Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • poniedziałek, 28 lutego 2011
    • Spiera się z bankiem, a ten wpisał ją do BIK. Wilczy bilet na długie lata?

      Odkąd wymyślono Biuro Informacji Kredytowej (BIK), w którym banki umieszczają wszystkie dane o naszych kredytach - tych spłaconych w terminie i tych spóźnionych - powiedzenie, że w przyrodzie nic nie ginie, zyskało nową jakość. Bank może Ci wyciągnąć pół nie spłaconej raty nawet po kilku latach. I potraktować to jako pretekst do nie udzielenia nowego kredytu. I za to nie lubię zbytnio BIK-u. Pewnie gdybym zarządzał portfelem kredytowym w banku, to bym miał inne zdanie na ten temat - w końcu priorytetem jest ochrona pieniędzy deponentów, a to zależy od poziomu spłacalności udzielanych przez bank kredytów. BIK pomaga więc chronić oszczędności przed złymi ludźmi, którzy nie spłacają kredytów.

      Kłopot z BIK-iem jest taki, że nie podlega - jak biura informacji gospodarczej, zwane przysłowiowo „czarnymi listami” - rygorom specjalnej ustawy, która zobowiązuje je do wykreślenia z bazy klienta, który spłacił dług. Zarówno Infomonitor, jak i Krajowy Rejestr Długów oraz baza ERIF, mają dokładnie powiedziane w ustawie kiedy muszą zdjąć informacje o dłużniku z listy. BIK żadnych informacji nie zdejmuje, a rysy w życiorysie zostają na długo. Rysy zarówno zasłużone, jak i te, które banki rysują nam niezasłużenie lub wręcz niezgodnie z prawem.

      Czytaj też: Bank pomoże Ci zajrzeć do BIK-u

      Napisała do mnie pani Joanna. „Szukam kogoś, kto wesprze mnie w walce z Bankiem AIG. W 2007 r., na podstawie  nakazu komorniczego, spłaciłam zadłużenie wobec banku. Sprawę uważałam za zamkniętą. W ubiegłym roku starałam się o kredyt gotówkowy i go dostałam. W tym roku zaczęłam rozglądać się za kredytem mieszkaniowym i tu szok. Okazało się, ze jestem notowana w BIK jako nierzetelny klient z zaległą kwotą ok. 2000 zł. Zgłosił mnie właśnie AIG. Napisałam do nich, otrzymałam odpowiedź, że mam zadłużenie 57 zł i... 1700 zł odsetek za trzy lata.  Wcześniej nikt do mnie nie pisał i nie wzywał do zapłaty” - pisze pani Joanna.

      Sprawa wygląda na dość zagadkową. Pani Joanna wynajęła prawnika, który przejrzał dokumenty i zakwestionował roszczenie banku. Już pomijam fakt, że przez trzy lata bank pieczołowicie skrywał kilkudziesięciozłotową zaległość, by naliczać odsetki i odsetki od odsetek. Nie ma to wiele wspólnego z etyką działania instytucji finansowej. Gorzej, że wcale nie jest pewne, czy te 57 zł pierwotnego długu bank w ogóle miał prawo naliczyć. Spór z bankiem pewnie pani Joanna będzie toczyć jeszcze długo, ale AIG wpisał ją do BIK jako nierzetelną klientkę, co może być wilczym biletem dla innych banków.  I właśnie o wykreślenie informacji o zaległości, umieszczonej w BIK, klientka walczy w pierwszej kolejności.

      Czytaj też: Banki często o ciebie pytały? To może obniżyć Twoje notowania!

      Pani Joanna wynajęła prawnika, który przejrzał papiery i napisał tak: „Z załączonych przez Panią dokumentów wynika jednoznacznie, iż w 2007 r. zapłaciła Pani całą należność dochodzoną wówczas przez bank. Bank powinien wykazać Pani skąd wzięło się to zadłużenie, dlaczego wcześniej nie egzekwował tych należności i zachowywał bierność przez trzy lata. Przydałoby się również przedstawienie bankowi stosownych dokumentów od komornika, które poświadczają, iż całe roszczenia banku zostało zaspokojone.

      Jeśli chodzi o usunięcie Pani danych z Biura Informacji Kredytowej (BIK), to sprawa wygląda następująco. Sam BIK nie może zmieniać posiadanych informacji samodzielnie. Bank, który korzysta z usług BIK zobowiązany jest wobec niego do przesyłania informacji kompletnych, prawdziwych i dokładnych - a zatem także do zgłoszenia, że dany klient spłacił terminowo swoje zobowiązania kredytowe i nie ma wobec banku żadnych zaległości. Jednocześnie wszelkie zastrzeżenia odnośnie treści danych osobowych klient banku powinien kierować do banku będącego właścicielem tych danych - czyli w tym przypadku banku, który udzielił kredytu.

      Osoba, której nazwisko niesłusznie widnieje w BIK, może zwrócić się do instytucji, która takiego wpisu dokonała, o złożenie odpowiedniego wniosku, na podstawie którego będzie można dokonać wykreślenia. Taka możliwość istnieje, o ile w ocenie banku zaistnieje do tego podstawa prawna lub faktyczna, dane są niepoprawne lub nieaktualne. Następuje to wówczas na pisemny wniosek banku, które konkretne dane przekazał.

      Ponadto zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych każdej osobie, której dane umieszczone w zbiorach danych przysługuje prawo do żądania uzupełnienia, uaktualnienia, sprostowania danych osobowych, czasowego lub stałego wstrzymania ich przetwarzania lub ich usunięcia, jeżeli są one niekompletne, nieaktualne, nieprawdziwe lub zostały zebrane z naruszeniem ustawy albo są już zbędne do realizacji celu, dla którego zostały zebrane.

      W przypadku wystosowania takiego żądania do BIK-u - to zgodnie z umową między BIK-iem a danym bankiem - bank zobowiązany jest do niezwłocznego podjęcia niezbędnych działań, aby sprawdzić zasadność żądania klienta. W przypadku stwierdzenia przez bank, że żądanie klienta jest uzasadnione, bank niezwłocznie podejmie wszystkie działania, aby wyjaśnić przyczyny przekazania niepoprawnych danych, wycofa dane z bazy lub w zależności od oceny możliwych skutków dla innych banków prześle do bazy poprawne dane”.

      Czytaj też: Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Sprawdź czy bank...

      Krótko mówiąc: pani Joanna jest trochę na łasce banku AIG, od którego widzimisię zależy wykreślenie niekorzystnych dla klientki danych z BIK. Czy powinno tak być? To mniej więcej tak, jakbym ja - dziennikarz ekonomiczny - wszedł w spór sądowy z jakąś instytucją finansową i ta instytucja zażądałaby od sądu, np. w ramach zabezpieczenia powództwa, zakazu jakichkolwiek publikacji o finansach do czasu wyjaśnienia sprawy. Nota bene kiedyś się takie roszczenie wobec mnie zdarzyło, na szczęście sąd nie dał się na ten chwyt nabrać. A co będzie jak AIG nie będzie chciał uznać argumentów klientki i sprawa trafi do sądu? Przez ten czas pani Joanna nie będzie mogła zaciągnąć kredytu hipotecznego?

      Gdyby to były USA, to po ewentualnym, pomyślnym zakończeniu takiej sprawy, pani Joanna mogłaby zażądać od banku kilku milionów dolarów odszkodowania. Niestety, żyjemy w Polsce i bank raczej nie musi się bać, że w przypadku niesłusznego wpisania długów klienta do BIK, będzie  musiał płacić mu wysokie odszkodowania.

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (39) Pokaż komentarze do wpisu „Spiera się z bankiem, a ten wpisał ją do BIK. Wilczy bilet na długie lata?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 lutego 2011 07:01
  • niedziela, 27 lutego 2011
    • Najdroższa pizza świata i rura przepchana z klasą, czyli blaski i cenie konsjerża

      Obchodziłem ostatnio mały jubileusz. Ów jubileusz to okrągłe dwa lata testowania usług concierge i assistance, oferowanych przez różne banki. Niezbyt intensywnego testowania, ale jednak uważam, że osiągnąłem zdecydowanie ponadprzeciętny stan wiedzy na temat tego typu usług. Żaden konsjerż przeze mnie nie osiwiał, bo nie miałem nigdy życzeń na tyle wyuzdanych, by nie dało się ich spełnić, ale wiem już, że konsjerż oraz usługi assistance, dołączane do kont i kart są cholernie pożyteczną sprawą. Zdarzają się też bolesne wtopy, ale... na szczęście nieczęsto. Warto wtedy zachować pokerface :-)

      Oto więc mohe przygody z konsjerżami i asystentami bankowymi, przelane na internet (bo na papier przelałem je w poniedziałkowym wydaniu „Gazety Wyborczej”). Część z tych historii być może znacie, bo dzieliłem się nimi na bieżąco, w blogu. Najwięcej przygód dotyczy konsjerżów ze stajni Noble Banku. Ich usługa Noble Concierge na początku wydawała mi się picem na wodę i zbędnym gadżetem, ale z czasem uświadomiłem sobie, że parę razy chłopaki uratowali mi życie. Ale korzystałem też z usług konsjerży lub asystentów w Fortis Banku i w Xelionie. Przymierzam się też do przetestowania kilku innych instytucji finansowych. No, koniec nawijania, przejdźmy do rzeczy. Z cyklu „Rozmowy niedokończone”: Samcik i konsjerże.

      Kiedyś zapchała mi się w kuchni rura. Zapchała się tak solidnie, że trzeba było szukać fachowca. Gorączkowo zacząłem przeszukiwać w pamięci wszystkie słupy ogłoszeniowe na moim osiedlu - no bo gdzie znaleźć dobrego hydraulika, który sprawę zapchanej rury wziąłby na siebie natychmiast i bezzwłocznie? Byłbym tak przeczesywał komórki pamięci dłużej, gdybym nie przypomniał sobie, że kiedy podpisywałem aneks do umowy o prowadzenie konta z moim bankiem, konsultantka mówiła coś o tym, że podpina mi do konta usługę assistance.

      Nazwa mówiła mi mniej więcej tyle, ile skojarzyłem na podstawie dotychczasowych kontaktów z assistance samochodowym. Jeśli w ramach polisy mam assistance i na drodze zabraknie mi paliwa albo auto się zepsuje - dzwonię na infolinię i po godzinie pojawia się laweta, ściągając mnie z drogi do najbliższej stacji benzynowej, serwisu lub warsztatu. I nic za to nie płacę. Czyżby w banku było tak samo?

      Czytaj też: W Alior Banku konsjerże trafiają pod strzechy Serio!

      Wziąłem do ręki bankowe papiery i okazało się, że istotnie: jest tam podany numer, pod którym można uzyskać pomoc w każdej sprawie. Dzwonię, odpowiadam na kilka pytań w sprawie konta (nazwisko panieńskie matki i takie tam...), a potem wyłuszczam problem. Pani po drugiej stronie drutu telefonicznego (drutu przysłowiowego, bo dzwonię przez komórkę) obiecuje, że zorganizuje hydraulika. Wow! Po 10 minutach oddzwania i umawia wizytę. Nie zdążyłem jeszcze otrząsnąć się z szoku (do tej pory jak już dzwonili z banku to tylko po to, żeby naciągnąć mnie na szybki kredyt albo nową kartę), a już słyszę telefon do drzwi.

      Hydraulik. Właściwie dwóch. Ale nie takich zwykłych. Jeden w garniturze i pod krawatem. Ani chybi menedżer do spraw hydraulicznych. Drugi taki normalniejszy, choć też w ponadprzeciętnie czyściutkim, wyprasowanym uniformie. Nie takim jak ten, ale też ładnym. Menedżer dziarsko zabrał się do zarządzania teamem, a team rzucił się do rury. Ten od zarządzania teamem dodatkowo zajmował mnie intelektualną dysputą na tematy bieżące. Z rurą uporali się w pół godziny. Przed wyjściem posprzątali. Nie chcieli gotówki, ale zostawili numer konta i rachunek za zużyte materiały.

      Ja nadal w szoku, gdy za chwilę telefon. Dzwoni pani z banku i pyta, czy hydraulik był i czy jestem zadowolony z usługi. I gdybym kiedyś potrzebował, żeby ktoś mi zrobił zakupy, popilnował dziecka albo kupił bilet na samolot to oni są do mojej dyspozycji. Zacząłem się zastanawiać czy to nie są aby jakieś żarty. Mam zwykłe konto i zwykłą kartę. Może trochę wyższy osad, niż przeciętny klient, ale VIP-owskich rachunków od zawsze unikałem. Właściwie od czasu, gdy przed laty zauważyłem, że w PKO BP kolejka do mojego VIP-owskiego okienka jest dwa razy dłuższa, niż do zwykłego.

      Ta przygoda działa się ze dwa-trzy lata temu i było to moje pierwsze doświadczenie związane z bankowym assistance. Najstarsi czytelnicy blogu znają ją, bo pisałem o tym notkę. A później było jeszcze kilka przygód. Zepsuła mi się pralka, a w serwisie producenta - marki Candy - powiedzieli, że przyjadą dopiero za tydzień. No bo po co się mają przemęczać. Wytrzymało do końca gwarancji? Wytrzymało. To o co klientowi chodzi? Nie kupię już pralki tej marki, to pewne. Ale nie o tym chciałem. Dzwonię do konsjerża i proszę, żeby zorganizował kogoś do tej pralki. Na drugi dzień przyjeżdża pan z małego serwisu, o którego istnieniu nie wiedziałem, i naprawia pralkę. Miły, uprzejmy, usmiechnięty. I jeszcze mi przeczyścił przeróżne rurki.

      Czytaj też: Nowy pomysł na wabienie klienta. Naprawią ci za darmo faks

      Inna przygoda. Jestem na drugim końcu Polski, okropna burza, nie mogę się dodzwonić po taksówkę, bo wszystkie zajęte. Dzwonię do konsjerża i mówię, że potrzebuję samochodu, bo jestem tu i tu. Po 25 min. taksówka podjeżdża pod bramę. Rewelacja. Nie wiem skąd wytrzasnęli tę taksówkę, skoro ja obdzwoniłem wszystkie znane mi sieci. Albo mMyślę o wyjeździe nad morze. Albo w góry. Dzwonię do konsjerża i proszę o przygotowanie kilku ofert. Hotel ma mieć tyle, a tyle gwiazdek, chcę jechać w takim a takim terminie. Następnego dnia dostaję prezentację w PowerPoincie z ofertami. Są zdjęcia, opisy hoteli, ceny. Rezerwować nie muszę sam, wystarczy, że zlecę to konsjerżowi.

      Oczywiście, zdarzają się też wpadki. Kiedyś miałem fantazję, żeby zamówić pizzę z dostawą do domu. Z restauracji, która pizzy z dostawą nie sprzedaje. Więc zadzwoniłem do konsjerża i powiedziałem, że chcę mieć za dwie godziny taką a taką pizzę z takiej a takiej restauracji pod takim a takim adresem. I miałem, ale była to najdroższa pizza świata, bo konsjerż wystawił rachunek za 250 zł. Podobno tyle kosztowała taksówka, która musiała przewieźć pizzę z centrum Warszawy do jednej z dzielnic na północy. He, he, dobre sobie. Oczywiście ktoś mnie naciągnął.

      Czytaj też: konto z prawnikiem w pakiecie. Ale kosztuje stówkę

      Rozmawiałem kiedyś z ekskluzywnymi konsjerżami i wiem, że moje zamówienia do dla nich kaszka z mlekiem. Na codzień mają dużo większe wyzwania. Bogaty klient chce bilet na koncert, na który bilety już dawno wyprzedane. Albo bilet do teatru na jutro, a miejsce ma być w pierwszym rzędzie. Albo trzeba mu zorganizować na urodziny przelot paralotnią. Dla niego i wszystkich gości. Albo weekend sportów ekstremalnych. Albo przyjęcie dla znajomych w restauracji wykutej w skałach. Niekoniecznie w Polsce i niekoniecznie w Europie. Oczywiście wszystko na wczoraj. Moje zapotrzebowania na tym tle są oczywiście proste jak budowa cepa. Ale przynajmniej przekonałem się, że to działa.

      Im bardziej jesteście zabiegani, tym bardziej powinniście przejrzeć swoje bankowe papiery, albo po prostu zadzwonić do banku i sprawdzić czy jesteście objęci jakimiś usługami typu assistance lub concierge. Długo nie miałem do nich zaufania, ale przekonałem się na własnej skórze, że pozwalają zaoszczędzić dużo czasu. Wam też radzę, żebyście je przetestowali.

      SPRAWDŹ CO UDAŁO NAM SIĘ WSPÓLNIE ZAŁATWIĆ! Dzięki pomocy blogu „Subiektywnie o finansach” udało się rozwiązać wiele problemów czytelników. Zobacz listę najważniejszych naszych sukcesów: jeden bank poprawił reklamy, drugi wycofał się z pobierania nielegalnej prowizji, jeszcze inny przestał wciskać klientom drogie karty, zaś w jeszcze innym pewien tajemniczy komponent stał się wreszcie... kompatybilny.

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      KUP KSIĄŻKĘ AUTORA BLOGU. Nie lada gratka dla wszystkich, którzy szukają podanych przystępnym językiem porad finansowych i chcieliby je znaleźć zgrupowane w jednym miejscu. W  serwisie www.kulturalnysklep.pl możecie kupić moją książkę „Przewodnik po domowych finansach”, opartą na cyklu 37 poradników, które napisałem w 2010 r. i które ukazały się w poniedziałkowych wydaniach „Gazety Wyborczej”. Cena książki - 7 zł. Więcej o książce znajdziecie w serwisie www.kulturalnysklep.pl. A poniżej kilka opinii czytelników, którzy przeczytali już tę książkę.

      Przewodnik po domowych fnansach

      CZYTELNICY O KSIĄŻCE:Kawał dobrej roboty! W klarowny sposób wyjaśnia Pan zawiłe kwestie, bez stosowania niezrozumiałych terminów ułatwia Pan zwykłym ludziom poruszanie się w 'śliskiej' sferze banków, kredytów, lokat. Liczę, że nie poprzestanie Pan na tym jednym wydawnictwie, a pójdzie za ciosem i doczekamy się jeszcze wielu podobnych poradników” (Agnieszka). „Mam w łapce i już studiuję. Bardzo dobrze się czyta!” (Antonina). „Książka połknięta. Napisana bardzo lekkim językiem, a styl pisania przypomina rozmowę z troskliwym misiem (z jednej z dobranocek) który bardzo troszczy się o czytelnika i za wszelką cenę chce mu pomóc. Gratulacje!” (Dominik)

      BLOG „SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST WPŁYWOWY. Sprawdź czy blog „Subiektywnie o finansach” znalazł się wśród 30 najbardziej wpływowych blogów w Polsce w rankingu sporządzonym przez blogera Kominka. Czytaj wpis w blogu Kominka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Najdroższa pizza świata i rura przepchana z klasą, czyli blaski i cenie konsjerża”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 lutego 2011 09:12
  • sobota, 26 lutego 2011
    • MasterCard przebija Payback? Punkty i nagrody za każdy zakup kartą

      Banki i organizacje płatnicze w najróżniejszy sposób próbują skłonić klientów do lojalności i płacenia za zakupy kartą zamiast gotówką. Jedne używają do tego programów rabatowych (płać kartą, a dostaniesz rabat w wybranych sklepach), inne programów punktowych (płać kartą, a dostaniesz punkty, które później wymienisz na prezenty). Jeszcze innym pomysłem jest zwracanie klientom jakiegoś procentu wydatków dokonywanych kartą.

      Czytaj też: Za przelewy dostaniesz punkty i nagrody. Idealny bank?

      Odnoszę wrażenie, że najgorszym pomysłem jest ten ze zniżkami w sklepach, bo programy rabatowe dotyczą zwykle tylko wybranej grupy sklepów. Nie jest łatwo zapamiętać gdzie taki rabat można uzyskać, zaś niewielu konsumentów jest gotowych na jeżdżenie po całym mieście, by kupić dany towar akurat w sklepie, który za płatność daną kartą przyznaje rabat. Owszem, zdarzyło mi się zaoszczędzić niemałe kwoty dzięki płaceniu kartą w sklepie udzielającym rabatów na transakcje moją kartą. Ale zawsze był to przypadek lub łut szczęścia, a nie moje zamierzone działanie, by trafić akurat do takiego sklepu.

      Dużo fajniejszy jest money-back, czyli zwracanie klientom np. 1% wartości dokonanych transakcji kartą. Zaleta tej koncepcji jest taka, że pieniądze dostaje się za wydawanie pieniędzy wszędzie, a nie tylko w wybranych punktach. To ostatnio hit sezonu w bankach, bo zdarzają się i takie, w których można dostać nawet 4-5% zwrotu. Ale na Zachodzie moda na to przeminęła. Po prostu dotowanie transakcji kartowych za dużo kosztowało. Zwrot 1% wartości transakcji to już sporo, a co dopiero 4%, czy 5%.

      Czytaj też: Płać kartą, a ten bank odda ci nawet 5% pieniędzy!

      Z programami punktowymi jest łatwiej, o ile punkty zbiera się za każdą transakcję, a nie tylko w wybranych sklepach. Takim programem jest np. Payback, który daje klientom banku BZ WBK możliwość zbierania punktów przy każdej okazji. Drugi warunek tego, by taki program miał sens, jest dobrze zrobiony katalog nagród i stosunkowo niskie progi umozliwiające otrzymanie pierwszej nagrody. Nikt nie będzie ciułał punktów przez rok, by dostać czajnik. Owszem, jak się nadarzy okazja, to kartą dającą punkty klient zapłaci, ale na  pewno nie bedzie zmotywowany, by płacić nią przy każdej okazji.

      KTC World karta kredytowaNowy pomysł ma organizacja kartowa MasterCard, która właśnie uruchomiła - i będzie wprowadzać we współpracy z bankami - program zbierania punktów przez klientów. Novum programu MasterCarda polega na tym, że dotyczy tylko klientów tzw. affluent, czyli bardziej zamożnych. Czyli takich, którzy płacą kartą 2000-2500 zł miesięcznie. Nie jest to bardzo wysoki limit, choć przecież przeciętny klient banku w Polsce miesięcznie robi karciane zakupy za 500-700 zł. To znaczy, że nie znajdziemy w nim patelni, ani czajników, są natomiast przejażdżki sportowymi autami, czy skoki spadochronowe. Program jest skojarzony z tylko jedną kartą - World MasterCard. Mniej więcej taką, jak na obrazku, tylko bez chińskiego smoka. Punkty - tak samo, jak w Paybacku - będzie się dostawać za każdą transakcję.

      Czytaj też: Weź droższą kartę w promocji. Jak się uprzesz, damy ci tańszą

      Sądzę, że to się może udać, bo sam po sobie wiem - jako osobnik często używający karty na zakupach - na jakie bonusy jestem podatny. Rabaty w wybranych sklepach lub hotelach przyjmę, ale tylko przy okazji. Nigdy nie będzie to dla mnie kryterium wybrania określonego sklepu lub punktu usługowego. Zwrot kilku procent wartości transakcji? Z tego skorzystam już chętniej. Ale nawet jeśli będzie to dla mnie kilkanaście, kilkadziesiąt złotych zarobku w skali miesiąca, nie przewrócę się z zachwytu i nie będzie to kwota ważąca na moim domowym budżecie. Payback? Wolne żarty. Nie będę płacił kartą po to, by wygrać odkurzacz albo patelnię. Już wolę pasztet z kogutkiem od ClubCard :-)

      Ale gdybym miał do dyspozycji program, w ktorym płacąc kartą mogę względnie szybko - po kilku miesiącach - „uciułać” punkty na skok spadochronowy, przejażdżkę najnowszym sportowym autem, bilet na jakieś ekskluzywne wydarzenie... To jest coś, czego nie sprawię sobie sam, bo nie mam ani czasu, ani pomysłu. Ale jeśli miałbym dostać jakieś nietyowe doznanie „w prezencie”... Chyba skusiłbym się na płacenie kartą jeszcze częściej, niż do tej pory (choć już teraz mam na koncie kilkadziesiąt płatności kartowych w miesiącu). Pomysł Mastercarda, o ile wprowadzą go banki, może więc trafić w potrzeby i preferencje osób mających pieniądze i już dziś używających kart, by używali ich jeszcze częściej i wydawali jeszcze więcej. Zgadzacie się z takim podejściem?

      Czytaj też: Pomysł MasterCarda, czyli wziąć prowizję za transakcję Visa

      SPRAWDŹ CO UDAŁO NAM SIĘ WSPÓLNIE ZAŁATWIĆ! Dzięki pomocy blogu „Subiektywnie o finansach” w zeszłym roku udało się rozwiązać wiele problemów czytelników. Zobacz listę najważniejszych naszych sukcesów: jeden bank poprawił reklamy, drugi wycofał się z pobierania nielegalnej prowizji, jeszcze inny przestał wciskać klientom drogie karty, zaś w jeszcze innym pewien tajemniczy komponent stał się wreszcie... kompatybilny. Macie problemy z bankami, firmami ubezpieczeniowymi albo innymi instytucjami finansowymi? Zgłaszajcie je w Facebooku, wysyłając do mnie wiadomość na stronie „Subiektywnie o finansach”!

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „MasterCard przebija Payback? Punkty i nagrody za każdy zakup kartą”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 26 lutego 2011 07:43
  • piątek, 25 lutego 2011
    • Perpetum mobile? Bank pożycza pieniądze od klientów na... jedną noc

      Od dawna wiedziałem, że polscy bankowcy są bardzo kreatywni jeśli chodzi o znajdowanie nowych sposobów na zarabianie pieniędzy. I w sumie dobrze - w ogóle jesteśmy narodem bardzo kreatywnym i kombinującym, więc nie ma żadnego powodu, żeby w bankach pracowały jacyś ćwierćinteligenci, którzy nie potrafią wymyślić co tu zrobić, żeby zarobić.

      Jak zwrócił mi uwagę mój redakcyjny kolega Tomek Prusek - a ja sprawdziłem na własnej skórze, a właściwie we własnej historii rachunku - Multibank ciekawie rozwiązał zwracanie klientom opłaty za prowadzenie rachunku. Jednego dnia ściąga ją z konta, a drugiego ponownie na tym koncie księguje. Można byłoby to zrobić prościej, opłaty po prostu nie pobierać. Co się dzieje z tymi pieniędzmi przez tę jedną noc? Czy lądują na lokacie overnight na rynku międzybankowym? W sumie i tak by tam wylądowały, jak każdy osad. Więc o co chodzi?

      Zapytałem Mateusza Żelechowskiego z Multibanku czy rzeczywiście proces zwalniania klientów z opłat za konto został tak rozwiązany w określonym celu. Odpowiedź dostałem taką: „Opłatę za prowadzenie konta zwracamy w przypadku dwóch rachunków prestiżowych: MultiKonto Aquarius Classic i MultiKonto Aquarius Intensive, na podstawie kryteriów dochodowych (miesięczne wpływy z tytułu wynagrodzenia lub innych dochodów) i depozytowych (oszczędności zgromadzone w banku, w tym fundusze inwestycyjne, aktywność na rachunkach maklerskich). Opłata w pierwszym przypadku wynosi: 19,50 zł, a w drugim 49,50 zł. System zwrotu opłaty działa na zasadzie: pobranie opłaty, weryfikacja warunków zwrotu, ewentualny zwrot.

      ROR'y nie są oprocentowane, więc trudno w tym kontekście mówić o stracie po stronie klienta - środki, które przeleżałyby noc na rachunku, nie przyniosą odsetek. Oczywiście, niezależnie od tego, czy bank zwraca opłatę, może obracać osadami na takich rachunkach i w ten sposób zarabiać, ale to nie jest tajemnica. Klienci, którzy chcą trzymać oszczędności na oprocentowanym rachunku mają do dyspozycji bezpłatny rachunek oszczędnościowy połączony z ROR-em. W przypadku, gdy saldo rachunku w momencie pobrania opłaty wynosi zero, opłata trafia w tzw. zawieszenie i nie debetuje konta klienta w taki sposób, żeby obciążać go odsetkami za niedopuszczalne saldo debetowe lub kredyt odnawialny - nie ponosi on żadnej straty z tego tytułu” - tłumaczy Żelechowski. A ja wolałbym, żeby bank upowszechnił system promowany m.in. w Alior Banku, który ma tzw. lokatę nocną i przesuwa na nią pieniądze klientów z ROR-ów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Perpetum mobile? Bank pożycza pieniądze od klientów na... jedną noc”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 25 lutego 2011 13:36
    • Zanim kupisz polisę assistance, sprawdź czy ubezpieczyciel nie boi się zimy

      Niedawno znajomy pytał mnie o to w której firmie wykupić pakiet polis ubezpieczenia samochodu. Chodziło o wybór polisy niekoniecznie najtańszej, ale gwarantującej dobry serwis. I porządną obsługę assistance, bo to właśnie tego rodzaju usługi są najczęściej wykorzystywane przez kierowców. Stłuczki się zdarzają, ale znacznie częściej trzeba mierzyć się z problemem zamarzniętego samochodu, wykończonego akumulatora, pękniętej opony, braku zapłonu... Lodu na drodze...

      Człowiek z assistance, który nie tak dawno ratował mnie dowożąc paliwo - tak, tak, jak się człowiek zamyśli,tomoże mu się skończyć w baku benzyna, nawet w środku Warszawy :-) - powiedział mi, że jego zdaniem najwięcej usług assistance za najniższą cenę dają Liberty Direct i Compensa. Nie weryfikowałem tego stwierdzenia, ale facet siedzi w tym biznesie po uszy, więc chyba wie co mówi. Macie swoje zdanie na ten temat? Zapraszam do komentarzy.

      Wracając do głównego story: powiedziałem znajomemu z usług jakiej firmy ubezpieczeniowej ja korzystam od lat - a jestem z niej zadowolony, choć nie jest najtańsza - ale po szczegóły odesłałem go do serwisu Rankomat.pl, który kilka tygodni temu wyprodukował sążnisty raport o ubezpieczeniach assistance właśnie. Z raportu wynika, że nie każda polisa gwarantuje pomoc we wszystkich najpopularniejszych pechowych sytuacjach, jakie mogą grozić kierowcy. Zwłaszcza zimą.

      Szczególnie uważnie powinniśmy przeanalizować „zimowe wyłączenia” zawarte w naszej umowie. Trzeba wiedzieć, że w niektórych polisach może być wyłączona np. obsługa awarii, a w innych dostęp do pomocy ograniczony... przedziałem temperatur. Może się zdarzyć, że wsparcie przysługuje nam jedynie, jeśli temperatura powietrza utrzymuje się np. powyżej -5°C. Innym ograniczeniem jest wyłączenie ochrony assistance, jeśli awaria ma miejsce zbyt blisko naszego domu. Ubezpieczycielom zdarza się włączyć do zapisów umowy fragment o tzw. minimalnej odległości od miejsca zamieszkania, w której możliwa jest realizacja usługi. Tymczasem w zimie wiele unieruchomień spotyka kierowców właśnie pod ich domem, …gdy siada akumulator.

      Towarzystwa często oferują mini assistance dołączając je do umowy podstawowej OC. Trzeba jednak pamiętać, że taka mini ochrona obejmuje często tylko najważniejsze usługi: podstawową pomoc serwisową, czyli naprawę pojazdu na miejscu zdarzenia, np. po stłuczce spowodowanej poślizgiem na oblodzonej jezdni, holowanie do warsztatu i udzielenie informacji. Może się jednak zdarzyć się, że nie otrzymamy pomocy, gdy samochód utknie
      w zaspie, bo podpisując umowę zgodziliśmy się na to, że assistance działa tylko w razie wypadku.

      Dlatego assistance, które jest w pakiecie z OC warto przeanalizować na pewno pod kątem następujących kwestii: Czy naprawa pojazdu obejmuje tylko wypadek czy także awarie? Czy oferowana pomoc zostanie tylko na miejscu? Do jakiego limitu wartości napraw? Czy możemy liczyć na holowanie? A może też na auto zastępcze? Pakiet assistance może być też bardziej rozbudowany, choć za spokojniejszą głowę będzie trzeba ponieść dodatkowe koszty.

      Przeważnie w ramach kompleksowego ubezpieczenia assistance można liczyć na: organizację naprawy auta, holowanie, samochód zastępczy, dostarczenie paliwa, pomoc w otwarciu drzwi  w przypadku zgubienia kluczyków, zakwaterowanie dla kierowcy i pasażerów bądź przejazd do miejsca zamieszkania lub celu podróży, złomowanie auta, jeśli zajdzie taka potrzeba itp. Równie istotny jest zasięg międzynarodowy – dowiedzmy się, czy ubezpieczenie będzie działało także poza granicami Polski” - pisze Rankomat.pl.

      Czytaj też: Ma fantazję. Rozwalił auto na drzewie i żądał odszkodowania

      Wrzucam dużą część porad Rankomatu do blogu, bo uważam, że wielu z Was mogą się przydać. Kiedyś zastanawiałem się nawet nad stworzeniem swego rodzaju barometru jakości firm ubezpieczeniowych, który powstawałby za podstawie rekomendacji klientów. Co o tym myślicie? Jaką firmę ubezpieczeniową byście polecili innym czytelnikom blogu, jako najlepszego dostawcę polisy OC, AC i assistance? Czekam niecierpliwie na Wasze opinie i komentarze. A dla kurażu - ciekawy filmik z kamery umieszczonej na autostradzie. Całe szczęście, że mamy w Polsce tak mało autostrad :-)

      A gdybyście przymierzali się do zakupu nowego auta, to ciekaw jestem co byście powiedzieli na pomysł www.grupoweautozakupy.pl. To platforma, która zbiera klientów chętnych do zakupu samochodu danej marki i negocjuje w imieniu całej grupy tych klientów rabaty u producentów oraz w salonach. W sumie pomysł podobny do www.kupfranka.pl, czyli do koncepcji hurtowego zakupu walut do spłacania rat kredytów hipotecznych. Zastanawiałem się jakiś czas temu, czy w finansach nadszedł czas społeczności i budowania przez nie wspólnych przedsięwzięć. Może to jest kolejny przyczynek do tej dyskusji?

      Czytaj też: Załamek Q, czyli jak wmówić pacjentowi, że zawał to nie zawał

      A na koniec coś wesołego. O tym, że w życiu warto mieć szczęście. Albo przynajmniej polisę. Rozmawiają dwaj koledzy. - Wiesław, coś taki markotny? - Nie wiesz?! Benek nie żyje! Wrócił przedwczoraj do domu, wypił, położył się do łóżka, zapalił szluga, pościel się zajęła...  - I spalił się?! - Nie... Zdążył okno otworzyć i wyskoczyć... - I połamał się na śmierć? - Nie. Straż wezwał. Strażacy rozciągnęli takie koło z gumy i na tam skoczył. - Pękło? - Nie. Jakoś tak się od tego odbił i z powrotem wskoczył do chałupy. - I się spalił. - Nie! Odbił się od framugi i spadł... - ... rozbijając się... - Otóż nie!. Stał tam wóz strażacki. Z plandeką. Trafił w to, odbił się i znowu wskoczył do okna.  - Zginął? - Nie. Spadł, odbił się znów od tej gumy i wleciał do mieszkania! - Żeż w mordę jeża! To jak ten Benek zginął?!  - Zastrzelili go, bo ich zaczął wkurzać

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Zanim kupisz polisę assistance, sprawdź czy ubezpieczyciel nie boi się zimy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 25 lutego 2011 07:42
  • czwartek, 24 lutego 2011
    • Kłóci się z bankiem o składkę ubezpieczenia, bo... znalazł lukę w umowie!

      Ciekawa sprawa: pan Jacek, klient banku, który dostał informację o tym, że ma zapłacić kolejną składkę ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, zamiast załamywać ręce i szukać rezerw w domowym budżecie, postanowił... dokładnie przeczytać umowę kredytową. I znalazł tam zapisy, które - jak sądzi - pozwalają mu wywinąć się z opłacenia składki. A dokładniej rzecz ujmując: uzyskać od banku zwrot składki zapłaconej wbrew - jak twierdzi klient - zapisowi umowy. Rzecz jest niebagatelna, bo przecież składki tego typu ubezpieczeń, pobierane za kilka lat z góry, do niskich nie należą. Zresztą pisałem już kilka razy w blogu o tym, że banki nie chcą rozkładać płatności na raty, pisałem też o błędach we wzorach do naliczania opłaty.

      Czytaj też: Millennium poprawił błąd w wyliczeniach składki ubezpieczenia

      Co klient - i czytelnik blogu - znalazł w umowie i co dało mu nadzieję, by nie ponosić kosztów składki ubezpieczenia niskiego wkładu? Posłuchajcie. „Od pewnego czasu toczę spór o zapis w umowie kredytu hipotecznego, który w mojej ocenie nie pozwala, aby Bank Millennium mógł pobrać składkę. Oczywiście składka została pobrana a tłumaczenia banku są bardzo ogólnikowe” - pisze klient. I cytuje punkty umowy kredytowej, które - jego zdaniem - powodują, iż bank powinien mu oddać pieniądze z tytułu ubezpieczenia.

      Jako podstawę do swojego rozumowania klient podaje przede wszystkim pkt. 9. umowy „Jeżeli w ciągu okresu 36 miesięcy ochrony ubezpieczeniowej saldo zadłużenia z tytułu udzielonego kredytu nie stanie się równe lub niższe od (...) zł. Kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kosztów ubezpieczenia za kolejny 36-cio miesięczny okres udzielonej Bankowi przez TuiR Cigna Stu ochrony ubezpieczeniowej”. Wszystko pięknie, tylko - jak pisze klient - Bank Millennium nie ma już podpisanej umowy z tą firmą ubezpieczeniową, lecz z jej konkurencją - TU Europa.

      W pismach, które otrzymuję od banku cały czas jest mowa o tym, że bank nie zmienił wysokości składki i dlatego nie musiał mnie informować o zmianie ubezpieczyciela” - donosi klient. Jego zdaniem nie jest to prawda, bowiem w postanowieniach końcowych jego umowy kredytowej jest następujący zapis: „Wszelkie zmiany umowy  wymagają zawarcia aneksu do umowy pod rygorem nieważności, za wyjątkiem (...)”. I tu lista wyjątków, na której - jak zeznaje czytelnik (nie sprawdziłem tego na własne oczy, bo nie dostałem od klienta kopii umowy) nie ma takiego, który mówiłby o zmianie sposobu wyliczania składki, ani o zmianie ubezpieczyciela.

      Klient uważa, że „bank strzelił sobie sam w stopę, a teraz próbuje zamieść problem pod dywan w nadziei, że klient sobie w końcu odpuści”. A Wy co myślicie? Pytam zwłaszcza tych czytelników blogu, którzy mają cokolwiek wspólnego z prawem. Ja miałem w szkole tylko dwa semestry, więc nie będę się wymądrzał. Tak na oko klient ma rację i jeśli pójdzie ze swoją sprawą do Arbitra Bankowego lub sądu powszechnego, dostanie od banku pieniądze. Być może wystarczy nawet pismo przedsądowe, by bank wiedział, że klient nie żartuje? Albo pismo do Komisji Nadzoru Finansowego? Ale to tylko moje prywatne przemyślenia, ciekaw jestem Waszych, być może bardziej fachowych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Kłóci się z bankiem o składkę ubezpieczenia, bo... znalazł lukę w umowie!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 lutego 2011 07:40
  • środa, 23 lutego 2011
    • Przelewy ekspresowe: dla zapominalskich i w gorącej wodzie kąpanych

      Już dwa banki w Polsce oferują możliwość przelewania pieniędzy praktycznie online, z pominięciem sesji systemu Elixir, które - jak wiadomo powszechnie - są tylko trzy każdego dnia, a w weekendy nie ma ich w ogóle. mBank dogadał się z firmą Blue Media i za jej pośrednictwem pozwala klientom na natychmiastowe przelewy do innych banków, zaś BPH po prostu dołączył do swojego najnowszego konta opcję przelewania nawet małych kwot systemem SORBNET, obsługującym dotychczas wyłącznie przelewy wysokokwotowe (ponad milion złotych).

      Nie wiem jaką popularnością cieszą się ekspresowe przelewy w BPH, ale za to w mBanku jest ich całkiem sporo. Ostatnio menedżerowie mBanku przejrzeli 6700 z nich i sprawdzili do czego ludzie używają tych - nietanich przecież - przelewów (każdy kosztuje 5 zł). Okazało się, że ten wymalazek się przydaje w wielu praktycznych sprawach. Około 25% osób korzystających z przelewów ekspresowych w ten sposób regulowało na ostatnią chwilę rachunki - zarówno comiesięczne faktury za prąd, gaz czy telefon, jak i raty kredytów. Widać jest to coraz bardziej popularna opcja dla spóźnialskich. Sporo jest wśród zleceniodawców osób, które w ten sposób wypłacają pensje swoim pracownikom. „Niekiedy przedsiębiorcy do ostatniej chwili czekają na pieniądze od kontrahentów, przelew ekspresowy pozwala im w takich sytuacjach utrzymać terminowość wypłat” - napisał mi Krzysztof Olszewski z mBanku..

      Przelew ekspresowy - kto z niego korzysta?

      Co jeszcze? Prawie 9% wszystkich przelewów eksresowych to transakcje związane z zakupami w internecie. Wniosek: przy zakupach on-line klienci mBanku bywają w gorącej wodzie kąpani. Chcą dostać towar jak najszybciej, więc przelewają kasę ekspresowo. Zwłaszcza w sklepach, w których nie można płacić kartą. „Płacąc w internecie klienci mBanku korzystają przede wszystkim z przelewów pay-by-link (mTRANSFER) lub płacą kartami kredytowymi. W sytuacji, kiedy sklep nie oferuje takiej możliwości, dokonują zwykłych przelewów, w tym przelewów ekspresowych”.

      Reasumując - przelewy ekspresowe niewątpliwie się na rynku przyjęły i są stosowane na dość dużą skalę przez zapominalskich lub niecierpliwych klientów, którzy są gotowi zapłacić nawet 5 zł za przelew, byle doszedł natychmiast. Bo też i zwykle chodzi o całkiem niemałe kwoty. Ze statystyk mBanku wynika, że przeciętna wartość przelewu ekspresowego wynosi - w zależności od tytułu przelewu - od prawie 1000 zł do prawie 1500 zł. To powinno zachęcić inne banki do podobnych eksperymentów. Na przelewach ekspresowych z jednej strony można nieźle zarobić, a z drugiej - zaoferować klientom wartość dodaną z prawdziwego zdarzenia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Przelewy ekspresowe: dla zapominalskich i w gorącej wodzie kąpanych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 23 lutego 2011 15:12
    • Zgubiłeś kartę? Bank zablokuje ci konto

      Konieczność zastrzeżenia karty płatniczej to bardzo stresowa sytuacja. Tak naprawdę rzadko kiedy wiemy czy nasza karta została skradziona, czy zostawiliśmy ją w sklepie, czy też leży sobie spokojnie w kieszeni mało używanych spodni, do której włożyliśmy ją bezwiednie. Przeważnie za wydanie nowej karty po zastrzeżeniu poprzedniej trzeba zapłacić i przeważnie nie dotrze ona do nas już następnego dnia, lecz trzeba będzie na nią sporo poczekać. Wiem coś o tym, bo na pobliskiej stacji benzynowej w ostatnich latach zostały już trzy moje karty. Cześć ich pamięci. A jeśli komuś mało przykrości związanych z utratą karty i koniecznością jej zastrzeżenia, może założyć konto w banku Citi Handlowy. Bo tam przygotowali dla klientów dodatkowe atrakcje.

      Czytaj też: Citi Handlowy wprowadza pierwszą w Polsce kartę miejską

      Napisał do mnie pan Krzysztof, czytelnik blogu, który ma konto w Citi Handlowym i stracił dołączoną do tego konta kartę debetową. Po zastrzeżeniu karty pan Krzysztof zorientował się, że... stracił nie tylko kartę! „Okazało się, że w Citi, po zablokowaniu karty, nie można się kompletnie zalogować do serwisu transakcyjnego. I to aż do czasu otrzymania nowej karty debetowej. Przez tydzień, dwa klienci zostają więc zupełnie bez dostępu do swojego konta. Dosyć to niespotykane rozwiązanie”. W wersji multimedialnej wygląda to tak:

      Czytaj też: Po mojej publikacji Citi Handlowy zmienia reklamy

      Rzeczywiście, brzmi to dość dziwacznie. Zapytałem przedstawicieli banku czy rzeczywiście zastrzeżenie karty debetowej powoduje też zablokowanie dostępu do konta? Paweł Zegarłowicz z Citi Handlowego potwierdził mi, że tak jest: „Dla zwiększenia bezpieczeństwa klientów wraz z zamknięciem karty zamykany jest także dostęp do bankowości internetowej Citibank Online. Dzieje się tak, gdyż klient w systemie bankowości internetowej Citi Handlowy rozpoznawany jest na podstawie numeru swojej karty. W sytuacji, gdy karta Klienta zostanie zablokowana w systemie bankowym, to równocześnie zostaje także zamknięta możliwość logowania się do Citibank Online.

      Czytaj też: Debet za darmo przez tydzień nowym wabikiem dla klienta

      Warto przy tym pamiętać, że zastrzeżenie karty w oddziale Citi Handlowy oraz uzyskanie nowego plastiku nie wymaga długiego oczekiwania. Cała procedura trwa kilkanaście minut. Klient po zastrzeżeniu karty może od razu wyjść z oddziału z nową kartą. Dzięki temu, klient który znalazł się w trudnej sytuacji i musiał zastrzec kartę, otrzymuje od ręki nowa kartę, aby ponownie uzyskać bezpieczny dostęp do swoich pieniędzy” - pociesza Paweł Zegarłowicz. No tak, a jeśli karta zaginie nam w czasie podróży zagranicznej, albo w miejscu, gdzie nie ma oddziału banku Citi? Przyznam, że niespecjalnie podoba mi się patent z rozpoznawaniem klienta poprzez numer jego karty. Bo to właśnie tu pies jest pogrzebany i to jest przyczyna, dla której blokując kartę trzeba też sobie zablokować konto.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Zgubiłeś kartę? Bank zablokuje ci konto”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 23 lutego 2011 10:08
  • wtorek, 22 lutego 2011
    • Który kredyt lepszy: z marżą 0,79%, czy z przeprowadzką na koszt banku?

      Banki prześcigają się ostatnio w promocjach kredytów hipotecznych. Walczą głównie marżami. W zeszłym tygodniu BZ WBK zaproponował promocję, która pozwala skorzystać z marży 0,99% w zamian za spełnienie kilku, niezbyt wygórowanych warunków. Potem wszystkich przebił BNP Paribas Fortis, który zaproponował marże kredytowe zaczynające się od 0,79%. Co prawda tylko przez pierwsze trzy lata kredytowania, ale i tak rzecz wygląda tak sensacyjnie, że aż mało prawdopodobnie. Widać gołym okiem, że oferta jest „napompowana” i musi zawierać dodatkowe warunki, by bank odbił sobie niską rentowność samego kredytu.

      Czytaj też: Kredyt dwuwalutowy? Świetna rzecz, ale nie oferujcie jej każdemu

      I rzeczywiście, po pierwsze trzeba mieć wkład własny, poza tym trzeba założyć w BNP Paribas Fortis konto osobiste i w dodatku zasilać je niemałą kwotą - co najmniej 1% wartości kredytu miesięcznie. Czyli przy kredycie opiewającym na 300.000 zł, trzeba przelewać do Fortisu co najmniej 3000 zł. No i jeszcze jeden warunek - trzeba w każdym miesiącu co najmniej pięć razy zapłacić w sklepie kartą dołączoną do konta. W sumie więc jest to znacznie bardziej wymagający pakiet wymagań, niż w ofercie BZ WBK. Zupełnie inaczej, niż przy kredycie gotówkowym., który jest w tym banku naprawdę tani i w dodatku bez haczyków. A o promocjach hipotecznych już kiedyś obficie pisałem i mówiłem:

      Marży 0,79% pobić raczej się nie da, w tej licytacji bankowcy doszli już chyba do ściany. Teraz więc przyjdzie czas na inne gadżety. Sygnał do boju dał Eurobank, który własnie zaoferował promocję, zwiastującą nie tylko obniżenie marży do 1% (ze standardowej 1,3%), ale i... pokrycie klientowi kosztów przeprowadzki do nowego mieszkania. Bank proponuje zwrot kosztów klientom pod warunkiem, że skorzystają z usługi fachowej firmy zajmującej się przeprowadzkami, ale bonus jest ograniczony do 600 zł brutto. Warunkiem zwrotu jest przedstawienie przez kredytobiorcę faktury VAT lub rachunku za wykonanie usługi przeprowadzki.

      Eurobank - promocja z przeprowadzkąFajny gadżet? Owszem, tyle że te pieniądze bank z nawiązką może wyciągnąć z kieszeni klientów w ramach usług dodatkowych, które trzeba wykupić, by zasłużyć na niższą marżę. A więc konto z wpływami pensji przez cały czas spłacania rat, kartę płatniczą (trzeba jej użyć przynajmniej raz w miesiącu), a co najważniejsze - ubezpieczenie grupowe na życie. Dobrze, że przynajmniej nie pobierają prowizji za udzielenie kredytu.

      „W najbliższym czasie będziemy skupiać się na rozwijaniu oferty hipotecznej, która umożliwia budowanie długoterminowych relacji, ale też będziemy zachęcać naszych klientów do korzystania z innych produktów. Zależy nam, aby nasi Klienci korzystali z kilku usług naszego banku jednocześnie, dlatego szukamy sposobów, by nasze propozycje były dla nich atrakcyjne. W przypadku promocji „przeprowadzka gratis” klienci zainteresowani dodatkowymi produktami będą mieli szansę skorzystać z niższego oprocentowania kredytu mieszkaniowego” – mówi cytowany w komunikacie prasowym Wojciech Humiński, wiceprezes Eurobanku odpowiedzialny m.in. za rozwój produktów. W sumie nie owija w bawełnę :-)

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Który kredyt lepszy: z marżą 0,79%, czy z przeprowadzką na koszt banku?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 lutego 2011 14:46
  • poniedziałek, 21 lutego 2011
    • Oszczędni mężczyźni i rozrzutne kobiety? Polacy o zmianach emerytalnych

      Tocząca się od kilku tygodni debata o rządowych zmianach wokół II filaru emerytalnego - według jednych są to zmiany odkręcające stare błędy konstrukcji OFE, według innych skok na nasze pieniądze - co piątego Polaka skłoniła do jakichś działań zmierzających do zapewnienia sobie emerytury niezależnie od funduszy państwowych. Tak wynika z badań przeprowadzonych przez Deutsche Bank PBC i instytut Homo Homini. Z tej liczby: 5% Polaków, pod wpływem nowych pomysłów premiera Tuska i ministra finansów Jacka Rostowskiego, założyło lokatę w banku, ponad 3% poszło założyć Indywidualne Konto Emerytalne (IKE), zaś niespełna 3% postanowiło, że będzie grać na giełdzie.

      Premierze Tusku, to piękne, że jedną swoją decyzją skłoniłeś do oszczędzania pieniędzy takie masy ludności. Aczkolwiek ze smutkiem stwierdzam, że jednocześnie 71% ankietowanych oświadczyło ankieterom, że ma wszystko w tyle i nie zamierza się przejmować jakimiś problemami z OFE, gdyż państwo ma im zapewnić kasę na spokojną jesień życia i już.

      DB PBC o emeryturach 1

      Te 20% Polaków, którzy zainteresowali się swoim losem na jesieni życia, to ogromny potencjał do zagospodarowania dla funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych i różnej maści pośredników przygotowujących długoterminowe plany systematycznego inwestowania. Zanim wpadniecie w ich macki, koniecznie przeczytajcie wpis o tym, że nim zabierzecie się za dodatkową emeryturę, powinniście rozwiązać trzy ważne dylematy. A jak je już rozwiążecie, to czas zacząć się rozglądać za najlepszym produktem finansowym dla siebie.

      Deutsche Bank PBC zapytał Polaków na jakiego rodzaju produkty finansowe nastawialiby się, gdyby zamierzali dodatkowo oszczędzać na emeryturę. Wyniki są nader ciekawe. Otóż aż 37,7% ankietowanych chciałoby inwestować w ramach produktu finansowego, zapewniającego elastyczność i możliwość dysponowania pieniędzmi w każdej chwili. Tylko 26,2% osób uznało, że woli mieć produkt, który zmusza do systematycznego oszczędzania i nie daje możliwości wypłacania pieniędzy w każdej chwili.

      DB PBC o emeryturach 2

      Czy to oznacza, że te 37,7% Polaków podchodzi do kwestii przyszłej emerytury dość lekko? Mało kto ma w sobie tyle dyscypliny i samozaparcia, żeby nie ruszyć pieniędzy, przeznaczonych na emeryturę, jeśli nadarzy się okazja zakupu domu, podróży życia czy np. zakupu nowego samochodu. Wiadomo, że elastyczne produkty finansowe, jak np. fundusze inwestycyjne, legitymują się niższymi prowizjami, niż np. polisy inwestycyjne typu unit-link, wiążące się z obligiem wpłacania pieniędzy przez co najmniej 10 lat. Albo Polacy są tego świadomi i wybierają najtańszą opcję inwestowania, albo... myślą o oszczędzaniu na emeryturę tylko na odczepnego. Obstawiałbym raczej tę drugą opcje, bowiem jeśli chodzi o naszą świadomość inwestycyjną niestety jestem człowiekiem małej wiary.

      I jeszcze jedna ciekawostka. Czy wiecie kto jest bardziej chętny, by pieniądze na emeryturę blokować na dłużej? Mężczyźni, czy kobiety? Z badań wynika, że faceci i to zdecydowanie. Elastyczny produkt finansowy z możliwością wypłacania w każdej chwili chce mieć 36% kobiet i tylko 30% mężczyzn. Produkt, który zobowiązuje do inwestowania na dłużej i blokuje pieniądze pasuje 40% mężczyzn i tylko 23% kobiet! W dodatku aż 33,6% kobiet odpowiada, że nie oszczędza i nie planuje oszczędzać. Wśród mężczyzn takich odpowiedzi było tylko 14,4%. Czyżby więc potwierdzał się stereotyp o rozrzutnych, beztroskich kobietach i racjonalnych finansowo mężczyznach?

      DB PBC o emeryturach 3

      Daleki jestem od twardego stawiania takich tez, szukałbym raczej wytłumaczenia w generalnie niższych dochodach kobiet i w tym, że część z nich po prostu nie jest finansowo samodzielna. Te, które pozostają na utrzymaniu swoich partnerów, najzwyczajniej w świecie nie mają potrzeby oszczędzania na emeryturę. Są też pewnie kobiety, które w swojej rodzinie nie trzymają kasy, są bardziej odpowiedzialne za stronę wydatkową budżetu. Nie wiem czy ta hipoteza jest słuszna, ale proste wytłumaczenie, że mężczyźni są oszczędni, a kobiety rozrzutne i myślące wyłącznie chwilą dzisiejszą - jest chyba zbyt proste. A może macie inne? Zapraszam do dyskusji!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Oszczędni mężczyźni i rozrzutne kobiety? Polacy o zmianach emerytalnych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 lutego 2011 18:32

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line