Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 14 lutego 2017

Nadeszła depozytowa katastrofa. W tych bankach twoje pieniądze już tracą na wartości

GUS podał, że ceny towarów i usług w skali ostatniego roku - czyli licząc od stycznia do stycznia - wzrosły o 1,8%. To oznacza, że jeśli ktoś rok temu zakopał w ogródku 1000 zł i dziś z powrotem wykopał i włożył do portfela, realnie stracił 18 zł. Część wartości tego tysiączka - w przeliczeniu na koszyk towarów - wyparowała. To sytuacja od dawna niespotykana, bo przez ostatnich kilka lat mieliśmy w Polsce deflację, a więc ceny nie rosły, zaś realna wartość pieniędzy nie spadała. Teraz to się gwałtownie zmieniło (nie mówcie, że Was nie ostrzegałem). Problem mają nie tylko ci, którzy zakopali 1000 zł w ogródku, ale też ci, którzy trzymają kasę w bankach. Na wartości realnie traci wszystko, co do rok temu zostało oprocentowane niżej, niż na 2,2%. Tylko takie lub wyższe odsetki od pieniędzy, zakontraktowane rok temu na stały procent, pozwoliłyby pokryć inflację i podatek Belki (wynosi 19% od zysków z lokaty). Mało który bank płacił tyle za standardowy depozyt (średnie oprocentowanie najlepszych depozytów wynosiło rok temu 2%).

Czytaj też: Inflacja w Polsce najwyższa od czterech lat! Najnowsze dane GUS

inflacja2016

Czytaj też: Podatek bankowy ma już rok. Kto go naprawdę zapłacił? Policzyłem

Postanowiłem sprawdzić jaka część dziś zakładanych depozytów może przynieść realną stratę przy założeniu, że inflacja utrzymałaby się w okolicach 1,8% przez kolejny rok. Już na starcie trzeba powiedzieć, że z 660 mld zł pieniędzy, które mamy w bankach, jakąkolwiek szansę na utrzymanie realnej wartości będzie miała - przy tych założeniach - mniej, niż połowa. Tylko 291 mld zł stanowią bowiem depozyty terminowe. Reszta to kasa na ROR-ach (w sposób oczywisty tracąca na wartości, bo nieoprocentowana) oraz na kontach oszczędnościowych. Te ostatnie w kilku małych bankach pozwalają wciąż nieźle zarobić (w Orange Finanse 3,5% do 10.000 zł, w BGŻ Optima 2,3% bez limitu, w Deutsche Banku - 2,55% do 100.000 zł, w Banku Millennium 2,5% do 100.000 zł), ale po pierwsze promocyjny procent obowiązuje tylko przez trzy-cztery miesiące, po drugie jest to oferta dla nowych klientów lub nowych środków, a po trzecie w największych bankach oprocentowanie kont oszczędnościowych jest znacznie niższe, niż w małych bankach-challengerach.

W PKO BP dla podstawowego konta oszczędnościowego jest to 0,5% i jeszcze trzeba płacić 1 zł miesięcznie za prowadzenie rachunku (co oznacza, że przy 1000 zł salda realnie zarabia się tylko 0,38%). W Banku Pekao standardowe oprocentowanie konta "Dobry Zysk" dla kwot poniżej 100.000 zł wynosi jedynie 0,2% w skali roku. W BZ WBK jest Konto Max Oszczędnościowe, które płaci 0,5% w skali roku (chyba, że mamy więcej, niż 100.000 zł, to 0,76%). W mBanku na koncie oszczędnościowym eMax Plus mając do 50.000 zł można zarobić 0,5%, zaś przy większych saldach - od 0,65% w skali roku do 1%. Bank Millennium ostatnio uruchomił Konto Oszczędnościowe Profit, na którym przez pierwsze trzy miesiące można zarobić 2,5%, jednak to promocja dla nowych środków. Standardowe oprocentowanie w Banku Millennium to 0,6% (przy dużych kwotach 0,7-1,1%). W ING Banku jest 2% przez cztery miesiące, a później oprocentowanie spada do 0,7%. To jest, nie bójmy się tego słowa, nędza.   Jeśli ze 100 mld zł, które trzymamy na kontach oszczędnościowych, choćby 20 mld zł da zysk większy, niż 2,2 % (czyli z szansą na realny wzrost wartości pieniądza), to będzie dobrze.

Czytaj też: Uwaga, idą duże zmiany dla naszych oszczędności! Jak się przygotować?

No dobra, może chociaż w depozytach jest lepiej? Z danych KNF wynika, że 75% rynku depozytów kontroluje tylko 10 największych banków, zaś z moich obliczeń (opartych na cyferkach ze sprawozdań banków) wychodzi, że tylko cztery największe banki kontrolują co najmniej 44% naszych oszczędności. Są to oczywiście PKO BP (ok. 18% rynku), Bank Pekao (ok. 11%), BZ WBK (ok. 8%) oraz mBank (ok. 7%). Prawdopodobnie na piątym miejscu znalazłby się Bank Millennium albo ING (oba banki nie dorównują skalą działalności "wielkiej czwórce", ale oba mają bardzo silną "nogę" depozytową. Jedno jest pewne - niemal połowa naszych oszczędności jest w czterech największych, najbardziej wiarygodnych (zdaniem wielu) bankach. Skoro - jak już ustaliliśmy - 270 mld zł "zaparkowane" na ROR-ach realnie traci na wartości, jak również dzieje się tak z lwią częścią pieniędzy na kontach oszczędnościowych, to może chociaż ta połowa depozytów, którą mamy w największych bankach, da radę utrzymać realną wartość naszych oszczędności?

konkurencja_w_bankach

PKO BP zachwala lokaty mobilne, które dają "nawet 1,75% w skali roku". Jeszcze kilka miesięcy temu - gdy był to czysty zysk, pomniejszony co najwyżej o podatek Belki, to nie byłby zły pomysł. Ale dziś ta, najlepsza w ofercie banku, lokata nie pokrywa nawet inflacji. Standardowa, internetowa lokata 12-miesięczna w PKO BP płaci - w zależności od salda - tylko 1,1-1,3%. Nieco więcej można wycisnąć z przywróconego ostatnio do macierzy "żubra" - Bank Pekao płaci za lokatę roczną zakładaną przez internet 1,55%. W BZ WBK można założyć Lokatę Mobilną i zarobić 2,5%, ale oprocentowanie będzie tak wysokie tylko przez cztery miesiące (i tylko do 20.000 zł). Standardowy depozyt w BZ WBK - jeśli założymy go przez internet - ma oprocentowanie 1% i jest rolowany co miesiąc (bez gwarancji, że w następnym miesiącu oprocentowanie będzie takie samo). Można też wziąć depozyt od razu na rok, ale wtedy odsetki wyniosą tylko 0,5%. mBank daje po oczach lokatą na 3,5%, ale tylko dla nowych klientów i tylko na trzy miesiące. Dotychczasowym klientom mBank zapłaci 1,7% za nowe środki i można wybrać jeden z trzech terminów, z których najdłuższy wynosi dziewięć miesięcy. W Banku Millennium lokata Millenet o rocznym terminie jest wyceniona na 1,1%. ING za identyczną zapłaci 1%

Czytaj też: Konkurencja między bankami coraz mniejsza, a ich zyski... coraz większe

Wychodzi więc na to, że nie tylko 270 mld zł na ROR-ach straci w najbliższych miesiącach realnie na wartości. I nie tylko - ostrożnie licząc - 80 mld zł ze 100 mld zł, które trzymamy na kontach oszczędnościowych ma wielkie szanse na podobny los. Także okrągłe 100% z połowy pieniędzy na depozytach terminowych, które przechowujemy w największych bankach (czyli, lekko licząc, 135 mld zł) również prawdopodobnie będzie warte mniej, niż dziś, gdy dostaniemy te pieniądze z powrotem. Poza moimi rachunkami pozostaje 155 mld zł depozytów, które trzymamy gdzie indziej, niż w skarbcach największych banków. Być może część z nich zostanie zakontraktowana na oprocentowanie 2,2% lub wyższe, ale... to niełatwe. Nawet BGŻ Optima, który przeważnie na tle konkurencji ma uczciwe stawki, płaci za depozyt 2% w skali roku.

Czytaj też: Jak spać spokojnie i wyciskać z oszczędności trzy razy tyle, co w banku?

Bardzo optymistycznie zakładam, że połowa pieniędzy trzymanych poza największymi bankami zdoła się uratować przed zębem inflacji. W skali wszystkich naszych pieniędzy trzymanych w bankach byłoby to nie więcej, niż 10%. Dla większości z nas zakładanie dziś nowego depozytu oznacza walkę o jak najmniejszą realną stratę, a nie o realny zysk. Niestety, takie czasy... Gdyby chociaż ktoś pomyślał o zdjęciu na jakiś czas jarzma podatku Belki... Na to się nie zanosi. A bankowcy będą z tej sytuacji czerpać pełnymi garściami, proponując nam rzeczy, które tylko przypominają depozyty, ale za to pięknie się świecą. O tych świecidełkach niedawno było w blogu, zapraszam do lektury ku przestrodze.

O LOKOWANIU OSZCZĘDNOŚCI W AKCJI "DYWIDENDA JAK W BANKU". Od wiosny 2016 r. w blogu trwa akcja "Dywidenda jak w banku", w której zdradzam sposoby na w miarę bezpieczne lokowanie oszczędności inaczej, niż tylko na depozycie bankowym. Zapisując się na newsletter akcji nie przegapicie żadnego z kolejnych tekstów, klipów wideo, webinarów, ani konkursów. W akcji bierze też udział Longterm.pl, najstarszy stażem bloger zajmujący się inwestowaniem długoterminowym, a także Giełda Papierów Wartościowych oraz Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Obejrzyjcie też jak - wspólnie z Longtermem - mierzyliśmy się z lękami związanymi z lokowaniem oszczędności, zwiedzaliśmy kasyno, udaliśmy się na ryby. Zabawne i pouczające.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 14 lutego 2017 09:06

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kajaluck napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/14 16:18:46:

    super...

  • bramka8 napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/15 13:19:45:

    Raczej na podwyżkę stóp procentowych się nie zanosi :/

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/15 15:20:08:

    Macku, nie wspomniałeś ze szukanie ze świecą banku który ochroni nas przed inflacją nie jest jedynym sposobem na uchronić nie się od niej. Doskonale znanym sposobem na to jest oderwanie się od inflacjogennej waluty; -)

    W ramach dywersyfikacji cześć środków przeznaczyłem jakis czas temu na Bitcoiny i jakoś tak podoba mu się dziś wykres ich kursu; -)

  • najtansze_oc napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/17 19:26:12:

    Coś mi się zdaje że kolega prezesa nie podwyższy stóp w najbliższym czasie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line