Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 31 stycznia 2017

Kolejki w przychodni? Oto "Uber dla pacjentów". Lekarz z aplikacji przyjedzie w godzinę?

W najróżniejszych dziedzinach życia pojawiają się aplikacje, które ułatwiają kontakty między ludźmi, którzy czegoś poszukują i tymi, którzy mają tego w nadmiarze. Są aplikacje towarzyskie ze słynnym Tinderem na czele (nie trzeba już zamienić z nikim słowa ani spojrzenia, żeby wiedzieć, że nas lubi ;-)), są transportowe z Uberem, BlaBlaCarem, Yanosikiem (w przypadku tej ostatniej apki dzielimy się nie tyle samochodem co informacją na temat tego co widać za oknem ;-)), są też turystyczne, ułatwiające znalezienie noclegu poza hotelem (AirBnB). Ba, pojawiły się społecznościowe aplikacje do lokowania oszczędności (Kokos), do wymiany walut (Walutomat) i czego tam jeszcze chcecie. Nie ma bata - to musiało wreszcie dotrzeć do branży medycznej. Musiało tym bardziej, że wszyscy właśnie albo stoją w kolejce do lekarza, albo nie mogą się do niego dodzwonić, albo dodzwonili się do rzeźnika w kitlu, a nie lekarza. Potrzeba bezpieczeństwa związana z dostępem do sprawdzonego lekarza, gdy będziemy w pilnej potrzebie, jest jedną z najważniejszych. Więc ona też musiała trafić do aplikacji ;-).

Czytaj też: Tego boimy się w życiu najbardziej. Oto nowy pomysł na ratowanie zdrowia

W poniedziałek wystartował serwis HomeDoctor.pl, który ma łączyć lekarzy pierwszego kontaktu, dysponujących akurat wolnym czasem, z pacjentami potrzebującymi szybkiej i wygodnej porady, diagnozy albo konsultacji. Pomysł jest prosty jak drut - pacjent rejestruje się na platformie (wymagane są jedynie dane osobowe i adresowe, e-mail, numer telefonu i hasło, nie trzeba wypełniać żadnej ankiety medycznej), zamawia wizytę domową internisty na cito bądź na później - w określonym przez siebie, dwugodzinnym przedziale czasowym - płaci kartą kredytową bądź przelewem pay-by-link i czeka na wizytę. Twórcy serwisu twierdzą, że średni czas oczekiwania na wizytę to 49 minut, zaś maksymalny przewidziany zasadami działania serwisu to jedna godzina. A ceny? Cóż, nie jest tanio. Podobno najtańsza wizyta domowa jest od 99 zł, przy odrobinie szczęścia można trafić wizytę za 129 zł, zaś standardowa stawka to 149 zł.

homeform

Na razie usługa jest dostępna jedynie dla Warszawy i okolic. Nie dziala też jeszcze w ramach aplikacji mobilnej (ma się pojawić w sklepach Apple'a i Androida pod koniec lutego). Nie można niestety zaprosić do domu lekarza żadnej konkretnej specjalności (są tylko interniści, podczas gdy mi przydałby się dziś raczej laryngolog), ani wezwać człowieka w kitlu w sytuacjach innych, niż zwykła konsultacja (jeśli czujemy się naprawdę źle - po staremu musimy dzwonić po pogotowie). Należy się spodziewać, że przez HomeDoctor.pl nie da się zamówić do domu żadnego uznanego lekarza "z nazwiskiem". Oni nie mają ani nadmiaru czasu, ani nie "uprawiają" wizyt domowych, mają za to listę stałych pacjentów, którzy w razie potrzeby dzwonią do nich na komórkę. Nie potrzebują żadnej aplikacji. Mówimy o usługach młodych lekarzy na dorobku, którzy - tak, jak kierowcy Ubera - mogą poświęcić kilka godzin dziennie na jeżdżenie do pacjentów w zamian za wypłacaną przez pośrednika prowizję. A jest się czym dzielić. Próbowałem zamówić lekarza na popołudnie:

 homedoctor51

Możliwość ominięcia kolejek w przychodniach i dojazdu lekarza do miejsca zamieszkania pacjenta (oraz fakt, że najpewniej jest to jakoś-tam zweryfikowany lekarz, a nie przysposobiony do leczenia ludzi weterynarz ;-)) to niewątpliwe zalety serwisu. O atrakcyjności cen możemy dyskutować, ale znajoma lekarka - bardzo doświadczona pediatra - za wizytę domową liczy sobie ponad 200 zł (a i tak nie może się opędzić od pacjentów), więc ceny w granicach 100-150 zł dla pewnej grupy potencjalnych pacjentów mogą być akceptowalne. Kłopot w tym, że na razie chyba lekarzy współpracujących z serwisem nie ma zbyt wielu. W poniedziałek, tuż po udostępnieniu serwisu pacjentom, zamówiłem lekarza na cito i po kilkudziesięciu sekundach "mielenia" mojego zamówienia serwis oświadczył, że nie ma homedoctor21lekarza, który by się podjął wizyty domowej w ciągu godziny. Próbowałem od razu zamówić lekarza na 14.00 i... też się okazało, że nie ma chętnych. Aplikacja więc jest, ale gwarancji, że ktoś przyjedzie i nas zbada - nie ma. Owszem, może i czas dojazdu do pacjenta wynosi 49 minut, ale jaka część chętnych w ogóle zostaje obsłużona? Tym serwis HomeDoctor.pl się nie chwali.

Czytaj też: Bank miał zwracać część wydatków na leki. Ale.. nie zawsze zwraca. O co chodzi?

Czytaj też: Złotą rączkę i domowego lekarza dokupisz już nawet do... czynszu za mieszkanie. Ale czy warto?

Cóż, pierwsze koty za płoty, może system się rozkręci (choć wiele zależy od tego jaką część z ceny zapłaconej przez pacjenta inkasuje pośrednik, a co za tym idzie - czy usługa będzie atrakcyjna dla lekarzy, a nie tylko dla pacjentów). Trochę wody w Wiśle upłynie zanim usługa będzie dostępna nad Wartą lub Odrą, czy też nad Bałtykiem ;-)), nie mówiąc już o mniejszych miastach. Choć sam pomysł na łączenie lekarzy z pacjentami za pomocą nowoczesnych technologii jest dobry. Sam się dziwię dlaczego aplikacja LuxMedu, którą mam w smartfonie, daje tak mało możliwości - przecież spokojnie mogłaby być platformą otwartą, zapewniającą nie tylko możliwość rezerwacji w ramach usług tej konkretnej sieci medycznej. Dostęp do lekarzy bez kolejek to dziś usługa, która bywa dołączana do najróżniejszych usług - do szybkich pożyczek pozabankowych, do najbardziej wypasionych kont i kart bankowych, a nawet do usług telekomunikacyjnych (w tym wypadku są to porady lekarza zdalnego, ale telemedycyna też będzie się w najbliższym czasie mocno rozwijać).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 31 stycznia 2017 09:39

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/31 13:34:00:

    Polecam artykuł:

    "Uberyzacja gospodarki. Czy chcesz cierpieć w imię wolnego rynku?"

    www.gazetaprawna.pl/artykuly/941363,andrysiak-uberyzacja-czy-chcesz-cierpiec-w-imie-wolnego-rynku.html

    Słowem - nie ma się z czego cieszyć że kolejną część usług chce ktoś zuberyzować. Bo finalnie wszyscy będziemy zuberyzowani i XIX wieczne stosunki pracy będą marzeniem w XXI wieku.

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/31 15:31:58:

    Pan redaktor chwali taki świat? Uber zamorduje etaty i umowy o pracę, zostanie dorywcze łapanie fuch przez 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, bez urlopów, macierzyńskich, bez żadnych pracowniczych przywilejów. Dojdzie pośrednik, który będzie kojarzył usługodawcę z klientem, biorąc za to % i zbijając ceny (czyli też pensje). Albo nie zbijając cen, tylko przechwytując marżę, bo będzie albo Uber z 99% rynku, albo nic dla tych co oferują swoje usługi. Taki nowy uber zacznie przejmować po kolei różne rynki, oferując coraz więcej w jednej platformie: usługi lekarskie, hydrauliczne, księgowe, taksówkarskie, nauczania i korepetycji, opiekę nad dziećmi i starszymi, pielęgniarskie, obsługę imprez, sprzątania, pośrednictwa pracy, ect. itp. Odpowiednio duży międzynarodowy Uber z odpowiednio dużym kapitałem zacznie połykać mniejsze Ubery, aż w końcu będzie jeden Uber "zatrudniający" 90% wszystkich pracowników w gospodarce (zostaną tylko urzędnicy państwowi), gdzie wszyscy będą musieli być dostępni 24/7 pracują na ultra-śmieciówkach Ubera, bez żadnej alternatywy na zmianę. Bo każda usługa i każda praca będzie oferowana przez Ubera, a wtedy jego siła będzie nieporównywalna z niczym. Dzisiejsze stosunki Biedronka-dostawca będą wzorem partnerskiego układu w porównaniu do tego, co nam zafunduje nowy ultra-Uber.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/31 15:39:00:

    Podsumowując: płaci się wcale niemałe pieniądze za wizytę, która będzie obsługiwana przez lekarza nie mającego pacjentów (początkującego lub kiepskiego), do tego sama wizyta nie jest pewna (to równie dobrze można spróbować dodzwonić się do lekarza NFZ: też niepewne, ale przynajmniej tańsze). Lekarz może co najwyżej obsłuchać pacjenta, bo brak sprzętu poza słuchawkami i może ciśnieniomierzem i termometrem. Rzeczywiście super sprawa.

    A co do zachwytu redaktora nad uberopochodnymi pomysłami: rzeczywiście rozwój. W dawnych czasach chłop pańszczyźniany w zamian za dom i kawałek ziemi miał obowiązek oddawać część dochodów panu. Obecnie idziemy w kierunku sytuacji, gdzie firmie trzeba będzie oddawać część dochodów, ale już narzędzie pracy i mieszkanie musimy sobie zagwarantować sami. Świetlana przyszłość.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line