Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • wtorek, 25 sierpnia 2009
    • Czy warto teraz wchodzić w fundusze akcji?

      Ostatnio w światku zawodowych inwestorów i zwykłych ciułaczy rozgorzała gorąca dyskusja na temat przełomu w funduszach inwestycyjnych. Przez niemal dwa lata Polacy wypłacali z nich pieniądze i przenosili do banków. Od kilku miesięcy jest odwrotnie - saldo wpłat i umorzeń. We wtorek portal finansowy Money.pl zwrócił uwagę na to, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy do funduszy wpłynęło o 1,35 mld zł więcej pieniędzy, niż wyniosły umorzenia.

      To dopiero pierwsza kropla w morzu potrzeb, bo w szczycie hossy w funduszach było prawie 150 mld zł, a dziś jest raptem 82 mld zł. Ale z miesiąca na miesiąc kupujący fundusze osiągają coraz większą przewagę. W maju saldo wpłat i umorzeń wyniosło plus 130 mln zł, w czerwcu - 520 mln zł, a w lipcu - 630 mln zł. Sierpień pod tym względem będzie prawdopodobnie jeszcze lepszy. A jeszcze pół roku temu Polacy mówili o funduszach, że to diabelskie nasienie...

      Można się dziwić, że kupujący fundusze obudzili się dopiero teraz, kiedy WIG20 jest już po kilku dobrych miesiącach wzrostów, a ceny akcji odbiły się od dna średnio o 60 proc. Ale dokładnie to przepowiadali w rozmowach ze mną przed kilkoma miesiącami szefowie TFI, choćby Zbigniew Jagiełło z TFI Pioneer, czy Krzysztof Stupnicki z TFI AIG. Mówili, że potrzeba co najmniej pół roku wzrostów, by Polacy przełamali strach przed spadkami i zaczęli wracać do funduszy.


      Tylko czy warto wracać? W moich rozmowach z inwestorami bardzo często pojawia się opinia, że tzw. leszcze (czyli drobni inwestorzy-amatorzy) zawsze kupują na górce. A skoro teraz drobni ciułacze zaczynają powrót do funduszy, to nieomylny znak, że czeka nas koniec wzrostów.

      Po drugiej stronie są opnie zarządzających funduszami, którzy mówią (no bo co niby mają mówić?), że mimo bardzo dużych wzrostów cen dziś moment do inwestycji w fundusz akcji jest równie dobry, jak wczesną wiosną. Co prawda do zainkasowania są już mniejsze zyski, ale niższe jest też ryzyko, bo przynajmniej wiadomo, że bessa jest skończona. Kto zainwestował w fundusz wiosną wygrał, ale ryzykował znacznie więcej, bo dno nie było jeszcze „ubite”.

      A co ja radzę osobon, które pytają mnie czy warto dziś inwestować w fundusze akcji? Cóż, przyznam, że czekam na solidną, spadkową korektę. Brakuje do niej jeszcze jednej fali euforii i może właśnie przed nią stoimy. Ale później powinno nastąpić załamanie dobrego trendu.

      Po pierwsze dlatego, że mamy przed sobą mocną strefę oporu (2300-2600 pkt. dla indeksu WIG20. Po drugie dlatego, że rynek zbyt długo rośnie bez przerwy. Po trzecie dlatego, że 60-procentowe odbicie od dna było nieco na kredyt. Dane z gospodarek nie uzasadniają aż tak dużego wzrostu wyceny akcji. Wyniki spółek giełdowych - obecne i te prognozowane też go nie uzasadniają. Po czwarte czeka nas jeszcze jedna odsłona kryzysu, wynikająca ze wzrostu wartości nie spłaconych kredytów w Europie Zachodniej. Po piąte wreszcie przemawiają mi do wyobraźni wnioski z ostatniej analizy giełdowego eksperta Wojciecha Białka, który na podstawie historycznej analizy prognozuje mini-załamanie indeksów jeszcze we wrześniu.

      Czy to wszystko oznacza, że teraz nie jest dobry moment do inwestycji w fundusze akcji? Jeśli myśleć o niej w kategoriach krótkiego czasu, pół roku lub roku (a tak krótki horyzont przyjmuje niestety duża część inwestorów-amatorów), to pewnie warto poczekać na nieuchronne - jak mi się wydaje - spadki.

      Patrząc w długiej, kilkuletniej perspektywie, moment wejścia na rynek nie ma już tak wielkiego znaczenia. Zwłaszcza jeśli celujemy w karierę rentiera za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Jeśli mamy mieć kolejną hossę, to już za pięć-siedem lat giełdowe indeksy powinny być duuużo wyżej, niż teraz. A to, czy dziś kupimy akcje 20 proc. taniej, czy drożej - będzie miało niewielkie znaczenie dla ostatecznego zysku.

