Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • piątek, 31 grudnia 2010
    • Santander, Grendowicz, Peszek i Depardieu... Bankowo zaskakujący rok!

      To był zaskakująco ciekawy rok dla klientów banków i dla... samych banków. Tak ciekawy, że aż trudno wybrać najbardziej znaczące wydarzenia w branży Anno Domini 2010. Chyba trudniej mi wybrać najważniejsze i najciekawsze wydarzenia, niż wtedy, kiedy podsumowywałem 2009 r. Mimo wszystko podejmę się tego karkołomnego zadania. Jeśli uznacie, że pominąłem jakiś istotny wątek - nie wahajcie się wtrącić własnych trzech groszy. Oto więc mój - subiektywny, a jakże! - przegląd bankowych hitów kończącego się roku, podzielony na kilka kategorii.

      NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIE ROKU

      1. Santander wygrywa bój o BZ WBK. Zwycięzcą przetargu na BZ WBK został hiszpański Santander. Od początku był uznawany przez analityków za faworyta w tym wyścigu. I stało się dokładnie tak, jak w znanym futbolowym powiedzeniu, że piłka nożna to taka gra, w której 22 facetów ugania się za piłką, a na koniec zawsze wygrywają Niemcy. Tym razem rolę Niemców zagrał Santander, który od początku do końca był faworytem i dowiózł zwycięstwo do mety. Wartość transakcji ma wynieść 3,1 mld euro, czyli ok. 11,7 mld zł. Wielkimi przegranymi konkursu są polski PKO BP oraz francuski BNP Paribas. Wcześniej z wyścigu wycofała się włoska Intesa, zrejterował amerykański fundusz Apax i rosyjski Sbierbank, a także włoska grupa UniCredit. Ostatnie dni wyścigu były wyjątkowo emocjonujące. Wiele wskazuje na to, że Santander był jedynym inwestorem, z którym Irlandczycy pertraktowali na specjalnych zasadach. Sprawę wciąż bada Komisja Nadzoru Finansowego

      Więcej: Pasjonujący finisz walki o BZ WBK. Górą jednak Fernando!

      Czytaj też: Hiszpanie odkrywają karty. Koniec BZ WBK jakiego znamy

      2. Złowieszcza Rekomendacja T. Koniec kredytów w euro? To też wydarzenie 2010 r. Z końcem tego roku kończą się dobre czasy dla tych klientów banków, którym spłaty rat kredytów pochłaniają dużą część dochodów. Może się zdarzyć, że część z nich zostanie z dnia na dzień odcięta od kredytów gotówkowych, ratalnych, samochodowych... Od 23 grudnia klient banku zarabiający poniżej średniej - ok. 3500 zł brutto i 2500 zł na rękę - nie dostanie kolejnego kredytu, jeśli wszystkie jego obciążenia kredytowe będą przekraczały 50% zarobków. Dla osób o wyższych zarobkach limit wynosi 65%. Skutków nowego prawa nie sposób jeszcze ocenić, pokaże je w pełni dopiero 2011 r. Już wiadomo, że skutkiem rekomendacji będzie mocne przykręcenie kurka z kredytami w euro. Bo nowe zasady każą bankom jeszcze restrykcyjniej podchodzić do takich klientów i żądać wyższego wkładu własnego.

      Czytaj też: Rekomendacja T, czyli róża z dwoma kolcami

      Zobacz też: Wziął kredyt z kobietą, nie dostanie pralki na raty

      3. Odejście Mariusza Grendowicza z BRE. Trzy miliony klientów mBanku i Multibanku, a także dziesiątki tysięcy drobnych akcjonariuszy BRE Banku, dowiedziało się w sierpniu, że odchodzi zarządzający nim od dwóch i pół roku prezes Mariusz Grendowicz. Utrzymał się w BRE tylko przez dwa i pół roku. Zarówno jego poprzednik Sławomir Lachowski, tak i Grendowicz rozstali się z Commerzbankiem w aurze niedopowiedzeń, bliżej nie sprecyzowanych nieporozumień i tajemnic. Dymisję Grendowicza w BRE Banku tłumaczono... „brakiem chemii” między nim, a niektórymi członkami rady nadzorczej.

      Czytaj też: Dlaczego inwestor strategiczny BRE traktuje nas jak ciemny lud?

      Zobacz też: Grendowicz odchodzi. Co dalej z mBankiem i Multibankiem

      NAJWAŻNIEJSZY TREND ROKU

      1. Banki płacą nam za konta i karty. Dojrzeli do współpracy. Jeszcze kilka lat temu coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Bank dopłaca klientowi za używanie konta i karty? Wolne żarty: to klient ma płacić prowizje za przelewy, a często i abonament za konto i kartę! Rok 2010 r. pokazał, że bankowa rzeczywistość zaskakująco szybko się zmienia. Banki są tak zdeterminowane, by odbijać klientów konkurencji, że gotowe są oddawać nowym klientom część własnej marży. Wiedzą, że klient przywiązany do banku przez konto, jest bezpieczniejszy i bardziej lojalny. To, że bankowcy dojrzeli do dzielenia się z klientami swoim zarobkiem jest bez wątpienia hitem tego roku.

      Zobacz też: BGŻ i Konto z Podwyżką, czyli obijaj się w pracy

      Czytaj też: Jak zarobić na posiadaniu konta w banku?

      2. Pierwszy milion kart zbliżeniowych. Powiew nowoczesności. Nasze banki wydały już ponad milion zbliżeniowych kart płatniczych. Karciarze od lat wychodzą ze skóry, by skłonić Polaków do częstszego używania kart na zakupach. Ale choć rocznie płacimy kartami za zakupy warte 100 mld zł, to wciąż aż 75% wszystkich transakcji dokonywanych za pomocą kart stanowią wypłaty pieniędzy z bankomatów, do których bankowcy dokładają. Wyposażenie plastików w technologię bezstykową ma być pomysłem na przyzwyczajanie klientów do wyciągania z portfela karty przy każdych zakupach i uproszczonego używania karty przy transakcjach o niskiej wartości. Polska jest trzecim krajem w Europie, który na masową skalę upowszechnia tę technologię.

      Czytaj też: Milion kart Visa, którymi zapłacisz w sekundę

      Czytaj też: Zbliżeniówki w spożywczym, w kawiarni i u Armaniego

      3. Zbawienne lokaty antybelkowe. Co byśmy bez nich zrobili? Większość banków (już 26 instytucji na rynku) w tym roku włączyła do swojej oferty lokaty z jednodniową kapitalizacją odsetek, czyli tzw. antybelki. Przy kwocie depozytu nie przekraczającej kilkunastu tysięcy złotych, pozwalają one nie płacić podatku od zysków. Praktycznie wszystkie najatrakcyjniejsze oferty lokacyjne na rynku to te, gdzie odsetki dopisywane są każdego dnia. Aż strach pomyśleć jak nędznie wyglądałoby oprocentowanie naszych pieniędzy w bankach, gdyby nie zbawienne antybelki.

      Czytaj też: Lokaty antybelki ratują nam życie

      To był też rok wielu innych ciekawych wydarzeń. Darmowe bankomaty trafiły wreszcie pod strzechy, bo już co czwarte konto osobiste na rynku (22 pakiety spośród 88 oferowanych przez największe banki) zawiera bezpłatną usługę wypłaty pieniędzy ze wszystkich dostępnych bankomatów w Polsce. Do sądu trafił pierwszy pozew zbiorowy klientów przeciwko bankowi. Jego autorami jest ponad 700 „Nabitych w BRE”, czyli część posiadaczy kredytów hipotecznych mBanku i Multibanku tzw. starego portfela, z oprocentowaniem ustalanym decyzją zarządu BRE.

      Wśród innowacji, poza wspomnianymi wyżej kartami zbliżeniowymi, pojawił się pierwszy bankomat biometryczny, pierwsza karta szkolna łącząca funkcję identyfikacyjną i płatniczą, pierwsza płatnicza karta miejska z zakodowanymi biletami na autobusy, tramwaje i metro oraz pierwsza karta kibica piłkarskiej Ekstraklasy, dzięki której można wejść na stadion i płacić w sklepach. Jeśli chodzi o nowinki inwestycyjne, to pojawiły się na rynku długo oczekiwane pierwsze fundusze zarabiające na spadkach cen akcji. Na razie nie miały okazji rozwinąć skrzydeł, ale prędzej czy później to nastąpi.

      I wreszcie rekordowe notowania franka szwajcarskiego. To też jedno z najważniejszych wydarzeń roku dla kilkuset tysięcy rodzin. Kurs franka szwajcarskiego rośnie pod niebiosa, niedawno zbliżył się do swojego rekordu wszech czasów - 3,24 zł za franka. W ciągu ostatniego roku kurs szwajcarskiej waluty wzrósł o 50 gr. Od stycznia rata kredytu o równowartości 300.000 zł poszła w górę z powodu różnic kursowych o jakieś 200-300 zł (w zależności od okresu spłaty). A wiele kredytów ma dziś większą wartość, niż wartość nieruchomości, które są ich zabezpieczeniem.

      NAJGŁOŚNIEJSZA BANKOWA TWARZ 2010

      1. Gerard Depardieu - najbardziej spektakularna akcja reklamowa Anno Domini 2010. BZ WBK specjalizował się w przyciąganiu do polskich reklam zagranicznych gwiazd. Był Danny deVito, był John Cleese, był nawet trener piłkarski Leo Beenhakker. Ale Gerard Depardieu, który obiecywał w spotach reklamowych stówkę dla każdego nowego klienta BZ WBK i uroczo usiłował mówić po polsku, był niewątpliwie reklamowym hitem roku. BZ WBK pozyskał dzięki niemu 144,000 nowych kont. Ile z nich klienci napełnili pieniędzmi - nie wiadomo.

      Czytaj: Depardieu przyniósł sukces bankowi BZ WBK

      2. Maria Peszek - najbardziej kontrowersyjna gwiazda reklamowa tego roku. Zatrudniona przez bank Inteligo, który tym akcentem postanowił podkreślić, że jest gotów stawić czoła największemu bankowi internetowemu w Polsce - mBankowi. Przyszłość pokaże czy wybór Marii Peszek na jedną z twarzy reklamowych był słuszny (drugą jest muzyk Andrzej Smolik), ale już wiadomo, że skojarzenie piosenkarki, znanej z ostrych, wulgarnych tekstów (któż nie słyszał o hujawiaku i pieprzotach?) z bankiem Inteligo, zostało zauważone.

      Czytaj: Pieprzenie i Bogurodzica, czyli komu pomoże Maria Awaria

      3. Justyna Kowalczyk - megagwiazda sportów zimowych, multimedalistka olimpijska, biegaczka Justyna Kowalczyk zadebiutowała jesienią w reklamach Polbanku. To najbardziej znana - może wyjąwszy Małysza i Kubicę - polska sportsmenka i jej przyciągnięcie do reklamy banku jest wydarzeniem dużej rangi. Kowalczyk (oraz wysokie oprocentowanie oferowane przez bank) zapewniła Polbankowi jeden z największych przyrostów depozytów na rynku.

      Czytaj też: Wielki pojedynek bankowy - Kowalczyk vs Kowalska

      Przypomnij też sobie: Najbardziej manipulatorskie reklamy 2009 r.

      Wszystkim czytelnikom blogu „Subiektywnie o finansach” życzę na 2011 r. samych udanych inwestycji. Zdobądźcie świata szczyt :-)

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Santander, Grendowicz, Peszek i Depardieu... Bankowo zaskakujący rok!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 31 grudnia 2010 11:38
  • czwartek, 30 grudnia 2010
    • Sylwester będzie na smutno? Rząd chce zachachmęcić mi resztkę emerytury!

      Nie przepadam za OFE. Odkąd jedenaście lat temu jeden z nich zajął się moimi pieniędzmi, mam nieustanne wrażenie, że mnie okrada. W pierwszych latach z każdej wpłacanej przeze mnie (a właściwie przez mego pracodawcę) składki, pracusie z OFE zabierali bite 7%. Chyba tylko po to, by prezesi mogli siedzieć na swoich tłustych tyłkach w okazałych, szklanych domach. To, czego nie zdołali wydać, odpalali akwizytorom, odpowiedzialnym za ściąganie kolejnych przyszłych emerytów. Naiwnie wierzących, że czeka ich upojna jesień życia pod palmami. Co prawda ostatnio mój OFE poskromił apetyt i zabiera mi tylko 3,5% składki w ramach opłaty manipulacyjnej, ale to i tak jest rozbój w biały dzień, biorąc pod uwagę, że moje wpłaty nic OFE nie kosztują. Ot, jeden przelew, księgowanko i już.

      Dziś, kiedy premier Tusk ogłosił, że zamiast 7,3% mojej pensji do OFE ma trafiać tylko 2,3%, zaś reszta pójdzie do ZUS, postanowiłem sprawdzić jak radzi sobie mój OFE. I czy to dobrze, że premier chce zabrać z niego moją kasę. Wartość tzw. jednostki rozrachunkowej mojego OFE w ciągu ostatnich 11 lat wzrosła z 11 zł do 33 zł. Czyli, tak na logikę, gdybym wpłacił w grudniu 1999 r., powiedzmy, 11.000 zł, to miałbym dziś 33.000 zł, co oznacza średni roczny zysk rzędu 10-11%. Ładnie! Grzeczne OFE! Już prawie zmieniłem zdanie o tych darmozjadach, ale szybko sobie przypomniałem o 7% prowizji od każdej składki, którą to prowizję mi zabierali. A inwestowali tylko to, co zostało po jej potrąceniu. Mój realny zysk w OFE, po uwzględnieniu tego potrącenia, jest niższy (bo w pierwszym roku zaczął się naliczać nie od 100 zł, ale od 93 zł). Licząc ów zysk w skali całej inwestycji pewnie doszedłbym do tego, że nie przekroczył średniorocznie 8-9%

      Cóż, może OFE to nie do końca cwaniaki tego sortu, co ci od kryzysu finansowego, bo jednak coś-tam dla mnie zarobili... :-)

      Donald Tusk chce mnie uwolnić od tych darmozjadów. Chce, żebym już nie oddawał do OFE ponad 7% pensji brutto, ale trzy razy mniej - tylko 2,3%. I tylko tymi pieniędzmi pracusie z funduszu nadal będą się bawili, pobierając dla siebie prowizje. Nie tak sute, jak wcześniej (3,5% to nie 7%), więc pewnie byłaby szansa, że wreszcie na całym interesie i ja bym skorzystał, a nie tylko akcjonariusze OFE, tuczeni moimi pieniędzmi. Jeśli fundusz wypracowywałby, tak jak do tej pory, średnio po 10% rocznego zysku, to nawet po odpaleniu mu prowizji zostawałoby mi więcej zysku rocznie na przyszłą emeryturę, niż miałbym oszczędzając na lokatach bankowych.

      Ale premier Tusk chce, żebym większość tych pieniędzy - i to teraz, kiedy prowizje od wpłat do OFE spadają! - zamiast do funduszu, niósł do ZUS-u. Przy całej niechęci do OFE, decyzję rządu Tuska odbieram jako skok na moją kasę. Może mi premier obiecywać, że pieniądze będą waloryzowane o inflację i wskaźnik wzrostu gospodarczego (ciekawe jak oni to będą liczyć? sumować?). I może mi premier gwarantować, że - choć wyda moje składki od razu - będą one zapisywane na moim, prywatnym koncie w ZUS i ktoś mi je kiedyś odda. Jest jeden drobny problem, który mnie niepokoi - ta część mojej emerytury będzie pod wpływem polityków. Będzie zależała od ich widzimisię. A to mi się nie podoba.

      Jasne - będąc w OFE też pośrednio jestem zakładnikiem rządu, bo OFE, za moje pieniądze kupują głównie obligacje skarbowe od tegoż rządu. Więc na moim koncie w OFE są w dużej mierze papierki będące obietnicą, że rząd kiedyś coś za nie zapłaci. Jak nie będzie chciał, to nie zapłaci i - czy jestem w OFE czy nie - i tak zostanę na lodzie. Jednak mimo wszystko OFE to prywatna instytucja finansowa, niezależna od rządu, inwestująca pieniądze - co ważne! - nie tylko w obligacje, ale też w akcje prywatnych spółek notowanych na giełdzie. Przy całej niechęci do tych cwaniaków i przy całej pogardzie dla ich bezdennej chciwości, mam wrażenie, że w ich skarbcach moje papierki z obietnicą emerytury byłyby ciut bezpieczniejsze, niż podobne papierki z obietnicą, że rząd coś zapłaci, ale zdeponowane w kasach ZUS. Może jestem uprzedzony do ZUS, ale tak już mam.

