Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 14 listopada 2016

Coś dla tych, którzy lubią pedałować? Do wzięcia aż 8,8% w skali roku. Ale będzie pod górkę ;-)

Podobnie jak większość z Was, bardzo cierpię obserwując przyrost moich oszczędności na bankowych depozytach. I wypatruję, jak kania dżdżu, sensownej alternatywy dla zwykłych lokat. Czasem skuszę się na jakiś produkt strukturyzowany (czyli rodzaj "zakładu" o cenę jakiejś waluty, koszyka spółek, surowców, czy indeksów), ale mimo mnóstwa takich ofert w bankach - bardzo trudno trafić na sensowną. Wybieram "struktury" w miarę krótkoterminowe, albo takie, które dają kilka szans na zysk (sprawdzenie "zakładu" odbywa się do jakiś czas, a nie tylko na końcu). Jeśli oferowane w razie wygranej "oprocentowanie" jest co najmniej trzy razy wyższe od tego na depozycie, wpłacona kwota jest gwarantowana (nie można stracić), zaś szansę na "zwycięstwo" w zakładzie oceniam dość wysoko - jestem gotów zaryzykować.

Czytaj też: Oprocentowanie lokat bankowych sięga dna. Większy zysk dostępny tylko dla pięknych i bogatych?

Czytaj też: Rzecz o pieszczeniu portfela, czyli jak sam lokuję swoje oszczędności

Inną alternatywą dla depozytów są dla mnie obligacje korporacyjne. Z chęcią włożyłbym pieniądze w obligacje największych polskich koncernów (albo i zagranicznych, gdyby sprzedawały obligacje polskim inwestorom). Zysk byłby wyższy, niż na depozycie (kiedyś Orlen dawał za obligacje stawkę WIBOR plus 1,5-1,3%, co dziś oznaczałoby jakieś 3-3,2% w skali roku), ale za to pewny niemal jak w banku. Niestety, takich ofert brak. Od czasu do czasu obligacje sprzedają zwykłym ludziom właśnie banki, ale ostatnio i to źródełko wyschło. Pozostają obligacje firm co prawda dużych, ale mimo wszystko jakoś-tam ryzykownych - z branży deweloperskiej, windykacyjnej, albo pożyczkowej. Tu do wzięcia jest WIBOR plus 3-4,5%, czyli 4,5-6% w skali roku. Są też w sprzedaży obligacje rynkowych challengerów. W tej kategorii - tu już ryzyko jest wysokie - opisywałem oferty obligacji firmy budującej polski supersamochód, albo producenta drukarek 3D, który oferuje nawet 20% w skali roku.

Dziś dwa słowa o podobnej ofercie - firma Bikershop, zajmująca się hurtową i detaliczną sprzedażą rowerów i części rowerowych, od kilku dni zbiera chętnych na swoje jednoroczne obligacje. Oprocentowanie - uwaga - aż 8,8%. Każdy kto trzyma pieniądze w banku na 1,4% (takie jest dziś średnie oprocentowanie depozytu) musi dostać drgawek na samą myśl o takim zarobku. Odsetki będą wypłacane co kwartał, a jedna obligacja kosztuje 1000 zł. W sumie firma chce w ten sposób pozyskać 5 mln zł na powiększenie skali działalności. Kto się skusi - powinien się zgłosić do Expandera, maklerów Banku Millennium albo do Polskiego Domu Maklerskiego. I zdążyć przed 24 listopada, bo wtedy zamyka się sklepik z "rowerowymi obligacjami". Relatywnie wysokie oprocentowanie i krótki termin inwestycji świadczą o tym, że mamy do czynienia z dość ryzykowną inwestycją, ale z drugiej strony to dobrze, że - w braku możliwości zakupu obligacji takich firm jak Orlen, PZU, PKO BP, Orange - o nasze pieniądze ubiegają się coraz to nowe firmy, niekoniecznie "pierwszoligowe".

Czytaj: Gdy bank zachęca do pedałowania. Czy opłaca się dostać w prezencie rower?

Bikershop ma tę przewagę nad innymi sprzedawcami obligacji w swojej klasie, że nie jest debiutantem. Działa od 25 lat, ma ustabilizowaną pozycję i solidny track-record do pokazania. Wiadomo, że w sprzedawaniu rowerów nie ma łatwo - są wielkie sklepy sportowe (Decathlon, GoSport i inne), są sklepy poszczególnych marek, są też sklepy "branżowe" (narciarskie itp.), a do tego wszystkiego jeszcze internetowe w niezmierzonych ilościach. Póki nasze wydatki na sport rosną, więc jest szansa, że każdy się wyżywi. Ale takie firmy jak Bikershop muszą z jednej strony tanio kupić od producenta (sprowadza sprzęt 27 marek, ma też własną - Creon), a z drugiej są ciśnięte cenowo przez odbiorców (im większa sieć, tym większych wymaga rabatów, odroczenia płatności i innych karesów). Do tego - jak w rolnictwie - na rentowność biznesu wpływa pogoda (tylko 10-20% sprzedaży Bikershop to sprzęt zimowy).

rowersskan

Bikershop 90% sprzedaży generuje w hurcie, a resztę w sześciu sklepach detalicznych na południu Polski i przez internet. Jest więc jakoś-tam uzależniona od kilkunastu największych odbiorców (aczkolwiek ma ich 600 i chyba od żadnego nie zależy wielka część sprzedaży). Jak chodzi o wyniki finansowe, to na pierwszy rzut oka biznes na rowerach nie jest zły - w 2014 r. firma miała 92 mln zł obrotu (co by oznaczało, że przy średniej cenie roweru 1500 zł sprzedała ich ponad 60.000), w 2015 r. już 111 mln zł, a po trzech kwartałach tego roku - ponad 130 mln zł. A zyski? Widać, że to ciężki biznes, bo w 2014 r. wyniosły raptem 2,6 mln zł (czyli na każdym rowerze średni zarobek wyniósł 2,8%). W tym roku po trzech kwartałach jest 4 mln zł, a na koniec roku pewnie będzie co najmniej tyle, co w zeszłym - jakieś 5,5 mln zł. Firma podaje, że nawet 7,5 mln zł.

rowersskan2Firma, ze względu na profil swojej działalności, aktywa ma ulokowane głównie w zapasach (43 mln zł) oraz należnościach od klientów (45 mln zł). Tylko 2,2 mln zł trzyma w "żywym" pieniądzu, a 12 mln zł w aktywach trwałych. Te zapasy i należności od klientów są równoważone długiem krótkoterminowym o wartości 63 mln zł (najpewniej jakieś linie kredytowe w bankach, żeby było za co kupować za granicą rowery oraz zobowiązania wobec dostawców rowerów). Wypuszczanie obligacji jest zapewne dla firmy testem na to czy da się nieco obniżyć koszt finansowania zakupu rowerów i odroczonych płatności od klientów, wyciągając pieniądze z kieszeni inwestorów. Nie wiemy jakie jest oprocentowanie krótkoterminowych kredytów udzielanych firmie przez banki, ale najpewniej jest to więcej, niż 8,8% w skali roku (tyle Bikershop chce zapłacić za obligacje).

Nawet jeśli myślicie o tym, by się skusić na tę inwestycję, musicie pamiętać, że Bikershop - choć ma długą tradycję - to jednak nie Orlen. Nie jest więc firmą "zbyt dużą, by upaść". Gdyby pojawiły się jakieś kłopoty z rentownością, to zapewne obligatariusze pójdą na pierwszy ogień jeśli chodzi o nieuregulowanie ich płatności. Bank mają instrumenty, by wymusić na każdej firmie ich priorytetowe traktowanie, a obligatariusze - niestety nie. Bikershop jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, więc sam nie mógłby publicznie oferować obligacji, powołał więc spółkę-córkę, Bikershop Finanse. I to ona - mając 100.00 zł kapitału zakładowego i będąc typową "wydmuszką" - formalnie jest emitentem obligacji. Z drugiej strony jest i dobra wiadomość - obligacje są zabezpieczone rowerami i częściami znajdującymi się w magazynach. Wartość tego zabezpieczenia jest kilka razy większa, niż wartość obligacji. Gdyby wartość zapasów magazynowych spadła poniżej określonej wartości, posiadacze obligacji otrzymuja automatycznie prawo do przedterminowego wykupu obligacji (pytanie czy i do zastawu na zapasach pierwsze nie byłyby banki). Na pewno nie jest to inwestycja bez ryzyka, ale nie powiedziałbym też z góry: "zakaz pedałowania" ;-). Więcej o tych obligacjach jest w memorandum inwestycyjnym, które koniecznie trzeba przeczytać przed pójściem do maklera.  I jeszcze standardowo przypominam, że w żadne obligacje - nawet najlepsze - nie inwestujemy wszystkich pieniędzy. Nie jest to zamiennik depozytu bankowego, lecz raczej lokata z tej samej kategorii ryzyka co fundusz akcji, czy spółka giełdowa.

