Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

niedziela, 05 lutego 2017

Jak spać spokojnie i wykręcać zyski trzy razy wyższe, niż na bankowej lokacie? Ja robię to tak

dywidendalogo11W dzisiejszym tekście z cyklu "Dywidenda jak w banku" zwierzę się Wam z wyników mojego inwestowania pieniędzy w zeszłym roku. I na tym przykładzie pokażę, że różnorodność w lokowaniu oszczędności nie musi oznaczać wysokiego ryzyka. Jestem człowiekiem, który ryzykować bez sensu nie lubi i trzy razy się zastanowi zanim zabierze pieniądze z oazy bezpieczeństwa - czyli z banku. Jednak mimo tego konserwatyzmu część swoich oszczędności trzymam w innych miejscach, niż bank. Uważam, że to zwiększa szansę na osiągnięcie długoterminowego celu, którym w moim przypadku jest święty spokój ;-)) rozumiany jako możliwość robienia tylko tego, na co rzeczywiście mam ochotę.

Wybierając wiele miejsc lokowania oszczędności wystawiam pieniądze na różne rodzaje ryzyka, nie tylko na jeden - co jest bezpieczniejsze, bo: a) wszystkie ryzyka naraz się nie zmaterializują, b) większość z nich nawzajem się znosi. Jeśli padnę ofiarą jednego z nich, to w innej części portfela z tego samego powodu zanotuję zyski. Uważam też, że dzięki alternatywnym formom lokowania mój cel zrealizuję z większym naddatkiem, bo większość pozabankowych sposobów lokowania oszczędności dawała w przeszłości długoterminowo wyższe dochody, niż pożyczanie pieniędzy bankowi

Czytaj też: Dlaczego lokowanie pieniędzy tylko w banku jest dla mnie zbyt ryzykowne?

CEL NUMER 1, CZYLI DEPOZYT RAZY TRZY. Nie mam szklanej kuli, więc nie wiem które z moich lokat kapitału przyniosą długoterminowo większy, a które mniejszy zysk. W banku teoretycznie zysk jest pewny, ale tylko pod warunkiem, że nie zje go (albo całego kapitału) inflacja lub dewaluacja (czyli spadek wartości krajowego pieniądza względem zagranicznych walut). Mogę mieć na koncie miliony, które nie będą nic warte. Wielokrotnie w naszej historii zdarzało się, że pieniądz okazywał się bezwartościowy. Dlatego nie trzymam pieniędzy tylko w banku, lecz w różnych miejscach (w jakich - napiszę dalej). Staram się tak dobrać te miejsca, by łącznie stanowiły miks o niskim ryzyku, zapewniający mi przez większość lat dochód znacznie większy, niż w banku. Wektory ryzyka są bowiem różnie skierowane - jeśli w jednym miejscu tracę, w innym zwykle zyskuję. 

Nie mam pewności, że tak będzie zawsze, ale dopóki moja długoterminowa, średnia stopa zysku jest znacznie wyższa od bankowego depozytu - strategii nie zmieniam. Mój długoterminowy cel w inwestowaniu oszczędności wynosi trzykrotność tego, co dostałbym w banku. To wbrew pozorom ambitne zadanie, bo po pierwsze w ciągu ostatnich 10 lat średnie oprocentowanie depozytu rocznego w bankach wyniosło ok. 3%, a po drugie mój cel ma zostać osiągnięty przy zachowaniu bardzo niskiego ryzyka (jestem w stanie zaakceptować maksymalnie kilkuprocentową stratę w złym roku i nie zniosę bycia pod kreską dłużej, niż przez dwa lata z rzędu). Przez przygniatającą większość mojej 25-letniej historii lokowania oszczędności udaje mi się osiągać ów długoterminowy cel (choć np. w 2015 r. się to nie udało). Jaki mam na to patent? O tym w dalszej części tekstu. 

ZAPISZCIE SIĘ NA NEWSLETTER "DYWIDENDY JAK W BANKU". Nie chcę żebyście przegapili kolejne teksty, w których ujawnię konkretne patenty na sensowne oszczędzanie poza bankiem. W ramach akcji będzie też publikował artykuły Longterm.pl oraz Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Każdy z tych tekstów będzie z innej strony pokazywał lokowanie pieniędzy poza bankiem, poza Polską i poza najczęściej spotykanymi formami oszczędzania. Zapraszam do formularza zapisu na newsletter, który jest na stronie akcji "Dywidenda jak w banku"

dywidenda222

Przeczytajcie: Jak zbudować sobie stabilny portfel inwestycji: radzi Albert "Longterm" Rokicki

CEL NUMER 2: ZARABIAĆ I NIE RYZYKOWAĆ. Przez większość lat mojej "walki o święty spokój" zyski mojego portfela przeróżnych lokat i inwestycji są między 6% a 8%. Zaawansowani inwestorzy giełdowi zapewne uśmiechają się teraz z politowaniem, bo oni rocznie są w stanie wykręcać kilkanaście i kilkadziesiąt procent rocznego zysku. Też kiedyś byłem takim spekulantem giełdowym, który zarabia i zamienia w pył fortuny (choć wtedy niestety nie było jeszcze foreksu, który pozwala czynić to jeszcze szybciej ;-)) i wiem, że wysoki zysk wiąże się zawsze z ryzykiem wysokiej straty. A ja te moje procenty staram się osiągać w sposób bardzo mocno ograniczający ryzyko strat. Musiałby się wydarzyć nie lada kataklizm, bym przy mojej strategii lokowania kapitału osiągnął mocno ujemny wynik. I jednocześnie niewiele trzeba, bym zarobił więcej, niż w banku. Jak to robię?

PO PIERWSZE: DEPOZYTY BANKOWE, CZYLI 1,4%. Podstawą jest oczywiście pakiet inwestycji o stałym bądź możliwym do przewidzenia dochodzie. Wśród nich oczywiście muszą być z konieczności depozyty bankowe - zysk najniższy z możliwych, lecz gwarantowany. Rentowność miksu lokat, które w zeszłym roku posiadałem w bankach wyniosła 1,4% i zdaję sobie sprawę z tego, że niejeden "wyjadacz wisienek" wykręcił więcej. Przechodzenie z banku do banku, wyłapywanie promocji, zakładanie lokat "na nowe środki", zmienianie kont oszczędnościowych jak rękawiczki... Gdybym się bardziej postarał, to pewnie wykręciłbym 2%. Ale jest jak jest. Byłem leniwy i nie zmieniłem banku kilka razy. Byłem też gapa i nie zorientowałem się, że jeden z banków zrolował mi promocyjny depozyt z 2,2% na 0,7%. Ziarnko do ziarnka i te pół punktu procentowego ekstra odeszło w siną dal (a w zasadzie do bankowego rachunku zysków ;-)).

depo13latopen

PO DRUGIE: OBLIGACJE RZĄDU I FIRM, CZYLI 4,5%. Oprócz depozytów bankowych do w miarę "przewidywalnej" kategorii inwestycji zaliczam obligacje emitowane przez polski rząd oraz przez najbardziej wiarygodne firmy. To oczywiście nie jest już zysk bez ryzyka, bo każda firma może zbankrutować lub nie wypłacić odsetek od wyemitowanych przez siebie obligacji. Ale po pierwsze nie stawiam na jednego konia, a po drugie starannie dobieram obligacje, w które inwestuję. Mój portfel obligacji - w którym zawierają się też dziesięcioletnie obligacje emitowane przez polski rząd - w zeszłym roku przyniósł mi 4,5% zysku z wypłacanych odsetek. To rentowność charakterystyczna dla portfela obligacji firm o naprawdę niskim ryzyku upadłości (miałem kiedyś obligacje oprocentowane na 10% rocznie, ale to była rosyjska ruletka i ja akurat nie wygrałem ;-)). Mój cel dla portfela obligacji to dochód dwa razy wyższy, niż na depozycie w banku. Jak widać w zeszłym roku został ociągnięty. I to pomimo faktu, że średnią rentowność tej części portfela zaniżają obligacje rządowe, których oprocentowanie (jest liczone według wzoru inflacja plus 2,75%) jest znacznie niższe od procentów od obligacji korporacyjnych (od WIBOR plus 0,9% do WIBOR plus 4%) 

PO TRZECIE: FUNDUSZE LOW-RISK, CZYLI 2%. Mam też portfel funduszy inwestycyjnych o niskim ryzyku. Są w nim fundusze inwestujące w światowe obligacje, fundusze rynku pieniężnego (będące ekwiwalentem depozytów bankowych) oraz fundusze tzw. absolutnej stopy zwrotu. A więc takie, które co prawda wystawiają część pieniędzy na rynek kapitałowy, ale ich celem jest przede wszystkim zabezpieczyć wypracowane zyski (jeśli coś zarobią, to natychmiast "uciekają w bezpieczeństwo"). To teoretycznie bezpieczniejszy miks, niż samodzielnie kupowane obligacje, bo fundusz inwestycyjny sam w sobie jest instrumentem rozpraszającym ryzyko. Nie jestem zbyt zadowolony z wyników funduszy o niskim ryzyku w zeszłym roku. W sumie były 2% na plusie (choć spodziewałem się 4-5% zarobku). "Zawalił" jeden z funduszy absolutnej stopy zwrotu i jeden z globalnych funduszy obligacyjnych. Ale najważniejsze, że nie były poniżej dochodów z depozytu bankowego. 

PO CZWARTE: NIERUCHOMOŚCI, CZYLI 4,5%. Osobną kategorią lokat kapitału są nieruchomości. To oczywiście już jest "zabawa" nie dla każdego, lecz dla osób, które już zarządzają dość dużym kapitałem. Ale to się zmieni, bo w tym roku rząd chce wprowadzić do obrotu tzw. REIT-y, czyli możliwość uczestniczenia w wynajmie np. centrów handlowych (będzie można kupić "cegiełkę" udziałów w dochodach z wynajmu) Wbrew pozorom wynajem nie jest z definicji lokatą kapitału skazaną na krociowe zyski. W moim przypadku - po odliczeniu kosztów remontów, zdarzających się okresów "bezkrólewia" (nie korzystam z pośredników, więc bywają one dość długie), kosztów finansowania oraz kosztów wynikających z przyjmowania najemców o ponadprzeciętnie wysokiej "reputacji" (kosztem niższego przychodu) - wychodzi ok. 4,5-5% w skali roku (nie liczę tu zmian wartości samej nieruchomości - rentowność odnoszę wyłącznie do kosztów zakupu nieruchomości pomniejszonych o obciążenia). Oczywiście nieruchomość to też nie jest lokata kapitału bez ryzyka. W przypadku wojen, najazdu kosmitów, albo innych "przyjemności" tego typu nie odzyskamy pieniędzy ze zniszczonej nieruchomości, nawet jeśli ją ubezpieczyliśmy. Dlatego, w odróżnieniu od wielu inwestorów, nie trzymam w nieruchomościach większości aktywów - uważam, że niska płynność i niemożność przesunięcia w inne miejsce w kryzysowej sytuacji to duża 

BUFOR, KTÓRY DAJE SWOBODĘ. To ciułanie procentów z inwestycji, które przynoszą przewidywalny dochód (różnią się co najwyżej płynnością oraz rodzajem ryzyka, na które są wystawione pieniądze) służy w moim przypadku wypracowaniu "premii", czyli poduszki bezpieczeństwa pozwalającej w miarę bezpiecznie lokować pozostałe pieniądze na rynku kapitałowym. Zakładam, że w długim terminie lokowanie na rynku kapitałowym przyniesie mi dochody wyższe, niż którakolwiek z inwestycji, o których pisałem powyżej. Ale w poszczególnych latach może być różnie. Nie lubię tracić pieniędzy, dlatego staram się "wykręcić" z inwestycji o przewidywalnym dochodzie nadwyżkę w porównaniu do "gołego" oprocentowania depozytów na tyle wysoką, by powetowała mi ewentualne straty na rynku kapitałowym. W zeszłym roku wszystkie pozabankowe lokaty kapitału o przewidywalnym dochodzie wypracowały mi "premie". Na szczęście ta "poduszka finansowa" tym razem w ogóle nie była mi potrzebna, bo na rynku kapitałowym też poszło mi dobrze (o czym piszę niżej). Ale nie zawsze tak bywało (o tym też za chwilę).

partnerBPHTFITEN PROJEKT EDUKACYJNY WSPIERAJĄ FUNDUSZE INWESTYCYJNE BPH. Zaprosiliśmy je do współpracy, bo to pierwsza rodzina funduszy, która zaproponowała klientom fundusz nie tylko inwestujący w spółki dywidendowe, ale i wypłacający dywidendęWięcej o funduszu BPH Dywidendowy pisałem  jakiś czas temu w bloguZobaczcie też inne propozycje od funduszy BPH. Zwróciłbym Waszą uwagę na fundusz BPH Globalny: w ciągu pięciu ostatnich lat dawał stabilny zysk rzędu 8% w skali roku i ani razu nie zanotował poważniejszej wtopy (choć był to czas hossy w USA i Europie Zachodniej, więc miał łatwo). Dość ciekawą opcją może być też BPH Selektywny, będący funduszem absolutnej stopy zwrotu z wynikiem średnio 5,8% rocznie przez ostatnich 5 lat. Jak na fundusze tego typu to niezły wynik. 

funds5y2017FUNDUSZE INWESTYCYJNE, CZYLI AMBICJE ROSNĄ. Lokowanie na rynku kapitałowym prowadzę przede wszystkim za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych (choć mam też ETF-y i inne cudeńka, o których będę pisał przy innej okazji). Dzielę je na dwie kategorie: na inwestycje krajowe i zagraniczne. Te krajowe nie przekraczają 50% wszystkich inwestycji w akcje (zwykle jest to ok. 30-35%). Zagranicznych jest więcej, bo i świat jest większy, niż nasza Polska, dając więcej możliwości. Mam fundusze akcji środkowoeuropejskich, fundusze "tematyczne" (czyli lokujące na całym świecie, ale tylko w określone branże), fundusze globalne oraz takie, które inwestują tylko na światowych rynkach wschodzących. Mam też fundusze o bezpiecznym profilu, ale za to denominowane w euro lub w dolarach (dzięki temu uniezależniam się częściowo od od ryzyka "zniszczenia" wartości złotego, co byłoby niekorzystne dla wartości moich pieniędzy w banku. Tak jak wcześniej wspomniałem - uważam, że w terminie 20-30 lat inwestycje w akcje - głównie spółek dywidendowych - przyniosą mi o kilka punktów procentowych wyższy zysk, liczony w skali roku, niż obligacje, nieruchomości, czy fundusze niskiego ryzyka. Nie mówiąc już o depozytach bankowych.

POLSKIE AKCJE - PLUS 14%. ZAGRANICZNE - PLUS 6%. W zeszłym roku znacznie więcej, niż na inwestycjach globalnych zarobiłem na funduszach inwestujących w akcje polskich spółek. Wydawało się, że w czasach "dobrej zmiany" nie da się w Polsce zarobić pieniędzy (byli tacy, którzy namawiali mnie do przerzucenia całości kapitału za granicę), ale ostatecznie wynik wyniósł plus 14%. Może to dlatego, że postawiłem - za radą innych mądrych ludzi - głównie na akcje średnich spółek. Na funduszach inwestujących za granicą miałem 6% zarobku, co jest wynikiem dość wstydliwym, biorąc pod uwagę hossę panującą w USA. Przyznam, że zbyt mało pieniędzy ulokowałem w spółki amerykańskie, a zbyt wiele w fundusze działające na rynkach wschodzących (m.in. w Azji). Ale w perspektywie wielu lat uważam, że moja strategia się opłaci. W taki sposób inwestuję pieniądze już od dobrych kilku lat i cały czas czekam na to, aż rynki wschodzące "odpalą". A że odpalą pokazuje ten wykres zachowania wszystkich rynków tego typu:

EMERGING20LAT

W zeszłym roku nie musiałem "użyć" bufora bezpieczeństwa. Do zysków przekraczających oprocentowanie lokat, które otrzymałem z relatywnie bezpiecznych inwestycji, doszły zyski z bardziej wahliwych inwestycji na rynku kapitałowym. Ale nie zawsze tak było. W 2015 r. w funduszach polskich akcji miałem 7% strat (to i tak był świetny wynik, biorąc pod uwagę kilkunastoprocentowe straty indeksów), zaś na inwestycjach w fundusze zagraniczne miałem 4% "w plecy" (było słabo w Azji, a w Europie i USA ledwo wyszedłem na zero). W tamtym roku część "poduszki finansowej" wypracowanej z inwestycji o przewidywalnym dochodzie "zjadły" straty z funduszy inwestycyjnych, ale... i tak cały portfel był na plusie i to wyraźnym.

MOJE INWESTYCJE MAJĄ... SIĘ "SZACHOWAĆ". Moje inwestycje na rynku kapitałowym - m.in. w funduszach, w akcjach spółek dywidendowych, w ETF-ach, a także alternatywne (o nich będzie za chwilę) nie mają przynosić gigantycznych, najwyższych z możliwych zysków, bo to musiałoby się odbywać kosztem wysokiego ryzyka. One w dużej części wzajemnie mają się "pilnować", szachować. Jeśli rynki rozwijające słabo sobie radzą, to lepiej jest na tych rozwiniętych. Jeśli tracę pieniądze w polskich funduszach, to zwykle lepiej radzą sobie te zagraniczne (zwłaszcza denominowane w euro). Jeśli dobrze jest na polskim rynku - to w tyłek dostaną inwestycje denominowane w euro. Nigdy nie osiągnę takiego wyniku, jaki mają najlepsze fundusze "monotematyczne" (np. fundusze akcji amerykańskich w ciągu pięciu lat zarobiły 70%). Bo też nigdy nie jadę na jednym (ani nawet na dwóch) koniu. Nie będę pierwszy na mecie. Ale nigdy nie będę też ostatni.

GOLDwig20LAT1ZŁOTO I INNE INWESTYCJE ALTERNATYWNE, CZYLI 10,5% Ostatnim elementem układanki są inwestycje alternatywne. To alkohole inwestycyjne, złoto i srebro, ewentulalnie inne metale szlachetne (zdarzyło mi się też mieć opcje na wieprzowinę lub kontrakty terminowe na ropę naftową, ale to egzotyka). Podstawowym elementem inwestycji w każdym dobrze zrobionym portfelu powinno być złoto - w monetach, sztabkach lub udziałach w funduszach inwestycyjnych (mogą kupować złoto w sztabkach, kontrakty terminowe bądź akcje kopalń złota). Teoretycznie inwestycje alternatywne powinny "działać" przeciwnie do rynków kapitałowych - jeśli zyskuję na akcjach, to  powinienem tracić na inwestycjach alternatywnych. I na odwrót. W praktyce różnie bywa. W zeszłym roku na inwestycjach alternatywnych "wykręciłem" 10,5% zysku (w górę ruszyło złoto oraz notowania wina na londyńskiej giełdzie). Wyjątkowo zdarzyło się tak, że zarobiłem i na funduszach i na inwestycjach alternatywnych, ale nie jest to zasadą. 

JAK SIĘ ZA TO ZABRAĆ? To już koniec pogadanki o moich inwestycjach w zeszłym roku i nie tylko ;-)). Mam nadzieję, że choć trochę przekonałem Was do tego, że warto patrzeć na oszczędności szerzej, niż tylko przez pryzmat bankowego depozytu. Nawet nie chodzi o to, żeby mieć więcej zysku, niż te 2% w banku. Chodzi o to, że każdy procencik dodatkowego średniorocznego zysku w perspektywie kilkudziesięciu lat oznacza ogromne różnice w uzyskanym kapitale. Jeśli położę kwotę 50.000 zł na 2%-ową lokatę na 30 lat, to po tym czasie wyjmę 90.500 zł. Jeśli to będzie 4%-owa lokata, to wyjmę... 162.000 zł. A jeśli 6%-owa, to już... 290.000 zł. A to chyba jest różnica czy się ma 90.000 zł czy 290.000 zł, prawda? Zwłaszcza jeśli te 6% nie byłoby wynikiem hazardowego ryzyka, tylko bardzo bezpiecznej strategii lokowania oszczędności.

Dlatego moim celem nie jest długoterminowy zysk na poziomie oprocentowania bankowego depozytu, tylko jego trzykrotności. Oczywiście: najpierw trzeba te 50.000 zł mieć. Ale już jedna czwarta Polaków jest w stanie odkładać dość sensowne pieniądze na bliższą lub dalszą przyszłość. Rzecz w tym, żeby - jeśli już mamy podstawową poduszkę finansową złożoną z 6-12 krotności miesięcznych zarobków - zacząć budować finansową niezależność i zamożność nie tylko w banku. Inwestowanie pieniędzy - w szczególności w akcje dużych, prywatnych spółek, corocznie wypłacających dywidendę - nie jest żadną wiedzą tajemną. W jaki sposób krok po kroku się za to zabrać, opowiem w kolejnych tekstach z cyklu "Dywidenda jak w banku". Nikt nie musi mieć od razu takiego portfela inwestycji jak ja - budowałem go przez ćwierć wieku. Ale cierpliwie, krok po kroku...

Najważniejsze jest zrozumienie, że akcje spółek to nie jest nic strasznego. Że to "cegiełki" własności firm, które coś produkują, zatrudniają ludzi, osiągają zyski i dzielą się nimi z właścicielami (czyli posiadaczami tych "cegiełek"). Owszem, wartość rynkowa akcji zmienia się - czasem bardzo gwałtownie - ale w długim terminie dobrze zarządzana firma raczej zyskuje na wartości, niż bankrutuje. CCC, LPP, CD Projekt, Wawel, Dębica, Żywiec... to przykłady firm, które przez ostatnich kilkanaście lat przyniosły swoim akcjonariuszom krociowe zyski. Mając udziały w spółce giełdowej - czy to bezpośrednio, czy przez fundusz inwestycyjny - ponoszę ryzyko, że ona zbankrutuje, ale z drugiej strony, jeśli jednak nie zbankrutuje, mam pewność, że moje akcje nigdy padną ofiarą inflacji, ani dewaluacji. Kawałek majątku dobrze zarządzanej firmy łatwiej utrzymuje realną wartość, niż zapis w bankowym systemie informatycznym, że mam tyle a tyle pieniędzy na depozycie w takim a takim banku. Nie mówiąc już o zapisach w ZUS-owskim systemie a propos mojej emerytury ;-)).

A fundusz inwestycyjny lub ETF? To też nie jest żadne czary-mary. To pośrednik, który w zamian za kilka procent prowizji rocznie zwalnia mnie z obowiązku wybierania najbardziej perspektywicznych spółek i selekcjonuje je sam (lub - jeśli to ETF - inwestuje we wszystkie jak leci). Czy to zawsze jest gwarancja sukcesu? Jasne, że nie! Wiadomo: są fundusze lepsze i gorsze. Są zarządzający-nieudacznicy i są geniusze (choć ja wolę solidnych rzemieślników). Dlatego nie "strzelam" na oślep i nie idę do pierwszego lepszego funduszu. Selekcja zajmuje mi jednak niewiele czasu: godzinę, może dwie. Jeśli straciliście kiedyś dużo pieniędzy w funduszach (znam osobiście ludzi, którzy w ciągu kilku lat stracili połowę kapitału), to znaczy, że źle się za to zabraliście albo ktoś Was źle pokierował. Że postawiliście wszystko na jedną kartę. Ja inwestuję w funduszach od 20 lat i ani razu nie zbankrutowałem. Dzielę pieniądze pomiędzy różne rodzaje funduszy, różne rodziny, różne rejony świata i różne waluty inwestycji, dzięki czemu ograniczam ryzyko. Więcej o moich funduszach inwestycyjnych - w kolejnym odcinku. 

Przeczytajcie poprzednie moje teksty z cyklu "Dywidenda jak w banku":

>>> 13 kwietnia: "W poszukiwaniu dywidendy pewnej jak w banku, czyli wielka koalicja rusza do akcji" - o tym dlaczego lokuję swoje pieniądze nie tylko w banku i dlaczego biorę udział w największej edukacyjnej akcji blogerów, jaką kiedykolwiek widział nasz kraj. 

>>> 16 kwietnia: "Buty, ciuchy, cukierki. Kto dobrze przewidział, z 10.000 zł wycisnął... milion" - o spółkach-ikonach warszawskiej giełdy, na których każdy, kto uwierzył w ich pomysł na zarabianie pieniędzy, mógł zostać bardzo zamożnym człowiekiem. Takie okazje na rynku kapitałowym są zawsze, także teraz. 

>>> 21 kwietnia: "Na jak długo trzeba kupić akcje, żeby mieć (prawie) pewność, że się zarobi?" - o tym, że inwestowanie pieniędzy wcale nie musi być bardzo ryzykowne, gdyż statystyki z ostatnich 100 lat pokazują, że w długim terminie ryzyko utraty zainwestowanego w akcje kapitału jest niewielkie. A przynajmniej tak było do tej pory

>>> 11 maja: "Oprocentowanie lokat sięga dna. Wyższe zyski tylko dla pięknych i bogatych?" - o tym jakie warunki trzeba spełnić, żeby wychylić nos z banku i zacząć lokować oszczędności w spółki wypłacające regularnie dywidendy.Oprócz tego polecam wpisy nawiązujące do akcji:

>>>  25 maja. "Oszczędności ulokowane w tym banku przez ostatnich pięć lat dawały po 5% rocznie. Jak?" - o tym dlaczego swoją przygodę z inwestowaniem warto zacząć od kupna udziałów w spółkach wypłacających z roku na rok dywidendę? o ile kapitał, za który kupiliśmy akcje, potraktujemy jak długoterminowy depozyt. 

>>> 17 czerwca: "Jak dostać money-back z urzędu skarbowego? 875 zł do wzięcia i tylko pół roku, by o to zadbać!" - o tym, że z dywidend można zmontować sobie nie tylko plan systematycznego oszczędzania, ale wręcz... dodatkową emeryturę. I jeszcze zanim na tę emeryturkę przejdziemy - dostawać co roku kasę z urzędu skarbowego. W tym roku do wyjęcia co najmniej 875 zł.

>>> 8 lipca: "Bogowie odcinania kuponów. Dla nich ceny akcji mogłyby spaść nawet do zera"- o tym jak duże znaczenie może mieć systematycznie wypłacana dywidenda dla wyników długoterminowego inwestowania w akcje. I kilkanaście przykładów spółek, które do tej pory świetnie się sprawdzały jako "obiekt" takiego stylu inwestowania.

>>> 19 lipca: "Odcinanie kuponów dla zabieganych? Są już fundusze, w których kupony... odcinają się same". O tym jakie fundusze akcji dywidendowych są dostępne na polskim rynku i czym się od siebie różnią

>>> 28 lipca: "Rzecz o pieszczeniu portfela, czyli jak inwestuję swoje oszczędności. I jak je namnażam". O tym jak sam zabrałem się za lokowanie oszczędności, w co wkładam swoje prywatne pieniądzę i jak ogarniam strach przed ryzykiem.

