Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 13 grudnia 2016

Głupia sytuacja? Gdy żądasz zwrotu części rat, a sąd na to, że... chętnie zwróciłby wszystkie ;-)

W ostatnim czasie zapadło kilka wyroków sądowych, które tchnęły nadzieję w serca tej części frankowiczów, która myśli o unieważnieniu lub policzeniu na nowo swoich kredytów. Jest już mniej więcej jasne, że znajdujące się w umowach kredytów indeksowanych do franka klauzule dotyczące przeliczania walut są abuzywne. Wprawdzie nie wszyscy sędziowie tak orzekają, ale duża część z nich już podejmuje ryzyko zakwestionowania orzecznictwa Sądu Najwyższego. W zeszłym roku "Najwyższy" uznał, że abuzywna jest tylko połowa klauzuli indeksacyjnej i że w związku z tym trzeba trzeba znaleźć sprawiedliwy sposób przeliczania kredytów, nie zaś wykreślać indeksację z umowy w całości. Widziałem ostatnio przynajmniej dwa wyroki, które unieważniły kredyt frankowy (oba nieprawomocne), a sędziowie ostro krytykowali "Najwyższy". Dziś dwa słowa o nówce-sztuce, czyli o prawomocnym wyroku, który co prawda nie unieważnił kredytu we frankach, ale... mógłby. Sąd aż przebierał nóżkami, żeby to zrobić. Dlaczego więc unieważnienia nie było?

Czytaj też: Sąd unieważnił kredyt frankowy. "Nawet bank nie znał treści tej umowy"

Czytaj też: Parszywa dwudziestka, czyli wyrok, który może kosztować... pół miliarda

Sprawa o sygnaturze akt XXVII Ca 678/16, badana przez Sąd Okręgowy w Warszawie, dotyczyła kredytu tzw. starego portfela w mBanku. Klienci podpisali umowę w sierpniu 2006 r., zaś w momencie udzielania kredytu jego wartość wynosiła 373.000 zł (miał być spłacany przez 30 lat). Oprocentowanie na starcie wynosiło 2,65% plus 1% dodatkowej marży w okresie ubezpieczenia kredytu. W 2010 r., czyli po czterech latach spłaty, klienci zaczęli słać do banku prośby o obniżenie oprocentowania, bo zauważyli, że bank - zmieniając oprocentowanie decyzją zarządu - nie nadążą za spadkami stawki LIBOR, która dziś jest punktem odniesienia do większości spłacanych przez klientów kredytów frankowych. Bank odpisał, że obniża oprocentowanie tak, jak mu podpowiadają analizy i że inaczej nie może. Klient uznał, że może i poszedł do sądu. W pierwszej instancji przegrał z kretesem. Sąd uznał, że klauzula mówiąca o zmianie oprocentowania nie jest w całości abuzywna, bo nie można powiedzieć, że rażąco narusza interesy klienta (choć rzeczywiście jest zbyt ogólna).

Klient się odwołał i w drugiej instancji... sąd poszedł na całość. Oczywiście uznał roszczenia klienta, przyznając mu zwrot ok. 10.000 zł nadpłaconych rat wynikających z niewystarczającego obniżenia oprocentowanie kredytu przez bank, przy okazji zmiażdżył też ów wyrok Sądu Najwyższego, który stał się podstawą wyroku zapadłego w pierwszej instancji:

mbankskan1wyrok

Argumentacja dotycząca abuzywności klauzuli zmieniającej oprocentowanie jest dość typowa, więc nie będę jej tu omawiał. Ale przyjrzę się ostatniemu fragmentowi uzasadnienia prawomocnego - przypomnijmy - wyroku. Sąd zauważa w nim, że wprawdzie klienci jako jeden ze swoich argumentów przytaczali fakt, iż cała umowa może być nieważna z powodu "lewej" klauzuli, jednak "z tak daleko idącym powództwem nie wystąpili". Ale gdyby wystąpili, to - tak wynika z uzasadnienia - sąd z przyjemnością by nieważność orzekł, bo "warunki zmiany oprocentowania kredytu stanowią niezbędny element treści umowy kredytu". A skoro ten element umowy został określony w sposób nieprecyzyjny, to cała umowa nie może być ważna w świetle Prawa bankowego.

mbankwyrokskan2

Krótko pisząc: sąd doszedł do wniosku - w ramach uzasadnienia prawomocnego wyroku - że gdyby tylko klient chciał unieważnienia kredytu, to takie orzeczenie by dostał. Nie dostał tylko dlatego, że o nie w ogóle nie wnioskował. A sąd nie może klienta uszczęśliwiać na siłę, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że skutek byłby bardzo doniosły - konieczność spłacenia początkowej kwoty kredytu natychmiast i zwolnienie hipoteki przez bank. Nie wiem czy klient ma teraz moralnego kaca, ale jego prawnik na pewno ;-)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 13 grudnia 2016 09:01

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/13 14:24:58:

    Sęk w tym że sądy są maksymalnie uprzejme dla takich korporacji jak bank, i starają się za wszelką cenę nie zrobić im krzywdy. Z trudem przychodzi im przyznać, że taki bank, niegdyś tzw. "instytucja zaufania publicznego" po prostu oszukuje klientów. Bankowy PR robi co może, by taki pogląd wciskać i sędziom, wykorzystując do tego wszelkie swoje zasoby i wypływy, choćby przez wynajmowanie "fachowców" i "autorytetów" by głosiły swoimi ustami bankowy PR, organizowanie konferencji, nadawanie w mediach swoich racji, ect. Trudno sędziom przebić się przez to. Powszechnie głosi się taki PR-owski przekaz, że nie można ruszać kredytów CHF, bo biznes bankowy runie, a klienci mają płacić za to że wpadli w zastawioną przez banki pułapkę.

    Klient poszedł wyjaśnić zasady oprocentowania do sądu, które wydawały mu się niesprawiedliwe. W trakcie procesu okazało się, że żadnych zasad nie ma, bank ustala co mu się żywnie podoba. Logicznym jest unieważnienie takiej umowy, ale sąd obawia się wydać taki wyrok, obawia się samodzielności wydawania wyroków, jeśli wprost się go do tego nie zmusi.

    Przyjmuje się z założenia, że skoro klient coś podpisał, to ma się tego trzymać. Więc korporacje, nie tylko banki postanawiają wykorzystać ten fakt, produkując mętne umowy, albo najlepiej takie których nikt nie będzie w stanie przeczytać i zrozumieć. Sami tego nie potrafią (w tej sprawie jest przykład), ale występują z pozycji siły i dopóki sądy tego nie zmienią (unieważniając takie umowy) to proces będzie postępować.

    Zacytuję tu skrajne przykłady. Z innej nieco beczki, dotyczące polityki prywatności.
    "Fakt, że regulaminy określające politykę prywatności napisano tak, by nich ich nie czytał, to nie przypadek. To najczęściej długie, pięćdziesięciostronicowe dokumenty napisane czteropunktową czcionką z pojedynczą interlinią i wąziutkimi marginesami. Są tak zaprojektowane, by nie dało się ich przeczytać, więc tego nie robimy. (...) Z badania przeprowadzonego na Carnegie Mellon University wynika, że przeciętny Amerykanin ma do czynienia rocznie z 1462 takimi regulamionami, a średnio mają one po 2518 słów. Gdyby ktoś chciał przeczytać je wszystkie, musiałby poświęcić na to 76 dni, przy czym czytałby je przez 8 godzin dziennie. Rekordowy pod tym względem jest regulamin PayPal, który liczy aż 36 275 słów. Dla porównania "Hamlet" Szekspira składa się z 30 066."

    To jest w Ameryce, gdzie prawa konsumentów są dużo większe niż w Polsce. Do takiego świata dążymy. Banki robią to co inne korporacje, tworząc umowy i regulaminy wrogie klientom, mające na celu ich oszukać. Dopiero jeśli sądy będą takie umowy unieważniać, proces można zatrzymać. Inaczej to będzie ciągła gra w kotka i myszkę, gdzie zawsze będzie opłacało się korporacji oszukiwać.

  • wruum59 napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/13 14:54:21:

    w tym postępowaniu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał istotny pogląd w sprawie

    finanse.uokik.gov.pl/chf/kalendarium/wyrok-sadu-okregowego-w-warszawie-w-sprawie-przeciwko-mbankowi

    a treść poglądu tu
    finanse.uokik.gov.pl/chf/kalendarium/wyrok-sadu-okregowego-w-warszawie-w-sprawie-przeciwko-mbankowi

    Panie Redaktorze i czytający ten blog - UOKIK zna jak nikt inny dyrektywę unijną 93/13 i w kaszę sądom dmuchać nie daje.

    Lepiej - UOKIK nie będzie pozwalał na psucie prawa konsumenckiego.

    Już niebawem zostaną opublikowane poglądy Urzędu w sprawie umów kredytów hipotecznych denominowanych walutą (kredyt wypłacony w PLN z kwotą zapisaną w umowie w walucie).

    Przy okazji, jakby wskaźnik waloryzacyjny w umowie (miast kursu waluty) był ceną baryłki ropy, to mój kredyt byłby zaropiały?

  • jawodnik napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/13 21:56:50:

    Ostatnie zdanie p.Redaktora delikatnie sugeruje, jakoby wszyscy tzw. frankowicze koniecznie chcieli uniknąć spłacania kredytu.
    A tak nie jest. Pożyczyliśmy i chcemy oddać, ale na uczciwych warunkach.
    To, że co najmniej od 2005 roku nie są one uczciwe, chyba już nie wymaga dyskusji.
    JW

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line