Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 02 stycznia 2017

Ciekawa propozycja na początek roku! Czy warto kupić obligacje GPW? I ile można na nich zarobić?

Niskie oprocentowanie bankowych depozytów skłania coraz więcej firm do oferowania nam obligacji. Proponowane oprocentowanie bywa wysokie - nawet 6-8% w skali roku - ale przeważnie emitentami są firmy działające w ryzykownych branżach lub będące w niezbyt dobrej kondycji finansowej. A więc takie, które już odbiły się od muru bankowego i nie mają co liczyć na tani kredyt. Ich miłość do naszych portfeli jest więc niejako wymuszona sytuacją ;-). Ofert zakupu obligacji firm topowych, najbardziej wiarygodnych, niezatapialnych - słowem: największych polskich koncernów - jest jak na lekarstwo. Ale dziś mam dla Was recenzję obligacji emitowanych przez firmę z wyższej półki. Nie płaci dużo, ale ryzyko też jest znacznie mniejsze, niż przy pożyczaniu pieniędzy deweloperom, windykatorom, producentom drukarek 3D, albo firmom pożyczkowym (tego typu oferty też recenzowałem w blogu).

W poniedziałek ruszyła oferta sprzedaży 600.000 obligacji Giełdy Papierów Wartościowych, czyli firmy, która organizuje handel akcjami, obligacjami, instrumentami pochodnymi i różnej maści certyfikatami polskich spółek publicznych. Na giełdzie notowanych jest kilkaset spółek, poza tym jest ona współwłaścicielem Towarowej Giełdy Energii, czyli największego miejsca, gdzie handluje się w Polsce prądem i gazem. Najważniejszym współwłaścicielem GPW jest Skarb Państwa (kontroluje 52% głosów na walnym), co dla jednych będzie dużą zachętą do zainwestowania swoich pieniędzy w tę pożyczkę, a dla innych sygnałem alarmowym (bo w dzisiejszych czasach pożyczanie państwu też niesie ze sobą pewne specyficzne ryzyko, np. takie, że państwo - ostatnio nie lubiące bogatych i tych, którym za bardzo się powiodło - zechce za czas jakiś ich "rozkułaczyć" ;-)). Generalnie jednak mówimy o firmie, która na razie ma naturalny monopol w swojej branży (a przynajmniej na większości rynków, dla których jest parkietem notowań).

GPW chce pożyczyć od nas pieniądze (60 mln zł, wartość jednej obligacji to 100 zł) na pięć lat. Pieniądze odda dopiero w styczniu 2022 r., a odsetki będzie płacić co pół roku. Oprocentowanie wynosi WIBOR 6M plus 0,95%. Na dzisiejsze warunki oznacza to jakieś 2,75% w skali roku (bo WIBOR 6M jest w okolicach 1,8%). Tyle co promocyjna lokata bankowa, więc szału nie ma. Ale ryzyko też nie jest bardzo wysokie, firma jest wiarygodna i mało prawdopodobne, by nie wykupiła obligacji. Zapisy będą przyjmowane od 2 stycznia do 12 stycznia, ale warto się spieszyć, bo obowiązuje zasada "kto pierwszy ten lepszy". W dniu, w którym zapisy przekroczą 600.000 obligacji inwestorzy stracą gwarancję, że dostaną wszystkie zamówione papiery. Zapisy z tego ostatniego dnia będą proporcjonalnie zredukowane, a potem sklepik z obligacjami się zamknie. Zlecenia składa się poprzez biura maklerskie (zapisy przyjmują CDM Banku Pekao i DM PKO BP, a także DI Xelion, DM Banku Handlowego oraz BM Alior Banku). Trzeba mieć rachunek maklerski, a na tym rachunku pieniądze. Złożenie zapisu wygląda tak samo, jak zakup akcji notowanych na parkiecie. Kto ma dostęp do możliwości zakupu akcji przez internet będzie mógł tą samą drogą zapisać się na obligacje GPW. Aha, byłbym zapomniał: kasa od nas ma pójść na spłacenie poprzenio wyemitowanych obligacji o wartości 120 mln zł, czyli de facto na zrolowanie starego długu.

Giełda Papierów Wartościowych - tak jak inne firmy finansowe - stoi w obliczu wyzwań związanych z rozwojem internetu. Tak jak banki są zagrożone rozwojem firm fintech (które odbierają im klientów i przychody z pośrednictwa w transakcjach, wymiany walut, pożyczek gotówkowych itp.), albo biura maklerskie muszą rywalizować z platformami foreksowymi, tak giełdy papierów wartościowych mają w perspektywie groźbę utraty części notowanych spółek na rzecz platform typu OTC. Każda spółka, która ma taki kaprys, będzie mogła w przyszłości przenieść się na jedną z "giełd internetowych", które już powstają na Zachodzie. O tym czy GPW pozostanie najbardziej atrakcyjną alternatywą zadecyduje płynność, czyli liczba inwestorów, którzy będą chcieli na niej handlować. Niestety, od kilku lat dopływ spółek jest coraz mniejszy, a GPW nie potrafi przyciągnąć zbyt wielu atrakcyjnych emitentów.