>>> 1 grudnia: "Idą wielkie zmiany dla naszych oszczędności! Jak się na nie przygotować?". O tym jak przygotować oszczędności na czasy niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji, spowodowanej dużymi wydatkami socjalnymi państwa.

>>> 16 grudnia: "Jeszcze tylko dwa tygodnie, by zasłużyć na duży prezent. 875 zł do wzięcia". O tym jak ulokować pieniądze na IKZE i rzutem na taśmę załapać się na pieniądze z Urzędu Skarbowego

Zapraszam do obejrzenia wideoklipów, które już powstały w ramach naszej akcji. Wkrótce zobaczycie kolejne!:

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
niedziela, 05 lutego 2017 09:42

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • wydymanyprzezbph napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/05 13:42:09:

    Panie Maćku, aż się specjalnie zarejestrowałem aby dorzucić swoje przysłowiowe trzy grosze -
    tak naprawde niewiele wiecej mi zostalo po latach "pomnażania" oszczędności w funduszach zarzadzanych przez BPH TFI. Gorąco polecam fundusze BPH TFI szczególnie fundusze inwestycyjne zamknięte Sektora Nieruchomości 1 i 2. Takich ..., ch... i złodzieji (niepotrzebne skreślić) jak osoby z BPH TFI odpowiadajace za funkcjonować tych funduszy to ze świecą szukać. Tym pożal się Boże specjalistom udało się skutecznie wyzerować moje oszczędności, za jeden ceryfikat w 2005 roku płaciłem około 100 zł, a teraz jest warty 20 groszy. Brawo!!!

  • don-quijote-de-la-mancha napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/05 14:17:04:

    @wydymanyprzezbph

    "udało się skutecznie wyzerować moje oszczędności -- bo nie można wszystkich oszczędności pakować w jeden instrument -- i właśnie o tym jest powyższy samcikowy wpis. Wyjątkiem może być sytuacja, gdy te oszczędności są niewielkie, a instrumentem jest normalna krótkoterminowa lokata.

    Jeśli chodzi o TFI, to nie powinny one przekroczyć 1/3 portfela (ja mam limit 1/10 na sumę wszystkich inwestycji ryzykownych typu TFI lub akcje i obligacje korporacyjne), powinny też być zdywersyfikowane pod względem typu (np. akcje różnego rodzaju firm, obligacje, surowce, nieruchomości) oraz geograficznie (ja posiadam obecnie jednostki ok. 50 funduszy, może się to wydawać przesadą, ale nawet, gdyby wartość jednego czy dwóch z nich spadła niemal do zera, to na całym portfelu bym tego nie zauważył, w przeciwieństwie do naiwniaków inwestujących całe oszczędności w jeden).

  • drogadowlasnegom napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/05 16:49:13:

    Moim zdaniem spać spokojnie to można, wtedy kiedy pieniądze leżą na bezpiecznych lokatach lub kontach oszczędnościowych.

    Korzystając z rankingów lokat i kont oszczędnościowych można spokojnie wyciągnąć ok. 3% brutto.

    Zaletą jest to, że nie trzeba co chwilę przeglądać informacji rynkowych, itd. A jak ktoś ma więcej kasy to poszedłbym jednak w nieruchomości w dobrych lokalizacjach.

    Sam kiedyś bawiłem się w bardziej ryzykowne produkty i niestety prawie zawsze kończyło się to jakąś wpadką / problemami z odzyskaniem pieniędzy czy po prostu bessą na rynku.

  • odrion napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/05 18:06:36:

    @drogadowlasnegom

    Powiedz to cypryjczykom ;).
    Myślisz, że to niemożliwe, że Rząd zajmie część pieniędzy na kontach bankowych?
    O może wierzysz w BFG? Jeżeli tak sprawdź ile jest depozytów w bankach i jaką kwotą dysponuje BFG.
    Może myślisz,że jak nie będzie pieniędzy w BFG to państwo dorzuci? To porównaj wysokość depozytów z rocznym dochodem państwa.

    O obliczu tego co się dzieje na świecie i naciągającego kryzysu, powiedzenie "bezpiecznie jak w banku" może za chwilę nabrać nowego znaczenia.
    Oczywiście nie jest łatwo znaleźć alternatywę, ale przy takich odsetkach jak oferują lokaty, trzymanie większej kwoty w bankach, to czysta nieodpowiedzialność.
    Zresztą chyba część ludzi już zaczyna zdawać sobie sprawę, bo w grudniu po raz pierwszy od dłuższego czasu, depozyty w bankach spadły....
    Polecam więcej wyobraźni co się może stać jak nastanie światowy kryzys, jak Państwo znajdzie się pod ścianą lub po prostu pojawi się run na banki (np po upadku 1 banku we Włoszech).

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/05 19:23:51:

    Dziękuję za dyskusję ;-)
    @wydymanyprzezbph: To jest przypadek ekstremalny wyjątkowo nieudanego funduszu, ale przy rozsądnym lokowaniu oszczędności nawet taka wpadka nie zachwieje stabilnością portfela. Poza tym mówimy o funduszu zamkniętym, o wyjątkowo wysokim profilu ryzyka, nie wiem czy bym w niego zainwestował nawet 5% oszczędności, nie mówiąc o wszystkich. Były o nim w blogu trzy teksty.
    @don-quijote-de-la-mancha: trafił Pan w sedno, dzięki za głos
    @odrion: otóż to. Nacjonalizacja, inflacja i spadek wartości waluty domowej - to rzeczy, które mogą spotkać pieniądze w banku.
    Pozdrawiam!

  • tomsygut napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/05 23:32:03:

    Witam Panie Maćku,
    wpis jak zwykle ciekawy, ale brakuje w nim najważniejszego...a mianowicie gdzie kupować wspomniane fundusze, aby nie dać się naciągnąć na opłatę 1-4% na wstępie naszych inwestycji.

    Fajnie gdyby Pan popełnił wpis o dystrybutorach TFI, gdzie kupować najtaniej i czemu nie robić tego w bankach :)
    Sam korzystam z kilku i jestem ciekawy Pana "subiektywnej oceny" bankowych platform (mBank, Bossa, Alior, BGŻOptima) oraz niezależnych (Netfund, Starfunds, F-Trust)

  • tiszantul napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/06 11:59:48:

    Chyba faktycznie zainwestuję w fundusze, skoro trzymanie kasy w banku jest aż tak ryzykowne. Nieruchomości też są ryzykowne (redaktor wymienia wojnę i najazd kosmitów), więc pozostają głównie fundusze. Chociaż ubezpieczenie od wojny pewnie w funduszach jest dodatkowo płatne.

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/06 14:53:25:

    Nieco ponarzekam :D

    1) Dywersyfikacja - pękne słowo, ale jak to w praktyce wygląda?

    Powiedzmy, że chcemy za część oszczedności (20%?), kupić akcję jednago z 20 przedsiebiortw. Wychodzi 1%. Prowizja od zlecenia to na przykład minimum 3pln-y.
    Żeby nie bolała ( próg bólu to 0,5%?), to trzeba na zlecenie wyłożyć kilkaset pln-ów.
    Co oznacza, że całe oszczędności to musi być minimum kilkadziesiąt tysięcy.

    Więc może na początku mależy umieścić informacje - "jeśli zamierzasz oszczędzać wiecej niż 100 tys to możesz dalej czytać"

    Kolejna sprawa, dywersyfikacja wymaga czasu i nabycia umiejętności, jeśli odpowiednie zaalokowanie 1 tys pln-ów "kosztuje" godzine zastanawiania sie, to też jest to koszt, w którym ktoś się musi liczyć.

    2) "A fundusz inwestycyjny lub ETF? To też nie jest żadne czary-mary. To pośrednik, który w zamian za kilka procent prowizji rocznie zwalnia mnie z obowiązku wybierania najbardziej perspektywicznych spółek i selekcjonuje je sam"

    Rozwiązanie z taką prowizją odpada z definicji. Kilka procent prowizji rocznie to jest mniej więcej zysk ponad to, co w czasie hossy przyniesie giełda w stosunku do depozytów. W czasie bessy fundusz prowizje oczywiście też pobiera.
    Efekt jest taki, że po 10-15 wychodzimy GORZEJ niż na lokatach, a pewny zysk to miał tylko ... fundusz z opłat za zarządzanie.

    @tiszantul

    Chyba żartujesz?

    Jednostka funduszu kosztuje tyle, ile na nią stoi realnego majątku -
    W przypadku funkduszy akcji -> akcje, funduszy nieruchomości -> nieruchomości.
    itd. Jeśli dojdzie do wojny/najazdu kosmitów, to wartość akcji/nieruchomości poleci na pysk niezależnie od tego, czy właścicielem jesteś Ty, czy fundusz.
    A ... zapomniałem, fundusz jeszcze pobierze prowizje.

    Od tysiecy lat ubezpieczeniem od wojny jest "fizyczne" złoto w kieszeni.







  • don-quijote-de-la-mancha napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/06 18:44:30:

    @maciek.samcik

    Przyłączam się do prośby @tomsyguta, ja jako taniej platformy używam BOSSA, trzeba przyznać, że nowoczesnością nie powala, może warto przejść na jakieś Starfunds?

    @oxulsen

    Fajne konkretne narzekania :)

    Masz rację z tą dywersyfikacją i całkowitą kwotą oszczędności, uważam (a te moje poglądy zaczęły się od przeczytania poradnika Samcika dobrych kilka lat temu), że należy mieć zdefiniowany procentowo modelowy portfel i w miarę wzrostu oszczędności dołączać do niego kolejne elementy. Np. jeśli założymy 5% dla akcji, to dopiero, gdy będziemy mieć w sumie ok. 20 tys. możemy kupić np. ETF DAX za ok. 1000 zł (prowizja w Alior 0,38% min. 3 zł, w BOSSA 0,25% min. 5 zł). Wiem, że oferta ETF na GPW jest bardzo marna, jednak zarobić się da www.gpw.pl/etfy. Jeśli założymy 10% na krugerrandy (ok. 5 tys. sztuka 1 oz), to pierwszego możemy kupić mając ok. 50 tys. Akurat w otwartych TFI przeważnie można zacząć wpłatą 100 zł.

    Piszesz, że "dywersyfikacja wymaga czasu i nabycia umiejętności" -- to prawda, ale (jak wyjaśniłem powyżej) szeroka dywersyfikacja ma sens dopiero przy odpowiednich kwotach, posiadacze takich i tak często są kumaci. Ja w pewnym momencie stwierdziłem, że i tak czytam gazety, słucham radia (włącznie z wiadomościami ekonomicznymi), "tracę czas" na rozmyślania nad tym, dokąd ten świat zmierza ;) -- czemu więc nie miałbym tej wiedzy wykorzystać w lokowaniu swoich oszczędności? Przykładem jest właśnie ETFDAX, na którym nieźle zarobiłem kupując jednostki w dołkach wynikających z zawirowań geopolitycznych, a dzięki stop-limit nie grozi mi strata. Innym przykładem jest fundusz akcji rosyjski w który zainwestowałem w dołku po zajęciu Krymu, w efekcie dobrze zarabiając. (Ale na funduszach akcji chińskich straciłem, przyznaję, że źle wyczułem głębokość "dołka", na szczęście ta drobna strata się rozmyła, z naddatkiem odrobił ją choćby fundusz Ameryki Łacińskiej).


    Masz rację z tym złotem, mój własny portfel nie ma na celu uzyskania maksymalnego zysku, ale maksymalnie bezpiecznego zysku (lub przynajmniej zachowania wartości), dlatego każda składowa to zabezpieczenie na różne okoliczności:
    - 1/3 to złotówkowe konta oszczędnościowe i lokaty -- zarówno długoterminowe indeksowane WIBOR/WIBID, jak i wyszukane krótkoterminowe wisienki; w sumie z tej części uzyskuję teraz 2,5% do 3%, co przy prostocie obsługi i bezpieczeństwie czyni ją podstawowym filarem portfela;
    - 1/3 to 4- i 10-letnie obligacje skarbu państwa -- dzięki indeksacji CPI ("inflacją") w sposób bezproblemowy zabezpiecza mnie przed stratami wywołanymi inflacją (można sobie wprawdzie wyobrazić, że Polska obligacji nie wykupi, tzn. znowu zbankrutuje, jest to jednak jeszcze mniej prawdopodobne, niż niewypłacalność BFG);
    - wprawdzie strata oszczędności poniżej 100 tys. EUR zgromadzonych w banku wydaje się mało prawdopodobna, to jednak nie można wykluczyć czasowej blokady dostępu do środków (vide Cypr, Grecja), dlatego 1/50 oszczędności mam w łatwo dostępnej gotówce PLN (zwykłych banknotach);
    - ponieważ różne rzeczy związane z PLN można sobie wyobrazić, więc na wszelki wypadek 1/10 oszczędności mam w walutach obcych (i ostatnio nieźle na tej części zarobiłem, nawet mimo straty na GBP, choć nie zysk jest celem tego składnika); gdyby moje miasto zamieniło się w jakieś Aleppo, to 1/10 tych walut mam nie na lokatach i kontach oszczędnościowych, a w papierowej gotówce;
    - na totalną katastrofę 1/10 portfela to właśnie "fizyczne" złoto i srebro, a dokładniej: popularne monety bulionowe;
    - mój portfel jest bardzo ostrożny/bezpieczny/konserwatywny, jednak 1/10 to najciekawszy składnik -- tzn. właśnie fundusze, akcje i obligacje (choć też najwięcej tu funduszy bezpiecznych).

  • don-quijote-de-la-mancha napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/06 19:24:48:

    Jeszcze uzupełnienie skąd się wzięły konkretne udziały części portfela: otóż chodzi o szacowanie ryzyka. Np. 10% w giełdzie i TFI może -- wg najczarniejszych, w rzeczywistości mało realnych, scenariuszy -- stracić w ciągu 2 lat maks. 50%. Oznacza to stratę 2,5% rocznie na całości portfela, co powinno się dać odrobić na innych składowych (np. w takich czasach złoto powinno nieźle zyskać).

    Najważniejsze jest właśnie wypracowanie modelowej struktury portfela, późniejsze wypełnianie go to już tylko ciężka praca ;)

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/07 11:29:57:

    @don-quijote-de-la-mancha
    @oxulsen

    Zloto się sprawdzi , gdy od bogatego bedziesz chcial kupic kwintal kartofli. Niestety nie sprawdzi się, gdy w ogolnie zubozonym przez wojnę/najazd kosmitów spoleczenstwie bedziesz chcial wymienic to zloto na przyziemne ... żarcie. Oczywiscie mozna wymienic złoto na kilogram kiszonych ogórków (kto bogatemu zabroni stosowac taki przelicznik, ale rozrzutny tryb zycia podczas okupacji jest ni9ewskazany i niemądry).
    Tu bardziej sprawdzi się srebro (mniejsza moc nabywcza a i bogaty nie pogardzi). Albo jak juz kiedys wczesniej napisałem zwykła sól kuchenna jako podstawowy "pieniądz barterowy".
    Obserwujac historię dwoch wojen swiatowych i jednego najazdu kosmitów z NKWD mozna zauwazyc, ze jedzenie bez przypraw jest wyjatkowo niesmaczne na dluzsza mete i zwykle przyprawy , w tym wlasnie sól jest jednym z najbardziej poszukiwanych specyfików przy probie zjadania rzeczy pozornie niejadalnych ;-)

  • don-quijote-de-la-mancha napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/07 23:29:27:

    @kardupel_nadenty

    Doświadczenia ostatnich wojen wyraźnie pokazują, że najlepszym zabezpieczeniem jest posiadane wystarczających płynnych środków, by w razie czego jak najszybciej uciekać. Nic by Ci nie pomogło, gdybyś jako Tutsi w Rwandzie w 1994 miał dużo złota lub soli.

  • porterbbx napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/12 18:32:59:

    Najlepiej lokować pieniądze w kilku miejscach. Mniejsze ryzyko straty.
    dobry optyk warszawa

  • tomek_pu napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/22 21:36:01:

    Albo się śpi spokojnie i zarabia niewielkie kwoty, albo trochę się trzeba nagimnastykować i można zarobić konkretne pieniądze. Teraz szansą na duży zarobek będą zawirowania, które powstaną po wygranej Le Pen. Warto sobie poczytać i skorzystać - papug.pl/le-pen-frexit-eurocrash/.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line