Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 07 kwietnia 2017

Nie do wiary! Bank udzielił mu kredytu "na gębę"! I windykował Bogu ducha winną kobietę!

ZAPROSZENIE: Uruchomiłem nowy serwis www.subiektywnieofinansach.pl, w którym znajdziecie jeszcze więcej felietonów, prześwietleń, porównań i porad dotyczących Waszych portfeli. Znajdziecie tam też zaproszenie na czat, podczas którego będziecie mogli zadać mi pytania na żywo. Zapraszam do nowej odsłony subiektywności!

W bankach powinien panować ład i porządek, gdyż są tam nasze pieniądze. To oczywista oczywistość i nikt nawet nie chce myśleć, że w którymś banku mogą pod tym względem występować jakieś niedociągnięcia. Np. takie, że przychodzi facet do banku i bierze kredyt na swoją żonę, z którą właśnie się rozwodzi. Po to w banku są procedury, weryfikacja tożsamości, przepisy i konieczność osobistego podpisania umowy przez klienta, żeby takie rzeczy nie mogły się wydarzyć. A jednak się wydarzyły. Moja czytelniczka przez kilka lat walczyła o to, by windykatorzy i komornicy przestali ścigać ją za długi zaciągnięte bez jej zgody i wiedzy. Myślicie, że bank jej pomógł w tej walce? W najlepszym razie można powiedzieć, że zachowywał chłodną obojętność. Cokolwiek zmieniło się dopiero po tym, gdy do akcji wkroczyła subiektywność. Przypadek? Nie sądzę.

Ta historia burzy krew w żyłach, więc sugeruję, by zapoznawać się z nią trzymając się mocno poręczy fotela. Pani Martyna, posiadaczka konta w jednym z bardzo dużych polskich banków, na początku 2011 r. stała się też posiadaczką kredytu o wartości 43.500 zł. Stała się nią zaocznie i wbrew włanej woli. Do oddziału banku udał się w jej zastępstwie ukochany mąż. Złożył wniosek o wspólny kredyt, podał wszystkie potrzebne dane osobowe (swoje i żony), przyniósł swoje zaświadczenie o dochodach i umówił się na podpisanie umowy. Na tę "uroczystość" przyszedł sam, mówiąc pracownicy banku, że żona właśnie miała wypadek i że jest w szpitalu. Zadeklarował, że zawiezie jej umowę do podpisu i już za godzinkę jest z powrotem. Ba, połączył się nawet telefonicznie z jakąś kobietą, która porozmawiała z pracownicą banku i potwierdziła, że okoliczności są wyjątkowe i byłoby dobrze, gdyby bank poszedł jej na rękę.

Jak się pewnie domyślacie, ani żona nie była w szpitalu, ani nikt do niej nie dzwonił. Szanowny mąż potrzebował wkręcić pracownika banku, by na chwilę wydano mu umowę i by mógł podpisać się na niej (oraz na oświadczaniu o egzekucji) zamiast żony. A więc po prostu sfałszować jej podpis. Poszło mu o tyle łatwo, że był wówczas pracownikiem Ministerstwa Finansów, a więc uchodził w oczach pracownicy banku za niezwykle wiarygodną osobę. Ówczesna małżonka dowiedziała się o tym, że jest stroną jakiejś umowy kredytowej dopiero po półtora roku, gdy było już po rozwodzie. Dowiedziała się od komornika, który przysłał jej ostateczne wezwanie do zapłaty. Były mąż oczywiście kredytu nie spłacał. Wyjachał z kraju, a bank oczywiście nie miał czasu, by zająć się szukaniem wiatru w polu, tylko zabrał się za egzekucję długu z współkredytobiorcy.

"Natychmiast udałam się do banku wskazanego w piśmie i opowiedziałam o zaistniałej sytuacji. Odesłano mnie do oddziału w którym została podpisana umowa. Tam już czekała na mnie dyrektorka banku i menager ds. klienta. Pokazałam pismo od komornika. Wyjaśniłam, że nigdy nie zaciągałam kredytu i nigdy wcześniej nie byłam w tym banku. Pani dyrektor oznajmiła mi, że wie, iż w banku nie byłam, bo nie mogłam w nim być, ponieważ mój mąż powiedział, że leżałam w szpitalu. Poprosiłam o wgląd do umowy"

- opowiada mi pani Martyna. Wgląd uzyskała, ale tylko jeszcze bardziej się zdenerwowała. Dokumentacja kredytowa była niekompletna, zawierała wiele braków w miejscach, gdzie powinny być podpisy żony i pracownika banku. Natomiast tam, gdzie podpisy żony były, oczywiście miały się nijak do rzeczywistych wzorów podpisów, które nieszczęsna kobieta złożyłą w banku przy okazji zakładania tam konta. No, ale skoro praocwnik banku wydaje współkredytobiorcy umowę celem jej zdalnego podpisania przez drugiego współkredytobiorcę, to tym bardziej nie będzie się zajmował spradzaniem podobieństwa tego podpisu do orginału. Jak zaufanie to zaufanie ;-).

"Prosiłam, by dyrektorka oddziału wstrzymała przeciwko mnie egzekucję komorniczą. Powiedziała, że niestety nie może tego zrobić i że mi współczuje. Na policji złożyłam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Wszczęto dochodzenie pod kątem podrobienia mojego podpisu na umowie kredytowej. Policja wezwała bank do wydania oryginału umowy i wszelkiej dokumentacji związanej z kredytem. Bank początkowo zasłaniał się tajemnicą bankową. Powołano grafologa"

- opowiada pani Martyna. Ekspertyza z lutego 2015 r. potwierdziła, że podpisy na umowie nie należą do mojej czytelniczki. I że jest duże prawdopodobieństwo, że zostały sfałszowane przez byłego męża, chociaż nie można sprawdzić tego jednoznacznie (brak wystarczającego materiału porównawczego). Sprawę umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. Pani Martyna twierdzi, że bankowcy w tej sprawie nie poddali się biernie biegowi wydarzeń, lecz nawet posuęli się do sfałszowania jednego z dokumentów. Zmieniono imię i nazwisko jednej z osób, która reprezentowała bank podczas zawarcia umowy. Pani Martyna na bieżąco robiła ksero z akt i twierdzi, że dysponuje w tej sprawie dowodami. Fakt: gdybym w taki sposób dał ciała przy podpisywaniu umowy kredytowej to też chciałbym z niej potem zniknąć ;-).

"Po umorzeniu sprawy dotyczącej sfałszowania podpisu złożyłam kolejne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Oskarżyłam bank i mojego byłego męża o to, że wspólnie zawarli umowę kredytową na moje dane, a długiem bezprawnie bank obciążył mnie i do dnia dzisiejszego uporczywie traktuje mnie jak dłużnika, nasyłając na mnie komornika. Komornik zajął mi nawet zwrot kosztów sądowych jakie zasądzono mi od męża za sprawę rozwodową. Sama wychowuję dziecko, nie mogę normalnie funkcjonować i pracować, bo jestem dłużnikiem banku. Nie wiem co powinnam zrobić, bo nie ufam już nikomu. Proszę o jakąkolwiek poradę, Z góry bardzo dziękuję"

- napisała pani Martyna. Szlag mnie trafił, więc natychmiast pobiegłem do banku i zadałem tylko dwa proste pytania: 1. Jak to możliwe, że bank wydaje klientowi umowę kredytową i pozwala na jej zdalne podpisanie przez współmałżonka (nie mając możliwości sprawdzenia autentyczności podpisu). 2. Dlaczego bank nadal windykuje klientkę, skoro wiadomo, że jest ofiarą wyłudzenia? Bank oczywiście zasłonił się tajemnicą bankową i odesłał mnie z kwitkiem. Natychmiast uruchomiłem więc prywatne znajomości - mam takie "kontakty operacyjne" w większości banków, których używam w sytuacjach szczególnie trudnych i gardłowych (to jest powód, dla którego nie podaję na razie nazwy banku - nie chcę kłopotów dla dobrego człowieka, który sprawę ekspresowo odkręcił). Tydzień temu dostałem informację, że bank definitywnie zakończył postępowanie windykacyjne wobec pani Martyny (podobno było od 2013 r. zawieszone, ha, ha!) i wysłał do BIK prośbę o usunięcie informacji o jej długu. Nie rozumiem dlaczego nie zostało to zrobione w 2015 r., gdy sąd stwierdził fałszerstwo podpisu. Albo jeszcze wcześniej, gdy okazało się, że pracownicy banku dali się oszukać jak dzieci.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 07 kwietnia 2017 08:48

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dzoelo napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/07 09:48:46:

    Panie Macieju, bardzo dobry pomysł. Nawet, gdyby na bloxie miały pojawiać się tylko zajawki (bez publikowania pełnego wpisu), to wg mnie to wystarczy. Wchodzę na bloxa, czytam wstęp, jeśli temat mnie interesuje, to klikam w link i przechodzę dalej do nowego serwisu.
    Nie wiem jak innym, ale mnie to odpowiada :)

  • pajacyk_123 napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/07 11:56:44:

    Mnie tam zasadniczo wsio ryba, czy tu czy na nowej stronie, problem jest tylko jeden - częśc komentarzy pojawi się na blox, cześć na subiektynie*.pl, trochę takie niepotrzebne rozdrobnienie. Osobiście optowałbym, żeby na stary adres trafiała tylko zajawka a'la rss z linkiem do właściwego wpisu na nowej stronie.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/07 15:56:01:

    Bankowi wszystko jedno kto spłaca kredyt, ważne żeby się słupki w Excelu zgadzały... Ale że nie wniesiono o zawieszenie windykacji komorniczej ja zabezpieczenie roszczeń powódki, to się dziwię. A może wniesiono, tylko komornik i tak robił swoje

  • centurion napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/10 01:37:49:

    Co do wpisu, to podejrzewam, że chodzi o PKO BP (bo tam pewnie Ministerstwo Finansów robi największe wrażenie, a i procedury pewnie są mniej przestrzegane).

    Co do nowej strony, to ja jestem mocno przeciw: jest straszliwie przeładowana (filmik w tle na górze strony to już przegięcie!), zamula przeglądarkę, a na komórce w ogóle nie za bardzo chce się uruchomić i strasznie się rozjeżdża! Dublowanie wpisów w dwóch miejscach spowoduje, że komentarzy będzie jeszcze mniej (ostatnio ich liczba mocno spadła) i że trudniej będzie śledzić nowe aktywności, ale rozumiem, że to wstęp do wprowadzenia reklam i stąd osobny adres internetowy...

    Przy okazji apeluję o przeglądanie wpisów pod kątem literówek, bo jest ich coraz więcej (a przecież każdy edytor/przeglądarka podkreśli je jako błąd!). Np. w tym wpisie mamy: włanej woli, Wyjachał z kraju, ale w pozostałych wpisach jest tego znacznie więcej!

    Zatem apel: felietony na bloga a na nową stronę, te wszystkie wideo porady, facebooki itp.!

  • jakas-nazwa napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/10 18:29:32:

    Dobrze się ogólnie czyta, ale przynajmniej literówki w pierwszym lepszym programie można by wyłapać przed publikacją...

  • darmowachwilowka napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/10 18:42:36:

    W głowie się nie mieści. Powinny być jakieś zabezpieczenia na dowodzie osobistym, jakiś PIN.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line