Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • piątek, 21 sierpnia 2009
    • Link 4: koniec reklamowej wojny z agentami!

      Dziś (w piątek) rano ruszyła nowa, radiowa kampania reklamowa firmy ubezpieczeniowej Link 4, znanej głównie ze sprzedaży polis komunikacyjnych bez pośrednictwa agentów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że... kampania jest diametralnie inna od wcześniejszych, w których Link 4 atakował agentów i sugerował, że to z powodu ich prowizji konkurencja ma wyższe ceny ubezpieczeń (co nie zawsze było prawdą). Konkurenci Link 4 skierowali nawet sprawę do sądu (pisałem już o tym w blogu - czytaj tutaj).

      Taka strategia reklamowa Link 4 mi się zbytnio nie podobała. Uważałem, że może wprowadzać klientów w błąd, bo znam wiele osób, które w tradycyjnych firmach ubezpieczeniowych dostały lepsze stawki, niż w firmach typu direct (takich jak Link 4). Same spoty były oczywiście bardzo zgrabne i profesjonalne i - trzeba przyznać - oglądało się je z humorem. Ale z drugiej strony wzbudzały jednak niesmak.

      Teraz idzie nowe. Jako pierwszy opisuję i prezentuję nowe spoty radiowe Link 4, które w stacjach radiowych są już emitowane od kilku godzin. Tym razem są one oparte na haśle „więcej za mniej” oraz na porównaniach, wygłaszanych spokojnym, ciepłym głosem lektora. „Jeśli auto, to z klimatyzacją. Jeśli koszula, to z krawatem. Jeśli kolacja, to ze śniadaniem. Jeśli OC, to z dodatkową ochroną”. Itede, itepe. W tle idylliczna melodia, kojarząca się nieco z niektórymi, najbardziej spokojnymi, kawałkami z hitowego krążka Lenki „The Show”. Zresztą sami posłuchajcie:

       

      I co Wy na to? Mnie się bardzo podoba. Może nie jest tak zabawnie, jak w starych, dobrych czasach, kiedy w telewizyjnych spotach Link 4 przedstawiał bolesne pożegnania klientów, którzy porzucającali swoich długoletnich agentów. Ale za to ten przekaz jest pozytywny, ciepły i - co najważniejsze - nie wprowadza w błąd. Tylko hasło „więcej za mniej” jest nieco wyświechtane. Mozna byłoby nim reklamować niemal wszystko.

      Ale tak czy owak: chyba można już odtrąbić koniec wojny Link 4 z agentami. Firma najwyraźniej zauważyła, że każdy z tradycyjnych ubezpieczycieli utworzył już dział z ubezpieczeniami typu direct, więc zamiast bić się z żelaznym wilkiem trzeba się wyróżnić na tle „directowej” konkurencji.



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Link 4: koniec reklamowej wojny z agentami!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 21 sierpnia 2009 10:14
  • czwartek, 20 sierpnia 2009
    • O banku BPH, półtuszach i atmosferze wzajemnego zrozumienia

      Z pewnym opóźnieniem udało mi się wniknąć w materiały prasowe, przekazane dziennikarzom przez bank BPH z okazji ujawnienia nowego logo. Po fuzji z amerykańskim GE Money.nowy bank będzie miał na oddziałach wywieszone szyldy takie, jak na poniższym obrazku. Nie wiem z czym Wam się kojarzy to, co znajduje się w czerwonym kółku, ale jeden z moich kolegów z działu gospodarczego ”Gazety Wyborczej” powiedział, że dla niego to są... najzwyklejsze w świecie dwie półtusze:

      Półtusze półtuszami, ale jeśli po kredyty i lokaty w oddziałach BPH miałyby ustawiać się kolejki takie, jak po mięso w Stanie Wojennym, to może takie skojarzenie nie byłoby takie złe? Ciekawe, czy prezesowi BPH, Józefowi Wancerowi, nowe logo też kojarzy się z półtuszami.

      Ale nie o tym chciałem. Razem z rysunkami półtusz w materiałach prasowych znalazłem pełne żaru wypowiedzi prezesa i szefa marketingu, którzy zapowiadają stworzenie nie tylko wzmocnionego banku BPH, ale i nowej jakości na polskim rynku bankowym. Jak chcą to osiągnąć? Posłuchajcie:

      Na pierwszym miejscu stawiamy długoterminowe relacje z Klientami. Zapewni to zupełnie nowe podejście do usług bankowych, oparte na przewidywaniu i rozumieniu potrzeb Klienta na każdym etapie naszej relacji

      Filozofia naszej nowej marki opiera się na myśleniu o Banku i Klientach w kontekście bliskiej, osobistej relacji. Nie ma w niej miejsca na podział na My i Wy. Nowe logo symbolizuje dialog, wzajemne zrozumienie i związek pomiędzy Bankiem a Klientami

      I jeszcze o półtuszach: Dwie zwrócone do siebie postaci, które symbolizują dialog i porozumienie pomiędzy Bankiem a jego Klientami. Brakuje tylko wrzutek o ”atmosferze wzajemnego zrozumienia” (z klientami). I o tym, że „coś być musi, do cholery, za zakrętem” (historii bankowości).