OBEJRZYJ KOLEJNY ODCINEK "KASOWNIKA SAMCIKA"! W dzisiejszym wydaniu mojego cotygodniowego wideocyklu głównym tematem jest kredyt hipoteczny. Na co zwracać uwagę przeglądając oferty banków, a co jest tylko "zasłoną dymną"? Drugi, nie mniej ważny, temat to zdolność kredytowa. Jak banki ją mierzą i czy można ją sobie legalnymi sposobami poprawić? Zapraszam!

A w poprzednim odcinku radziłem jak wybrać dla siebie prywatnego lekarza. Co wybrać: abonament medyczny czy ubezpieczenie zdrowotne? I od czego najbardziej warto się ubezpieczyć?

W czwartym odcinku "Kasownika" mówiłem z kolei o internetowych złodziejach twoich pieniędzy. Jakie sposoby stosują, żeby wyczyścić ci konto? Jakich zasad bezpieczeństwa przestrzegać, żeby sobie poszli?

W poprzednich odcinkach było m.in. o prostych sposobach na oszczędzanie, o najlepszych zawodach, kasie na studiowanie, czy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Poza poradami finansowymi w każdym wydaniu solennie obiecujęczerstwy żart prowadzącego :-)), ciekawostkę o pieniądzach oraz finansowy trik Samcika. Żeby nie przegapić kolejnych odcinków - zapraszam do subskrybowania kanału YouTube "Subiektywnie o finansach"  

DZIĘKUJĘ WAM ZA KOLEJNĄ NAGRODĘ! W zeszłym tygodniu miałem przyjemność odebrać Nagrodę Dziennikarstwa Ekonomicznego w konkursie organizowanym przez polską odnogę stowarzyszeń dziennikarskich Press Club. W uzasadnieniu napisano, że splendor spływa na subiektywność, gdyż jest ona "przewodnikiem po finansach osobistych i zakamarkach ekonomii" oraz że ma "szerokie horyzonty, potoczysty język i jasny wywód". Nie mam wątpliwości, że tę nagrodę - jak i wszystkie poprzednie - zawdzięczam w dużej części Wam, moim Czytelnikom. Dziękuję za to, że jesteście ze mną i że wspólnie możemy walczyć o lepsze jutro finansowe. To także Wasza nagroda.

NagrodaDziennikarstwaEkonomicznego2016laureatMaciejSamcik995x498

Dziękuję Kapitule konkursu, która doceniła moją pracę oraz gratuluję wyróżnionym dziennikarzom, Ani Popiołek z "Wyborczej" oraz Mateuszowi Gawinowi z Bankier.pl. Szacun!

15000745_10154230509256843_6389221167363564547_o

To już kolejna nagroda na mojej półce z trofeami. W zasadzie zastanawiałem się, czy już nie czas umierać :-). Do tej pory odebrałem między innymi nagrody:

>>> Dwukrotnie Grand Press: w 2005 r. w kategorii "Dziennikarstwo Specjalistyczne" za cykl tekstów o nieprawidłowościach w SKOK-ach (wspólnie z Bianką Mikołajewską) oraz w 2014 r. Grand Press Economy dla najlepszego dziennikarza ekonomicznego

>>> Nagrodę im. Władysława Grabskiego w konkursie organizowanym przez Narodowy Bank Polski (w 2013 r.) dla najlepszego dziennikarza ekonomicznego (cenne są również dwa wyróżnienia w tym konkursie, które zdobyłem w poprzednich latach)

>>> Nagrodę im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w konkursie organizowanym przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie (w 2011 r.) dla najlepszego dziennikarza ekonomicznego

>>> Nagrodę Specjalną Prezesa UOKiK w konkursie Auxilium et Libertas (w 2012 r.) za podejmowanie tematyki konsumenckiej na łamach "Gazety Wyborczej"

>>> Nagrodę "Heros Rynku Kapitałowego" przyznawaną przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych za napełnianie Polaków wiedzą dotyczącą inwestowania, długoterminowego oszczędzania oraz rynku kapitałowego (w 2014 r.). 

Poza tym byłem jednym z laureatów nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby (w 2014 r.). Cieszyłem się też z nagrody im Mariana Krzaka w konkursie Związku Banków Polskich (w 2004 r.) za publikacje poświęcone sektorowi bankowmu, nagrody Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami za publikacje poświęcone inwestowaniu i funduszom inwestycyjnym (2007 r. ), nagrody "Złote Skrzydła" w konkursie Krajowego Rejestru Długów (w 2010 r.) za edukację ekonomiczną, III Nagrody w konkursie "Tylko Ryba nie bierze" organizowanym przez Fundację Batorego za publikacje demaskujące nieprawidłowości w sferze publicznej (w 2006 r.). Byłem też Dziennikarzem Roku Kongresu Gospodarki Elektronicznej (w 2011 r. ) oraz laureatem nagrody Ekonomiczny Blog Roku w konkursie organizowanym przez Money.pl (w 2014 r.)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 14 listopada 2016 09:31

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • bulliq napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 10:35:27:

    Krótka i szybka analiza mówi mi, że coś jest nie tak w tej spółce:
    - bardzo wysoki poziom zapasów na stan 09/2016, który powinien wystarczyć na co najmniej 3 miesiące sprzedaży. Jakoże jest już "Posezon", to świadczy raczej o "zwłokach" na magazynie,
    - zobowiązania krótkoterminowe w wysokości 63 mln to raczej wyłącznie zobowiązania wobec dostawców (koszty finansowe, zawierające z pewnością różnice kursowe wynikają raczej z kredytów bankowych). W relacji do przychodów świadczy o terminach płatności sięgających 180 dni!
    Jest wiele innych dużych znaków zapytania, ale ja bym się trzymał z daleka od spółki. Jak bank nie jest w stanie dać kredytu na 10%, to musiał mieć pewne powody...

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 13:09:35:

    Znaczy, panie Macieju, w przypadku ew. braku rentowności i upadku firmy dywidenda i zwrot z akcji będą refundowane akcjonariuszom w częściach rowerowych z zapasów magazynowych tj. majątku firmy? ;_) tak jak w latach 50-tych płacono za część zarobków w aluminiowych miskach, tym którzy takie miski produkowali...

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 13:22:25:

    Nie wiem czy rower to nie jest lokalna efemeryda, biznes lokalnie stymulowany przez ustawy miejskie, i jak w Poznaniu, kładzenie "czerwonych dywanów" GDZIE POPADNIE, BEZ JAKICHKOLWIEK ANALIZ RUCHU.
    Nie wiem jak w klimacie Europy Wschodniej ma sens tworzenie infrastruktury STAŁEJ dla ruchu rowerowego na połowę sezonu, kiedy rowerem jest sens jeździć. IMHO, to utrata połowy zasobów struktury miejskiej (niech rowerzyści mają prawo jeździć buspasami)

    Biorąc pod uwagę poznańskie "kładzenie czerwonych dywanów", gdzie jedna ścieżka rowerowa na Kaponierze przebiega OBOK drugiej (łącznie zajmują 4m), w tym samym kierunku, a rowerzyści się BOJĄ jeździć przez rondo i jadą chodnikiem (spierdalaj pan - jak mi powiedziała rowerzystka którą chciałem przekierować na ścieżkę) TO:
    WARTO inwestować w rowerki - ta banda będzie wymuszać swoje prawa i rosnąć w siłę.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 13:25:23:

    BTW, Ania Popiołkowa ma fajne nóżki ;)

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 14:57:19:

    @bulliq: wysokie zapasy o tej porze roku z pewnością mogą niepokoić, ale na poziomie zysków netto jeszcze nie widać załamki, może wyjdzie wiosną :-). Zgadzam się, że nagła chęć zaistnienia na rynku publicznym i wysokie oprocentowanie papierów mogą niepokoić. Ale z drugiej strony to nie jest start-up, tylko firma, która ma długi track-record. No, chyba że w rowerach jest jak w ciuchach - nie trafisz z kolekcją, kolekcja na szrot, a następna szansa dopiero za pół roku ;-)

  • integratori napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 15:48:46:

    Obligacje Bikershop wyglądają ciekawie, ponad 8% to łakomy kąsek, kusisz.

  • jakoszczedzic.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 17:09:33:

    Te 8,8% to niejedyny koszt obligacji. Myślę że nie mało bierze pośrednik za sprzedaż obligacji czy biuro maklerskie. Przygotowanie papierów do emisji to kolejny koszt.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/14 17:52:10:

    @nefkofil: tak, Anka jest spoko ;-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line