      Jedyne, czego się można obawiać, to ryzyko przedłużenia konsolidacji. Jeśli będziemy mieli kolejną falę kryzysu, to WIG20 jeszcze przez dwa lata może się bujać między 1700 a 2300 pkt. Dla funduszy akcji, a przede wszystkim pieniędzy klientów tych funduszy, byłaby to bardzo męcząca huśtawka, w której zysk zależałby właśnie od momentu wejścia na rynek. Obawiam się takiego scenariusza i dlatego w swoim prywatnym portfelu ani nie zmniejszam udziału funduszy akcji, ani go nie zwiększam. Zapiąłem pasy i czekam. Co o tym myślicie?

      PS. Zanim zainwestujesz w fundusze - wypełnij ankietę - czytaj o tym tutaj




      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Czy warto teraz wchodzić w fundusze akcji?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 sierpnia 2009 23:39
    • Bank reklamował lokatę-widmo: epilog

      W ostatni weekend opisywałem wpadkę Noble Banku, który w popularnym serwisie finansowym (a ściślej pisząc na stronach największej w Polsce porównywarki finansowej) reklamował nieaktualną od dawna lokatę. Reklamował ją mimo sygnałów od klientów, którzy dopiero w infolinii dowiadywali się, że - wbrew treści reklamy - nie mogą ulokować pieniędzy na 8,5% rocznie, tylko na znacznie niższy procent. Całą sprawę opisałem na stronach mojego blogu, a także na łamach portalu Wyborcza.pl. A inkryminowana (ładne słowo) reklama wyglądała tak:

      Przeterminowana reklama Noble Banku

      Okazuje się, że ma ona ciąg dalszy. Właśnie otrzymałem oficjalne oświadczenie Noble Banku w tej sprawie. Z pisma, którego obszerne fragmenty zamieszczam poniżej, wynika, iż nieaktualna reklama wisiała tak długo na stronach Comperia.pl z powodu niedopatrzenia samego portalu, a nie z winy banku.  

      „Noble Bank w nawiązaniu do artykułu, który pojawił się na portalu Gazeta.pl,  w dniu 20 sierpnia 2009 roku, niniejszym oświadcza, iż oferta która ukazała się na portalu Comperia.pl nie była aktualną reklamą banku. Jej obecność wynikała z omyłkowego zamieszczenia reklamy przez portal, pomimo iż kampania reklamowa banku zakończyła się znacznie wcześniej. Dowodem na to jest fakt, który mógł zostać sprawdzony przez każdego użytkownika wspominanego portalu, iż po „kliknięciu” na baner reklamowy pojawiała się nota prawna: oferta ważna do 1 stycznia 2009 roku. (...)

      Pragniemy podkreślić, iż bank daleki był od chęci wprowadzania potencjalnych Klientów w błąd czy też reklamowania nieaktualnej oferty. Informacja uzyskana z redakcji „Gazety Wyborczej” została natychmiast zweryfikowana i w konsekwencji bank dołożył wszelkich starań aby „stary” baner reklamowy został natychmiast usunięty i nie wprowadzał w błąd potencjalnych Klientów. (...) Pragniemy poinformować, iż w konsekwencji zaistniałej sytuacji  wprowadzamy procedury, które mają na celu zmniejszenie możliwości występowania takich zjawisk w przyszłości.”

      Tyle wyjaśnień Noble Banku. W oświadczeniu są też cytowane przeprosiny Comperii.pl pod adresem banku, ale w obecnej sytuacji nie mają już one większego znaczenia dla sprawy. Z mojego punktu widzenia kwestia jest zamknięta. Cieszę się, że Noble Bank dołoży starań, by podobne rzeczy się nie zdarzały. Niezależnie od tego kto zawinił, bez wątpienia najbardziej ucierpiał bowiem właśnie wizerunek banku.

      Uważam, że ucierpiał mimo wszystko zasłużenie. Nawet jeśli winny publikacji nieaktualnej reklamy był portal, a nie bank, to jest rzeczą niedopuszczalną, by w mediach ukazywały się reklamy nieistniejących produktów finansowych, wprowadzające w błąd odbiorców, zaś bank reagował dopiero wtedy, kiedy sprawa zostanie opisana. By ignorował wcześniejsze sygnały od klientów. Ale podkreślam: cieszę się, że bank potraktował problem serio i ulepsza procedury. Taki był cel moich publikacji.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Bank reklamował lokatę-widmo: epilog”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 sierpnia 2009 15:47
  • poniedziałek, 24 sierpnia 2009
    • Co można mieć za rekord świata? 2000 zł miesięcznie do końca życia!

      Ile wart jest sportowy rekord świata, oczywiście poza największą nagrodą, czyli nieśmietelnością na kartach historii? Anita Włodarczyk, która na mistrzostwach w Berlinie zdobyła nie tylko złoty medal, ale i pobiła rekord świata w rzucie młotem, dostanie za to 160 tys. dolarów. Dolar ostatnio nie jest w cenie, ale postanowiłem sprawdzić co mogłaby z taką kwotą zrobić nasza bohaterka narodowa.

      Rozważania te są czysto teoretyczne, bo Anita Włodarczyk już zadeklarowała, że za dużą część nagrody kupi sobie dobre auto. Ale gdyby powstrzymała się od wyuzdanej konsumpcji i całe 160 tys. dolarów przeznaczyła na oszczędzanie na lokacie, miałaby co miesiąc całkiem niezłą sumkę z samych procentów. Taką, na jaką wielu z nas musi ciężko pracować przez cały miesiąc.

      Takie 160 tys. dolarów pani Anita mogłaby zamienić na złotówki i założyć lokatę w rodzimej walucie. Kurs dolara co prawda jest fatalny - w większości banków można sprzedać zieloną walutę zaledwie po ok. 2,8 zł - ale nawet przy tak niskim kursie mistrzowska nagroda naszej młociarki daje całkiem przyjemną kwotę 448 tys. zł. A przynosząc do banku prawie pół miliona złotych można liczyć na przyzwoite odsetki.

      Noble Bank zapłaci nawet 6,6%, Polbank - 6,5% na koncie oszczędnościowym, a AIG Bank, Toyota i Fortis - po 6,2%. Po roku odsetki od takiej kwoty wyniosą od 22,5 do 24 tys. zł netto (już po odessaniu podatku Belki). Czyli pani Anita mogłaby do końca życia leżeć pod gruszą i inkasować po 2000 zł odsetek miesięcznie. Przyjemna perspektywa, choć przecież nasza bohaterka nie wybiera się na emeryturę, a nawet gdyby się wybierała, to te 2000 zł nie zawsze będą warte tyle, co dziś (inflacja!). No i procenty w banku nie zawsze muszą być aż tak wysokie...

      Pani Anita mogłaby też założyć lokatę w dolarach, ale te są oprocentowane niżej od złotowych (najlepszy Polbank zapłaci 4%), więc gra nie jest warta świeczki - nie dość, że odsetki wyniosą tylko 5,2 tys. dolarów (ok. 15 tys zł), to jeszcze dochodzi ryzyko spadku wartości dolara wobec złotego. Zostańmy więc przy rodzimej walucie i dwóch tysiącach potencjalnej dożywotniej renty, którą pani Anicie zagwarantował ten szczęśliwy rzut:




      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Co można mieć za rekord świata? 2000 zł miesięcznie do końca życia!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 sierpnia 2009 22:51
    • Nowe konto oszczędnościowe w Polbanku: przyjdź z reklamówką, albo płać prowizję

      Kilka dni temu pisałem w „Gazecie Wyborczej” i w Wyborczej.pl o rosnącej popularności kont oszczędnościowych. Banki, walcząc o pieniądze klientów, już nie poprzestają na wysokim oprocentowaniu standardowych lokat. Do gry wchodzą właśnie konta oszczędnościowe, na których nie tylko można mieć solidny procent, ale i dostęp do gotówki. W bankach mówią, że ów stały dostęp klientów do gotówki wcale nie skłania ich do zmieniania banków, jak rękawiczek - osady na kontach oszczędnościowych są ponoć bardzo stabilne.

      Ale bankowcy coraz częściej starają się tak skalibrować konta oszczędnościowe, żeby dodatkowo zniechęcić klientów do wypłacania z nich pieniędzy. Najlepszym przykładem jest Polbank, który ostatnio zaproponował najwyżej oprocentowane konto oszczędnościowe na rynku - 6,5 proc. w skali roku. Ale za wysokie oprocentowanie konta Polbank każe sobie płacić - z konta nie da się za darmo przelać pieniędzy! Ani na inne konto w Polbanku, ani do innego banku. Przelew wewnętrzny kosztuje 4 zł, a zawnętrzny - 10 zł. Nie ma nawet jednego darmowego przelewu w miesiącu!

      Jedyną możliwością bezpłatnego wyprowadzenia oszczędności z Polbanku jest ich wypłacenie w kasie banku. Pierwsza wypłata gotówkowa w miesiącu jest darmowa, a za każdą kolejną trzeba już zapłacić 10 zł. Możliwość jednej wypłaty w oddziale to pozorne ułatwienie. Wyobrażacie sobie, że ktoś będzie likwidował konto w Polbanku, wychodząc z oddziału z reklamówką banknotów w ręce? Ja nie. Polbank albo skłania swoich klientów, by przenieśli się znowu w urocze lata 90. i przypomnieli sobie początki kapitalizmu (wtedy rzeczywiście pliki dolarów nosiło się w reklamówkach), ale po prostu zawiera z klientami układ: „zapłacimy ci na koncie więcej, ale będziesz miał trudniej z wypłacaniem pieniędzy”.

      Co ciekawe, jeszcze do niedawna Polbank promował zupełnie inne konto oszczędnościowe - z możliwością wypłacania pieniędzy w dowolnym momencie. Ba, nawet dodawał do konta kartę płatniczą, żeby klienci byli bliżej swojej gotówki! Pamiętacie te reklamę ponizej? Teraz to już przeszłość. Nowe konto oszczędnościowe w Polbanku to już zupełnie inna bajka - zero wypłat, zero kart do konta.


      Przykład Polbanku pokazuje w jakim kierunku będą się zmieniały konta oszczędnościowe. Będą coraz mniej kontami, coraz bardziej oszczędnościowymi. Zaufanie do klientów można mieć, ale wzmocnienie dyskretnych więzów łączących ich pieniądze z bankiem zawsze się przyda :-).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „Nowe konto oszczędnościowe w Polbanku: przyjdź z reklamówką, albo płać prowizję”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 sierpnia 2009 08:21
  • niedziela, 23 sierpnia 2009
    • Płaciłeś wyższą marżę kredytu? Zażądaj zwrotu części odsetek!

      Mam dobrą wiadomość dla osób, które muszą lub musiały płacić wyższe marże swoich kredytów hipotecznych w okresie oczekiwania na wpis hipoteki w sądowych księgach wieczystych. Jak wiadomo, niektóre banki robią wszystko, by klient płacił podwyższoną marżę jak najdłużej. Zamiast obniżyć ją już od momentu uzyskania sądowego wpisu do hipoteki, przedłużają ten okres w nieskończoność - nawet o kilka tygodni.

      To oczywiście niefajne, choć przecież - jak głosi reklamówka Vojvodanska Banka, jednego z największych banków w Serbii - w sektorze usług dla ludności zdarzają się też dużo gorsze rzeczy. :-)


      Niedawno w tej sprawie (czyli w sprawie podwyższonych marż, a nie poziomu usług dla ludności w Serbii :-)) wypowiedział się Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na posiedzeniu 9 sierpnia uznał on - na wniosek Urządu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - za nielegalną klauzulę wpisywaną przez Getin Bank do umów z klientami, a pozwalającą temuż bankowi zwlekać z obniżką marży. O ile mi wiadomo orzeczenie sądu nie jest jeszcze prawomocne, ale wiem, że niektóre banki - nie czekając na wpis na listę klauzul niedozwolonych - już się do niego dostosowują.

      Otrzymałem list od internauty o nicku Jempaw, klienta Polbanku. Poprosił on, bym przekazał wiadomość innym posiadaczom kredytu hipotecznego w tym banku, którzy płacili wyższe stawki już po wpisie hipoteki do ksiąg wieczystych. Otóż według Jempawa jest możliwość, by bank zwrócił nienależnie pobrane odsetki (te, które wziął na podstawie zapisu umowy podobnego do tego zakwestionwanego przez sąd antymonopolowy w przypadku Getinu). Trzeba tylko złożyć reklamację, bo bank sam z siebie pieniędzy nie odda.  

      Cytuję obszerne fragmenty mejla od Jampawa. „Zgodnie z umową oraz regulaminem, po dostarczeniu do banku odpisu ksiąg wieczystych, Polbank daje sobie okres 14 dni ma obniżenie marży. Dopiero następujący po tym czasie, pełny okres rozliczeniowy liczy po obniżonej marży. Uznałem to za nieuczciwe i napisałem reklamację (...).

      W moim przypadku sytuacja była skrajna, ponieważ odpis księgi przyniosłem 19 października 2008, a rata zapada mi na 3. dzień miesiąca. Polbank stwierdził, że 14 dni minęło 3 listopada czyli już w pierwszy dzień nowego okresu rozliczeniowego. Dlatego marżę obniżono mi (o 1.2 punktu procentowego) dopiero od 3 listopada. (...)

      Po mojej reklamacji, w której odwołuję się do wytycznych UOKiK w temacie ubezpieczeń pomostowych, dostałem po dwóch tygodniach od złożenia jej w oddziale banku, pismo z Polbanku, w którym stwierdzono, że błędnie naliczono mi odsetki i zgodnie z moim roszczeniem obniżono mi marżę już licząc od następnego dnia od daty, gdy przyniosłem do oddziału banku odpisu z ksiąg wieczystych. (...)

      Oddano mi kwotę w wysokości 40% miesięcznej raty (czyli całkiem sporo). Wiem, że nie każdy miał takiego pecha, że Polbank liczył podwyższoną marżę, aż przez sześć tygodni od dostarczenia wpisu w księdze, ale jestem pewiem, że są tysiące osób, które choć przez parę tygodni dopłacały Polbankowi pomimo pełnego zabezpieczenie kredytu. (...)

      Polbank naliczając mi wyższe odsetki, stosował się do treści umowy i regulaminu. Zgodziłem się na to, podpisując umowę. A mimo to bank przyjął moją argumentację, że ten zapis jest prawdopodobnie klauzulą niedozwoloną (z tego co mi wiadomo, jeszcze nie ma takiego zapisu na liście zastrzeżonych klauzul UOKiK) i postanowił zwrócić mi pieniądze”.

      Gdyby ktoś z czytelnikow tego bloga miał pytania lub wątpliwości albo potrzebował konsultacji przy pisaniu reklamacji, to proszę kontaktować się z Jempaw'em (jempaw@wp.pl).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Płaciłeś wyższą marżę kredytu? Zażądaj zwrotu części odsetek!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 sierpnia 2009 17:33
  • sobota, 22 sierpnia 2009
    • Noble Bank i lokata widmo. Kolejna wpadka banku dla zamożnych

      Noble Bank jest ostatnio stałym gościem mojego blogu. Ale trudno się dziwić, skoro bank ostatnio zajmuje się w dużej części główkowaniem nad tym jak by tu wycisnąć z klientów jak najwięcej pieniędzy. Najpierw, za pomocą zmian regulaminu, jego szefowie usiłowali w nielegalny sposób wymusić na niektórych klientach wyższe marże kredytów hipotecznych. Wycofali się dopiero po mojej interwencji (przeczytasz o tym tutaj).

      Później była drakońska, a przede wszystkim antydatowana (o tym tutaj) podwyżka prowizji za spłatę rat kredytowych bezpośrednio we frankach szwajcarskich. O całej aferze spreadowej przypomnij sobie tutaj, a nowości w tej sprawie przedstawiam tutaj. Na koniec bank (zerknij tutaj) wpadł na pomysł reglamentowania klientom tzw. lokat antypodatkowych, pozwalających na omijanie podatku Belki.

      Niestety, seria wpadek Noble Banku trwa w najlepsze. Ostatnio odkryłem (z pomocą jednej z czytelniczek tego blogu), że Noble Bank podaje w niektórych reklamach zupełnie inne oprocentowanie lokat, niż to, które rzeczywiście ma w ofercie. Jeszcze w piątek na stronach internetowych porównywarki produktów finansowych Comperia.pl wisiał baner reklamowy Noble Banku, mówiący o „Unikatowej lokacie 8,5%”.

      W banku dowiedziałem się, że taka lokata w ogóle nie istnieje, ale chętnie zaproponują mi inne depozyty - rzecz jasna dużo mniej atrakcyjne. Żeby nie było, że mam zwidy lub halucynacje: poniżej screenshot zrobiony w piątek rano. Reklama Noble Banku jest po lewej stronie.


      Przedstawiciele Noble Banku tłumaczą, że to błąd Comperii.pl, która zbyt długo publikowała przeterminowany baner. Po godzinie od mojej interwencji reklama „Unikatowej lokaty” została zdjęta. Mógłbym w to uwierzyć, gdyby ”Unikatowa lokata” przestała obowiązywać przed tygodniem. Sęk w tym, że to produkt, który bank ostatni raz oferował w... styczniu 2009 r.! Ponad pół roku temu!

      I przez ten czas nie podmieniono banera? Comperia.pl to bodaj najpopularniejsza porównywarka usług finansowych w Polsce... Poza tym, na ile znam rynek reklamowy, wydawcy mediów zwykle nie zajmują się wybieraniem treści reklamowych do publikacji. Klient kupuje na określony czas wyznaczone miejsce na reklamę, a wydawca publikuje w tym miejscu materiały, które dostarcza mu klient. Poprawcie mnie jeśli się mylę. Oczywiście zdarzają się pomyłki. Niedawno miesięcznik Twój Styl opublikował przeterminowaną reklamę Radia Zet, ale jednak nie chodziło o reklamę sprzed pół roku.

      Nie mogę więc wykluczyć, że w tym przypadku to sam Noble Bank postanowił przedłużyć publikację przeterminowanej reklamy. Po co? Można się tylko domyślać, że chodziłoby o naganianie sobie klientów. Bo przecież takie 8,5 proc. w skali roku dobrze wygląda. Zwłaszcza jeśli reklama stoi na stronie internetowej z porównaniami „prawdziwych” lokat, które dziś dają góra 6-6,5 proc.

      „Bank na pokolenia”, bo tak chce przedstawiać się instytucja kierowana przez prezesa Jarosława Augustyniaka, ma chyba po prostu taki styl funkcjonowania. Bo przecież przypadek z nieaktualną reklamą lokaty nie jest odosobniony.

      Zobaczcie jak Noble Bank reklamuje kredyty hipoteczne. W czasie, kiedy wskaźnik WIBOR 3M wynosi 4,2 proc., Noble Bank emituje banery reklamowe krzyczące: „kredyt hipoteczny 4%, decyzja w trzy dni!". Równie dobrze mógłby napisać: „dopłacamy do kredytów”. Albo jeszcze lepiej: „darmowy kredyt dla każdego!”. A małym druczkiem, pod reklamą, jest informacja, że stałe oprocentowanie 4 proc. w skali roku obowiązuje tylko przez pierwsze dwa lata, a promocja dostępna jest wyłącznie dla kredytów od miliona złotych wzwyż. 

      Panie Prezesie - zwracam się teraz do Jarosława Augustyniaka, szefa Noble Banku - czy naprawdę chce Pan firmować to wszystko swoim nazwiskiem? Przypominam w tym miejscu wypowiedzi innego prezesa banku, Brunona Bartkiewicza z ING, który ostatnio ogłasza wszem i wobec (czytaj o tym tutaj), że bankowych reklamowych kantów ma już powyżej uszu. A może jednak przesadzam? Może „jest super, jest super, więc o co ci chodzi”?



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Noble Bank i lokata widmo. Kolejna wpadka banku dla zamożnych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 22 sierpnia 2009 11:59
  • piątek, 21 sierpnia 2009
    • Wyznania klienta (już) dopieszczonego

      Nic tak nie poprawia jakości (niektórych) usług bankowych, jak kryzys. Niby oczywiste, ale dopiero ostatnio przekonałem się o tym na własnej skórze. W minionym tygodniu wygasły dwie lokaty, które założyłem w dwóch róznych bankach przed kilkoma miesiącami. Nie były to grosze, ale też nie miliony, ani setki tysięcy.

      Unikam kont VIP-owskich jak ognia, dlatego przyzwyczaiłem się już, że o swoje pieniądze muszę martwić się sam. Lokata się kończy, to trzeba szukać nowej. Podreptać do banku, zadzwonić, wypełnić formularz, zrobić przelew. Przecież nikt nie będzie mnie błagał na kolanach, żebym przyniósł do niego swoje pieniądze. A już na pewno nie bankowiec, dla którego jestem jedną z kilkuset tysięcy mrówek. A jednak... Tym razem poczułem, że moje pieniądze są dla bankowców ważne.

      Przypadek pierwszy: - Dzień dobry, panie Macieju. Tu Anna (pada nazwisko). Dzwonię z Deutsche Banku. Chciałabym przypomnieć, że dziś kończy się panu lokata - usłyszałem w słuchawce przed kilkoma dniami. Nie pamiętam szczegółowo o dniach rozliczania wszystkich produktów inwestycyjnych, które mam w portfelu, więc byłem lekko zaskoczony. Ale rzeczywiście, lokata tego dnia się kończyła i pani Ania postanowiła zrobić wszystko, bym założył nową. Oczywiście w tym samym banku. Nie udało jej się tylko dlatego, że obecnie Deutsche Bank nie ma zbyt dobrych lokat w ofercie. Ale zapobiegliwość pracownicy oddziału banku, w którym założyłem lokatę kilka miesięcy temu, zrobiła na mnie wrażenie.

      Przypadek drugi: - Dzień dobry panie Macieju. Tu Karmen (pada nazwisko). Dzwonię z NWAI (to firma zajmująca się pośrednictwem w inwestycjach). Chciałabym przypomnieć, że własnie zakończyła się pańska polisa lokacyjna. Pieniądze za dwa dni powinny być na pana koncie osobistym. Jeśli byłby pan zainteresowany kolejną polisą, chętnie prześlę warunki aktualnej oferty.

      Przypadek trzeci. Dwa dni później. - Dzień dobry panie Macieju, Dzwonię z Multibanku. Zauważyłam, że na pana konto wpłynęły pieniądze z jakiejś innej lokaty. Chciałabym zaproponować założenie lokaty albo polisy antypodatkowej. Na jak długo byłby pan skłonny ulokować pieniądze? Na pewno coś wybierzemy - kusiła pani, której imienia z wrażenia nie zapamiętałem. Pani wiedziała o sporym wpływie na konto zanim jeszcze ja sam zdążyłem zajrzeć na konto i sprawdzić saldo. Szacunek. Poczułem się prawie tak, jak ten maluch...


      Zmianę w podejściu bankowców do moich - nie takich znowu wielkich - pieniędzy widać zwłaszcza po trzecim przypadku. Multibank, należący do grupy BRE, od zawsze robił wszystko, żebym zabrał z niego pieniądze do konkurencji. Oprocentowanie lokat było nędzne/żałosne (niepotrzebne skreślić). A tym, że moje oszczędności stopniowo z Multibanku uciekały do konkurencji, nikt w BRE się nie przejmował. Cóż, nie to nie. Bez łaski. Krzyżyk na drogę. No, ale BRE to przecież ta sama grupa finansowa, która zdołała tak wkurzyć kilka tysięcy swoich klientów, że ci już od pół roku prowadzą z BRE regularną wojnę medialną. Szefowie BRE mogliby z powodzeniem napisać drugą część poradnika „Jak wkurzać ludzi” (pierwszą zrobił Latający Cyrk Monty Pythona).


      A teraz? Pani z oddziału Multibanku po godzinie od każdego większego wpływu na moje konto dzwoni i proponuje ulokowanie tych pieniędzy... Kryzys i autentycznie krótka kołdra z pieniędzmi nauczyła bankowców większego zainteresowania kazdym klientem. Nie tylko VIP-em, ale też tym szarym, bez milionów na koncie.

      Nie mam złudzeń: to dopiero początek zmian. I dalszy ciąg wcale nie musi nastąpić. Przecież te same banki, które tak troszczą się o lokaty, bezwzględnie kantują na kredytach, podwyższają bez umiaru prowizje, kręcą i mataczą, przywiązują klientów do kaloryfera. Hasła, z którymi występują banki: o długoterminowych relacjach z klientami, grze w jednej drużynie, o ludzkim traktowaniu klientów i o wyższej kulturze bankowości, wciąż w 90 proc. pozostają tylko na papierze. A ja wciąż częściej bywam klientem nie dopieszczonym, niż dopieszczonym przez moich kochanych bankowców.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wyznania klienta (już) dopieszczonego”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 21 sierpnia 2009 19:58
    • Link 4: koniec reklamowej wojny z agentami!