      Cytaty powyżej pochodzą z informacji prasowej towarzyszącej ujawnieniu nowego logo banku BPH. Plany bardzo ambitne i szlachetne, ale czy możliwe do zrealizowania? Każdy z banków, które wchodziły na rynek w ostatnich latach, debiutował pod hasłem nowego otwarcia, podejścia frontem do klienta, zrozumienia jego potrzeb, budowania długoterminowej relacji. Eurobank: „co jeszcze możemy dla ciebie zrobić?”. Polbank: „po prostu, po ludzku”. Alior Bank: „wyższa kultura bankowości”.

      Tyle hasła. A rzeczywistość sobie. Polbank ma spory negatywny elektorat, zaś Alior - tylko zwykłą kulturę bankowości. Jak będzie z nowym BPH? Trudno mi uwierzyć w hasła o ”zanikaniu podziału na My i Wy”, skoro do tej pory bank BPH był znany z tego, że zajmował się głównie pozyskiwaniem nowych klientów, a tych, których już miał - często zaniedbywał.

      O żadnym innym banku nie krąży tyle legend mówiących na temat ogromnego bałaganu i chaosu, który w nim panował. Ów chaos wynikał ze skupienia się na agresywnej walce o rynek. Przecież to w BPH, pod bokiem prezesa Józefa Wancera, wypączkowała afera Katarzyny Niezgody. Czy teraz, pod tymi samymi rządami, bank porzuci dotychczasowe zwyczaje i zacznie zajmować się ”pielęgnowaniem długotrwałych relacji z klientami”? Czy pracownicy przestaną być nagradzani proiwizjami od obrotów lub sprzedaży? Przestaną obowiązywać plany sprzedażowe, które są największym złem w relacjach bankowców z klientami?



       



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 sierpnia 2009 19:41
  • środa, 19 sierpnia 2009
    • Oto czarna lista bankowych zdzierców

      Fundacja KupFranki.pl, skupiająca osoby zainteresowane wspólnym (a więc tańszym) zakupem franków szwajcarskich do spłaty kredytów hipotecznych, wyrażonych w tej walucie, ogłosiła właśnie ciekawy raport. Fundacja zebrała wszystkie informacje dotyczące przeszkód stawianych przez banki klientom chcącym spłacać swój kredyt hipoteczny bezpośrednio frankami. Z raportu wynika, że:

      1. Cztery banki - Noble Bank, Nordea, Kredyt Bank i BGŻ - ustaliły zaporowe, bo wyrażone w procentach od wartości kredytu, prowizje za zmianę waluty spłaty rat. Wynosi ona od 1 proc. kwoty kredytu w Noble Banku do 0,25 proc. w BGŻ. Ustalanie prowizji od usługi pt. „sporządzenie aneksu do umowy kredytowej” jako procent od wartości kredytu jest kompletnym bezsensem. Jaka jest bowiem różnica między przygotowaniem aneksu dla umowy kredytowej opiewającej na 50 tys. franków, a tym dla umowy na 300 tys. franków? Praca potrzebna do wykonania tej usługi jest identyczna. Banki, które mają tak ustaloną prowizję - a niektóre z nich wprowadziły ją już po wejściu w życie zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego, które miało ułatwić klientom zmianę waluty kredytu - w sposób jawny starają się przyspawać klientów do kaloryfera. O rekomendacji KNF więcej dowiesz się tutaj.

      2. Kolejne pięć banków - Millennium, Polbank, Santander, BOŚ i DnB Nord - w swoich tabelach opłat i prowizji ma opłatę za sporządzenie aneksu ustaloną kwotowo, ale za to bardzo wysoką, wynoszącą od 400 do 500 zł. Nie ma chyba aneksu wymagającego takiej pracy, która kosztowałaby w realnych wartościach 500 zł. 

      3. Dwa banki - PKO BP i BZ WBK - podeszły najbardziej uczciwie do klientów, ustalając opłatę za aneks na poziomie  50-100 zł. Kolejnych pięć banków - ING, GE Money, Raiffeisen, Multibank i DomBank - ustaliło prowizję na poziomie 200 zł, a więc również niezbyt wysokim.

      Podaję te informacje, bo uważam, że powinni wziąć sobie do serca wszyscy, którzy dziś ubiegają się o kredyt hipoteczny. Banki, których główną filozofią jest zdobyć klienta, a potem przywiązać go do kaloryfera i gruntownie wydoić, to ryzykowni partnerzy w interesach (a dla wielu z nas kredyt hipoteczny to największy interes życia). Nawet jeśli takie banki oferują ciut korzystniejsze warunki od konkurencji, warto się zastanowić, czy gra jest warta świeczki. Bo mając kredyt w takim banku zawsze można się spodziewać, że w pewnym momencie zagra on nie fair. I klient obudzi się któregoś pięknego dnia z nożem w plecach.  .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Oto czarna lista bankowych zdzierców”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 19 sierpnia 2009 22:22
  • wtorek, 18 sierpnia 2009
    • Czary-mary w PKO BP: wcisnąć klientowi pożyczkę na 6,99% i zarobić na niej 25%

      Bank PKO BP rozpoczął w poniedziałek kolejną ofensywę - tym razem chce zakasować konkurencję pożyczkami gotówkowymi. Na szybkiej gotówce banki zarabiają teraz najlepiej, więc nic dziwnego, że dinozaur polskiej bankowości postanowił podreperować swoje zyski, ściągając nowych klientów do swojej „Max Pożyczki Mini Raty”.

      PKO BP uciekł się przy tym do starych, sprawdzonych sposobów. Na plakatach, a za chwilę także w reklamach radiowych i telewizyjnych, pojawia się superatrakcyjne oprocentowanie 6,99%. Bank proponuje je każdemu, kto ma konto w PKO BP, chce pożyczyć nie więcej, niż 3000 zł i spłaci pieniądze w ciągu roku.

      Nic tylko pobiec do oddziału PKO BP i wziąć szybki kredycik. Takie 3000 zł bez problemu wystarczą na wyprawkę szkolną dla dziecka albo zagraniczny wyjazd na końcówkę wakacji w ramach oferty last minute. Tyle, że te 6,99% odsetek to tylko fatamorgana, którą PKO BP próbuje omamić swoich klientów. Tak naprawdę kredyt jest dużo, dużo droższy. Sprawdziłem ile może kosztować naprawdę. Wyszło mi grubo ponad 20%.

      Żeby dostać oprocentowanie 6,99% nie tylko trzeba mieć w PKO BP konto i zmieścić się w limitach kwotowych i czasowych. Trzeba też wykupić - uwaga! - ubezpieczenie od nieprzewidzianych zdarzeń losowych oraz zapłacić 5% prowizji. Ubezpieczenie jest drogie, bo płaci się 0,35% miesięcznie od kwoty kredytu, czyli ponad 4% w skali roku. Razem z prowizją daje to ponad drugi raz tyle, co gołe oprocentowanie.

      Posługując się porównywarką zamieszczoną na stronie internetowej PKO BP policzyłem ile kosztowałaby mnie nowa ”Max Pozyczka” w kwocie 2000 zł. I prawie mi kapcie spadły z nóg, jak zobaczyłem wynik. Spadły „prawie”, bo akurat nie miałem ich na sobie. Otóż po odliczeniu składki ubezpieczeniowej i prowizji bank wypłaci mi na rękę tylko 1820 zł. A teraz policzmy odsetki. To tylko 6,99% w skali roku, ale naliczane - a jakże! - od całych 2000 zł. Miesięczna rata wyniesie 190 zł, czyli w całym roku oddam do PKO BP dokładnie 2280 zł.

      Biorąc pod uwagę, że bank do ręki wypłaci mi tylko 1820 zł, cały interes będzie mnie kosztował 460 zł. I tak, za pomocą prostej matematyki, bank PKO BP na pożyczce, która jest oprocentowana tylko na 6,99% zarobi 24,6% w skali roku! Niby wszystko jest w porządku, ale jednak mam wrażenie, że właśnie o takich bankowych sztuczkach mówił nie tak dawno z pewnym obrzydzeniem Brunon Bartkiewicz, prezes banku ING. Pisałem na ten temat tutaj.

      A PKO BP? Cóż, walczy o rynek nie przebierając w środkach i to nie od dzisiaj. Kilkanaście dni temu opisywałem kwestię antypodatkowych lokat, które bank wprowadził do oferty, obniżając jednocześnie oprocentowanie tych tradycyjnych (czytaj o tym tutaj), a kilka miesięcy temu znęcałem się nad pięknym dziewczęciem, które bank wykorzystywał do poprzedniej kampanii, reklamującej „Max Pożyczkę” (przeczytaj tutaj). Zresztą zobaczcie sami: czy te oczy mogą kłamać?



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Czary-mary w PKO BP: wcisnąć klientowi pożyczkę na 6,99% i zarobić na niej 25%”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 sierpnia 2009 14:48
  • niedziela, 09 sierpnia 2009
    • OC i AC za grosze? Powinni tego zabronić!

      Ostatnio przyglądałem się reklamówkom firm ubezpieczeniowych, a ściślej pisząc: spotom telewizyjnym, które mają naganiać ubezpieczycielom klientów na polisy komunikacyjne. Konkurencja na rynku jest ogromna, zwłaszcza że coraz bardziej rozpychają się na nim firm świadczące usługi typu direct - czyli bez udziału agentów. I to właśnie one sieją najwięcej mętliku w głowach ludzi, wmawiając im niestworzone baniakuli na temat tego jak tanie może być ubezpieczenie samochodu.

      Wojnę zaczął już jakiś czas temu Link 4, który postawił na emitowanie reklamówek sugerujących, że wszystko co jest sprzedawane w modelu direct, musi być tańsze od tradycyjnego. Więcej o awanturze wokół spotów Link 4 przeczytasz tutaj. Teraz zamęt sieją wszyscy. Axa pisze w swoich spotach, że trzyletnią Skodę można ubezpieczyć za 371 zł. Liberty Direct kusi, że u niego ubezpieczenie może być o 30 proc. tańsze, niż u tradycyjnych ubezpieczycieli. To tylko dwa przykłady z brzegu. Mógłbym wyliczać dłużej.

      Firmom ubezpieczeniowym należy zabronić podawania w spotach relamowych przykładów cen wprowadzających w błąd odbiorców. Dlaczego tak uważam? Przy okazji prześwietlania reklamy Axy zadzwoniłem na infolinię tej firmy, wypełniałem też kilka razy formularz zamieszczony na stronie internetowej. Chciałem się przekonać, czy też mogę liczyć na tak niską stawkę, jak ta z reklamy. Wymyślałem najróżniejsze przykłady idealnego kierowcy, ale w żadnym wariancie nie udało mi się osiągnąć ceny OC na poziomie 371 zł.

      A niekiedy wyniki obliczeń bywały radykalnie inne, niż sugeruje reklama. Np. wpisując w formularzu jedną szkodę komunikacyjną w ostatnich pięciu latach i zaznaczając, że auto jest parkowane pod blokiem, udało mi się utrzymać od Axy propozycję ubezpieczenia Skody Fabii z 2007 r. (takiej samej jak w reklamie), za... 2500 zł. Podaję przykład Axy, ale gdyby prześwietlić reklamę którejkolwiek z konkurencyjnych firm, efekt byłby podobny - superatrakcyjna oferta podawana w spotach może dotyczyć promila klientów. Na tym ma polegać uczciwość i rzetelność reklamy?

      W porównaniu z tym, co wyprawiają firmy ubezpieczeniowe, bankowcy reklamujący oprocentowanie lokat dostępne np. dopiero od 100 000 zł, to niemal niewinne baranki. Hipoteki z marżą 1,5 proc., antydatowanie podwyżek prowizji, zwiększanie abonamentów z 3 do 100 zł miesięcznie, i dojenie lojalnych klientów przez banki to tylko niewinna pieszczota w porównaniu z wciskaniem nam ciemnoty przez firmy ubezpieczeniowe.

      Uważam, że trzeba coś z tym zrobić. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz nadzór finansowy nie powinny pozwalać na to, by wmawiano ludziom, że mogą ubezpieczać auta za grosze, skoro w praktyce 99 proc. klientów będzie musiało zapłacić znacznie wiecej, niż podaje się w reklamie. Chętnie poznam Waszą opinię na ten temat. Pozdrawiam z wakacyjnego jaccuzi.



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „OC i AC za grosze? Powinni tego zabronić!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 sierpnia 2009 22:49
  • czwartek, 06 sierpnia 2009
    • Państwowy bank mruga do klienta: nie bądź łoś, nie płać podatków

      Kilkanaście dni temu pisałem o moich wątpiwościach dotyczących tzw. polis antypodatkowych. Banki, mrugając do klientów, proponują im zwykłe lokaty opakowane jako polisy na życie. Dzięki temu klient może uniknąć płacenia 19-proc. podatku Belki od osiągniętego zysku. Banki wykorzystują lukę w prawie i robią to legalnie. Moje wątpliwości dotyczą tego, czy takie manewry są etyczne i czy banki, jako instytucje zaufania publicznego, powinny się do nich posuwać.

      Szerzej na ten temat pisałem tutaj, zastrzegając, że sam mam w swoim prywatnym portfelu inwestycyjnym takie poliso-lokaty. Znacznie mniej kontrowersyjny wydaje mi się pomysł lokat jednodniowych, które mają tak skalibrowane odsetki, by nie podpadać pod podatek Belki. O nich przeczytasz tutaj. Niby efekt jest ten sam, ale tutaj lokata to lokata, a nie niby-polisa na życie. Nie ma udawania, że bank sprzedaje klientom coś innego, niż sprzedaje naprawdę.

