Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 13 lutego 2017

Bank chciał być sprytny i zamienił ubezpieczenie na prowizję. Klienci poszli do sądu i... wygrali!

Choć najbardziej spektakularne - bo i o najwyższą stawkę - spory sądowe posiadaczy kredytów hipotecznych z bankami dotyczą odwalutowania kredytów frankowych lub wręcz unieważnienia tych umów, to sporo dzieje się też na froncie walki o delegalizację ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Przypomnę pokrótce, że w przeszłości banki dokładały je klientom, którzy nie mieli udziału własnego, który pokryłby przynajmniej 20% wartości kupowanego mieszkania. Składka miała rekompensować wyższe ryzyko banku, tłumaczono, że bez tego kredyt w ogóle nie mógłby być udzielony. Płacił ją klient, ale ubezpieczonym i uposażonym był bank (to on dostawał pieniądze w wysokości 20% kredytu, gdy klient przestawał spłacać raty).

Czytaj też: Płacisz składki, a w zamian dostajesz figę. Kant? Klienci wygrywają w sądach!

Wielu klientom banki wciąż naliczają składki za to ubezpieczenie, choć zapadły już wyroki (o ile mi wiadomo dość liczne), z których wynika, iż... nie jest to żadne ubezpieczenie (bo w zamian za składkę klient nic nie dostaje, zaś ubezpieczenie jest umową wzajemną). Bankowcy jednak tanio skóry nie sprzedają. Część z nich spisała z klientami aneksy do umów, z których wynika, że klienci mają płacić w kolejnych turach "opłatę z tytułu zwrotu kosztów ubezpieczenia" lub "prowizję". Według bankowych prawników to miało ratować im skórę, bo skoro płacone przez klientów pieniądze nie są nazwane składką ubezpieczeniową, to i nie trzeba się obawiać, że interes zostanie zdelegalizowany z powodu "braku wzajemności świadczeń". Bankowcy, proponując klientom zamianę ubezpieczenia na opłatę lub prowizję kusili rabatami, by klientom opłacało się podpisać aneks. Zamieniając składkę na prowizję można było zaoszczędzić kilkaset złotych z kilkutysięcznej płatności.

Czytaj też: Nie do wiary! Bank prawomocnie przegrał sprawę o UNWW i... nic!

Takie pieniądze piechotą nie chodzą, choć zawsze namawiałem kredytobiorców stających przed wyborem "składka czy prowizja" do ostrożności, przewidując iż wybór prowizji może utrudnić im ewentualny zwrot pieniędzy z tytułu ubezpieczenia niskiego wkładu. Okazuje się, że martwiłem się niesłusznie. Od jednej z kancelarii prawniczych - a dokładniej od mec. Urszuli Darkowskiej z kancelarii GWW - dowiedziałem się właśnie, że jej klienci wygrali w sądzie proces o zwrot pieniędzy z tytułu zabezpieczenia niskiego wkładu mimo, iż ich "składka" przestała być "składką", a została zamieniona na prowizję. Niestety, nie mam jeszcze w ręku uzasadnienia tego wyroku (zresztą nieprawomocnego), gdyż zapadł ledwie kilka dni temu (31 stycznia 2017 r.). Opieram się jedynie na notatkach prawniczki reprezentującej klientów, poczynionych w trakcie ustnego ogłaszania wyroku. Gdy tylko otrzymam uzasadnienie - zamieszczęę skan i omówię dokładniej argumentację sądu.

Dziś napiszę tylko tyle, że sprawa rozgrywała się w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa i dotyczyła klientów hipotecznych Banku Millennium. Nie wiem jakie pieniądze były na stole (typowe roszczenia w tego typu sprawach to kilkanaście tysięcy złotych), ale nie to jest najważniejsze. Według dokumentacji mec. Darkowskiej sąd uznał, że postanowienia umów kredytowych Banku Millennium mówiące o prowizji z tytułu występowania niskiego wkładu własnego "rażąco naruszają interesy konsumenta" i jako niedozwolone postanowienia umowne nie wiążą go. W związku z tym sąd orzekł, że Bank Millennium powinien zwrócić pobrane od klientów prowizje. Na jakiej podstawie sąd orzekł abuzywność prowizji? Ano jego zdaniem niedopuszczalna jest sytuacja, w której konsument płaci prowizję, ale nie ma pewności na co bank ją przeznacza i czy w ogóle służy ona niwelowaniu ryzyka, czy też jest po prostu dodatkowym zarobkiem banku.

Prawdopodobnie o wyniku procesu zaważyło drobne niedopatrzenie prawników banku. O ile w umowach kredytowych, w których była mowa o "opłacie" znajdowały się zapisy mówiące o pokrywaniu za te pieniądze kosztu ubezpieczenia niskiego wkładu (które bank sam sobie wykupi na własny rachunek), o tyle postanowienia aneksów mówiących o dodatkowej prowizji nie były wystarczająco precyzyjne. Nie wspominały bowiem na co bank przeznacza prowizję. I tu jest pies pogrzebany. Jeśli bank pobiera prowizję, to powinien sprecyzować na co dokładnie idzie, jaki jest jej tytuł. Dopóki nie mam w ręku pisemnego uzasadnienia wyroku trudno mi ocenić na ile argumentacja sądu jest solidna, bo dopiero w uzasadnieniu wyroku znajdzie się rozbiór na części pierwsze treści spornej klauzuli. A tu znaczenie może mieć każdy przecinek. I wciąż nie można wykluczyć, że Sąd Rejonowy zapędził się w prokonsumenckim czytaniu zapisów aneksu do umowy.

Dziś jednak fakt jest taki, że mamy pierwszy - nieprawomocny - wyrok, na podstawie którego "wygumkowana" zostanie nie tylko składka ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, ale i podobny zapis o prowizji, na którą owa składka została zamieniona. Jakkolwiek na pewno za wcześnie jeszcze, by mówić o przełomie (wcześniej kilka tego typu spraw bank wygrał), ale z pewnością prawnicy Banku Millennium od 31 stycznia nie mogą już spać tak spokojnie, jak do tej pory.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 13 lutego 2017 09:02

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 09:14:12:

    Czy Pan Redaktor byłby uprzejmy wystąpić do Banku Millennium z kluczowym zapytaniem: ile BM zawarł umów kredytowych zawierających zapisy o UNWW? Te zapisy są identyczne, więc logicznie rzecz biorąc każdy z tych klientów został orżnięty na grube tysiące złotych.

    A gdyby któryś z klientów tego banku miał wątpliwości, czy należy iść do sądu w sprawie UNWW - tutaj mała lista orzeczeń, w których BM został rozjechany:

    I C 1354/12
    V Ca 2170/13 (odrzucenie apelacji banku)
    I C 2565/13
    V Ca 2187/14 (odrzucenie apelacji banku)
    I C 1170/14
    V Ca 1028/15 (odrzucenie apelacji banku)
    I C 1455/13
    II Ca 436/15 (odrzucenie apelacji banku)
    I C 776/14
    III Ca 1274/15 (odrzucenie apelacji banku)
    I C 11/15
    I C 2938/14
    I C 1305/14/S
    I C 1511/14
    I C 1512/14
    V Ca 1313/15 (odrzucenie apelacji banku od I C 1512/14)
    (lista rośnie, sam niebawem składam pozew)

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 10:29:15:

    Prawdopodobnie o wyniku procesu zaważyło drobne niedopatrzenie prawników banku. O ile w umowach kredytowych, w których była mowa o "opłacie" znajdowały się zapisy mówiące o pokrywaniu za te pieniądze kosztu ubezpieczenia niskiego wkładu (które bank sam sobie wykupi na własny rachunek), o tyle postanowienia aneksów mówiących o dodatkowej prowizji nie były wystarczająco precyzyjne.

    To, że jeśli nawet jest wpisane w aneksie nie oznacza, że rzeczywiście bank przeznaczył te środki na ten cel i to trzeba wykazać w sądzie. W przypadku Millenium powszechnie wiadomo jest, że tylko cześć środków była przelewana na rzecz TU.
    Poza tym w umowach nie było informacji, że które bank sam sobie wykupi na własny rachunek

    Poza tym sąd się nigdzie nie zapędził. W sprawie C-143/13, TSUE uznał za fikcyjną prowizję, gdyż bank nie świadczył żadnej faktycznej usługi wynikającej z tej opłaty, która może stanowić świadczenie wzajemne za tę prowizję.

  • olgasiaaa napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 10:37:04:

    Ja byłam ostatnio też sprytna i po mękach jakie przechodziłam w poprzednim banku po prostu go zmieniłam na inny! Teraz należę do Nest Banku w którym posiadam konto Nest www.nestbank.pl/indywidualny/konta.html i na chwilę obecną chwalę ich sobie bo nie robią żadnych problemow i ja jestem spokojniejsza! A co najważniejsze, większość jest za 0 zł jak mało gdzie!

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 11:33:43:

    Mam wątpliwości czy iść do Sądu z każdą pierdołą. Przecież te umowy są identyczne więc czy to nie powinno być tak że UOKIK nakłada karę na BM i bank grzecznie oddaje pieniążki wszystkim z którymi zawarł takie fikcyjne świadczenie. Jaki cel mają tysiące pozwów indywidualnych skoro orzecznictwo jest już ustalone ?

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 12:31:44:

    Swoja drogą jest jednak jakies swiatelko w tunelu skoro po tych "kilku" wygranych sprawach sądowych bankowcy "tak sami z siebie z żuzlem w gaciach" bez niczyjej namowy próbują zacierac ślady własnych wałków i "proponowac jedynie słuszna opcje zamiany siekierki na kojek" ;-)
    Znaczy sie złota passa na "mozecie nam skoczyc" juz sie konczy w polandii. I czas najwyzszy!

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 12:32:58:

    @com.one
    Tak się to odbywa w cywilizowanych krajach, u nas jest inna kultura bankowości.

  • franek4.6 napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 12:43:17:

    "Poza tym sąd się nigdzie nie zapędził. W sprawie C-143/13, TSUE uznał za fikcyjną prowizję, gdyż bank nie świadczył żadnej faktycznej usługi wynikającej z tej opłaty, która może stanowić świadczenie wzajemne za tę prowizję."

    Czytałeś całe uzasadnienie? Bo przedmiotem postępowania była tylko kwestia czy tego typu postanowienia podlegają ocenie według dyrektywy o klauzulach niedozwolonych. TSUE uznał, że raczej podlegają ale raczej nie wypowiedział się czy sama klauzula jest niedozwolona. Piszę "raczej", bo i tak w pkt 78 uzasadnienia wskazał: "Do sądu odsyłającego [czyli krajowego - dop. franek] należy jednak ustalenie tego zakwalifikowania [tj. podpadania pod dyrektywę - dop. franek] wspomnianych warunków umownych w świetle charakteru, ogólnej systematyki i postanowień rozpatrywanych umów, a także kontekstu prawnego i faktycznego, w jaki wpisują się te umowy."

    Innymi słowy, TSUE nic nie powiedział.

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/13 14:45:26:

    @franek4.6

    Zestaw to co napisał TSUE z tym co mamy w praktyce w przypadku UNW, w bankach
    np. Millenium, w sytuacji zamiany słowa składka na prowizja, czy też GE Money Bany, gdzie funkcjonuje to jako opłata manipulacyjna.
    Otóż we wszystkich tych przypadkach (także w przypadku pozostałych banków i UNW) nie ma świadczenia wzajemnego, a samo określenie ,,prowizja" nie wyklucza badania klauzuli pod kątem jej niedozwolonego charakteru i to jest najistotniejsze.

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/14 00:52:20:

    "Jaki cel mają tysiące pozwów indywidualnych skoro orzecznictwo jest już ustalone "

    Taki cel, że w tym kraju banki to święte krowy i nawet jak powszechnie wiadomo że łamią prawo to nikt oszukanym nic nie zwróci jeśli sami do sądu nie pójdą.
    Swoją drogą to nauka dla każdego - nie chcesz być oszukiwany, to zadbaj o to i idź do sądu. Nie jesteś w stanie przestudiować każdego punktu umowy, bo system tak działa że musiałbyś 1/3 swojego aktywnego czasu ślęczeć nad paragrafami umów, a nawet wtedy korporacje po prostu wyprodukują ich więcej. Proponuję sprawdzić umowę z PayPal - dłuższa niż dzieła Szekspira, z założenia ma uniemożliwić przeczytanie.

    Cały proceder będzie się w swojej masie opłacał, dopóki większość klientów nie będzie iść automatycznie do sądu. To musi być odruch. Zapewniam, wystarczy pójść raz, drugi raz jest już łatwiej. Dopóki idzie do sądu 5% klientów, zawsze będzie się opłacało rżnąć pozostałe 95%. Bo co grozi? Tylko zwrot tego co się ukradło. Taki mamy klimat. Ale jak bankom 50% ich działalności zajmą sprawy sądowe, to może się zastanowią.

  • bartoszcze napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/14 13:29:28:

    Mówiąc zupełnie szczerze, to nie podjąłbym się bronienia takiej prowizji :)
    Art. 110 prawa bankowego.

  • antymax napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/15 15:54:10:

    A mnie intryguje jedna rzecz - w mojej umowie (predyt w CHF) bank wpisał klauzulę o ubezpieczeniu NWW, wyliczył w PLN(!) wysokość składki, potem konsekwentnie wysyłał mi wyliczenie co trzy lata bazując na ubezpieczonej kwocie w CHF. Cały problem w tym, że w umowie NIE pojawiła się ani razu kwota CHF (ani kwotowo, ani procentowo) objęta ubezpieczeniem. Jedynie wysokość składki w PLN (sformułowanie typu "ubezpieczenie NWW x% kwoty objętej ubezpieczeniem tj. yyyy PLN"). I zastanawiam się czy to nie oznacza, że w moim przypadku nie mieli prawa NIC ode mnie zabrać

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line