Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • sobota, 30 lipca 2011
    • Schyłek ery Kondrata, za to komendianci w natarciu. Najcenniejsze gwiazdy to...

      Miesięcznik „Forbes” po raz kolejny opublikował ranking najcenniejszych z punktu widzenia reklamodawców gwiazd show businessu. Czyli tych twarzy, którym spece od reklamy byliby w stanie zapłacić najwięcej za udział w jednej kampanii. A zarazem tych, których wpływ na nas, konsumentów, oceniają najwyżej. Wyniki są zaskakujące i chyba trochę zasmucające. Najbardziej pożądanym gwiazdorem reklamy został Szymon Majewski, który ma w TVN swój program satyryczny, ale głównym miejscem jego pracy jest ostatnio PKO BP, w którym zarobi przez dwa lata 3,3 mln zł za udział w kampaniach reklamowych. Ten sam Majewski był rok temu w zestawieniu „Forbesa” w połowie czwartej dziesiątki. Wygląda więc na to, że branża reklamowa doceniła tego celebrytę dopiero po tym, jak ryzyko zatrudnienia go jako swojej twarzy podjął duży bank. Jak to się nazywa? Owczy pęd?

      Zdaje się zresztą, że zatrudnienie Majewskiego do reklam banku pomogło otworzyć branży reklamowej pewnego rodzaju puszkę Pandory - i przetarło szlak innym znanym twarzom z tej samej kategorii: satyryków, komediantów, żartownisiów. Okazuje się, że nawet osobnik podający się za błazna i lekkoducha może bez problemu dawać twarz poważnym instytucjom i firmom. Tę tezę potwierdza fakt, że drugie miejsce w rankingu najcenniejszych twarzy show businessu zajmuje nie kto inny jak Kuba Wojewódzki. Obaj - z Szymonem Majewskim - zostali wycenieni przez branżę na ok. 790.000 zł za udział w jednej kampanii reklamowej. W przypadku Majewskiego trudno to porównać z „prawdziwą” ceną, którą zapłacił za niego PKO BP, bowiem to dwuletni deal, a nie pojedyncza kampania. Kuba Wojewódzki podpisał z kolei cyrograf w siecią Play, ale jego wartość nie jest znana, więc trudno o jakiekolwiek porównania. Zamiast porównania - relacja ze spotkania na szczycie. Ale sprzed dobryxh kilku lat...

      Czy na liście „Forbesa” kogoś zabrakło? A gdzie Mann z Materną?

      Dwie najcenniejsze dla rynku reklamowego twarze pochodzą więc z branży showmanów, zarabiających na wygłupach. Solidną wartość rynkową otrzymały dzięki temu trendowi takie twarze jak skandalistka i piosenkarka Dorota Rabczewska, znana bardziej jako Doda (warta jest 555.000 zł, awansowała z 17. na 11. miejsce), Borys Szyc, znany już z reklam kosmetyków aktor (też głównie komediowy), z ceną 467.000 zł (awans z 26. na 16. miejsce), aktor komediowy Wojciech Mecwaldowski (jest wart 333.000 zł, co daje mu 47. miejsce, a przede wszystkim awans z 399. pozycji), czy piosenkarz i juror jednego z show muzyczych Czesław Mozil (67. miejsce, awans z 348.). Ciekawe który bank pokusi się o zatrudnienie Dody, a kto skusi się na Macwaldowskiego lub Szyca? Skoro może Majewski, to mogą i oni. A w „Forbesie” na dobrej 17. pozycji Tomasz Kot :-)

      Rzecz druga, która zwróciła moją uwagę, to drastyczny spadek notowań lidera z poprzednich lat - Marka Kondrata. Był najcenniejszą twarzą show businessu, za udział w kampanii marketingowcy byli skłonni mu zapłacić prawie milion. Tyle zresztą rocznie zarabiał jako wizytówka banku ING. Wydawało się, że Kondrat nigdy się nie znudzi i nie wypali, a tu chyba właśnie zaczynamy obserwować erozję jego wartości rynkowej. Bankowi - mimo usilnych starań - nie udało się utrzymać „świeżości” swojej gwiazdy. No i on sam chyba nie pomógł własnym notowaniom, bo w kilku wywiadach dał do zrozumienia, że wszystko jest bez sensu. Życiowy pesymizm z niego bije. Czy powoli zaczyna się udzielać branży reklamowej? A może to tylko przejściowy przesyt Kondratem? W każdym razie dziś jest to twarz numer pięć, z wartością rynkową o 30% mniejszą, niż rok temu („tylko” 612.000 zł).

      Zobacz tę reklamę: Jest lepsza od Banderasa, Majewskiego i Kondrata?

      Na szczęście ta - mimo wszystko jedna z najbardziej przeze mnie lubianych i szanowanych - osobowość, ma swoich następców. W pierwszej dziesiątce najcenniejszych twarzy są Jurek Owsiak (trzecie miejsce, wartość równe 700.000 zł) - zresztą ja też kiedyś policzyłem ile ten facet jest wart - oraz Jerzy Stuhr znany już z reklam banku Raiffeisen (siódme. miejsce, wartość 591.000 zł). To również - jak Kondrat - nie są komedianci, ale autorytety przez duże A. Silna jest w pierwszej dziesiątce frakcja dziennikarska - mamy Kamila Durczoka, Tomasza Lisa i Monikę Olejnik. Każde z nich mogłoby zostać zaangażowane do reklamy za 570.000-610.000 zł. Najcenniejszym sportowcem - i to bez względu na poważny wypadek i czasowe wypadnięcie z wyścigów F1 - jest wciąż Robert Kubica (668.000 zł i czwarte miejsce). Co ciekawe bardzo pożądana - chyba ze względu na urodę - jest tenisistka Karolina Wozniacki (8. miejsce), a za nią, choć już w drugiej dziesiątce, mieszczą się Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. Ta sama, która przyczyniła się do uratowania przed likwidacją marki Polbanku.

      MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ZŁAP SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU! Wiem, wiem, na stronie blogu nie ma formularza kontaktowego. Wiem, trudno mnie dopaść. Wiem, rzadko odpowiadam na komentarze pod notkami. Jeśli masz ważny problem, to możesz mnie o nim poinformować na dwa sposoby. Jeśli masz konto w Facebooku, to wejdź na stronę blogu napisz do mnie. Jeśli wolisz kontakt e-mailowy, to napisz na adres: maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Nie odpowiem od razu, ale odpowiem na pewno.

      JUŻ PRAWIE 300.000 MIŁOŚNIKÓW SUBIEKTYWNOŚCI. W pierwszym półroczu 2011 r. blog „Subiektywnie o finansach” odwiedzało miesięcznie średnio 295.300 osób. Z tego co najmniej 50.000 osób wchodzi tu bezpośrednio, wpisując do przeglądarki adres www.samcik.blox.pl. Blog ma też 6.500 fanów w Facebooku. Nie zapominaj sprawdzać codziennie co nowego na www.samcik.blox.pl

      SUBIEKTYWNOŚĆ W FINANSACH TAKŻE NA FALACH TOK FM! Autora blogu „Subiektywnie o finansach” możecie posłuchać (a przy okazji i oglądać) w niektóre piątki na falach radia TOK FM, w codziennej audycji ekonomicznej „EKG”, autorstwa Tadeusza Mosza. Tym razem o niedozwolonych klauzulach, wpisywanych do umów ze studentami przez uniwersytety. Okazuje się, że rektor potrafi być bardziej nieuczciwy wobec swoich „klientów” niż prezes banku :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Schyłek ery Kondrata, za to komendianci w natarciu. Najcenniejsze gwiazdy to...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 30 lipca 2011 14:33
  • piątek, 29 lipca 2011
    • Sejm ściął spready, ale popyt na franki od tego nie spadnie. Uwaga na kantory!

      Niespodzianki nie było. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami „Gazety Wyborczej” i portalu Wyborcza.biz, Sejm - głosami posłów koalicji rządowej - przeforsował zmiany w prawie bankowym i ustawie o kredycie konsumenckim. Ustawa ma utrącić ogromne różnice kursowe, które banki narzucają klientom spłacającym kredyty walutowe. W niektórych instytucjach finansowych spread przekracza 10%, a tym samym jest trzy-czterokrotnie wyższy, niż różnice kursów obowiązujące w kantorach. Aż tak wielkich różnic kursowych żadna logika nie uzasadnia. Jasne, że osoby spłacające kredyty we frankach - a jest ich 700.000 - nie należą do najbardziej potrzebujących. Ale nie ma powodu, by banki nażynały ich w tak odrynarny sposób, w jaki czyniły to ostatnio.

      Zresztą zobacz sam: Banki znów podwyższyły spready! Ale front się łamie

      Nie lubię jak posłowie próbują wtrącać się w wolny rynek. Ale w przypadku spreadów mamy sytuację wyjątkową. Wysokość spreadów nie jest bowiem przeważnie wpisana do umów kredytowych, więc banki mogą je ustanowić na dowolnie wysokim poziomie. W ostatnich trzech latach średnia wysokość spreadu się podwoiła! Dzięki zmianie prawa klienci nie będą już skazani na spłacanie kredytu na warunkach podyktowanych przez ich bank. Będą mogli np. przynieść franki kupione w kantorze, przelać je z innego banku, w którym przeliczniki są korzystniejsze, bądź kupić na jednej z platform internetowych zajmujących się handlem walutami bądź ich zakupami grupowymi. Czas patrzeć kiedy franki pojawią się jako jedna z ofert na Grouponie :-). Franku, będę brał cię w aucie (i w kantorze też) :-)

      Można powiedzieć: to żadna rewolucja. Spłacanie rat bezpośrednio we frankach lub euro (jeśli ktoś ma kredyt wyrażony właśnie w tej walucie) było możliwe już wcześniej, bo od dwóch lat obowiązuje umożliwiająca to rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego. Jednak ta regulacja zakłada, że walutę spłaty kredytu można zmienić tylko raz w czasie całego cyklu życia kredytu, zaś bank może naliczać opłatę za odpowiednią zmianę w umowie kredytowej. W niektórych bankach te opłaty były na rozsądnym poziomie - 100-200 zł - a w innych trzeba było płacić 1000-3000 zł. Z tych dwóch powodów niewielu jest klientów, którzy korzystali ze zmiany waluty kredytu. Teraz każdy klient będzie mógł bezpłatnie zmienić walutę spłaty rat. Bank będzie musiał umożliwić mu darmową zmianę umowy, a także nie będzie mógł pobierać opłat za wpłatę pieniędzy w gotówce w kasie banku, ani za prowadzenie konta walutowego (jeśli klient kupi tańsze franki w innym banku i będzie chciał je przetrasnferować przelewem).

      Czytaj też: Sposób na taniego franka. Dwoma przelewami ominął spread

      Wojnę ze spreadami zaczął ponad pół rok temu Waldemar Pawlak, PSL-owski wicepremier w rządzie Donalda Tuska. Jego propozycje były znacznie bardziej radykalne, niż te przyjęte ostatecznie. Pawlak chciał - poza umożliwieniem klientom spłaty rat bezpośrednio we frankach - narzucić bankom obowiązek rozliczania kredytów walutowych po kursie średnim Narodowego Banku Polskiego. Potem Pawlak nieco złagodniał, ograniczając projekt do możliwości spłaty kredytu po kursie średnim NBP lub średnim kursie danego banku (o ile nie byłby bardziej niekorzystny od NBP-owskiego). Jednak koalicyjne PO było w stanie przełknąć tylko pierwszą część projektu PSL, czyli spłatę rat bezpośrednio we frankach.

      Wywiad z Pawlakiem: Banki przygotowane na ograniczenie spreadów

      Czy posłowie nas wszystkich uszczęśliwili? Nawet jeśli nowe prawo wejdzie szybko w życie - o ile „klepnie” je Senat i prezydent to może się to stać już od września - to nie można wykluczyć „efektów ubocznych”. A wśród nich jest oczywiście możliwy wzrost spreadów walutowych w kantorach, na skutek wzrostu popytu klientów na tę walutę. Powiedzmy sobie szczerze: popyt na franki nie wyparuje, zmieni tylko swoje miejsce. Zamiast w bankach, będzie się koncentrował w innych częściach rynku, także w kantorach. I nie można wykluczyć, że jeśli zainteresowanie „kantorowymi” frankami będzie duże, to tam z kolei wzrosną spready. Ciekawe co wtedy zrobią posłowie? Administracyjnie ograniczą spready kantorowe?

      Uwaga na kantory! W niektórych kursy walut bywają książycowe

      Z drugiej jednak strony brak zasad i bezczelne nażynanie klientów, które panuje dziś na spreadowym rynku sprawia, że chyba warto było zaryzykować zmianę prawa. Po pierwsze dlatego, żeby dać klientom banków wybór. Może zaoszczędzą 10 zł miesięcznie na racie, a może 50 zł miesięcznie. Niech zdecydują czy to im się opłaca. Znikają wreszcie zaporowe koszty i można podjąć decyzję w oparciu o zwykły rachunek ekonomiczny. Po drugie zmiana przepisów już dziś skłoniła niektóre banki - np. Alior Bank, Citi Handlowy - do zaoferowania klientom, zarówno swoim, jak i konkurencyjnych banków, walut obcych z niskimi spreadami. I o to chodzi!

      Samcik blox

      MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ZŁAP SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU! Wiem, wiem, na stronie blogu nie ma formularza kontaktowego. Wiem, trudno mnie dopaść. Wiem, rzadko odpowiadam na komentarze pod notkami. Jeśli masz ważny problem, to możesz mnie o nim poinformować na dwa sposoby. Jeśli masz konto w Facebooku, to wejdź na stronę blogu napisz do mnie. Jeśli wolisz kontakt e-mailowy, to napisz na adres: maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Nie odpowiem od razu, ale odpowiem na pewno.

      ZAMÓW KSIĄŻKĘ AUTORA BLOGU. Podane przystępnym językiem porady finansowe i zgrupowane w jednym miejscu.znajdziecie w mojej książce „Przewodnik po domowych finansach”. To dzieło oparte na cyklu 37 poradników, które napisałem w 2010 r. i które ukazały się w poniedziałkowych wydaniach „Gazety Wyborczej”. Jeśli chcesz zdobyć tę książkę w wersji pliku pdf, skontaktuj się ze mną - napisz na adres maciek.samcik (małpka) gazeta.pl. Uwaga: termin realizacji zamówienia: do końca sieprnia 2011.

      Przewodnik po domowych fnansach

      ZOBACZ TEŻ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Sejm ściął spready, ale popyt na franki od tego nie spadnie. Uwaga na kantory!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 29 lipca 2011 19:08
    • Klęska HSBC w Polsce to nauczka dla Santandera jak nie rządzić w BZ WBK

      Brytyjski gigant bankowy HSBC (brytyjski, choć rodem z Hong-Kongu) ogłosił w czwartek wieczorem, że zwija z Polski swoją bankowość detaliczną. To bolesna porażka - największy globalny bank nie zdołał zaistnieć na tak istotnym rynku wschodzącym, jak Polska, na którym jakoś radzą sobie inni potentaci, z hiszpańskim Santanderem, francuskim BNP Paribas i włoskim UniCredit na czele. Szczerze pisząc, taki scenariusz był do przewidzenia. HSBC od początku nie wiedział co ma zrobić ze swoją polską spółką-córką. Najpierw stawiał na consumer finance, oferował m.in. szybkie kredyty i karty kredytowe, zawierając strategiczny sojusz m.in. z siecią Ikea. Potem sprzedał portfel kredytów gotówkowych Alior Bankowi i postanowił rozwijać sieć HSBC Premier, czyli bankowość dla osób zaliczających się do klasy średniej. Okazało się, że i to jest niewypał. W rezultacie HSBC pozostanie w Polsce tylko z bankowością korporacyjną. Słabo, jak na największy bank świata. Mniam, mniam. :-)

      Źródła tej porażki to nie tylko chwiejność strategii i raptowne zmiany kierunku rozwoju, fundowane polskiemu HSBC przed centralę z Londynu. Drugą przyczyną klapy jest niewątpliwie fakt, że HSBC chciał rozwijać w Polsce bank poprzez sklonowanie modelu działającego w innych krajach. A więc takie same placówki, ten sam system informatyczny, te same produkty. To się nie mogło udać. Polski klient jest wyjątkowo rozpieszczony, branża finansowa w naszym kraju jest najbardziej konkurencyjną na Starym Kontynencie, zaś technologicznie nasze banki należą do najbardziej doinwestowanych w świecie. A w efekcie warunki rynkowe zmieniają się jak w kalejdoskopie: do kont trzeba podpinać programy assistance, darmowe bankomaty, programy cash-back, intensywnie obudowywać to wszystko pomysłowymi kampaniami reklamowymi, najlepiej z udziałem celebrytów. A tymczasem nawet w najlepszych czasach znajomość marki HSBC wśród tzw.grupy docelowej, czyli średnio i dobrze sytuowanych mieszkańców dużych miast, jest na poziomie 10-20 proc. Niewiele jak na jedną z najsilniejszych światowych marek bankowych.

      Czytaj też: O rejteradzie norweskich drwali oraz o sprzedaży Banku Millennium

      Żeby wygrać na tak trudnym rynku trzeba zatrudnić lokalnych menedżerów, dać im dużą swobodę działania i narządzia umożliwiające szybkie reagowanie na zmieniające się warunki na rynku. Informatycy muszą błyskiem umieć wprowadzić zmiany do systemów, a produktowcy - wymyślać nowe konta, karty, kredyty i połączyć to wszystko w pakiety. Tego wszystkiego w polskim HSBC nie było. Bank musiał stosować standardy obowiązujące w całej grupie i był skazany na podejmowanie większości decyzji via Londyn. Pewien znajomy z branży bankowej opowiedział mi niedawno, że HSBC musi w Polsce budować placówki za 2,5 mln zł, bo ktoś w Londynie wymyślił, że ma tu być taki sam standard jak w Hiszpanii, Anglii i Singapurze. Wszystkie banki stawiają placówki za 500 tys. zł, a HSBC - pięć razy droższe. Tyle, że nie zdołał pozyskać pięć razy więcej bogatych klientów, żeby te placówki na siebie zarobiły. Kilkakrotnie opisywałem anachroniczny system bankowości internetowej HSBC. Może i sprawdzający się na rynku brytyjskim, gdzie każdy przelew idzie do celu trzy dni, ale nie w Polsce, gdzie klient banku w internecie dostaje multum usług online, łącznie ze sklepami internetowymi, supermarketami funduszy i ubezpieczeń, biurem maklerskim sprzężonym z ROR-em.

      Przykład HSBC jest kolejnym, który potwierdza, że w Polsce nie da się odnieść sukcesu poprzez proste sklonowanie modelu biznesowego sprawdzającego się gdzie indziej. Brytyjczycy nie są pierwszymi, którzy się o tym boleśnie przekonują. Pamiętacie przez ile lat klapsy na polskim rynku dostawał Citi Handlowy? Bank dosłownie stał w miejscu, bo każdą decyzję musiał konsultować z centralą. Dopiero od kilku lat, kiedy na niepodległość wybił się prezes Sławomir Sikora, Citi ruszył z kopyta. I dziś nie odstaje standardami obsługi od najnowocześniejszych banków w Polsce. A był kiedyś skostniałym, peryferyjnym Citi, bez ikry, bez dynamicznych pomysłów i bez ciekawych produktów. Nie mogło być inaczej, skoro produkty dla polskiego klienta były wymyślane w Londynie lub Nowym Jorku.

      Czytaj też: O Banku Położonym z Hukiem i o wyciskaniu polskich prezesów

      Nie ma co płakać po fajtłapkach z Londynu, którzy zarżnęli swój polski biznes HSBC. Według nieoficjalnych wiadomości detaliczną część brytyjskiego banku przejmie Alior. Klienci powinni być zadowoleni, bo po HSBC-owskim traktorze platforma bankowości internetowej Alior Banku będie im przypominać maybacha. Ale z porażki HSBC wnioski powinni wyciągnąć Hiszpanie z Santandera. Ci sami, którzy właśnie kupili za ciężkie pieniądze BZ WBK, czwarty największy bank w Polsce. Zapłacili fortunę, w przeliczeniu dwa razy więcej, niż płaci się za porównywalne banki np. w Turcji. I byłoby źle, gdyby zepsuli tę, dobrze pracującą maszynę - 170.000 nowych kont założonych w pierwszym półroczu 2011 (co piąty nowy ROR na rynku jest zakładany w BZ WBK), ponad 670 mln zł zysku netto w pół roku. A intuicja i przecieki z BZ WBK podpowiadają mi, że do tego właśnie zmierza sytuacja.

      A tymczasem... Antonio Banderas odkrywa piękno polskich, gorących kobiet

      Santander to bank, który ma zadatki na kolonizatora. Chciałby centralizować wszystko, co się da centralizować, narzucać własne standardy i rozwiązania technologiczne, unifikować ofertę produktów finansowych na wszystkich rynkach, wprowadzać wspólną dla swoich banków platformę bankowości internetowej. Jeśli zrealizują te zamiary, to w dwa-trzy lata BZ WBK straci jedną piątą klientów i zacznie się zwijać biznesowo w szybkim tempie. Bank, który o zmiany technologiczne będzie musiał prosić informatyków w Madrycie - po godz. 12.00 mają już sjestę, a po 15.00 ich skłonność do pracy zmniejsza się o połowę - nie będzie w stanie rywalizować z bankami zarządzanymi w 100% z kraju. I prędzej czy później podzieli los HSBC. Tak więc, drodzy przyjaciele z pięknej Espanii - wyciągnijcie wnioski z porażki kolegów z Wielkiej Brytanii. Wiem, że jesteście wielcy i potężni i bardzo nie lubicie jak was pouczać, ale... jak wiadomo historia jest nauczycielką życia. Także historia polskiej bankowości.   

      MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ZŁAP SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU! Wiem, wiem, na stronie blogu nie ma formularza kontaktowego. Wiem, trudno mnie dopaść. Wiem, rzadko odpowiadam na komentarze pod notkami. Jeśli masz ważny problem, to możesz mnie o nim poinformować na dwa sposoby. Jeśli masz konto w Facebooku, to wejdź na stronę blogu napisz do mnie. Jeśli wolisz kontakt e-mailowy, to napisz na adres: maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Nie odpowiem od razu, ale odpowiem na pewno.

      JUŻ PRAWIE 300.000 MIŁOŚNIKÓW SUBIEKTYWNOŚCI. W pierwszym półroczu 2011 r. blog „Subiektywnie o finansach” odwiedzało miesięcznie średnio 295.300 osób. Z tego co najmniej 50.000 osób wchodzi tu bezpośrednio, wpisując do przeglądarki adres www.samcik.blox.pl. Blog ma też 6.500 fanów w Facebooku. Nie zapominaj sprawdzać codziennie co nowego na www.samcik.blox.pl

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” DOCENIONY PRZEZ PRESS. Fajny pomysł na opowieści o pieniądzach”. „O gospodarce można pisać nudno albo tak jak Samcik”. „Mistrzostwo! Nikt tak jak on nie potrafi znaleźć absurdów, kruczków prawnych w umowach i napiętnować tego, co jest w umowach bankowych głęboko schowane” - to wybrane opinie kilkunastu jurorów - przedstawicieli mediów - którzy wypowiedzieli się na prośbę miesięcznika „Press” o blogu „Subiektywnie o finansach”. Najbardziej prestiżowe pismo o mediach już po raz drugi przeprowadziło wybory najlepszych blogów prowadzonych przez dziennikarzy. Wśród najlepszych blogów, na drugim miejscu, znalazł się „Subiektywnie o finansach”.

      CZYTELNICY DO SAMCIKA, CZYLI ILE MOŻNA ZAROBIĆ CZYTAJĄC BLOG. Subiektywność w finansach naprawdę działa! Napisał do mnie pan Paweł: „Dzięki Pana blogowi udało mi się odzyskać podwójnie naliczone ubezpieczenie niskiego wkładu w banku Millennium. Była to dość spora kwota, ponad 784 zł (z całej kwoty ubezpieczenia 5662 zł). Reklamację złożyłem po publikacji wpisu w blogu na ten temat”. Mam też list od pana Patryka „Dziękuję za doskonałego bloga. Przynajmniej raz uchronił mnie Pan przed bezsensownymi wydatkami. Myślę o mBanku i prowizji za niewykorzystany limit do firmowego konta”. I jeszcze pan Łukasz. Zwrócono mi opłatę za czteromiesięczny abonament. W idealnym świecie skłonny bym był uwierzyć, że to moje starania przyniosły w końcu skutek. Ale domyślam się, że Pana w tym rozwiązaniu jest zasługa. Zatem dziękuję bardzo!”. Kochani, zawsze do usług! Zobacz też jak po publikacji w blogu bank przestał patroszyć klienta drogim ubezpieczeniem. I jak po notce w blogu przestał nasyłać na klientkę windykatorów. Obejrzyj również pełną listę spraw, które udało nam się wspólnie załatwić w latach 2009-2010.

      Samcik blox

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (26) Pokaż komentarze do wpisu „Klęska HSBC w Polsce to nauczka dla Santandera jak nie rządzić w BZ WBK”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 29 lipca 2011 07:13
  • czwartek, 28 lipca 2011
    • Często płaci kartą, więc bank mu ją blokuje. Ze względów... bezpieczeństwa!

      Każdy, kto często używa karty płatniczej słyszał zapewne o zasadzie - a część z Was zapewne poznała ją na własnej skórze - że każda nietypowa transakcja kartą jest wychwytywana przez systemy informatyczne banku i traktowana jako podejrzana. Nietypową transakcją może być np. duży zakup dokonany przez posiadacza karty, kilka zakupów z rzędu, dokonanych w bardzo krótkim czasie albo po prostu transakcja dokonana na drugim końcu świata, zupełnie w innym miejscu, niż poprzednie.

      W takim przypadku zwykle pracownik banku kontaktuje się z klientem, by potwierdzić, że to on rzeczywiście zlecił daną transakcję. Ale okazuje się, że w niektórych sytuacjach bank może zachować się mniej sympatycznie i widząc w systemie podejrzaną transakcję po prostu... prewencyjnie zablokować kartę. Przynajmniej do czasu wyjaśnienia meandrów podejrzanej transakcji. Z tym, że wyjaśniać musi klient z własnej inicjatywy, o ile oczywiście nie chce, by jego karta została zablokowana po wsze czasy. O takim procederze napisał mi jeden z fanów subiektywności w finansach. „Jestem regularnym czytelnikiem Pana blogu, zwłaszcza gdy pisze Pan o PKO BP, bo sam jestem klientem tego banku. Mamy konto założone dawno temu przez żonę, a siedem lat temu przekształcone we wspólne konto. Mamy też w PKO BP kredyt mieszkaniowy, jesteśmy wiarygodnymi klientami, którzy nigdy nie zalegali z choćby jednym groszem płatności wobec banku” - naświetla swoje relacje z bankiem czytelnik.

      We wrześniu ubiegłego roku postanowiliśmy skorzystać z oferty kart kredytowych w PKO BP. Złożyłem wniosek o kartę kredytową, a dla żony o kartę dodatkową. Bez problemu karty otrzymaliśmy z limitem kredytowym o jaki wnioskowaliśmy. Tu zaznaczam, że decydując się na karty znaliśmy specyfikę posługiwania się nimi i całkowicie świadomie podpisaliśmy umowę o kartę znając postanowienia umowy (jestem prawnikiem). Zawsze w terminie spłacamy pełną kwotę zadłużenia i bank z pewnością nie może mieć żadnych wątpliwości co do naszej płynności finansowej. Tym niemniej szybko okazało się, że PKO BP stara się nam w niezrozumiały sposób utrudnić korzystanie z kart kredytowych.

      Otóż bank zawsze po czterdziestu transakcjach dokonanych w ciągu okresu rozliczeniowego blokuje kartę bez powiadomienia o tym klienta. Nie ma o tym mowy w umowie, ani w żadnym z załączników do niej, tym większe było więc nasze zdziwienie, gdy żona - płacąc za zakupy w sklepie - została powiadomiona o niemożności skorzystania z karty. Dobrze, że miała inna kartę i mogła jednak wyjść z zakupami ze sklepu. Zadzwoniliśmy na kartolinię, gdzie poinformowano nas o zablokowaniu karty. Po jej odblokowaniu skontaktowaliśmy się z naszym doradcą bankowym i dopiero doradca, po skontaktowaniu się z „wyższymi czynnikami”, doniósł o tej niecnej praktyce banku. Poprosiłem, rzecz jasna, o zniesienie tej blokady, która utrudnia korzystanie z karty, niestety spełnienie tej prośby okazało się niemożliwe. Podpisując umowę nie poinformowano nas o tym”.

      Czytaj też: Płać kartą i leć na Malediwy. Za wszystko zapłaci twój sklep

      Czytelnik cytuje treść e-maila jaki dostał z PKO BP po reklamacji złożonej w serwisie internetowym banku. Oto co mu napisano: „Szanowny Panie, w nawiązaniu do Pana zgłoszenia, uprzejmie wyjaśniamy, że każdy Bank - wydawca kart ze względów bezpieczeństwa jest zobowiązany do wprowadzenia ograniczeń w realizacji operacji, zgodnie z zasadami obowiązującymi w międzynarodowych systemach płatniczych, których znak akceptacji znajduje się na kartach. Chcielibyśmy zapewnić, że ograniczenia co do liczby operacji realizowanych w danym cyklu rozliczeniowym zostały przyjęte przez PKO BP w najlepiej pojętym interesie Klientów - posiadaczy kart dla bezpieczeństwa zgromadzonych środków, w przypadku gdyby karta znalazła się w ręku osoby niepowołanej. Brak informacji o wspomnianych ograniczeniach w regulaminach i umowach dotyczących kart płatniczych wynika również ze względów bezpieczeństwa.

      W przypadku kart kredytowych PKO, po przekroczeniu limitu czterdziestu operacji system autoryzacyjny nie udziela zgody na realizację kolejnej operacji. Zwracamy przy tym uwagę, że po kontakcie z Kartolinią,  konsultant Kartolinii wyłącznie na życzenie Klienta - posiadacza karty i po szczegółowym zweryfikowaniu jego danych może dokonać odblokowania limitu w danym cyklu rozliczeniowym. Jeszcze raz podkreślamy, iż takie ograniczenie ma na celu wyłącznie ochronę środków finansowych Posiadacza karty w przypadku ewentualnego posługiwania się kartą przez osobę nieuprawnioną. Serdecznie przepraszamy za napotkane niedogodności w związku z zaistniałą sytuacją, wyrażając nadzieję, iż informacje zawarte w piśmie przyczynią się do wyjaśnienia zagadnień związanych z kartą kredytową”. Ciekawe co na to Szymon?

      Ja z kolei w poszukiwaniu wyjaśnienia tej absurdalnej - na pierwszy rzut oka - sytuacji, skontaktowałem się z szefami kartowego biznesu w banku PKO BP. Powiedzieli mi mniej więcej to samo, co wynika z listu. Bank stosuje przeróżne metody ograniczania ryzyka tzw. fraudów, czyli po prostu wyłudzeń pieniędzy. Wśród metod jest zarówno poszukiwanie niestandardowych transakcji, jak i nie dopuszczanie do transakcji „hurtowych”, czyli masowych wyłudzeń pieniędzy z danego konta. I zapewne temu służy limit 40 transakcji, który nałożono akurat na ten rodzaj karty, którym dysponuje klient.

      Czytaj też: Wyciągasz kartę w sklepie i... ceny nagle rosną!

      Słabe dla wizerunku PKO BP są w tej sytuacji dwie rzeczy. Po pierwsze to, że bank nie potrafi personalizować limitów wynikających z zasad bezpieczeństwa. Klient, który ma złotą kartę i często wyjeżdża za granicę, powinien mieć wyżej ustawiony limit liczby transakcji, niż ktoś posiadający taką samą kartę, ale rzadko ruszający się z kraju. Druga cienkość to sposób, w jaki bank zachowuje się po przekroczeniu tego limitu. Blokowanie karty i czekanie aż klient sam się skontaktuje z bankiem to nie najlepsza metoda na budowanie ciepłej relacji z tymże klientem. To bank, który zablokował kartę, powinien w tym przypadku pierwszy podjąć próbę kontaktu z klientem i weryfikacji transakcji tak, by kartę dało się odblokować. Bank w tym wypadku zachowuje się tak, jakby to był wyłącznie problem klienta. A przecież jest to prosta droga do budowania wizerunku banku nie dbającego o posiadaczy kart. Albo inaczej: dbającego aż za bardzo i zbyt automatycznie. Lepiej by było, gdyby do walki z fraudami zatrudnili porucznika Borewicza :-)

      CO NOWEGO W ŚWIECIE TWOICH PIENIĘDZY? Które suszarki Phillips mogą być niebezpieczne? Który polski bank ma zgodę Komisji Europejskiej, by zmienić właściciela? Który Hipermarket będzie udzielał kredytów gotówkowych? Sprawdź dziś na Wyborcza.biz/finanse!    

      ZOBACZ TEŻ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      Samcik blox

      MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ZŁAP SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU! Wiem, wiem, na stronie blogu nie ma formularza kontaktowego. Wiem, trudno mnie dopaść. Wiem, rzadko odpowiadam na komentarze pod notkami. Jeśli masz ważny problem, to możesz mnie o nim poinformować na dwa sposoby. Jeśli masz konto w Facebooku, to wejdź na stronę blogu napisz do mnie. Jeśli wolisz kontakt e-mailowy, to napisz na adres: maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Nie odpowiem od razu, ale odpowiem na pewno.

      JUŻ PRAWIE 300.000 MIŁOŚNIKÓW SUBIEKTYWNOŚCI. W pierwszym półroczu 2011 r. blog „Subiektywnie o finansach” odwiedzało miesięcznie średnio 295.300 osób. Z tego co najmniej 50.000 osób wchodzi tu bezpośrednio, wpisując do przeglądarki adres www.samcik.blox.pl. Blog ma też 6.500 fanów w Facebooku. Nie zapominaj sprawdzać codziennie co nowego na www.samcik.blox.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Często płaci kartą, więc bank mu ją blokuje. Ze względów... bezpieczeństwa!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lipca 2011 08:52
  • środa, 27 lipca 2011
    • Konta i polisy sprzedawane przez Groupon? Eksperyment, który kusi...

      Firma ubezpieczeniowa Liberty Direct jest drugą instytucją finansową w Polsce, która postanowiła przeprowadzić akcję ściągania klientów wspólnie z serwisem zakupów grupowych Groupon. Pierwszym śmiałkiem był Alior Bank, który „sprzedawał” w ten sposób konta pozbawione standardowych opłat. Tamta akcja zakończyła się umiarkowanym sukcesem, bo w dwudniowej sprzedaży kuponów na aliorowskie konto zapisało się raptem niecałe 900 osób. Bank spodziewał się jednak mniejszego zainteresowania - ok. 700-750 osób - i uznał akcję za sukces.

      Czytaj też: Im więcej osób założy konto, tym dłużej będzie ono darmowe

      W przypadku Liberty Direct promocja z Grouponem również jest przewidziana tylko na dwa dni (wtorek i środa, więc kończy się już dziś) - i to tylko na terenie Warszawy - a za promocyjny kupon trzeba zapłacić 49 zł. W zamian Liberty Direct daje posiadaczom kuponów 250 zł zniżki na przy zakupie dowolnego pakietu polis OC i AC Standard (to podstawowy, najczęściej wybierany pakiet przez kierowców w Liberty Direct). Na skorzystanie z rabatu posiadacze grouponowych kuponów będą mieli aż trzy miesiące, więc nieprędko poznamy wyniki całego przedsięwzięcia. No i jeszcze jedno obostrzenie - oferta przeznaczona jest wyłącznie dla nowych klientów. Jak ktoś miał w ciągu ostatniego roku aktywną polisę Liberty Direct, może sobie kupon wsadzić. Na przykład do klasera.

      Ciekaw jestem jak się uda promocja Liberty Direct. Nie jestem fanem zakupów grupowych, więc nie powiem, żebym jakoś gorąco kibicował tej akcji. Niedawno kolega mi opowiadał, jak luksusowy hotel spa zorganizował akcję grouponową. Do hotelu wypełnionego przez gości z tłustym portfelem - takich, którzy mogą sobie pozwolić, by płacić 500-700 zł za dobę - przyjechał wagon ludzi z Groupona. Pierwszej nocy urządzili libację z nurkowaniem w basenie, drugiego dnia biegali w kółko z pochodniami, a trzeciego... pozostali goście wyjechali i obiecali, że już nie wrócą. No bo skoro ich hotel sprzedaje innym gościom miejsca po 100 zł, gdy normalnie kosztowały najmarniej pięć razy tyle, to ci płacący po 500 zł musieli się poczuć zrobieni w wałków. Ostatnio się dowiedziałem, że w jednym z serwisów zakupów grupowych sprzedają godzinę gry w tenisa w „moim” klubie po 20 zł, twierdząc że wcześniej ta cena wynosiła 40 zł. Tak się składa, że ja bez żadnego groupona, będąc standardowym klientem, też mogę kupić godzinę grania za 20 zł. A w cenniku najdroższa godzina kosztuje góra 30 zł. Nie wiem skąd oni wzięli te 40 zł, od czego naliczyli „rabat”.

      Zniżka oferowana przez Liberty Direct jest spora, ale mimo wszystko nie przekonuje mnie kierowanie się przy zakupie ubezpieczenia jego ceną i rabatami przyznawanymi za zakupy hurtowe. Jakoś tak mam, że wybieram głównie te firmy ubezpieczeniowe, które zapewniają najlepszy serwis. Nie twierdzę, że w Liberty Direct jest on niewystarczający, ale na pewno nie zmienię ubezpieczyciela tylko dlatego, że ten lub inny jego konkurent wystawił oferte na Grouponie. Ale może jestem jakiś archaiczny? Co o tym myślicie?

      Czytaj też: Jak w Liberty Direct poprawili reklamy i już nie denerwują ludzi

      Samcik blox

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Konta i polisy sprzedawane przez Groupon? Eksperyment, który kusi...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 27 lipca 2011 13:39
  • wtorek, 26 lipca 2011
    • 57.000 zł zadośćuczynienia za błąd banku? Tyle wywalczył klient Getin Noble Banku!

      Pamiętacie niedawną sprawę klientki Banku Millennium, której sąd przyznał 1500 zł zadośćuczynienia za to, że bank naliczał jej zbyt dugo ubezpieczenie pomostowe? Dziś dużo większa sprawa: klient Getin Banku wywalczył w sądzie - choć na razie nieprawomocnie - gigantyczną kwotę 57.000 zł zadośćuczynienia! Po 1000 zł za każdy miesiąc, w którym bank był wobec niego nie w porządku. Tyle, że Getin był wobec klienta bardzo nie w porządku. A poza tym miał pecha, bo jego niedopatrzenie okazało się wyjątkowo brzemienne w skutki.

      Kilka lat temu panu Adamowi Grzesikowi skradziono dokumenty, co klient - zgodnie z obowiązującymi zasadami - zgłosił do swojego banku oraz na policję. I żył w przekonaniu, że dowód osobisty jest unieważniony. Informacja o tym nie trafiła jednak do międzybankowego rejestru zawierającego listę dokumentów zastrzeżonych. Dlaczego bank tego zaniedbał? Nie wiadomo. A na czym polegał wyjątkowy pech banku? Ano na tym, że na nazwisko ofiary przestępcy wyłudzili w kilku bankach kredyty, po czym oczywiście zniknęli bez śladu. A banki zaczęły molestować Bogu ducha winnego pana Adama.

      Czytaj też: Chce 5000 zł odszkodowania za to, że bank ujawnił jego dane

      Pan Adam przeszedł klasyczną drogę niesłusznie oskarżonego. Był przesłuchiwany przez policję, komornik zajął mu pensję (bo banki, jak wiadomo, nie cackają się z przeterminowanymi długami, tylko bez skrupułów korzystają z bankowego tytułu egzekucyjnego), we wszystkich bankach dostał też rzecz jasna szlaban na nowe kredyty. Odkręcanie wszystkiego zajęło dobrych kilka lat. W tym czasie pan Adam był wytykany palcami jako nierzetelny i niewypłacalny klient. Nic przyjemnego. W sumie sąd i tak nisko wycenił jego cierpienia - 1000 zł miesięcznie to tyle co nic za stracone nerwy, czas i konieczność zmiany życiowych planów. A gdyby pan Adam wpadł w depresję?

      Bank na początku przyjął klasyczną linię obrony. Próbował wykazać, że dyspozycja klienta, dotycząca zastrzeżenia dokumentów, była niepełna, bo pan Adam powinien był wpłacić również 10 zł prowizji. Tymczasem Grzesik dowodził, że nikt mu nie powiedział, iż tak należy zrobić. Kiedy sąd dał wiarę wyjaśnieniom klienta, bank przestał się głupio tłumaczyć, a szybko przyznał się do winy. Dziś kwestionuje tylko kwotę odszkodowania. Pan Adam żądał 100.000 zł, a dostał „tylko” 72.000 zł.

      Sprawdź też Gdzie trafią dane, które zebrał o Tobie bank. Może do Azji?

      W tej sprawie dziwią mnie dwie rzeczy. Po pierwsze: dlaczego Getin Bank nie chciał załatwić sprawy po cichu? Zapewne klient zadowoliłby się niższą kwotą, niż 100.000 zł, czy nawet 57.000 zł. Wystarczyło przyznać się do winy, przeprosić, zadośćuczynić. Niestety, bankowcom wciąż się wydaje, że wystarczy klientowi rzucić ochłap, a on ma być wdzięczny, że w ogóle bank go zauważa wśród setek tysięcy swoich „mrówek”. Bank miał od długiego czasu pełną świadomość, że zawalił, a mimo to doprowadził do kompromitującego dla siebie wyroku sądu. Kompromitacja gorsza, niż ta, która spotkała Małego Głoda...

      Druga rzecz, która mnie dziwi, to łatwość, z jaką banki wysyłają do swoich dłużników - lub, jak w tym przypadku, domniemanych dłużników - komornika. Postępowanie egzekucyjne, zajęcie pensji i już. Nikt nie słucha człowieka, który tłumaczy, że ukradziono mu dowód, że nie zaciągał żadnych długów, że ktoś sfałszował podpis na umowie kredytowej. Czy to tak trudno zrobić prostą analizę grafologiczną i porównać podpis człowieka z podpisem na umowie kredytowej? Jasne, łatwiej przysłać komornika. Chętnie poznałbym nazwy banków, które wysłały do Bogu ducha winnego klienta komorników. Przecież to mogło doprowadzić tego człowieka do bankructwa! One też powinny płacić odszkodowanie.

      Co się stanie gdy żonę coś tknęło, a Ty masz w tajemnicy przed nią kredyt?

      To jedno z najwyższych, jeśli nie najwyższe, odszkodowań przyznanych klientowi indywidualnemu w sporze z bankiem. I kolejny przykład na to, że z potężną instytucją można wygrać. Trzeba tylko mieć cierpliwość i determinację. Kilka tak wysokich odszkodowań i banki zaczną nas szanować. Zresztą już zaczynają. Opisywałem przecież w blogu sprawę klienta, który dostał od banku 1000 zł zadośćuczynienia za fałszywy wniosek kredytowy złożony przez jego pracownika bez wiedzy klienta. A jeśli bank nie chce się pogodzić z klientem, to kończy tak, jak Getin. Wyrok co prawda jest nieprawomocny, ale wizerunkowe straty dla banku są już nie do odwrócenia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „57.000 zł zadośćuczynienia za błąd banku? Tyle wywalczył klient Getin Noble Banku!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lipca 2011 19:48
    • Jak zmotywować klientów do oszczędzania? Bank Millennium ma na to sposób

      Prosta rzecz, a cieszy. Wystarczy udostępnić klientom możliwość zakładania wielu kont oszczędnościowych i nadawania im tytułów, by skłonność klienteli do oszczędzania znacznie wzrosła. Dlaczego? Po prostu potrzebujemy widzieć jak na naszych kontach rośnie kupka pieniędzy przeznaczona na jeden, konkretny cel. To nas dodatkowo motywuje i nadaje całemu procesowi oszczędzania - powiedzmy sobie szczerze, że zawsze jakoś-tam bolesnego - bardziej „uroczystą” oprawę. Wiem po sobie, że chętniej oszczędzam w tych bankach, w których mogę sobie założyć kilka kont oszczędnościowych i nadać im konkretne cele, niż w tych, w których konto mogę mieć tylko jedno i wrzucać wszystkie oszczędności do jednego worka. Na jednym jest kasa na ubezpieczenie auta, na drugim - na wyjazd wakacyjny, na trzecim - na przewidywany remont itp.

      Czytaj też: Bank pomoże Ci sprawdzić czy nie wydajesz za dużo

      W Banku Millennium wymyślili właśnie bardzo obiecującą rzecz: konto „Twój Cel”. Klient, już na etapie zakładania konta, określa cel, na który chce oszczędzać oraz - uwaga! - kwotę, jaką chciałby miesięcznie odkładać (brawo: to kolejny mobilizator do systematycznego oszczędzania). Ale są i dodatkowe, bardzo fajne gadżety. Klient może zaplanować harmonogram wpłat, na konto i na bieżąco śledzić ile brakuje do wypełnienia celu (super: to też mobilizuje do systematycznego napełniania konta). Do tego kalkulator, wykresy, statystyki, powiadamiacze SMS o tym ile pieniędzy brakuje, by zgromadzić na koncie potrzebną kwotę (och, to dopiero mobilizator), no i oczywiście - to znak czasów - połączenie konta z Facebookiem. Oczywiście po to, żeby się móc pochwalić znajomym, że właśnie wyjeżdżamy na Teneryfę.

      Podstawowe parametry konta „Twój Cel” są mniej więcej takie, jak zwykłego konta oszczędnościowego. Czyli... słabe :-). Oprocentowanie wynosi 4% licząc w skali roku, czyli nie pokrywa nawet inflacji. Ale za to prowadzenie konta nic nie kosztuje, darmowy jest także pierwszy w miesiącu przelew (kolejne kosztują już 5 zł). Takich kont można mieć w Millennium pięć własnych i pięć wspólnych (np. z małżonkiem). W sumie więc niewielka modyfikacja standardowej oferty. Mam nadzieję, że wielu z Was (piszę teraz do klientów Millennium) wykorzysta ten gadżet, by znaleźć w sobie dodatkową motywację do oszczędzania. I mam nadzieję, że Bank Millennium podniesie żałośnie niskie oprocentowanie konta.

      Czytaj też: Przełom, czyli nareszcie bank pomoże zajrzeć do BIK-u

      To już kolejny bardzo dobry pomysł Banku Millennium w ostatnim czasie. Poprzednie strzały w dziesiątkę to wyposażona w program rabatowy karta kredytowa Visa Impresja (która była podobno najlepiej sprzedającym się produktem w historii banku), „Dobre Konto” (które umożliwia zwrot 3% wartości zakupów) oraz internetowe aukcje lokat. Millennium zaczyna być wcale nie najgorszym bankiem. Tyle, że wkrótce wszystko może stanąć w miejscu. W poniedziałek prezes portugalskiej grupy Millennium BCP, która rządzi w naszym Millennium, powiedział że rozważa pozbycie się niektórych aktywów. I chyba jest dość prawdopodobne, że polski bank jest na liście, bo przecież można z niego wycisnąć pewnie najmarniej 1,5 miliarda euro. Piechotą nie chodzi...

      CO NOWEGO W ŚWIECIE PIENIĘDZY? Sprawdź na Wyborcza.biz/finanse

      MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ZŁAP SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU! Wiem, wiem, na stronie blogu nie ma formularza kontaktowego. Wiem, trudno mnie dopaść. Wiem, rzadko odpowiadam na komentarze pod notkami. Jeśli masz ważny problem, to możesz mnie o nim poinformować na dwa sposoby. Jeśli masz konto w Facebooku, to wejdź na stronę blogu napisz do mnie. Jeśli wolisz kontakt e-mailowy, to napisz na adres: maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Nie odpowiem od razu, ale odpowiem na pewno.

      JEST NAS WIELU! JUŻ PRAWIE 300.000 MIŁOŚNIKÓW SUBIEKTYWNOŚCI. W pierwszym półroczu 2011 r. blog „Subiektywnie o finansach” odwiedzało miesięcznie średnio 295.300 osób. Z tego co najmniej 50.000 osób ma subiektywność wśród ulubionych stron i systematycznie wchodzi na stronę blogu, czyniąc to bezpośrednio, czyli wpisując do przeglądarki jego adres. Blog ma też 6.500 fanów w Facebooku, z czego prawie 1.000 to bardzo aktywni użytkownicy, którzy tylko w ciągu ostatniego miesiąca klikali „lubię” bądź komentowali notki tam zamieszczane. Nie zapominaj sprawdzać codziennie co nowego na www.samcik.blox.pl

      Samcik blox

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Jak zmotywować klientów do oszczędzania? Bank Millennium ma na to sposób”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lipca 2011 10:02
  • poniedziałek, 25 lipca 2011
    • Ein człowiek, ein bank i... dwie lokaty, czyli ciekawy sposób na pokonanie ministra

      Jak Wam się podoba najnowszy pomysł Idea Banku na integrowanie środowiska drobnych przedsiębiorców? Telewizyjne spoty są może mało spektakularne, ale chyba o to po części chodzi - żeby surową formą zwrócić uwagę właścicieli małych firm na ten właśnie bank. Tezy wygłaszane w ramach „manifestu” są może i sztampowe, ale trafiają na pewno w nastroje tej grupy społecznej, która czuje się niewątpliwie ujarzmiona. Nie mnie oceniać czy słusznie, bo akurat należę do etatowców-najemników, którym zabiera się połowę pensji na podatki, rzekomą emeryturę i składki zdrowotne. I uważam się za barrdziej ujarzmionego :-). Pewnie do przedsiębiorców taki przekaz trafi celnie: „To my, przedsiębiorcy, właściciele firm jednoosobowych, generujemy znaczna część polskiego PKB. Płacimy podatki, a napotykamy utrudnienia w urzędach, jesteśmy dyskryminowani w bankach. To musi się zmienić!

      Gwóźdź programu jest na samym końcu spotu: „Jeden człowiek, jedna firma, jeden bank” - to hasło „manifestu” przygotowanego przez Idea Bank. Z czym Wam się w pierwszym momencie skojarzyło? Bo mnie najpierw wyskoczyło z głowy skojarzenie z pewnym facetem wyposażonym w niewielki wąsik, który ok. 1930 r. zaczął być popularny głosząc hasło: „ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer”. No, ale ja jestem miłośnikiem historii najnowszej, więc dla mnie to naturalne, pierwsze skojarzenie. Ciekaw jestem, czy mieliście podobne i czy Waszym zdaniem jest to zamierzony przez twórców „manifestu” efekt, czy też wyszło im to przypadkiem. Bardzo mnie ta kwestia nurtuje, oj bardzo :-). No, ale to tylko na marginesie tematu dzisiejszego wpisu.


      Nie czepiałbym się pewnie tej reklamy, gdyby była to jedyna niestandardowa rzecz, którą Idea Bank czyni w ramach budowy dobrego wizerunku. Na szczęście są też ciekawe, pomysłowe lokaty. Ostatnio wpadła mi w ręce ulotka dotycząca lokaty „Tax Free”, czyli kolejnego pomysłu Idea Banku na omijanie zakusów Ministerstwa Finansów, chcącego zdjąć możliwość płacenia zerowego podatku od lokat z dzienną kapitalizacją. Pisałem o tych zakusach już kilkakrotnie, ale póki co jest to na szczęśćie bajka o żelaznym wilku. Obostrzenia miały wejść w życie w połowie tego roku, teraz mówi się, że wejdą od początku 2012 r. I nie wiadomo czy wejdą w ogóle, bo po drodze są wybory

      Niezaleznie od tego jak rzecz się zakończy, w Idea Banku wizja skasowania mechanizmu pozwalającego nie płacić podatku od jednodniówek jest głównym straszakiem, którego używa w komunikacji z klientami. Na bazie strachu przed ministrem Rostowskim budują w tym banku całe spektrum lokat długoterminowych, które mają pozwolić na nieopodatkowany zysk nawet po zmianie przepisów. Sprytne, bo w ten sposób bank buduje bazę długich depozytów, zamienianych zapewne na niekoniecznie tanie kredyty. Z jednej strony mnie to wkurza - ja przy dzisiejszej niestabilności sytuacji w świecie nie ulokowałbym pieniędzy na stały procent na dwa lata z góry - a z drugiej strony podziwiam pomysłowość Idea Banku. Podziwiam oczywiście nie sam pomysł, a jego wykonanie. 

      Czytaj też: Czy banki znalazły sposób na przechytrzenie ministra?

      Bo to w gruncie rzeczy bardzo ciekawy patent, o którym powinni pomyśleć także w innych bankach - przynajmniej wtedy jak już nie będzie wyjścia i zmiany przepisów rzeczywiście staną się nieuniknione. Otóż nowa lokata oferowana przez bank - „Tax Free” - to dwupak: połowa pieniędzy deponowana jest na rok, a połowa na dwa lata. Mechanizm obliczania odsetek jest zrobiony tak, że prawie wszystkie odsetki zostaną naliczone jeszcze do końca tego roku, później lokata praktycznie nie będzie oprocentowana. Więc nie będzie od czego naliczać podatku. Odsetki przez pierwsze miesiące będą zaś na tyle wysokie, że w sumie - uwzględniając póxniejszą „suszę” - klient i tak dostanie 6,07% nie oprocentowanych odsetek z lokaty rocznej (odpowiednik 7,5% na lokacie z podatkiem) oraz 6,48% z depozytu dwuletniego (równowartość 8% na lokacie z podatkiem).

      Jedyny problem z dwupakiem Idea Banku polega na tym, że rzecz jest nieprzejrzysta. Bank codziennie - w zależności od dnia, w którym przyjdzie klient z pieniędzmi - zmienia wysokość odsetek w części przypadającej na ten rok. Np. teraz jest to mniej więcej 14,08% dla lokaty rocznej i 29,06% dla dwuletniej. Trzeba Idei wierzyć na słowo, że na koniec odsetki będą takie jak być powinny. No i nabywcy tej lokaty powinni trzymać kciuki za to, żeby minister Rostowski rzeczywiście zamknął antybelkową furtkę. Bo jak nie zamknie to wszystkie te kombinacje szlag trafi, a klienci Idei zostaną z zablokowanymi na amen pieniędzmi, podczas gdy reszta narodu będzie mogła bezpodatkowo lokować oszczędności w dalszym ciągu na dowolny termin. Brrr...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Ein człowiek, ein bank i... dwie lokaty, czyli ciekawy sposób na pokonanie ministra”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 lipca 2011 11:45
  • niedziela, 24 lipca 2011
    • Przelewy ekspresowe nie zawsze takie ekspresowe, czyli o robótkach ręcznych

      Pisałem kilka razy o idei tzw. przelewów ekspresowych, czyli chałupniczej metodzie na omijanie wad systemu przelewów międzybankowych Elixir. Te wady polegają na tym, że przelewy wchodzą i wychodzą z banków tylko trzy razy na dobę, a nie np. przez cały czas - w trybie online. Jeśli więc ktoś zleci spłatę raty kredytu ostatniego dnia o godz. 20.00, to zapłaci karę za przekroczenie terminu, bo ostatnia sesja podczas której banki wymieniają się przelewami jest ok. godz. 15.00-16.00. Można powiedzieć, że te trzy sesje dziennie to i tak high-life, bo w takiej np. Wielkiej Brytanii jak przelew dojdzie w dwa dni, to i tak jest święto, he, he. Ale z drugiej strony - w XXI wieku, czyli w czasach internetu i bankowości mobilnej chciałoby się przelewać pieniądze natychmiast. A skoro tak się nie dzieje, to w klientach budzą się demony.

      No i stąd pomysł na chałupniczą metodę omijania Elixiru. Pomysł nazywa się BlueCash i objawia się tym, że gdy przeleję pieniądze z banku A do banku B, to dojdą do tego drugiego najdalej w kwadrans - niezależnie od tego kiedy jest najbliższa sesja Elixiru. Rzecz opiera się na przelewach wewnętrznych. Dostawca usługi BlueCash, czyli firma Blue Media, ma rachunki we wszystkich głównych bankach i jeśli np. klient jakiegoś banku postanowi przelać ekspresem 100 zł, to Blue Media przelewają te pieniądze od razu na wskazany rachunek ze swojego konta w tym samym banku. Przelew jest wewnętrzny, więc dochodzi natychmiast. A w Blue Media czekają sobie spokojnie, aż 100 zł wysłane przez klienta dojdzie na jego konto, pokrywając powstały debet.

      Sęk w tym, że Blue Media nie byłyby w stanie obsłużyć takiego procesu na większą skalę, bo i tak firma musi mieć na kontach w wielu bankach kilka milionów złotych „na wszelki wypadek”, gdyby ktoś chciał wpłacić pieniądze akurat na konta w tych bankach. A gdyby trzeba było obsłużyć kilkadziesiąt tysięcy takich przelewów dziennie? Brrr...Na razie banki współpracujące z Blue Media starają się limitować wartość pieniędzy wysyłanych tą drogą (tak robi in. Alior Bank, który oferuje BlueCash najtaniej na rynku, no dobra - prawie najtaniej), albo ograniczają liczbę dostępnych transakcji (to pomysł mBanku).

      Czytaj też: Co zrobić, gdy przelew ginie w czarnej dziurze

      Tym niemniej zainteresowanie usługą jest na tyle duże, że - jak donoszą klienci banków i usługi BlueCash na forach bankowych, BlueCash zaczyna się „zapychać” i pojawiają się przerwy w jego działaniu. To  kłopot. Jeśli ktoś się bardzo spieszy i zamawia taksówkę, a ona nie przyjedzie, to ten klient na pewno drugi raz nie skorzysta z usług danej korporacji. Od zaprzyjaźnionego bankowca dostałem link do wpisu zamieszczonego na forum eBank. „Tak zwane przelewy ekspresowe w mBanku chyba okazały się za dobre, bo się zaczynają sypać. Kilka dni temu nie szło wykonać przelewu do BZWBK, dzisiaj od rana nie działają przelewy do Citka... A jakby tego było mało, to wprowadzono ograniczenie - jeden przelew ekspresowy dziennie. Dziadostwo i tyle” - napisał jeden z internautów, który chciał korzystać z przelewu ekspresowego w mBanku. Usługa nie jest tania (prowizja wynosi 5 zł od każdego przelewu), więc nie dziwi frustracja klienta.

      Ponieważ problem dotyczył nie tyle mBanku, co przelewów do innych banków, postanowiłem zasięgnąć języka u źródła, czyli w firmie Blue Media. A tam kontaktami z prasą zajmuje się pan Tomasz Bobrowski. „BlueCash działa w ten sposób, że system automatycznie wyłącza czasowo z oferty banki, do których nie można wykonać aktualnie szybkiego przelewu z powodu np. awarii banku lub problemu po naszej stronie. To rozwiązanie wprowadziliśmy jakiś czas temu w celu ochrony klientów. Nie chcemy przyjmować zleceń przelewów, których nie możemy aktualnie zrealizować, bo to by narażało klientów na dłuższy czas oczekiwania na przelew”. Krótko pisząc: firma przyznaje, że rzeczywiście miewa problemy z wysyłaniem pieniędzy (choć nie chce mówić zbyt wiele o przyczynach „leżących po jej stronie”) i o jej usłudze nie można powiedzieć, że jest 100%-owo niezawodna. A jeśli jej popularność jeszcze wzrośnie, to stopień niezawodności spadnie. I cały interes szlag jasny trafić może.

      Czytaj też: Bank przez dwa tygodni szukał zaginionych przelewów!

      Bobrowski przyznaje, że banki limitują klientom BlueCash. mBank wprowadził ograniczenie do jednego przelewu dziennie. A w Alior Banku  ograniczenie jest kwotowe - można przelać maksymalnie 5.000 zł dziennie (jednorazowo lub w kilku mniejszych przelewach). „Ograniczenia spowodowane są koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa. Przelewy ekspresowe to z założenia usługa premium. Zdecydowana większość klientów przelewa mniejsze kwoty niż dozwolone maksimum i robi to sporadycznie. Dlatego dla większości użytkowników problem limitów nie ma znaczenia” - wyjaśnia mi przedstawiciel Blue Media.

      A jak komentuje limity rzecznik mBanku Krzysztof Olszewski? Tak samo. „Jeśli chodzi o liczbę przelewów ekspresowych możliwych do realizacji, rzeczywiście od kilku miesięcy umożliwiamy wysyłkę jednego ekspresowego przekazu dziennie. Zwracam jednak uwagę na fakt, że zdecydowana większość tego typu operacji dokonywana jest przez Klientów mBanku w sytuacjach awaryjnych. Rzadko więc jedna osoba decyduje się na realizację więcej niż jednego takiego przelewu dziennie (z grupy Klientów korzystających z usługi, to tylko 2% osób)”. I tak to jest z robótkami ręcznymi.

      Samcik blox

      ZAMÓW KSIĄŻKĘ AUTORA BLOGU. Podane przystępnym językiem porady finansowe i zgrupowane w jednym miejscu.znajdziecie w mojej książce „Przewodnik po domowych finansach”. To dzieło oparte na cyklu 37 poradników, które napisałem w 2010 r. i które ukazały się w poniedziałkowych wydaniach „Gazety Wyborczej”. Jeśli chcesz zdobyć tę książkę w wersji pliku pdf, skontaktuj się ze mną - napisz na adres maciek.samcik (małpka) gazeta.pl. Uwaga: termin realizacji zamówienia: do końca lipca 2011.

      Przewodnik po domowych fnansach

      MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ZŁAP SUBIEKTYWNOŚĆ NA FACEBOOKU! Wiem, wiem, na stronie blogu nie ma formularza kontaktowego. Wiem, trudno mnie dopaść. Wiem, rzadko odpowiadam na komentarze pod notkami. Jeśli masz ważny problem, to możesz mnie o nim poinformować na dwa sposoby. Jeśli masz konto w Facebooku, to wejdź na stronę blogu napisz do mnie. Jeśli wolisz kontakt e-mailowy, to napisz na adres: maciej.samcik (małpka) gazeta.pl. Nie odpowiem od razu, ale odpowiem na pewno.

      JEST NAS WIELU! JUŻ PRAWIE 300.000 MIŁOŚNIKÓW SUBIEKTYWNOŚCI. W pierwszym półroczu 2011 r. blog „Subiektywnie o finansach” odwiedzało miesięcznie średnio 295.300 osób. Z tego co najmniej 50.000 osób ma subiektywność wśród ulubionych stron i systematycznie wchodzi na stronę blogu, czyniąc to bezpośrednio, czyli wpisując do przeglądarki jego adres. Blog ma też 6.500 fanów w Facebooku, z czego prawie 1.000 to bardzo aktywni użytkownicy, którzy tylko w ciągu ostatniego miesiąca klikali „lubię” bądź komentowali notki tam zamieszczane. Nie zapominaj sprawdzać codziennie co nowego na www.samcik.blox.pl

      ZOBACZ TEŻ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

      ”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” DOCENIONY PRZEZ PRESS. Fajny pomysł na opowieści o pieniądzach”. „O gospodarce można pisać nudno albo tak jak Samcik”. „Mistrzostwo! Nikt tak jak on nie potrafi znaleźć absurdów, kruczków prawnych w umowach i napiętnować tego, co jest w umowach bankowych głęboko schowane” - to wybrane opinie kilkunastu jurorów - przedstawicieli mediów - którzy wypowiedzieli się na prośbę miesięcznika „Press” o blogu „Subiektywnie o finansach”. Najbardziej prestiżowe pismo o mediach już po raz drugi przeprowadziło wybory najlepszych blogów prowadzonych przez dziennikarzy. Wśród najlepszych blogów, na drugim miejscu, znalazł się „Subiektywnie o finansach”.

      CZYTELNICY DO SAMCIKA, CZYLI ILE MOŻNA ZAROBIĆ CZYTAJĄC BLOG. Subiektywność w finansach naprawdę działa! Napisał do mnie pan Paweł: „Dzięki Pana blogowi udało mi się odzyskać podwójnie naliczone ubezpieczenie niskiego wkładu w banku Millennium. Była to dość spora kwota, ponad 784 zł (z całej kwoty ubezpieczenia 5662 zł). Reklamację złożyłem po publikacji wpisu w blogu na ten temat”. Mam też list od pana Patryka „Dziękuję za doskonałego bloga. Przynajmniej raz uchronił mnie Pan przed bezsensownymi wydatkami. Myślę o mBanku i prowizji za niewykorzystany limit do firmowego konta”. I jeszcze pan Łukasz. Zwrócono mi opłatę za czteromiesięczny abonament. W idealnym świecie skłonny bym był uwierzyć, że to moje starania przyniosły w końcu skutek. Ale domyślam się, że Pana w tym rozwiązaniu jest zasługa. Zatem dziękuję bardzo!”. Kochani, zawsze do usług! Zobacz też jak po publikacji w blogu bank przestał patroszyć klienta drogim ubezpieczeniem. I jak po notce w blogu przestał nasyłać na klientkę windykatorów. Obejrzyj również pełną listę spraw, które udało nam się wspólnie załatwić w latach 2009-2010.

      Samcik blox

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Przelewy ekspresowe nie zawsze takie ekspresowe, czyli o robótkach ręcznych ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 lipca 2011 10:50
  • sobota, 23 lipca 2011
    • Sprawdź gdzie trafią dane, które zebrał o tobie bank. Może wyjadą do Azji?

      O tym problemie przypominamy sobie z reguły dopiero wtedy, gdy znienacka zadzwoni do nas naganiacz z jakiejś firmy finansowej, z którą nigdy nie mieliśmy nic wspólnego. Zaczynamy się zastanawiać czy aby na pewno ktoś nie sprzedał naszych danych osobowych. Na przykład nasz bank lub firma ubezpieczeniowa. Jeden z moich czytelników powziął nawet podejrzenie, że jego danymi handlują w Singapurze, Hong-Kongu i innych egzotycznych krajach azjatyckich. Albo na przykład w Hiszpanii, o czym wiedzą najlepiej klienci BZ WBK. Dlaczego mój czytelnik uważa, że jego dane są aż tak cenione? Cóż, pewnie dlatego, że ma konto w Citi.  Ale po kolei.

      Ale najpierw o tym co będzie, gdy weźmiesz kredyt, a żonę coś tknęło

      Pan Artur postanowił zmienić konto bankowe „Chciałem korzystać z ciekawszej oferty kart debetowych i kredytowych, mieć dostęp do kont walutowych oraz fachową obsługę klienta. Wytypowałem kilka banków, które według mnie miały ciekawą ofertę, wśród których był Citibank. Mój problem (i właściwie w tej sprawie do Pana piszę) dotyczył zgody na przetwarzanie moich danych osobowych. O ile w innych bankach, z którymi miałem do czynienia wcześniej, mają jakąś standardową formułkę, którą trzeba zaakceptować aby bank mógł przetwarzać dane osobowe klienta w celu prowadzenia konta, o tyle w Citibanku trzeba również wyrazić zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez zagraniczne centra Citigroup Inc.

      Ta zgoda - jak się okazało po przeczytaniu umowy - obejmuje przekazywanie moich danych poza Europejski Obszar Gospodarczy (EOG), do państw, których prawodawstwo może nie zapewniać ochrony danych równorzędnej gwarancjom, jakie obowiązują na terytorium Polski. Z informacji uzyskanych od konsultanta infolinii dowiedziałem się, że nie ma możliwości założenia konta w Citibanku bez wyrażenia zgody na powyższe. Sprawdziłem co na to ustawa o ochronie danych osobowych i wyszło, że zgodnie z polskim prawem (art. 47 i 48 ustawy) dane osobowe można przekazać poza terytorium RP do państw, które nie dają gwarancji ochrony danych osobowych na swoim terytorium takich, jakie obowiązują w Polsce, wyłącznie w trzech przypadkach: a) gdy wynika to z obowiązku nałożonego na administratora danych przepisami prawa lub postanowieniami ratyfikowanej umowy międzynarodowej; b) po uzyskaniu zgody GIODO, pod warunkiem że administrator danych zapewni odpowiednie zabezpieczenia w zakresie ochrony prywatności oraz praw i wolności osoby, której dane dotyczą; oraz c) jeżeli osoba, której dane dotyczą, udzieliła na to zgody na piśmie.

      Czytaj też: Bank płaci 1000 zł odszkodowania za fałszywy wyniosek kredytowy

      Poprosiłem konsultanta infolinii o poinformowanie mnie na jakiej podstawie bank bezwarunkowo żąda ode mnie zgody na przekazanie moich danych poza EOG do krajów, które nie zapewniają należytej ochrony danych osobowych. Konsultant obiecał sprawdzić i oddzwonić. Odpowiedzi od tego konsultanta (ani kolejnego, do którego zwróciłem się po jakimś czasie) nie otrzymałem. Konto założyłem w ING i o całej sprawie zapomniałem aż do momentu, gdy tydzień temu przeczytałem na stronie „Gazety Wyborczej” wiadomość o tym, że banki sprzedawały dane osobowe swoich klientów w Hong-kongu”.

      Hmmm, tak na pierwszy rzut oka to bank jest czysty, jak łza. Prawdopodobnie przekazanie danych osobowych klientów Citi za granicą jest zgodne z drugim i trzecim warunkiem ustawy o ochronie danych osobowych. Zresztą nie ma obowiązku zakładać konta akurat w banku, który centrum zarządzania danymi o klientach ma w Hong-Kongu. Zwłaszcza jeśli klient jest nieufny i  podejrzewa, że jego dane jacyś Azjaci mogą sprzedać złym ludziom. Stwierdziłem, że warto wyjaśnić tę sprawę do podszewki, bo kilkaset tysięcy klientów - a biorąc pod uwagę karty kredytowe to pewnie i kilka milionów - z usług Citi w Polsce korzysta. Część z nich pewnie nawet nie zwróciła uwagi, że zgodziła się na przetwarzanie swoich danych w Hong-Kongu, Singapurze, czy innych ciekawych miejscach. Inni pewnie o tym wiedzą i zastanawiają się, czy w dobie globalizacji tak być musi, czy też niekoniecznie.

      Czytaj też: Chce 5000 zł odszkodowania za to, że bank ujawnił komuś dane

      Spytałem o sprawę przetwarzania danych klientów Citi rzecznika banku w Polsce, pana Pawła Zegarłowicza. „W pierwszej kolejności chcę zaznaczyć, że doniesienia prasowe, które przywołuje czytelnik Pana bloga w liście nie dotyczą banku Citi Handlowy. Zapewniam przy tym, że bank Citi Handlowy działa zgodnie z prawem i ochronę danych osobowych swoich klientów traktuje z najwyższym priorytetem. Bank stwarza gwarancje bezpieczeństwa na poziomie infrastrukturalnym wykorzystując w tym celu technologie na poziomie co najmniej wymaganym przez prawo, a najczęściej znacznie wyższym” - napisał mi pan Paweł.

      A dalej jest już stricte o wątpliwości zgłoszonej przez klienta: „Jeśli zaś chodzi o stronę formalną, to bank, którego głównym akcjonariuszem jest Citigroup , ma siedzibę zlokalizowaną poza granicami Europy. Zanim Citi Handlowy zawrze umowę o świadczenie usług z klientem prosi go o podpisanie oświadczenia woli ze zgodą na przetwarzanie danych osobowych także poza europejskim obszarem gospodarczym. Bank działa tutaj zgodnie z literą prawa. Zgoda ta musi mieć formę oświadczenia woli, a osoba podpisująca takie oświadczenia, którego przedmiotem jest zgoda na przetwarzanie danych osobowych musi być wcześniej poinformowana o możliwej różnicy w poziomie ochrony danych osobowych w danym obszarze. I Bank wymóg ten realizuje. Co istotne przy tym, w każdym przypadku powierzania danych zewnętrznemu kontrahentowi bank zapewnia pełną ochronę tych danych przez m.in. stosowne umowy” - uspokaja Paweł Zegarłowicz. Nie mam konta w Citi, ale też czuję się uspokojony (troszkę).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Sprawdź gdzie trafią dane, które zebrał o tobie bank. Może wyjadą do Azji?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 23 lipca 2011 10:19

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line