Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • niedziela, 13 września 2009
    • Rusza ofensywa HSBC w Polsce

      W poniedziałek brytyjski gigant HSBC rozpoczyna pierwszy etap swojej nowej ofensywy reklamowej na polskim rynku. Dowiadujecie się o tym jako pierwsi, razem z użytkownikami serwisu gospodarczego Wyborcza.biz. Poniżej zamieszczam reprodukcję jednego z billboardów, które zawisną we wszystkich dużych miastach, gdzie HSBC ma swoje placówki. Hasło przewodnie brzmi: "Odpowiedzialność, doświadczenie, wiedza". Sztampowe. Będą też reklamy w prasie i internecie. W kolejnym etapie - na początku przyszłego roku - HSBC przeprowadzi szerzej zakrojoną kampanię z użyciem reklamówek telewizyjnych.

      Reklama banku HSBC

      Większe nakłady na promocje mogą oznaczać, że HSBC chce wreszcie stać się znaczącym graczem na naszym rynku. Wszak HSBC to jedna z najsilniejszych marek w światowej bankowości, piąty największy bank globu. A u nas? Do tej pory HSBC kojarzył się głównie z kredytami ratalnymi i kartami wydawanymi wspólnie z Ikeą. Kilkanaście placówek, niewielki udział w rynku, mało klarowna strategia rozwoju - z jednej strony drobny detal, z drugiej - sieć personal bankingowych placówek HSBC Premier, a z trzeciej - bankowość korporacyjna.

      Teraz to wszystko ma się zmienić. Po zamknięciu działalności consumer finance i sprzedaniu portfela kredytów z nią związanych do Alior Banku, HSBC w Polsce zamierza wejść we właściwy rytm - stać się bankiem dla zamożnych, wymagających klientów indywidualnych oraz przedsiębiorców potrzebujących globalnego spojrzenia na finanse i biznes. Jeśli chodzi o pierwszą część tej strategii to... zobaczcie jak HSBC reklamował usługi HSBC Premier w Indiach.


      W Polsce z ekspansją HSBC łatwo nie będzie. Już ubiegłoroczny debiut sieci HSBC Premier został przyćmiony kilkoma innymi - wejściem na rynek Alior Banku, Metrobanku i Allianz Banku. Być może teraz HSBC, ze swoją prestiżową marką Premier, wreszcie przebije się do świadomości ludzi. Póki co znajomość marki HSBC wśród tzw.grupy docelowej, czyli średnio i dobrze sytuowanych mieszkańców dużych miast, jest na poziomie 10 proc. Niewiele jak na jedną z najsilniejszych światowych marek bankowych.

      Tyle, że na Polakach takie marki jak Citigroup, czy HSBC nie robią wrażenia. Wrażenie to robi marka PKO BP. :-) Powiedzmy sobie szczerze: żaden z globalnych gigantów z pierwszej piątki rankingu The Banker do tej pory nie zrobił furory na naszym rynku. Santander wciąż plącze się po obrzeżach, Citigroup w bankowości detalicznej jest mimo wszystko poza ścisłą czołówką, Bank of America i Royal Bank of Scotland w ogóle tu nie istnieją. HSBC natomiast jest mikrusem.

      A na koniec (no, prawie na koniec...) dwie reklamówki HSBC. Pierwsza pochodzi sprzed pół roku, mogliśmy ją oglądać także w Polsce. Druga - chyba nawet bardziej zabawna - to spot z 2002 r., kiedy HSBC wprowadzał na rynek swój obecny slogan: "The world's local bank".

      A poniższe wideo (to dzisiejsze odkrycie mojej koleżanki z działu gospodarczego "Wyborczej") chyba najlepiej oddaje wizerunek klienta, o którego chciałby powalczyć HSBC. Człowiek aktywny, ciekawy świata, mobilny, ale i wrażliwy, myślący, odpowiedzialny społecznie. Tyle, że o takich klientów walczą wszystkie banki, nie jeden HSBC :-)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Rusza ofensywa HSBC w Polsce”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 września 2009 12:03
  • sobota, 12 września 2009
    • Proponują ci marżę 3,1%. A potem...

      Napisał do mnie klient Deutsche Banku, który zwrócił uwagę na niecny proceder, który stosuje ten bank - ale chyba też i jego konkurenci. Proceder polega na tym, że klient, składając wniosek o kredyt hipoteczny, nie ma zielonego pojęcia jakie ostatecznie będzie jego oprocentowanie i marża. Jeśli bank zmieni ofertę w czasie pomiędzy złożeniem przez klienta kompletu dokumentów, a podpisaniem umowy kredytowej, klient musi zaakceptować nowe warunki. W okienku dowiaduje się - tak jak nasz czytelnik w Deutsche Banku - że „obowiązują warunki na dzień podpisania umowy kredytowej”.

      Właściwie można byłoby to jakoś tłumaczyć. Wniosek kredytowy jest tylko wnioskiem, bank nie musi wiedzieć na jakich warunkach udzieli kredytu danemu klientowi przed zbadaniem jego sytuacji. Ale z drugiej strony kredyty hipoteczne dziś są wystandaryzowanymi produktami, w których cena zalezy od kilku lub kilkunastu wymiernych parametrów. Co z tego, że w tabelkach jakiś bank podaje, że udziela kredytu z marżą 2 pkt. proc., skoro klient, mimo złożenia kompletu dokumentów i spełnienia wszystkich warunków regulaminowych jest skazany na niewiadomą?

      Klient Deutsche Banku pisze tak - i trudno się z nim nie zgodzić: „Chcesz wziąć kredyt, szukasz banku który ma najlepszą w danym czasie ofertę, składasz wniosek i komplet dokumentów, czekasz. Po dwóch miesiącach bank mówi, ze warunki się zmieniły i musisz dostarczyć dodatkowy dokument. Dostarczasz, mija kolejny miesiąc i dowiadujesz się, że to, co bank oferował wcześniej jest zupełnie nieaktualne. Jesteś pod ścianą i nie bardzo masz możliwość wycofać się. Szukać nowych ofert? Sprzedający nieruchomość już dopytuje się o pieniądze, część dokumentów za chwilę utraci ważność i przede wszystkim poniosłeś już jakieś koszty i poświęciłeś czas”.

      I dalej przedstawia szczegółowo swój przypadek: „W momencie składania wniosku i kompletu dokumentów marża wyjściowa dla kredytu we frankach z tzw. LTV w przedziale od 31 do 70 proc.  została ustalona na 3.2 proc. i miała być pomniejszona o 0,6 pkt proc. jeśli klient otworzy konto w Deutsche Banku i zadeklaruje określone wpływy miesięczne. Na podstawie tych warunków podjąłem decyzję i złożyłem wniosek o kredyt w Deutsche Banku, odrzucając oferty innych pożyczkodawców. Przedstawiona obecnie propozycja marzy 3,7 proc. jest o pół punktu procentowego wyższa. A znaczna zwłoka w rozpatrywaniu wniosku kredytowego nie wynikała z mojej winy”.

      Problemu by nie było, gdyby banki były w stanie w ciągu trzech dni prześwietlić wniosek i spisać umowę. Ale nie są w stanie. „Na pytanie czemu bank procesował mój wniosek przez trzy miesiące otrzymałem odpowiedź, że... miał mnóstwo zgłoszeń. A na koniec stworzył mniej atrakcyjną ofertę. Kuriozum. Rozumiem, ze bank ma prawo dowolnie kształtować swoją politykę kredytową, nie potrafię jednak zrozumieć dlaczego wycofuje się z wcześniejszych ustaleń z klientem” - pisze czytelnik „Gazety Wyborczej”. Ja chyba też nie rozumiem...

      Czytaj też: Kredyt hipoteczny z marżą 1,5%. Cud? Kant?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Proponują ci marżę 3,1%. A potem...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 12 września 2009 07:55
  • piątek, 11 września 2009
    • Wyłącznie doBRE pytania, czyli diaBlog Nabitych z bankiem

      Ponieważ grupa niezadowolonych klientów BRE, zgrupowanych wokół forum nabiciwbrebank.pl skarży się na trudności w prowadzeniu dialogu z przedstawicielami banku, zaś przedstawiciele banku uważają, że część „Nabitych” nie jest zainteresowana prowadzeniem jakiegokolwiek dialogu, postanowiłem udostępnić kawałek miejsca w moim blogu na wymianę poglądów obu stron.

      Zostałem poproszony przez przedstawicieli forum nabiciwbrebank.pl o pośrednictwo w uzyskaniu odpowiedzi BRE Banku na pytania, które nurtują grupę „Nabitych”. Chciałbym więc poprosić przedstawicieli banku, którzy czasami odwiedzają mój blog, by się z tymi pytaniami zapoznali i udzielili kompetentnej oraz najbardziej konkretnej jak to możliwe odpowiedzi. Jeśli przedstawiciele BRE Banku uznają, że tą drogą chcą zadać pytanie grupie „Nabitych”, oczywiście również będę otwarty na taką możliwość.

      Chciałbym, aby w tym miejscu zaczął się rzetelny diaBlog między zwaśnionymi stronami, który od standardowego dialogu będzie się różnił tym, że uczestnicy będą odnosić się wyłącznie do faktów, unikając subiektywnych ocen. Od subiektywności to ja tu jestem :-). Proszę przedstawicieli „Nabitych”, żeby nie oceniali odpowiedzi banku, o ile te się pojawią, a jedynie zwrócili się o ich doprecyzowanie o ile będzie to niezbędne.

