Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 09 lutego 2017

Z winy tira wylądowała w rowie. Sprawca zwiał, nie miała polisy AC. Sytuacja beznadziejna? Nie!

Nikomu nie życzę, by musiał być klientem Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, bo po pierwsze oznacza to, że było się "obiektem" jakiegoś niemiłego wypadku komunikacyjnego, a po drugie - że ów wypadek sprowokowała osoba nieubezpieczona. Zamiast po prostu iść do firmy ubezpieczeniowej sprawcy, która wypłaciłaby odszkodowanie, trzeba żebrać o pokrycie kosztów u państwowych urzędników. Co jednak w sytuacji jeszcze gorszej, gdy nie wiemy czy sprawca był ubezpieczony, bo po prostu zwiał z miejsca wypadku? Na pierwszy rzut oka sprawa jest przegrana, bo skoro nie ma sprawcy, to nie ma i odszkodowania. Na szczęście pierwsze spojrzenie tym razem jest mylące - nawet jeśli nie wiemy kto nas potrącił lub zniszczył auto - możemy iść do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego i prosić o pokrycie kosztów szkody. Nie w każdym przypadku możemy, ale... o tym za chwilę.

Czytaj też: Dopłać 100 zł do polisy, a auto zastępcze przywiozą ci na miejsce wypadku

Czytaj też: Od 10 lat bez wypadku? Lojalny klient jednej firmy? To już bez znaczenia

Miałem ostatnio w rodzinie tego typu przypadek. Pewna dziewczyna jechała sobie spokojnie drogą krajową, gdy z jedącego z naprzeciwka tira wypadł jakiś przedmiot (później okazało się, że był to źle zamontowany lewarek czy inne ustrojstwo służące do mocowania przyczep) i trafił w koło. Opona oczywiście została dokumentnie zniszczona, a auto wylądowało w rowie. Na szczęście prędkość była przepisowa, a w okolicy drogi nie było drzew, o które można byłoby się rozbić, więc obyło się bez ofiar. Sprawca wypadku nawet się nie zatrzymał, choć powinien był zauważyć w tylnym lusterku, że jakieś auto ląduje w rowie. Wezwani na miejsce policjanci tylko rozłożyli ręce - nie było monitoringu, więc szanse na ustalenie i odnalezienie sprawcy są prawie żadne. Auto zwiezione lawetą do warsztatu, koszt naprawy - 4000 zł. Wyglądało na to, że trzeba będzie zapłacić z własnej kieszeni, bo auto nie miało AC. Dziewczę było jednak bystre i zerknęło do Ustawy o Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym. Znalazło tam taki oto zapis (art 98.):

"Do zadań Funduszu należy zaspokajanie roszczeń z tytułu ubezpieczeń obowiązkowych (...) za szkody powstałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej: 1) na osobie, gdy szkoda została wyrządzona w okolicznościach uzasadniających odpowiedzialność cywilną posiadacza pojazdu mechanicznego lub kierującego pojazdem mechanicznym, a nie ustalono ich tożsamości; 2) w mieniu, w przypadku szkody, w której równocześnie u któregokolwiek uczestnika zdarzenia nastąpiła śmierć, naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, trwający dłużej niż 14 dni, a szkoda została wyrządzona w okolicznościach uzasadniających odpowiedzialność cywilną posiadacza pojazdu mechanicznego lub kierującego pojazdem mechanicznym, a nie ustalono ich tożsamości".

Przepis jest bardzo długi i dość skomplikowany, ale wynika z niego, że jeśli doszło do wypadku, a sprawca zwiał, to są dwa przypadki, w których można się zwrócić do UFG o pokrycie szkód. Pierwszy to refinansowanie kosztów leczenia jeśli wskutek zdarzenia ktoś poniósł uszczerbek na zdrowiu. Drugi to naprawa uszkodzonego pojazdu, ale tylko wtedy, gdy uszkodzony jest nie tylko samochód pechowca, ale też doznał on "rozstroju zdrowia trwającego dłużej, niż 14 dni". W opisywanym przeze mnie przypadku "rodzinnym" zaszła ta druga okoliczność, bo choć poszkodowana nie została - na szczęście - ciężko ranna, to natychmiast po powrocie do miasta udała się do lekarza, który nakazał dwutygodniowe noszenie kołnierza ortopedycznego i zalecił pewne procedury lecznicze (nieistotne jakie). Bohaterka niniejszej historii oczywiście pieczołowicie zbierała wszystkie dokumenty, gdyż...

"Naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia powinny zostać stwierdzone orzeczeniem lekarza, posiadającego specjalizację w dziedzinie medycyny odpowiadającej rodzajowi i zakresowi powyższych naruszeń czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia. W przypadku szkody w pojeździe mechanicznym świadczenie Funduszu podlega zmniejszeniu o kwotę stanowiącą równowartość 300 euro, ustalaną przy zastosowaniu kursu średniego ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski obowiązującego w dniu ustalenia odszkodowania"

Krótko pisząc: trzeba udowodnić rozstrój ciała żeby odzyskać częściowe (potrącone o 300 euro) odszkodowanie dotyczące szkód na pojeździe. Cóż, dobre i to. Potyczki z UFG nie były łatwe, bo fundusz na początku w ogóle odrzucił roszczenie z przyczyn proceduralnych. Dopiero po odwołaniu i dorzuceniu dodatkowej porcji papierów urzędnicy łaskawie wypłacili pieniądze. Swoją drogą to słabe, że państwowy urząd, który powinien emanować troską o petenta, stara się "uwalać" roszczenia z automatu licząc na to, że klient się zniechęci i sobie pójdzie. Choć w tym przypadku moja opinia ma raczej charakter domniemania, niż stanowczej tezy, bo nie znam wszystkich szczegółów sprawy. Najważniejsze przesłanie z tej historii jest takie: jeśli będziecie ofiarą wypadku - czego nie życzę - którego sprawca się ulotni, a nie macie ubezpieczenia AC lub NW, to zawsze możecie próbować wyszarpać jakieś pieniądze z UFG. Warunek podstawowy: trzeba iść do lekarza i udowodnić przynajmniej 14-dniowy rozstrój zdrowia.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 09 lutego 2017 07:27

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pajacyk_123 napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/09 09:21:41:

    Czy tylko ja nie rozumiem, co ma piernik do wiatraka w przypadku uzależniania odszkodowania za uszkodzony samochód od tego, czy ucierpiałem fizycznie w wypadku* czy miałem słuczkę?

    *definicja wypadku, w której występuje nie 14 a 7 dni:
    Wypadek, to zdarzenie mające miejsce w ruchu lądowym, spowodowane poprzez nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w tym ruchu, którego skutkiem jest śmierć jednego z uczestników lub obrażenia ciała powodujące naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające dłużej niż 7 dni.

    Domyślam się, że chodzi o ograniczanie wyłudzeń odszkodowań, ale sposób w jaki się to robi to jakaś paranoja.

  • kamykologia napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/09 12:04:14:

    To taki "udział własny", "karencja" lub jakkolwiek nazwać to obwarowanie skłaniające do jednak zainteresowania się ubezpieczeniem autocasco (AC). Jeśli masowo poszkodowani by otrzymywali pieniądze na naprawę aut, to składka OC byłaby jeszcze duuuużo wyższa. Wszak fundusz UFG powstaje z tego, co wpłacą do niego zakłady ubezpieczeń.

  • najtansze_oc napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/09 19:34:18:

    To jednak wolę zapłacić AC i nie mieć rozstroju.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/10 10:28:45:

    Czyli koszty: 1 200 PLN (z górka) + ze 200 dla ortopedy za wizytę z korzystna diagnozą. Plus czas na papierkologie. In plus to zaoszczędzone AC, czasem kilkuletnie. A czasem nie. I czasem uszkodzenia będą zbyt małe, a nie każdy potrafi je fachowo powiększyć; -)
    Kalkulacja należy do Was ;-)

    Inna sprawa, że Urząd dzieli nas na tych mniej i bardziej poszkodowanych. Jeśli ktoś zainwestował w droższe auto, bezpieczniejsze, naprawa będzie droższa, ale rekonwalescencji krótka. Nie należy się. Jeśli ktoś jechał rzechem do kasacji i połamalo mu nogi, odszkodowania nie opłaca się brać. W obu przypadkach Urząd może się na petentów wypiac w majestacie prawa.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line