Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 23 grudnia 2016

Ważne orzeczenie unijnego trybunału. Pomoże również polskim kredytobiorcom?

Najbardziej zdesperowani z 500.000 posiadaczy kredytów hipotecznych we frankach wypatrują jak kania dżdżu wszelkich nadziei na "uwolnienie się" od niewygodnego zobowiązania. Najlepiej gdyby była to możliwość odwalutowania ich kredytów z datą zawarcia umów lub uznania umów kredytowych za niebyłe. W obu przypadkach oznaczałoby to przerzucenie na banki całości niekorzystnych różnic kursowych, których ofiarą padli frankowicze (pytanie brzmi na ile świadomie się na nie zdecydowali, ale tu punkt widzenia zależy od miejsca w kinie ;-)). Jakkolwiek ostatnio zapadło kilka wyroków, które dają szansę na ziszczenie się tych nadziei, to jednak najważniejszy bój jest jeszcze przed kredytobiorcami. "Frankowi" prawnicy w swoich materiałach prasowych chętnie używają słów "precedensowy", "przełomowy", "historyczny", ale na razie większość ich zwycięstw to korzystne dla klientów wyroki zapadłe dopiero w pierwszej instancji. Na prawomocne orzeczenia wciąż czekamy.

Czytaj też: Wyrok sądu niczym dobry thriller. Klient przegrywa po całości, ale...

Obejrzyj też: Ale kowboj! Wydając wyrok zbeształ nawet Sąd Najwyższy

Wniknij: Parszywa dwudziestka, czyli o wyroku, który może kosztować pół miliarda

Podnieć się: Uzasadnienie tego wyroku to hit. Nawet bank nie znał... umowy

Zerknij: Frankowicze wygrywają wszystko i wszędzie? To gruba przesada

Prawdziwym testem będzie Sąd Najwyższy, do którego frankowe sprawy trafią zapewne w 2017 r. Dopiero jego wykładnia potwierdzi lub zaprzeczy tezie, że kredyty frankowe należałoby odwalutować lub unieważnić. Na razie wciąż aktualna jest mrożąca krew w żyłach frankowiczów opinia Najwyższego (wydana przy okazji "uwalania" pozwu zbiorowego "Nabitych w mBank"), iż w ich umowach są co prawda nieprecyzyjne klauzule (niewiążące klienta, czyli abuzywne), ale to jeszcze nie powód, by bezmyślnie je z umów usuwać, gdyż to by zmieniało "naturę" tych kontraktów. A zamiast zmieniać naturę czegokolwiek trzeba być roztropnym, więc to biegli-eksperci powinni ustalić jak duża jest "wina" banku. Krótko pisząc: Sąd Najwyższy do tej pory optował za "stopniowalnością" konsekwencji nieprecyzyjnych zapisów w umowie. Owszem, było też drugie orzeczenie, w którym Najwyższy - gdy dostał do oceny wypowiedzianą przez bank umowę frankową - stwierdził, że nie wiadomo ile klient jest winny, ale nie stwierdził wprost, że trzeba kredyt odwalutować bądź unieważnić.

Czytaj też: Prawomocny wyrok w sprawie franków, czyli... głupia sytuacja

Czytaj też: Sąd uznał, że klient nie wiedział ile pożyczył. Bank się nie odwołał

Drugim kluczowym punktem w wojnie frankowiczów z bankami będzie sąd unijny, czyli TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Dopóki jesteśmy w Unii, musimy się trzymać jego orzeczeń. TSUE na wniosek sądów z różnych krajów udziela odpowiedzi i wykładni, które mogą przeważyć szalę. Np. jakiś czas temu TSUE orzekł, że kredyt hipoteczny nie jest instrumentem finansowym (czyli opcją walutową bądź kredyto-inwestycją). I w ten sposób zamknął frankowiczom drogę do żądania od banków odszkodowań za niewłaściwe poinformowanie o ryzyku związanym z "inwestycją" na rynku walutowym. To akurat nie było dobre orzeczenie dla frankowiczów, ale TSUE generalnie jest bardzo prokonsumencki i każe sądom w państwach unijnych bardzo szeroko interpretować kupiecką nieuczciwość. A konsekwencją nieuczciwości w umowach jest abuzywność, czyli "gumkowanie" poszczególnych zapisów.

Dosłownie kilka dni temu TSUE ogłosił ciekawe także dla polskich frankowiczów orzeczenie. Dotyczy ono tego w jakim zakresie bank powinien ponosić konsekwencje nieuczciwych zapisów w umowie. Sędziowie dostali do rozważenia dwie sprawy klientów banków hiszpańskich, którzy mają w swoich umowach hipotecznych klauzulę minimalnego oprocentowania. To znaczy, że bank zagwarantował sobie w umowie, iż oprocentowanie kredytu wynosi EURIBOR plus marża, ale nie mniej niż określona wartość. Tak się składa, że stopy procentowe są tak niskie, iż EURIBOR plus marża znalazł się poniżej owego minimalnego oprocentowania kredytu. Klienci się wkurzyli i poszli do sądu z żądaniem zwrotu nadpłaconych rat (trochę to przypomina boje naszych klientów o uwzględnianie ujemnego LIBOR-u). Stwierdzili, że klauzula była napisana jakąś chińszczyzną (z całym szacunkiem dla Chińczyków), więc ich nie wiąże. Tribunal Supremo (Sąd Najwyższy w Hiszpanii) w 2013 r. rekompensatę przyznał, ale... tylko od momentu wydania orzeczenia.

"Tribunal Supremo orzekł, że klauzule „dolnego progu” były zgodne z prawem, że odpowiadały obiektywnym względom, że nie były ani nadzwyczajne, ani wyjątkowe, że ich stosowanie było tolerowane przez długi czas na rynku kredytów na zakup nieruchomości, że ich nieważność opiera się jedynie na braku przejrzystości wynikającej z niewystarczającego informowania kredytobiorców, że ustalanie minimalnej stawki oprocentowania odpowiadało konieczności utrzymania minimalnej rentowności kredytów hipotecznych (...) oraz, że moc wsteczna stwierdzenia nieważności spowodowałyby poważne trudności gospodarcze"

- relacjonuje TSUE w uzasadnieniu swojego orzeczenia. W rozumowaniu hiszpańskiego Sądu Najwyższego jest pewne podobieństwo do tego, co ogłosił polski Sąd Najwyższy w sprawie "Nabitych w mBank". Tu też pojawiły się argumenty "zmiękczające" abuzywność (np. taki, że trzeba uważać, by przedsiębiorca nie został nadmiernie pokrzywdzony). W przypadku hiszpańskiego sporu Najwyższy podniósł argument, że wcześniej takie zapisy, jakie znalazły się w umowach z klientami, nikomu nie przeszkadzały, a klienci ich nie podważali, więc karanie ich wstecz za to, co kiedyś było dozwolone i akceptowalne, jest złamaniem konstytucyjnej zasady pewności prawa. Sprawy hiszpańskich klientów trafiły w końcu do TSUE. A ten podszedł do sprawy dość pryncypialnie:

"Warunek umowny uznany za nieuczciwy należy co do zasady uznać za nigdy nieistniejący, tak by nie wywoływał on skutków wobec konsumenta. W związku z tym sądowe stwierdzenie nieuczciwego charakteru takiego warunku powinno mieć skutek w postaci przywrócenia sytuacji prawnej i faktycznej konsumenta, w jakiej znajdowałby się on w braku rzeczonego warunku. (...) Ograniczenie w czasie skutków prawnych wynikających ze stwierdzenia nieważności klauzul „dolnego progu”, którego dokonał Tribunal Supremo prowadzi do pozbawienia konsumenta prawa do otrzymania pełnego zwrotu kwot, jakie nienależnie zapłacił on instytucji bankowej na podstawie owej klauzuli w okresie poprzedzającym dzień wydania wyroku"

- stwierdził TSUE. To oznacza, że banki hiszpańskie będą musiały wybulić jakieś 4 mld euro z tytułu nienależnie pobranych rat kredytów. Dlaczego o tym piszę? Przecież u nas nie ma kredytów z określonym progiem oprocentowania, poniżej którego nie może ono spaść. Banki co prawda miały problem z uwzględnianiem ujemnego LIBOR-u do liczenia oprocentowania kredytu, ale aktualnie honorują ujemną stopę procentową. Interwencja TSUE nie jest więc potrzebna (zresztą akurat w umowach polskich kredytobiorców klauzule mówiące o tym, że oprocentowanie nie może być ujemne, są precyzyjne - inaczej, niż te w "hiszpańskich" umowach).

Ale orzeczenie, o którym dziś piszę, może być wskazówką dla sądów głowiących się co zrobić z abuzywnością np. klauzul spreadowych. Pamiętacie orzeczenie Sądu Najwyższego, w którym stwierdził, że skoro klienci mieli od pewnego momentu do dyspozycji ustawę antyspreadową (pozwalającą samodzielnie kupić franki na spłatę rat), to zwrot należy im się też tylko do tego momentu? Sądzę, że orzeczenie TSUE można potraktować jako kontrargument do tezy, iż jeśli klient może skorzystać z jakiegoś "ratunku", to "wina" banku jest mniejsza. Zresztą zapis ograniczający prawa klientów do zwrotu spreadów tylko do okresu sprzed uchwalenia ustawy antyspreadowej znajduje się też w prezydenckiej ustawie frankowej, która jest teraz w Sejmie. I kto wie czy posłowie nie zainspirują się orzeczeniem TSUE i nie będą chcieli wprowadzenia poprawek usuwających ten "bezpiecznik". TSUE przypomina też jak sądy powinny podchodzić do klauzul niedozwolonych. To są dość ostre sugestie: by sądy krajowe nie zajmowały się dzieleniem włosa na czworo i sprawdzaniem jaki powinien być "sprawiedliwy zysk banku", tylko przywracaniem równowagi:

"Do sądu krajowego należy wyłącznie i jedynie wykluczenie stosowania nieuczciwego warunku umownego, tak aby nie mógł on wywoływać wiążącego skutku wobec konsumenta, przy czym sąd ów nie jest uprawniony do zmiany treści tego warunku. (...) Sąd krajowy ma obowiązek (...) zniwelować nierówność istniejącą pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą w sytuacji, gdy sąd ten dysponuje elementami stanu faktycznego i prawnego"

Mówiąc wprost: TSUE po raz kolejny opowiedział się za bezwarunkowym "wygumkowaniem" każdego nieuczciwego zapisu w klientowskich umowach, rozciągając ową "bezwarunkowość" nie tylko na zakaz interpretowania umowy w nazbyt "filozoficzny" sposób, ale też wyłączając jakiekolwiek ograniczenia czasowe. Bardzo jestem ciekaw czy ten wyrok zmieni cokolwiek w wyniku decydującej bitwy prawniczej o kredyty frankowe. Jak sądzicie? Wyrok po polsku jest tutaj.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 23 grudnia 2016 09:17

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/23 10:08:48:

    problem w tym, że pomimo istnienia klauzul niedozwolonych to banki czują się pokrzywdzone (mBank tak to przedstawia) więc nie może być mowy o tym, że umowy są nieuczciwe a tym samym nie da się tego wygumkować.

    Sytuacje są już tak kuriozalne, że człowiek składa pismo w banku a bank nie chce potwierdzić jego przyjęcia!! Poradzono mi, żebym poszedł do sądu a wtedy jak będzie wyrok to oni potwierdzą przyjecie pisma!

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/23 12:06:07:

    Banki również ogromnie pokrzywdzone miały być podatkiem bankowym. Wieszczono katastrofę.
    A tu, jak płaciły na BFG tak płaciły, jak płaciły "najwięcej" CIT tak płaciły, dostały ekstra podatek i co...? Nic... zyski nie spadły, wręcz przeciwnie... A i depozyty bezpieczne...

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/23 12:28:47:

    kolega z fejsa takie coś zestawił jako najciekawsze perełki z orzeczenia:

    57 W tym celu do sądu krajowego należy wyłącznie i jedynie wykluczenie stosowania nieuczciwego warunku umownego, tak aby nie mógł on wywoływać wiążącego skutku wobec konsumenta, przy czym sąd ów nie jest uprawniony do zmiany treści tego warunku (zob. podobnie wyrok z dnia 14 czerwca 2012 r., Banco Espaol de Crédito, C618/10, EU:C:2012:349, pkt 65).

    60 Po drugie, sąd krajowy nie może zostać uprawniony do zmiany treści nieuczciwych warunków, bez przyczyniania się do wyeliminowania zniechęcającego skutku wywieranego na przedsiębiorców poprzez zwyczajne i proste niestosowanie tych nieuczciwych warunków wobec konsumentów (zob. podobnie wyrok z dnia 21 stycznia 2015 r., Unicaja Banco i Caixabank, C482/13, C484/13, C485/13 i C487/13, EU:C:2015:21, pkt 31 i przytoczone tam orzecznictwo).

    61 Z powyższych rozważań wynika, iż art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, że warunek umowny uznany za nieuczciwy należy co do zasady uznać za nigdy nieistniejący, tak by nie wywoływał on skutków wobec konsumenta. W związku z tym sądowe stwierdzenie nieuczciwego charakteru takiego warunku powinno mieć co do zasady skutek w postaci przywrócenia sytuacji prawnej i faktycznej konsumenta, w jakiej znajdowałby się on w braku rzeczonego warunku.

    62 Z powyższego wynika, że obowiązek wyłączenia przez sąd krajowy nieuczciwego warunku umownego nakazującego zapłatę kwot, które okazują się nienależne, wiąże się co do zasady z odpowiednim skutkiem restytucyjnym dotyczącym tych kwot.

    63 W istocie bowiem brak takiego skutku restytucyjnego jest w stanie podważyć skutek zniechęcający, jaki art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 w związku z art. 7 ust. 1 tej dyrektywy zamierzał powiązać ze stwierdzeniem nieuczciwego charakteru warunków znajdujących się w umowach zawieranych z konsumentami przez przedsiębiorcę.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/23 15:27:21:

    Sądzenie zostawmy Sądom, tym Najwyższym. Dotychczasowe wyroki niższych instancji to jeden wielki chaos prawny. Oby nie skończyło się w TSUE jak u Hiszpanów.

    W 2017r program Mieszkanie+ ma być podobno "kołem zamachowym" polskiej gospodarki. Wypadało by najpierw uprzątnąć grunt pod ten program i zrobić porządek w "polskich" programach mieszkaniowych zatwierdzonych przez poprzedni obóz słusznie miniony

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/23 20:55:00:

    Skoro banki powoływały się na opinię Rzecznika trybunału jako prawdy objawionej to oczywiście z jeszcze większą atencją będą słuchać wyroków TSUE!! Przecież to oczywiste, bo to "instytucje zaufania publicznego".

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/25 18:35:08:

    Moim zdaniem orzeczenie TSUE jest jednoznaczne i klarowne. Jeżeli polskie sądy będą orzekać inaczej (dzielenie włosa na czworo, widziały gały co brały itp.) to będzie oznaczać, że prawo w Polsce nie obowiązuje :(.
    Osobiście uważam, że nastąpiło przesilenie. Banki są na straconej pozycji jeżeli chodzi o klauzule niedozwolone. Chociaż myślę, że będą próbowały wykorzystać w jakiś sposób przedawnienie 10-cio letnie.

  • dzoelo napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/03 22:42:39:

    Już nieraz pisaliśmy na blogu, że z pomocy dla Frankowiczów pewnie będą nici, nawet pokusiliśmy się o poradnik dla posiadaczy kredytów walutowych oraz część drugą co robić jeżeli pomocy nie będzie.
    Chociaż ostatnimi czasy więcej zaczęło się dziać w tym temacie, więc kto wie, kto wie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line