      Liczę na to, że odpowiedzi przedstawicieli BRE Banku - zwłaszcza w pytanie pierwsze - pozwolą zrozumieć „Nabitym” dlaczego bank przedstawia im takie, a nie inne propozycje kompromisu. Jest to trudny eksperyment, dlatego jest wśród Was ktoś, kto chciałby mi go zepsuć, to lepiej niech stąd idzie, zanim się zdenerwuję. Poproszę, żeby w tym miejscu panował nastrój konsyliacyjnej i merytorycznej dyskusji. Pokażcie się z najlepszej strony :-). Zapraszam do diaBlogu!

      Jeśli mogę zaproponować tryb odpowiedzi, to poproszę, by była ona zawarta w pierwszym komentarzu do tego wpisu. „Nabitych” poproszę - w miarę możliwości - o nie mącenie tego porządku. Jeśli przedstawiciele banku uznają, że chcieliby odpowiedzieć w innej formie - czekam na sygnał w tej sprawie. Ale mam nadzieję, że mój pomysł zostanie zaakceptowany.

      Pytania „Nabitych” do BRE Banku

      1. Uzasadniając podwyżki oprocentowania kredytów tzw. "starego portfela" we frankach szwajcarskich do jesieni 2008 r., BRE Bank każdorazowo tłumaczył, że przyczyną podwyżek był wzrost wskaźnika LIBOR 3M. Niemniej na radykalny spadek wskaźnika LIBOR 3M z 3,13% w dniu 10.X.08 r. do poziomu 0,31% w dniu 10.IX.09, a więc o 282 punktów bazowych (2,8 punktu procentowego), bank zareagował obniżką oprocentowania tylko o 25 punktów bazowych (0,25 punktu procentowego), argumentując to równoczesnym, radykalnym wzrostem "kosztów pozyskania waluty CHF".

      Ile precyzyjnie wynosi obecnie oraz ile wynosił wskaźnik "kosztów pozyskania waluty CHF” w BRE Banku od stycznia 2006 r. do września 2009 r.? W opinii kredytobiorców, prawo do takiej informacji daje konsumentowi m.in. Uchwała Sądu Najwyższego z 19.V.1992 r , której fragment mówi "Okoliczności, od zaistnienia których ma być uzależniona zmiana wysokości oprocentowania kredytu, powinny być tak skonkretyzowane, by mogła być w przyszłości dokonana należyta ocena, czy rzeczywiście one wystąpiły i czy w związku z tym zmiana oprocentowania jest obiektywnie usprawiedliwiona"

      2. Wzorzec umowy kredytowej, na podstawie którego bank dokonuje zmian oprocentowania kredytów tzw. "starego portfela" we frankach szwajcarskich brzmi: "Zmiana wysokości oprocentowania kredytu może nastąpić w przypadku zmiany stopy referencyjnej określonej dla danej waluty oraz zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego w kraju (lub krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej), którego waluta jest podstawą waloryzacji".

      W opinii kredytobiorców, powyższy zapis rażąco narusza ich interesy, kształtując ich prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami (podejrzenie naruszenia Art. 385 §1 Kodeksu Cywilnego), gdyż jest niezwykle ogólny, enigmatyczny i niejednoznaczny poprzez brak precyzyjnie wskazanych przesłanek zmiany oprocentowania, brak wskazania czasu dokonania takiej zmiany, brak wskazania wysokości danej zmiany oraz posłużeniem się nieobligatoryjnym sformułowaniem „może ulec zmianie”

      Dlaczego BRE Bank zdecydował się na umieszczenia takiego zapisu we wzorcu umownym, skoro zapisy ustawy Kodeks Cywilny wymuszają na przedsiębiorcy formułowanie wzorca w sposób jasny i precyzyjny, a o bezskuteczności niejednoznacznych zapisów warunkujących zmianę oprocentowania ostrzegał już w 1992 roku Sąd Najwyższy (uchwała z 19.V.1992), a w listopadzie 2005 roku - Główny Inspektor Nadzoru Bankowego?

      Sentencja postanowienia Sądu Najwyższego z maja 1992 r. mówi: "Postanowienie umowy kredytu bankowego, w którym przyjęto, że kredytodawca jest uprawniony do zmiany stawek oprocentowania, jest bezskuteczne, jeżeli w umowie nie określono jednocześnie konkretnych okoliczności, od jakich zmiana ta jest uzależniona."

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Wyłącznie doBRE pytania, czyli diaBlog Nabitych z bankiem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 11 września 2009 15:44
    • BRE zaproponuje zbuntowanym klientom przewalutowanie ich kredytów

      Spór pomiędzy BRE Bankiem a kilkunastotysięczną grupą „Nabitych w BRE Bank”, która walczy o zmianę warunków swoich kredytów hipotecznych, nie zbliża się na razie do końca. Co prawda BRE ostatnio złożył nową ofertę tym zbuntowanym klientom, którzy mają kredyty w złotych, ale to zdecydowana mniejszość wszystkich „Nabitych”. Część ze „złotowych” klientów ma zresztą na tyle roszczeniową postawę, że propozycja przejścia na stawkę WIBOR plus marża 1,6-2% nie wydaje się im atrakcyjna. Biorąc pod uwagę dzisiejsze warunki rynkowe to nie są złe warunki, ale „Nabici” wierzą, że kiedyś - z pomocą urzędu ochrony konsumentów - wytargują więcej.

      BRE Bank ma o tyle związane ręce, że klientom frankowym, których jest większość, nie może zaproponować atrakcyjnych warunków, o ile nie zdecyduje się do nich dopłacać. BRE sam pożycza franki z marżą 2,2%, więc klientom proponuje przejście ze stawki ustalanej decyzją zarządu na 2,6-3,7% (w zależności od tego jak „dobry” jest klient, tzn. ilu produktów banku używa poza kredytem hipotecznym). Może jak na dzisiejsze czasy marża w okolicach 3% w kredycie frankowym nie jest rzeczą niespotykanie wysoką, ale z punktu widzenia klientów trudno też uznać ją za atrakcyjną. LIBOR jest dziś bardzo nisko, jeśli wzrośnie, klienci mieliby bardzo drogi kredyt z ryrykiem walutowym.

      Z moich informacji wynika, że menedżerowie BRE wpadli na inny pomysł załatwienia sporu. Najprawdopodobniej w najbliższych dniach lub tygodniach zaproponują „Nabitym” przewalutowanie ich kredytów na złote. Dzięki temu bank będzie miał większe pole manewru jeśli chodzi o propozycje dotyczące obniżek marż dla klientów. Frank szwajcarski co najmniej przez kilka miesięcy pozostanie drogi, co gwarantuje patową sytuację na linii BRE-„nabici we frankach”.

      Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach. Wiele zależy od tego jaki kurs wymiany zaproponują frankowym klientom szefowie BRE Banku oraz jakie marże wpiszą im do umów po zamianie kredytów na złote. Oczywiście i w tym przypadku elastyczność banku będzie miała granice, bo powrotu do kredytów z marżami rzędu 0,8% nie ma. Gdyby bank zaproponował dobry kurs wymiany i marże rzędu 1,6%, rzecz byłaby godna rozważenia. Jeśli będzie proponował słaby kurs i marże powyżej 2%, trzeba będzie powiedzieć, że jest to tylko zasłona dymna.

      Pytanie o elastyczność banku to jedno. Drugie brzmi: jaka część „Nabitych” bierze w ogóle pod uwagę polubowne zakończenie sporu. Niewykluczone, że niektórzy z nich będą do skutku czekali na wyniki spraw toczących się przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a potem - w oparciu o te orzeczenia - będą wytaczali BRE Bankowi pozwy cywilne o odszkodowania. Osobiście uważam, że czekanie pięć lat na wygraną w sądzie nie jest dobrym pomysłem na spędzanie wolnego czasu, ale widząc ilość jadu sączącego się pod adresem banku z ust i klawiatur niektórych „Nabitych” mam wrażenie, że właśnie w kierunku wojny sądowej będą zmierzali.

      Z punktu widzenia BRE doprowadzenie do wojny sądowej nie będzie oczywiście spełnieniem marzeń, ale jeśli wcześniej bank złoży obiektywnie rozsądną i dobrze uzasadnioną ofertę, to ci, którzy jej nie przyjmą i wybiorą drogę wojny, mogą pozostać osamotnieni. I nie będą w stanie zaszkodzić wizerunkowi banku. Bo - jak pokazują przykłady innych samotnych wojowników ze spółkami giełdowymi - ich posłuch w mediach i opinii publicznej jest bardzo mały.

      PS. Otrzymałem od grupy „Nabitych” propozycję publikacji w moim blogu ich pytań do BRE z nadzieją na merytoryczną odpowiedź banku. Skoro strony nie mogą się dogadać ani w trybie face-to-face, ani za pośrednictwem forów internetowych,to chętnie podejmę się pośrednictwa w dyskusji. Pytania ukażą się w blogu niebawem.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (36) Pokaż komentarze do wpisu „BRE zaproponuje zbuntowanym klientom przewalutowanie ich kredytów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 11 września 2009 08:40
  • czwartek, 10 września 2009
    • 6,66%: apokaliptyczna pożyczka w SKOK

      Niektóre SKOK-i potrafią świetnie się wpisać w potrzeby swoich członków, o czym świadczy choćby wprowadzenie przez SKOK Kopernik, jedną z większych kas w Polsce, lokaty „jednodniówki”. Takiej samej, jaką oferują banki. Można zarobić 6%, czyli tyle, ile na „zwykłej” lokacie dającej 7,4%. Skąd różnica? Na „jednodniówce” pieniądze mogą pracować bez ryzyka, że dobierze się do nich fiskus i będzie chciał wziąć 19% podatku od zysku. Jeśli nie wiesz dlaczego - przeczytaj ten wpis.

