Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 15 listopada 2016

To koniec pewnej ery. Idą (jeszcze) gorsze czasy dla naszych pieniędzy w banku? Jak się bronić?

Wygląda na to, że już za chwileczkę, już za momencik pożegnamy się z deflacją w Polsce. Według opublikowanych w poniedziałek danych GUS wskaźnik zmiany cen wynosił w październiku minus 0,2% (a więc cena koszyka dóbr wliczanego do oszacowania oficjalnej stopy inflacji była tylko minimalnie niższa od tej sprzed roku). Według obliczeń statystyków więcej płacimy głównie za żywność, a ostatnio również za paliwo. Przestały za to spadać ceny ciuchów i butów, co oznacza, że producenci zauważyli rosnący popyt (m.in. dzięki programowi "Rodzina 500+ i temu, że nie chcemy kupować obligacji rodzinnych tylko buty ;-)) i testują czy jeśli podwyższą ceny to też będą je sprzedawać. A że bezrobocie też mamy najniższe w historii, zaś płace - wolno bo wolno, ale jednak - idą w górę, to w końcu wszystko to zaczyna przekładać się na ceny w sklepach.

KAŻDY MA SWOJĄ "PRYWATNĄ" INFLACJĘ. Żeby nie było: o statystyce myślę mniej więcej to samo co większość z Was - że te oficjalne wskaźniki nijak mają się do naszych, "prywatnych" wskaźników inflacji. W zależności od tego gdzie mieszkamy, co kupujemy i gdzie kupujemy - w skrócie: jaki jest nasz profil konsumencki - albo płacimy z roku na rok za nasze zakupy więcej, albo mniej. Zawsze Was zachęcałem do archiwizowania zakupów i wyliczania swojego własnego wskaźnika inflacji, dostosowanego do cen w Waszej miejscowości, na Waszym osiedlu i zmian cen marek, które kupujecie. Ale nawet jeśli dane GUS luźno wiążą się z naszymi cenowymi obserwacjami, to mimo wszystko coś pokazują. Po raz pierwszy od lata 2014 r. oficjalnie możemy pożegnać się z deflacją. To było aż dwa i pół roku, w czasie którego mieliśmy najniższe w historii stopy procentowe i najniższe oprocentowanie oszczędności ever. Teraz ta era - wszystko na to wskazuje - może powoli zacząć odchodzić w niebyt. Co to oznacza dla naszych oszczędności?

W CZASACH DEFLACJI ŁATWIEJ PRZYJĄĆ OCHŁAP. Zasadniczo deflacja to raj dla oszczędności. Owszem, oprocentowanie lokat jest coraz mniejsze, ale... zapomnieliśmy już, że nasze pieniądze mogą realnie tracić na wartości. Patrząc na stawki oficjalne - od 2014 r. każdy pieniądz w banku jest wart coraz więcej, nawet jeśli w ogóle nie jest oprocentowany (no, może z wyjątkiem kilku banków, które zaserwowały niektórym klientom ujemne oprocentowanie pieniędzy). Nawet jeśli nasz "prywatny" poziom inflacji nieco odbiega od oficjalnej stopy, to nie ma dwóch zdań, że gdy ceny rosną wolno lub nie rosną w ogóle, to nie trzeba aż tak dbać o możliwie najwyższy procent na koncie oszczędnościowym lub depozycie. Nawet kasa trzymana na nie oprocentowanym ROR-ku utrzymuje realną wartość. Można też machnąć ręką i przyjąć od banku jakiś ochłap jako oprocentowanie lokaty. Łatwiej podjąć decyzję o zakupie obligacji korporacyjnych, czy produktu strukturyzowanego - oferowana "nagroda" w postaci dodatkowego oprocentowania jest relatywnie wysoka, w porównaniu z oprocentowaniem depozytów.

inflacja4

ROSNĄCA INFLACJA, PODATEK BELKI, NISKIE STOPY - MIESZANKA WYBUCHOWA. Teraz ten deflacyjny raj dla oszczędności powoli się kończy. Co to oznacza dla naszych pieniędzy? Że trzeba będzie znów walczyć o to, żeby w banku nie traciły na wartości. Tak jak w 2011 r., gdy inflacja sięgała 5%, a oprocentowanie depozytów nie przekraczało 4,5%. Nawet przed odjęciem podatku Belki depozyty w przygniatającej większości banków realnie traciły na wartości! To się nie stanie z dnia na dzień, ani nawet z miesiąca na miesiąc. Ale realnie nam grozi. Dlaczego? Ano dlatego, że rosnącej inflacji dość długo mogą towarzyszyć ekstremalnie niskie stopy procentowe. A to najgorsza możliwa konfiguracja dla oszczędności.

"Rada Polityki Pieniężnej może myśleć o podwyżce stóp procentowych przy silnym wzroście PKB wraz z silnym wzrostem inflacji. Chciałbym, aby pod koniec 2017 r. RPP zaczęła się zastanawiać nad podwyżką stóp procentowych"

- powiedział Adam Glapiński, prezes NBP, podczas konferencji po ostatnim posiedzeniu Rady. Owszem, bank centralny jest rozliczany głównie za to, żeby nie dopuszczać do wysokiej inflacji, ale jej cel to utrzymywanie długoterminowej inflacji na poziomie 2,5% z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy w tę lub wewtę. A więc dopóki inflacja na dobre się nie rozbuja, Rada Polityki Pieniężnej nie ruszy palcem w bucie, żeby podwyższyć oficjalne stopy procentowe i tym samym wpłynąć na banki komercyjne, by podniosły procent od depozytów. Bankierzy centralni będą chcieli, żeby w bankach był jak najtańszy kredyt, zaś oszczędzający zostaną rzuceni na pastwę losu, czyli inflacji. Będzie ona z miesiąca na miesiąc wyższa, co będzie oznaczało, że utrzymanie realnej wartości oszczędności będzie wymagało coraz wyższego ich oprocentowania. Pytanie: czy banki będą podwyższały rentowność depozytów? Dopóki NBP będzie nisko trzymał stopy procentowe - niekoniecznie.

BEZ BOOMU KREDYTOWEGO BANKI NIE ZAPŁACĄ NAM WIĘCEJ? Oczywiście: to nie jest tak, że prezes NBP ustala ile banki płacą nam za depozyty. Ustalane przez NBP oficjalne stopy procentowe są dla banków pewnym benchmarkiem (bo definiują warunki na których bank centralny pożyczyłby pieniądze komercyjnym), ale tak naprawdę liczy się WIBOR, czyli cena pieniądza na tzw. rynku międzybankowym. Niestety, jest tylko jeden powód, dla którego WIBOR mógłby rosnąć - wymuszając podwyżki naszych depozytów w sytuacji, gdy NBP trzyma niskie stopy procentowe. Bankom musiałoby zacząć brakować kasy na kredyty. Popyt na kredyty musiałby być na tyle potężny, że banki zaczęłyby sobie wyrywać nawzajem pieniądze. A gdyby na rynku międzybankowym zrobiło się drogo, zaczęłyby też lepiej płacić za depozyty. Ale boom kredytowy chadza razem z rozpędzoną gospodarką, więc gdy się pojawi, to zapewne na rynku będzie już grasowała Rada Polityki Pieniężnej i podwyższała stopy procentowe.

inflacja3

źródło grafów: polskabankowosc.com.pl

Dziś jest dokładnie odwrotnie - popyt na kredyty jest taki sobie, a naszych oszczędności banki mają po dziurki w nosie. Niedawno PKO BP ogłosił, że średnie oprocentowanie depozytów spadło mu z 1,2% przed rokiem do 0,8% teraz. I wiecie co? Mimo tego bank nie stracił ani promila udziału w rynku! Ani jeden klient nie uniósł się honorem i nie poszedł do konkurencji :-). Wszyscy nadstawili drugi policzek. Dziś możecie sobie na to pozwolić, bo inflacji oficjalnie nie ma. Ale za kilka, kilkanaście miesięcy, gdy inflacja będzie wynosiła np. 1%, trzymanie kasy na 0,8% minus podatek Belki (czyli realnie na 0,6%) będzie oznaczało realną stratę. I jeśli nie zmieni się układ sił na rynku finansowym, to uzyskanie depozytu gwarantującego, że przebije inflację może nie być takie łatwe.

JAK NIE DAĆ SIĘ OGRAĆ? Przede wszystkim nic tu nie stanie się z dnia na dzień, ani z miesiąca na miesiąc. Ba, nawet nie z kwartału na kwartał. Negatywne dla naszych oszczędności zjawiska będą narastać stopniowo, ale będziemy mieli czas, żeby się z nimi oswoić i ewentualnie zadziałać. W czasie, gdy inflacja już będzie się rozpędzała, ale wzrost gospodarczy będzie jeszcze słaby, trzeba będzie unikać długoterminowych depozytów o stałej stopie procentowej. A gwarantuję Wam, że wtedy właśnie banki zaczną takie depozyty namiętnie oferować. Poza tym niestety musimy być mniej leniwi - częściej przenosić się z pieniędzmi do banku, w którym procent jest wyższy. Są banki lubiące depozyty i takie, którym one są niepotrzebne. Trzeba raz na kwartał zerknąć w tabelki i umieć wybrać te pierwsze. Ten okres "przejściowy" nie potrwa wiecznie, ale będzie najbardziej bolesny dla naszych oszczędności. Prędzej czy później - jeśli gospodarka zacznie się nakręcać - rynek zacznie przewidywać podwyżki oficjalnych stóp procentowych przez NBP. Wtedy WIBOR jednak ruszy w górę. A w ślad za nim - oprocentowanie depozytów. Pytanie gdzie zdąży do tego czasu zawędrować inflacja? Tak czy owak: era beztroskiego lokowania pieniędzy na dowolny procent "bo i tak się coś zarobi" powoli dobiega końca. Jeśli myślisz, że najgorszym, co Cię może spotkać jest żałośnie nisko oprocentowana lokata (jak dziś), to muszę Cię rozczarować. Może być gorzej - gdy będziesz miał żałośnie nisko oprocentowaną lokatę w czasie dodatniej inflacji.

WARIANT... JESZCZE GORSZY. Może być też tak, że rządowi, owszem, uda się "wyprodukować" niewielką inflację, która będzie wynikała z rozdawania pieniędzy w ramach różnych programów z plusem, ale nie uda się mu "wyprodukować" wzrostu gospodarczego na znacząco wyższym, niż dziś poziomie. I wtedy okres przejściowy, który opisałem jako ten najmniej fajny dla naszych oszczędności, może się zacząć przedłużać na lata. Brrrr... Ten scenariusz może się zrealizować w sytuacji, gdy Polska będzie źle rządzona, gospodarka będzie nadmiernie scentralizowana albo nadmiernie obciążana podatkami. Owszem, wtedy da się na chwilę nakręcić konsumpcję (dopóki nie skończy się kasa w budżecie), ale to jest jak palenie w piecu gazetami. Żaru na dłużej z tego nie będzie. Dla naszych oszczędności scenariusz utrzymującą się dłuuugo dodatnią inflacją i niskim wzrostem PKB - a więc i niskimi stopami procentowymi, słabym popytem na kredyty i nędznym oprocentowaniem depozytów - byłby jeszcze gorszy.

OBEJRZYJ KOLEJNY ODCINEK "KASOWNIKA SAMCIKA"! W dzisiejszym wydaniu mojego cotygodniowego wideocyklu głównym tematem jest kredyt hipoteczny. Na co zwracać uwagę przeglądając oferty banków, a co jest tylko "zasłoną dymną"? Drugi, nie mniej ważny, temat to zdolność kredytowa. Jak banki ją mierzą i czy można ją sobie legalnymi sposobami poprawić? Zapraszam!

A w poprzednim odcinku radziłem jak wybrać dla siebie prywatnego lekarza. Co wybrać: abonament medyczny czy ubezpieczenie zdrowotne? I od czego najbardziej warto się ubezpieczyć?

W czwartym odcinku "Kasownika" mówiłem z kolei o internetowych złodziejach twoich pieniędzy. Jakie sposoby stosują, żeby wyczyścić ci konto? Jakich zasad bezpieczeństwa przestrzegać, żeby sobie poszli?

W poprzednich odcinkach było m.in. o prostych sposobach na oszczędzanie, o najlepszych zawodach, kasie na studiowanie, czy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Poza poradami finansowymi w każdym wydaniu solennie obiecuję czerstwy żart prowadzącego :-)), ciekawostkę o pieniądzach oraz finansowy trik Samcika. Żeby nie przegapić kolejnych odcinków - zapraszam do subskrybowania kanału YouTube "Subiektywnie o finansach"  

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 15 listopada 2016 08:44

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • magda91.9 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/15 09:20:08:

    ...

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/15 11:34:05:

    Czy więc wobec najbardziej podobnego, ostatniego scenariusza pewnym zabezpieczeniem antyinflacyjnym będą waluty wymienialne? Być może powtórzy się scenariusz z przełomu lat 80-90 (wysoka inflacja, niskie PKB), kiedy to ceny co ważniejszych transakcji podawało sie w USD...

  • exverxes napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/15 12:56:46:

    W kontekście tej deflacji powiem tyle. OC podrożało o 40-400%, zależnie od wielu czynników. Za chwilę będziemy mieli podwyżkę cen wody, ze względu na opłatę środowiskową. Do tego cały czas ważą się losy podatku handlowego. Mieliśmy podatek bankowy, który przeniósł się na koszty kredytów i obsługi bankowej. Frank, dolar, euro, wszystko podrożało o około 15%, co ciągnie za sobą podwyżkę cen wszystkiego co jest sprowadzana zza granicy.

    No, ale my notujemy deflację i bogacimy się pieniędzmi zostawianymi w banku na 1% (- opłaty) i zastanawiamy się tylko czy deflacja będzie na poziomie 0,2% czy może nie.

    Wszystko drożeje a my mówimy o deflacji?

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/15 14:10:03:

    Liczenie inflacji w sposób polegający na mierzeniu cen najgorszych produktów nie ma sensu. Sklepy prześcigają się w serwowaniu szynki po 10zł, parówek po 4zł, chleba po 1zł, butów po 10zł, tylko to się do niczego nie nadaje. Stąd oficjalnie, brane do liczenia inflacji ceny nie rosną, a nawet maleją, jednak jeśli ktoś chce kupić coś sensownego (co dałoby się jeść i ubrać nie rozwalając po pierwszym użyciu) to musi płacić dużo więcej i tu inflacja jest duża.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/15 15:41:02:

    @kmiarek: zgoda. Każdy następny iPhone jest droższy od poprzedniego :-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line