Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • piątek, 29 lipca 2016
    • Raty ze sklepu szybsze, niż te z internetu? Zanim pomyślisz... wyjdziesz z telewizorem :-)

      Możliwość rozbicia płatności na raty to z punktu konsumenta duża wygoda, zwiększająca szansę na to, że kupi coś drogiego. Nic więc dziwnego, że firmy, które zarabiają na rozliczaniu płatności za nasze zakupy, wychodzą ze skóry, żeby raty były nie tylko dostępne, ale i możliwie jak najłatwiejsze w obsłudze. Od dobrych kilku miesięcy rozbijanie zakupów na raty - i to nieoprocentowane - proponuje swoim użytkowników PayU, duży pośrednik w rozliczaniu transakcji online. Raty zero procent są dostępne dla wszystkich zakupów na Allegro (trzeba mieć tylko zdolność kredytową). Kilka tygodni temu podobne rozwiązanie, wspólnie z bankiem Santander Consumer (grupa BZ WBK) zaproponował inny agregator transakcji - Przelewy24. Jeśli kupujesz coś w e-sklepie i ma on możliwość zapłacenia via Przelewy24, to możesz zażyczyć sobie rat (choć tym razem zdaje się, że nie są to raty zero procent).

      Automatyczne rozbijanie transakcji na raty (tych, które klient chce spłacać z opóźnieniem) wprowadził też MasterCard w swoim systemie płatności MasterPass. Ale w tym wypadku trzeba zapłacić w e-sklepie kartą banku, który dogadał się z MasterCardem. Ja w ten sposób mogę rozbijać transakcje internetowe opłacone kartą Raiffeisena. Na tym tle coraz bardziej blado prezentują się systemy ratalne dostępne w sklepach stacjonarnych. Tu wciąż dużo jest formularzy, papierologii, składania podpisów na kilkunastu stron regulaminów, umów i potwierdzeń. Co prawda klient, który widzi przed sobą wymarzony telewizor i ma w perspektywie możliwość zabrania go do domu od razu, jest skłonny większych poświęceń, niż internauta, który często porzuca wypełniony już towarami e-koszyk i idzie do konkurencyjnego.

      Czytaj też: za zakupy internetowe zapłacisz w... Link4. I dorzucą ubezpieczenie

      Czytaj też: Coraz więcej bonusów przy e-zakupach. Raty za zero i kurier gratis

      Niemniej jednak również w realnych sklepach cierpliwość klientów będzie coraz mniejsza, bo przecież mamy w kieszeniach smartfony, a w nich kilka banków oferuje już kredyty "na jeden klik". Widzisz super-telewizor? Logujesz się do swojej aplikacji bankowej, informujesz bank o chęci zassania kredytu gotówkowego, a bank - na podstawie wykonanego jakiś czas wcześniej scoringu - udostępnia ci żądaną kwotę w ciągu kilku minut. Ta formuła może być zagrożeniem dla tych banków, które są silne w udzielaniu kredytów bezpośrednio w sklepach, bo współpracują z największymi sieciami. Takim bankiem jest Credit Agricole, który niegdyś występował pod marką Lukas Bank. Lukasowe raty - już pod marką CA Raty - są nadal często spotykane, można je zassać w 12.000 sklepów. Pytanie czy klienci będą skłonni je zasysać, jeśli będzie to wyglądało tak, jak do tej pory - że trzeba stać w kolejce, czekać na scoring, a na koniec jeszcze podpisywać tony dokumentów.

      Czytaj też: Przyszedł po raty zero procent, ale dowiedział się, że... właśnie wyszły

      Klienta "z ulicy" - bo taki głównie jest klientem rat w sklepach stacjonarnych - szybką ścieżką obsłużyć się nie da. Trzeba wrzucić do systemu trochę jego danych (być może da się to zrobić automatem, skanując dowód osobisty klienta i zsyłając wyczytane z niego dane do elektronicznego formularza), potem przepuścić klienta przez BIK oraz ewentualnie przez BIG-i (to na szczęście da się już zrobić w minutę, dwie) oraz spisać umowę. W tej ostatniej części procesu Credit Agricole zaczął ciekawy eksperyment - "wrzucony" do systemu i zweryfikowany w BIK klient ma już tylko jedno zadanie: przekazać sprzedawcy kod SMS, który otrzyma od banku na swój telefon komórkowy. Ten kod jest  jak podpis pod umową, którą klient jednocześnie dostanie na e-mail. Zero drukowania -nastu stron, podpisywania, parafowania. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że też zero czytania tego, co się podpisuje :-). Fakt, że dziś i tak mało który klient czyta umowę o kredyt ratalny, ale przynajmniej mógłby ją przeczytać. W nowej procedurze akceptacja warunków kredytu nie wymaga już żadnych rozterek, ani hamletyzowania. Jeden SMS-ik i już - klient ukredytowany.

      No i sam nie wiem czy się cieszyć - że w punktach kredytowych różnych Saturnów i Media Marktów wreszcie przestaną się kłębić tłumy :-) - czy martwić. No bo tak: masz puls, masz dowód, masz smartfona i sprawa kredytu na wyuzdaną konsumpcję może być przeprowadzona, przy dobrych wiatrach, w kilkadziesiąt sekund. Elektronicznie (dzięki skanowaniu i ściąganiu danych) wypisywany wniosek o kredyt, błyskawiczna weryfikacja klienta, potwierdzenie umowy SMS-em i finito. Niech jeszcze tylko punkt kredytowy w sklepie zastąpią mobilni sprzedawcy, opłacani prowizjami przez poszczególne marki. Chodzisz sobie alejką z telewizorami, a tu wyrasta jak spod ziemi elokwentny doradca klienta z tabletem w ręce. Krótka nawijka, skanik, BIK-uś, SMS-ik i nawet nie zauważysz jak doradca klienta wpakuje cię do taksówki z nowo kupionym na raty sprzęcikiem. Skąd taksówka? A bo z taksówkarzami banki też zaczynają współpracować. I taksówkę też można zamówić przez aplikację bankową ;-)

      BZWBK_MOJE_PIERWSZE_KIESZONKOWE_LCD_1360x768

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Raty ze sklepu szybsze, niż te z internetu? Zanim pomyślisz... wyjdziesz z telewizorem :-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 29 lipca 2016 09:14
  • czwartek, 28 lipca 2016
    • Rzecz o pieszczeniu portfela, czyli jak inwestuję swoje oszczędności. I jak je namnażam :-)

      dywidendalogo1Od dobrych kilku miesięcy - w ramach akcji "Dywidenda jak w banku", wspieranej m.in. przez Giełdę Papierów Wartościowych i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych - wspólnie z Longtermem, autorem najstarszego blogu o długoterminowym inwestowaniu, oswajam Was z lokowaniem oszczędności poza bankiem. Robię to z czystym sumieniem, bo sam właśnie w ten sposób inwestuję swoje prywatne oszczędności. Dziś - odpowiadając na pytania niektórych z Was - podam kilka cyferek dotyczących mojego portfela oszczędności. Nie uważam się za alfę i omegę inwestowania, ale mimo wszystko udaje mi się długoterminowo wyciągać większe zyski z oszczędności, niż miałbym z bankowego depozytu. I Wam - na koniec tej odsłony naszej akcji - życzę tego samego.

      Dla większości Polaków rynek papierów wartościowych jawi się jako coś podejrzanego, jakaś szulernia, miejsce gdzie rekiny giełdowe pożerają płotki takie jak my. Jeśli zaliczasz się do tej grupy, zapraszam Cię do poczytania kilku wcześniejszych tekstów z cyklu "Dywidenda jak w banku". Jeśli przeskoczyłeś już przez mur strachu i nieufności wobec lokowania oszczędności inaczej, niż w banku, od razu możesz przejść dalej, do części, w której opowiadam o tym jak pieszczę swój portfel inwestycji.

      ebinariumdywidendaDO TEJ PORY W RAMACH AKCJI „DYWIDENDA JAK W BANKU":

      >>> 13 kwietnia: "W poszukiwaniu dywidendy pewnej jak w banku, czyli wielka koalicja rusza do akcji" - o tym dlaczego lokuję swoje pieniądze nie tylko w banku i dlaczego biorę udział w największej edukacyjnej akcji blogerów, jaką kiedykolwiek widział nasz kraj. 

      >>> 16 kwietnia: "Buty, ciuchy, cukierki. Kto dobrze przewidział, z 10.000 zł wycisnął... milion" - o spółkach-ikonach warszawskiej giełdy, na których każdy, kto uwierzył w ich pomysł na zarabianie pieniędzy, mógł zostać bardzo zamożnym człowiekiem. Takie okazje na rynku kapitałowym są zawsze, także teraz. 

      >>> 21 kwietnia: "Na jak długo trzeba kupić akcje, żeby mieć (prawie) pewność, że się zarobi?" - o tym, że inwestowanie pieniędzy wcale nie musi być bardzo ryzykowne, gdyż statystyki z ostatnich 100 lat pokazują, że w długim terminie ryzyko utraty zainwestowanego w akcje kapitału jest niewielkie. A przynajmniej tak było do tej pory

      >>> 11 maja: "Oprocentowanie lokat sięga dna. Wyższe zyski tylko dla pięknych i bogatych?" - o tym jakie warunki trzeba spełnić, żeby wychylić nos z banku i zacząć lokować oszczędności w spółki wypłacające regularnie dywidendy.Oprócz tego polecam wpisy nawiązujące do akcji:

      >>> 22 maja: "Pięć cytatów z Warrena Buffeta, które musisz poznać" - zestawienie najmądrzejszych cytatów z najsłynniejszego długoterminowego inwestora na świecie - Warrena Buffeta, połączone z zaproszeniem na konferencję Wall Street w Karpaczu, na której akcja "Dywidenda jak w banku" miała swoje pięć minut ;-)

      >>>  25 maja. "Oszczędności ulokowane w tym banku przez ostatnich pięć lat dawały po 5% rocznie. Jak?" - o tym dlaczego swoją przygodę z inwestowaniem warto zacząć od kupna udziałów w spółkach wypłacających z roku na rok dywidendę? o ile kapitał, za który kupiliśmy akcje, potraktujemy jak długoterminowy depozyt. 

      >>> 17 czerwca: "Jak dostać money-back z urzędu skarbowego? 875 zł do wzięcia i tylko pół roku, by o to zadbać!" - o tym, że z dywidend można zmontować sobie nie tylko plan systematycznego oszczędzania, ale wręcz... dodatkową emeryturę. I jeszcze zanim na tę emeryturkę przejdziemy - dostawać co roku kasę z urzędu skarbowego. W tym roku do wyjęcia co najmniej 875 zł.

      >>> 18 czerwca: "Cztery pytania o rozsądne lokowanie pieniędzy" - powtórzenie przerobionego materiału w przyjemnej formule konkursu z nagrodami w postaci smartwatcha, rabatownika restauracyjnego i samcikowych książek z podpisem.

      >>> 8 lipca: "Bogowie odcinania kuponów. Dla nich ceny akcji mogłyby spaść nawet do zera"- o tym jak duże znaczenie może mieć systematycznie wypłacana dywidenda dla wyników długoterminowego inwestowania w akcje. I kilkanaście przykładów spółek, które do tej pory świetnie się sprawdzały jako "obiekt" takiego stylu inwestowania.

      >>> 12 lipca: "Najazd zagranicznych funduszy inwestycyjnych wypłacających klientom "odsetki". Warto?"  O tym, że inwestowanie dywidendowe jest dostępne również w funduszach inwestycyjnych i że ten sposób zarabiania w funduszach niejedno ma imię

      >>> 19 lipca: "Odcinanie kuponów dla zabieganych? Są już fundusze, w których kupony... odcinają się same". O tym jakie fundusze akcji dywidendowych są dostępne na polskim rynku i czym się od siebie różnią

      Zapraszam do obejrzenia wideowizytówki o tym kim jest Samcik, kim jest Longterm i dlaczego zajmujemy się lokowaniem pieniędzy w spółki dywidendowe. Nakręciliśmy ten klip zwłaszcza tych z Was, którzy Alberta albo mnie jeszcze do tej pory nie poznali:

      Tak, jak wspominałem wielokrotnie, nie jestem inwestorem, który szaleje ze swoimi oszczędnościami. W odróżnieniu od Longterma nie zabrałem z banku wszystkich swoich pieniędzy. Kupuję akcje, fundusze inwestycyjne, obligacje spółek, by jechać na kilku koniach naraz, nie skupiać wszystkich oszczędności wyłącznie w jednym, bankowym worku. Ale nigdy nie zabrałbym wszystkich pieniędzy z banku na rynek kapitałowy. Powiem więcej: nie zabrałbym z banku ani grosza, gdybym miał przy duszy niewielkie pieniądze. Z decyzją o tym, że dla moich oszczędności jest życie "pozabankowe" poczekałem aż ich wartość przekroczy sześciokrotność mojego wynagrodzenia. A rozbudowa mojego portfela inwestycji o elementy "pozabankowe" trwała długo i była stopniowa. Mój portfel inwestycji ma kilkanaście lat, ale wciąż jest "w budowie". I pewnie tak już zostanie. Jego dzisiejsze "parametry" nie są więc docelowymi, aczkolwiek jestem z nich w miarę zadowolony. Kilku rzeczy mi brakuje, coś-tam bym zmienił, ale bez szaleństw. Zanim przejdziemy do konkretufffff, dla rozluźnienia atmosfery zobaczcie jak uciekałem przed lewatywą, jak Longterm próbował zrobić mi usta-usta oraz jak znów wygrałem w ruletkę ;-).

      Relacjonując Wam moją strategię celowo nie będę podawał konkretnych nazw banków, emitentów akcji i obligacji, funduszy  inwestycyjnych, ani nazw pośredników z których usług korzystam w przypadku niektórych inwestycji. Po pierwsze dlatego, że to, co  jest dobre dla mnie nie musi być dobre dla każdego z Was. Po drugie zapewne nie jestem nieomylny i niektóre z moich inwestycji okażą się pomyłką. Po trzecie zanim komukolwiek zarekomenduję cokolwiek konkretnego, muszę poznać jego sytuację finansową, rodzinną, bilans kosztów i dochodów, cele życiowe, posiadany majątek, podejście do ryzyka... Najważniejsze jego to, że mój portfel inwestycji jest obliczony na 20-30 lat i jest to horyzont znacząco inny od tego, który ma 90% osób, z którymi rozmawiam. Najczęstsze pytania od Was to te z gatunku "w co włożyć pieniądze, żeby przez rok najwięcej zarobić?". Sorry, to nie moja bajka.

      CZĘŚĆ BEZPIECZNA: NIE TYLKO BANK. Podstawą moich inwestycji długoterminowych są depozyty bankowe, konta oszczędnościowe, fundusze rynku pieniężnego oraz obligacje rządowe - udział tych elementów w moim portfelu inwestycji wynosi dziś 30%. Depozyty mam w kilku bankach (nie ze względu na jakieś niebotyczne kwoty, głównie z powodu zasady, że nie trzymam w jednym miejscu więcej, niż 5% pieniędzy) i stale męczą mnie wyrzuty sumienia, że żongluję nimi ze zbyt małą intensywnością. Bo pieniądz ulokowany w banku najlepiej pracuje jeśli się go przenosi, mniej więcej co trzy miesiące, do nowego banku. Wtedy da się z niego wycisnąć 2,2-2,5% w skali roku. Jeśli się nie żongluje - to 1-2% (bliżej tej niższej granicy). Tak głupio ukształtowały się strategie banków, że wolą więcej płacić za odbijanie klientów konkurencji, niż dbanie o tych, których już mają i którzy mogliby przynieść im jakieś nowe oszczędności. Jeśli chodzi o obligacje, to stawiam na 10-letnie, ze względu na stosunkowo najwyższe oprocentowanie (kupowałem jeszcze w czasach, kiedy marże oferowane przez Ministerstwo Finansów były wyższe, niż dziś).

      CZĘŚĆ "OBLIGACYJNO-ABSOLUTNA": Kolejne 34% mam ulokowane na rynku kapitałowym, ale w instrumenty o teoretycznie ograniczonym ryzyku. "Teoretycznie", bo np. w przypadku obligacji korporacyjnych znacznie łatwiej stracić wszystkie pieniądze, niż kupując akcje. Ale formalnie obligacje emitowane przez firmy są zaliczane do inwestycji o niewielkim ryzyku. Mam obligacje korporacyjne kilku spółek i nie jest to koniec moich apetytów, jednak zasada rozpraszania ryzyka między wiele rodzajów inwestycji nie pozwala mi na razie na ulokowanie pieniędzy w większą liczbę obligacji emitowanych przez spółki. Oprocentowanie moich obligacji korporacyjnych nie przekracza stawki WIBOR plus 4,5%, co oznacza, że staram się unikać najbardziej ryzykownych obligacji, oferujących znacznie większe zarobki. Kiedyś zdarzyło mi się pójść do "kasyna" i kupić obligacje na 11% rocznie. Liczyłem na to, że w tej piramidzie finansowej będę wśród tych, którzy zdążą wyjść, ale nie zdążyłem. Strata była na szczęście niewielka, bo hazard stosuję na bardzo małą skalę.

      W tej jednej trzeciej moich pieniędzy ulokowanych w instrumenty o ograniczonym ryzyko są - poza obligacjami korporacyjnymi także fundusze inwestycyjne lokujące w obligacje ze wszystkich stron świata oraz fundusze tzw. absolutnej stopy zwrotu. Czyli takie, które mają w pierwszej kolejności chronić kapitał, a dopiero jeśli to się uda - część pieniędzy skłonić do zarabiania pieniędzy. Większość z tego typu funduszy oferowanych przez polskie TFI to niewypały, więc te elementy portfela inwestycyjnego urzeźbiłem sobie z  dostępnej w Polsce oferty zagranicznych asset managerów. W portfelu inwestycji o limitowanym ryzyku mam też... polisę  inwestycyjną. Ale nie taką, jakie ma większość z nieszczęśników naciągniętych kilka lat temu przez pośredników, bankowców iagentów ubezpieczeniowych, ale taką z bardzo niskimi opłatami manipulacyjnymi. Ten element portfela jest mi potrzebny w celach "spadkowych" - te pieniądze natychmiast trafią do moich spadkobierców, gdyby spadła mi cegła na głowę (nie wchodzą do masy spadkowej i nie podlegają postępowaniu spadkowemu).

      NO RISK, NO FUN, CZYLI ĆWIARTKA AKCJI. Jakieś 25% mojego portfela inwestycji stanowią akcje spółek dywidendowych i fundusze akcji. Przewagę w tym portfelu mają fundusze akcji zagranicznych - nie stawiam więc wyłącznie na polską giełdę. Z kolei część z inwestycji zagranicznych (funduszy akcji globalnych i tych działających na rynkach rozwijających się) stanowią te denominowane w obcych walutach. Chciałbym, żeby było im więcej, ale sami rozumiecie: moje zasady budowania portfela, dywersyfikacji, bla, bla, bla... ;-)). Mniejszą część portfela inwestycji wysokiego ryzyka stanowią polskie spółki dywidendowe i fundusze polskich akcji (część z nich to "ogólne" fundusze akcji, a część - fundusze akcji małych i średnich spółek). W tej części portfela też czuję niedosyt, uważam że ceny akcji na warszawskiej giełdzie są relatywnie niskie i nie wykluczam, że jeśli dojdzie do emerytalnej reformy planowanej przez wicepremiera Morawieckiego to jej efektem może być hossa na warszawskim parkiecie. Choć z drugiej strony rząd PiS ma tyle głupich pomysłów... W ciągu ostatnich pięciu lat ceny akcji na giełdzie niemieckiej poszły w górę o 60%, a w Warszawie spadły. To wiele mówi o polskiej i niemieckiej polityce gospodarczej.

      CZĘŚĆ ALTERNATYWNA, CZYLI ŚWIECIDEŁKA. Pozostałe 11% moich inwestycji to te alternatywne - a więc metale szlachetne (w skarbcu firmy zajmującej się przechowywaniem fantów), wino, whisky (np. w piwniczce pod Londynem, do którego niedługo nie dostanę się bez wizy ;-)) i takie tam... przydałyby się jeszcze obrazy, znaczki pocztowe i klasyczne samochody, ale znam się na tym mniej, niż na alko :-)). Gdybym miał nieograniczone zasoby, to pewnie nieco szybciej doważałbym udział złota w portfelu. Jakiś czas temu zadeklarowałem, że jeśli złoto zjedzie w okolice 1000 "zielonych" za uncję to biorę się do zakupów. Zatrzymało się nieco wyżej i... od tego czasu w ciągu kilku miesięcy dało zarobić 25%. Moja strategia inwestowania - której trzymam się bezwzględnie i konsekwentnie zakłada stopniowe i wolne lokowanie nowych pieniędzy, rozkładanie zakupów w czasie. Uwzględniam w tym miejscu także dochód z wynajmu. I to by było na tyle jeśli chodzi o subiektywny portfel inwestycji ;-). A teraz... czas na powtórzenie przerobionego materiału :-)): 

      W tym miejscu przypomnę, że brałem udział w internetowych webinariach, w których razem z Longtermem opowiadaliśmy o podstawach inwestowania w spółki dywidendowe oraz o tym jak lokować oszczędności na rynku kapitałowym i jednocześnie oszczędzać na podatkach. Zapis jednego z nich znajdziecie poniżej:

      Jak widzicie daleko mi do inwestora-ryzykanta. Mój portfel stricte finansowy, którego zadaniem jest performować w tempie mniej więcej dwa razy większym, niż depozyt bankowy, to w 30% lokaty teoretycznie bardzo bezpieczne (bank i fundusz pieniężny), w 34% umiarkowanie bezpieczne (obligacje firm, globalne obligacje i fundusze absolute return), a w 36% - potencjalnie ryzykowne (akcje, fundusze akcji, złoto i takie tam). Przy czym portfel stale rozwija się w takim kierunku, by nieco doważać inwestycje natury akcyjnej i alternatywnej. I taką strategię polecam też Wam - niech procent pieniędzy, które lokujecie poza bankiem rośnie powoli, stopniowo i niech osiągnie wysoki poziom dopiero wtedy, gdy cały portfel będzie już spory. A na koniec należy Wam się słów kilka o tym jak "troszczę" się o mój portfel.

      PRZEŚWIETLENIE: RAZ NA KILKA MIESIĘCY. Jeśli chodzi o inwestycje teoretycznie bezpieczne, to przegląd robię raz na pół roku.  W przypadku depozytów sprawdzam ich średnią rentowność i porównuję z oprocentowaniem lokat w najlepszych bankach. Jeśli zarabiam mniej, niż połowę tego, co oferują najbardziej agresywni gracze - przenoszę pieniądze tam, gdzie płaci się za nie więcej. Ale temu ruchowi podlega tylko połowa kasy. Druga połowa pracuje w bankach, które cenię za podejście fair, nawet jeśli nie płacą aktualnie najlepiej. Jeśli chodzi o inwestycje o umiarkowanym i wysokim ryzyku, to przegląd odbywa się mniej więcej raz w roku. Inwestycje, z których jestem niezadowolony trafiają na "listę obserwacyjną". Dopiero po drugim przeglądzie je skreślam.

      STOP-LOSS: PRZY WIĘKSZYCH INWESTYCJACH. Jeden z czytelników zadał mi niedawno pytanie czy stosuję tzw. stop-lossy w przypadku inwestycji w akcje lub fundusze akcji. A więc: czy automatycznie wycofuję się z inwestycji jeśli moja strata przekroczy określony poziom (np. 20%). Standardowo staram się tak lokować oszczędności, żeby nawet "wyparowanie" jakiegoś elementu portfela nie położyło mnie na łopatki. Po drugie zaś - jak mówi Warren Buffet - cena to cena, ale ja kupuję wartość - staram się wybierać takie inwestycje, które mają w sobie tę wartość. I nawet jeśli ich ceny się mocno wahają, to owa wartość pozwala mi spać spokojnie. Stop-lossy stosuję wtedy, jeśli z jakichś przyczyn muszę zainwestować w jeden instrument pieniądze przekraczające kilka procent mojego portfela inwestycji. Wtedy staram się ograniczać ryzyko zjazdu wartości portfela.

      ZASADA 5%: ZAWSZE I WSZĘDZIE. Znacie moje podejście do długoterminowego lokowania oszczędności - nie ma dla nich  żadnego bezpiecznego miejsca. Wszędzie - nie wyłączając banku - są narażone na ryzyko. Albo jest to ryzyko spadku do zera wartości nominalnej, albo realnej (np. w banku). Do tego dochodzi druga sprawa: nawet jeśłi dana forma inwestowania generalnie okaże się być wporzo, to ja zawsze mogę mieć pecha i trafić na pośrednika, zarządzającego lub sprzedawcę, który okaże się kanciarzem lub nielotem. Dlatego zawsze i wszędzie stosuję zasadę, by nie przeznaczać na pojedynczą inwestycję w konkretnym miejscu więcej, niż 5% moich pieniędzy. Wierne stosowanie tej zasady wielokrotnie uratowało mi już życie. Można sobie pozwolić na dowolną ekstrawagancję, łącznie z zainwestowaniem pieniędzy w piramidę finansową, ale tylko pod warunkiem, że jest to nie więcej, niż 5% naszych oszczędności. Oczywiście: ta zasada zaczyna działać dopiero wtedy, kiedy tych pieniędzy jest więcej, niż przysłowiowe 10.000 zł. Ale nawet mając 40.000 zł warto już podzielić je na kilka części (od 4 do 6).

      SPÓŁKI DYWIDENDOWE: KIEDY SIĘ ODKOCHUJĘ? Generalnie jestem przeciwnikiem skakania z kwiatka na kwiatek. W moim portfelu są inwestycje, które nieprzerwanie pielęgnuję od 10 lat i dłużej. Są to firmy, których jestem fanem, które są "zbyt duże by upaść" (z dnia na dzień ;-)), których biznes jest prosty i zrozumiały i które są liderami w swoich branżach. Ale... czasem trzeba się odkochać i wyjść z inwestycji. W przypadku inwestowania w spółki dywidendowe jest kilka czynników, które powodują, że tracę wiarę w to, że powinienem mieć ich akcje przez kolejne 20 lat. Jakie to przesłanki? >>> trzy kolejne lata bez dywidendy, >>> spadek przychodów przez dwa kolejne lata, >>> zmiana strategii działania firmy, >>> możliwość, że skończy się rynek dla produktów danej firmy. Jeśli ziszczą się przynajmniej dwie z tych przesłanek - jest niedobrze. Jeśli trzy - uciekam gdzie pieprz rośnie. Jak widzicie wśród tych przesłanek nie ma spadku kursu, bo on - z mojego punktu widzenia inwestora długoterminowego - nie ma większego znaczenia. Jego spadek może być co najwyżej efektem któregoś z powyższych kłopotów. 

       dywidendalogotypy3>>> Jeśli ten tekst Cię zaciekawił, zainspirował lub zachęcił, to proponuję, żebyś ZAPISAŁ SIĘ NA NEWSLETTER AKCJI "DYWIDENDA JAK W BANKU". Każdy kto wpisze się na listę dostanie w prezencie e-book, w którym tłumaczymy - Albert Rokicki i ja - krok po kroku o co chodzi w inwestowaniu w spółki dywidendowe. Jak się za to zabrać, jakie spółki wybrać i jak monitorować wyniki. Newsletter dostępny jest pod tym linkiem.

      >>> NAJTANIEJ ZAINWESTUJESZ Z BLOGERAMI. Jeśli masz ochotę spróbować przygody z inwestowaniem oszczędności - choćby małej ich części - to biuro maklerskie DM BOŚ zadeklarowało, iż naszych - Longterma i moich - czytelników będzie obsługiwać niemal za darmo - rachunek dostaniecie za free, a prowizję od zakupu akcji DM BOŚ ściął do symbolicznych 0,18% od wartości zakupu. Warunek: trzeba zarejestrować się przez specjalny link (regulamin jest tutaj). Promocja jest wyłącznie dla Was, nigdzie indziej w przyrodzie nie występuje,bphtfikonk2 ale ma ograniczenie - dotyczy obrotów akcjami nie przekraczających 100.000 zł. Nie mam żadnej prowizji od założonych kont, więc żeby zagwarantować sobie bardzo niskie prowizje możesz również korzystać z identycznego linku w blogu Longterma, o ile tak będzie dla ciebie wygodniej.

      >>> KONKURS I 1000 NAGRÓD DO WZIĘCIA. Zarządzająca funduszami inwestycyjnymi (m.in. funduszem wypłacającym raz w roku dywidendę) TFI BPH ma dla ciebie konkurs, w którym gwarantowaną nagrodą są moje książki z podpisem i dedykacją. Szczegóły znajdziesz na stronie konkursowej. Zapraszam do sprawdzania czy warto ;-)

      To już koniec tej odsłony akcji "Dywidenda jak w banku, czyli o długoterminowym inwestowaniu oszczędności". Mam nadzieję, że nawet jeśli nie wszyscy z Was natychmiast pobiegną do biur maklerskich kupować akcje, obligacje i fundusze inwestycyjne, to przynajmniej udało mi się trochę oswoić w Waszych oczach to nieznane zwierzę zwane rynkiem kapitałowym. Niech to ziarno zakiełkuje i wyrośnie na dorodny portfel inwestycji na spełnianie marzeń. Życzę Wam, żebyście po pierwsze mieli co inwestować :-), a po drugie, żeby lokowanie oszczędności było dla Was niczym mycie zębów i zmienianie majtek - bez tego w życiu ani rusz ;-). A jeśli macie własne przemyślenia dotyczące inwestowania pieniędzy, albo chcecie opowiedzieć jak Wy inwestujecie - zapraszam do komentowania, chętnie wymienię się z Wami doświadczeniami.

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      GORĄCE TRIKI NA WAKACJE. Kiedy najlepiej wybrać się na urlop? Gdzie lepiej polecieć z biurem podróży, a gdzie solo? Jak zapłacić za urlop, żeby mieć największe prawa konsumenckie do dyspozycji? Zapraszam do obejrzenia wyjątkowo gorącego wideo. Jeśli jeszcze nie jesteście na wakacjach, to po obejrzeniu tego klipu zapragniecie natychmiast się na nich znaleźć ;-)

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach - wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach.

      autopromo4SPOTKAJ MNIE W NECIE... Blog "Subiektywnie o finansach" codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już ponad 34.000!), na Twitterze(tu wraz ze mną zaprasza prawie 9000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowegomaciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

      autopromo2...ZOBACZ MNIE W EKSTREMALNYCH AKCJACH. Opowiadam o domowych finansach nie tylko tekstem, ale i ruchomymi obrazami. Żeby Ci się nie nudziło robię przy tym różne głupie rzeczy: skakałem na spadochronie, dałem sobie obić twarz przez byłego trenera Tomasza Adamka, latałem w tubie aerodynamicznej, w której ćwiczą kosmonauci, ćwiczyłem na najnowocześniejszym w Polsce symulatorze lotów, jeździłem autobusem, gokartem, grałem w golfa i ruletkę. Wszystkie te przygody są na mojej "stronie" youtubowej. Zasubskrybuj mój kanał na Youtube (w tym kinie siedzi już ponad 2000 fanów i jest ponad 70 filmów, które obejrzano więcej, niż ćwierć miliona razy). 

      autopromo11SUBIEKTYWNA EKIPA SAMCIKA IDZIE NA OSTRO W "WYBORCZEJ". Blog "Subiektywnie o finansach" zyskał tak dużą popularność, że zaowocował autorskimi stronami w "Gazecie Wyborczej". Co czwartek na stronach gospodarczych "Wyborczej" ukazuje się tygodnik "Pieniądze Ekstra", w którym ja i grupa moich kolegów, zwana złowróżbnie Ekipą Samcika, radzi jak sprytnie kupować, jak się nie dać nabrać w sklepie, co zrobić, żeby wyplątać się z finansowych tarapatów i jak mieć więcej pieniędzy. Jeśli potrzebujesz rady albo pomocy w sprawie niekoniecznie związanej z produktami finansowymi - pisz naekipasamcika@wyborcza.biz. Moi ludzie nie zostawią Cię bez pomocy. 

      autopromo3SUBIEKTYWNOŚĆ DO PODUSZKI, NA WAKACJE, NA PREZENT: o oszczędzaniu, inwestowaniu i zarządzaniu domowymi pieniędzmi piszę też w moich książkach, które możesz kupić w dobrych księgarniach oraz w internecie. Dowiesz się z nich jak założyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania, jak nie dać się okraść przez internet, jak odróżnić tani kredyt od drogiego, jak nie dać się nabić w niby-ubezpieczenie, jak nauczyć dziecko oszczędności...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Rzecz o pieszczeniu portfela, czyli jak inwestuję swoje oszczędności. I jak je namnażam :-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lipca 2016 12:25
    • Mieliście ostatnio problem z zarezerwowaniem hotelu? Te cyferki wyjaśniają przyczynę

      Próbowaliście ostatnio rezerwować miejsce w hotelu w jakimś chodliwym terminie? Albo i w niespecjalnie chodliwym terminie, a po prostu w weekend letni nad polskim morzem, na kilka dni naprzód? Masakra. Z ciekawości sprawdziłem procentowe obłożenie miejsc w najpopularniejszych kurortach na nadchodzący weekend. Nad morzem i na Mazurach - 97-98%. W górach - trochę mniej. Powody oczywiście są dwa: pierwszy to fakt, że Polacy jako naród jednak się bogacą i coraz więcej z nas stać na to, by wyjechać na kilka dni do hotelu, podczas gdy jeszcze kilka lat temu było nas stać jedynie na prywatną kwaterę. A więc popyt na usługi hotelarzy organicznie rośnie. A drugi to rzecz jasna zamachy terrorystyczne w różnych częściach świata, które sprawiają, że część z nas polubiła zimne i drogie polskie morze oraz ciasne polskie góry, bo uważa, że w Polsce wypoczynek jest bezpieczniejszy, a na plażę nie przyjdzie żaden dżentelmen z kałachem.

      Czytaj: Ile naprawdę warte jest twoje mieszkanie? Sprawdzisz na przykładzie... sąsiada ;-)

      Mamy ewidentnie hotelowe eldorado, co zresztą widać po kursie akcji największej w kraju sieci hotelowej Orbis-Accor. Kto zainwestował w nią pięć lat temu, do dziś niemal podwoił kapitał. Nieco światła na hotelarskie prosperity rzuca świeżutki jeszcze raport firmy Christie & Co. Z zebranych przez nią statystyk wynika, że w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat liczba hoteli niemal się podwoiła (z 1295 do 2316), zaś liczba niehotelowych miejsc, w których można się zatrzymać (motele, pensjonaty, kwatery prywatne) - wzrosła o połowę i osiągnęła 10.000 ośrodków. Gigantycznemu wzrostowi bazy hotelowej - klienci mają do dyspozycji 236.000 łóżek - nie towarzyszył normalny w takich okolicznościach spadek cen, ani tym bardziej spadek obłożenia miejsc. 

      hotels2graf

      [Jak czytać wykresy?] ADR to średnia cena za pokój, RevPAR - przychód na pokój przy uwzględnieniu, że nie wszystkie są zajęte (czyli pokoje, które "nie pracują", są uwzględniane w rachunku i obniżają średni dochód hotelu w przeliczeniu na pokój). Occupancy to procentowa "zajętość" pokoi hotelowych.

      Z danych zebranych przez analityków wynika, że w 2011 r. średnio w hotelach zajętych było 60% miejsc, a teraz już 65%. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przez ostatnich 10 lat liczba miejsc w hotelach wzrosła o 100.000 i że te wszystkie miejsca zostały "wchłonięte" przez potrzebujących... no, widać, że oszaleliście na punkcie luksusów ;-). Zwłaszcza, że ceny hoteli, biorąc pod uwagę wartość nabywczą naszych pensji, wcale niskie nie są. Średnia cena pokoju to 60 euro za noc (czyli 270 zł). To oznacza, że za przeciętny dochód rozporządzalny (czyli po potrąceniu podatków i kredytów) przeciętna rodzina mogłaby mieszkać w hotelu przez jakieś 11 dni w miesiącu (przy założeniu, że nie płaciłaby czynszu w swoim mieszkaniu i nic by nie jadła oraz nie kupowała). 

      Czytaj też: Kto podsunie ci najlepszy hotel? Teraz możesz go... wylicytować

      Czytaj też: Hotelowy pośrednik ściągnął ci za dużo pieniędzy z karty. Jak żyć?

      Hiszpańska rodzina (przy średniej cenie pokoju 75-100 euro, bo tak to tam wygląda), mogłaby mieszkać w hotelu dwa razy dłużej. A Niemiecka - prawie przez cały miesiąc. Generalnie więc te 60 euro, choć jest stawką nieco niższą, niż średnia cena pokoju hotelowego w Europie Zachodniej, to dla naszych domowych budżetów obciążenie dwa-trzy razy większe, niż dla ludzi na Zachodzie. A jednak się kręci... W Warszawie, gdzie zarobki są najwyższe, a najdroższych hoteli pięciogwiazdkowych najwięcej - średnia cena pokoju to 63 euro. A we Wrocławiu - tylko 49,5 euro. A dla porównania poniżej macie trochę danych o wskaźnikach ADR, RevPAR i Occupancy dla rynku europejskiego. 

      hotels3graf

      W dodatku hotelarze nie budują prawie najtańszych obiektów jednogwiazdkowych (ich liczba w ostatnich latach spadła), ani dwugwiazdkowych (wzrosła, ale minimalnie), lecz trzy- i "czterogwiazdkowce". Już połowę wszystkich polskich hoteli - i 42% miejsc - stanowią dziś te trzygwiazdkowe, ale liczba hoteli z czterema gwiazdkami... niemal się podwoiła (do 321). A "pięciogwiazdkowców" wzrosła w ciągu pięciu ostatnich lat z 45 do 57. Widać, że Polak lubi co najmniej przyzwoite, jeśli nie luksusowe, warunki wypoczywania. I jakkolwiek jest to zupełnie normalne, to nowością jest fakt, że Polaka na zakup takiego noclegu z wygodami coraz częściej stać. Średni czas pobytu w polskim hotelu to 2,6 doby, czyli coś pomiędzy jednodobowym pobytem służbowym, a trzydobowym "city-break".

      Czytaj też: Hotele biorą przykład z banków? Płacą ci za to, że... spędzisz tam noc

      hotels1grafJakieś 20% ruchu "jednodniowego" (jaki procent tego dłuższego - analitycy nie piszą) generują goście z zagranicy Wśród nich w ostatnim roku 5 mln dób spędzili w polskich hotelach Niemcy, prawie milion - Brytyjczycy, dwie trzecie miliona - Ukraińcy, a pół miliona - Amerykanie oraz Włosi. "Zagranica" nie tylko nocuje w polskich hotelach, ale też je kupuje :-). W zeszłym roku właściciela zmienił hotel Andel's w Łodzi za 45 mln euro, dwa lata temu za podobne pieniądze Hampton by Hilton w Warszawie, a trzy lata temu za okrągłe 100 mln euro pod młotek poszedł InterContinental położony tuż przy warszawskim Dworcu Centralnym. Przy średnim zarobku w przeliczeniu na każdy pokój w hotelu klasy luksusowej na poziomie 200 euro (biorąc pod uwagę, że nie wszystkie pokoje są zajęte) i biorąc pod uwagę, że taki InterContinental ma 326 pokoi, rocznie hotel może zarobić ze 25 mln euro. Biorąc pod uwagę, że ma też niemałe koszty funkcjonowania, raczej nie zwróci się szybko. Ale hotelarze to duzi chłopcy, jakoś muszą z tym żyć. Dla mnie pozytywną wiadomością jest to, że miejsc, w których można spędzić długi weekend i wydać trochę grosza jest coraz więcej.

      Akcja Dywidenda jak w banku

      CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach - wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach.

      autopromo4SPOTKAJ MNIE W NECIE... Blog "Subiektywnie o finansach" codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już ponad 34.000!), na Twitterze(tu wraz ze mną zaprasza prawie 9000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowegomaciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

      autopromo2...ZOBACZ MNIE W EKSTREMALNYCH AKCJACH. Opowiadam o domowych finansach nie tylko tekstem, ale i ruchomymi obrazami. Żeby Ci się nie nudziło robię przy tym różne głupie rzeczy: skakałem na spadochronie, dałem sobie obić twarz przez byłego trenera Tomasza Adamka, latałem w tubie aerodynamicznej, w której ćwiczą kosmonauci, ćwiczyłem na najnowocześniejszym w Polsce symulatorze lotów, jeździłem autobusem, gokartem, grałem w golfa i ruletkę. Wszystkie te przygody są na mojej "stronie" youtubowej. Zasubskrybuj mój kanał na Youtube (w tym kinie siedzi już ponad 2000 fanów i jest ponad 70 filmów, które obejrzano więcej, niż ćwierć miliona razy). 

      autopromo11SUBIEKTYWNA EKIPA SAMCIKA IDZIE NA OSTRO W "WYBORCZEJ". Blog "Subiektywnie o finansach" zyskał tak dużą popularność, że zaowocował autorskimi stronami w "Gazecie Wyborczej". Co czwartek na stronach gospodarczych "Wyborczej" ukazuje się tygodnik "Pieniądze Ekstra", w którym ja i grupa moich kolegów, zwana złowróżbnie Ekipą Samcika, radzi jak sprytnie kupować, jak się nie dać nabrać w sklepie, co zrobić, żeby wyplątać się z finansowych tarapatów i jak mieć więcej pieniędzy. Jeśli potrzebujesz rady albo pomocy w sprawie niekoniecznie związanej z produktami finansowymi - pisz naekipasamcika@wyborcza.biz. Moi ludzie nie zostawią Cię bez pomocy. 

      autopromo3SUBIEKTYWNOŚĆ DO PODUSZKI, NA WAKACJE, NA PREZENT: o oszczędzaniu, inwestowaniu i zarządzaniu domowymi pieniędzmi piszę też w moich książkach, które możesz kupić w dobrych księgarniach oraz w internecie. Dowiesz się z nich jak założyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania, jak nie dać się okraść przez internet, jak odróżnić tani kredyt od drogiego, jak nie dać się nabić w niby-ubezpieczenie, jak nauczyć dziecko oszczędności...

      DYWIDENDA JAK W BANKU. (NIE)BEZPIECZNE POŁOWY. W ramach sprawdzania czy jest dla naszych pieniędzy jakaś alternatywa dla 1% z bankowego depozytu udałem się na ryby. Myślałem, że najgorsze będzie starcie z giełdowymi rekinami, ale nie - cios przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. A więcej o całej akcji piszę pod tym linkiem

      GORĄCE TRIKI NA WAKACJE. Kiedy najlepiej wybrać się na urlop? Gdzie lepiej polecieć z biurem podróży, a gdzie solo? Jak zapłacić za urlop, żeby mieć największe prawa konsumenckie do dyspozycji? Zapraszam do obejrzenia wyjątkowo gorącego wideo. Jeśli jeszcze nie jesteście na wakacjach, to po obejrzeniu tego klipu zapragniecie natychmiast się na nich znaleźć ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Mieliście ostatnio problem z zarezerwowaniem hotelu? Te cyferki wyjaśniają przyczynę ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lipca 2016 09:11
  • środa, 27 lipca 2016
    • Pech? Gdy bank... zaiwani ci pieniądze z karty. Szczyt pecha? Gdy dzwonisz z awanturą, a oni...

      Urzeźbić właściwie skalibrowaną infolinię, od której klienci nie będą odbijali się, jak piłeczka pingpongowa os ściany, to zadanie trudne i w branży finansowej udaje się mało komu. A kiedy się już nie udaje, to jest beczka śmiechu. A kiedy się tak bardzo-bardzo nie udaje... well, wtedy historia trafia do blogu "Subiektywnie o finansach" w celach szkoleniowych. Czyli żeby menedżerowie odpowiedzialni w bankach za zarządzanie infoliniami i reklamacjami mogli się doskonalić. Napisała do mnie pani Agnieszka, użytkowniczka karty płatniczej typu prepaid mBanku, którą dostała w charakterze karty podarunkowej jeszcze za czasów, kiedy mBank był BRE Bankiem (i za czasów, kiedy nie trzeba było tych kart rejestrować imieniem i nazwiskiem, lecz była prawdziwie anonimowa). Ale to chyba bez znaczenia w tej historii.

      Pani Agnieszka traktowała ów prepaid jako wygodne narzędzie do dokonywania drobnych płatności w Internecie i od czasu do czasu doładowywała go niedużą kwotą. Wszystko działało dobrze (choć czasem doładowania się opóźniały o dobę lub więcej) aż do pewnego lipcowego poranka, gdy pani Agnieszka - po zasileniu karty kwotą 500 zł - wykonała za pomocą karty trzy transakcje w internecie (na sumy 26,43 zł, 110 zł, 99 zł oraz 79,98 zł. Dwie ostatnie transakcje zostały anulowane - tak jakby na karcie skończyły się pieniądze. Sprawdziła pani Agnieszka saldo, bo skoro jedna transakcja przeszła, to znaczy, że 500 zł zostało zaksięgowane na karcie. A skoro kolejne dwie transakcje nie miały prawa przekroczyć salda karty...

      Czytaj też: Historia pewnej reklamacji. Co zrobić, żeby bank zechciał...

      Czytaj: Gdy sprzęt się popsuje, a firma cię zlekceważy. Pomysł na zemstę

      Krótkie śledztwo wykazało, że pieniądze pani Agnieszce podwędził... mBank w ramach transakcji "korekta salda". Czytelniczka zadzwoniła do banku, gdzie po długim oczekiwaniu, bolesnej weryfikacji i niekrótkiej rozmowie (bo konsultanta nie mogła doprowadzić do sytuacji, w której coś jej się "wyświetli"). Okazało się, że konsultantka nie wie skąd wzięło się takie obciążenie. I że trzeba złożyć reklamację. Pani Agnieszka zadzwoniła więc na numer drugiej infolinii, opisanej jako reklamacyjnej:

      "Tam, po wysłuchaniu długotrwałej (przykrej dla ucha) melodyjki odezwała się konsultantka, która po wstępnym przedstawieniu sprawy oświadczyła, że nie zajmuje się kartami przedpłaconymi i powinnam zadzwonić na tamtą pierwszą infolinię (czyli tam, gdzie nic nie można zrobić)".

      Pani Agnieszka nie lubi się powtarzać, więc w trzecim kroku po prostu napisała e-mail na adres kontakt@mbank.pl. Opisała problem i uzbroiła się w cierpliwość. Po niedługim czasie otrzymała e-mailową odpowiedź, że "w przypadku wskazanej karty weryfikacja sytuacji oraz ewentualne złożenie reklamacji wymaga kontaktu z numerem dedykowanym do obsługi kart prepaid". Panią Agnieszkę tym samym odesłano ponownie do infolinii, na którą już dzwoniła. Ale skoro każą... Tu pani Agnieszka usłyszała (bez przeprowadzenia weryfikacji tożsamości, a więc problem musiał być znany konsultantce i dotyczyć już nie tylko jednej klientki), że przepraszają bardzo, że nastąpiła awaria i suma 500 zł zostanie ponownie zaksięgowana najpóźniej do końca następnego dnia! A jeśli chcę złożyć reklamację, to powinnam ją złożyć... e-mailem, na kontakt@mbank.pl.

      Akcja Dywidenda jak w banku

      Pani Agnieszka nie chciała czekać aż obietnica konsultantki o wyrównaniu salda się ziści, bo nie do końca wierzyła, że to nie jest element strategii spychologii. Napisała więc e-maila z formalną reklamacją licząc, że dzięki temu sprawę rozwiąże szybciej i sprawniej. Niestety, ze skrzynki kontaktowej mBanku przybyła odpowiedź, że... "reklamacji związanej z kartami prepaid nie złoży Pani poprzez kontakt mailowy. W celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji oraz ewentualnego złożenia reklamacji zapraszam Panią do kontaktu z infolinią dedykowaną do obsługi kart prepaid". Mamy więc dwie infolinię oraz jedną skrzynkę e-mailową i w żadnym z tych miejsc nie da się złożyć reklamacji dotyczącej kart prepaid. Klientka nie ma żadnej możliwości, by złożyć reklamację. I jest to w sumie dość dobra strategia banku, bo jeśli nie da się złożyć reklamacji, to nie trzeba jej potem rozpatrywać. Ktoś ma dzięki temu mniej pracy, a bank działa sprawniej. Choć mam nadzieję, że nie na tyle sprawnie, by nie oddać klientce tych 500 zł, które - podobno niechcący - zaiwanił jej z karty.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Pech? Gdy bank... zaiwani ci pieniądze z karty. Szczyt pecha? Gdy dzwonisz z awanturą, a oni...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 27 lipca 2016 09:06
  • wtorek, 26 lipca 2016
    • Polskie banki czeka istna rzeź. Nie wierzycie? To zobaczcie co się stało całkiem niedaleko...

      W ostatnim raporcie Citibank Research, poświęconemu "uberyzacji" finansów znalazłem dane, z których wynika, że "używalność" placówek bankowych jest już mniejsza nie tylko od liczby odwiedzin banku poprzez stronę internetową, ale i od liczby wizyt w banku za pośrednictwem smartfona.  Otóż przeciętny posiadacz konta bankowego w ciągu miesiąca ma ze swoim bankiem mniej więcej 17 interakcji. Z tego aż siedem to odwiedziny serwisu bankowości internetowej (aby sprawdzić saldo albo wykonać jakąś transakcję), kolejne cztery to połączenia z infolinią banku lub telefonicznym call centre, a trzy - odwiedzanie banku za pomocą smartfona lub tabletu. Przeciętny klient banku tylko raz w miesiącu ma styczność z placówką bankową. Na tzw. emerging markets - do których się zaliczamy - udział placówek w "używalności" banków jest statystycznie większy, bo są to dwie interakcje na 21 miesięcznie.

      citireportbranches1

      To chyba zła wiadomość dla większości polskich banków, które bardzo wolno zmniejszają sieć placówek i niewykluczone, że zaraz obudzą się z ręką w nocniku. To co czeka polską bankowość - jak i zachodnioeuropejską - przepowiadają zmiany, które już nastąpiły w krajach skandynawskich, w których społeczeństwa stosunkowo łatwo przyjmują nowoczesne sposoby bankowania i migrują do płacenia bezgotówkowego. W Danii w gotówce reguluje się nie więcej niż 25% rachunków i rząd planuje całkowite wycofanie gotówki z obrotu w 2030 r. Podobnie jest w Szwecji. W tej sytuacji banki są zmuszone bardzo mocno zmieniać swoje kanały komunikowania się z klientami. Norweski bank DNB od 2009 r. do 2015 r. zlikwidował mniej więcej 50% wszystkich swoich placówek. Jego główny rywal Nordea – nawet nieco więcej. Duński Danske Bank zredukował sieć niemal o dwie trzecie placówek, zaś szwedzki SEB o prawie 60%

      citinordickaszana

      Co w tym czasie działo się w polskiej branży bankowej? Prezesi banków, napędzani myślą o stosunkowo dużym jeszcze odsetku "nieubankowionych" Polaków, zwiększali zagęszczenie miast i miasteczek swoimi placówkami. Choć odsetek Polaków nie posiadających konta bankowego od lat pozostaje na mniej więcej takim samym poziomie ok. 20%, wśród bankowców pokutuje - prawdopodobnie błędnie - przekonanie, że ta grupa potencjalnych klientów jest zbyt konserwatywna, by chciała zadzierzgnąć z bankiem relację zdalną, a zarazem ma zbyt trudno dostęp do placówki, by podpisać umowę konta i karty osobiście. Tak naprawdę nieubankowieni to ci, którzy banków do szczęścia w ogóle nie potrzebują - albo nie mają dochodów, albo biorą pieniądze w gotówce, a potrzeby pożyczkowe załatwiają im firmy pozabankowe. Choć oczywiście w ogólnoregionalnych statystykach widać dużo większe nieubankowienie (ale dane zawyżają mieszkańcy Wschodu i Południa naszego regionu Europy).

      citiunbanked

      Wskutek realizacji strategii zagęszczania placówek bankowych między 2004 r., a 2014 r. - jak wynika z danych Banku Światowego - liczba placówek przypadających na każde 100.000 Polaków wzrosła z 26,6 do 33 (choć w ostatnich dwóch latach, patrząc w liczbach bezwzględnych, już spadała o "małe" kilkaset oddziałów rocznie). W tym samym czasie w krajach strefy euro zagęszczenie placówek, mierzone tym samym wskaźnikiem, spadło z 33 oddziałów do 28. Nasycenie placówkami podobne do tego, które mamy w naszym kraju, utrzymuje się w stosunkowo niewielu krajach, np. w USA (tu przypada 32,5 placówki bankowej na 100.000 mieszkańców).  W Hiszpanii nasycenie oddziałami banków wynosi aż 70 placówek na 100.000 mieszkańców, a w Portugalii i Brazylii ten wskaźnik wynosi 50-60. Ale to wyjątki. We wspomnianych wyżej krajach skandynawskich zagęszczenie placówkami wynosi 17,5 oddziału na 100.000 mieszkańców. 

      citiplacwkiworld_bank

      Co więcej, Bank Światowy prognozuje, że trend do zmniejszania liczby placówek bankowych będzie się pogłębiał. W 2025 r. na 100 tys. mieszkańców Skandynawii ma już przypadać tylko 10 placówek bankowych, zaś w krajach strefy euro - 15. Prognoz dla Europy Środkowo-Wschodniej nie udało mi się znaleźć, ale nawet w przypadku USA, gdzie docelowo zagęszczenie placówek ma być najwyższe, nie będzie przekraczało 21-22 oddziałów na 100 tys. mieszkańców. Trudno więc oczekiwać, by Polska miała być jakimś skansenem bankowości oddziałowej.

      citiplacwkiforecase1Preferencje klientów, migrujących do kanałów samoobsługowych to jedno, ale do cięcia sieci placówek będą skłaniać też bankowców względy biznesowe.  Utrzymanie placówek i ich pracowników to statystycznie 60-65% wszystkich kosztów banku (w przypadku instytucji mającej stosunkowo duży udział w rynku i nasyconą sieć placówek). Zaś spadająca rentowność działalności bankowej każe patrzeć na ten składnik kosztów jako na najważniejsze źródło oszczędności. W 2009 r. w Europie Środkowo-Wschodniej rentowność kapitału zaangażowanego przez inwestorów w banki (wypłacanego w formie dywidendy bądź angażowanego we wzrost sumy bilansowej) wynosiła 8%. Dziś średnio jest to tylko 6-7% (Polska jest w dalszym ciągu stosunkowo wysoko w tym rankingu, bo część banków wciąż utrzymuje rentowność ROE na poziomie blisko 10% lub ciut powyżej tej granicy). W Europie Zachodniej wskaźniki rentowności banków są na podobnych poziomach, a analitycy Citi Research spodziewają się, że w związku z przeglądem kosztów i mniejszą popularnością placówek wśród klientów, z rynku może zniknąć od 50% (Francja) do 70-80% placówek (Włochy, Hiszpania). W Polsce zagęszczenie miast placówkami nie jest tak duże, jak w wymienionych krajach, ale też należy się spodziewać dużych cięć.

      Zobacz też: Oto futurystyczna placówka przyszłości mBanku. W Łodzi.

      Zobacz też pierwszą w Polsce bankową klubokawiarnię. Na Marszałkowskiej

      citirentowno_bankuufffNa rynku będą w stanie utrzymać się tylko te banki, które przestawią swoje placówki z centrów transakcyjnych na centra doradcze. Ten nowy model sieci dystrybucji wymaga bardzo dokładnej i starannej segmentacji klientów na tych masowych, którzy powinni korzystać z kanałów samoobsługowych, na aspirujących oraz zamożnych. Zadaniem placówek bankowych i ich pracowników będzie tak opiekować się wyższym segmentem klientów, by korzystali z jak największej liczby produktów. A to oznacza, że będą potrzebni wysoko wykwalifikowani pracownicy, a placówki będą musiały być przenoszone tam, gdzie dany bank ma najwięcej klientów aspirujących i zamożnych. W pewnym sensie banki powinny brać przykład z Ubera, którego głównym celem nie jest dostarczanie usług transportowych, lecz tworzenie nowego tzw. user experience. Uber kreuje potrzeby konsumenckie, żeby potem zarabiać na ich zaspokajaniu. I taka właśnie powinna być po części rola placówek bankowych nowej generacji.

      Zobacz: pierwszą w Polsce automatyczną placówkę bankową 

      Przeczytaj też o najdziwniejszych placówkach bankowych na świecie

      W ciągu ostatnich 10 lat zatrudnienie w polskiej branży bankowej zmniejszyło się o 7%, to 175.000 etatów. W całej Unii Europejskiej branża bankowa zatrudnia 2,9 mln ludzi i w ciągu ostatniej dekady pracę straciło prawie 200.000 pracowników (11% wszystkich zatrudnionych). Te dane nie obejmują roku 2015, w którym - według danych zebranych przez Financial Times - pracę w branży bankowej po obu stronach Oceanu straciło mniej więcej 100.000 osób. Można się domyślać, że kilkadziesiąt tysięcy z nich to efekt zwolnień w europejskich bankach. Wygląda na to, że to dopiero początek wielkiej restrukturyzacji kosztów w bankach. Jeśli w ciągu najbliższych 10 lat liczba oddziałów banków ma się zmniejszyć o 30-50%, to trudno nie przypuszczać, że to samo czeka dużą część pracowników banków. Zwłaszcza tych, którzy dziś zajmują się ręcznym przetwarzaniem transakcji. Według ekspertów Citi dziś 60-70% pracowników banków zajmuje się ręcznym procesowaniem, a więc potencjał do wzrostu efektywności jest spory.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Polskie banki czeka istna rzeź. Nie wierzycie? To zobaczcie co się stało całkiem niedaleko...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lipca 2016 09:15
  • poniedziałek, 25 lipca 2016
    • Raty kredytu mieszkaniowego dobijają? Oni uwolnią cię od kłopotu. Na jak długo?

      Mało kto o nim wie, a jest kołem ratunkowym pozwalającym przetrwać kilkanaście trudnych miesięcy po utracie pracy, albo w sytuacji, gdy bardzo potrzebujemy pieniędzy na pilne wydatki (np. leczenie). To Fundusz Wsparcia Kredytobiorców udzielający od wiosny tego roku - a dokładniej od 19 lutego - nieoprocentowanych pożyczek "sponsorowanych" przez banki. W ciągu kilku miesięcy skorzystało z niego 300 posiadaczy kredytów hipotecznych. Banki wypłaciły im 6,6 mln zł czyli mniej więcej 1% kwoty, która jest w "budżecie" funduszu. To kropla w morzu kredytów hipotecznych nie spłacanych w terminie. Według Biura Informacji Kredytowej sami tylko frankowi kredytobiorcy nie spłacają na czas rat ponad 30.000 kredytów. Mniej więcej drugie tyle wynosi pula nie spłacanych terminowo kredytów złotowych. A fundusz ma wspomagać jednych i drugich.

      Czytaj: I ty będziesz bankrutem? Żyjesz z wyrokiem, choć jeszcze o tym nie wiesz

      Czytaj też: Czy najtańszy kredyt hipoteczny może być... najdroższy? Tak się bawią...

      Być może klienci nie wiedzą o nowej możliwości. Niewykluczone, że obawiają się, iż zgłoszenie się po wsparcie "zdekonspiruje" ich jako klientów podwyższonego ryzyka i w przyszłości może spowodować jakieś retorsje (np. konieczność dostarczenia dodatkowego zabezpieczenia kredytu). Inną prawdopodobną przyczyną niewielkiej na razie popularności funduszu jest zasada jego działania. Fundusz nie przyznaje bowiem darowizn, ani zapomóg, ale jedynie przejmuje na pewien czas - najdłużej na 18 miesięcy - obowiązek spłacania rat. Jest to rodzaj koła ratunkowego dla kredytobiorcy, by mógł przez kilka, kilkanaście miesięcy zająć się swoimi sprawami, nie martwiąc się o pieniądze na spłatę rat kredytowych. Maksymalne wsparcie w ramach programu wynosi 1500 zł miesięcznie, co oznacza, że na jednego kredytobiorcę fundusz może przeznaczyć maksymalnie 27.000 zł. Dotychczasowe statystyki działania funduszu dowodzą, że większość jego "podopiecznych" do tej pory zgłaszało się po maksymalne dozwolone wsparcie.

      Czytaj też: Profesorowie chcą pomóc frankowiczom. Jest Matrix, są i rewolucje

      To nie koniec obostrzeń. Warunki przyznania pożyczki są dość restrykcyjne. Trzeba się "wykazać": a) statusem bezrobotnego lub b) wysoką relacją raty kredytowej do dochodów (minimum 60%), albo c) niskim dochodem na osobę w rodzinie (poniżej 634 zł po odliczeniu raty kredytu). Więcej na ten temat znajdziecie na stronie Banku Gospodarstwa Krajowego. Codziennie dostaję listy od osób, które mogłyby skorzystać z tego funduszu, ale po nawet nie wiedzą o jego istnieniu! Dlaczego w bankach, kiedy zgłasza się klient z problemami finansowymi, proszący o rozłożenie kredytu na dłuższe raty, albo o wakacje kredytowe, nie proponuje mu się tego rozwiązania?

      "Straciłem pracę w ramach tzw. dobrej zmiany... Mam kredyt we frankach. Mój bank - Pekao - nie zgodził się przedłużenie okresu kredytowania. Zostało mi do spłaty kredytu 5 lat i miesiąc... ale bardzo trudno związać mi koniec z końcem, zwłaszcza gdy frank rośnie po Brexicie. Mimo to płacę, nie spóźniłem się o nawet jeden dzień z żadną ratą. Najbardziej mnie boli, że bank ze mną nie rozmawia, mają świadomość, że nieruchomość jest warta dwa razy więcej niż kredyt. Najchętniej wymówiliby mi umowę i zamknęli temat. Ja też chętnie bym spłacił, ale nie mając pracy trudno co miesiąc zanosić do banku 3000 zł"

      - napisał do mnie kilka dni temu pan Roman, jeden z czytelników. W banku nie dość, że został zignorowany, to nawet mu nie powiedzieli, że istnieje taki fundusz wsparcia! Pieniądze pożyczone przez fundusz trzeba oddać, ale na dość liberalnych zasadach. Po pierwsze: jest to nieoprocentowana pożyczka, co oznacza, że mając kłopoty finansowe wynikające z bezrobocia lub raty wysokiej w stosunku do dochodów znacznie bardziej opłaca się udać po wsparcie tutaj, niż zaciągać jakieś inne, komercyjne pożyczki. Po drugie: między zakończeniem finansowania rat klienta o momentem, kiedy ten musi zacząć oddawać pieniądze są dwa lata przerwy. Po trzecie zaś pożyczka może być spłacana nawet przez osiem lat, co - w powiązaniu z tym, że jest nieoprocentowana - oznacza stosunkowo niskie obciążenie dla domowego budżetu. Jeśli pożyczę maksymalną dostępną kwotę 27.000 zł (czyli przez półtora roku odpadnie mi koszt spłacania 1500 zł raty), to po kolejnych dwóch latach karencji będę płacił - poza standardową ratą - 280 zł ekstra.   

      Czytaj też: Każdy kredyt hipoteczny to tykająca bomba zegarowa. Jak ją rozbroić?

      Czytaj: Czy to dobry moment na zaciąganie kredytu? I jak nie dać się nabrać?

      Skąd wzięło się to dziwo? Fundusz Wsparcia Kredytobiorców to "pogrobowiec" rządów PO-PSL oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego. Kiedy w styczniu 2015 r. szwajcarski bank centralny przestał "pilnować" kursu franka i ten gwałtownie się umocnił, politycy zaczęli gwałtownie szukać pomysłu na pokazanie, że los kredytobiorców frankowych nie jest im obojętny. Gdy wszystkie kolejne koncepcje przewalutowania kredytów frankowych okazywały się nierealne, prezydent zgłosił - a bankowcy podchwycili - pomysł powołania specjalnego funduszu, który będzie pomagał kredytobiorcom, którym brakuje pieniędzy na spłatę rat. Tak przynajmniej wyglądało to oficjalnie, bo w kuluarach mówi się, że pomysł funduszu wyszedł ze Związku Banków Polskich. Tak czy owak odchodząca koalicja rządowa błyskawicznie przeprowadziła przez parlament stosowną ustawę, a bankowcy równie szybko włączyli fundusz pomocowy do tzw. sześciopaku, czyli zestawu ułatwień, z których mogą korzystać kredytobiorcy walutowi cierpiący na skutek drogiego franka. Nie jest to zapewne szczyt marzeń kredytobiorcy w tarapatach, ale na pewno warte rozważenia w sytuacji, kiedy brakuje pieniędzy na spłatę rat, bo domowy budżet się zawalił.

      GORĄCE TRIKI NA WAKACJE. Kiedy najlepiej wybrać się na urlop? Gdzie lepiej polecieć z biurem podróży, a gdzie solo? Jak zapłacić za urlop, żeby mieć największe prawa konsumenckie do dyspozycji? Zapraszam do obejrzenia wyjątkowo gorącego wideo. Jeśli jeszcze nie jesteście na wakacjach, to po obejrzeniu tego klipu zapragniecie natychmiast się na nich znaleźć ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Raty kredytu mieszkaniowego dobijają? Oni uwolnią cię od kłopotu. Na jak długo?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 lipca 2016 09:11
  • piątek, 22 lipca 2016
  • czwartek, 21 lipca 2016
    • Złe wieści dla miłośników wypłacania gotówki. Banki stworzyły potwora, a my... mu zapłacimy

      Bankomaty przestały być już tylko maszynkami do wypłacania gotówki. Jakiś czas temu donosiłem, że sieć Euronet zajęła się natychmiastowymi, międzymiastowymi przekazami pieniężnymi "z bankomatu do bankomatu", wchodząc tym samym w szkodę poczcie. W bankomatach można też odebrać pieniądze nadane z drugiego końca świata. Urządzenia te bywają też kantorami walutowymi, pośrednikami w działalności charytatywnej oraz wpłatomatami przyjmującymi banknoty zagraniczne. Ale to wszystko dopiero początek ekspansji finansowych robotów. Niebankowy pośrednik, firma Gotówkomat, udziela - za pośrednictwem maszynek podobnych do bankomatów - pożyczek-chwilówek. Tą samą drogą chce sprzedawać ubezpieczenia i konsolidować ludziom długi. Bankomaty wkrótce będą czymś w rodzaju automatycznego pośrednika finansowego. A najwięcej pieniędzy zarobią na nich ci, którzy zadbają, by te machiny znalazły się jak najbliżej potencjalnych klientów.

      Raczej nie będą to banki. Z ich punktu widzenia taka maszyna to tylko kosztowny "pośrednik" w udostępnianiu klientowi gotówki. Owszem, mając szeroką sieć własnych bankomatów można oferować klientom - wszystkim lub tylko tym lepszym - darmowe wypłaty gotówki. Ale z drugiej strony takie bankomaty trzeba ładować gotówką, ubezpieczać, serwisować... Samo zło. Nic dziwnego, że na bankomatowym rynku mamy to, co mamy: rosnące na potęgę wielkie, niebankowe sieci bankomatów, które stały się niespodziewanie tak duże, że mogą już dyktować bankowcom warunki gry. I nie tylko bankowcom. Ostatnio zaczęli bombardować mnie e-mailami klienci banku PKO BP, którzy do tej pory bardzo chwalili sobie wypłacanie pieniędzy po drodze do szkoły, pracy lub na uczelnię w bankomatach zlokalizowanych na stacjach warszawskiego metra. To właśnie jest atut największego banku - może nie ma najtańszych kont i nie płaci najlepiej za depozyty, ale po gotówkę nie trzeba jechać do bankomatu w sąsiedniej dzielnicy. Niestety, dobre czasy się kończą:

      "Jednym nielicznych argumentów jakie miałem przeciwko licznym namowom rozstania się z "kontem po wuju" (Superkonto w PKO BP) była dość gęsta sieć bankomatów, dzięki czemu nie musiałem przedsiębrać specjalnych wypraw po pieniądze, tylko pobierałem je "po drodze", np. na stacjach metra, na których wsiadam, wysiadam w drodze do i z pracy. Piszę w czasie przeszłym, bo obecnie okazuje się, że PKO BP likwiduje swoje bankomaty na obu tych stacjach. Czy akcja likwidacji bankomatów przez PKO BP jest skutkiem jakiejś nowej polityki tego banku? Jak szeroki będzie miała zasięg? Czy chodzi o to, żeby ograniczyć bezprowizyjne wyjmowanie pieniędzy przez klientów?"

      - zastanawia się pan Piotr. Przyznacie, że to dziwne, zwłaszcza, iż jednocześnie inni klienci donieśli mi, że z warszawskiego metra wynoszą się bankomaty Euronetu. W PKO BP tłumaczą akcję zwijania bankomatów "decyzją biznesową" oraz obiecują, że pracują nad przeniesieniem swoich maszyn w jak najbliższe okolice stacji metra, ale trudno to czytać inaczej, jak robienie dobrej miny do złej gry. Krótki research w internecie przyniósł mi informację, że przetarg na zainstalowanie bankomatów we wszystkich stacjach metra wygrała ostatnio niebankowa sieć Planet Cash. To z tego powodu najprawdopodobniej wynoszą z tuneli metra maszyny Euronetu i bankomaty największego banku PKO BP. Nie wiem ile Planet Cash zapłacił zarządowi metra za monopol "bankomatowy", ale przez trzy lata na stacjach obu warszawskich linii metra ma być prawie 100 bankomatów Planet Cash.

      Akcja Dywidenda jak w banku

      Planet Cash to na tym rynku duży miś. Ma dziś 2500 bankomatów w całym kraju. Doliczając do tego 7500 bankomatów Euronetu dojdziemy szybko do wniosku, że już co druga maszyna do wypłacania kasy nie należy do banku, tylko do pośrednika. A że główne firmy zarabiające na zarządzaniu bankomatami muszą wzajemnie utrudniać sobie życie, to będziemy mieli coraz więcej przypadków, w których na całkiem dużej przestrzeni będą dostępne wyłącznie bankomaty Euronetu albo wyłącznie Planet Cash i żadnych innych. Banki podkulą ogon i się wyniosą, zaś klienci nie będą mieli wyboru i o ile kiedyś na stacjach metra, w pobliżu marketów, czy w centrach handlowych można było spotkać bankomaty wielu banków, to teraz coraz częściej temat wypłat stanie się... monotematyczny. Banków nie będzie stać na oferowanie wszystkim klientom bezpłatnego dostępu do wszystkich bankomatów, bo obaj niebankowi pośrednicy żądają za swoje usługi od banków coraz wyższych opłat. Banki stworzyły potwora, a teraz my będziemy płacili za jego wykarmienie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Złe wieści dla miłośników wypłacania gotówki. Banki stworzyły potwora, a my... mu zapłacimy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2016 08:56
  • wtorek, 19 lipca 2016
    • Odcinanie kuponów dla zabieganych? Są już fundusze, w których kupony odcinają się same ;-)

      dywidendalogo1W poprzednich tekstach z cyklu "Dywidenda jak w banku" starałem się pokazać Wam, że budując swoje długoterminowe oszczędności nie powinno się - zwłaszcza mając już pewien stabilny "osad" na koncie - poprzestawać wyłącznie na produktach stricte bankowych. Z jednej strony ze względu na ich relatywnie niską rentowność (zdarzało się, że przez długie lata nie chroniły nawet przed inflacją, nie mówiąc już o dostarczaniu realnego zysku), a z drugiej ze względu na ryzyko, że kiedyś pieniądze tak ulokowane zje inflacja, dewaluacja albo potwór nacjonalizacji. Alternatywą jest rynek kapitałowy, a więc akcje, obligacje, fundusze... Na pierwszy rzut oka jest to czarna magia, ale przy bliższym zapoznaniu - niekoniecznie.

      Oczywiście: inwestowanie na rynku kapitałowym nie jest dla każdego. Jest dla tych, którzy po pierwsze uporządkowali swój domowy budżet i mają nadwyżki finansowe, po drugie mają już bezpiecznie ulokowaną co najmniej sześciokrotność miesięcznych zarobków oraz są w stanie zablokować część nowych oszczędności na przynajmniej pięć lat (a najlepiej - bezterminowo). Innych ograniczeń brak :-). Bo akcje to po prostu kawałki firm produkujących to, z czego na co dzień korzystamy i czego jesteśmy często fanami. Owszem, nie ma tu gwarantowanego oprocentowania, ale za to jest udział w zyskach, które te firmy wypracowują (czyli dywidenda). W ostatnim roku spółki wypłacały średnio równowartość 4,1% ceny swoich akcji, co robi duże wrażenie w porównaniu z 1,5% oprocentowania depozytu bankowego. Ceny akcji oczywiście się wahają, czasem bardzo mocno, ale pokazywałem statystyki, z których wynika, że gdyby wziąć średnią ze zmian cen 500 spółek amerykańskiej giełdy za ostatnich 90 lat, to wyjdzie, że... w zasadzie nie dało się na nich stracić, o ile horyzont naszych inwestycji wynosił 20 lat lub więcej.

      Te statystyki - w powiązaniu z coroczną dywidendą oraz z faktem, że kawałki firm to konkretny majątek, który powinien być odporny na demona inflacji - zachęcają, żeby przynajmniej małą część oszczędności przeznaczyć na posiadanie udziałów w największych, najbardziej znanych i najstabilniejszych firmach. Zwłaszcza, że sam proces zakupu akcji nie jest skomplikowany - wystarczy założyć sobie konto w biurze maklerskim, przelać na nie pieniądze i znać trzyliterowy symbol spółki, której akcje chce się kupić. Kto chciałby spróbować - może skorzystać ze specjalnej oferty dla czytelników blogu, o której piszę trochę niżej. 

      FUNDUSZ INWESTYCYJNY DLA ZABIEGANYCH. Wybranie firmy, z którą sympatyzujecie i której produktów i usług używacie, by stać się jej współwłaścicielem, nie jest trudne, ale nie każdy ma czas i ochotę się w to "bawić". Można to zrobić prościej - za pomocą funduszu inwestycyjnego. To taki "worek" z pieniędzmi wielu inwestorów, którzy chcą lokować oszczędności wspólnie, w ramach określonej strategii. Stając się udziałowcem spółki giełdowej dostaję akcje, a przychodząc z pieniędzmi do funduszu - jednostki uczestnictwa (a rzadziej jakieś certyfikaty inwestycyjne). Fundusz wynajmuje zarządzających (żeby nim zostać trzeba mieć specjalną licencję KNF i zdać egzamin), a oni lokują zebrane przez wszystkich inwestorów pieniądze w określony sposób. Jeśli fundusz ma za zadanie lokować w akcje - to kupują akcje najlepszych (ich zdaniem) spółek. Jeśli w obligacje - kupują obligacje. Jeśli fundusz ma inwestować w spółki z konkretnej branży - zarządzający kupują spółki z tych branż. Oczywiście starają się wybrać jak najlepsze i oczywiście nie zawsze im się udaje.

      Zalety funduszu w porównaniu z samodzielną inwestycją na rynku kapitałowym? Przede wszystkim brak konieczności samodzielnego wybierania w co konkretnie zostaną ulokowane pieniądze. Wybieram tylko firmę zarządzającą funduszem (może to być firma należąca do jakiegoś banku - ING, PKO BP, Pekao, BPH - albo niezależna, jak Union Investment, czy Legg Mason), a potem w jej ramach fundusz o określonej strategii. Np. "fundusz małych spółek polskich", albo "środkowoeuropejski fundusz branży finansowej", albo "globalny fundusz akcji biotechnologicznych". Do wyboru, do koloru. Ostatnio w modzie są fundusze tzw. multiasset, czyli "we-wszystko-inwestujące". Zarządzający takim funduszem stara się wycisnąć kilka procent zysku obstawiając przeciwstawne strategie (np. kupi polskie akcje i obstawi spadek złotego). Czasem opisuję je w blogu jako przykład relatywnie bezpiecznej inwestycji w fundusze na start.

      ILE TO KOSZTUJE I DLACZEGO TAK DROGO? Wady funduszy? Przede wszystkim drożyzna. Taki fundusz potrafi pobierać nawet 4% rocznie opłaty za zarządzanie pieniędzmi klientów. Oczywiście: są fundusze, które pobierają trochę mniej, ale czasem w zamian np. wprowadzają opłatę "na wyjściu", czyli wtedy, kiedy klient zamienia jednostki uczestnictwa na gotówkę. Są i takie, które mniej biorą za zarządzanie, ale za to mają w taryfie tzw. success-fee, czyli specjalną premię za osiągnięcie wyniku powyżej jakiegoś konkretnego poziomu. Zwykle to wygląda tak, że jeśli np. fundusz wypracuje więcej, niż 8% rocznego zysku, to od nadwyżki pobiera np. 25% dla siebie. Tak czy owak: koszty są i nie trzeba ich oglądać pod lupą. W 25-letniej historii warszawskiej giełdy przeciętny roczny wzrost indeksu to jakieś 9%, co oznacza, że opłaty za zarządzanie mogą zjeść jedną trzecią zysków. Ale coś za coś: jesteśmy zwolnieni z wyboru konkretnych spółek, możemy systematycznie wpłacać po 200, czy 500 zł miesięcznie i automatycznie rozdzielamy pieniądze między kilkadziesiąt spółek, zmniejszając tym samym ryzyko.

      JAK ZNALEŹĆ DLA SIEBIE NAJLEPSZY FUNDUSZ? Jaki fundusz wybrać? Na początek radziłbym jeden inwestujący w Polsce (akcje są u nas dość tanie, a koszula bliższa ciału) i jeden inwestujący na świecie. Jeśli nie możecie się zdecydować na konkretny kontynent, to niech to będzie fundusz największych spółek globalnych. Będziecie wtedy mieli udziały w spółkach amerykańskich (McDonalds, Coca-Cola, General Motors, Microsoft, Apple, Boeing), zachodnioeuropejskich (np. produkujący airbusy EADS, brytyjski Shell, francuski Carrefour, niemiecki Siemens, czy Nestle) lub azjatyckich (Samsung, Kia, Hyundai, Toyota...). Jeśli jest Wam wszystko jedno która firma będzie zarządzała Waszymi pieniędzmi (nie jesteście przywiązano do żadnej konkretnej marki), to wejdźcie na stronę Analizy.pl, a tam sekcji "notowania funduszy" wybierzcie interesującą Was kategorię i rozglądajcie się wśród wszystkich dostępnych funduszy.

      Wybierając fundusz spośród wielu podobnych do siebie, zarządzanych przez różne firmy zarządzające, przede wszystkim - choć zdarzają się wyjątki, czasem zdarzają się nowinki, przed którymi nie umiem się powstrzymać ;-)) - stawiam na te, które mają co najmniej pięcioletnią historię. I oczywiście relatywnie dobre na tle konkurencji wyniki. Przy tym nie wybieram funduszu, który przez rok lub dwa bryluje najlepszymi wynikami, wyprzedzając konkurentów o kilka długości. Często nie wynika to z geniuszu zarządzających, lecz raczej z nadmiernego ryzyka przez nich podejmowanego. Interesują mnie fundusze, które przez kilka lat z rzędu utrzymują się blisko czołówki, ale niekoniecznie na pierwszym miejscu i które cechują się mniejszą "wahliwością" cen jednostek uczestnictwa, niż konkurenci. Zawsze staram się rozdzielić pieniądze między dwa podobne fundusze (żeby nie jechać na jednym koniu) oraz kupować jednostki na raty. No i z czystej ciekawości zawsze przed zakupem zerknę na ostatnie dostępne sprawozdania funduszu (są na stronie internetowej firmy zarządzające), żeby dowiedzieć się w które spółki zainwestował fundusz (w sprawozdaniach są zawsze największe składniki portfela).

      Akcja Dywidenda jak w banku

      GDZIE NAJTANIEJ KUPISZ FUNDUSZ? Jak już macie wybrany fundusz, to tylko trzeba się dowiedzieć gdzie można go kupić. Najlepiej zrobić to przez internet, bo wtedy jest najtaniej (przeważnie nie płaci się opłaty dystrybucyjnej albo jest ona dużo niższa, niż u "fizycznego" sprzedawcy, u którego prawie zawsze zapłacimy 5-5,5% opłaty "na wejściu"). Niektóre banki prowadzą platformy, na których oferują setki funduszy najróżniejszych firm zarządzających. Do takich "otwartych" banków należą m.in. Deutsche Bank (platforma to db Navi), Citibank, czy mBank (Supermarket TFI). DO najtańszych na rynku należy platforma biura maklerskiego BOŚ o nazwie bossafaund.pl. Są też niezależne firmy mające platformy do internetowego zakupu funduszy (np. F-Trust). Same TFI też czasem pozwalają kupić udziały w funduszu przez internet (taką platformę ma np. Union Investment i Legg Mason). Oczywiście fundusze można też kupić u doradców finansowych, ale wtedy płaci się opłatę dystrybucyjną. Większość dużych banków sprzedaje "swoje" fundusze w placówkach - to PKO BP, Bank Pekao, BZ WBK (wtedy też zapłacicie prowizję "startową").

      Czytaj też: A może dywidenda z funduszu inwestycyjnego? Analiza Longterma

      DYWIDENDA PROSTO Z FUNDUSZU? Co to wszystko ma wspólnego z dywidendami? Ano mamy na polskim rynku już kilkanaście funduszy inwestycyjnych, które specjalizują się w kupowaniu akcji spółek wypłacających dywidendy. Część z nich nastawia się na polskie spółki, a część także na spółki zagraniczne. Teoretycznie tego rodzaju fundusze powinny radzić sobie znacznie lepiej, niż "zwykłe" fundusze akcji, bo i spółki dywidendowe to swego rodzaju elita wśród firm notowanych na giełdzie. Czy rzeczywiście fundusze inwestujące "dywidendowo" dają radę? Różnie bywa, choć oczywiście znam kilka pozytywnych przykładów. Większość tego typu funduszy nie ma jeszcze zbyt długiego stażu, więc ich renoma jest jeszcze w powijakach. Przez lata firmy zarządzające oferowały proste fundusze akcji, na fundusze akcji dywidendowych moda zaczęła robić się dopiero kilka lat temu. Poniżej daję wykresy dwóch funduszy akcji dywidendowych mające relatywnie długą historię: ING Globalnego Akcji Dywidendowych oraz Investor Akcji Dużych Spółek Dywidendowych (ten ostatni inwestuje tylko w Polsce). 

      ing_gobalny_akcji_dywidedowych_investor_akcji_duych_spek_dywidendowych_

      Ale uwaga: to, że fundusz inwestuje w akcje dywidendowe nie oznacza jeszcze, że wypłaca swoim członkom dywidendy. W większości przypadków owe dywidendy otrzymywane przez fundusze są po prostu dopisywane do wartości jego jednostek uczestnictwa. W przypadku "zwykłych" funduszy akcji ("niedywidendowych") wygląda to identycznie, ale w ich przypadku kryterium wyboru tej, a nie innej spółki nie jest fakt wypłacania lub nie wypłacania dywidendy. A w funduszu akcji dywidendowych jest to podstawowy czynnik wyboru. Wśród polskich firm zarządzających funduszami dwie zdecydowały się na powołanie funduszy akcji dywidendowych, które przekazują swoim członkom otrzymane od spółek giełdowych dywidendy. To KBC Beta Dywidendowy (przeformatował się na taki fundusz rok temu) oraz BPH Dywidendowy (działa mniej więcej od pół roku).

      Żaden z tych funduszy nie zdążył jeszcze wypłacić dywidend, więc trudno powiedzieć na ile atrakcyjne to będzie źródełko zysków na tle zmiany wartości jednostek uczestnictwa. Ideałem z mojego punktu widzenia inwestora długoterminowego byłoby osiągnięcie takiego stanu, w którym wartość jednostki uczestnictwa przynajmniej się nie zmienia (jeśli już to w górę), a otrzymywany raz w roku kupon co najmniej dwukrotnie przebija to, co miałbym na depozycie bankowym. To oznacza, że akcje spółek powinny rosnąć o dobre kilka procent w skali roku, żeby pokryć opłatę za zarządzanie funduszem oraz spadek kursów wynikający z "odcięcia" od ceny papierów wartości wypłaconej dywidendy (spełnienie tego drugiego warunku nie powinno być problemem, bo ceny dobrych spółek dywidendowych szybko wracają do poziomów sprzed "odcięcia" dywidendy). Z drugiej zaś strony portfel funduszu powinien być urzeźbiony z na tyle atrakcyjnych spółek, by uśredniony kupon dywidendowy wyniósł te 4% lub więcej.

      Dwa polskie fundusze inwestycyjne nie są jedynymi, które płacą dywidendę (a ściślej - mogą ją płacić). W zasadzie każda z czołowych grup zarządzających aktywami również ma tego typu fundusze w swojej ofercie. Niedawno Franklin Templeton informował o wprowadzeniu do sprzedaży w Polsce dziewięciu różnych funduszy wypłacających dywidendy. Tu macie ich listę: Wiem, że podobne fundusze ma też w ofercie towarzystwo Fidelity, a także Schroedrs, Robeco, czy BlackRock. Więcej o zagranicznych funduszach dywidendowych pisałem dosłownie kilka dni temu, więc pozwólcie, że odeślę Was do tego wpisu. A w tej chwili tylko zaznaczę, że w przypadku zagranicznych funduszy owa dywidenda może być wypłacana np. co miesiąc i wcale nie musi mieć nic wspólnego z dywidendami otrzymywanymi przez fundusz od spółek.

      Bardzo często fundusze międzynarodowych marek wypłacają dywidendy niezależnie od osiąganych wyników. Jeśli tych wyników "nie starczy", to po prostu obniżają wartość jednostek uczestnictwa. Klient ma w funduszu coraz mniej pieniędzy, ale dywidenda jest pewna jak w banku. Takie fundusze dywidendowe do mnie nie przemawiają. Są dobre dla bogatych zachodnioeuropejskich rentierów, a nie dla kogoś, kto chciałby zarabiać więcej, niż na bankowym depozycie i jednocześnie przynajmniej utrzymywać na stałym poziomie (a najlepiej powiększać) wartość kapitału. Większe nadzieje pokładam więc w polskich funduszach, które - jak sądzę - coraz częściej będą przyjmować strategię przekazywania swoim klientom dywidend uzyskanych od spółek.

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      ebinariumdywidendaDO TEJ PORY W RAMACH AKCJI „DYWIDENDA JAK W BANKU":

      >>> 13 kwietnia: "W poszukiwaniu dywidendy pewnej jak w banku, czyli wielka koalicja rusza do akcji" - o tym dlaczego lokuję swoje pieniądze nie tylko w banku i dlaczego biorę udział w największej edukacyjnej akcji blogerów, jaką kiedykolwiek widział nasz kraj. 

      >>> 16 kwietnia: "Buty, ciuchy, cukierki. Kto dobrze przewidział, z 10.000 zł wycisnął... milion" - o spółkach-ikonach warszawskiej giełdy, na których każdy, kto uwierzył w ich pomysł na zarabianie pieniędzy, mógł zostać bardzo zamożnym człowiekiem.Takie okazje na rynku kapitałowym są zawsze, także teraz. 

      >>> 21 kwietnia: "Na jak długo trzeba kupić akcje, żeby mieć (prawie) pewność, że się zarobi?" - o tym, że inwestowanie pieniędzy wcale nie musi być bardzo ryzykowne, gdyż statystyki z ostatnich 100 lat pokazują, że w długim terminie ryzyko utraty zainwestowanego w akcje kapitału jest niewielkie. A przynajmniej tak było do tej pory

      >>> 11 maja: "Oprocentowanie lokat sięga dna. Wyższe zyski tylko dla pięknych i bogatych?" - o tym jakie warunki trzeba spełnić, żeby wychylić nos z banku i zacząć lokować oszczędności w spółki wypłacające regularnie dywidendy.Oprócz tego polecam wpisy nawiązujące do akcji:

      >>> 22 maja: "Pięć cytatów z Warrena Buffeta, które musisz poznać" - zestawienienajmądrzejszych cytatów z najsłynniejszego długoterminowego inwestora na świecie - Warrena Buffeta, połączone z zaproszeniem na konferencję Wall Street w Karpaczu, na której akcja "Dywidenda jak w banku" miała swoje pięć minut ;-)

      >>>  25 maja. "Oszczędności ulokowane w tym banku przez ostatnich pięć lat dawały po 5% rocznie. Jak?" - o tym dlaczego swoją przygodę z inwestowaniem warto zacząć od kupna udziałów w spółkach wypłacających z roku na rok dywidendę? o ile kapitał, za który kupiliśmy akcje, potraktujemy jak długoterminowy depozyt. 

      >>> 17 czerwca: "Jak dostać money-back z urzędu skarbowego? 875 zł do wzięcia i tylko pół roku, by o to zadbać!" - o tym, że z dywidend można zmontować sobie nie tylko plan systematycznego oszczędzania, ale wręcz... dodatkową emeryturę. I jeszcze zanim na tę emeryturkę przejdziemy - dostawać co roku kasę z urzędu skarbowego. W tym roku do wyjęcia co najmniej 875 zł.

      >>> 18 czerwca: "Cztery pytania o rozsądne lokowanie pieniędzy" - powtórzenie przerobionego materiału w przyjemnej formule konkursu z nagrodami w postaci smartwatcha, rabatownika restauracyjnego i samcikowych książek z podpisem.

      >>> 8 lipca: "Bogowie odcinania kuponów. Dla nich ceny akcji mogłyby spaść nawet do zera" - o tym jak duże znaczenie może mieć systematycznie wypłacana dywidenda dla wyników długoterminowego inwestowania w akcje. I kilkanaście przykładów spółek, które do tej pory świetnie się sprawdzały jako "obiekt" takiego stylu inwestowania.

      >>> 12 lipca: "Najazd zagranicznych funduszy inwestycyjnych wypłacających klientom "odsetki". Warto?"  O tym, że inwestowanie dywidendowe jest dostępne również w funduszach inwestycyjnych i że ten sposób zarabiania w funduszach niejedno ma imię

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

       dywidendalogotypy3>>> Jeśli ten tekst Cię zaciekawił, zainspirował lub zachęcił, to proponuję, żebyś ZAPISAŁ SIĘ NA NEWSLETTER AKCJI "DYWIDENDA JAK W BANKU". Każdy kto wpisze się na listę dostanie w prezencie e-book, w którym tłumaczymy - Albert Rokicki i ja - krok po kroku o co chodzi w inwestowaniu w spółki dywidendowe. Jak się za to zabrać, jakie spółki wybrać i jak monitorować wyniki. Newsletter dostępny jest pod tym linkiem.

      >>> NAJTANIEJ ZAINWESTUJESZ Z BLOGERAMI. Jeśli masz ochotę spróbować przygody z inwestowaniem oszczędności - choćby małej ich części - to biuro maklerskie DM BOŚ zadeklarowało, iż naszych - Longterma i moich - czytelników będzie obsługiwać niemal za darmo - rachunek dostaniecie za free, a prowizję od zakupu akcji DM BOŚ ściął do symbolicznych 0,18% od wartości zakupu. Warunek: trzeba zarejestrować się przez specjalny link (regulamin jest tutaj). Promocja jest wyłącznie dla Was, nigdzie indziej w przyrodzie nie występuje,bphtfikonk2 ale ma ograniczenie - dotyczy obrotów akcjami nie przekraczających 100.000 zł. Nie mam żadnej prowizji od założonych kont, więc żeby zagwarantować sobie bardzo niskie prowizje możesz również korzystać z identycznego linku w blogu Longterma, o ile tak będzie dla ciebie wygodniej.

      >>> KONKURS I 1000 NAGRÓD DO WZIĘCIA. Zarządzająca funduszami inwestycyjnymi (m.in. funduszem wypłacającym raz w roku dywidendę) TFI BPH ma dla ciebie konkurs, w którym gwarantowaną nagrodą są moje książki z podpisem i dedykacją. Szczegóły znajdziesz na stronie konkursowej. Zapraszam do sprawdzania czy warto ;-)

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      OBEJRZYJ MULTIMEDIA ZWIĄZANE Z AKCJĄ "DYWIDENDA JAK W BANKU":

      Zapraszam do obejrzenia wideowizytówki o tym kim jest Samcik, kim jest Longterm i dlaczego zajmujemy się lokowaniem pieniędzy w spółki dywidendowe. Nakręciliśmy ten klip zwłaszcza tych z Was, którzy Alberta albo mnie jeszcze do tej pory nie poznali:

      Nagrałem też krótkie klipy, w których razem z Longtermem opowiadam o tym jak lokujemy nasze oszczędności. Longterm opowiada o tym dlaczego ma w nosie depozyty bankowe, a ja  o tym dlaczego nie mam tak, jak Longterm ;-)..Żeby przekonać Was do długoterminowego lokowania oszczędności o mało nie dałem sobie zrobić... nie, nie mogę o tym mówić, to zbyt bolesne doświadczenie:-). 

      Mieliśmy też z Wami dwa internetowe spotkania - webinaria, w których opowiadaliśmy o podstawach inwestowania w spółki dywidendowe oraz o tym jak lokować oszczędności na rynku kapitałowym i jednocześnie oszczędzać na podatkach.odpowiadaliśmy na Wasze pytania. Zapis pierwszego spotkania jest pod niniejszym linkiem, natomiast zapis drugiego znajduje się poniżej:

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      ROZWIĄZANIE KONKURSU W RAMACH AKCJI "DYWIDENDA JAK W BANKU"

      Kilka tygodni temu, w ramach "powtórzenia przerobionego materiału" ogłosiłem konkurs. Aby wziąć w nim udział trzeba było odpowiedzieć na kilka pytań związanych z lokowaniem oszczędności oraz zapisać się na newsletter akcji "Dywidenda jak w banku". Pytania konkursowe nawiązywały do tekstów, które ukazały się w ramach akcji w blogu.  

      >>> Pytanie 1. Ile wynosiła (z dokładnością do pół punktu procentowego) średnia stopa dywidendy wypłacanej przez spółki z indeksu WIG20 w maju 2016 r.? Czy była wyższa, czy też niższa od średniego oprocentowania depozytów bankowych? Odpowiedź: stopa dywidendy wynosi obecnie 4,1% i oczywiście jest wyższa, niż oprocentowanie depozytów bankowych, które średnio nie przekracza 1,5%. 

      >>> Pytanie 2. Jaką maksymalnie ulgę podatkową można będzie odpisać od podatku za 2016 r. dzięki posiadaniu konta IKZE? Podkreślam: maksymalną, a więc dostępną dla osób zamożnych, płacących wysokie podatki. Odpowiedź: 1567 zł. 