Im mniej ich jest, tym mniejsze są obroty, bo na giełdę nie płynie też kapitał nowych oszczędzających. Na domiar złego nasza GPW pozostaje poza największymi giełdowymi sojuszami, jest trochę jak LOT, który musi konkurować z Lufthansą, British Airways i Emirates. Na razie jednak GPW jest w o niebo lepszej sytuacji finansowej, niż LOT. Co prawda jej przychody spadają (z poziomu 244 mln zł po trzech kwartałach 2015 r. do jakichś 229 mln zł po trzech kwartałach 2016 r.), ale parkiet wciąć uzyskuje wysoką rentowność - w 2015 r. giełda zarobiła na czysto 124 mln zł, zaś w zeszłym roku po trzech kwartałach miała 100 mln zł zysku netto. Nawet jeśli przyszłość nie rysuje się w różowych barwach, to jednak na razie zyski giełdy na tle jej przychodów są zadowalające. To jest jednak biznes trochę w stylu "czy się stoi czy się leży...".

GPW2oferta3

Co mam na myśli? Czy jest hossa czy jest bessa, to giełda i tak ma swoją działkę z prowizji od handlu akcjami i towarami (choć pod presją konkurencji zapewne opłaty będące głównym źródłem dochodów GPW będą spadały). Główny właściciel, czyli państwo, ma pewne możliwości, by utrudniać ewentualnej konkurencji GPW działalność, nakładając różne wymogi regulacyjne (choć jest to ograniczone przez fakt, że należymy do Unii Europejskiej i nie możemy zaburzać działania wolnego rynku). Może też nakładać np. na spółki energetyczne obowiązek handlowania na giełdzie energią, napędzając jej biznes (a przychody z handlu towarami to już 40% łącznych przychodów giełdy, w zasadzie głównie dzięki handlowi towarami wyniki GPW jeszcze dobrze wyglądają). Inna sprawa, że GPW od wielu miesięcy nie zdołała uzgodnić z właścicielami swojej strategii rozwoju, a za chwilę może nie mieć prezesa (prezes Małgorzata Zaleska nie jest ulubienicą wicepremiera Morawieckiego). Ale na razie mimo tych przeciwności losu i zarządzania ;-), GPW jest kurą znoszącą złote jaja. Rentowność kapitałów własnych (ROE), która w bankach już spadła do poziomów jednocyfrowych, na GPW wciąż utrzymuje się w okolicach 18%.

W perspektywie pięciu najbliższych lat trudno zagwarantować, że polski rynek kapitałowy będzie się rozwijał tak harmonijnie, by zapewnić GPW sowite przychody z prowizji od transakcji, sprzedaży informacji i innych usług towarzyszących handlowi akcjami, obligacjami, kontraktami terminowymi i towarami. Ba, może się okazać, że polskie spółki w pewnym momencie zaczną się przenosić na giełdę we Frankfurcie lub Paryżu, a inwestorzy kupować akcje spółek notowanych za granicą.

gpw1oferta

Nawet w najczarniejszych snach nie umiem sobie jednak wyobrazić niewypłacalności firmy należącej w połowie do państwa, która ma de facto monopol na rynku (nawet jeśli ten rynek będzie się zwijał). Choć być może mam zbyt małą wyobraźnię ;-)). W najgorszym razie własność GPW przejąłby jakiś globalny gracz typu NYSE, który dołączyłby polskie spółki do swojego, wielkiego parkietu. O tym, że inwestorzy dość spokojnie patrzą na przyszłość warszawskiejgo parkietu świadczy fakt, że w ciągu ostatnich pięciu lat notowania akcji spółki obracały się w paśmie 30-50 zł za akcję, a dziś są mniej więcej w połowie tych widełek.

Proponowane oprocentowanie nie jest szczególnie wysokie, ale GPW nie musi płacić dużo. Na pulę 600.000 obligacji oferowanych właśnie inwestorom instytucjonalnym na podobnych warunkach cenowych popyt był dwa razy większy, niż liczba papierów do kupienia. Nieco ponad rok temu GPW sprzedała instytucjom aż siedmioletnie obligacje za 125 mln zł o stałym oprocentowaniu 3,19% rocznie (czyli naprawdę niewysokim, biorąc pod uwagę długi termin i niepewność co do poziomu stóp procentowych). Do inwestorów indywidualnych ostatnio GPW startowała z obligacjami dawno temu, w 2012 r. (wtedy płaciła WIBOR plus 1,17%, a obligacje warte 75 mln zł sprzedała na pniu). Teraz oferuje zmienne 2,75% - WIBOR plus 0,95% - najwyraźniej testując nasz apetyt na zarabianie. W porównaniu z firmami takimi jak Kruk, czy Ghelamco, które też są dużymi, renomowanymi firmami, a płacą za obligacje w okolicach 4-5% rocznie, papiery GPW - delikatnie pisząc - nie rozpieszczają. Ale Orlen, KGHM, PKO BP, czy PZU też nie płaciłyby dużo więcej. Dwuletnie obligacje skarbowe płacą 2,1%, a więc tylko niewiele mniej, niż te oferowane przez GPW. Niski procent to w tym przypadku cena w miarę spokojnego snu i dużej szansy, że emitent obligacji się nie "przekręci" przed wykupem papierów. Choć oczywiście warto pamiętać, że obligacje to nie depozyty, nie mają gwarancji państwowej, zaś w przypadku kłopotów finansowych emitenta zwykle obligatariusze tracą pieniądze jako pierwsi.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 02 stycznia 2017 19:43

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dzoelo napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/04 18:11:06:

    Dla przeciętnego "Kowalskiego" gra chyba nie jest warta świeczki, ponieważ:
    - po pierwsze szału nie ma,
    - po drugie jest z tym sporo zachodu, choćby trzeba założyć rachunek maklerski i utrzymywać (opłaty) itd.
    - GPW raczej nie splajtuje i powinna być zawsze wypłacalna, mimo wszystko gwarancji, jak przy lokatach i depozytach jednak nie ma

    Zapraszam też do zapoznania się z ofertą lokat bez konta lokaty z gwarancją BGF.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line