      W tym samym czasie inna spółdzielcza kasa - Wielkopolska SKOK - doprowadziła mnie do łez swoją reklamą pożyczki gotówkowej. Pożyczka jest reklamowana jako „piekielnie tania”, i przebija pod tym względem nawet słynną „Max Pożyczkę Mini Ratę” w PKO BP, która ma nominalne odsetki 6,99%. Wielkopolska SKOK przelicytowała wszystkich i daje oprocentownaie 6,66%.

      Oczywiścia „piekielnie tania” pożyczka w Wielkopolskiej SKOK wcale taka tania nie jest. Trzeba doliczyć 5% prowizji i opłaty przygotowawczej, zaś niskie oprocentowanie dotyczy tylko pożyczek spłacanych w ciągu pół roku - przy dłuższych zapłacisz nawet 18%. Ale nie o to mi chodzi. Spójrzcie na ten dający do myślenia banner (podobne w tonie całostronicowe reklamy widziałem w wielkopolskich gazetach) i przeczytajcie poniżej o symbolice tych cyfr.

      Piekielnie tania pozyczka w Wielkopolskiej SKOK

      „Liczba 666 reprezentuje doskonałą Niedoskonałość i Bezbożność poza wszelkimi rozmiarami. Kto chce być ponad Bogiem, nosi tę liczbę, gdyż oznacza ona 2 x 333, a 333 to liczba boska, oznaczająca jego świętość i tajemnicę. Według Biblii, jest to imię Bestii, Antychrysta, liczba ta pojawia się w Objawieniu św. Jana w wersecie 18 rozdziału 13, czyli 6+6+6 = 18, a 13 symbolizuje śmierć. John Wier ocenia liczbę demonów na 7405926, podzielonych na 111 legionów po 666 w każdym”.

      Chcecie jeszcze? „Piramida przed Luwrem pokryta jest 666 szklanymi płytami, pakt niemiecko – sowiecki trwał 666 dni, między 23 sierpnia 1939 roku do 20 czerwca 1941, bomba atomowa została zrzucona na Hiroszimę 6 sierpnia 1945 roku. Japonią rządził wtedy cesarz Hiro – Hito, 666 władca Kraju Kwitnącej Wiśni, skrót WWW (World Wide Web, czyli internet), zapisany po hebrajsku składa się z trzech liter waw, oznaczających także 6, czyli WWW = 666”.

      Wystarczy? Pytanie brzmi: czy ci goście z Wielkopolskiej SKOK zrobili numer z „piekielnie tanią” pożyczką na 6,66% przypadkiem, czy specjalnie, z pełną świadoością? Jeśli to było zamierzone, to przy całym moim braku sympatii dla szefów systemu SKOK, ludziom z marketingu Wielkopolskiej SKOK (zresztą moim krajanom, bo pochodzę z Poznania) przybijam piątkę. Dawno nie widziałem reklamy zrobionej z takim jajem :-).

      A Grzegorzowi Biereckiemu, szefowi systemu SKOK, składam głębokie wyrazy współczucia. Bo jak się Ojciec Tadeusz z Torunia dowie co wyprawiają chłopaki z Wielkopolskiej SKOK, to skończą się takie „reklamówki” SKOK-u Stefczyka w TV Trwam...


      Ś. P. Stefczyk chyba się w grobie przewraca, widząc co się porobiło z jego ideałami lokalnych, parafialnych, osiedlowych kas. Ale żeby nie było, że ciągle się czepiam. W SKOK-u Stefczyka byłbym gotów zaciągnąć dowolny kredyt - długoterminowy, krótkoterminowy, a nawet - niech stracę - chwilówkę. Nawet byłbym w stanie zapłacić składkę członkowską, wpisowe, wykupić trzy udziały (to nie są żarty - 100 zł bym na to wydał). Tylko poproszę o numer telefonu do tej pani :-)


      A pisząc poważnie: w tym momencie SKOK Stefczyka robi naprawdę robrą robotę. Naprawdę. To napisałem ja, Maciej Samcik, wróg publiczny numer jeden, trzykrotnie pozwany do sądu przez Krajową SKOK (wszystko już mam wygrane, chociaż nie wszystko jeszcze prawomocnie :-)).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „6,66%: apokaliptyczna pożyczka w SKOK”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 września 2009 07:41
  • środa, 09 września 2009
    • Fuzja wypaliła. Czas na podwyżki prowizji.

      Klientom banków słowo „fuzja” nigdy się dobrze nie kojarzyło. Albo giną dane (przy przenoszeniu danych z jednego systemu informatycznego do drugiego), albo psują się bankomaty, albo nie działa dostęp do banku przez internet, albo nie da się dodzwonić na infolinię... Pech chce, że w najbliższym czasie bankowych fuzji będzie sporo, więc i nerwów klienci stracą niemało.

      Niestety, czasy są takie, że „fuzja” coraz częściej oznacza również „podwyżka”. Banki wykorzystują wszelkie zmiany strukturalne, by przy okazji coś-tam na klientach zaoszczędzić. A to zabiorą jakąś usługę, która do tej pory była darmowa, a to podwyższą prowizję, a to każą sobie płacić za coś, co jeszcze do niedawna było w standardzie. Gra zwykle jest warta świeczki, bo taka podwyżka prowizji potrafi naprawdę mocno pomóc wynikom finansowym niejednego banku.

      Jak donoszą mi klienci, właśnie taki manewr wykonał ostatnio bank Fortis, który szczęśliwie połączył się z Dominetem. Zaraz po fuzji okazało się, że przy okazji są zmiany w tabeli opłat i prowizji. Na pierwszy rzut oka są one kosmetyczne (wzrost prowizji za wypłaty gotówki w oddziale itp.). Ale w jednym miejscu bank Fortis zrobił klientom naprawdę duże kuku.

      Zabrał im mianowicie możliwość wypłacania za darmo pieniędzy ze wszystkich bankomatów w Polsce. Do tej pory jeśli ktoś miał wykupione konto „e-pakiet”, to płacił 7 zł za jego prowadzenie, 1 zł za kartę debetową i wszystkie przelewy internetowe oraz bankomaty miał za darmo. Teraz to dobrodziejstwo zostało skasowane. Za darmo będą tylko bankomaty Dominetu i Euronetu.

      Niby aż 2200 maszyn, ale jak ktoś się już przyzywczaił do dobrego, to konieczność szukania maszyny oznaczonej właściwym logo będzie bolała. A jak ktoś się zapomni albo nie będzie miał czasu na szukanie bankomatu Euronetu (bo szukanie tych nielicznych dominetowych może być marzeniem ściętej głowy), to za wypłatę pieniędzy ze ściany zapłaci jak za zboże. Bo opłata za taką transakcję wynosi aż 3 proc. wypłacanych pieniędzy, co najmniej 5 zł.

      Czyli przy wypłacie 300 zł z obcej maszyny trzeba będzie oddać bankowi 9 zł. A gdyby jakiś desperat chciał mimo wszystko szukać w tym celu bankomatu Dominetu, to niech szuka wieczorową porą - wtedy dominetowa żółć najmocniej daje po oczach :-)

      oddział dominet banku

      W sumie nie ma katastrofy, może klienci Fortisu rzeczywiście byli za bardzo rozpieszczeni tymi darmowymi bankomatami. Większość banków każe sobie płacić za korzystanie z obcych maszyn, więc nie jest to nic substandardowego. Lepiej mieć darmowe Euronety, niż dajmy na to, Cash4You :-). Poza tym już nie takie podwyżki prowizji ostatnio widzieliśmy :-).

      Ale tak swoją drogą, to niedługo chyba darmowe bankomaty zaczną być dobrem deficytowym. Jest co prawda kilka banków, które dają wszystkie wypłaty ze ściany za darmo - m.in. Alior (ten od „wyższej kultury bankowości”) i BOŚ, w którym zmienia się coś :-). Odnoszę wrażenie, że to dobrodziejstwo będzie już wkrótce na wymarciu.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Fuzja wypaliła. Czas na podwyżki prowizji.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 09 września 2009 11:31
  • wtorek, 08 września 2009
    • Na rynek wchodzą nowe karty kredytowe „Keep it simple”. Kto za nimi stoi?

      Sieć doradców finansowych Open Finance kuchennymi drzwiami i bez wielkiego rozgłosu wprowadza na rynek własną markę kart kredytowych - „Keep it simple”. Wydanie karty doradcy proponują na razie tylko wybranym klientom, którzy wcześniej załozyli w Open Finance lokatę internetową. Póki co Open Finance w ogóle nie chwali się przedsięwzięciem. Na razie projekt ma jedynie status pilotażu. Ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie, bym pokazał Wam nową kartę Open Finance. Wygląda tak:

      W pilotażu chodzi zapewne o sprawdzenie jak na kartę zareagują klienci, którzy już dziś przecież nie narzekają na brak kredytówek w swoich portfelach. W żargonie bankowców takie pilotaże nazywają się bodaj „macaniem klientów”. :-). Dałem się więc pomacać tabelą opłat i prowizji karty „Keep it simple” i muszę przyznać, że wygląda ona dość przyjemnie.

      Wydanie karty jest za darmo, uzywanie też za darmo, okres odsetkowy aż 59 dni. Fajnie, ale to jeszcze nie powala na kolana. Powala dopiero to, że darmowe są realizowane tą kartą wypłaty z bankomatów. Choć trzeba pamiętać, że taka wypłata jest od razu oprocentowania (nie wchodzi w grace period, jak transakcje bezgotówkowe).

      Jakie prowizje się ostały? Ano za przelew z konta karty kredytowej na inne konto (jeśli np. chcemy z limitu karty zapłacić rachunek za prąd lub gaz) płsci się 2,5% jego wartości. Zmiana PIN-u kosztuje 3,5 zł, a kopia wyciągu - 10 zł. Za przekroczenie limitu zapłacisz 50 zł. Co jeszcze? Za pismo wypowiadające umowę prowadzenia karty trzeba zapłacić 50 zł, tyle samo za zaświadczenie o zamknięciu rachunku karty.

      Nie wiem do końca jak rozumieć sformułowanie „opłata za pismo wypowiadające umowę”. Jeśli bank wypowiada umowę to wiadomo, że klient płaci 50 zł. Ale jeśli klient napisze taki wniosek? Też płaci? Ten sam problem mam z „opłatą za zaświadczenie o zamknięciu rachunku karty”. Czy bank zawsze musi wydać takie zaświadczenie, czy mogę sobie zamknąć rachunek karty bez tego świstka i za darmo?


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Na rynek wchodzą nowe karty kredytowe „Keep it simple”. Kto za nimi stoi? ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 września 2009 15:59
    • Po moich tekstach zmiany w Noble Banku

      Muszę przyznać, że jestem miło zaskoczony. Po serii krytycznych publikacji na temat Noble Banku, które umiesciłem w „Gazecie Wyborczej”, w portalu Gazeta.pl i Wyborcza.pl, a przede wszystkim w niniejszym blogu, w banku zaszły spore zmiany. Jak poinformował mnie prezes Jarosław Augustyniak, powołano nowy departament, która ma prześwietlić każdą nową ofertę banku, wchodzącą na rynek i każdą reklamę. Wszystko ma być analizowane pod kątem zgodności z prawem, wytycznymi Komisji Nadzoru Finansowego i dobrymi praktykami bankowymi.

      Cóż, to miód na moje skołatane serce. Bowiem ostatnio Noble Bank był stałym gościem mojego blogu. Niestety, częściej bohaterem negatywnym. Najpierw, za pomocą zmian regulaminu, jego szefowie usiłowali w nielegalny sposób wymusić na niektórych klientach wyższe marże kredytów hipotecznych. Wycofali się dopiero po mojej interwencji (przeczytasz o tym tutaj). Później była drakońska, a przede wszystkim antydatowana (o tym tutaj) podwyżka prowizji za spłatę rat kredytowych bezpośrednio we frankach szwajcarskich. Potem bank (zerknij tutaj) wpadł na pomysł reglamentowania klientom tzw. lokat antypodatkowych, pozwalających na omijanie podatku Belki. Wreszcie wyszło na jaw, że w portalach internetowych ukazują się nieaktualne reklamy lokat Noble Banku, wprowadzające w błąd klientów (o tym tutaj).

      Nie wiem, czy z dnia na dzień da się wytępić pokusy menedżerów różnego szczebla Noble Banku, by wyciskać z klientów pieniądze bez względu na koszty wizerunkowe. Nie wiem też, czy jednym edyktem uda się poskromić bałagan, który zapewne odpowiada za część wpadek „banku na pokolenia”. Ale bardzo się cieszę, że zarząd banku, zamiast uznać, że to po prostu dziennikarz się czepia, postanowił zareagować pozytywnie. I wdrożył zmiany. Czy pomogą? Trzymam kciuki żeby tak się stało.

      Ale jeśli choćby niektórych błędów uda się uniknąć w przyszłości, zyskają na tym klienci, a skorzysta i wizerunek banku. Tylko mój blog będzie przez to mniej ciekawy, bo chyba nic go tak nie ożywia, jak opowieści o kolejnych, niezbyt dobrych, pomysłach bankowców. Cóż, jak mawia Lord Farquaad z pierwszej części Shreka: „Wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”. Lub coś w tym stylu :-).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Po moich tekstach zmiany w Noble Banku”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 września 2009 07:24
  • poniedziałek, 07 września 2009
    • Jak BRE Bank schładza sobie wizerunek

      W zeszłym tygodniu BRE Bank poinformował o tym, że we wrześniu i październiku przeprowadzi dużą kampanię reklamową. Ma być ona skierowana głównie do małych i średnich firm, by przekonać przedsiębiorców, że w BRE mogą liczyć na taką samą jakość obsługi, jak wielkie firmy. Przy okazji kampania ma ocieplić wizerunek BRE. Niestety, wygląda na to, że „odpalając” nową kampanię, szefowie BRE niechcący wypuścili dżina z butelki.

      Na kampanię chcą bowiem odpowiedzieć zbuntowani klienci mBanku i Multibanku - dwóch należących do BRE banków detalicznych. Od ponad pół roku drą oni z BRE koty o zmianę warunków umów o kredyty hipoteczne. Wydaje się, że konflikt zmierza do końca, bo zarówno zbuntowani klienci, jak i sam BRE Bank wykonują ostatnio ugodowe gesty. Jednak obie strony nie odpuszczają wojny propagandowej.

      Polem bitwy będzie hasło wymyślone przez marketingowców BRE Banku: „Inaczej nie umiemy”. Czytelnicy mojego bloga jako pierwsi mogą zobaczyć przeróbkę, a w zasadzie interpretację tego sloganu, którą będą rozpowszechniać w internecie niezadowoleni klienci banku.


      Antyreklama BRE Banku

      Nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby wizerunek banku ocieplać takim właśnie sloganem. To hasło nie tylko jest wyjątkowo wdzięczne, żeby odwrócić kota ogonem. Ono po prostu aż samo się o to prosi! Pierwsze moje skojarzenie z „inaczej nie umiemy” to szkoła i dziecko, które nie potrafi napisać żadnej literki. Wścieka się i wrzeszczy właśnie te słowa: że inaczej nie umie. Spytałem jeszcze dwie inne osoby i jedna z nich miała identyczne skojarzenie jak ja. Że tak mówi ktoś, komu właśnie nic nie wychodzi i nie chce się nauczyć.

      Może ja i moi znajomi mamy jakieś skrzywione podejście. Może nie u wszystkich taki slogan budzi negatywne skojarzenia. Ale mam wrażenie, że bank, który powinien wyjątkowo uważać na swoje poczynania, wymyślając taki slogan sam strzela sobie samobójczego gola.

      A tutaj przeczytasz o bolesnych rozstaniach z mBankiem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (29) Pokaż komentarze do wpisu „Jak BRE Bank schładza sobie wizerunek”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 września 2009 07:18
  • sobota, 05 września 2009
    • Wytoczyli proces bankowi, bo... ich nie lubi

      Moje koleżanki z łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej” opisują dziś start nietypowego procesu, jaki wytoczyło DomBankowi pewne małżeństwo. Klienci domagają się unieważnienia umowy kredytowej, bo - ich zdaniem - zostali oszukani przez bank. Cały tekst przeczytacie tutaj. Na razie sprawa została odroczona do października, ale jest to ciekawy przykład na potwierdzenie tezy, że czasami jak klient się zaperzy, to w wojnie z bankiem zapędza się „o jeden most za daleko”.

      Nie widziałem dokumentów związanych z tą sprawą, opieram się tylko na relacji moich koleżanek z Łodzi. Ale jeśli jest tak, jak napisały, to nie bardzo rozumiem o co awanturują się klienci DomBanku. Za samym DomBankiem nie przepadam, bo to jeden z największych zdzierców na rynku kredytów hipotecznych. Zresztą niedługo ta marka zniknie z rynku, o czym pisałem tutaj. Ale nawet przy moich wątpliwościach w stosunku do DomBanku nie jestem w stanie przyznać racji klientom.

      W skrócie przedstawię historię. Klienci zaciągnęli kredyt pod zastaw swojego mieszkania (lokal A). Za pieniądze z kredytu kupili drugie mieszkanie (lokal B), do którego się przenieśli. Do tego momentu wszystko jest w porządku. Ale klienci postanowili sprzedać to poprzednie mieszkanie, na którym bank się zabezpieczył hipoteką (czyli lokal A). W tym celu poprosili o przeniesienie hipoteki na drugie mieszkanie (z lokalu A na lokal B). Bank im odmówił. Klienci czują się oszukani, bo za pieniądze ze sprzedaży lokalu A chcieli kupić kolejne mieszkanie - lokal C. I okazja przeszła im koło nosa.

      Klienci dowodzą, że z punktu widzenia banku nie ma znaczenia czy zastaw hipoteczny byłby na mieszkaniu A, czy B, bo mają zbliżoną wartość. Bank tłumaczy, że sama operacja przeniesienia hipoteki zwiększa jego ryzyko. Kto ma rację? W całej sprawie klientom umyka jeden drobiazg. To bank pożyczył im kilkaset tysięcy złotych na 40 lat i to bank ma prawo decydować w jaki sposób zabezpieczy sobie spłatę tego kredytu. Jeśli pożyczam komuś np. 400 tys. zł, a on mówi mi potem, że np. chciałby żeby poręczycielem był nie X, tylko od jutra żeby zastąpił go Y, to mam obowiązek się na to zgodzić?

      Klienci mówią, że jakiś pośrednik obiecał im, że nie będzie problemu z przeniesieniem hipoteki. I co z tego, że pośrednik coś im obiecał? Takie zobowiązania stron wpisuje się do umowy, a nie załatwia na gębę z jakimś pośrednikiem. Posrednikowi, który naobiecywał klientom gruszki na wierzbie i zgarnął prowizję, należy się oczywiście. Nauczka mogłaby wyglądać tak:


       

      Gdyby bank miał dobrą wolę, to pewnie zamieniłby hipoteki. Ale czasy są takie, że dobra wola jest towarem deficytowym, o czym kilkakrotnie ostatnio przekonywali się klienci innych instytucji finansowych, należących do tej samej grupy, co DomBank. Pisałem o tym tutaj i tutaj. Czasem banki jawnie kantują i urząd antymonopolowy je skutecznie ściga (czytaj tutaj)  Nie słyszałem natomiast, żeby z tytułu braku dobrej woli banku wytaczać mu proces i żądać rozwiązania umowy.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Wytoczyli proces bankowi, bo... ich nie lubi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 05 września 2009 12:25

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line