      >>> Pytanie 3. Przy jak długiej inwestycji w indeks S&P 500, odzwierciedlający zmiany cen akcji największych amerykańskich firm, ryzyko straty spadało w przeszłości (statystyki za lata 1926-2015) do okrągłego zera? Odpowiedź: 20 lat. 

      >>> Pytanie 4. Produkty których dwóch słynnych koncernów płacących dywidendy (jeden z nich płaci ją nieprzerwanie od 100 lat!) były rekwizytami w klipach wideo, które nagrałem w ramach akcji "Dywidenda jak w banku"? Odpowiedź: Coca-Cola i McDonalds. 

      W związku z tym, że odpowiedzi przyszło bardzo dużo i że wykazaliście olbrzymie zaangażowanie, postanowiłem zwiększyć liczbę nagród do 25. Poniżej publikuję listę zwycięzców wraz z przypisanymi im nagrodami. Przesyłki powinny trafić do Waszych rąk do końca lipca. A zatem:

      autopromo3>>> Trzy samcikowe książki "Moje pierwsze kieszonkowe" z autografem autora (dowiesz się z nich jak nauczyć dziecko oszczędzania, jak bezpiecznie kupować przez smartfona i jak nie dać się okraść przez internet). Nagrody otrzymują: pan Daniel Mazurek, pani Agnieszka Chmielewska oraz pan Adam Dubno. 

      >>> Trzy samcikowe książki  "Jak inwestować i pomnażać oszczędności", bestsellera o zarządzaniu domowymi pieniędzmi, w którym znajdziesz informacje o tym jak sporządzić pierwszy plan systematycznego oszczędzania, jak wybrać najlepsze fundusze inwestycyjne, jak inwestować pieniądze w obligacje, akcje, nieruchomości, złoto, wino... Nagrody otrzymują: pani Agnieszka Kropornicka, pan Krzysztof Wencel oraz pan Wojciech Pinoczek.

      >>> Dziesięć e-wydań samcikowej książki "100 potwornych opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z głową", w której rozwiązuję większość typowych problemów, jakie możecie mieć z pieniędzmi w życiu. Jak wybrać najlepsze konto bankowe, jak dobrze ubezpieczyć mieszkanie, samochód i życie, jak wyjść z pętli długów? Nagrody otrzymują: Kornelia Wawrzyniak, Jakub Paul, Krzysztof Michałek, Jakub Opałka, Radosław Szkudlarek, Jakub Wachowski, Adam Ludkiewicz, Kamil Wroński, Anna Rzeszowska, Angelika Kuriata, Tomasz Gracowski, Wojciech Leja, Michał Dutkiewicz, Teresa Krawczyk, Damian Kropornicki, Krystian Kuczera, Michał Ceberek 

      dywidkonkurs>>> Przewodnik po restauracjach "GoOut 2016", w którym są kupony zniżkowe do kilkuset restauracji. Kupony obowiązują w 100 najlepszych warszawskich restauracjach. Kupony pozwalają wybrać trzy dowolne dania główne po 1 zł w każdej z nich (łącznie aż 300 dań po 1 zł). Rabatownik działa bez przerwy, od poniedziałku do niedzieli, przez cały rok. Nagrodę otrzymuje: pani Małgorzata Dyrcz

      smartwatchsony>>> Smartwatch Sony SW2 z ekranem dotykowym o przekątnej 1.6 cala i współpracujący ze smartfonami wyposażonymi w Androida 4.0 lub nowszego, obsługuje też płatności NFC. Nagrodę otrzymuje: Marcin Jaworek

      >>> Nagroda gwarantowana: każdy kto zapisał się na newsletter i udzielił odpowiedzi na pytania konkursowe otrzymał gwarantowaną nagrodę - e-book poświęcony inwestowaniu dywidendowemu. Jak zmontować sobie prywatną emeryturę z dywidend wypłacanych przez największe koncerny?

      Serdecznie gratuluję wszystkim, którzy wsławili się uważnym czytaniem tekstów w ramach akcji "Dywidenda jak w banku". Zwiększyłem liczbę e-nagród, żeby uhonorować jak największą część z Was. Akcja jeszcze trwa, więc oczywiście zapraszam do dalszego w niej uczestnictwa! Do wszystkich laureatów odezwę się w najbliższych dniach drogą e-mailową i informacją kiedy i w jakim trybie będę chciał przekazać im nagrody.

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      GORĄCE TRIKI NA WAKACJE. Kiedy najlepiej wybrać się na urlop? Gdzie lepiej polecieć z biurem podróży, a gdzie solo? Jak zapłacić za urlop, żeby mieć największe prawa konsumenckie do dyspozycji? Zapraszam do obejrzenia wyjątkowo gorącego wideo. Jeśli jeszcze nie jesteście na wakacjach, to po obejrzeniu tego klipu zapragniecie natychmiast się na nich znaleźć ;-)

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------

      CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach - wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach.

      autopromo4SPOTKAJ MNIE W NECIE... Blog "Subiektywnie o finansach" codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już ponad 34.000!), na Twitterze(tu wraz ze mną zaprasza prawie 9000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowegomaciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

      autopromo2...ZOBACZ MNIE W EKSTREMALNYCH AKCJACH. Opowiadam o domowych finansach nie tylko tekstem, ale i ruchomymi obrazami. Żeby Ci się nie nudziło robię przy tym różne głupie rzeczy: skakałem na spadochronie, dałem sobie obić twarz przez byłego trenera Tomasza Adamka, latałem w tubie aerodynamicznej, w której ćwiczą kosmonauci, ćwiczyłem na najnowocześniejszym w Polsce symulatorze lotów, jeździłem autobusem, gokartem, grałem w golfa i ruletkę. Wszystkie te przygody są na mojej "stronie" youtubowej. Zasubskrybuj mój kanał na Youtube (w tym kinie siedzi już ponad 2000 fanów i jest ponad 70 filmów, które obejrzano więcej, niż ćwierć miliona razy). 

      autopromo11SUBIEKTYWNA EKIPA SAMCIKA IDZIE NA OSTRO W "WYBORCZEJ". Blog "Subiektywnie o finansach" zyskał tak dużą popularność, że zaowocował autorskimi stronami w "Gazecie Wyborczej". Co czwartek na stronach gospodarczych "Wyborczej" ukazuje się tygodnik "Pieniądze Ekstra", w którym ja i grupa moich kolegów, zwana złowróżbnie Ekipą Samcika, radzi jak sprytnie kupować, jak się nie dać nabrać w sklepie, co zrobić, żeby wyplątać się z finansowych tarapatów i jak mieć więcej pieniędzy. Jeśli potrzebujesz rady albo pomocy w sprawie niekoniecznie związanej z produktami finansowymi - pisz naekipasamcika@wyborcza.biz. Moi ludzie nie zostawią Cię bez pomocy. 

      autopromo3SUBIEKTYWNOŚĆ DO PODUSZKI, NA WAKACJE, NA PREZENT: o oszczędzaniu, inwestowaniu i zarządzaniu domowymi pieniędzmi piszę też w moich książkach, które możesz kupić w dobrych księgarniach oraz w internecie. Dowiesz się z nich jak założyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania, jak nie dać się okraść przez internet, jak odróżnić tani kredyt od drogiego, jak nie dać się nabić w niby-ubezpieczenie, jak nauczyć dziecko oszczędności...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Odcinanie kuponów dla zabieganych? Są już fundusze, w których kupony odcinają się same ;-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2016 13:18
    • Dopuścili do kradzieży danych klientów. Czy mogło pójść im jeszcze gorzej? Tak. I poszło...

      To niestety coraz częstszy obrazek w świecie zdominowanym przez internet, w którym - poza pieniędzmi - cennym towarem są nasze dane. Adresy, numery telefonów, historie transakcji... Takie dane od czasu do czasu wyciekają z różnych firm, narażając na szwank reputację tych firm oraz burząc spokój klientów. Uniknąć się tego w całości nie da - choć warto mieć informatyków i systemy zmniejszające niebezpieczeństwo wycieku - ale warto przynajmniej umieć się zachować kiedy dojdzie do "dekonspiracji" klientów. Bo to naprawdę nie jest śmieszne, gdy w internecie każdy może przeczytać gdzie mieszkasz, jak się do ciebie dodzwonić oraz ile miesięcznie wydajesz na to lub owo. Ostatnio swoich klientów rozsierdziła Netia, duży operator telekomunikacyjny i dostawca usług kablowo-internetowo-telewizyjnych.

      Czytaj też: Podpisałeś umowę z telekomem? Sprawdź czy przy okazji nie dałeś...

      Czytaj też: Skanują dowody, kradną dane kart płatniczych. I kopiują nam tożsamość

      Netia padła bowiem ofiarą ataku internetowych szantażystów. Do sieci trafiły nazwiska, adresy, numery telefonów, rachunków bankowych. Operator początkowo przyznawał się tylko do tego, że padł ofiarą cyberataku, a nie utraty danych, ale później ogłosił, że owszem - dane niektórych klientów też zostały upublicznione. Jakkolwiek prawdopodobnie nie zostały bezpośrednio narażone na szwank pieniądze klientów (znając numer rachunku bankowego obcej osoby można co najwyżej zrobić nań przelew, nie da się takiego konta okraść bez posiadania dużo bardziej poufnych danych), to jednak klienci nie są z tego powodu szczęśliwi. Więcej: są źli. Ale nie z powodu wycieku, lecz z powodu reakcji firmy, która zachowuje się jakby nic się nie stało. Jedna z moich czytelniczek, gdy zadała pytanie o wyciek i o finansowe zadośćuczynienie za narażenie na szwank danych klientów, dostała następującą odpowiedź:

      "Bardzo przepraszam za zaistniałą sytuację. Dane osobowe zostały naruszone w związku z atakiem hakerskim. W naszej ocenie obecnie nie występują podstawy do zadośćuczynienia i odszkodowania"

      Czytelniczka liczyła na to, że w zaistniałej sytuacji firma - w ramach zadośćuczynienia - przez jakiś czas będzie świadczyła swoje usługi za darmo, ale zapewne zadowoliłaby się też jakimś drobniejszym giftem, typu kupon rabatowy, czy obniżka ceny na jakąś usługę, z której korzysta. Świadomość klientów jest coraz większa i coraz trudniej będzie zbywać ich dobrym słowem. Zresztą są już przypadki, w których klienci domagają się za naruszenie ich danych osobowych całkiem konkretnych odszkodowań. W tej sytuacji przydałoby się mieć w zanadrzu upominek, by tych najbardziej pieniących się klientów jakoś uspokoić.

      "Nie będę straszyć rozwiązaniem umowy. W dobie cyberprzęstępstw wycieki danych się zdarzają i warto mieć jakiś standard reakcji. Bo klient niezadowolony zniechęci dziesięć kolejnych osób do firmy. Zadowolony - zachęci trzy. Wiem, że Orange w podobnej sytuacji uspokajała klientów darmowym internetem przez pewien czas. Jestem bardzo ciekawa, czy w przypadku Netii skończy się na 'przykro nam', czy jednak czymś konkretniejszym. Mi tez będzie przykro rozwiązywać umowę z końcem jej podstawowego okresu. Nie dlatego, że doszło do ataku, tylko dlatego, że czuję się traktowana z lekceważeniem"

      - pisze do mnie pani Magda. Ale nie jest prawdą, że firma absolutnie nic nie zrobiła, by udobruchać swoich klientów. Ostatnio pani Magda dostała w prezencie od Netii... bezpłatne poradniki na temat radzenia sobie w takiej sytuacji. I tak się tylko zastanawiam czy to sygnał od firmy, że wycieki danych będą się powtarzać, czy też raczej delikatna sugestia, że klient powinien przemyśleć swoją reakcję i zamiast się pienić jak mydełko fa, wziąć cztery litery w troki i samodzielnie "pozamiatać" ewentualne konsekwencje. A więc "obywatelu, zrób sobie dobrze sam". Można i tak. Ale pani Magda zdziwiła się jeszcze bardziej, gdy po kolejnych kilku dniach znów zadzwonił do niej telefon, a w słuchawce usłyszała czuły głosik pracownika Netii:

      "To dzwonił do mnie konsultant.. z nową ofertą! Zapytał czy może chciałabym jeszcze dobrać, przetestować kolejną usługę, np. telewizję. Zapytałam konsultanta czy żartuje, powiedziałam mu co się stało, a ten stwierdził, że "co się stało to się nie odstanie", że "trzeba żyć dalej" i że w związku z tym mogą zaproponować mi nowe usługi... Muszę się napić soku, bo od zgrzytania zębami się szkliwo niszczy ;-)"

      Mam niejasne przeczucie, że Netia napotka w najbliższym czasie pewne - niekoniecznie przejściowe - kłopoty ze sprzedawaniem dotychczasowym klientom nowych usług. Wskaźnik cross-sellingu spadnie, zbiorą się ważne gremia, będą obradować jak zaradzić tej sytuacji. Padną propozycje, żeby zmienić parametry cenowe promocji, albo wyrzucić na bruczek ludzi telefonujących do klientów, bo widać są mało zaangażowani. Menedżerowie od marketingu zaproponują, żeby wydać więcej kasy na reklamę, a ci od relacji wewnętrznych - żeby w Netii było więcej szkoleń z motywacji. Ci od zarządzania wizerunkiem zaproponują, żeby dać pieniądze na jakiś dom dziecka i ogłosić to przez megafony. Mnóstwo ludzi straci mnóstwo czasu, żeby rozwiązać problem, którego rozwiązać się nie da. Bo wskaźniki cross-sellingu muszą spadać w sytuacji, gdy firma daje ciała i do tego daje po oczach arogancją swą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Dopuścili do kradzieży danych klientów. Czy mogło pójść im jeszcze gorzej? Tak. I poszło...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2016 08:10

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line