Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 10 stycznia 2017

1.000.000.000.000. Na tyle daliśmy się zadłużyć. Czy to groźne? I co zmienia w naszym życiu?

Słynny licznik długu publicznego, zainstalowany w centrum Warszawy przez fundację Leszka Balcerowicza, pokazał we wtorek 10 stycznia okrągłą liczbę - bilion złotych. Jedynkę z dwunastoma zerami. Na taką kwotę państwo zadłużyło się u swoich obywateli oraz w polskich i zagranicznych instytucjach finansowych. I taki dług będziemy musieli prędzej lub później spłacić. No, chyba, że Polska zbankrutuje, ale tego lepiej sobie nie życzmy, bo to oznaczałoby krach gospodarki i utratę realnej wartości wszystkich oszczędności obywateli. W telewizji temat polskiego długu pewnie będzie w najbliższych dniach jednym z tematów dnia. Jedni będą straszyć, że to bal na Titanicu i że " to pieprznie". Inni machną ręką i powiedzą: "cały świat się zadłuża, więc nie będziemy ostatnimi frajerami zaciskającymi pasa". Jeszcze inni wytłumaczą, że "ten dług to inwestycja, która przyniesie w przyszłości więcej zysków, niż wyniosą odsetki" (np. dzięki "Rodzina 500+", kosztującej 17 mld zł, urodzi się więcej podatników). Kto ma rację?

DLACZEGO ROSNĄ DŁUGI POLSKI? Na początek ustalmy fakty: czyli kto, komu i dlaczego :-). Państwo pożycza - emitując obligacje - nie z kaprysu, lecz dlatego, że wydaje więcej, niż "zarabia". Co gorsza, ten dług z minuty na minutę, z godziny na godzinę i z dnia na dzień rośnie. Według najnowszych dostępnych cyferek (listopadowych) w 2016 roku rząd wydał o 27 mld zł więcej, niż zebrał - a i tak jest to znacznie lepszy wynik, niż się spodziewano. Plan na 2017 r. rok przewiduje, że rząd wyda maksymalnie o 59 mld zł więcej, niż wyniosą wpływy z podatków. Kilka lat temu rząd zabrał połowę naszych pieniędzy z OFE twierdząc, że dzięki temu będziemy mieli mniej długów. W 2014 r. zadłużenie rzeczywiście spadło z 850 mld zł do 700 mld zł, ale politykom wystarczyły tylko trzy lata, żeby wszystkie te oszczędności przejeść i pożyczyć drugie tyle. Z tego biliona długów, które mamy mniej więcej 600 mld zł pożyczyliśmy na Zachodzie (w bankach i funduszach inwestycyjnych), jakieś 250 mld zł w polskich bankach, a pozostałe ponad 150 mld zł - od polskich firm i obywateli. Aha, w tych pieniądzach są też długi samorządów (polskich miast i gmin).

polanddug2016

Czytaj też: Państwo wydaje na ciebie 18.300 zł rocznie. Na co idzie ta kasa? Liczymy!

Czytaj też: Granat w szambie, czyli... podatki mogą być proste?

Czytaj też: Chcą złoić biednych, żeby rozdać... biednym? Poradnik Robin Hooda ;-)

PO ILE KAŻDY Z NAS BĘDZIE MUSIAŁ ODDAĆ W PODATKACH? Ten bilion długu oznacza, że każdy z nas ma do oddania zaciągnięty w naszym imieniu przez polityków dług w wysokości 26.000 zł. Ale w tych rachunkach są emeryci, starcy i dzieci. Oni nie zarabiają pieniędzy, więc nic nikomu nie oddadzą. W Polsce pracuje mniej więcej 16 mln osób (plus 2 mln właścicieli firm), więc na każdego, który ma jakieś dochody, przypada 56.000 zł długu, który państwo prędzej czy później będzie musiało ściągnąć z podatków. A to nie wszystko, bo poza spłacaniem "miniratki" od naszego "oficjalnego" zadłużenia pracujący będą musieli też zrzucić się na wypełnienie innych zobowiązań państwa, np. emerytur, zasiłków, rent już przyznanych lub "zakontraktowanych", ale będących do wypłaty w przyszłości. Fundacja Leszka Balcerowicza szacuje, że łączne zobowiązania zaciągnięte przez państwo w imieniu obywateli wynoszą 2.600.000.000.000 zł. Ponad dwa i pół biliona. 145.000 zł na każdego Polaka mającego dochody z pracy lub z posiadania firmy. Fajnie?

CZY JESTEŚMY BARDZIEJ ZADŁUŻENI, NIŻ INNI? Bilion złotych to duża i straszna liczba, ale długi mają wszyscy, także najbogatsi. Dług publiczny USA na początku zeszłego roku przebił poziom 19.000.000.000.000, ale... dolarów. Jakieś 80 razy więcej, niż nasz oficjalny dług. Nota bene z tego "urobku" mniej więcej połowa przypada na zaledwie osiem lat rządów Baracka Obamy ;-). Koleś miał gest ;-). W przeliczeniu na mieszkańca dług Ameryki wynosi 42.500 dolarów, czyli jakieś 200.000 zł. Najbardziej zadłużone kraje świata licząc na mieszkańca to Japonia (86.000 dolarów na każdego), Irlandia (67.000 dolarów "na łebka"), Singapur (56.000 dolarów na mieszkańca). Wysoko są Włochy (mamma mia, 40.500 dolarów na każdego włoskiego Włocha) i Wielka Brytania (36.000 dolarów). Generalnie długi świata są rozłożone nierównomiernie i to nie my jesteśmy ich głównym "producentem". Tak naprawdę nie ma znaczenia jak duży jest dług nominalny - wszystko zależy od tego ile dany kraj wypracowuje dóbr i usług. Bo od tego liczą się zarobki mieszkańców, a od tych zarobków - zdolność do spłacania długów.  

Pod tym względem Polska nie jest krajem bardzo zadłużonym - nasze długi to nieco ponad 50% rocznego PKB, czyli wartości wypracowanych przez wszystkich nas dóbr i usług. W Niemczech ten wskaźnik przekracza 70%, ale spada (a u nas rośnie). Średnia dla strefy euro to 90%. USA mają gigantyczny dług, sięgający już 100% jego PKB. Takie kraje jak Japonia (229% długu w relacji do PKB), Włochy i Portugalia (po 130%), czy Grecja (180%) mają długi przekraczające znacznie wartość rocznego PKB. I to już nie jest zabawne, choć nikt nie słyszał o niewypłacalności USA, czy Japonii. Największym krajom pożycza się pieniądze - i to na niski procent - niezależnie od tego ile mają długów. My nie mamy jeszcze długów niewymierzalnnie wielkich, ale też nie jesteśmy gospodarczą potęgą i nasza wiarygodność finansowa jest mniejsza. Zagrożeniem dla Polski jest to, że im bardziej będziemy zadłużeni, tym drożej będziemy musieli pożyczać i możemy w końcu skończyć jak klient firmy chwilówkowej - w pętli długów. Dziś Polska płaci za obligacje 3,7% w skali roku. Jeszcze dwa lata temu było to 2%. W 2017 r. rząd będzie musiał pożyczyć 80 mld zł. 

CZY TE DŁUGI SĄ NIEBEZPIECZNE? Pieniądze, które Polacy lub rząd mogliby zainwestować w budowę nowoczesnych fabryk lub cokolwiek przynoszącego zyski, będą w coraz większym stopniu przeznaczane na spłacanie długów. Im więcej długów, tym więcej kasy na spłatę i tym mniej na inwestycje. Im mniej na inwestycje, tym wolniej rozwijać się będzie gospodarka i tym wolniej będziemy gonili Niemców i innych przyjemniaczków, którzy są 20-25 lat przed nami. Pamiętacie jak PKB w Polsce rósł o 7% rocznie? Teraz mamy problem z utrzymaniem 3%. Jasne, że to nie tylko kwestia długów, ale ona na pewno nie pomagają. Im wolniej rośnie gospodarka, tym mniejsze wpływy z podatków i tym większą - proporcjonalnie - część kasy w budżecie trzeba będzie przeznaczać na spłatę długów. Jeśli to długi zagraniczne, każde zachwianie wiarygodności kraju proporcjonalnie bardziej zwiększać będzie wahania polskiej waluty (pozdrowienia dla frankowiczów). I tak dalej i tak dalej. Kraje zadłużone i nie będące w pierwszej lidze gospodarczej świata

CO ROBIĆ Z OSZCZĘDNOŚCIAMI? Jeśli obawiasz się, że polska gospodarka wpadła w złe ręce i może wpaść w jakieś turbulencje, a masz jakiś majątek lub oszczędności - przeczytaj wpis o tym ak chronić wartość oszczędności w niepewnych czasach.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 10 stycznia 2017 18:59

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dzoelo napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/10 20:38:19:

    Z oszczędnościami? Na przykład bank Millennium na koncie oszczędnościowym daje 2,5% dla kwot do 100 tys. zł. Oczywiście oprocentowanie dotyczy nowych środków.

  • adammadry napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/10 22:49:45:

    Zgadzam się w zupełności.

  • odrion napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/11 09:31:56:

    Dług zwiększył się do takich poziomów, że wiadomo jest, że jest niespłacalny. Co nas czeka w najbliższych 5-10 latach? Generalnie są 2 scenariusze - inflacyjny lub deflacyjny.
    Deflacyjny oznaczałby bankructwa - państw, firm, ludzi i to jest niebezpieczna droga dla "elit", bo może doprowadzić do tłumów na ulicach.
    Więc raczej na pewno problem będzie próbować rozwiązać się drogą inflacyjną.
    - doprowadzi się do inflacji rzędu 10% (prawdziwej a nie tej podawanej przez sterowane urzędy)
    - utrzyma się niskie stopy procentowe
    - w rezultacie powstaną realne negatywne stopy procentowe
    - dzięki czemu dług każdego roku będzie się pomniejszać.

    Niestety są dwa kluczowe aspekty tego podejścia.
    1) Czy uda się elitom utrzymać inflację w ramach nie wywołujących protestów
    2) Nawet przy małych negatywnych realnych stopach procentowych rzędu - okrada się ludzi posiadających oszczędności -> każdego roku mogą mniej kupić za posiadane środki.

    Najlepsze dla elity byłoby do kompletu wyeliminowanie gotówki - wtedy nie tylko wyeliminowaliby możliwość runu na banki, ale np wprowadziliby ujemne stopy rzędu -5% i za trzymanie pieniędzy w banku każdy musiałby płacic odpowiednią stawkę. I nie miałby wyjścia (nie ma gotówki). Przy stopach -5% i inflacji +10% - > zmniejszanie zadłużenia nabrałoby odpowiedniego rozpędu.

    Polecam przeczytanie historii republiki Weimarskiej aby zobaczyć jak w drastycznym przykładzie można szybko pozbyć się długów.

  • lukasfiles napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/11 11:56:35:

    Panie Macieju, w tekście pisze Pan o długu zagranicznym wynoszącym około 600 mld PLN, natomiast na wykresie w tej kwocie wyrażony jest dług krajowy. Błąd, czy ja coś pominąłem?

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line