      Dziś (w piątek) rano ruszyła nowa, radiowa kampania reklamowa firmy ubezpieczeniowej Link 4, znanej głównie ze sprzedaży polis komunikacyjnych bez pośrednictwa agentów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że... kampania jest diametralnie inna od wcześniejszych, w których Link 4 atakował agentów i sugerował, że to z powodu ich prowizji konkurencja ma wyższe ceny ubezpieczeń (co nie zawsze było prawdą). Konkurenci Link 4 skierowali nawet sprawę do sądu (pisałem już o tym w blogu - czytaj tutaj).

      Taka strategia reklamowa Link 4 mi się zbytnio nie podobała. Uważałem, że może wprowadzać klientów w błąd, bo znam wiele osób, które w tradycyjnych firmach ubezpieczeniowych dostały lepsze stawki, niż w firmach typu direct (takich jak Link 4). Same spoty były oczywiście bardzo zgrabne i profesjonalne i - trzeba przyznać - oglądało się je z humorem. Ale z drugiej strony wzbudzały jednak niesmak.

      Teraz idzie nowe. Jako pierwszy opisuję i prezentuję nowe spoty radiowe Link 4, które w stacjach radiowych są już emitowane od kilku godzin. Tym razem są one oparte na haśle „więcej za mniej” oraz na porównaniach, wygłaszanych spokojnym, ciepłym głosem lektora. „Jeśli auto, to z klimatyzacją. Jeśli koszula, to z krawatem. Jeśli kolacja, to ze śniadaniem. Jeśli OC, to z dodatkową ochroną”. Itede, itepe. W tle idylliczna melodia, kojarząca się nieco z niektórymi, najbardziej spokojnymi, kawałkami z hitowego krążka Lenki „The Show”. Zresztą sami posłuchajcie:

       

      I co Wy na to? Mnie się bardzo podoba. Może nie jest tak zabawnie, jak w starych, dobrych czasach, kiedy w telewizyjnych spotach Link 4 przedstawiał bolesne pożegnania klientów, którzy porzucającali swoich długoletnich agentów. Ale za to ten przekaz jest pozytywny, ciepły i - co najważniejsze - nie wprowadza w błąd. Tylko hasło „więcej za mniej” jest nieco wyświechtane. Mozna byłoby nim reklamować niemal wszystko.

      Ale tak czy owak: chyba można już odtrąbić koniec wojny Link 4 z agentami. Firma najwyraźniej zauważyła, że każdy z tradycyjnych ubezpieczycieli utworzył już dział z ubezpieczeniami typu direct, więc zamiast bić się z żelaznym wilkiem trzeba się wyróżnić na tle „directowej” konkurencji.



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Link 4: koniec reklamowej wojny z agentami!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 21 sierpnia 2009 10:14
  • czwartek, 20 sierpnia 2009
    • O banku BPH, półtuszach i atmosferze wzajemnego zrozumienia

      Z pewnym opóźnieniem udało mi się wniknąć w materiały prasowe, przekazane dziennikarzom przez bank BPH z okazji ujawnienia nowego logo. Po fuzji z amerykańskim GE Money.nowy bank będzie miał na oddziałach wywieszone szyldy takie, jak na poniższym obrazku. Nie wiem z czym Wam się kojarzy to, co znajduje się w czerwonym kółku, ale jeden z moich kolegów z działu gospodarczego ”Gazety Wyborczej” powiedział, że dla niego to są... najzwyklejsze w świecie dwie półtusze:

      Półtusze półtuszami, ale jeśli po kredyty i lokaty w oddziałach BPH miałyby ustawiać się kolejki takie, jak po mięso w Stanie Wojennym, to może takie skojarzenie nie byłoby takie złe? Ciekawe, czy prezesowi BPH, Józefowi Wancerowi, nowe logo też kojarzy się z półtuszami.

      Ale nie o tym chciałem. Razem z rysunkami półtusz w materiałach prasowych znalazłem pełne żaru wypowiedzi prezesa i szefa marketingu, którzy zapowiadają stworzenie nie tylko wzmocnionego banku BPH, ale i nowej jakości na polskim rynku bankowym. Jak chcą to osiągnąć? Posłuchajcie:

      Na pierwszym miejscu stawiamy długoterminowe relacje z Klientami. Zapewni to zupełnie nowe podejście do usług bankowych, oparte na przewidywaniu i rozumieniu potrzeb Klienta na każdym etapie naszej relacji

      Filozofia naszej nowej marki opiera się na myśleniu o Banku i Klientach w kontekście bliskiej, osobistej relacji. Nie ma w niej miejsca na podział na My i Wy. Nowe logo symbolizuje dialog, wzajemne zrozumienie i związek pomiędzy Bankiem a Klientami

      I jeszcze o półtuszach: Dwie zwrócone do siebie postaci, które symbolizują dialog i porozumienie pomiędzy Bankiem a jego Klientami. Brakuje tylko wrzutek o ”atmosferze wzajemnego zrozumienia” (z klientami). I o tym, że „coś być musi, do cholery, za zakrętem” (historii bankowości).


      Cytaty powyżej pochodzą z informacji prasowej towarzyszącej ujawnieniu nowego logo banku BPH. Plany bardzo ambitne i szlachetne, ale czy możliwe do zrealizowania? Każdy z banków, które wchodziły na rynek w ostatnich latach, debiutował pod hasłem nowego otwarcia, podejścia frontem do klienta, zrozumienia jego potrzeb, budowania długoterminowej relacji. Eurobank: „co jeszcze możemy dla ciebie zrobić?”. Polbank: „po prostu, po ludzku”. Alior Bank: „wyższa kultura bankowości”.

      Tyle hasła. A rzeczywistość sobie. Polbank ma spory negatywny elektorat, zaś Alior - tylko zwykłą kulturę bankowości. Jak będzie z nowym BPH? Trudno mi uwierzyć w hasła o ”zanikaniu podziału na My i Wy”, skoro do tej pory bank BPH był znany z tego, że zajmował się głównie pozyskiwaniem nowych klientów, a tych, których już miał - często zaniedbywał.

      O żadnym innym banku nie krąży tyle legend mówiących na temat ogromnego bałaganu i chaosu, który w nim panował. Ów chaos wynikał ze skupienia się na agresywnej walce o rynek. Przecież to w BPH, pod bokiem prezesa Józefa Wancera, wypączkowała afera Katarzyny Niezgody. Czy teraz, pod tymi samymi rządami, bank porzuci dotychczasowe zwyczaje i zacznie zajmować się ”pielęgnowaniem długotrwałych relacji z klientami”? Czy pracownicy przestaną być nagradzani proiwizjami od obrotów lub sprzedaży? Przestaną obowiązywać plany sprzedażowe, które są największym złem w relacjach bankowców z klientami?



       



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 sierpnia 2009 19:41
  • środa, 19 sierpnia 2009
    • Oto czarna lista bankowych zdzierców

      Fundacja KupFranki.pl, skupiająca osoby zainteresowane wspólnym (a więc tańszym) zakupem franków szwajcarskich do spłaty kredytów hipotecznych, wyrażonych w tej walucie, ogłosiła właśnie ciekawy raport. Fundacja zebrała wszystkie informacje dotyczące przeszkód stawianych przez banki klientom chcącym spłacać swój kredyt hipoteczny bezpośrednio frankami. Z raportu wynika, że:

      1. Cztery banki - Noble Bank, Nordea, Kredyt Bank i BGŻ - ustaliły zaporowe, bo wyrażone w procentach od wartości kredytu, prowizje za zmianę waluty spłaty rat. Wynosi ona od 1 proc. kwoty kredytu w Noble Banku do 0,25 proc. w BGŻ. Ustalanie prowizji od usługi pt. „sporządzenie aneksu do umowy kredytowej” jako procent od wartości kredytu jest kompletnym bezsensem. Jaka jest bowiem różnica między przygotowaniem aneksu dla umowy kredytowej opiewającej na 50 tys. franków, a tym dla umowy na 300 tys. franków? Praca potrzebna do wykonania tej usługi jest identyczna. Banki, które mają tak ustaloną prowizję - a niektóre z nich wprowadziły ją już po wejściu w życie zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego, które miało ułatwić klientom zmianę waluty kredytu - w sposób jawny starają się przyspawać klientów do kaloryfera. O rekomendacji KNF więcej dowiesz się tutaj.

      2. Kolejne pięć banków - Millennium, Polbank, Santander, BOŚ i DnB Nord - w swoich tabelach opłat i prowizji ma opłatę za sporządzenie aneksu ustaloną kwotowo, ale za to bardzo wysoką, wynoszącą od 400 do 500 zł. Nie ma chyba aneksu wymagającego takiej pracy, która kosztowałaby w realnych wartościach 500 zł. 

      3. Dwa banki - PKO BP i BZ WBK - podeszły najbardziej uczciwie do klientów, ustalając opłatę za aneks na poziomie  50-100 zł. Kolejnych pięć banków - ING, GE Money, Raiffeisen, Multibank i DomBank - ustaliło prowizję na poziomie 200 zł, a więc również niezbyt wysokim.

      Podaję te informacje, bo uważam, że powinni wziąć sobie do serca wszyscy, którzy dziś ubiegają się o kredyt hipoteczny. Banki, których główną filozofią jest zdobyć klienta, a potem przywiązać go do kaloryfera i gruntownie wydoić, to ryzykowni partnerzy w interesach (a dla wielu z nas kredyt hipoteczny to największy interes życia). Nawet jeśli takie banki oferują ciut korzystniejsze warunki od konkurencji, warto się zastanowić, czy gra jest warta świeczki. Bo mając kredyt w takim banku zawsze można się spodziewać, że w pewnym momencie zagra on nie fair. I klient obudzi się któregoś pięknego dnia z nożem w plecach.  .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Oto czarna lista bankowych zdzierców”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 19 sierpnia 2009 22:22

Archiwum

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny