Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • środa, 31 października 2018
    • W poszukowaniu idealnego banku dla kierowcy. Takiego, który spełni "samochodowe" potrzeby

      Bank przyjazny kierowcy – niezależnie od tego, czy będzie należał do koncernu motoryzacyjnego, który wyprodukował nasze auto – powinien pojawiać się wszędzie tam, gdzie możemy potrzebować jego wsparcia finansowego związanego z używaniem samochodu. Dzięki temu bankowi powinniśmy być bezpieczniejsi, czuć się pewniej i lepiej „zaopiekowani”. Wygodne, w miarę tanie finansowanie „samochodowych” potrzeb związanych z eksploatacją czterech kółek to podstawa przyjaźni kierowcy z bankiem. Czyli pierwszy poziom wzajemnej relacji.

      Czytaj też: TCO, czyli ile tak naprawdę kosztuje samochód? Policzyłem wszystkie koszty i… mam trzy wnioski

      Nie chodzi tylko o finansowanie. Bank, który jest przyjacielem kierowcy powinien przypomnieć o przeglądzie, konieczności wymiany opon, o zbliżającym się terminie wygaśnięcia polisy ubezpieczeniowej. Mógłby zaproponować termin wizyty w serwisie, zaoferować jakiś rabacik lub preferencyjne terminy wizyty (w szczycie zainteresowania np. wymianą opon to byłby bezcenny atut).

      Poziom drugi to wsparcie przy baku. Paliwo jest drogie i coraz droższe. Niezależnie od tego co wlewamy do baku i czy mamy auto na benzynę, gaz czy hybrydę (o autach w pełni elektrycznych na razie nie mówmy, bo to wciąż przyszłość dla przeciętnego konsumenta), to na paliwo wydajemy w skali roku grube tysiące.

      Od banku, który jest moim przyjacielem (albo przynajmniej ma zadatki) oczekuję, że nie tylko pomoże mi trochę taniej kupić paliwo – oczywiście nie za friko, lecz w zamian za to, że przeniosłem do niego swoje domowe finanse – ale też że będę mógł kupować je szybko. Czas to pieniądz, a czas spędzony w kolejkach do kasy liczy się podwójnie. Rabat na paliwo plus możliwość płacenia przez aplikację bez wchodzenia na stację (lub wchodząc tylko po to, by odebrać zamówioną wcześniej w smartfonie i przygotowaną przez pracowników kawę) to ważny wyznacznik banku, który dba o kierowcę.

      Czytaj też: Nasze sposoby na tańsze tankowanie. Zaoszczędzisz 40 gr. na litrze!

      Czytaj też: Za paliwo zapłacimy smartfonem. Bez wchodzenia na stację!

      Więcej wyznaczników banku przyjaznego kierowcy znajdziecie w pełnej wersji niniejszego tekstu, która znajduje się na www.subiektywniofinansach.pl. Kliknij ten link, aby przeczytać.

      Zaczątkiem takiego właśnie wielopłaszczyznowego połączenia usług bankowych z potrzebami kierowcy może być uruchomiona dosłownie kilka dni temu aplikacja „Tankuj Korzyści” od Toyota Banku. Kto ma Toyotę albo Lexusa po spełnieniu niewygórowanych warunków dostaje możliwość oszczędzania 5% na paliwie (mam Toyotę, więc już tankuję z rabatem). Posiadacze innych samochodów też mogą oszczędzić te 5% – warunki są ciut bardziej podkręcone, ale jak najbardziej w zasięgu.

      Większy wysiłek w bankowaniu owocuje rabatem 10% na paliwo, wartymi po kilkaset złotych bonami i ofertami specjalnymi. Program dopiero się rozpędza, ale biorąc pod uwagę, że podstawą jest aplikacja mobilna trzeba się spodziewać, że każdy kolejny moduł będzie zahaczał o któryś z proponowanych przeze mnie postulatów „idealnego banku kierowcy”.

      Dowiedzcie się więcej o Moto Koncie i programie „Tankuj Korzyści” i też się zapiszcie. To chyba pierwsze konto bankowe aż tak bardzo sprofilowane pod posiadaczy samochodów. Tutaj znajdziecie subiektywną recenzję. A więcej szczegółów i możliwość zapisu do tańszgo tankowania – tutaj.

      ———————————————————————————————————————————-

      W cyklu „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” opowiadam o własnych doświadczeniach „finansowych” z samochodami, a także o tym jak wybierać najlepszy dla siebie sposób finansowania czterech kółek, jakie są nowe alternatywy dla tradycyjnego zakupu auta, czego można oczekiwać od porządnego dealera, jak zdjąć sobie z głowy kwestie związane z eksploatacją auta, jak je korzystnie zamienić na nowe. Jak oszczędnie używać samochodu i jak dzięki czterem kółkom żyć wygodniej.  Moim Partnerem w tym cyklu artykułów edukacyjnych jest Toyota Bank Polska oraz Toyota Leasing Polska, oferujące bogaty pakiet rozwiązań finansowych dla „konsumentów” samochodów

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W poszukowaniu idealnego banku dla kierowcy. Takiego, który spełni "samochodowe" potrzeby”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 31 października 2018 09:43
  • środa, 24 października 2018
  • czwartek, 18 października 2018
    • Zlikwidowała konto w banku i poprosiła o wykasowanie jej danych. Bank... odmówił

      Moja czytelniczka wysłała prośbę o usunięcie jej danych osobowych do Getin Banku. Jak podkreśla, sprawa jest dla niej ważna ze szczególnego powodu – boi się po prostu tego, że ktoś może wykorzystać jej dane w celach przestępczych. Niedawno ktoś wyłudził na nazwisko jej męża dwa telefony w jednej z sieci komórkowej. Pani Zuzanna podkreśla, że nie chce żeby pracownicy Getin Banku mieli dostęp do jej danych, zwłaszcza że w tym momencie już żadne produkty i usługi nie wiążą jej z bankiem. 

      Przeczytaj też: Bankowe zwyczaje wciąż zaskakują. Klient ma biec do oddziału, bo tak chce pracownik? A regulamin mówi co innego. Ruszamy do akcji!

      Z banku znikniesz, ale dopiero za pięć lat

      Czytelniczka powołała się na słynną dyrektywę RODO, której najważniejszą zdobyczą jest właśnie to, że można zostać zapomnianym. Niestety, bank - grzecznie i uprzejmie, lecz stanowczo i bez większych nadziei na dyskusję - byłej klientce odmówił. A więc: nadal będzie przechowywał dane na jej temat, choć klientka zlikwidowała tam konto. 

      Inspektor Danych Osobowych w Getin Banku powołuje się w odpowiedzi dla klientki na art. 17 ust. 3 RODO, zgodnie z którym usunięcie danych nie jest możliwe, gdy przetwarzanie jest niezbędne m.in. do wywiązania się z prawnego obowiązku wymagającego przetwarzania na mocy prawa Unii lub prawa państwa członkowskiego, któremu podlega administrator, do celów archiwalnych w interesie publicznym lub do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń.

      Bank oświadczył, że w związku z tym zobowiązany jest przetwarzać dane klientki jeszcze przez okres 5 lat od wygaśnięcia umowy. Czy ma rację? Zapytaliśmy prawników. Czy bank jedzie po bandzie, czy też rzeczywiście w świetle dyrektywy RODO jest "świętą krową"?

      Rozwiązanie tego dylematu jest w pełnej wersji tekstu w serwisie "Subiektywnie o finansach" - kliknij tutaj i przeczytaj

      ----------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Zlikwidowała konto w banku i poprosiła o wykasowanie jej danych. Bank... odmówił”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 października 2018 09:07
  • piątek, 12 października 2018
    • Wysokie ceny nieruchomości to zło. Bo wtedy stajemy się mniej zdrową tkanką. Miażdżące

      Grupa doradców rządu australijskiego urzeźbiła w ostatnich tygodniach raport zatytułowany „Rising Inequality”. Myślą przewodnią – zgodnie zresztą z tytułem – jest spostrzeżenie, iż w ostatnich 30-40 latach kraj kangurów stał się bardziej nierówny jeśli chodzi o dochody i zamożność obywateli.

      W ramach uzupełnienia tego raportu inna grupa ekonomistów zajęła się zbadaniem w jakim stopniu kwestia kosztów związanych z mieszkaniem – a więc głównie czynszu i kredytu hipotecznego – wpływała na tempo bogacenia się społeczeństwa. Tylko w ciągu ostatnich 15 lat ceny mieszkań w największych miastach Australii poszły w górę dwukrotnie.

      Z danych statystycznych wynika, że w ciągu niespełna 30 ostatnich lat średnie dochody 10% najbiedniejszych gospodarstw domowych w Australii wzrosły o 54%. Z kolei średnie dochody rodzin znajdujących się wśród 10% najlepiej zarabiających – wzrosły o 85%. Nie jest to może mało, ale nie można też powiedzieć, że bogaci odjeżdżali biednym w tempie kosmicznym.

      W Australii – tak jak wszędzie – koncentracja dochodów jest spora. Najbogatsze 10% ludzi kontroluje 45% majątku narodowego. Zaś biedniejsza połowa obywateli dysponuje tylko 11% majątku.

      O ile wolniej się bogacisz z powodu boomu nieruchomościowego?

      Badacze jednak nie poprzestali na tej prostej konkluzji i postanowili policzyć tempo bogacenia się społeczeństwa po uwzględnieniu ich kosztów mieszkaniowych. Wiadomo, że w naszych budżetach koszty związane z kredytem na mieszkanie i czynszem mają znaczenie. Przedmiotem analizy było więc ustalenie o ile mniejszy był w Australii wzrost majątku „netto”, czyli po uregulowaniu miesięcznych kosztów mieszkaniowych. Wyniki okazały się miażdżące. Co wynika z tych cyferek? I czy te wyliczenia znajdują potwierdzenie także w polskich warunkach? Czytaj o tym w pełnej wersji tekstu - tutaj

      ----------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wysokie ceny nieruchomości to zło. Bo wtedy stajemy się mniej zdrową tkanką. Miażdżące”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 12 października 2018 10:10
  • środa, 10 października 2018
  • środa, 03 października 2018
    • Polskie państwo powinno wspierać obywateli, a tymczasem znowu "wciska" ich w ręce banków

      Ostatnimi czasy jednym z ważnych tematów dla przedsiębiorców jest tzw. split payment, czyli wprowadzony przez rząd mechanizm, by pieniądze uzyskane z podatku VAT i przeznaczone na zapłatę podatku VAT były przechowywane na osobnym koncie, do którego przedsiębiorca ma ograniczony dostęp.

      Jeśli mój kontrahent opłaca wystawioną przeze mnie fakturę, to na moje podstawowe konto trafia kwota główna, a wartość podatku VAT – na osobne konto „vatowskie”, z którego mogę co najwyżej sam zapłacić VAT. Jeśli chciałbym tych pieniędzy użyć w innych celach, muszę mieć zgodę urzędu skarbiwego, który ma na jej udzielenie… 60 dni.

      Mechanizm jest dobrowolny, ale rozprzestrzenia się wirusowo. Jeśli mój kontrahent został zmuszony przez swojego kontrahenta (bo np. jest nim spółka państwowa, wspierająca split payment) do przyjmowania podzielonych przelewów, to i ja będę do tego zmuszony (bo inaczej mój kontrahent nie będzie mógł uwolnić pieniędzy znajdujących się na koncie „vatowskim”).

      System z lubością wspierają też banki, dla których split payment to manna z nieba. Im więcej przedsiębiorców będzie miało zamrożone pieniądze na koncie VAT, tym więcej firm zgłosi się po kredyty obrotowe, by podrasować płynność finansową naderwaną przez „uziemienie” części pieniędzy uzyskanych od kontrahentów na komtach, do których nie ma pełnego dostępu.

      Czytaj też: Czy bezdzietni powinni płacić wyższy podatek dochodowy?

      Czytaj też: Chcesz w przyszłym roku zapłacić niższy PIT? Pierwsze przygotowania musisz zacząć już teraz

      Czytaj też: Na co idą pieniądze z naszych podatków? Ta liczba dowodzi, że powoli staczamy się w przepaść

      Split payment, czyli nowa karuzela VAT-owska?