      Banki, niezależnie od nowego wynalazku w postaci lokat jenodniowych, nie rezygnują z poliso-lokat. W środę o wprowadzeniu nowego takiego produktu poinformował bank PKO BP, w którym 51 proc. udziałów ma skarb państwa. Innymi słowy w połowie państwowy bank oferuje coś, co dzięki opaowaniu w polisę ma pozwolić klientom na unikanie daniny do kasy państwa. Hmmm... Niby bank jest komercyjny, notowany na giełdzie, ale coś mi tu zgrzyta.

      A sama polisa? Ma nęcącą nazwę "Solidna Stopa", została "wyprodkowana" przez inną państwową firmę PZU Życie i gwarantuje 4,1 proc. w skali roku netto, co odpowiada zyskowi z tradycyjnej lokaty oprocentowanej na poziomie 5,06 proc. Co ciekawe, w tym samym komunikacie PKO poinformował, że obniża oprocentowanie niektórych zwykłych lokat. Trzymiesięczna zamiast 5 proc. da tylko 4,75 proc., a półroczna - zamiast 4,9 proc. zapewni 4,8 proc.

      A więc bank PKO mówi: kliencie, za zwykłą lokatę, od której musisz płacić podatek, dostaniesz mniej pieniędzy, ale mamy tutaj taką poliso-lokatę, która pozwoli zarobić tyle, co do tej pory. Tylko po co płacić od tego całego interesu jakiś podatek? Wam też coś tu zgrzyta?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Państwowy bank mruga do klienta: nie bądź łoś, nie płać podatków”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 sierpnia 2009 10:46
  • środa, 05 sierpnia 2009
    • Klawo jak cholera Alior, czyli prześwietlanie prześwietlania

      Pod moim felietonem na temat telewizyjnej reklamówki Alior Banku, opublikowanym w Wyborcza.pl i Gazeta.pl, wypowiedziało się już ponad 160 osób. Zajrzałem tam, bo tak duża dawka interakcji z czytelnikami nie może pozostać bez odpowiedzi. Jeśli jeszcze nie czytałeś inkryminowanego :-) tekstu, znajdziesz go tutaj. A tutaj jest wpis na moim blogu, poświęcony temu samemu tematowi.

      Duża część z komentatorów daje na forum upust swojej agresji (i dobrze, lepsze to, niż duszenie zółci w sobie, które - jak wiadomo - jest bardzo niezdrowe). Ale poza stwierdzeniami typu "żałosny", czy "beznadziejny", zdarzają się jednak próby polemiki. I głównie o nich będzie ten wpis. Ale na wstępie uwaga generalna, którą chcę przekazać wszystkim krytykom: w felietonie ne oceniałem oferty Aliora, skądinąd nie najgorszej. Oceniłem wyłącznie jego reklamówkę, szukając - zgodnie z formułą rubryki - dziury w całym. Część z Was tych subtelności niestety nie wychwyciła.

      Użytkownik WIEWIÓR pisze, że nikt nikogo nie zmusza do brania karty płatniczej, zaś najczęściej wykonywane przelewy jako "pewne" i wówczas kod SMS-owy [chodzi o SMS wysyłąny przez bank, za każdy SMS przekraczający limit dziesięciu w miesiącu się płaci po 30 gr. - dop. mój] nie jest potrzebny. W porządku. Ale znacie kogoś, kto używa konta bez karty debetowej? Bo ja nie. Zwłaszcza, że ta karta w Aliorze nie jest znowu taka droga - 3 zł miesięcznie. Faktem jest, że o tych trzech złociszach reklama nie wspomina ani słowem. I w tym problem. Reklama mówi też o darmowych przelewach, podczas gdy czasami nie są one darmowe. I tylko tyle chciałem powiedzieć. Nie oceniam, czy te 30 gr to dużo czy mało. Zauważam jedynie rozbieżność między reklamą, a rzeczywistością.

      PRZECINEK - oraz inni użytkownicy forum gazeta.pl - zastanawia się, czy autor artykułu też nie skumał pisząc, że jeśli połowa środków pracuje w nocy, a noc jest połową doby, to mamy połowę z połowy, czyli 1/4. Czyli z 8% robi się 2%. Otóż nie: wbrew logice, ale zgodnie z interesem klienta, oprocentowanie liczy się tak, jakby pieniądze leżały na lokacie całą dobę. Czyli mamy 4 proc.

      Gość BACA prosi szefów Aliora: może niech opowiedzą trochę o ostatnich zwolnieniach w firmie... Kto nie wyrabia planu - wyjazd z banku ze słowami: nie liczą się ludzie, liczą się liczby". Ot, wyższa kultura bankowości... Daleki jestem od ulegania nastrojom histerii - w każdej firmie zdarzają się pracownicy, którzy odchodzą z niej w stanie wojny z szefami - ale pewnie i temu sygnałowi się przyjrzymy, zwłaszcza po ostatnich wieściach z Banku Millennium, które relacjonujemy tutaj.

      Gość KLIENT: Ten artykuł nie powinien mieć miejsca gdyż jest kompletnie nieobiektywny i tendencyjny. Autor jak widać oczekiwał na wejściu do banku bukietu kwiatów. Zapewne w jego ulubionym PKO BP każdy wita go chlebem i solą. No, z tym PKO BP to KLIENT trochę przesadził. Zaś SLAV dodaje: Autor tekstu może ma pojęcie o bankowości, ale na pewno nie zna standardów obsługi klienta. Błędem jest, kiedy sprzedawca pierwszy podchodzi do klienta i zaczyna go męczyć. 95% klientów podziękuje, albo w ogóle zrezygnuje z zakupów. Jak klient ma problem czy pytanie, to jest na tyle dorosły, że sobie podejdzie do sprzedawcy i zapyta.

      Nie znam się na marketingu, więc się nie kłócę. Ale mam wrażenie, że kompletna pasywność sprzedawcy widząego zagubionego klienta też jest przesadą. KGBACA mógłby się pozbyć ironii, bo cała reszta mi się podoba: A kto spłodził ten artykuł? Samcik? No, to na pewno jest rzetelny i powinniście mu wierzyć, gdyż takiego speca od finansów dawno Ziemia nie urodziła. Słodkie, prawda?

      Internauci nie tylko krytykują. Część narzeka, że nie wszystkie haczyki w ofercie banku zauważyłem. KLIENT ALIORA zwraca uwagę na to, że choć wypłaty z bankomatów za granicą są darmowe, to... jest inny feler:
      polecam spojrzeć na tabele kursów. Mają niestety niezły spread. Tego samego dnia płaciłem kartą Aliora w euro po 4,5 zł, a kartą mBanku po 4.36 zł. Hmmm... Nie neguję obliczeń KLIENTA ALIORA, ale dzisiaj spread w przypadku euro w Alior Banku wynosi 23 gr. W mBanku - 20 gr. Różnica nie jest duża.

      Teraz głosy wsparcia, które z lubością zreferuję: ABC zauważa, że prześwietlanie reklam polega na niczym innym, jak na przebijaniu wielkiego balona. Redaktor zrobił to dobrze, więc nie wiem o co Wam chodzi pisząc, ze artykuł żałosny, tandetny i stronniczy. GOŚCIU dodaje: prześwietlenie reklamy zaliczone, i jak to w reklamach, zawsze coś zostaje niedopowiedziane:), a autor to wyłapuje.

      I jeszcze MALINA, która trafia w sedno: to nie jest tekst o ofercie Aliora, tylko o jego reklamie. Miałam taki plan, by przenieść rachunek z BZ WBK, ale podczas pobytu w jednej z placówek Aliora nie spotkałam się z wyższą kulturą bankowości - wiszący na wieszaku melonik - bynajmniej jej nie reprezentuje. Pomysł agencji reklamowej na hasło nie wystarczy - dalej piłeczka jest po stronie ludzi - którzy chyba mają kłopoty ze sprostaniem wyzwaniu, odróżnienia się od innych banków.

      Dziękuję wszystkim za dyskusję i wracam do urlopowego jaccuzi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Klawo jak cholera Alior, czyli prześwietlanie prześwietlania”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 05 sierpnia 2009 10:54
  • wtorek, 04 sierpnia 2009
    • JP Morgan się dąsa. A mógł siedzieć cicho

      Pamiętacie słynne zdanie Jacquesa Chiraca, wielkiego przyjaciela Rosji, który swego czasu powiedział pod adresem Polski i innych sojuszników USA w Iraku, że "stracili dobrą okazję, żeby siedzieć cicho"? Okazji, żeby siedzieć cicho nie wykorzystali  też przedstawiciele amerykańskiego banku JP Morgan, którzy dąsają się na nowego p.o. prezesa banku PKO BP, iż ten nie chce z nimi współpracować. Piszą listy do ministra skarbu Aleksandra Grada i organizują konferencje prasowe. A podobno wielkie pieniądze lubią ciszę...

      JP Morgan doradzał poprzedniemu prezesowi PKO BP, Jerzemu Pruskiemu. Ale Pruski stracił stołek, a w ślad za tym osłabła pozycja JP Morgan. Nowy szef PKO BP Wojciech Papierak do doradzania przy emisji nowych akcji PKO BP wybrał, w porozumieniu z radą nadzorczą, konsorcjum Banku of America i Deutsche Banku. A JP Morgan nie został nawet zaproszony do przetargu. Nowe konsorcjum doradców przygotowuje skorygowany plan emisji, by sprzedaż akcji mogła być przeprowadzona wcześniej.

      Nie wiem, czy wybór amerykańsko-niemieckiego konsorcjum z Bank of America na czele to najlepsza opcja. Nie wiem też dlaczego nowy zarząd nie wziął JP Morgan pod uwagę przy nowym rozdaniu. Być może był to błąd, personalna zemsta, polowanie na sojuszników Pruskiego. JP Morgan ma prawo być rozczarowany i pałać żądzą wyjaśnienia swojeo stanowiska. Ale mimo wszystko nie podoba mi się, że bank po przegranej batalii idzie na skargę do mediów.

      JP Morgan upublicznił swój projekt sprzedaży nowych akcji. W porządku. Ale nie podoba mi się to, że niektóre wypowiedzi przedstawicieli JP Morgan mogą zaszkodzić emisji akcji PKO. "W ostatnim czasie wielu akcjonariuszy PKO BP w dialogu z naszą instytucją wyraziło zaniepokojenie w związku z szeregiem kwestii związanych z planowaną emisją" - mówią dziennikarzom ludzie z JP Morgan (cytat za Wyborczą.pl).

      Przygotowania dotyczące emisji akcji zaszły już tak daleko, że przedstawiciele JP Morgan nie mogą mieć nadziei, iż zostaną zaproszeni do jej przeprowadzenia. Jaki jest więc cel  występów JP Morgan w mediach? Obawiam się, że bankowi chodzi w równym stopniu o obronę własnego dobrego imienia, jak i o zrobienie zamieszania wokół emisji i utrudnienie jej przeprowadzenia. Szkoda, że JP Morgan nie powstrzymał się z wyrażeniem swojego stanowiska do zakończenia emisji PKO.

      Z tą wątpliwością Was zostawiam i wracam do jaccuzi. Przez najbliższe dwa tygodnie na blogu będzie mnie mniej, niż zwykle (urlopowe rozjazdy). Ale nie mam serca tak całkiem Was osierocić :-).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 sierpnia 2009 11:00
  • poniedziałek, 03 sierpnia 2009
    • Halo, tu jestem! - czyli wyznania klienta niedopieszczonego

      Jakiś czas temu opisywałem na łamach papierowej "Wyborczej" moje przygody w Alior Banku, gdzie udałem się po pożyczkę gotówkową. Zamiast szeroko reklamowanej "wyższej kultury bankowości", natknąłem się na niezbyt dobrze zorientowaną w ofercie banku panią z okienka i kilka kruczków w samej ofercie. Tekst można przeczytać także w nternetowej Wyborczej. Znajdziesz go mniej więcej tutaj. W zeszły piątek znowu nawiedziłem Alior Bank - tym razem przy okazji kręcenia wersji wideo rubryki "Prześwietlamy reklamy". I znowu wtopa.

      Nie wiem, czy jestem aż tak niepozorny, ale odniosłem wrażenie, że w Alior Banku muszę zrobić naprawdę dużo szumu wokół siebie, by mnie ktoś zauważył. Wpadłem do placówki, zacząłem nerwowo się rozglądać, zbierać wszystkie ulotki ze stoisk, przymierzać melonik (jeden z symboli banku), który wisiał na wieszaku, błąkać się od ściany do ściany. Minęło pięć minut i nic. Nikt się mną nie zainteresował, nikt nie spytał, czy przypadkiem nie pomyliłem sklepów, albo czy nie przyniosłem ze sobą miliona złotych do ulokowania.

      "W porządku" - myślę sobie. "Może rzeczywiście nie jestem wystarczająco ekspansywny,  żeby zwrócić na siebie uwagę choćby jednej z pięciu pań (w większości bardzo ładnych) i jednego pana (też chyba niebrzydki), którzy wyglądali na pracowników tego oddziału, a z których przynajmniej dwie osoby nudziły się jak mopsy". Wyszedłem i wparowałem do placówki raz jeszcze. Tym razem robiąc sporo szumu wokół siebie. Potknąłem się o własne nogi, omal nie skasowałem stoiska z ulotkami, prawie wpadłem na jedno ze stanowisk i... nadal nic. Patrzą na mnie jak na idiotę, ale wstydzą się nawiązać kontakt werbalny. "Co jeszcze mam zrobić, żeby usłyszeć czułe: czym mogę służyć?" - gorączkowo myślałem. Kiedyś niejaki Smoleń Bohdan miał ten sam problem. No, może ciut inny :-)


      Kika litrów wody w Wiśle upłynęło, zanim pacnąłem się w czoło i przypomniałem sobie co powinien zrobić klient, który chciałby zostać obsłużony. Głośne "dzień dobry", ukłon w pas skierowany do najładniejszej urzędniczki, prośba "czy mógłbym się dowiedzieć...". Bingo! Już za chwilę byłem przy stanowisku. Sukces nie przyszedł łatwo, ale zostałem obsłużony.

      To się mogło zdarzyć w każdym banku. I pewnie zdarzyłoby się w 90 proc. oddziałów, które mógłbym odwiedzić, podając się za klienta dryfującego po placówkach, niczym dziecko we mgle. Zdarzyło się akurat w Alior Banku. Ale - do licha - to ten bank na każdym kroku opowiada o "wyższej kulturze bankowości". Myślałem, że przekonam się o niej na własne oczy. A zobaczyłem kulturę bankowości taką, jak w każdym innym banku. Ale może się czepiam? Cóż, nie od razu Kraków zbudowano...






      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Halo, tu jestem! - czyli wyznania klienta niedopieszczonego ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 sierpnia 2009 07:39
  • niedziela, 02 sierpnia 2009
    • Noble Bank do klienta: omiń podatek, ale lepiej nie przeginaj

      Niedługo wyjdę na jakiegoś faszystę, który ciągle czepia się Noble Banku. Najpierw przypiąłem się do zmian regulaminu kredytów hipotecznych (nielegalnych, ale co tam, i tak bydlę ze mnie). Potem wziąłem na warsztat prowizje za zmianę waluty spłaty kredytu (antydatowaną, ale co tam, i tak bydlę ze mnie). Teraz przenicuję ofertę lokat antypodatkowych Noble Banku. Wiem, bydlę ze mnie...

      W lokatach antypodatkowych chodzi z grubsza o to, że jeśli taka lokata daje mniej, niż 2,50 zł odsetek, to nie płaci się od niej 19-proc. podatku Belki. Nie płaci się, bo najniższy wymiar podatku to 1 zł, a należność dla fiskusa zawsze zaokrągla się - albo w dół, albo w górę. Jeśli odsetki wyniosą 2,49 zł, to 19 proc. podatku od tej kwoty to 49 gr, a jeśli odsetki wyniosą 2,51 zł, to 19 proc. podatku czyni niecałe 51 gr. W pierwszym przypadku podatek wynosi (po zaokrągleniu) zero, a w drugim - złotówkę.

      Banki wymyśliły więc bardzo krótkie, jednodniowe lokaty, które w skali roku dają normalne, wysokie odsetki, ale przez częste odnawianie jednorazowe wypłaty owych odsetek są niskie. Więcej na ten temat pisałem tutaj. Takie lokaty dla każdego klienta (bo wcześniej był to produkt elitarny) mają m.in. Getin Bank, Alior Bank, BGŻ, czy Noble Bank.

      I właśnie klienci tego ostatniego donieśli mi, że w Noble Banku od pewnego czasu klient może założyć tylko jedną taką lokatę. Sprawa nie jest błaha, bo jeśli mam na jednej lokacie jednodniowej oszczędności przekraczające 15 tys. zł, to rośnie ryzyko, że nawet odsetki za ten jeden dzień przekroczą magiczne 2,50 zł. Jeśli więc chcę ulokować na lokacie antybelkowej np. 50 tys. zł, to powinienem tę sumę rozbić na cztery lokaty po 12,5 tys. zł. Inaczej cały interes szlag trafi.

      Kłopot w tym, że w Noble Banku o takim mnożeniu lokat nie chcą słyszeć. Klient może założyć tylko jedną lokatę antybelkową. Czyli od podatku może zwolnić tylko ok. 15 tys. zł ze wszystkich swoich pieniędzy. Dziwne, prawda? Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że akurat Noble Bank stawia na klientów zamożnych, którzy zwykle mają przy duszy nieco więcej, niż te 15 tys. zł.

      Podobnych limitów nie stawia np. BGŻ. Tam jedna osoba może mieć nawet dziesięć lokat jednodniowych po 15 tys. zł każda. I nikt z tego powodu żadnych wyrzutów nie będzie robił. A w Noble Banku - nie wolno. Dlaczego? Są tylko dwa potencjalne powody: albo w Noble Banku uważają, że podatki trzeba płacić i nie mają zamiaru ułatwiać klientom ich omijania (tylko po co w takim razie wprowadzili tę lokatę?), albo chodzi o to, żeby zablokować klientom możliwość lokowania grubych milionów na tak krótkich lokatach.

      Czyżby w Noble Banku zauważyli wyraźny przepływ pieniędzy klientów z długoterminowych lokat na te krótkie, antypodatkowe? Żaden bank nie lubi krótkich depozytów, szczytem marzeń jest klient, który zablokuje pieniądze na długo. Wygląfa więc na to, że Noble Bank, wprowadzając lokatę Optymalną (bo pod takim kryptonimem kryje się jednodniówka w tym banku), nie docenił stopnia wyedukowania swoich własnych klientów. I teraz musi limitować im wolne od podatku lokaty, jak mięso na kartki w Stanie Wojennym. :-). Pamiętacie te czasy?



       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Noble Bank do klienta: omiń podatek, ale lepiej nie przeginaj”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 sierpnia 2009 08:43

Archiwum

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny