Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 10 sierpnia 2017

Spóźniłeś się na lot, a oni... anulowali twój bilet powrotny. To jakiś żart? Niestety, nie

Spóźnienie na samolot na wakacje? Czarny sen, ale może nie jest taki nierealny. Wystarczy, że po drodze zdarzył się wypadek, utknęliśmy w korku, albo nasz samochód lub pociąg się zepsuł i… konsekwencje mogą być nieprzewidywalne. Zwłaszcza wtedy, gdy kupiliśmy lot łączony – z przesiadką lub powrotny (czyli w obie strony). Jednemu z moich czytelników wydarzył się taki właśnie pech. Spóźnił się na samolot na wakacje i okazało się, że jego kłopoty są większe, niż mógłby sobie wyobrazić.

„Parę dni temu po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się spóźnić na lot, którym miałem dotrzeć na wakacje (lot w dwie strony z punktu A do B i z powrotem). Niezrażony porażką szybko wykupiłem bilet na najbliższy lot do B. Po udanych wakacjach, kiedy nadszedł czas powrotu do domu, zorientowałem się, że… check-in na mój lot powrotny nie jest możliwy. Podczas rozmowy z przedstawicielem linii lotniczej dowiedziałem się, że niestawienie się na pierwszy z lotów automatycznie anulowało całą moją rezerwację”

– zeznaje mój czytelnik, który o wszystkim dowiedział się zaledwie na kilka godzin przed planowanym powrotem z wakacji, gdy planował przez internet zarejestrować się do samolotu (i wydrukować kartę pokładową). Pechowiec zdziwił się, że nie dostał nawet jednego krzywego SMS-a od linii lotniczej po tym, jak spóźnił się na pierwszy lot. Pouczono go jedynie, że postępowanie w takiej sytuacji dyktuje regulamin.

„Byłem więc zmuszony zakupić lot powrotny (również w jedną stronę, z punktu B do A), który zabrał mnie do domu. Jako, że wykupiłem najtańszą opcję biletową, refundacja za loty, których nie odbyłem, nie była możliwa. Nasuwa mi się pewna analogia: załóżmy, że zamówiłem w restauracji aperitif i danie główne. Po złożeniu zamówienia przypomniałem sobie, że muszę niedługo prowadzić samochód, a więc nie wypiłem trunku. Postępując tak, jak linia lotnicza, restauracja powinna odmówić mi podania dania głównego, które czeka przygotowane w kuchni”

– analizuje czytelnik. Czy ma rację? Czy tego rodzaju regulacje to zwykłe wyciąganie pieniędzy od ludzi przez linie lotnicze? Czy są legalne? Co można zrobić, gdy TO się stanie? Zapraszam do pełnej wersji tej opowieści na stronie www.subiektywnieofinansach.pl. Link do tekstu jest tutaj

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 10 sierpnia 2017 09:26

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • waldyss napisał(a) komentarz datowany na 2017/08/10 15:56:03:

    nie miałam pojęcia

  • pelkaliar napisał(a) komentarz datowany na 2017/08/14 19:15:32:

    hmm ciekawie

  • oksarac napisał(a) komentarz datowany na 2017/08/15 17:28:10:

    aha no to fajnie

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line