Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Dolar szaleje, euro i frank za drogie? Ich to wcale nie martwi. Nasz strach to dla nich żniwa

Dwie branże są w Polsce wizytówką hipotezy, że banki mają przerąbane, bo są za ciężkie i za mało zwrotne. Pierwsza to oczywiście firmy zapewniające konsumentom finansowanie pozabankowe. Takie asy jak Vivus, czy Wonga wcisnęły się na rynek drobnych, niskokwotowych pożyczek dostępnych od ręki, z poziomu smartfona. Prawdopodobnie Polacy pożyczają w tego typu firmach już kilka miliardów złotych (są dane, które mówią, że banki straciły już jedną czwartą rynku najmniejszych pożyczek!). Drugą branżą, która zdążyła już zrobić bankowcom realne kuku są kantory internetowe. Bankowcy sami sobie to-to wyhodowali, narzucając bandyckie spready przy fikcyjnej wymianie walut dotyczącej kredytów hipotecznych we frankach. Zebrało się kilku ziomków i zbudowali platformy internetowe, które z jednej strony przyjmują zlecenia zakupu waluty, z drugiej zlecenia sprzedaży i biorąc tę walutę z foreksu po minimalnej marży przekazują je klientom z konta na konto.

Na początku sprawy wyglądały chałupniczo, bowiem trzeba było przelać pieniądze na konto takiej firmy-krzak, prowadzącej w sieci kantor, a potem modlić się, żeby ona odsyłała ją nam w innej walucie na wskazane konto walutowe. Teraz już klienci zakładają w takich serwisach coś a la elektroniczne portmonetki w kilku walutach i wpłacają na nie pieniądze, a potem klikają ikonę "kup". Obca waluta, przeliczona po wskazanym kursie (z reguły niewiele odchylonym od kursu NBP) trafia do sąsiedniej portmonetki. Można ją potem przelać do banku-kredytodawcy (jeśli potrzebne są franki) albo na swoje konto walutowe w banku. Jedyną wadą internetowych kantorów jest to, że z reguły nie umożliwiają dostępu do obcych walut w gotówce. Niektóre banki tak się wkurzyły, że walczyły z nimi nakładając prowizje od przelewów przychodzących.

kantoryonline1Ale te defekty nie zmieniają faktu, że internetowe kantory robią furorę. Z wartego 150-160 mld zł rynku wymiany walut zgarnęły już co najmniej 20%. Najprawdopodobniej korzysta z ich usług 600-700 tysięcy Polaków, co jest bardzo dużą liczbą biorąc pod uwagę, że grupa osób mających potrzebę wymiany walut jest z definicji ograniczona - np. na letnie wakacje za granicę wyjeżdża nie więcej, niż 3-4 mln osób rocznie. Z niepełnych jeszcze wieści z największych internetowych kantorów wychodzi, że prawdopodobnie w tym roku pośredniczyły (i jeszcze będą pośredniczyć) przy wymianie walut za 40 miliardów złotych. Jak na "garażowy" interes założony tylko po to, żeby dało się jakoś uniknąć bandyckich spreadów bankowych - nieźle. Z wyliczeń e-kantorowców wynika, że na różnicy spreadów na wymianie każdych 100 euro średnia oszczędność klienta w porównaniu z innymi miejscami wynosi 20 zł. Obecność internetowych kantorów zmniejszyła też spready w kantorach fizycznych, w których klient dostaje do ręki pachnącą gotóweczkę. Kiedyś spread w takich kantorach obowiązkowo wynosił te 4-5% (a było i 10-15%), a teraz zdarzają się kantory, które zadowalają się stawką 2-3%. Tylko banki są wciąż niereformowalne.

kursywalutomat

Wygląda na to, że kończy się wojna na wyniszczenie między dziesiątkami kantorów online. Spready u internetowych handlarzy walutami są tak niskie (często poniżej jednej dziesiątej punktu procentowego), że zarobić mogą tylko ci, którzy mają ogromne obroty. Przynajmniej 80% rynku kontrolują tylko trzy internetowe serwisy wymiany walut: InternetowyKantor.pl, Walutomat.pl oraz Cinkciarz.pl. Wszystkie powstały w 2010 r., kiedy frank szybował, a frankowicze byliby gotowi zrobić wszystko, byleby zaoszczędzić na spreadach. Dwa pierwsze z wymienionych kantorów należą do jednego właściciela, firmy CurrencyOne. Z trójki liderów każdy ma ponad 200 tysięcy klientów. Walutomat.pl ma odmienną od konkurentów formułę działalności - tam klienci nie tyle zlecają zakup lub sprzedaż walut, którą kantor przeprowadza na rynku forex, lecz sami wymieniają się pieniędzmi, handlując między sobą (platforma tylko między nimi pośredniczy).

Niewykluczone, że dla internetowych kantorów przychodzi czas żniw. Bowiem tak, jak np. dla sprzedawców złota czasem wzmożonego popytu jest wzrost cen kruszcu (choć na logikę powinno być odwrotnie, bo lepiej jest kupować tanio, niż drogo), tak dla kantorowców złote czasy przychodzą w erze drogich walut. No bo tak: każdy kredytobiorca, który chce spłacać raty bezpośrednio w walucie obcej, chciałby sobie jej trochę kupić na zapas. Przedsiębiorcy, którzy ściągają z zagranicy półprodukty albo surowce - tak samo. Ludzie wreszcie zamieniają część swoich złotowych oszczędności na walutowe, żeby uchronić się przed spadkiem realnej wartości złotówek. Słabnąca w oczach gospodarka, Brexity, Trumpy, wybory w Niemczech i we Francji - to wszystko będzie napędzało niepewność i zwiększało wahliwość kursów walut. Handlarzom walutami przez internet to pasuje.

walutenCurrencyOne właśnie pochwaliła się, że jego dwa serwisy w listopadzie pobiły rekordy popularności, notując najwyższe obroty w historii. Użytkownicy InternetowyKantor.pl oraz Walutomat.pl w zeszłym miesiącu wymienili waluty o łącznej wartości ponad 1,6 miliarda złotych. Wyższa o 25% niż w poprzednich miesiącach była też liczba transakcji - 200 tysięcy (przeciętna wartość jednej - 8200 zł). Najwyższa transakcja wykonana przez klienta indywidualnego dotyczyła kwoty... 1,3 mln zł. Widać ktoś miał do spłacenia dużą miniratkę, albo nie wytrzymał nerwowo i postanowił wyemigrować z kraju. Nie wiem niestety jaką walutę kupował. Są tylko statystyki ogólne: frank to 6% walut wymienianych przez serwisy CurrencyOne, zaś najpopularniejsze jest euro - 57% (dolar - 28%, funt - 9%)

kantoryonline2Jak napisałem wcześniej, główną "ofiarą" rozwoju internetowych kantorów nie są wcale kantory tradycyjne, z papierowymi banknotami "na składzie" (dla ich klienteli internet nie jest atrakcją, bo potrzebują dostępu do fizycznej gotówki), lecz bankowe usługi wymiany walut. Nie ma danych ilu klientów walutowych straciły w ostatnich latach banki, ale musi to być znacząca liczba, skoro bankowcy próbują z tym trendem walczyć. Internetowy kantor Alior Banku jest uznawany przez obserwatorów rynku za czwarte-piąte najpopularniejsze miejsce wymiany walut w sieci (żeby z niego korzystać nie trzeba mieć konta w tym banku), zaś Raiffeisen Bank wszedł na rynek z ofertą internetowej wymiany walut połączonej z możliwością wypłaty gotówki. Bank dogadał się w tej sprawie z właścicielem bankomatów Euronet, którego niektóre maszyny wypłacają nie tylko złote, ale i euro.

Pożyczki online i internetowe kantory online to pierwsze innowacje, które dały znak do ataku firm technologicznych na banki. Pozabankowe firmy coraz bardziej opanowują już rynek pośrednictwa przy płatnościach (aplikacje typu SkyCash, mPay, PayU, Android Pay albo przelewy ekspresowe wprowadzone w pierwszej kolejności przez BlueMedia), transferów pieniężnych (także tych międzynarodowych, chociaż opisywany przeze mnie serwis Valuto.com niestety się wykrzaczył), a nawet zapędzają się na rynek usług quasibankowych (np. usługa DiPocket bardzo podobna do konta bankowego, czy karta kredytowa firmy Lew). Na ile bankowcy będą w stanie odpowiedzieć na tę ofensywę mając tak nędzną reputację, jak obecnie?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 19 grudnia 2016 19:05

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • msqu napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/20 09:18:50:

    A mnie ciągle dziwią ludzie, którzy przelewają niemałe pieniądze na konto firmy o nazwie cinkciarz :)

  • mornana napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/29 10:57:48:

    Robią bo wydaje im się to opłacalne, niestety nie każdy jest obeznany w temacie
    __________
    www.domtech24.com

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny