Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 26 stycznia 2017

Idziesz do banku po zwykłą lokatę, a wychodzisz z... czymś dziwnym. Czy warto dać się nabrać?

Coś złego zaczęło się dziać w bankach w ostatnich kilku miesiącach. Z jednej strony bankowcy coraz bardziej obniżają oprocentowanie depozytów (w ciągu ostatniego roku wypłaciły nam o jedną dziesiątą mniej odsetek, niż poprzednio, co przekłada się na 900 mln zł uszczerbku w naszych kieszeniach), a z drugiej strony zaczynają "ubierać" klientów w coś, co tylko przypomina lokaty, a tak naprawdę jest lokatą z funduszem, albo produktem strukturyzowanym. Procenty biją po oczach, ale - w odróżnieniu od zwykłego depozytu - bynajmniej nie są gwarantowane. W wielu przypadkach klienci bywają "ubierani" w coś, czego nie rozumieją. I to jest trend, który w wielu bankach coraz bardziej się nasila. Dziś kilka słów o tych różnych "wynalazkach", które same w sobie nie muszą być złe. Złe są wtedy, gdy kupujesz je pod przymusem, będąc zmanipulowany albo nie rozumiejąc co kupujesz. A przede wszystkim wtedy, gdy ten zakup oznacza przejście z kategorii "bezpieczny, gwarantowany zysk", do kategorii "zysk lub strata"

"Opiszę sytuację z ING, ale w Aliorze jednego z moich znajomych spotkało to samo. Wpadam kulturalnie do oddziału, szukam dobrej lokaty na rok. Pani mnie pyta: na jaką kwotę? Powiedziałem, że kilkadziesiąt tysięcy. Od razu zaprosili mnie do pokoiku: kawa, herbata, ciastko. Mówię, że chcę lokatę. Normalną. A pani, że dobrze, tylko formularz musimy wypełnić.. I "jedzie" tym formularzem z pytaniami jakie zyski, czy lubię ryzyko, czy mam doświadczenie w inwestowaniu... A potem proponuje produkt nazywający się "lokata", który lokatą nie jest. Mówi mi, że to bezpieczne, prawdopodobnie da 7% rocznie"

- opowiada czytelnik. Oczywiście nie zaproponowano mu zwykłej lokaty bankowej, tylko produkt strukturyzowany. A więc zakład, który klient zawiera z bankiem o kurs jakiejś waluty albo o wartość indeksu, cenę akcji lub surowca. Jeśli zakładany scenariusz w określonym czasie się spełni - klient dostaje "oprocentowanie", zwykle dwu-trzykrotnie wyższe od dochodu ze zwykłego depozytu. Jeśłi się nie spełni - klient dostaje z powrotem tylko to, co wpłacił. Krótkoterminowe produkty strukturyzowane nie są złe - przy nędznym oprocentowaniu depozytów ryzykujemy niewiele, a do "wygrania" jest dobre kilka procent. Ale im dłuższa inwestycja, tym większe ryzyko, że scenariusz się nie spełni.

Komuś z mojej rodziny zaproponowano 18-miesięczny "zakład" o kurs euro - jeśli utrzyma się w dość wąskim paśmie - bank zapłaci 6% w skali roku. Ale przy tak dużej zmienności na rynku walut chyba trudno zakładać, że złoty w ciągu półtora roku ani razu nie "zaszaleje". Niestety, w bankach coraz częściej proponują klientom długo-trwające produkty strukturyzowane, bo na takich można zarobić najwyższą prowizję. Generalnie z punktu widzenia banku najlepiej jest wtedy, gdy klient weźmie cokolwiek, co nie jest depozytem bankowym - może to być jakaś polisa oszczędnościowa, produkt strukturyzowany, fundusz inwestycyjny, lokata z funduszem... Przy tak niskich stopach procentowych jak obecnie prowizja od sprzedaży tego czegoś będzie zawsze wyższa, niż marża, którą bank "wykręci" na depozycie. No właśnie, a propos lokat z funduszem...

"Byłem w BNP Paribas i w Banku Pocztowym. W obu bankach zapytali mnie czy chcę fundusz "w zgrzewce" z lokatą bankową. Nie wciskali (a w Pekao nawet doradca klienta powiedział, że rynek akcji i funduszy akcji teraz jest na cenzurowanym - brawo za uczciwość). A w Alior Banku w dwóch placówkach od razu ostro zostałem wzięty w obroty pod kątem innych produktów, niż lokata bankowa".

O ile jestem sobie w stanie wyobrazić sensowny produkt strukturyzowany, to na lokaty z funduszem bym uważał, zwłaszcza jeśli nie macie doświadczenia na rynku funduszowym. Nie chodzi o to, że to jest jakiś kant. Sam mam ulokowaną dużą część moich oszczędności w funduszach, ale jest to ta część oszczędności, którą jestem skłonny w jakimś stopniu zaryzykować, np. zaakceptować 10% straty w jednym roku za cenę szansy graniczącej z pewnością, że długoterminowo będę zarabiał więcej, niż w banku. Natomiast bankowcy z lubością proponują dziś klientom przenoszenie do miksów funduszu z lokatą pieniędzy do tej pory przechowywanych na depozycie terminowym. A takich skoków przez płot nie uznaję.

Nawet jeśli będziemy mieli 5-6% na depozytowej części miksu (przeważnie krótkoterminowej), to i tak rentowność interesu zależeć będzie w największej części od wyników funduszu. Część depozytowa w ostatecznym rozrachunku będzie tylko kwiatkiem do kożucha, choć to przecież wysokie oprocentowanie depozytu jest głównym wabikiem. Jeszcze inny problem to proponowanie starszym osobom, emerytom, długoterminowych programów lokacyjnych. Taki emeryt do tej pory trzymał po prostu swoje pieniądze na lokacie i co jakiś czas ją rolował. Ale przecież od rolowania już istniejących depozytów nikt w banku nie dostanie premii, więc oferuje się takim starszym ludziom rodzaj zobowiązania: "Dostajesz rentę lub emeryturę? To część z niej automatycznie przerzucaj na oszczędności". Tylko po co?

"Dwa lata temu moja mama, starsza już pani w wieku 86 lat, wyraziła zgodę na założenie lokaty, która miała być dwuletnim depozytem. Okazała się jednak lokatą pod nazwą "Kapitał na marzenia", akonto której każdego miesiąca bank ściąga jej z konta 200 zł. Umowa zawarta jest na 144 miesiące. Sąsiadka założyła identyczną lokatę - także z przeświadczeniem, że jest ona na dwa lata. Sąsiadka miała wówczas, tak jak mama, 86 lat. Zlikwidowałyśmy te lokaty, ale w listopadzie znowu mama potwierdziła - jak mówi, niechcący - wolę założenia kolejnej lokaty. Umowa obowiązuje przez 180 miesięcy"

- pisze do mnie czytelniczka. Widziałem dokumentację tego pakietu. Wpłaty mają być pobierane co miesiąc, po 400 zł, aż do 2030 r. Mama mojej czytelniczki w momencie zakończenia umowy będzie miała 103 lata i mnóstwo zaoszczędzonych pieniędzy. Z całego serca - podobnie jak bankierzy - życzę, żeby zdążyła je wydać. Tyle tylko, że jej emerytura to 1600 zł, z czego 600 zł idzie na stałe opłaty, 300 zł na lekarstwa, 400 zł na te lokaty. Na jedzenie i pozostałe wydatki zostaje jej 300 zł. Gdzie tu sens, gdzie logika? Tego typu produkty, zresztą nie najgorzej pomyślane, mają służyć oszczędzaniu na dostatnią emeryturę i są przeznaczone raczej dla osób, które jeszcze są aktywne zawodowo.

Po co oferować takie długoterminowe oszczędzanie 87-latce, która jest na takim etapie życia, że powinna raczej dbać o zdrowie, zażywać różnych hobby i cieszyć się komfortowym mieszkaniem oraz dobrą opieką? Na to wszystko potrzeba pieniędzy, które bank zabiera co miesiąc z ROR-u, żeby oddać z odsetkami po tym, jak staruszkowi "pęknie" sto lat życia. Oczywiście: taka lokata nie ma wiele wspólnego ze słynnymi polisami inwestycyjnymi, które były wciskane klientom z obowiązkiem płacenia składek przez 10-15 lat i z karą za ewentualne niedotrzymanie umowy w wysokości utraty nawet wszystkich pieniędzy. Tu klient może w każdej chwili wycofać pieniądze, a jedyne co traci to odsetki za część okresu oszczędzania. Sęk w tym, że starsi klienci albo nie są informowani o tym, że nie ma absolutnego przymusu oszczędzania, albo nie do końca rozumieją istotę produktu. Ci, którzy do mnie piszą, żyją w przekonaniu, że skoro podpisali zobowiązanie do płacenia, to płacić muszą aż do 2030 r., bo inaczej nastąpi koniec świata. Im bardziej senior nie rozumie na co się zapisał, tym lepiej dla sprzedawcy bankowego.

Jak nie dać się nabrać? Oto kilka rad jak zachować się w sytuacji, gdy chcesz ulokować oszczędności, a sprzedawca w banku namawia na coś innego, niż przedłużenie dotychczasowej lokaty. Przede wszystkim sprawdź jak nazywa się produkt. Lokata bankowa to po prostu „lokata”. Inne, mniej bezpieczne formy oszczędzania, też miewają w nazwie „lokata”, ale zwykle jest to „lokata inwestycyjna”, „lokata strukturyzowana” itp. Im dłuższa umowa, tym bardziej uważaj. Jeśli przychodzisz po lokatę bankową, a do podpisu dostajesz stos dokumentów liczący kilkadziesiąt stron, to prawdopodobnie nie chodzi o żadną lokatę. Sprawdź ile dokładnie zarobisz. Lokaty bankowe mają oprocentowanie od 1% do 2% w skali roku (te wyższe to promocje, łączą się zwykle z dodatkowymi obowiązkami). Jeśli z umowy nie wynika ile dokładnie i kiedy zarobisz – to znaczy, że nie jest to lokata. Jeśli obiecywany ci zysk jest podejrzanie wysoki ponad 3% w skali roku – sprawdź czy nie oferują ci tzw. „zgrzewki”, czyli lokaty bankowej powiązanej z inwestowaniem pieniędzy.

Zapytaj czy zapłacisz podatek Belki. Od zwykłej lokaty bankowej jest zawsze pobierany podatek Belki. Jeśli sprzedawca zapewnia cię, że żadnego podatku nie będzie – to znaczy, że nie jest to żadna lokata bankowa. Zapytaj czy kiedyś będziesz musiał coś do lokaty dopłacić. Sprzedawca może podsunąć ci druczek do automatycznego potrącania pieniędzy z twojego ROR-u. Sprawdź czy możesz bez ograniczeń wycofać pieniądze. To, co wpłaciłeś, zawsze powinno być dla ciebie dostępne (firma może potrącić co najwyżej odsetki). Jeśli produkt, który ci oferują, nie gwarantuje możliwości odzyskania wszystkich wpłaconych pieniędzy w każdym momencie – nie jest to lokata bankowa.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 26 stycznia 2017 09:16

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/26 11:44:50:

    Wystarczy odłożyć słuchawkę, a zakładanie zwykłej lokaty zlecić komuś młodszemu kto nie będzie już taki w dudę uprzejmy na wciskanie struktur, zgrzewek i innych produktów których klient-konsument - nie rozumie i nie chce. Podpisał ale nie chciał, przeczytał ale nie zrozumiał.

    Tak samo wciskali ludziom poliso-lokaty, kredyty indeksowane

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/26 13:14:12:

    Przychodząc do banku po lokate zaczynamy rozmowe od warunku: Regulamin lokaty ma sie zawierac na 3-4 stronach formatu A4, moze byc nawet malym druczkiem, kapitalikami, wersalikami czy czym tam sobie chcą, ale 3-4strony. Nie ma takiego regulaminu to do widzenia, nie mam czasu czytac , studiowac warunkow. Zadzwoncie jak bedziecie mieli takie regulaminy.

  • metkor napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/26 14:50:07:

    Standardowe rzeźbienie naiwnych.
    Identycznie było z poliso-lokatami, opcjami walutowymi, kredytami frankowymi.

    Ciekawe jest to że zjawisko pojawia się nagle i w większości banków.

  • cutpurse napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/26 20:41:16:

    "Jeśli sprzedawca zapewnia cię, że żadnego podatku nie będzie to znaczy, że nie jest to żadna lokata bankowa."
    Nie jest to także wówczas zakup jednostek uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym. Ale... Zostało wprowadzone belkowe dla polisolokat (nawet założonych wcześniej), które rzekomo dają iluzoryczną ochronę ubezpieczeniową i służą tylko ominięciu tego podatku.

  • maryan.wielki napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 01:21:22:

    Zastanawiałem się, dlaczego tak wielu ludziom wciśnięto takie "struktury", "zgrzewki", itp? I mam wrażenie, że do wszystkiego trzeba dorosnąć. Do pieniędzy też. Wynika z tego wniosek, że nie wystarczy mieć pieniądze, ale sztuką jest je szanować, aby nikt ich nie zachachmęcił. Wiele też zależy od filozofii życia, a konkretnie czy jest się odpornym na pieniądze.
    Mnie też wiele razy bankowcy, ilekroć pojawiałem się w oddziale, usiłowali zachęcić do kupienia ich łamańców produktowych, i co? Nic! Moje stanowcze, acz uprzejme, NIE - skutecznie stopowało ich zapędy. Miałem dla nich zawsze jedną odpowiedź, która właściwie miała formę pytań: Jak wielki majątek człowiek musi w życiu zgromadzić, aby powiedzieć sobie samemu, że ma już dość i więcej nie potrzebuje? Gdzie granica tego pościgu za bogactwem? I okazało się, że żaden z bankowców nie umiał mi na to odpowiedzieć. Nagle docierało do nich, że nie mają mnie czym skusić. Ich szkolenia, jak łowić w mętnej wodzie, okazały się bezwartościowe.

  • qjaf napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 01:21:56:

    Zachodze w glowe co trzeba zrobic, aby trafic na "ruszt" bankowca? Czy rzeczywiscie tylko wiek jest decydujacy? Posiadam, badz posiadalem, 4 konta bankowe. Przez blisko dekade lokowania oszczednosci, glownie online, dzwoniono do mnie nie wiecej niz 3-4 razy ws. "inwestycji". Za KAZDYM razem "bankowcy" przyznawali, ze jest to polisolokata lub inne ustrojstwo. Tak, robili to po dluzszej rozmowie, ale jednak.

    Moze po prostu lepiej unikac placowek bankowych? Tym bardziej, ze lokaty online przez dlugi czas byly korzystniejsze :D

    Naprawde nie dziwie sie osobom starszym, ale mlodzi? Nic z tego nie rozumiem!

  • koneton napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 09:07:13:

    Czasami niektóre sprawy trzeba załatwić w banku, a wtedy grillowanie masz niemal pewne.

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 09:37:00:

    Miałem podobną akcję w BNP Paribas (jeszcze przed połączeniem). Nadpłacałem kredyt mieszkaniowy sporą kwotą i przemiły Pan od obsługi klienta bardzo namawiał mnie nie na nadpłacenie ale na inwestycję tych pieniędzy w lokatę lub podobny produkt. Niestety na lokacie 1/2-letniej mógł zaproponować zaledwie 40% tego, co zyskiwałem na zmniejszonych ratach, a podobne zyski proponował jedynie na polisolokatach o wysokim ryzyku.

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 14:44:46:

    @qjaf

    O! O! O! Wreszcie ktos o moich poglądach!

  • tiszantul napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 19:38:47:

    jakiś czas temu zostałem zaproszony do osobnego pokoiku w Aliorze celem ewentualnego wydojenia. Cały pakiet ściem, niedomówień i sugestii, kolejne sztuczki sprzedażowe, rysowanie wykresów ogromnego wzrostu, rozentuzjazmowana wizją prowizji pracownica, przeżycie z gatunku drastycznych. Zastanawiałem się, czy kiedykolwiek miewa wyrzuty sumienia.

  • maryan.wielki napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/27 20:12:07:

    @tiszantul
    A czy przypadkiem nie proponowali Ci wtedy zainwestowania w na tzw. rynku wierzytelności?

  • qjaf napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/28 00:58:16:

    @kardupel_nadenty,

    Brachu! :D

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line