      Jeden z przedsiębiorców, Bartłomiej Austen, otwartym tekstem zarzuca państwu – a więc urzędnikom kierowanym przez premiera – stworzenie nowej karuzeli VAT-owskiej. Austen napisał kilka dni temu list otwarty do Marcina Horały, polityka PiS, który szefuje komisji sejmowej do zbadania przekrętów z wyłudzaniem VAT w poprzednich latach.

      „Niniejszym chciałbym donieść Panu o trwającym procederze niezwykle skutecznego wyłudzania podatku VAT przez polskie Państwo, które wyłudza ten podatek od polskich przedsiębiorców. Uprzejmie donoszę, iż ta nowa karuzela vatowska nazywa się split payment (…) Państwo pieniądze z VAT nakazuje zamrozić na rachunku bankowym, ale nie określa w jaki sposób będzie je zwracać”

      – pisze Austen. Jego firma zajmuje się głównie importem towarów do Polki spoza Unii Europejskiej. Zanim rząd wymyślił split payment rzecz była prosta – odbierając towar na granicy przedsiębiorca płacił VAT w agencji celnej. A potem odzyskiwał go sprzedając sprowadzony towar na terenie kraju. A teraz?

      „Bank, który świadczy nam usługę faktoringu, przystąpił bez naszej wiedzy do split payment i przelewa nam należność pomniejszoną o podatek VAT. Ta należność trafia na oddzielny rachunek. Niestety nikt nie pomyślał, by umożliwić nam zapłacenie pieniędzmi z tego rachunku należności celnych z tytułu VAT podczas sprowadzania kolejnego towaru. Nie jesteśmy w stanie tych pieniędzy odzyskać i przy marży hurtowej 10% oraz średnim obciążeniu w Polsce podatkiem VAT ponad 16% na każdej transakcji statystycznie tracimy”

      Jest więc tak, że VAT od sprowadzonego towaru nasz przedsiębiorca musi wpłacić celnikom z „normalnego” konta. A to, co płacą mu klienci jest o VAT pomniejszane. Bank wymusza wrzucenie podatku VAT na wydzielone konto. Wszystko byłoby OK, gdyby z tego konta można było zapłacić VAT za kolejną partię towaru czekającego na granicy. Ale niestety nie można.

      „O zwrot swojej własności – tj. pieniędzy z rachunku VAT – można prosić Naczelnika Urzędu Skarbowego. W ciągu 60 dni ma odpowiedzieć. Na razie nie odpowiada. 14 sierpnia wysłałem pismo do II Urzędu Skarbowego w Gdyni z prośbą o zwrot ponad 10.000 zł. Do dziś nie dostałem ani odpowiedzi, ani pieniędzy. W międzyczasie zdążyłem wysłać kolejne cztery pisma bez odpowiedzi, a kwota na moim koncie VAT urosła już do około 40.000 zł. O tyle mam mniej pieniędzy na moim rachunku obrotowym w firmie. Nie jesteśmy wyjątkiem. Wiele firm w Polsce, które pracują na 23% VAT czeka już bezskutecznie od miesięcy na zwrot VAT-u mimo cyklicznych pism wysyłanych do urzędów skarbowych”

      – alarmuje przedsiębiorca w liście do szefa VAT-owskiej komisji specjalnej w Sejmie. I dodaje, że jeżeli ten proceder będzie się utrzymywał to te firmy zbankrutują, gdyż państwo zamraża w systemie bankowym pieniądze, którymi przedsiębiorca mógłby płacić pracownikom i innym firmom, czy kupować kolejny towar. Autor listu stawia odważną tezę. Jaką? Czytaj w pełnej wersji tekstu na www.subiektywnieofinansach.pl. Obejrzyj cały mój serwis, a oto link do tego konkretnego tekstu 

      ----------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Polskie państwo powinno wspierać obywateli, a tymczasem znowu "wciska" ich w ręce banków”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 03 października 2018 08:26

Archiwum

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny