązku posiadania samochodu. Można jeździć taksówkami albo autobusem i OC u prywatnych zdzierców nie płacić. Z trzeciej zaś strony stare auta są nieekologiczne, więc rząd je zwalcza. W tym kontekście zaporowe ceny OC mogą być nawt rządzącym na rękę, bo może część klientów ich nie wytrzyma i wreszcie odda swoje auta na złom ;-)).

Z moich rozmów z firmami ubezpieczeniowymi wynika, że wraz z kolejnymi turami podwyżek - wymuszanymi z jednej strony przez regulacje, a z drugiej przez wyłudzenia, z którymi ubezpieczyciele nie mogą lub nie chcą sobie poradzić - najlepsi kierowcy będą karani w coraz mniejszym stopniu, bądź ich składki w ogóle przestaną rosnąć. Przy sięgającej miliarda złotych (a tyle było przed rokiem) dziurze finansowej ubezpieczyciele po prostu wpadli w panikę i podwyższali taryfy wszystkim bez wyjątku. Teraz - gdy straty udało się zmniejszyć o połowę - w ich strategiach jest miejsce na różnicowanie stawek i "dokręcanie śruby" konkretnym grupom kierowców, "odpowiedzialnym" za deficyt. Oby. Jeśli przez 20 lat nikogo nie szturchnąłem to nie powinienem płacić więcej tylko dlatego, że ci, co szturchają notorycznie, są obciążani coraz wyższymi odszkodowaniami na rzecz szturchniętych pechowców. 

Jest i drugi trend - w firmach ubezpieczeniowych znów myślą o zwiększaniu lojalności klientów bardziej przyjazną ofertą. Skoro nie może być taniej, to niech chociaż drożejący produkt będzie ładniej opakowany. Ten numer już raz się udał - firmy, które jako pierwsze zaproponowały tzw. bezpośrednią likwidacją szkód, czyli przejęcie naprawy auta i tym samym odstresowanie klienta "stukniętego", bardzo zyskały wizerunkowo i chyba też biznesowo. Każdy, kto przeżył gehennę z ubezpieczycielem po nie zawinionym przez siebie wypadku, już wie, że chętnie zapłaci więcej za dovrą polisę, żeby już drugi raz tego nie przeżywać. I widać, że dziś - w erze koszmarnie drożejących polis komunikacyjnych - PZU znów chce na tym "jechać". Od kilku tygodni promuje bowiem opcję "Auto Non-Stop", polegającą na dostarczeniu na miejsce wypadku gotowego do startu auta zastępczego.

Czytaj też: Link4 da ci nawigację i sprawdzi czy bezpiecznie jeździsz. A potem...

Czytaj też: Koniec z robotą papierkową przy ubezpieczaniu aut? Skanujesz dowód i...

Jeśli więc miałeś wypadek i twój samochód nie nadaje się już do jazdy, to nie musisz występować o auto zastępcze i czekać na odbiór z wypożyczalni najmarniej do następnego dnia. Auto przyjedzie do ciebie na lewecie natychmiast. I odjeżdżasz nim z miejsca nieszczęścia. W dodatku będziesz mógł go używać bezterminowo, do czasu naprawy twojego samochodu (w skromniejszych wariantach auto zastępcze przysługuje przez 3 dni lub przez tydzień).

Z tego co mówią mi agenci PZU dopłata na "Auto Non-Stop" to jakieś 100 zł. Opcja działa zarówno w razie kolizji, jak i awarii. Auto zastępcze będą mogli nam zabrać po kilku dniach tylko w przypadku orzeczenia szkody całkowitej albo w sytuacji, w której warsztat, do którego wstawiliśmy auto, czeka na części bez końca (limit to 21 dni). Może się też zdarzyć, że PZU co prawda auto zastępcze przywiezie nam na miejsce wypadku, ale w momencie przekazania tego auta zastępczego w twoje ręce będziesz musiał wpłacić jakąś kaucję lub zablokować pewną kwotę na karcie kredytowej (to cena za błyskawiczne udostępnienie samochodu przez wypożyczalnię, z którą PZU ma umowę). Wydaje mi się, że tego typu usługa - nawet jeśli jest płatna i to wcale nie tak symbolicznie - może być podobnym strzałem w dziesiątkę jak bezpośrednia likwidacja szkód. Pewna grupa ubezpieczonych - ta najcenniejsza dla ubezpieczycieli, nie szukająca jak najtańszej polisy, tylko jak najlepszej na rozsądnych warunkach cenowych - będzie gotowa zapłacić trochę więcej za gwarancję świętego spokoju w razie wypadku. I być może takie "assistance wypadkowe" będzie nawet argumentem za tym, by przymknąć oko na rosnące ceny polis komunikacyjnych i nie szukać alternatywy u tańszej konkurencji?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 24 listopada 2016 20:17

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • mus8607 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/24 20:34:36:

    Skoro towarzystwo musi zapewnić, że w razie wypadku zapłaci za szkody do 6 mln EUR (przy dzisiejszym kursie ponad 26,6 mln PLN) to nie dziwota, że chce w zamian za ryzyko "walniesz - nie walniesz" te kilka stówek...

  • zuzanna93-93 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 07:52:31:

    wow

  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 08:45:13:

    Ten dodatek z samochodem na ławeczce - tylko gdy masz jeszcze AC.
    Tylko przy OC nie jest dostępne

  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 08:46:14:

    Oczywiście lawecie

  • bulliq napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 09:14:12:

    Z grupy 10000 kierowców, którzy jeżdżą bezszkodowo już blisko 100 lat, w przyszłym roku będzie 3,48173 kierowców którzy spowodują swój pierwszy wypadek i szkodę na 7,51 mln zł - co będzie więcej o 2,51mln zł niż 3,48173 kierowców z analogicznej grupy przed kilku laty.

    Zmowy cenowe, nielogiczne kryteria brane do wyceny, nadużycia i wyłudzenia to jest pewnie znaczący efekt kosztotwórczy. Ale na tak dość konkurencyjnym rynku, decydująca wydaje się wysokość szkody na 1 zdarzenie. Kiedyś za śmierć osoby bliskiej słyszało się o odszkodowaniach po kilka tysięcy złotych. Obecnie świadomość społeczeństwa, wysyp "firm prawniczych", praktyka sądów "troszkę" podniosły stawkę.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 11:09:07:

    Firmy ubezpieczeniowe nie są instytucjami charytatywnymi. Jeśli są na minusie w danej dziedzinie, to nie dziwne, że podwyższają składki.

    Cytowany człowiek może jeździ rzęchem wartym mniej, niż rower średniej klasy, ale może wyrządzić szkodę całkiem pokaźną. I za to płaci.

    Z drugiej strony samochód wydaje się niektórym kierowcom czymś, do czego mają prawo za nic. Ubezpieczenie ma być tanie, drogi dobre, parkingi darmowe. Może pora odejść od tego sposobu myślenia? Samochód jest konieczny na wsi (ze względu na odległości i praktyczny brak komunikacji), ale w mieście już nie. W niektórych miastach posiadanie miejsca postojowego w pobliżu mieszkania to luksus, na który stać nielicznych.

  • kamykologia napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 11:41:41:

    W "Angorze" (z 6.11.2016) na okładce zostało podane, że polisy AC podrożały o... 500%. Artykuł naszego Redaktora mówi, że PZU lideruje i wpływa na składki w innych towarzystwach. Być może ten natychmiastowy samochód zastępczy bije po kieszeni wszystkich z racji podniesienia średniej składki za takie polisy. O ile w przypadku OC są szkody osobowe, to w AC nie ma powodu do drastycznych podwyżek.

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/25 19:15:50:

    @kmiarek

    Problem nie w samych podwyżkach, ale w ich skali.
    Jakby podwyżali cenę jak w przypadku prądu, wody, gazu - po kilka procent na rok, to by teraz nie bylo takiej zadymy.

    "Z drugiej strony samochód wydaje się niektórym kierowcom czymś, do czego mają prawo za nic"

    To "za nic" trzeba kupić, utrzymywać w sensownym stanie technicznym (opornych przypuszają coroczne przeglądy), a żeby pojechać trzeba kupić na 4.5 zł/l benzyne, gdzie faktyczny produkt kosztuje około 1zł/l a reszta to przeróżne podatki - min. na drogi.

    Jak już jestesmy przy rowerach - to dziwnym trafem nie trzeba mieć OC, rejestracji, obowiązku corocznego testu stanu technicznego też nie ma, benzyny też się nie kupuje - o kto tu ma drogi za darmo?!

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/27 11:54:47:

    @oxulsen:
    Tu IMHO masz rację - rower poruszający się w ruchu miejskim powinien mieć OBOWIĄZKOWE OC! Rowerzysta też potrafi spowodować groźną kolizję drogową (nawet nie bezpośrednio własną oponą) - kto ponosi odpowiedzialność cywilna w takim przypadku? ...
    Inna sprawa - tworzenie ścieżek rowerowych nie jest za darmo! Płacą za ich budowę nie tylko kierowcy, ale każdy z nas, nawet nie posiadający roweru! To może niech posiadający rower płacą roczną składkę na wykładanie specjalnie dla nich "czerwonych dywanów"!

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/27 12:05:49:

    Pamiętamy na czym przejechał się Obama? Na obowiązkowym ubezpieczeniu społecznym! Jakoś tak duży odsetek ludzi w USA ważał, że w razie czego, to lepiej zdechnąć pod płotem nie mając ś5rodków na leczenie, niż całe życiwe płacić za nic...

    Tak, wiem, to tzw. Umowa Solidarna, jak nasz ZUS ;-PP
    Czy ktoś pamięta, skrót PZU? Czyż nie Państwowy Zakład Ubezpieczeń? ;-)
    Gdy w TV były dwa kanały, a ubezpieczyciel jeden, państwowy, cena ubezpieczenia dyktowana była przez państwo, a nie koncerny międzynarodowego zasięgu i słupki w Excelu. Jedna dla każdego.

    Dobra, z jednej strony wolny rynek i konkurencyjnosć ofert, podaż kontra popyt, ale sytuacja przypomina trochę kupowanie wody pitnej za 11zł/litr... Musisz żyć, to płać.

    Nie wiem co lepsze - czy jedna cena urzędowa na OC (wódkę i ser żółty także), czy wolna konkurencja prywatnych ubezpieczycieli, rodem z XIXw, wspierana państywowym przymusem?

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/27 12:16:25:

    Panie Maćku, przydała by się infografika porównawcza pt. "Procentowy udział kosztów OC w przychodach obywateli UE, w skali roku". W jakim kraju UE płaci się najwyższe OC w stosunku do miesięcznego wynagrodzenia?
    Albo dlaczego tylko w Polsce koncerny ubezpieczeniowe mają ujemny bilans?
    I dlaczego nie zwijają biznesu, skoro do niego dopłacają? Bo wspierają Dojną Zmianę? ;)

    Po prostu jestem ciekaw, jakie rozwiązania i proporcje są w krajach cywilizowanych ;-)

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/27 13:05:29:

    Maćku, mój śp. kuzyn, dr. Jarek (mego nazwiska), mający chyba pierwszą w Polsce prywatną klinikę laserowego przylepiania siatkówki oka miał dwa auta. Czarnego Mercedesa V8 i pomarańczowergo Maluszka. ;-) Mesio stał w garażu i służył do wyjazdów na sympozja i takie tam reprezentacyjne eventy, a maluszek nie miał zamka w drzwiach, stał przed bramą i służył do skoczenia po zimną wódkę do sklepu ;-) OC? Jakie OC? ;-)
    Może to polska metoda na "auto zastępcze"? ;-))

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/27 14:49:42:

    @oxulsen
    Z mojego doświadczenia (jako kierowcy, pieszego i rowerzysty) stwierdzam, że ci ostatni są najbardziej denerwującą i nie przestrzegającą zasad grupą. Osobiście uważam, że jakieś ubezpieczenie + prawo jazdy byłoby przydatne. Tylko to nie przejdzie, bo jest obecnie moda na ten środek komunikacji. Co po niektórzy nawiedzeni nawołują do odświeżania ścieżek rowerowych w zimę (z których wtedy prawie nikt nie korzysta).

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/27 15:43:11:

    @kmiarek:
    Jestem jaknajbardziej ZA odśnieżaniem ścieżek rowerowych! Niech będą nawet podgrzewane! Ale niech za to płacą właściciele rowerów w podatku "rowerowym". Ja płacę za bilet w tramwaju i jadę. Chcesz jechać rowerem zimą - luz, zapłać.

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/28 09:44:00:

    Pieniadze za przesadne OC zawsze mozna "odzyskac" przesuwając środki z jednej kieszeni do drugiej. Niegdys , gdy paliwa kosztowały niewspolmiernie do zarobkow, ktos madry wymyslił instalację LPG by koszt kilometra drogi był tani. Oczywiscie za jakis czas, gdy rząd zauwazył problem odpływu zysków z marzy sprzedaży klasycznych pali to polozyl swoja pazerna łape i na gazie. To samo potem spotkało olej rzepakowy masowo lany przez rolnikow do kombajnow itp. Na koniec wpadli na genialny w swej prostocie pomysł, by opodatkowac akcyzami wszystko co wlejesz do baku jako paliwo napędzajace silnik spalinowy. I w ten oto prostu sposób idea skody na wodę przestała byc atrakcyjna. Tyle skróconej historii polskiej motoryzacji w zderzenie z zakusami podatkowymi poszczególnych łupieżców.

    Co teraz? Pozostaje samochod elektryczny. Poki niszowy, to rzad nie bedzie probował okładac akcyzą prądu elektrycznego zasilajacego silnik. Mało tego pojazdy elektryczne , nawet takie gabarytów samochodu wymykaja sie idei Odpowiedzialnosc Cywilnej na drogach. Juz od dawna w małopolsce jest gutek , który z zamiłowania przerabia Skody Fabie na elektryczne wózki (bynajmniej nie golfowe). Koszt przerobki to okolo 8k złotych. Duzo, mało? To policz jeden z drugim ile oddasz na paliwa, przeglądy, ubezpieczenia w skali roku i moze sie okazac, ze te 8k złotych to smiech na sali, tyle, ze do wydania na raz.

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/28 10:00:40:

    Reasumujac.
    Historia lubi sie powtarzac. Tak jak historia II filaru rodem z Argentyny powtórzyła się u nas, tak samo historia ubezpieczen z Indii odbije sie u nas. To tam wlasnie jakis czas temu obezpieczenia pojazdów spowodowaly, ze zaczęto produkowac trajki a z czasem i zwykłe małe samochodziki, do których przylgnąła nazwa Keicar, które skutecznie wymykały sie definicji samochodu. Zreszta do dzisiaj w krajach wschodu takie Keicary ziutaja po drogach.
    Jednak tu bardziej niz sposobowi ominiecia ubezpieczenia warto byloby sie przyjrzec czemus innemu. Skoro te same problemy wczesniej dotykały inne panstwa rozwijające sie to mozna odniesc wrażenie, ze strategia instutucji finansowych nie zmienila sie od dziesiatek lat i szablonowo od lat robia to samo w nowych panstwach. A przeciez jakby sie przyjrzec to we wladzach wiekszosci towarzystw ubezpieczeniowych ... są ci sami gracze co przedtem ...
    No to co się dzieje? Te same stare błedy? Firmy przez lata się nie uczą? czy moze to sprawdzony juz sposob na wydrenowanie rynku pod byle pozorem, zwlaszcza, ze rzady krajów są nieeleastyczne i ... NIECZUJNE.
    Moim skromnym zdaniem, zadne , zawet najbradziej wydumane podwyżki ubezpieczen komunikacyjnych NIE SĄ POTRZEBNE
    Jestesmy tak jak inni wczesniej polem eskperymentalnym, rzad nie zauwaza, lub nie chce zauwazyc problemu. A firmy drenuja rynek coraz głebiej ...
    Spisek czy realny problem? Niech odpowie sobie sam.

  • izaizaizaizaiza napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/28 19:47:03:

    Najlepiej niech wszyscy wykupią obowiązkowe OC. Piesi, rowerzyści, kierowcy, matki z wózkiem, dzieci grające w piłkę. WSZYSCY jesteśmy potencjalnymi sprawcami wypadków, WSZYSCY korzystamy z dróg. Paranoja!

  • onlinena napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/19 23:44:10:

    Co jak co ale rowerzyści też powinni mieć OC, przecież też może wjechać w samochód i spowodować zniszczenia. Bez oc mogą być tylko hulajnogi.

  • najemzoc napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/20 22:15:56:

    Za 100 zł to podstawią samochód zastępczy na 3 godziny :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line