Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 12 stycznia 2017

Wszyscy chcą swatać banki i frankowiczów? A ja mam już projekt ugody. A nawet cztery! ;-)

Coraz więcej jest chętnych do tego, by zachęcać banki do dobrowolnego rozwiązywania problemu kredytów frankowych. Chciałby zachęcać prezydent Andrzej Duda (po tym jak udało mu się napisać zniezbyt zachęcającą ustawę ;-)), chciałby zachęcać Narodowy Bank Polski z Komisją Nadzoru Finansowego (zwiększając bankom "frankowym" wymogi kapitałowe), chciałby zachęcać też Minister Finansów (zastanawia się nad wyższym podatkiem bankowym "od franków"). A ostatnio akces do grona "zachęcaczy" zgłosił też Marek Niechciał, szef Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Chciałby on podpisywać z bankami indywidualne porozumienia dotyczące pomocy frankowiczom, które pozwalałyby np. przewalutowywać kredyty po niższym od obecnego kursie lub ustalać frankowiczom górny limit wysokości rat (a więc po przekroczeniu przez kurs franka określonego poziomu bank brałby nadwyżkę na siebie).

Czytaj też: Taki pakiet, czyli cztery samcikowe pomysły na franka

Czytaj: Ktoś zamawiał esencję głupoty? Oto najbardziej krwiste historie z blogu

Czytaj też: Bezprawne polisy i kredyty, czyli najważniejsze wyroki sezonu!

Nie przeczę, że taki kompromis mógłby być najlepszym sposobem pogodzenia wszystkich racji. Dziś ani banki nie czują się w obowiązku, by wziąć na siebie różnice kursowe i wzrost zadłużenia klientów, ani klienci nie mają ochoty akceptować "spuchnięcia" ich kredytów. I liczą na rozwiązanie "przymusowe", które uzdrowi sytuację "po całości". Jeśli chodzi o tego typu koncepcje, to w grę wchodzi delegalizacja kredytów (lub niektórych zapisów w umowach klientów) przez sąd lub przez państwo. Sądy jednak orzekają jak chcą - jedne tak, inne siak (w ten sposób sprawiedliwości zresztą dochodził będzie nikły procent frankowiczów, najbardziej zdeterminowanych), zaś pomysły na rozwiązanie sporu jakąś ustawą są coraz głupsze i już wiadomo, że ta droga to tylko strata czasu. Nawet PiS, który obiecywał przed wyborami wszystko wszystkim, ustawę o przewalutowaniu kredytów skreślił w pierwszej kolejności z listy obietnic do spełnienia. Pewnym zamiennikiem ustawy mogłaby być porządna ustawa o pozwach zbiorowych, która umożliwiłaby ludziom łatwe, szybkie i tanie dochodzenie roszczeń w grupie. Ta dziś obowiązująca zniechęca konsumentów do korzystania z jej dobrodziejstw. Ale o planach żadnej reformy sporów zbiorowych nie słychać.

Pozostaje więc próba porozumienia się stron, z lekkim "boostem" ze strony państwa i regulatora, który ma sprawić, że dogadanie się z klientami będzie się bankom opłacało (niższy podatek, niższe wymogi kapitałowe dla banków, które się dogadają). Kłopot w tym, że nawet jeśli bankowcy daliby się namówić na jakiś kompromis - a są już ewidentnie zmęczeni i sądzę, że byliby skłonni zamknąć sprawę za cenę kilku miliardów złotych - to z drugiej strony gotowość "wzięcia na klatę" części kosztów musieliby zgłosić frankowicze. Jakie są potencjalne rozwiązania, które mogłyby przypaść do gustu tej "milczącej większości", która nie chce szwendać się po sądach, lecz czuje się pokrzywdzona? Od razu zaznaczam, że to uczucie pokrzywdzenia będzie można zobiektywizować dopiero po spłaceniu całego kredytu. Wtedy będzie wiadomo czy niższa stopa procentowa opłaci się w zestawieniu z wahliwością kursu waluty, czy też się nie opłaci - i zwrócić będzie trzeba znacznie więcej, niż w przypadku kredytu złotowego.

Dziś - oceniając poczucie pokrzywdzenia frankowiczów - można jedynie powiedzieć, że w wielu umowach są budzące wątpliwości, nieprecyzyjne zapisy (niektóre sądy uznają, że banki powinny ponieść z tego powodu konsekwencje finansowe), zaś bankowcy zrzucili na klientów zbyt duże ryzyko wahliwości wartości zobowiązania pod nazwą "kredyt" i że powinni część tego ryzyka z nich zdjąć. Ale w jaki sposób? Bankowcy już kilka razy składali klientom propozycje przyspieszonego wyjścia z frankowej matni, choć poziom zachęt był niewielki. BZ WBK oraz Bank Millennium zaproponowały "swoim" frankowiczom przewalutowanie części kredytu po bieżącym kursie franka (czyli "prezentem" byłby tylko brak spreadu), ale za to z gwarancją niskiej marży kredytowej po "przejściu" na złote. To nie są pomysły, które stawiają włosy na głowie - brakuje w nich podstawowego elementu - partycypowania banku w tym co stało się z kursem franka w przeszłości. Dlatego podrzucam bankowcom, UOKiK-owi oraz wszystkim, którzy chcą "swatać" banki z klientami, kilka pomysłów na oferty, które miałyby szansę na pozytywny odbiór choćby wśród części frankowiczów. I mogą przyczynić się do rozwiązania systemowego problemu franków.

NADPŁACANIE ZA OBNIŻKĘ KURSU. Banki mogłyby złożyć klientom następującą ofertę: nadpłacajcie raty kredytu po kursie bieżącym - stopniowo lub jednorazową transakcją - a w zamian jakąś kolejną porcję kredytu bank pozwoli spłacić po kursie startowym. Ta porcja byłaby odzwierciedleniem wkładu klienta w szybszą spłatę kredytu. Jeśli np. spłacę jednorazowo 10% kredytu po obecnym kursie, to bank mógłby dorzucić do tego możliwość spłacenia kolejnych 10% po kursie z dnia wzięcia kredytu. Zyskają wszyscy: bank będzie miał z głowy sporą część kredytu (a więc zmniejszy się jego ryzyko oraz koszty wynikające z różnych restrykcji nadzorczo-ministraialnych), a klient część długu szybciej spłaci po słabym kursie po to, by móc spłacić kolejny kawałek po kursie bardzo dobrym. Sądzę, że kilka osób dałoby się zmotywować do takiej transakcji.

NADPŁACANIE ZA PRZEWALUTOWANIE. Rozwinięciem tego pomysłu mogłaby być propozycja, w której bank zachęca klienta do przewalutowania cześci kredytu po preferencyjnym kursie pod warunkiem, że ów klient trochę kredytu spłaci szybciej, niż w harmonogramie. A więc np. nadpłacam 10% kredytu, zaś kolejne 10% bank mi przewalutuje na złote - tworząc drugi kredyt zabezpieczony na tej samej nieruchomości - po preferencyjnym kursie. Oferowany kurs powinien być na tyle atrakcyjny, żeby klientowi opłacało się zaangażować własne oszczędności w spłacenie części kredytu. Kredyt w złotych byłby wyżej oprocentowany, niż frankowy (różnica w stopach procentowych między WIBOR a LIBOR CHF jest wciąż wysoka), ale umorzenie częsci długu przy przewalutowaniu spowodowałoby, że klient by na tej operacji nie stracił.

NADPŁACANIE ZA MONEY-BACK. Prostym mechanizmem, który mógłby skłonić klientów do dobrowolnego pozbycia się ryzyka kursowego poprzez spłatę części kredytu, jest money-back. Skoro banki płacą klientom za intensywne używanie karty płatniczej, albo za terminową spłatę rat kredytów, to dlaczego nie mogłyby płacić też za to, że klient będzie spłacał kredyt w minimalnie większych porcjach niż te przewidywane w harmonogramie? Zamiast 400 franków co miesiąc spłacam np. 440 franków. I tak spłacam, spłacam, spłacam, aż na koniec roku bank podsumowuje skalę moich nadpłat i np. wypłaca mi premię w wysokości jednej czwartej wysokości moich nadpłat. De facto będzie to oznaczało ograniczenie kosztów klienta wynikajacych z wcześniejszych spłat w taki sposób jak gdyby nadpłacał kredyt po niższym kursie. Tyle, że byłaby to zaplanowana operacja, rodzaj programu lojalnościowego.

NADPŁACANIE ZA "CZAPKĘ". Nagrodą za to, że klient podejmie finansowy wysiłek i zgodzi się nadpłacać raty kredytu, może być też zagwarantowanie przez bank większego bezpieczeństwa budżetu domowego klienta dla pozostałej części długu. To bezpieczeństwo miałoby postać blokady maksymalnej wysokości raty na jakimś poziomie kursu franka. Klient miałby pewność, że jeśli frank zdrożeje np. powyżej 4,5 zł, to bank weźmie na siebie nadwyżkę. Nadwyżka byłaby zależna od tego ile klient "zainwestuje" w szybszą spłatę kredytu. A więc im więcej klient nadpłaci - jednorazowo lub w ratach - tym niżej będzie ustawiona granica kursu franka, powyżej której bank dopłaca do rat.

Te wszystkie sposoby mają pewną podstawową wadę - nie nadają się dla osób, które ledwo zipią pod ciężarem rat kredytów frankowych. Bo one, rzecz jasna, nie mają oszczędności. Być może banki mogłyby takim osobom refundować nadpłaty rat jakimś preferencyjnym kredytem w złotych (choć nie mam wiary, że będą się do tego paliły). To, niestety, chyba musi tak być. Jeśli banki mają dobrowolnie - nie przymuszone żadną ustawą, czy wyrokiem Sądu Najwyższego - wziąć na klatę "duże" kilka miliardów złotych kosztów dopłat, to w zamian będą chciały przyspieszyć rozwiązanie problemu franków, czyli po prostu spłatę tych kredytów. Sądzę, że osoby nie radzące sobie ze spłatą rat powinny mieć ułatwioną drogę do skorzystania z innych mechanizmów, które też powinny być częścią kompromisu - upadłości konsumenckiej w przyspieszonej ścieżce, programu wsparcia kredytobiorców (który dziś działa słabo) lub wręcz umorzenia części długu w przypadku wykazania missellingu przy udzieleniu kredytu. Część osób, które dziś nie radzą sobie ze spłatą rat, niestety w ogóle kredytu hipotecznego nie powinny otrzymać. Już w momencie zawierania umowy rata stanowiła 50% ich domowego budżetu lub więcej. Nawet banki doszły do wniosku, że takim osobom mogłyby pomóc z własnej woli.

Wydaje mi się, że propozycje bankowców dotyczące zachęt do przyspieszonej spłaty rat w zamian za dopłaty, dotacje i preferencje, powinny być ogłoszone dość szybko - zanim Sejm zajmie się ustawą spreadową zaproponowaną przez prezydenta. Pochłonie ona kilka, albo i kilkanaście miliardów złotych "na pusto", nie rozwiązując żadnego problemu. A te same pieniądze, wydane na dopłaty dla osób mogących dobrowolnie nadpłacać swoje kredyty, pomogłyby ograniczyć frankowe ryzyko systemowe. Poza tym nie wiemy jak rozwinie się frankowa batalia sądowa. Wiadomo, że do sądów pójdzie i tak nie więcej, niż 5% frankowiczów, ale im bardziej prokonsumenckie będzie orzecznictwo sądowe w sprawie franków, tym mniej chętnie pozostali będą chcieli nadpłacać raty. Chyba, że jeszcze do tego wszystkiego frank zacząłby tanieć...

KLIKNIJ I ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER. Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi śledztwami, prześwietleniami, wsiadaniem na koń i interweniowaniem w Waszych sprawach, to zapiszcie się na mój newsletter. Spamu nie rozsyłam, za to raz na jakiś czas dostaniecie ode mnie prezent-niespodziankę, która będzie niedostępna dla innych czytelników. Kiknij baner i zostaw mi swój adres, przyda się!

"SUBIEKTYWNOŚĆ" OBSYPANA NAGRODAMI. Pod koniec 2016 r. miałem przyjemność odebrać "Nagrodę Dziennikarstwa Ekonomicznego" w konkursie organizowanym przez "Press Club". Nie mam wątpliwości, że tę nagrodę - jak i wszystkie poprzednie - zawdzięczam w dużej części Wam, moim Czytelnikom. Dziękuję za to, że jesteście ze mną i że wspólnie możemy walczyć o lepsze jutro finansowe. Do tej pory odebrałem między innymi nagrody: >>> Dwukrotnie Grand Press: w 2005 r. w kategorii "Dziennikarstwo Specjalistyczne" oraz w 2014 r. Grand Press Economy dla najlepszego dziennikarza ekonomicznego; >>> Nagrodę im. Władysława Grabskiego w konkursie organizowanym przez Narodowy Bank Polski (w 2013 r.); >>> Nagrodę im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w konkursie organizowanym przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie (w 2011 r.); >>> Nagrodę Specjalną Prezesa UOKiK w konkursie Auxilium et Libertas (w 2012 r.); >>> Nagrodę "Heros Rynku Kapitałowego" przyznawaną przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (w 2014 r.). 

NagrodaDziennikarstwaEkonomicznego2016laureatMaciejSamcik995x498

 Poza tym byłem jednym z laureatów nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby (w 2014 r.). Cieszyłem się też z nagrody im Mariana Krzaka w konkursie Związku Banków Polskich (w 2004 r.) za publikacje poświęcone sektorowi bankowmu, nagrody Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami za publikacje poświęcone inwestowaniu i funduszom inwestycyjnym (2007 r. ), nagrody "Złote Skrzydła"w konkursie Krajowego Rejestru Długów (w 2010 r.) za edukację ekonomiczną, III Nagrody w konkursie "Tylko Ryba nie bierze" organizowanym przez Fundację Batorego za publikacje demaskujące nieprawidłowości w sferze publicznej (w 2006 r.). Byłem też Dziennikarzem Roku Kongresu Gospodarki Elektronicznej (w 2011 r. ) oraz laureatem nagrody Ekonomiczny Blog Roku w konkursie organizowanym przez Money.pl (w 2014 r.)

dywidenda222O LOKOWANIU OSZCZĘDNOŚCI W AKCJI "DYWIDENDA JAK W BANKU". Od wiosny 2016 r. w blogu trwa akcja "Dywidenda jak w banku", w której zdradzam sposoby na w miarę bezpieczne lokowanie oszczędności inaczej, niż tylko na depozycie bankowym. Zapisując się na newsletter akcji nie przegapicie żadnego z kolejnych tekstów, klipów wideo, webinarów, ani konkursów. W akcji bierze też udział Longterm.pl, najstarszy bloger zajmujący się inwestowaniem długoterminowym - Giełda Papierów Wartościowych oraz Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Zapraszam do odwiedzenia strony akcji "Dywidenda jak w banku". Obejrzyjcie też jak - wspólnie z Longtermem - mierzyliśmy się z lękami związanymi z lokowaniem oszczędności, zwiedzaliśmy kasyno, udaliśmy się na ryby. Zabawne i pouczające.

Więcej na ten temat czytajcie na stronie akcji (www.dywidendajakwbanku.pl)

A TERAZ... CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach - wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach. Blog "Subiektywnie o finansach" codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Dołącz do dziesiątek i setek tysięcy czytelników - codziennie zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już 37.000!), na Twitterze (tu wraz ze mną rządzi blisko 10.000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowego:  maciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

autopromo4

autopromo2

 

 

 

 

 

 

ZOBACZ MOJE PROGRAMY WIDEO! Zapraszam do obejrzenia pierwszego sezonu tygodnika wideo "Kasownik Samcika". Jest tam o sprytnych sposobach na oszczędzanie, o studiowaniu, pracowaniu, zaciąganiu kredytu hipotecznego, o zakupach, kontach bankowych, ubezpieczeniach, lokatach, podatkach... Poza poradami w każdym wydaniu czerstwy żart prowadzącego :-)), ciekawostka o pieniądzach oraz finansowy trik Samcika. Zapraszam do obejrzenia wszystkich zeszłorocznych odcinków. Wkrótce kolejna seria! Zapraszam do subskrybowania kanału YouTube "Subiektywnie o finansach"  

Zapraszam też do obejrzenia cyklu wideo "Od oszczędzania do inwestowania", w którym opowiadam o tym jak małymi krokami zabrać się do oszczędzania pieniędzy i co można zrobić, żeby namnażały się szybciej.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 12 stycznia 2017 08:54

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 09:30:55:

    Dziś - oceniając poczucie pokrzywdzenia frankowiczów - można jedynie powiedzieć, że w wielu umowach są budzące wątpliwości, nieprecyzyjne zapisy (niektóre sądy uznają, że banki powinny ponieść z tego powodu konsekwencje finansowe)

    Naprawdę JEDYNIE to można powiedzieć? Serio?
    Panu Redaktorowi chyba zaszkodził poziom pyłów zawieszonych w warszawskim powietrzu, bo jest łaskaw robić sobie jaja - i to jest najłagodniejsze określenie.

    Mówimy o wielokrotnym potwierdzeniu przez sądy, że fundamentalne zapisy tych umów (bo przecież indeksacja to jest ich istotny element) są NIEZGODNE Z PRAWEM.
    Jeśli SOKiK uznał dany zapis umowny za zakazany w obrocie, a następnie 4-5 tys. ludzi pokrzywdzonych tym zapisem (bo mają go w umowach co do przecinka) idzie do sądu i domaga się jego usunięcia - to na zdrowy rozum chyba można przyjąć, że tego zapisu nie negocjowali i że on narusza ich prawa?

    Po paru latach znamy już też ten temat na tyle, że możemy chyba na zdrowy rozum przyjąć, że na każdego klienta, który poszedł do sądu, przypada 10 innych, którzy mają w umowach identyczne zapisy, a skoro tak, to w takim samym stopniu są one niezgodne z prawem. Dżizas, przecież my tu rozmawiamy o co najmniej kilkudziesięciu tysiącach (stawiałbym raczej na kilkaset tysięcy) umów!

    One w fundamentalnych kwestiach wymagają WYPROSTOWANIA - czyli: usunięcia nieuczciwych zapisów zgodnie z Dyrektywą 93/13 (ZGODNIE Z JEJ POPRAWNYM TŁUMACZENIEM), wyrokami TSUE i art. 385 KC. Jest zatem LOGICZNE, że skoro bank czerpał korzyść z zastosowania zakazanych zapisów, to dla przywrócenia "stanu sprawiedliwości" powinien ponieść konsekwencje finansowe, a to, że nakazują to tylko "niektóre" sądy, świadczy o tym, że sędziowie są albo niedouczeni, albo ulegają wpływom tego ogólnopolskiego prania mózgów, które banksterskie lobby uprawia od "czarnego czwartku". A że bywają niedouczeni, to sobie w uzasadnieniach tych probankowych wyroków można poczytać, stoi czarno na białym.

    Sprowadzanie "krzywdy" frankowiczów na poziom rozmytych ogólników ("niektóre", "budzące wątpliwości", "nieprecyzyjne") to jest chachmęcenie godne polityka, który nic z tego tematu nie rozumie.
    Pan Redaktor, nie mam wątpliwości, rozumie sporo - ale idzie w klasyczne "zgrywanie durnia" i "nie widzę lasu, bo drzewa mi zasłaniają". Z bezradności totalnie wam życzę, obiektywni i rzeczowi dziennikarze największych gazet, którzy o tych kredytach tak chachmęcicie, żeby Wam się ten ochroniarz z Bielska śnił nad ranem.

  • somekindofhope napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 11:29:44:

    Wszystkie te pomysły z nadpłacaniem kredytu są kiepskie i trudno uwierzyć, że autor sobie z tego sprawy nie zdaje. W grę wchodzić może jedynie przewalutowanie kredytów każdorazowo po kursie pośrednim pomiędzy tym z dnia zaciągnięcia a kursem z dnia przewalutowania. To jest według mnie absolutne maksimum, na które mógłby się zgodzić frankowicz.

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 13:41:46:

    Pomysły redaktora są raczej nie do zastosowania przy dzisiejszej mentalności banksterów. Im bardziej skomplikowany mechanizm wymyśla tym bankierzy więcej na tym okradną klientów. Skoro opłaciło się napisać umowy z abuzywnymi zapisami i nie ma za to ŻADNEJ KARY dla ich twórców, to dlaczego nie mieliby zrobić tego jeszcze raz? Efekt będzie taki że klienci zrzekną się dochodzenia sprawiedliwości z obecnie abuzywnych zapisów, a zabawa zacznie się od nowa. Bankierzy wprowadzą następne (bo nie ma na nich kary) i znów będziemy przechodzić proces: udowadnianie abuzywności zapisów -> pozwy zbiorowe i indywidualne od zera (5-10 lat), itd. itp.

    Tu potrzeba jednolitej linii orzeczniczej bez cackania się z bankierami i szybkich procesów (nie 10-letnich), albo konkretnej ustawy "na siłę" wbrew bankierom, bo oni zawsze będą usiłowali się wyśliznąć od odpowiedzialności. Taka mentalność i nic tego nie zmieni. Apelowanie do ich moralności to jak opowiadanie ślepemu o kolorach.

    Problem że PiS wyłgał się z obietnic, a teraz próbuje łudzić kolejnymi, z których też się wyłga. Bo chce kupić spokój i dalej rozszerzać swoją władzę. Ma taką władzę jak nikt przedtem, mógłby przegłosować wszystko, ale nie chce.

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 14:13:52:

    "Od razu zaznaczam, że to uczucie pokrzywdzenia będzie można zobiektywizować dopiero po spłaceniu całego kredytu"

    Czy pan redaktor wierzy w to że CHF wróci do 2 zł? Jeśli ktoś brał kredyt w wieku 30 lat, to zakładał zwykle wcześniejsza spłatę, przy szczycie kariery zawodowej. Nawet jeśli brał go na 30 lat, to planował spłacić w 10-15 lat. Proponuję sprawdzić, w jakim terminie są spłacane kredyty hipoteczne (niefrankowe). Kto ma taki zawód że może liczyć na stałość zatrudnienia mając wiek 50+? Może redaktor Samcik. A tu ludzie płacą rosnące raty uczciwie, a zadłużenie im wzrasta i po 10 latach spłacania są winni DUŻO WIĘCEJ niż pożyczyli. I nie widać trendu odwrotnego, bo złotówka słabnie. Skok osłabienia, jakiś czas stabilizacji, i znów skok, stabilizacja na wyższym poziomie, i skok.

    Ludzie będą spłacać kolejne 10 lat, a po 20 latach spłacania będą nadal winni więcej niż pożyczyli. A wtedy przyjdzie kryzys w pracy, nie mieli szans znaczaco nadpłacić, i co? BANK zabiera dorobek życia i żąda więcej, więcej, więcej - do końca życia wyjęci spod prawa.

    Przecież bankierzy wiedzieli co robią. Po pierwsze znali poprzednie historie numeru na CHF, bo przeprowadzano to choćby w Australii w latach 80-tych. Po drugie, mieli analityków i wiedzieli, że kurs CHF jest historycznie niski i wzrośnie (a klientom co najwyżej przedstawiali ryzyko wzrostu o 20%), po trzecie mieli wyższe zarobki na kredytach CHF więc je forsowali, po czwarte są od oceny ryzyka, po piąte mają tłum prawników na zawołanie i nieograniczone zasoby by sporządzać umowy zgodne z prawem.
    Wybrali łamanie prawa, bo uważali że w tym Batustanie jakim jest Polska nic nie można im zrobić. Bo są duzi i silni, bo system sprawiedliwości kulawy, bo mają znajomych wśród polityków, bo można premiera po kadencji wynagrodzić stołkiem w banku (Bielecki, Marcinkiewicz) jak będzie grzeczny.

    A teraz płacz, że nie można doprowadzić do przestrzegania prawa, bo bankierzy nie zrobią kolejnego rekordu zyskowności. A w 2016 pobili kolejny rekord. I mają targety na 2017 by ustanowić kolejny.

  • kris0s napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 14:42:39:

    Zanim zaczniemy rozmawiać jaki banki mają "straty" może zdefiniujmy to pojęcie. Bo brak spodziewanego zysku lub mniejszy niż zaplanowany nie jest dla mnie stratą.
    Ja stratę rozumiem tak jak w słownik języka polskiego PWN:
    strata
    1. «to, co się przestało posiadać; też: fakt, że się przestało coś posiadać»
    2. «w przedsiębiorstwie: wielkość, o którą uległy zmniejszeniu własne fundusze»

    Wydaje mi się że bankierzy mówią o stracie jako o nieuzyskaniu przyszłych spodziewanych zysków.

    W ten sposób nigdy nie da dogadać bo rozmowa jest o różnych rzeczach.

  • tomaszniewierny napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 14:50:51:

    Redaktor od lat pisze o "dogadywaniu się z bankami" udając że nie wie, że to niemożliwe. Że banki są przyzwyczajone do występowania z pozycji silniejszego i do głowy im nie przyjdzie zniżanie się do poziomu klienta. Dlatego tak się oburzają gdy zmienia się nieco środowisko w którym działają: znika BTE, kwestionowane są zapisy abuzywne w umowach. To jest dla niech nie do pojęcia. Przecież od zawsze (przynajmniej od 89) w Polsce działały tak że wolno im więcej. Dogadywały się z politykami, wynagradzając co jakiś czas niektórych. Mogły udzielić lub nie kredytu na kampanię (a może nawet umorzyć?). Dostawały za prezenty: OFE, przyzwolenie na akcję kredytową CHF, przyzwolenie na polisolokaty, latami były równiejsze i omijały system sądowy bo miały BTE. I za nic nie odpowiadały, bo ryzyko zawsze było po stronie klienta.

    Ludzie się przyzwyczaili do tego. Kowalski do tego że "z bankiem się nie wygra". Redaktorzy do tego że "banki są dobre, trzeba się z nimi dogadywać i usłużnie kłaniać". Sądziowie do tego że "bankom nie można zrobić krzywdy, zawsze należy im się zysk choćby nie wiadomo jak oszukiwały".

    A banki wyprowadzały co roku miliardy do swoich banków-matek za granica.

    Może pora to zmienić? Może pora by takie korporacje odpowiadały za to co robią? Jeśli łamią prawo - abuzywne czyli naruszające prawo zapisy w umowach - to trzeba ponosić konsekwencje, tak jak powinien każdy kto łamie prawo?

    W UE nie mają takiej "murzyńskości" wobec banków co w Polsce. Wyrok TSUE w połączonych sprawach C154/15, C307/15 i C308/15 wskazując art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13, nie patyczkuje się z tymi co naruszyli prawo. Zgodnie z tym przepisem nie są wiążące dla konsumentów takie postanowienia zawierane przez przedsiębiorców w umowach, które są nieuczciwe. TSUE uznał, że warunki ustalane w prawie krajowym poszczególnych państw członkowskich nie mogą stanowić zagrożenia dla istoty prawa, jakie konsumenci z tego przepisu wywodzą. TSUE potwierdził, że nieuczciwość zapisów umownych stwierdzana jest na moment zawarcia umowy, a roszczenia o zwrot nieuczciwie osiągniętych korzyści przez przedsiębiorcę nie mogą być ograniczane. Wyrok ten kładzie kres przedstawianej czasem interpretacji dyrektywy, która zakłada, że prawa konsumentów można ograniczyć w imię interesu przedsiębiorców (dla niepoznaki zwanego interesem publicznym). Przedsiębiorcy muszą oddać wszystkie nienależnie uzyskane korzyści, nawet jeżeli powoduje to dla nich duże straty.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 15:43:28:

    Pomijam to, że dziwne są te propozycje. Takie dobre bardziej dla banków. Należy zauważyć w nich dwie kwestie:
    1. Wszelka pomoc by dotyczyła tych, co mają nadwyżkę pieniędzy (oszczędności), a więc tej części, która cały czas nieźle sobie radzi ze spłatą. I nic, dla których pomoc byłaby potrzebna.
    2. Propozycja trzecia (ze zwrotem części kasy przez bank) wiązałaby się z płaceniem podatku, a to już jest bez sensu.

  • panipanifrank napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 16:48:56:

    Znowu mamy propozycje, jak to bankierzy mają uniknąć odpowiedzialności.
    Kto stworzył umowy łamiące prawo (bo czym są abuzywne zapisy jak nie złamaniem prawa)? Banki czy frankowicze? Kto dzięki łamaniu prawa zgarniał zyski? Czym to się różni np. od okradania kogoś przez kieszonkowca (też łamie prawo, świadomie, tylko inny paragraf) czy oszusta? Czy taki nie powinien oddać wszystkiego plus zapłacić karę (albo pójść do więzienia)?

    Ze zwykłej chciwości bankierzy stworzyli mechanizmy które miały im nabić więcej zysków niż kredyty PLN. Faktycznie przez to nie tylko wkręcili setki tysięcy w spiralę zadłużenia (spłacają a zadłużenie rośnie) ale też spowodowali nagły skok cen nieruchomości. W kilka lat nie tyle co przybyło mieszkań, co ceny ich się podwoiły albo potroiły. W rezultacie miliony młodych mogło pożegnać się z marzeniem o swoich 4 kątach, i między innymi przez to część z nich wyemigrowała na zawsze, a demografia siadła. Bo panowie banksterzy musieli zgarnąć krótkoterminowe premie.

    Przecież wiedzieli jak to się skończy.
    Wbrew pozorom, problem kredytów rozliczanych w walutach obcych nie dotyczy tylko krajów nowej unii. Jeszcze przed Polakami i Węgrami, takie zobowiązania masowo zaciągali Austriacy. A pierwsi frankowcy mieszkają z dala od Europy. Problemy australijskich kredytobiorców z drugiej połowy lat 80-tych, nie zostały potraktowane jako ważna przestroga dla mieszkańców Starego Kontynentu.

    forsal.pl/artykuly/924904,kiedy-zaczeto-udzielac-kredytow-frankowych-kredyty-walutowe-w-australii.html

    Dziś, gdy robi się gorąco, CHF po 4,1 zł, ludzie po 10 latach spłacania mają zadłużenie większe o 30-50% niż mieli 10 lat temu, perspektywy na wzmocnienie złotówki żadne, kombinuje się jak pozbyć się problemu. Zamiast sprawę rozwiązać uczciwie i wyciągnąć konsekwencje, kombinuje się jakieś protezy zmniejszenia zadłużenia o może 10% byleby zrzekli się frankowicze dochodzenia sprawiedliwości. A to będzie potwierdzenie dla bankierów, że są nadal nietykalni i każdy numer przejdzie. Przeszło OFE bez konsekwencji? Przeszło, co się zarobiło to się wyprowadziło, wypłacać nie będzie trzeba. Przeszły polisolokaty? Przeszły, konsekwencje żadne, co najwyżej zarobi się nieco mniej, ale zyski pewne. Przeszły numery z funduszami na nieruchomościach, gdzie w niektórych przypadkach ze 100 zł przez klienta fundusz bankowy zabrał 99,4 zł. Przeszło. Numer frankowy też ma przejść, bo potem będą przecież następne.

  • mhr napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 17:59:01:

    Chyba Pan Maciej poważnie zachorował i ma gorączkę. Pierwszy raz muszę napisac, że bredzi.

  • mhr napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 18:06:50:

    Aż się rozpiszę.

    Mnie zaciekawił szczególnie fragment "Wiadomo, że do sądów pójdzie i tak nie więcej, niż 5% frankowiczów, ale im bardziej prokonsumenckie będzie orzecznictwo sądowe w sprawie franków, tym mniej chętnie pozostali będą chcieli nadpłacać raty. Chyba, że jeszcze do tego wszystkiego frank zacząłby tanieć..."

    zatem - śpieszmy się z nadpłacaniem, co urządza głównie banki, żeby potem w razie pójścia do sądów większej liczby frankowiczów, banki miały mniejszy problem.
    Świetne rozwiązanie dla banków, naprawdę.

    I mówię to ja- osoba przeciwna jakiejkolwiek ustawowej pomocy dla frankowiczów.
    Ale takie propozycje to już przegięcie, nawet dla mnie.

  • jago_74 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 19:48:15:

    Po raz kolejny zapytam: co zrobiłby złotówkowicz, gdyby nagle WIBOR poszedł tak do góry, że rata wzrosłaby o 30%? Co, wszyscy próbowaliby unieważnić kredyty w PLN? Co ma do tego Bank, że kurs franka idzie w górę? Słyszałem też głosy, że Banki były wtedy mądre i udzielały kredytów w obcej walucie, a od 2010 nagle się wycofały (zareagował KNF). A kto by brał kredyt po takim kursie jak dzisiaj ? :) Nie zgadniecie, ale sam jestem frankowcem :)

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/12 21:32:50:

    Przeczytałem i odleciałem. Miałem sen, w którym otwiera się szuflada, z której wyłażą takie małe krasnale (jak w Kingsajz). To byli Stypuł i Pietraszka. Pokazali środkowe palce i z powrotem schowali się do szuflady.

    ..... a tak na serio Panie Macieju, czy wysłał Pan już te propozycje do ZBP? Jeśli jeszcze nie, to może lepiej tego nie robić. Jak przeczytają to może ktoś u nich zadławić się ze śmiechu i zejść.

  • stop_bankowemu_trolowaniu napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 02:30:57:

    a moze po prostu wystarczy zmusic banki karami finansowymi za nieprzestrzeganie prawa ? np po 100 tys za to ze nie dostasuja umowy do konca roku ?

  • stop_bankowemu_trolowaniu napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 02:59:00:

    Jago_74 ... nie masz kredytu i jestes pracownikiem banku. A dla niewtajemniczonych .... "co bank z tego,ze kurs idzie w gore" ... odpowiedz: WIĘKSZE ZYSKI. Dlatego przez wiele lat np. Deutsche Bank (DB) grał na osłąbienie franka szwajcarskiego aby kurs nie szedl w górę aby wiecej ludzi w europie dal sie nabrac na stabilna walute. Jak frajerow bylo duzo to zagrali na wzmocninie franka. W koncu bank nie musi sie martwic o kase bo ja drukuje tworzac konto w systemie elektronicznym i dopisujac do jedynki zera. Tak powstaje kredyt, bank nie ma na kredyty kasy .. pozycza cos czego nie ma. Jak ktos nie wierzy to polecam poszukac. W usa + w europie ten bank (DB) zaplacil 2,5 mld dolarow i za oszustwa na rynku mieszkaniowym w USA ma teraz zaplacic ok 7 miliardow dolarow. Moze upasc (wg gazet i braku reakcji merkel na ten problem) bo nie ma srodkow ma tylko nic nie warte papiery wiec jak macie ludzie tam kase to wycofujcie.

  • mw.waligora napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 07:33:10:

    @jago_74

    dostałeś już odpowiedź powyżej, ale jeszcze ja dołożę swoje trzy grosze bo naprawdę albo jesteś zwykłym trollem albo naprawdę tępym frankowiczem skoro jako frankowicz nie wiesz co się dookoła ciebie dzieje.

    "co zrobiłby złotówkowicz, gdyby nagle WIBOR poszedł tak do góry, że rata wzrosłaby o 30%?" - 30% to nie jest dużo. złotówkowicz mógłby sprzedać mieszkanie i spłacić kredyt. coś o czym frankowicz może tylko pomarzyć. myślę, że dla 95% frankowiczów problemem nie jest rata tylko pozostała ilość kapitału do spłaty i uwiązanie do mieszkania. a na swoim przykładzie podam, że w 2008 roku bank wyliczył mi ratę kredytu PLN na ok 3300 zł miesięcznie. dzisiaj ta rata wynosiłaby 1500 zł. tak samo z dzisiejszej raty może się za kilka lat zrobić ponad dwa raty tyle.

    "Co ma do tego Bank, że kurs franka idzie w górę? " -
    www.tvp.info/17622686/25-mld-euro-kary-dla-bankow-za-manipulowanie-kursami-walut
    gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/490898,najwieksze-banki-zaplaca-szesc-miliardow-grzywny-za-manipulowanie-libor.html

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 11:16:10:

    Macieju,
    Niewiele więcej tekstu we wpisie, niż tych reklamówek pod spodem jaki to nie jesteś fajny.
    Przepraszam, że śmiem to napisać ale ciebie te wszystkie nagrody na jakąś bardzo wysoką orbitę wysłały. Ten tekst to jest de facto kompromitacja. Po tylu latach nie jesteś w stanie przyjąć do wiadomości, że banki złamała prawo. Po tylu latach udajesz, że banki pójdą na kompromis. Banki proponują tylko zrealizować straty, a ty tego nie widzisz. Banki też wciskają wciąż zapisy niedozwolone lub zapisy, które uniemożliwiają dochodzenia roszczeń.
    Twoje propozycje są śmieszne. Za garść miedziaków banki zostałyby rozgrzeszenie. Ukradniemy dziesiątki, setki miliardów, a zrekompensujemy kilka milionów. Wybacz, ale rzygać się chce jak to czytam. Piszesz blog prokonsumencki a tak naprawdę to nawołujesz do legalizacji bezprawia na korzyść banków. I nie piszemy o pojedyńczych milionach, mówimy o ogromnej kasie. Jeżeli to nie jest probanksterskie pisanie to ja jestem misiem Yogi.
    daleko od korzeni odszedłeś, na drugi biegun.

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 11:43:43:

    Jeżeli w imię pieniądza ma być łamane prawo to czy taki kraj ma rację bytu ?

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 12:59:28:

    Niech takie rozwiązania są wprowadzane. Tylko że nie "zamiast" naprawienia przyczyny problemu ale "oprócz" (po znacznej modyfikacji).
    W końcu tworzenie mechanizmów podnoszących i przyspieszających spłacalność długoterminowych zobowiązań jest w interesie banku. Sami ich prezesi biadolili jak niskomarżowe są kredyty hipoteczne...

  • nabityklientbre napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 13:10:51:

    Może ten wpis to składnik większej całości? mBank w tym tygodniu przeprowadza akcję propagandową, na którą składają się artykuły prezesa mBanku Cezarego Stypułkowskiego (Polityka, Rzeczypospolita) oraz artykuły rzecznika mBanku (który z racji mniej znanego nazwiska może pisać nie przyznając się że jest rzecznikiem), pana Krzysztof Olszewskiego (Money, Wirtualna Polska). Prezes udaje zatroskanie o system bankowy oraz o awanturnictwo prawne (bo pojawia się ryzyko unieważniania umów), a rzecznik klepie typową trollową propagandę o "bogatych frankowiczach z pensjami grubo ponad przeciętnymi zarabiających na kredytach hipotecznych". Jak widać, mBank strategicznie rozkłada akcenty, puszczając w różnych mediach artykuły przeciwko frankowiczom. Wyborcza mogła dostać rolę niby bardziej wyważoną, czyli jak tu pisano za parę milionów zalegalizujcie nam kradzież miliardów.

    Po prostu uruchomiono akcję PR, by wpłynąć na sędziów którzy mogliby mieć ochotę unieważnić umowy, oraz na polityków którzy wracają do tematu frankowiczów.

    ZA PIENIĄDZE KSIĄDZ SIĘ MODLI
    ZA PIENIĄDZE LUD SIĘ PODLI
    ZA PIENIĄDZE PRAWNIK STAJE
    NO I SĘDZIA WYROK DAJE
    TERAŹNIEJSZY ŚWIATA PLAN
    KTO PIENIĄDZE MA TO PAN

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 16:59:14:

    Skoro Pan Prezes Stypułkowski mówi aby nie iść do sądu, to jest to najlepszy dowód na działanie przeciwne :). Należy jak najszybciej wytaczać bankom sprawy sądowe.

  • jago_74 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 23:02:14:

    mw.waligora: wiem o czym piszesz i trudno się z tym nie zgodzić. Jednak to manipulowanie kursami wg mnie nie jest do końca prawdą. Tzn sama Szwajcaria uwolniła kurs franka. Gdy miał wcześniej historycznie najniższy kurs - dlaczego ludzie brali kredyty? Przecież wiadomym było, że kurs może podskoczyć. Ja rozumiem, że nikt nie miał pojęcia że aż do takich wartości jak obecnie. Fakt faktem, że Banki nie ponoszą żadnego ryzyka i całość przenoszą na klienta ale dlaczego miałoby być inaczej? Kto komu robi łaskę? Wiem, że to smutna prawda, ale tak właśnie jest. Sam mam kredyt i głównie patrzę na ratę. w całym okresie kredytowania jest szansa że będzie niewiele wyższa niżbym brał w pln.

  • ewar777 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/13 23:06:19:

    Po zapłaceniu raty zostaje mi 1000 zł w portfelu, na dwie osoby. Z czego niby miałabym nadpłacić cokolwiek?

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/14 10:17:19:

    Gra na czas.. projekty zostają w szufladach a problem pozostaje nierozwiązany, za chwilę ludzie zapłacą (czyt. przepłacą) ostatnie raty 10- letnich kredytów i machną na to rękę nie mając ochoty na sądowe batalie. Upływający czas zawsze działa na korzyść banków, to wręcz podstawa tej działalności, mając długoterminową strategię działania są z góry na wygranej pozycji wobec klienta któremu zostało ze 30 lat produktywnego żywota..

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/15 09:40:45:

    Na szybszą spłatę nie każdy może sobie pozwolić. Kredyty są bezprawne więc podział ryzyka między banki a frankowiczów musi być adekwatny. Jeśli frankowicze mieliby nadpłacać to tylko po kursie początkowym, oczywiście po kursie średnim NBP z dnia uruchomienia kredytu. Wtedy kto będzie mógł to nadpłaci. A to co do tej pory zostało już spłacone w oparciu o umowy z zapisami niedozwolonymi dalej będzie mielić się w Sądach.

  • jago_74 napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/15 18:24:55:

    A co, jeśli ja nie mam zapisów niedozwolonych? Umowa z PKO BP.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line