Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 23 marca 2017

Na foreksie tracimy miliardy? Już wiem dlaczego. Zadzwoniła do mnie niższa kultura naganiania

Partia rządząca jest urobiona po pachy wyjaśnianiem afery Amber Gold, ale wyczyny Marcina P. to pikuś w porównaniu z tym, co wyrabiają eksperci od wciskania kitu zatrudnieni przez niektóre platformy foreksowe. Forex nadaje się do wciskania kitu znakomicie - można tu inwestować w waluty, surowce, indeksy giełdowe i akcje z wykorzystaniem m.in. kontraktów terminowych, nie posiadając dużego kapitału. Korzysta się w takim przypadku z tzw. dźwigni finansowej, która pozwala zwielokrotnić tempo zarabiania, ale i tracenia pieniędzy. Jest więc szybko, gęsto od emocji i kolorowo. Można roztaczać wizję krociowych zysków i szybkich fortun. Próbkę kitowciskania mogliście zobaczyć w moim niedawnym felietonie o akademii zarabiania kasy im. Abramowicza :-)

Nie ma w takim sposobie inwestowania nic złego, ale nie nadaje się on dla inwestorów-amatorów, którzy nie mają doświadczenia w lokowaniu oszczędności na rynku kapitałowym. Można o nim powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest bezpieczny ;-). Właśnie ujrzał światło dzienne raport Najwyższej Izby Kontroli na temat firm foreksowych i ich klientów. Z raportu wynika, że umowy na takie usługi z brokerami ma w Polsce ponad 130.000 osób, z czego aktywnie gra na foreksie ponad 30.000. Inspektorzy NIK policzyli, że w latach 2012-2016 r. łączne straty klientów krajowych brokerów wyniosły ponad 2,1 mld zł. Moc :-). Chociaż trzeba powiedzieć, że z krótkoterminowych striptizów foreksowych maklerów aż taki obraz nędzy i rozpaczy nie wynika.

SUBIEKTYWNOŚĆ RZĄDZI W KONSUMENCKOŚCI. Dobrzy ludzie sprawdzili którzy dziennikarze najczęściej poruszają tematy konsumenckie i stają po stronie uciśnionych. Wiedziałem, że w klasyfikacji Robin Hoodów i Janosików subiektywność miała zawsze wiele do powiedzenia, ale nie wiedziałem, że aż tak ;-).

C69g9hPWoAAOfj4

Forex jest jak zaraza. Klientów pozyskuje się metodą "na Philipiaka", czyli dzwoniąc po Bogu ducha winnych ludziach i naganiając. Do mnie z uporem lepszej sprawy wydzwaniał niedawno konsultanto-kitowciskacz z Globtrex. Jest to duża firma, której reklamy zalewają internet i która ma na pokładzie m.in. głównego analityka Sławomira Dębowskiego. Jeśli zadzwonią do Was i będą pytali czy znacie analizy Sławomira Dębowskiego, to na wszelki wypadek odpowiadajcie, że znacie, bo inaczej zafundujecie sobie pięć minut rozmowy reedukacyjnej. Są bardzo wrażliwi na punkcie znajomości dzieł pana Sławomira ;-)). Firma chce być postrzegana jako uczciwa, etyczna i troszcząca się o interesy klientów. Na stronie internetowej - choć w niespecjalnie eksponowanym miejscu - znajdują się wszystkie konieczne ostrzeżenia o ryzyku związanym z inwestowaniem. Sęk w tym, że duża część klientów jest do usług tej firmy nakłaniana przez telefon. A to, co wyprawiają jej telemarketerzy, woła o pomstę do nieba.

Czytaj też: Po drugiej stronie biurka, czyli szczera spowiedź bankowego naganiacza

Czytaj też: Jak twardziel z twardzielem czyli bankier kontra Samcik. Było ostro

Dzwonili do mnie z Globtreksu kilka razy. Za każdym razem były to długie i bolesne rozmowy z dobrze wyszkolonymi, wyszczekanymi, momentami wręcz bezczelnymi konsultantami, którzy nie dają sobie przerywać, nie znają granic w aroganckim przekonywaniu, że białe jest czarne i jak trzeba to powiedzą klientowi co myślą o jego małym mózgu. Przedstawiają się jako pracownicy "firmy inwestycyjnej" (słowo forex rzecz jasna nie pada) i oczywiście mają do zaoferowania "korzystną, pewną, bardzo dobrą inwestycję" w akcje jakiejś amerykańskiej spółki, którą każdy zna i podziwia. Oczywiście tak naprawdę nie chodzi o akcje, lecz o kontrakty terminowe, ale tego z rozmowy z konsultantem się nie dowiecie. Jak również nie dowiecie się, że chcą Was zapisać do ultraryzykownej inwestycji z dźwignią finansową sięgającą 100-krotności zainwestowanego kapitału. To ma być "korzystna, pewna, bardzo dobra inwestycja".

globtrexscreen1

Jasne: nawet taka inwestycja nie jest rosyjską ruletką. Można wbudować w taką inwestycję tzw. stop-loss, czyli jej automatyczne zamknięcie zanim straty staną się horrendalne. Ale nie zmienia to faktu, iż tego typu lokowanie kapitału nie jest dla każdego. O tym też niestety nie pogadacie przez telefon z konsultantem, bo to nie szkółka niedzielna tylko prawdziwa szkoła życia dla twardych mężczyzn. Żeby nie było, że się czepiam: sam inwestuję malutką porcję swoich oszczędności na rynku instrumentów pochodnych. Np. obstawiam wzrost kursu dolara i już przy 2-groszowym jego umocnieniu zarabiam 100 zł z zainwestowanego 1000 zł. Albo obstawiam spadek ceny ropy naftowej i po półdolarowym zsunięciu się ceny na amerykańskiej giełdzie jestem 10% do przodu.

Kilkakrotnie wdałem się z takim gadułą globtreksowym w rozmowę. Podczas ostatniej albo przedostatniej (już dobrze nie pamiętam) usłyszałem bajeczkę o tym jak wielkim pewniakiem na najbliższych kilka tygodni jest Tesla. Bo - uwaga - właśnie wprowadza nowy model samochodu elektrycznego (jakby tego typu newsy nie były już od dawna wliczone w ceny akcji :-)). I dlatego, że bank inwestycyjny właśnie teraz zaleca kupowanie jej akcji. I dlatego, że klienci, którzy wcześniej weszli w ten rodzaj inwestycji, średnio zarobili 14% w kilka tygodni. Lubię się droczyć, więc... Jak on do mnie, że ostatnio Tesla poszła tyle a tyle w górę, to ja do niego, że przedostatnio poszła o tyle i tyle w dół. Jak on do mnie, że w przeszłości na dwutygodniowych inwestycjach jego klienci zarabiali tyle-a-tyle, a ja go pytam jak to możliwe, że wciąż pracuje na infolinii zamiast wygrzewać się w swojej rezydencji na Florydzie, skoro tak zarabia.

A na koniec obowiązkowo pytam o wskaźnik C/Z spółki, którą mi oferuje. On oczywiście nie wie co to jest C/Z, więc ładnie go proszę, żeby oddzwonił jak już się dowie, znawca inwestowania od siedmiu boleści. Zdarzyło się, że nie miałem czasu na pieszczoty, więc od razu powiedziałem, że nie jestem zainteresowany i że dziękuję bardzo. Gość zapytał za co mu dziękuję, a potem rzucił mięsem, zaś w końcu i słuchawką. Nie mam pretensji, rozumiem, że mógł być rozczarowany, że tym razem nie będzie mógł się wykazać swoją elokwentną nawijką, której nauczył się tak perfekcyjnie na szkoleniach z kitowciskania. I zarobić przy okazji trochę grosza z prowizji za kolejnego złowionego jelenia. Co oczywiście nie znaczy, że ów jeleń nie ma czuć, że jego poroże jest w pełni bezpieczne ;-)).

globtrex2screen

Niestety, wiem że mnóstwo niezbyt zorientowanych w inwestowaniu osób daje się nabierać na te gadki-szmatki o pewnych jak w banku zyskach z dwutygodniowych inwestycji w znane spółki, które właśnie coś-tam ogłosiły. Być może część z tych osób przypadkiem wychodzi na tym nie najgorzej, bo przecież na amerykańskiej giełdzie jest hossa. Ale - powtarzam - sposób, w jaki telefoniczni konsultanci oferują inwestycje w instrumenty pochodne oparte na cenach akcji woła o pomstę do nieba. Nie ma ani słowa o ryzyku, tylko agresywne wciskanie kitu o zysku bez ryzyka. To jest mniej więcej ta sama kategoria "przestępstwa", co sprzedawanie polis inwestycyjnych jako lokat bankowych. Ta akurat firma jest zarejestrowana na Cyprze i działa w Polsce na mocy tzw. europejskiego paszportu. UOKiK udaje, że jej nie widzi, a KNF jej nie nadzoruje. Zabawa potrwa tak długo, aż ludzie znów będą mieli za złe państwu, że nie zareagowało.

Firm foreksowych jest wiele, niektóre z nich są zarejestrowane w Polsce i często działają etycznie (choć trudno mówić o etycznym namawianiu szarego Polaka-konsumenta do kupowania akcji, gdy on przeważnie nie wie nawet co to jest fundusz inwestycyjny). Miałem ostatnio pogawędkę z konsultantem telefonicznym TMS Brokers. Nie było naganiania, tylko konkretna informacja, choć może akurat miałem szczęście, że trafiłem na konsultanta od wyjaśniania wątpliwości nowym klientom, a nie kitowciskacza polującego na nowych klientów. Nieważne. Najgorsze jest to, że niektóre firmy foreksowe robią z polskimi klientami co chcą. Czują się bezkarne w tym swoim agresywnym missellingu. A państwo jak zwykle działa teoretycznie. Pozdrowienia dla "muzealników" z komisji sejmowej od rozkminiania afery Amber Gold. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 23 marca 2017 07:53

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 09:10:31:

    Pytanie dlaczego taka działalność nie jest nielegalna? Przecież to oszustwo czystej wody.

    Tylko że ja duzi mogą bezkarnie (banki - polisolokaty, kredyty frankowe, fundusze inwestycyjne w nieruchomości z których wyparowuje ponad 99% włożonego kapitału) to mniejsi też chcą. Ukarano za takie numery w Polsce jakiś bank przez odstatnie 30 lat? Ci którzy otrą się tam o pracę myślą zaraz "a dlaczego ja tak nie mogę oskubać klientów skoro to bezkarne?". I zakładają kolejne spółeczki, najlepiej rejstrowane na Cyprze, coby polski kiepski urzędnik UOK, US, KNF czy innej instytucji żyjącej z naszych podatków nie umiał sprawdzić kto zacz. I okradają obywateli tego kraju,

    I mamy - łączne straty obywateli polskich, w większości naciągniętych przez takich cwaniaków na forex, przez 4 lata to 2 mld zł. W polisolokaty wpuszczono ludzi na 50 mld. Koszty odfrankowania banki szacują na 67 mld zł (licząc to jako swoje potencjalne straty, zapominając że dziś są to straty polskich obywateli). I tak miliard do miliarda, i będzie 100, 200 mld wyprowadzonych z kraju.

    W latach 2014-2020 UE przeznaczyła dla naszego kraju 82,5 mld euro.
    A z drugiej strony podobna kwota zniknie z tego kraju wyciągnięta przez różne "instytucje finansowe" w numerach na CFH, na forex, na polisolokatę, na fundusz nieruchomości (np. BPH zajumał 332 mln zł gdy klietom wyparowało 99,33 zł z powierzonych funduszomi BPH 100 zł), na AmberGold...

    Bo jak duzi są bezkarni, to mniejsi też chcą. A łatwiej okraść na "instytucję finansową", "korzystna inwestycję", "pewny kredyt", "bezpieczną lokatę" niż po prostu włamując się do domu czy rabując na ulicy. I jest to zupełnie bezpieczne dla tego co na taki numer naciąga.

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 10:19:09:

    Strzeżcie się łowców frajerów.
    Ja rozumiem, że p. Samcik może dla rozrywki z nimi gadać i wpuszczać w maliny.
    Ale 80% osób zostanie wpuszczone, bo łowcy mają w tym doświadczenie.
    Proponuję więc nie odbierać telefonów.
    Jak?
    swiatowid.blox.pl/2017/02/Jak-bronic-sie-przed-telefonicznymi-naciagaczami.html

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 10:22:39:

    I jeszcze jedno. na foreksie tracimy, wg badań, nawet na krajowych brokerach, którzy funkcjonują w granicach prawa. Wiec p. Redaktorze, dalej Pan nie wie dlaczego.
    Niech wszystkim da to do myslenia, czym jest forex.

  • kot_na_plocie napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 10:25:56:

    Do mnie też dzwonią co jakiś czas. Co ciekawe znają imię i nazwisko. Na pytanie skąd mają moje dane i nr telefonu wciskają kit, że współpracują z wieloma bankami, że kożystają z ogólnodostępnej bazy przedsiębiorców (nigdy nie prowadziłam działalności gospodarczej) albo jakieś inne bzdury. Prośba o usunięcie danych i nie dzwonienie zbywana jest milczeniem albo dalszą bajką o tym jaką to oni mają wspaniałą ofertę. Zazwyczaj informuje krótko naganiacza, że przez telefon o inwestycjach nie rozmawiam. Wtedy zapraszają na osobiste spotkanie do Warszawy, serca polskich finansów. Generalnie trudno ich nawet zgłosić gdzieś z tytułu uporczywego wydzwaniania. Średnio dzwonią raz na 3-4 tygodnie i zawsze z innego numeru komórkowego. Nazwę firmy wypluwają z siebie tak szybko, że raz człowiek słyszy Globrex innym razem Globe trade a jeszcze innym razem w ogóle nie mówią skąd dzwonią. Trzeba by nagrywać wszystkie rozmowy telefoniczne by zebrać odpowiednią ilość i jakość materiału dowodowego by ktokolwiek chciał się tym zająć.
    Z racji, że co rusz dzwonią z innego numeru nawet blokada numerów nie pomaga.

  • kot_na_plocie napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 10:27:31:

    Oj... ale ortografa strzeliłam... "korzystają" ma się rozumieć.

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 12:44:16:

    Przestępcy przenieśli się tam gdzie bezpiecznie. Karuzele VAT-owe, pośrednicy inwestycyjni namawiający na forex za swoim pośrednictwem (przelej nam swoje pieniądze a je "pomnożymy" - zapominają że pomnożą je dla siebie, a klient niespodziewanie traci). No i do banków, bo tam w "majestacie prawa" można wymyślać różne sposoby na oskubanie klienta, albo na namówienie go bez żadnej odpowiedzialności na niekorzystne rozporządzenie mieniem. Potem próba dochodzenia sprawiedliwości utyka w sądach na dekady. Zwyczajowym sposobem na wykręcenie się od odpowiedzialności za skłonienie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem jest tłumaczenie że klient podpisał, powiedział tak, czy po prostu "widziały gały co brały".

    I faktycznie setki miliardów już z tego tytułu odpłynęły z kraju, tucząc kogoś za granicą.

  • pajacyk_123 napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 15:49:19:

    Ehh, też do mnie sku****y wydzwaniali. Powrzucałem chyba z 60 numerów z podobnego zakresu (różniły się 2-3 ostatnimi cyframi) do listy ignorowanych i na ten moment jest spokój.
    Żeby byli tylko namolni, nadal by mnie to nękanie telefonami irytowało ale przynajmniej bym rozumiaL (na zasadzie taką mają pracę, więc dzwonią. Natomiast sytuacja, gdy ja chcę kulturalnie zakończyć rozmowę a z drugiej strony szłyszę a spierdalaj potrafi człowiekowi popsuć humor na cały dzień, niezależnie jak grubą ma skórę.

    Tak z ciekawości - jak wygląda finalizacja takiego polowania na jelenia? Jakaś umowa przychodzi kurierem? Czy dostajemy tylko maila z numerem naszego subkonta, wpłacamy kasę i tyle, kasa pracuje a naganiacz wiesza sobie nasze poroże nad kominkiem?

  • darek638 napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/23 23:43:26:

    Szanowny Panie Maćku.
    Zdarzało mi się przed laty coś tam napisać na
    Pańskim Blogu. Nie potrafię znaleźć tych wpisów.
    Czy jest możliwość filtracji. Zauważyłem, że jak znajdę czyjś
    wpis to wystarczy wtedy kliknąć na nick i wyświetla się
    cała historia wpisów. Problem, żeby znaleźć ten mój jeden
    wpis.
    Pozdrawiam.

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/24 08:06:57:

    Często tu pada słowo forex a przecież wpis dotyczy spekulantów ze stosunkowo niskim kapitałem, którzy nie mogą inwestować na żywym forexie, więc grają przeciwko własnym brokerom którzy tylko symulują rynek walutowy i tak poestaje 2 mld zł strat bo ten symulowany rynek nie jest zamknięty, zyskują brokerzy a nie gracze.

  • kristoff26 napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/24 09:01:58:

    Temat dla mnie jak najbardziej na czasie.
    Akurat ostatnio wydzwaniali do mnie z Globtrexa. No i muszę przyznać że tak irytujących naciągaczy dawno nie miałem. Wcześniej przeczytałem reportaż pod tytułem "Łowcy frajerów" i mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać. Ale i tak było ciężko. Wyjątkowy namolny typ, który usiłował gadać ze mną jakbyśmy byli starymi kumplami. Nie dał mi nawet za bardzo dojść do głosu tylko nawijał w kółko coś o interesie życia i inwestowaniu bez żadnego ryzyka. Oczywiście w tle hałasy imitujące giełdę z amerykańskich filmów. Chyba pierwszy raz w życiu po prostu się rozłączyłem bo do typa nic nie docierało. Na każde moje słowo miał wyćwiczoną odpowiedź.
    Jak dla mnie tego typu działalność powinna być prawnie zabroniona. Przecież to zwykłe złodziejstwo, a pasożyty, które tam pracują nie mają żadnego kręgosłupa moralnego. Dla prowizji są w stanie zrobić wszystko, często pakując nieświadomych ludzi w poważne tarapaty finansowe.

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/24 22:03:22:

    kristoff26,
    trzymaj się dzielnie chłopie i spróbuj aplikacji "Odebrać telefon?" , może pomoże.
    I wyobraź sobie moją irytację, gdy widzę tych idiotów codziennie, w biurze obok, i znam te gongi, i klaskanie, i hałas.
    Codziennie.
    I jestem bezradny mimo całej wiedzy o łowcach.
    Codziennie.
    Codziennie.

    Ludzie, brońcie się i swoich znajomych, krewnych.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line