      Tusk, jak to Tusk - po tym jak ogłosił, że chce zachachmęcić moją emeryturę (no dobra, kolejną część z niej, bo przecież większość była zachachmęcona przez ZUS już wcześniej :-)) - obiecał mi cukierka. Od 2012 r. rząd wprowadzi specjalną ulgę podatkową. Będą mogli skorzystać z niej ci, którzy sami będą odkładać w OFE lub funduszach inwestycyjnych dodatkowe pieniądze. W pierwszym roku ulga wyniesie 2% od podstawy opodatkowania. Od 2015 r. zwiększy się do 3%, a od 2017 r. wzrośnie do 4%. Jeśli dobrze rozumiem: 2% pieniędzy, które będę dodatkowo odkładał na emeryturę, będę mógł sobie odpisać od dochodu (to gorzej, niż od podatku). Ciekaw jestem jak Minister Finansów sprawdzi czy odkładam na emeryturę, czy tylko na zakup nowego domu? Czyżby ulgą miały być objęte tylko wpłaty na IKE (Indywidualne Konta Emerytalne)?

      No dobra, nie będę się znęcał nad tą propozycją. Od lat ekonomiści nawołują kolejne rządy, by wreszcie wprowadziły jakieś zachęty do oszczędzania na emeryturę. Zachęty mocniejsze, niż już istniejąca obietnica, że za 30 lat nie zapłacę od moich oszczędności podatku Belki (na tym dziś polegają IKE i pies z kulawą nogą się nimi nie interesuje). To, co proponuje rząd, jest rodzajem mniej odroczonej w czasie zachęty, choć nie można nie zauważyć, że jej skala jest żałosna. Jeśli będę wpłacał do funduszu inwestycyjnego 300 zł miesięcznie na dodatkową emeryturę, co uczyni kwotę 3600 zł rocznie, to - dzięki łaskawości p. Tuska i ministra Rostowskiego jego - od całego mojego rocznego dochodu będę mógł sobie odpisać... 72 zł. Premier Tusk dobrze kombinuje. Dopóki nie kazał dzieciom w szkołach uczyć się o stopach zwrotu, procentach składanych i innych pożytecznych rzeczach, może mieć nadzieję, że nikt się nie zorientuje, źe to ściema jest :-)

      Premier doskonale wie co robi, ogłaszając chęć zachachmęcenia moich pieniędzy tuż przed Sylwestrem. Przez kilka godzin się człowiek poużala jaki ten rząd jest zły, potem pójdzie na zabawę, upije się na wesoło (czego Wam z całego serca zyczę) lub na smutno (to w moim przypadku) i zapomni. A premier usiądzie przy kominku, sprawdzi rosnące słupki poparcia i odetchnie z ulgą: „jeszcze raz się udało”.

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (36) Pokaż komentarze do wpisu „Sylwester będzie na smutno? Rząd chce zachachmęcić mi resztkę emerytury!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 23:15
    • Szokujący rekord: bank daje sobie 360 dni na rozpatrzenie reklamacji klienta!

      O tym, że reklamacje to pięta achillesowa niektórych banków, nie muszę Was chyba przekonywać. Niestety większość banków traktuje pretensje klientów - i te uzasadnione, i te bzdurne, bo i takie przecież się zdarzają - jak zło konieczne. Odpowiadają późno albo nie odpowiadają wcale. Albo tak odpowiadają, jakby chciały powiedzieć: „czas dla drużyny”.

      Czytaj też: Reklamacja się ślimaczy, czyli ile bank wyciśnie z miesiąca?

      Niestety zrobić nic z tym nie można, bo - jak opowiadała mi niedawno Katarzyna Marczyńska, która jest Arbitrem Bankowym przy Związku Banków Polskich - żaden przepis Prawa Bankowego, ani inna ustawa, nie regulują w jakim terminie bank powinien odpowiedzieć na reklamację klienta. Zwyczajowo jest przyjęte, iż powinien odpowiedzieć w ciągu 30 dni. Ale jak się uprze - to nie musi odpowiadać w ogóle.

      Niektóre banki przesadzają jednak z samowolką i wpisują do regulaminów tak absurdalne terminy rozpatrywania reklamacji, że nóż się w kieszeni otwiera. Taki np. Bank Pekao wybrane reklamacje pozwala sobie rozpatrywać w ciągu... 360 dni. Stosowny zapis w regulaminie prowadzenia kont osobistych w Pekao zaczyna się niegroźnie: „Bank rozpatruje reklamacje niezwłocznie po ich wpływie, o ile to możliwe w terminie 30 dni kalendarzowych od daty ich przyjęcia”.

      Ale prawdziwy kwiatek jest dalej: „W przypadku reklamacji dotyczących operacji dokonanych kartą debetową Maestro lub Visa Pekao wymagających kontaktowania się z akceptantem lub organizacją MasterCard/Visa Europe okres rozpatrywania reklamacji może być dłuższy, o czym Bank informuje Posiadacza Eurokonta odrębnym pismem. Maksymalne terminy rozpatrywania reklamacji wynoszą: 200 dni dla reklamacji bankomatowych, niefinansowych (tj. nie związanych z dokonanymi operacjami) i akceptantów Banku (obsługiwanych przez Bank) oraz 360 dni dla akceptantów obcych”.

      Rozumiem, że czasem bank potrzebuje czasu, by skontaktować się z Visą lub MasterCardem, ze sklepem, w którym reklamowane zakupy miały miejsce, z właścicielem bankomatu jeśli chodziło o wypłatę gotówki, a czasem i z operatorem terminalu płatniczego. Ale, do licha, nawet w erze gołębi pocztowych takie ceregiele nie zajmowały całego roku! Nie chciałbym być w skórze klienta, który czeka okrągły rok na rozpatrzenie reklamacji przez bank. I w tym czasie ma np. zablokowane pieniądze na koncie. Nie śpiewa sobie wówczas tak:

      Domyślam się, że sytuacja jest czysto hipotetyczna, a w całym banku Pekao pewnie nie zdarzyło się ani razu, by klient czekał cały rok na rozpatrzenie reklamacji, ale... zawsze kiedyś musi być ten pierwszy przypadek. I szkoda, że pekaowski regulamin na taki „pierwszy raz” od niedawna zaczął pozwalać.

      Czytaj też: 45 dni na reklamację, czyli ostrożność procesowa, która wkurza

      Co na to bank? Ano mówi, żeby się nie przejmować. „Termin 360 dni jest terminem maksymalnym, dotyczącym bardzo nietypowych spraw rozstrzyganych przez organizacje kartowe, w sytuacjach gdy wydawca karty nie dojdzie do porozumienia z instytucją rozliczającą transakcję” - uspokaja Arkadiusz Mierzwa, rzecznik banku.

      Bank rozpatruje reklamacje niezwłocznie po ich wpływie, o ile to możliwe w terminie 30 dni kalendarzowych od daty ich przyjęcia. I ten zapis jest w przeważającej większości przypadków stosowany przez Bank podczas rozpatrywania reklamacji. 80% reklamacji, które wpłynęły w 2010 r. Bank Pekao rozpatrzył w terminie poniżej 30 dni. Natomiast średni czas rozpatrywania reklamacji w tym roku wyniósł 25 dni.

      Jeżeli zaś chodzi o termin 360 dni, czyli drugi punktu regulaminu: tak długie terminy są konsekwencją skomplikowanych procedur międzynarodowych organizacji kartowych Visa i MasterCard dotyczących korespondencji oraz wymogów dokumentowych i rozliczeniowych.  Niejednokrotnie dokumenty uzyskane drogą reklamacyjną muszą być przedstawiane klientom do opinii, która w tego typu sytuacjach jest podstawą do ewentualnego, dalszego prowadzenia postępowania wyjaśniającego” - mówi rzecznik.

      Czytaj też: Plastikowe bezprawie. Jak banki rąbią nas na kartach?

      Przekonani? Ja tylko częściowo. Bardzo się cieszę, że w Banku Pekao średni termin rozpatrywania reklamacji wynosi tylko 25 dni. Ale tym bardziej się dziwię. Wpisywanie do regulaminów przez bank, który dobrze radzi sobie z rozpatrywaniem reklamacji, tak abstrakcyjnych terminów, jak 360 dni, jest wizerunkowym strzałem w kolano. Każdy, kto niechcący przeczyta regulamin, natychmiast spadnie pod stół, jak tylko zobaczy te nieszczęsne 360 dni. Tak, jak zrobił to czytelnik, który doniósł mi o sprawie.

      Arkadiusz Mierzwa chyba nie jest przekonany do mojego toku myślenia, bo podaje hipotetyczny przykład reklamacji, na której rozpatrzenie, w XXI wieku, w erze iPada, XBoxa oraz operacyjnego powiększania piersi, bank może potrzebować okrągłego roczku. Jak niby wygląda taka reklamacja z brodą? Ano wygląda tak, jak Jozin z Bazin:

      Załóżmy, że klient banku rezerwował noclegi w hotelu w Kenii, korzystając z internetowego pośrednika. Po przybyciu na miejsce okazało się, że nie ma żadnej rezerwacji i za pobyt zapłacił jeszcze raz kartą. Firma, za pośrednictwem której klient dokonał rezerwacji twierdziła, że rezerwacja została wykorzystana, dlatego nie mogą oddać żadnych pieniędzy, zaś hotel twierdził, że nie było rezerwacji, ale klient był i zapłacił kartą.

      Hotel posiada potwierdzenie z podpisem klienta. Po otrzymaniu od zagranicznego banku kopii dokumentów (miesiąc) i złożeniu dodatkowych wyjaśnień przez klienta (kolejne trzy tygodnie) został złożony charge-back, odrzucony przez zagraniczny bank (kolejne sześć tygodni). Potem korespondencja z MasterCard i kolejny charge-back, postępowanie prearbitrażowe i decyzja negatywna MasterCard (kolejne kilka miesięcy). Składamy odwołanie, które ostatecznie zostaje uznane i wreszcie po prawie roku możemy uznać rachunek klienta”.

      Czytaj też: Płaciła kartą w Japonii i o mało nie zbankrutowała. Błąd systemu.

      Jak dla mnie naciągane. I nadal uważam, że wpisywanie do regulaminów takiego terminu rozpatrywania reklamacji jest wizerunkowym strzałem w kolano. Ale może się czepiam? Oceńcie sami. A zanim ocenicie, przeczytajcie kilka ogłoszeń duszpasterskich.

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      KOMINEK TEŻ LUBI SUBIEKTYWNOŚĆ! Niejaki Kominek, podobno najpopularniejszy bloger w Polsce, samozwańczy Buk blogosfery, zajął się kilka dni temu wideocyklem „Prześwietlamy reklamy”. Sprawdź jak skomentował filmik, poświęcony polisom 4Life Direct „Moi Bliscy”

      PRZEKONAJ SIĘ O POTĘDZE MEDIÓW. Klientka Banku Millennium miała problem z załatwieniem sprawy. Jej opiekunka z oddziału chciała pomóc, ale ludzie z centrali rzucali kłody pod nogi. Aż pewnego dnia klientka i jej doradczyni wspólnie wymyśliły, że trzeba w kolejnym piśmie do centrali zagrozić zawiadomieniem o problemie autora blogu „Subiektywnie o finansach” oraz kilku innych mediów. Cóz, domyślasz się co stało się dalej? czytaj tutaj.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Szokujący rekord: bank daje sobie 360 dni na rozpatrzenie reklamacji klienta!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 07:52
  • środa, 29 grudnia 2010
    • Zbliżeniówki u Armaniego? Dziwne pomysły na promocję nowych kart

      Płatności bezstykowe trafiają pod strzechy. Wspólnie z organizację Visa banki wydały milion tego typu kart (w tym lwią część stanowią karty, które trafiły do portfeli klientów PKO BP), a ostatnio program wydawania kart bezstykowych ogłosił drugi największy bank w Polsce - Pekao. On dla odmiany będzie wydawał klientom bezstykowe plastiki ze znakiem MasterCard. Tak czy owak - coraz więcej klientów będzie dysponowało kartami, którymi można płacić po prostu zbliżając plastik do czytnika, nie wbijając nawet PIN-u. Taka możliwość dotyczy oczywiście tylko niektórych płatności - tych nie przekraczających 50 zł - mieszczących się w przyznanych przez bank limitach (zwykle takimi kartami można zapłacić bezstykowo tylko kilka razy dziennie).

      Czytaj też o bezpieczeństwie kart bezstykowych. Co będzie jak taką zgubisz?

      To, czy Polacy będą chcieli płacić kartami bezstykowymi, zależy w dużej mierze od tego w ilu miejscach zostaną zainstalowane specjalne terminale. Póki co są one m.in. w sklepach Empiku, w salonach prasowych Kolportera, w kawiarniach Coffe Heaven, w restauracjach McDonald’s i jeszcze w paru innych sieciach, by wspomnieć tylko o dyskontach Żabka. Organizacje płatnicze - zwłaszcza MasterCard, który ma tylko 35% karcianego rynku w Polsce, ale pod względem agresywności promocyjnej bije konkurencyjną Visę na głowę - chętnie informują o wprowadzeniu płatności bezstykowych w nowych miejscach.

      I oto ostatnio MasterCard rozśmieszył mnie do łez, bowiem poinformował, iż do systemu płatności bezstykowych - przypomnijmy, obejmującego, bez konieczności wklepania PIN-u  tylko transakcje do 50 zł - przystąpiły sklepy Venezia. Większość czytelniczek tego blogu zapewne wie, że jest to sieć dość ekskluzywnych sklepów z butami, torebkami, artykułami skórzanymi. Wchodząc do niej trzeba się przygotować na wydatek rzędu kilkuset złotych albo i kilku tysięcy, bo są to rzeczy bardzo wysokiej jakości, ale raczej drogie.

      Sklep Venezia

      Jaki jest sens instalowania terminali zbliżeniowych w takim sklepie? Nie mam zielonego pojęcia. Domyślam się, że Mastercard obsypał właścicieli Venezii jakimiś bonusami (zapewne finansowymi), a ci machnęli ręką i pozwolili sobie wstawić terminale. No i stoją, aczkolwiek nie ma co liczyć, że ktokolwiek z nich skorzysta, przynajmniej w opcji bez-PIN-owej. Z ciekawości zajrzałem do jednego z warszawskich sklepów sieci Venezia, by znaleźć w nim coś, co kosztowałoby mniej niż 50 zł i za co można byłoby zapłacić zbliżeniowo nie podając PIN-u. Znalazłem dwa przedmioty - apaszkę (49 zł) i pastę do butów. Ale pasek do spodni kosztował już stówkę, więc musiałbym już podać PIN.

      Owszem, terminal zbliżeniowy można wstawić nawet w salonie Mercedesa albo Ferrari. Zawsze to dla klienta jakaś atrakcja, że nie musi podawać karty sprzedawcy, a tylko zbliża ją do terminala. Ale jeśli kupuje coś za więcej, niż 50 zł, to i tak musi podać PIN, więc transakcja raczej nie jest szybsza. A wygodniejsza? No, może odrobinkę. Na miejscu szefów MasterCarda skupiłbym się na instalowaniu czytników kart bezstykowych raczej tam, gdzie mogą być najbardziej użyteczne. A więc w miejscach, gdzie ludzie kupują za grosze, spieszą się i gdzie nawet oszczędność kilku sekund ma znaczenie. A nie w salonach Chanel, czy Giorgio  Armaniego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Zbliżeniówki u Armaniego? Dziwne pomysły na promocję nowych kart”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 29 grudnia 2010 12:15
    • Banki wciskają darmowe konta do lokat i kredytów, a potem łupią prowizjami

      Na początku tygodnia opisywałem chwyt za gardło, który przygotował klientom Getin Bank. Otóż od stycznia podwyższa on prowizję za konto w pakiecie Getin24. Dotąd ROR był darmowy, teraz będzie trzeba za niego płacić 4,99 zł miesięcznie. Kłopot będą mieli głównie ci klienci, którzy getinowego ROR-u internetowego używają wyłącznie do zarządzania lokatami. A takich delikwentów jest multum, bo Getin zawsze płacił za depozyty świetnie, a do każdego podpinał - a jakże! - darmowe konto.

      Ale nie z powodu tego kłopotu postanowiłem się awanturować, a z powodu faktu, iż pracownicy Getinu w oddziałach i w infolinii wciskali klientom kit, że jeśli zamkną oni ROR, by nie wpaść w pułapkę prowizji, to konsekwencją będzie zerwanie lokat ze stratą. Oficjalnie wygląda to zupełnie inaczej - lokaty można zostawić i zarządzać nimi za pośrednictwem placówek Getinu bądź zamknąć razem z kontem, ale nie tracąc ani grosza odsetek. Tyle, że pracownicy Getinu najwyraźniej dostali wytyczne, by za wszelką cenę zniechęcać klientów do zamykania ROR-ów. I robili to, jak nie prośbą, to groźbą.

      Drugą pretensją do Getinu, którą zgłosiłem, posiłkując się mejlami od klientów, było to, iż bank poinformował klientów o zmianach w taryfie dopiero w ostatniej chwili, na 10 dni roboczych przed ich wprowadzeniem, tuż przed okresem Świąt Bożego Barodzenia. Zaś nawet po wysłaniu do klientów listów z zapowiedzią podwyżek, na stronie internetowej wciąż kusił informacją, że ROR jest darmowy. Literalnie rzecz ujmując ściemy tu nie ma, bo do 31 stycznia Getin24 jest rzeczywiście za darmo. Ale czy taką informację warto wybijać na bannerach?

      Getin - banner przed zmianą

      W Getinie najwyraźniej stwierdzili, że nie warto. I w dniu publikacji notki w blogu - oraz tekstu na ten sam temat w papierowym wydaniu „Gazety Wyborczej” - ze strony internetowej Getin24 zniknęła informacja o darmowym koncie. Widać w banku ktoś uznał, że ta pretensja, którą złogiłem w oparciu o informacje czytelników, jest uzasadniona. Cieszy szybka reakcja banku na krytykę, choć martwi chęć wprowadzania zmian bez wyprzedzania i w okresie świątecznym. A oto dowód, że bank zmienił komunikację konta Getin24 w internecie:

      Getin - banner po korekcie

      A co do samego getinowego chwytu za gardło, to niestety nie jest on ani nowy, ani nazbyt oryginalny. Wpisywanie klientom do umów o najrózniejsze produkty finansowe bonusu w postaci konta, które jest trwale przywiązane do kupowanych produktów, a potem obciążanie tego konta prowizjami, jest numerem, za który wielu bankowców będzie się smażyło w piekle. Wśród nich zapewne ludzie z Multibanku, którzy wymyślili, żeby spinać z ROR-em spłaty kredytów hipotecznych.

      Jedna z klientek doniosła mi, że „Multibank znalazł kolejną furtkę do naciągania klientów. Przy udzielaniu kredytu bank automatycznie otwierał kredytobiorcom konto Multikonto Ja/My wpisując to konto jako konto do spłaty kredytu. Do września tego roku konto to było bezpłatne. Teraz trzeba za nie płacić. Osoby, które nie chcą płacić za konto, mogą je zamienić na darmowe konto techniczne, ale... płacąc dodatkowo za sporządzenie aneksu do umowy, pozwalającego na taką zmianę. Aneks kosztuje... 50 zł”.

      Klientka Multibanku jest oburzona. I chyba ma trochę racji. ”Moim zdaniem jest to kolejne wyłudzenie pieniędzy przez bank. Skoro nigdy nie występowałam do banku o otwarcie tego konta, zostało mi ono automatycznie przypisane do kredytu, to powinnam mieć możliwość darmowej jego modyfikacji - żali się. Wiem, że nie zawsze się da tego uniknąć, ale w sytuacji, gdy nie musicie kupować czegoś, co bank wciska Wam za darmo, nie kupujcie. Prędzej czy później bank wystawi Wam rachunek.

      Żeby nie było tak, jak w tej zakazanej reklamie Renault. Wy jesteście tą brunetką, która liczy na igraszki, a bank... no wiecie, ta szatynka :-). Zupełnie nie rozumiem, czemu niektóre włoskie stacje nie chcą emitować tej reklamy... :-).

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      PRZEKONAJ SIĘ O POTĘDZE MEDIÓW. Klientka Banku Millennium miała problem z załatwieniem sprawy. Jej opiekunka z oddziału chciała pomóc, ale ludzie z centrali rzucali kłody pod nogi. Aż pewnego dnia klientka i jej doradczyni wspólnie wymyśliły, że trzeba w kolejnym piśmie do centrali zagrozić zawiadomieniem o problemie autora blogu „Subiektywnie o finansach” oraz kilku innych mediów. Cóz, domyślasz się co stało się dalej? czytaj tutaj.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Banki wciskają darmowe konta do lokat i kredytów, a potem łupią prowizjami”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 29 grudnia 2010 08:35
  • wtorek, 28 grudnia 2010
    • PKO BP ożywia trupa Szkolnych Kas Oszczędności. Procenty nie wystarczą

      PKO BP - największy polski bank - wreszcie podwyższa oprocentowanie Szkolnych Książeczek Oszczędności. Przez najbliższe pięć miesięcy pieniądze tam zgromadzone będą procentować ze stawką 4,5%, a poźniej - 3,5%. Można byłoby westchnąć - wreszcie! Nie znajduję bowiem żadnego uzasadnienia tego, że SKO - najważniejsza propozycja banku PKO BP dla szkół i uczniów - do tej pory miało oprocentowanie rzędu 0,01% w skali roku.

      Szkolne Kasy Oszczędności i związane z nimi książeczki oszczędnościowe pamiętamy chyba wszyscy. W starych czasach ich posiadanie należało do dobrego tonu, podobnie jak polisy posagowej PZU :-). Efekt był w obu przypadkach ten sam - pieniądze na koniec zżarła hiperinflacja. A dziś PKO BP próbuje reanimować program SKO, słusznie zakładając, że jak nie wychowa sobie nowych klientów, to będzie skazane na wymieranie, jak dinozaur. Bankowość elektroniczna Inteligo i SKO to dwie iskierki nadziei na to, że dzisiejsza potęga bankowa PKO BP za 20 lat nie spadnie do drugiej ligi.

      Czytaj też: Lokata antybelkowa, progresywna i łatwozrywalna. Przyjmie się?

      Inteligo rozpędza się już od roku, a SKO kopa dostaje dopiero teraz. Nie jest ostatnio przesadnie popularna. Obecnie w kasach SKO zrzeszonych jest 142.000 uczniów z ponad 1800 szkół podstawowych i gimnazjów. Ale jak mogło być inaczej, skoro PKO traktował wkłady uczniów po macoszemu, bo są to - na tle jego portfela depozytowego - niewielkie pieniądze (w sumie kilkanaście milionów złotych). A poza tym największy bank w Polsce nie od dziś cierpi na nadmiar płynności i za depozyty płaci raczej mało - nie tylko uczniom. Teraz, przy promocyjnym oprocentowaniu, SKO będą najwyżej oprocentowanym depozytem w ofercie banku.

      Czytaj też: PKO wprowadzi nowe pakiety kont. Proste jak drut

      Sęk w tym, że - moim zdaniem - wysokie oprocentowanie pieniędzy nie wystarczy, by reanimować SKO. Potrzebny jest pakiet promocyjny oraz unowocześnienie samego SKO, co się zresztą już dzieje. Póki co kasy działały jak za Króla Ćwieczka. Dzieci przynosiły pieniądze do pani, ta wpłacała je na zbiorczą książeczkę szkolną z dyspozycją rozdziału na prywatne subkonta poszczególnych dzieci. W dzisiejszych czasach,kiedy dzieciaki dostają od banków karty identygfikacyjno-płatnicze, taka konstrukcja SKO nie może być już atrakcyjnym wabikiem dla maluchów, wychowywanych na grze na konsoli i oglądaniu Cartoon Network.

      SKO - stara książeczka oszczędnościowa

      Dopiero jeśli uczniowie będą mogli wpłacać pieniądze na SKO bezpośrednio w oddziałach banku, ale też przez internet (np. przelewem z „dorosłego” konta rodziców), a przede wszystkim jeśli będą mogli online podglądać stan swoich rachunków, to oszczędzanie stanie się dla nich większym wabikiem, niż np. zakup bakugana. Marzy mi się specjalny serwis internetowy, zrobiony „pod SKO”. Taki z suwakowymi, przystosowanymi do percepcji 10-13 latków symulatorami, obrazującymi procent składany i inne rzeczy wynikające z systematycznego oszczędzania, może z jakimś konkursem z nagrodami w tle (żeby dzieciaki często wchodziły do serwisu), a może też z programami partnerskimi (punkty, prezenty).

      Pierwszy krok PKO BP zrobił, kończąc z żałośnie niskim oprocentowaniem produktu oszczędnościowego dla najmłodszych. Czekam z niecierpliwością na dalsze. Domyślam się, że Michał Macierzyński, który nie od dziś kipi pomysłami, ma spójną wizję nowych SKO, ale jego nowy pracodawca, PKO BP, to niestety korporacja, w której młyny historii mielą wyjątkowo wolno. Wspólnie więc z Michałem musimy uzbroić się w cierpliwość. A czekając na nowe SKO wysłuchajcie kilku rad o tym jak uczyć najmłodszych oszczędności. Ci, którzy kupują papierowe wydanie „Gazety Wyborczej”, zapewne przeczytali je już w poniedziałkowym wydaniu. Pozostałych zapraszam do lektury blogu!

      JAK ZACZĄĆ EDUKACJĘ FINANSOWĄ DZIECKA? - porady Maćka Samcika

      Rób z pięciolatkiem zakupy. Pierwszy etap edukacji finansowej każdego oseska to próba zrozumienia: dlaczego coś, co jest lepsze, musi więcej kosztować. Początkowo maluch nie ma rozeznania dlaczego jedna rzecz kosztuje 5 zł, a druga 25 zł. I dopóki nie zauważy, że to, co kosztuje 25 zł, jest znacznie lepsze od zwykłej taniochy, nie da się wytłumaczyć mu, że im więcej pieniędzy, tym więcej przyjemności. Z mojego prywatnego doświadczenia wynika, że uświadamianie wartości pieniądza warto zacząć już wtedy, gdy dziecko ma 5-6 lat. Jeśli chcesz mu kupić jakiś drobiazg, idźcie razem do sklepu i pokaż mu dwie opcje - wyraźnie tańszy, ale mniej wartościowy gadżet oraz droższy, ale dużo lepszy. Przy czym pamiętaj, że dla dziecka często lepszy jest ten prezent, który jest po prostu... większy. Pamiętaj, by sensownie dobrać alternatywę.

      Kup siedmiolatkowi skarbonkę lub portfel. Kiedy dziecko wie już, że za 25 zł może mieć coś lepszego, niż za 5 zł (oczywiście od tej zasady w dziecięcej główce będą zdarzały się wyjątki, ale generalnie jest ona przecież słuszna), trzeba je nauczyć, że cierpliwość w świecie finansów jest cnotą jedną z najwyższych. Dziecko, które dostanie od babci 10 zł i od razu pobiegnie do sklepu te pieniądze wydać, nie ma w głowie żadnego pomysłu na rozsądne zarządzanie pieniędzmi, a po prostu ich „używa”. Kup dziecku skarbonkę lub mały portfelik. I wkładajcie tam pieniądze, które maluch dostanie od czasu do czasu w prezencie. Idź razem z dzieckiem do sklepu z zabawkami i przypomnij mu ile pieniędzy kosztują niektóre z wymarzonych zabawek. Potem rzut oka na skarbonkę lub portfel i ocena sytuacji - ile jeszcze brakuje.

      Wypłać ośmiolatkowi kieszonkowe. Wiele osób ma wątpliwości czy dziecko powinno dostawać pieniądze. Moja mama wychowała mnie według zasady, iż jeśli chcę sobie coś kupić, to powinienem przyjść po pieniądze do niej. Większość psychologów uważa jednak, że dziecko powinno mieć własne pieniądze. Choćby niewielkie. I powinno je otrzymywać systematycznie, na zasadzie minipensji. Oczywiście zawsze możesz ją zmniejszyć lub cofnąć okresowo za złe zachowanie lub np. słabe wyniki w szkole, co jest świetnym narzędziem wychowawczo-motywacyjnym. Znacznie gorszym pomysłem jest płacenie dziecku za konkretne czynności. Zwłaszcza jeśli maluch miałby dostawać pieniądze za zrobienie czegoś, co jest jego obowiązkiem. Dziecko nie może żyć w przekonaniu, że jego posłuszeństwo względem rodziców jest przedmiotem jakichś targów. Można dziecko nagrodzić finansowo, jeśli zrobi coś ekstra. Ale to naprawdę w ramach wyjątku.

      Czytaj też: Zbierałeś za granicą pieniądze na emeryturę? Polska tej kasy nie chce!

      Wręcz dziesięciolatkowi kartę. Największy problem miałem z tym, żeby wytłumaczyć dziecku, iż pieniądze nie są dobrem nieograniczonym. Odkąd raz czy drugi mój syn asystował mi przy bankomacie bądź sklepowym terminalu do płacenia kartą, doszedł do niczym nie zmąconego przekonania, że na karcie zapisana jest nieograniczona liczba gotówki, zaś banknoty w bankomacie są prywatną własnością tatusia. Co z tym fantem zrobić? Sprawa jest prostsza odkąd wynaleziono karty pre-paid. Możesz wręczyć 10-latkowi taką kartę, załadowaną np. kwotą 30-40 zł i poprosić, by ją wypróbował. Metodą eksperymentów dziecko dojdzie do smutnego, ale jakże prawdziwego wniosku, że na karcie płatniczej pieniądze mogą się skończyć. I że taki plastik jest tylko metaforą skarbonki, Przy okazji pociecha na własnej skórze przekona się o tym, że wygodniej robić zakupy płacąc kartą, niż gotówką. To nawyk, który będzie owocował przez całe życie.

      Czytaj też: Lokata z odsetkami zależnymi od WIBOR-u. Sposób na rosnące stopy?

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „PKO BP ożywia trupa Szkolnych Kas Oszczędności. Procenty nie wystarczą”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 13:25
    • Skrytka bankowa na wagę złota. Opłaty 10-krotnie wyższe, niż w Stanach?

      Dziś będzie o usłudze może mało popularnej, ale nie nierozłącznie kojarzonej z tradycyjną bankowością. Tą sprzed ery kont elektronicznych i pieniądza bezgotówkowego, zamkniętego w plastikowych kartach z czipem. „Chciałem wynająć w banku BZ WBK skrytkę bankową i zdeponować tam doumenty. Dowiedziałem się, że cena wynosi 400 zł rocznie. O ile się nie mylę, to największa cena za taka typu usługę wśród wszystkich banków w Polsce” - pisze do mnie jeden z czytelników.

      Spytałem w oddziale BZ WBK czym podyktowana jest tak wysoka opłata. Dowiedziałem się, że jest to usługa luksusowa i bardzo pracochłonna - potrzeba aż dwóch pracownic banku do wydania skrytki. No i samej skrytce też trzeba zapewnić bezpieczeństwo. Bo to taki prywatny bankomat. Za wynajęcie skrytki bankowej w banku w Chicago płaciłem 12 dol. rocznie. Godzina pracy przeciętnego pracownika w USA kontra ćwierć wypłaty zwykłego pracownika w Polsce? Nie składa mi się ta matematyka” - zgryźliwie komentuje klient.

      Nie wiem czy rzeczywiście skrytki bankowe w USA są tak tanie, bo nigdy z takiej usługi nie skorzystałem. Niezależnie od tego czy porównanie ze Stanami jest słuszne, warto zastanowić się nad hipotezą stawianą przez klienta, że skrytki bankowe w BZ WBK mają ceny wzięte z kosmosu. Podzieliłem się tą hipotezą z pracownikami biura prasowego BZ WBK. I czego się dowiedziałem?

      Wynajem skrzynek bankowych nie jest usługą masową. A wysokość opłaty - wynosząca 1,11 zł dziennie - rzeczywiście może budzić kontrowersje. Tak samo, jak kontrowersje może budzić cena "Gazety Wyborczej" - 2,50 zł dziennie! Czy 1,11 zł za zapewnienie absolutnego bezpieczeństwa dokumentów lub kosztowności to rzeczywiście dużo? Porównajmy to choćby z kosztem abonamentu na strzeżonym parkingu w mieście wojewódzkim. Tu miesięcznie trzeba zapłacić od 100 do nawet 200 zł, co rocznie daje od 1200 do 2400 zł. A bezpieczeństwo samochodów jest raczej, powiedzmy sobie szczerze, iluzoryczne”.

      I co Wy na to? Bo mnie żelazna logika służb prasowych BZ WBK nieco zbiła z tropu. Zapłacilibyście 400 zł rocznie za obsługę skrytki bankowej?

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      KOMINEK TEŻ LUBI SUBIEKTYWNOŚĆ! Niejaki Kominek, podobno najpopularniejszy bloger w Polsce, samozwańczy Buk blogosfery, zajął się kilka dni temu wideocyklem „Prześwietlamy reklamy”. Sprawdź jak skomentował filmik, poświęcony polisom 4Life Direct „Moi Bliscy”

      A na koniec jeszcze jeden film. Włamywacze byli nieustraszeni, ale... do czasu:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Skrytka bankowa na wagę złota. Opłaty 10-krotnie wyższe, niż w Stanach?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 08:04
  • poniedziałek, 27 grudnia 2010
    • W Getinie straszą klientów: jak zlikwidujecie ROR, to zamkniemy wam lokaty!

      Getin Bank - nazwany przeze mnie nie tak dawno (pieszczotliwie) „bankiem jednorazowego użytku”, postanowił dać swoim klientom prezent na Gwiazdkę. Taki, żeby klienci go jeszcze bardziej polubili i jeszcze częściej polecali znajomym. Szefowie Getinu zawsze mnie zadziwiali totalną beztroską o wizerunek kierowanego przez siebie banku. I na Boże Narodzenie znów pokazali lwi pazur. W połowie grudnia klienci otrzymali od Getin Banku list, w którym bank pisze, iż za internetowe konto osobiste Getin24, dotąd darmowe, od początku lutego trzeba będzie płacić 4,99 zł miesięcznie.

      W sumie - nic nadzwyczajnego. Wiele banków podwyższa opłaty za konto lub każe sobie płacić miesięczny abonament za kartę dołączaną do ROR-u. Sęk w tym, że akurat Getin ma mnóstwo klientów, którzy trzymają tam wyłącznie depozyty. Bank zalecał takim osobom założenie darmowego konta Getin24 zachęcając, że dzięki temu klienci będą mogli zakładać i likwidować lokaty przez internet, bez konieczności odwiedzania placówek.

      Czytaj też: Getin idzie na wojnę z mBankiem. Zapłaci klientom za konto.

      I teraz ci wszyscy klienci, którzy konta Getin24 używali wyłącznie jako platformy do zarządzania lokatami, mają płacić prawie 5 zł miesięcznie. Część z nich jest oburzona. „W okresie wakacyjnym, chcąc zagospodarować w bezpieczny sposób część oszczędności postanowiłam założyć w Getin banku lokaty terminowe. W placówce banku poinformowano  mnie, iż najkorzystniejszym sposobem jest założenie ich samodzielnie, przez internet, za pośrednictwem bezpłatnego konta ROR, wówczas bezpłatnego” - napisała mi pani Sylwia, klientka Getinu.

      Czytaj też: Getin i internet. Coś skrzypi na łączach?

      Pieniędzy w lokatach mam sporo, natomiast konta ROR nie używam i nie zgadzam się na nową prowizję za jego posiadanie” - pisze klientka. Sęk w tym, że - jak pisze pani Sylwia - jej weto bank zinterpretował jako wypowiedzenie nie tylko umowy o ROR. Konsultant banku poinformował naszą czytelniczkę, że zlikwidowanie ROR-u oznacza jednocześnie... zerwanie podpiętych do niego lokat. „To nie klient zmienił warunki umowy! Bank narzucił te zmiany i nie widzę powodu, bym miała ponosić konsekwencje w postaci utraty pieniędzy z odsetek!” - protestuje pani Sylwia.

      O tym, że Getin próbuje zniechęcać klientów do rezygnowania z ROR-ów, strasząc zrywaniem im lokat, napisał mi też pan Piotr, inny klient Getinu. „Pracownicy banku początkowo informują klientów, że przy okazji wypowiedzenia umowy o ROR likwidowane są lokaty założone za pośrednictwem tego konta. Dopiero po wyraźnym sprzeciwie i groźbie skierowania sprawy do organów kontrolnych udało mi się otrzymać wewnętrzną formatkę wypowiedzenia umowy, która dopuszcza utrzymanie lokat w przypadku rezygnacji z konta ROR. Wnioskuję z tego, że pracownicy maja instrukcję wewnętrzną, aby najpierw próbować odwieść klienta od likwidacji ROR-u, strasząc likwidacją lokat, a dopiero przy wyraźnym sprzeciwie dać mu możliwość  pozostawienia ich po likwidacji konta” - oburza się klient.

      Pan Piotr uważa też, że Getin Bank wprowadza w błąd klientów, informując na swojej głównej stronie, że konta Getin24 są bezpłatne, a nie podając żadnej informacji o zmianach  mających nastąpić od 1 stycznia 2011. Na dowód przesyła zrzut ze strony banku, który sporządził 18 grudnia.

      Getin24

      Czytelnik napisał nawet skargę do Komisji Nadzoru Finansowego. „Chciałbym zainteresować Komisję nieetycznym i ewidentnie ukierunkowanym na wyłudzenie pieniędzy od klientów działaniem Getin Banku. Oburzenie budzi przede wszystkim termin w jakim zostało przesłane zawiadomienie o podwyżce prowizji. Pismo zawiadamiające o zmianie zostało nadane 7 grudnia i dotarło do większości klientów pomiędzy 17 a 20 grudnia. Zmiany wchodzą w życie od 1 stycznia!” - oburza się czytelnik. „De facto klient ma niecałe 10 pracujących dni w okresie świąteczno-noworocznym na reakcję. Bank liczy na brak reakcji klientów w wyznaczonym terminie” - dodaje.

      Czytaj też o banku dla przedsiębiorczych. Emerytura podpięta do konta?

      W tym wypadku mamy więc nie tyle z głupią prowizją, ile z prowizją bardzo głupio wprowadzaną. Co na to bank? Oczywiście przyznaje, że rezygnując z konta lokat nie trzeba zrywać. A nawet po ich zerwaniu bank naliczy odsetki bez żadnych obniżek. „W przypadku klientów, którzy posiadają lokaty powiązane z rachunkiem Getin24, bank wprowadził możliwość utrzymania depozytów z możliwością ich obsługi w placówkach banku. Jeżeli natomiast klient zdecyduje się na likwidację zarówno rachunku jak i lokat, bank naliczy pełne odsetki od dnia założenia lokaty do momentu wcześniejszego jej zakończenia” - uspokaja Wojciech Sury, rzecznik banku. Szkoda, że podobnych słów nie słyszą klienci banku w oddziałach. Im wmawia się, że zamknięcie konta ROR oznacza przymusowe zerwanie lokat.

      SUBIEKTYWNIE O FINANSACH JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (26) Pokaż komentarze do wpisu „W Getinie straszą klientów: jak zlikwidujecie ROR, to zamkniemy wam lokaty!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 grudnia 2010 08:46
  • niedziela, 26 grudnia 2010
    • Konto z podwyżką i marketingową wrzutką w pakiecie. Klient się zorientował i...

      Opisywałem nie tak dawno niecodzienną promocję banku BGŻ, który oferuje „Konto z podwyżką”, charakteryzujące się premiowaniem przez bank wpływów na rachunek. Można dostać z powrotem 1% wartości największego przelewu na konto (choć nie więcej, niż 50 zł). W sumie miło, choć miałem wątpliwości, czy aby przekaz reklamowy nie jest przekombinowany, sugerując, że warto obijać się w pracy. To podobne wątpliwości, jak te, które swego czasu pojawiły się przy okazji kontrowersyjnych spotów reklamowych PZU z głupimi i bezmyślnymi kierowcami w roli głównej.

      Niezależnie jednak od jakości przekazu reklamowego, samo konto jest atrakcyjną propozycją. Z dwojga złego lepiej dostawać pieniądze od banku, niż ich nie dostawać. Nic więc dziwnego, że sporo czytelników mojego blogu kieruje swoje kroki do oddziałów BGŻ, by założyć „Konto z podwyżką”. Nie wszyscy wychodzą zadowoleni. Wśród tych, którzy narzekają, znalazł się stały czytelnik blogu, pan Ryszard. „Zachęcony artykułem w blogu postanowiłem sam skorzystać z konta w BGŻ” - napisał mi w e-mailu.

      Co było dalej? „Po wypełnieniu internetowego wniosku o „Konto z podwyżką” udałem się do oddziału. A tam pracownica banku i tak musiała od nowa wszystkie te dane wklepać do systemu. Szkoda więc naszego czasu na wypełnianie wniosku online. Po 15 minutach, gdy pani mozolnie uzupełniła wszelkie dane osobowe, które już raz podawałem online, wreszcie wydrukowała umowę.

      Gdy stwierdziłem, ze nie odpowiada mi punkt: „Zgadzam się na otrzymywanie informacji o produktach i usługach od banku BGŻ, w szczególności za pośrednictwem poczty elektronicznej na podany przeze mnie adres e-mail lub za pośrednictwem SMS na podany przeze mnie numer telefonu komórkowego”, była bardzo zafrapowana, prawdę powiedziawszy wyglądało na to, że nie bardzo wie co ma dalej z tym zrobić. Wydruk tego punktu na umowie jednoznacznie wskazuje, że jest on opcjonalny.

      Pani wydrukowała umowę jeszcze raz, dając do zrozumienia, że robię straszne problemy. Na ponownie wydrukowanej umowie powyższa opcja nadal była zaznaczona z odpowiedzią „TAK”. Na moje uwagi, że w umowie nic się nie zmieniło, pani wyglądała na wyjątkowo zmieszaną. Albo jej było wstyd, że ją przyłapałem na próbie oszukania mnie, albo kobiecina nie wiedziała co zrobić. Pani spytała się jakiegoś pana, wyglądającego na kierownika oddziału, jak powinna postąpić. Gdy nadal upierałem się, że nie wyrażam zgody na przesyłanie mi spamu reklamowego, pani spytała, czy w takim razie... rezygnuję z założenia konta.

      Wydaje mi się, że sprawa zmuszania klienta do podpisywania czegoś, do czego ani nie jest prawnie, ani formalnie zmuszony, warta jest poruszenia i publicznej dyskusji. Oczywiście konta nie założyłem, 50 zł prezentu miesięcznie piechotą nie chodzi, ale po pierwsze nie lubię, jak ktoś mnie oszukuje, a po drugie nie wiadomo jak długo ta promocja będzie aktywna. Więc uznałem, że gra nie warta świeczki” - kończy swoją opowieść klient. Czy to pracownica banku była niezbyt kompetentna, czy systemy informatyczne banku wymusiły na niej kuriozalne zachowania, czy też może po prostu czytelnik trafił na nadgorliwą sprzedawczynię?

      SUBIEKTYWNIE O FINANSACH JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Konto z podwyżką i marketingową wrzutką w pakiecie. Klient się zorientował i...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 grudnia 2010 10:48
  • piątek, 24 grudnia 2010
    • Boże Narodzenie: czytelnicy biedniejsi o 50 milionów. A bankowcy... dostaną lanie?

      Mam nadzieję, że wróciliście już z zakupów i że nie martwi Was zanadto dojmująca lekkość portfela :-). Według badań przeprowadzonych przez portal Money.pl, średnio każdy z Was kupił bliskim prezenty za 300-400 zł. To by oznaczało, że wszyscy czytelnicy tego blogu (ponad 120.000 osób) w sumie wydali na prezenty, lekką rączką, jakieś 50 milionów złociszy. W sumie zrobiliście dobry uczynek, bo rosnąca sprzedaż detaliczna jest tym, co napędza naszą gospodarkę. Ale z drugiej strony, gdybyście te 50 milionów włożyli do banku, to za rok byście wyjęli dodatkowe jakieś 1,5 miliona z odsetek.

      Trochę kiszka, co? :-). A to tylko prezenty! Zgodnie z danymi międzynarodowej firmy doradczej Deloitte przeciętna polska rodzina wyda w tym roku na całe święta 1800 zł. Pewnie garniturowcy-konsultingowcy jak zwykle trochę przesadzają, ale najpewniej w dużych miastach trudno zrobić święta dla całej rodziny, nie wydając na to ok. 500 zł (nie licząc prezentów).

      Ile wydamy na prezenty?

      Dobra wiadomość jest taka, że tych prezentów raczej nie kupowaliście na kredyt, choć banki ostatnio kusiły, oj, kusiły. Taki np. PKO BP na każdym oddziale powiesił plakaty z Miniratką kuszącą, że za każdy tysiąc złotych pożyczonych pieniędzy można płacić tylko 25,4 zł miesięcznej raty. Zapomnieli napisać (to znaczy piszą, ale pod gwiazdką), że taką pożyczkę spłaca się przez pięć lat (czyli z pożyczonych 1000 zł należy oddać aż 1500 zł). No i że trzeba mieć w PKO konto, zasilać je systematycznie, nie przekraczać przyznanych debetów.

      Według Money.pl tylko co dwudziesty z Was zaciągnął pod kątem świąt pożyczkę gotówkową. Poza tym kolejne 5% pociągnęło debet, a 12% płaciło kartą kredytową (ale to nie jest jeszcze samo w sobie zaciąganiem drogiego kredytu, bo przecież można spłacić wykorzystany limit przed upływem grace period). Trzy czwarte z Was stać było, by sfinansować zakup prezentów z bieżącego cash-flow. To cenne. Ale co czwarty jednak naruszył „rezerwy strategiczne”, czyli mniej lub bardziej długoterminowe oszczędności.

      Czytaj też: Kredytówka bije szybką gotówkę, czyli najtańszy kredyt na święta

      Naszą niechęć do kredytów na święta potwierdza sondaż TNS OBOP dla Krajowego Rejestru Długów. Tylko 6% ankietowanych uznało, że to dobry pomysł, bo święta wymagają godnej oprawy, 16% wolałoby urządzić święta za własne pieniądze, ale jeśli ich zabraknie, to uważają że warto je pożyczyć. Aż 67% pytanych uznało, że hołdowanie zasadzie „zastaw się, a postaw się” jest złe. I podkreśliło odpowiedź: „Gdy nie stać nas na organizację wystawnych świąt, powinniśmy urządzić skromniejsze”.

      Gdzie kupujesz prezenty?

      Raport Money.pl pokazał jeszcze jedno zjawisko: wolimy kupić prezent w naturze, niż włożyć pod choinkę prezent finansowy, np. bon na prezent. A przecież większość dużych sieci handlowych sprzedaje specjalne bony upominkowe, za który ich posiadacz może zrobić takie zakupy, na jakie ma ochotę. Takie bony sprezentuje swoim bliskim tylko 4% Polaków. Czyli mniej, niż co dwudziesty. Dla porównania: kosmetyki lub biżuterię kupuje w prezencie połowa z nas, multimedia - co trzeci, zabawki lub odzież - też co trzeci, sprzęt RTV lub gospodarstwa domowego - 15%, a sprzęt sportowy - 8%.

      Czas na życzenia: zupełnie nie rozumiem dlaczego wszyscy życzą sobie nawzajem „Wesołych Świąt”, tak samo, jak nie rozumiem dlaczego życzą sobie „Spokojnych Świąt”. Ja nie lubię ani zbyt wesołych, ani zbyt spokojnych. Życzę Wam świąt po porstu relaksujących, bo chyba w założeniu po to właśnie święta są - żeby sobie odpocząć, zrelaksować się, zatrzymać na chwilę i pomyśleć o czymś innym, niż zwykle. Albo myśleć o tym samym, ale... wolniej :-). I święta są także po to, żeby mieć po nich więcej chęci do pracy i więcej optymizmu we krwi. Mniej więcej takich świąt Wam życzę. A relaks w moim świecie wygląda tak :-)

      A teraz słówko dla Was, drodzy bankowcy. Czy byliście w tym roku grzeczni? Zasłużyliście na prezent? Czy na lanie? Niektórzy z Was na pewno powinni dostać ode mnie prezencik, bo to był w branży bankowej po części rok dobroci dla klienta. Banki zaczęły oferować darmowe bankomaty w całej Polsce i coraz chętniej dzielą się z klientami prowizjami za transakcje opłacane kartami kredytowymi. Bankowcy dali nam też lokaty-jednodniówki, stanowiące nową odpowiedź na pytanie „a czy można nie płacić podatków?”. Ba, niektóre zaczęły nawet płacić za to, że przelewamy na własne konta pieniądze.A inne - oferować naprawdę tanie kredyty gotówkowe.

      Czytaj też: Bank płaci, czyli ile możesz zarobić za posiadanie konta w banku?

      Ale byli też ci mniej grzeczni bankowcy. Ładnie to tak wciskać klientom ubezpieczenia na siłę? Albo brać 20% prowizji za walutowy przelew z jednego polskiego banku do drugiego polskiego banku? A wpisywanie do umów kredytowych zapisów, które otwierają furtkę do dowolnego ustalania oprocentowania? A dziesiątki „struktur”, które nie dają zarobić ani grosza? Poznęcałbym się też nad tymi bankowcami, którzy stworzyli bezprawne zapisy w umowach o karty, ale te grzeszki, choć ujawnione niedawno, należą już do przeszłości. Tak samo jak te związane z niewypłacaniem należnych klientom odszkodowań przez firmy ubezpieczeniowe. Tak, czy owak, Wam prezent pod choinkę wręczy ta oto Pani Mikołajowa:

      Poprawcie się w przyszłym roku! Wasi klienci, tak samo, jak kierownictwo blogu „Subiektywnie o finansach”, na pewno to docenią! Udanych świąt!

      SUBIEKTYWNIE O FINANSACH JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

      PONAD 120.000 CZYTELNIKÓW BLOGU!. W październiku blog „Subiektywnie o finansach” odwiedziło 121.548 osób, zaś w listopadzie - 123.279 osób. Dane te nie obejmują wizyt czytelników za pośrednictwem czytników RSS. To jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. Dołącz do jego czytelników i codziennie sprawdzaj nowe wiadomości ze świata finansów. W blogu „Subiektywnie o finansach” codziennie co najmniej jeden nowy artykuł!

      SPRAWDŹ CO SAMCIK ZROBIŁ ZE ŚWIĘTYM: Przed rokiem Święty Mikołaj był lekko... denerwujący, bo namawiał w telewizji do jakichś dziwnych promocji-niepromocji. I cóż, nie zdążył poroznosić wszystkich prezentów...

      ZOBACZ WSZYSTKIE ODCINKI WIDEO-PRZEŚWIETLANIA. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Boże Narodzenie: czytelnicy biedniejsi o 50 milionów. A bankowcy... dostaną lanie?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 24 grudnia 2010 15:40

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line