Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • niedziela, 28 czerwca 2009
    • Gdy bank pomaga klientowi w unikaniu podatków. Czy to etyczne?

      Portal pb.pl, powołując się na gazetę Sonntag, podał, że szwajcarski bank UBS zapłaci amerykańskiemu rządowi 3-5 mld franków (czyli równowartość 3-4,5 mld dol.), by zamknąć sprawę ułatwiania Amerykanom unikania podatków. Amerykański rząd pozwał UBS za to, że szwajcarski bank pomógł 52 tysiącom swoich klientów z amerykańskim paszportem uniknąć zapłacenia 15 mld dol. podatków.
      UBS w lutym w drodze ugody sądowej zdecydował się ujawnić dane 250 klientów i złamać wielowiekową tradycję tajemnicy bankowej. W trakcie postępowania władze USA wykryły, iż UBS prowadził na terenie USA działalność private bankingu bez zezwolenia tamtejszego nadzoru (SEC). Pracownicy UBS byli szczegółowo instruowani przez bank jak uniknąć wpadki. W USA spotykali się z klientami i regularnie informowali o możliwościach transferowania pieniędzy za granicę. A było tak słodko... Zobaczcie sami. You and us. UBS.

      Kiedy bank, instytucja zaufania publicznego, zaczyna zajmować się szukaniem kruczków prawnych, by klienci nie płacili podatków, to coś jest chyba nie tak. A kiedy prowadzi działalność bez zezwolenia nadzoru, to coś jest bardzo, bardzo nie tak. UBS powinien znacznie bardziej dostać po łapach, niż zapłacić te nędzne kilka miliardów odszkodowania. Zwłaszcza, że rząd amerykański jest w naprawdę dużo większej potrzebie, te nędzne kilka miliardów go nie uratują  -). Ile potrzebuje? Zobaczycie jeśli dotrwacie do końca tego klipu.
      .
      Ale wracając do meritum. Chciałbym zapytać o nasze banki. Może nie chachmęcą tak, jak Szwajcarzy, ale gdy oglądam na ich stronach internetowych oferty tzw. lokat antypodatkowych, to coś się we mnie burzy.
      Pod przykrywką polisy na życie banki sprzedają ludziom lokaty, a dzięki temu zysk nie jest opodatkowany podatkiem Belki. Wszystko jest lege artis, po prostu prawo jest dziurawe i banki z tego skrzętnie korzystają. Ale czy to etyczne? czy bank, instytucja zaufania publicznego, powinien oferować klientom lokaty i nazywać je polisami? Pytanie pozostawiam otwarte. Sam chyba nie mam wyrobionego zdania w tej sprawie. Zwłaszcza, że w swoim prywatnym portfelu inwestycyjnym też mam jedną taka poliso-lokatę.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Gdy bank pomaga klientowi w unikaniu podatków. Czy to etyczne? ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 czerwca 2009 23:17
  • sobota, 27 czerwca 2009
    • Zostać rentierem: niełatwa sprawa

      Zawsze się zastanawiałem ile trzeba mieć pieniędzy, żeby pracować tylko dla przyjemności. By odsetki od już zgromadzonych oszczędności zapewniały godziwe życie z procentów. I jak długo trzeba systematycznie oszczędzać, żeby taki luksusowy stan osiągnąć. Uważam, że taki  rachunek powinien przeprowadzić każdy, kto zabiera się za oszczędzanie. Bo żywot rentiera jest ukoronowaniem, ostatnim celem odkładania i inwestowania pieniędzy. Życzę każdemu - także sobie - by ten etap osiągnął.

      Wielu z Was zapewne wątpi, czy zgromadzenie wystarczającego kapitału, by żyć z odsetek, jest możliwe w ciągu jednego tylko pokolenia. Tak, to jest pytanie: czy jest sens w ogóle marzyć o byciu rentierem jeśli nie posiada się dużych oszczędności na starcie i nie zarabia 100-200 tys. zł miesięcznie jak prezes banku? Tak, oni tyle zarabiają, piszę o tym tutaj.

      Nie odpowiem wprost na te pytania, ale przedstawię pewne wyliczenia, które pozwolą każdemu z Was wyciągnąć wnioski. Załóżmy, że chcielibyśmy wypłacać sobie po 3000 zł miesięcznych odsetek. To pozwoli na przyzwoite życie, ale bez szaleństw (no i raczej mówimy o życiu singla, niż całej rodziny). Ile trzeba mieć kapitału, żeby takie odsetki otrzymywać

      Przy założeniu, że roczne odsetki w banku będą wynosiły średnio 5 proc. rocznie (i oczywiście uwzględniając przy tym podatek Belki) okazuje się, że potrzebujemy 900.000 zł (dziewięćset tysięcy). Jeśli zredukujemy potrzeby do 2000 zł miesięcznej renty, to wystarczy umieścić w banku 600.000 zł.

      To kosmiczne pieniądze i nie wydaje się możliwe, by zebrać je w ciągu np. kilkunastu lat, odkładając tylko z pensji. Trochę prawdy w tym jest, ale... Policzmy jak długo i po ile złotych miesięcznie trzeba byłoby oszczędzać, by odłożyć te 600-900 tys. zł, pozwalające na błogie nic-nierobienie. Z marszu odrzućmy opcje zakładające oszczędzanie po 30-40 lat i dłużej. Żywot rentiera chcemy wieść jeszcze przed emeryturą. Interesuje nas oszczędzanie maksymalnie przez 20-25 lat.

      Wyliczenia są nieubłagane: żeby w ciągu 20 lat zebrać 600.000 zł trzeba odkładać po 1200 zł miesięcznie.
      Przy wydłużeniu okresu oszczędzania do 25 lat i tej samej kwocie miesięcznej (1200 zł) uzbieramy zaś 944 tys. zł. A więc nawet nieco więcej, niż kapitał potrzebny, by bank do końca życia wypłacał nam po 3000 zł odsetek miesięcznie.
      Wszystkie te obliczenia wykonuję przy założeniu, że inwestycje przynoszą średnio 7 proc. zysku rocznie (czyli pieniądze w połowie są zainwestowane w fundusze akcji, a w połowie w obligacjach i
      na lokatach).


      Krótko mówiąc: jeśli nie masz jeszcze ani grosza oszczędności, a marzysz o osiągnięciu statusu rentiera zanim przejdziesz na emeryturę, to musisz spełnić dwa warunki: zacząć gromadzić oszczędności przed 30 rokiem życia i zarabiać wystarczająco dużo, by co miesiąc odkładać po 1200 zł. Po 20-25 latach systematycznego inwestowania będziesz mógł położyć się do góry brzuchem i mruczeć: "na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień..."

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Zostać rentierem: niełatwa sprawa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 27 czerwca 2009 10:33
  • czwartek, 25 czerwca 2009
    • BRE kastruje plakaty opozycji. To już koniec akcji ”nabitych”?

      Trwająca od kilku dni akcja anty-reklamowa, jaką przeciwko mBankowi i Multibankowi rozpoczęli niezadowoleni klienci, staje się coraz mniej zrozumiała dla postronnych obserwatorów (o jaką akcję chodzi - czytaj tutaj). Najpierw na mobilnych tablicach reklamowych, które ”opozycjoniści” wypuścili na ulice trzech miast, zaklejono nazwy banków (o tym czytaj tutaj). Teraz na plakatach zasłonięto także część adresów stron internetowych, za pomocą których niezadowoleni klienci manifestują swoją antypatię wobec mBanku i Multibanku. Od dziś jeżdżące po ulicach Warszawy, Łodzi i Katowic billboardy wyglądają tak:


      ”Opozycjoniści” nie kryją, że wymazanie z plakatów części informacji - co de facto kastruje całą akcję - jest efektem nacisków ze strony zarządu BRE Banku, walczącego o ograniczenie strat wizerunkowych mBanku i Multibanku w efekcie akcji zbuntowanych klientów. Oto dzisiejszy komunikat niezadowolonych klientów, umieszczony na stronie nabiciwmbank.pl:

      ”BRE Bank w dniu dzisiejszym skontaktował się z firmą udostępniającą powierzchnię reklamową wykorzystaną do kampanii informacyjnej forumowiczów NabiciWBREBank.pl. (...) Do firmy tej zostało wysłane pismo wzywające do zaprzestania prowadzenia kampanii. W odpowiedzi na pismo z naszej strony została podjęta decyzja o natychmiastowym i trwałym usunięciu nazw marek [chodzi o marki banków - red.] w ramach nazw domen internetowych umieszczonych na billboardach. Akcja jednak nie zostanie zatrzymana. Zgodnie z planem mobile reklamowe również i dziś wyjadą ponownie na ulice trzech miast”.

      Widać BRE Bank tym razem postanowił ostro zareagować na działania niezadowolonych klientów, wypuszczając do walki swoich prawników. I to dość skutecznie. Czy w tej sytuacji kontynuowanie tej akcji przez klientów, zarzucających nieuczciwość mBankowi i Multibankowi, ma w ogóle sens? Nie jestem o tym przekonany. Ta akcja została po prostu źle przygotowana, więc jej ”rozbrojenie” przez prawników BRE Banku nie jest niespodzianką.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „BRE kastruje plakaty opozycji. To już koniec akcji ”nabitych”?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 czerwca 2009 19:29
    • Ostatnia tajemnica Danny

      O słynnej już kampanii reklamowej BZ WBK z Dannym DeVito, połączonej z konkursem z dwumilionową nagrodą, powiedziano i napisano już chyba wszystko. No, prawie wszystko. We wtorek bank ogłosił bowiem ostateczną wartość zebranych w ramach tej propozycji kwot - to aż 4,3 mld zł. Dodatkowo bank ujawnił, że na lokaty zapisało się 150 tys. osób. To oznacza, że przeciętny klient kupował po pięć-sześć ”losów” na loterię (bank przyznawał po jednej szansie na wygraną za każde 5000 zł). O tym jakie szanse ma na wylosowanie dwóch milionów złotych pisałem tutaj.

      Do rozwikłania pozostała już tylko jedna zagadka: ile nowych pieniędzy pozyskał bank z tej lokaty, a jaka część z tej góry 4,3 mld zł to kasa, którą klienci BZ WBK po prostu przesunęli z innych lokat bądź z kont osobistych? Oczywiście nawet jeśli niemała część pieniędzy to te, które już w banku były, nadal można mówić o sukcesie. Bank dzięki lokacie zablokował pieniądze na dłużej i uzyskał poduszkę finansową. Ale oczywiście ideałem byłoby, gdyby każdy grosz z urobku Danny'ego DeVito był groszem wyrwanym przez BZ WBK z rąk konkurencji.  Tak zapewne nie jest.

      Spytałem zarząd banku o to ile nowych pieniędzy pozyskał w ramach lokaty z Dannym DeVto. Niestety następnego dnia dostałem informację, że BZ WBK tej informacji mi nie ujawni. Cóż, szydło i tak wyjdzie z worka, bo jeśli w wynikach kwartalnych bank nie pokaże znacznego wzrostu wartości portfela depozytów, to będzie oznaczało, że DeVito przekonywał głównie tych, którzy w BZ WBK już trzymają pieniądze. Cóż, zobaczymy. Ale blokada informacji na ten temat ze strony BZ WBK budzi pewne podejrzenia. Czyżby sukces konkursu z Dannym DeVito nie był tak wielki, jak wydaje się na pierwszy rzut oka?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatnia tajemnica Danny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 czerwca 2009 06:08
  • środa, 24 czerwca 2009
    • The winner is... Jeeeeerzy Pruuuuski!

      Po wtorkowym wystąpieniu ministra finansów Jacka Rostowskiego wiemy już kto wygrał korespondencyjny pojedynek,  który rozgrywali prezes PKO BP Jerzy Pruski i minister skarbu Aleksander Grad. Przypomnijmy, że Pruski, wbrew woli Grada (przynajmniej tej publicznie eksplikowanej) zaproponował wypłatę gigantycznej, prawie trzymiliardowej dywidendy z ubiegłorocznego zysku PKO BP. Grad chciał zostawić zysk w banku i co najwyżej wypłacić wcześniej (zaliczkowo) dywidendę z przyszłorocznych zarobków PKO BP.

      Wydawało się, że Pruski mógł przelicytować, zwłaszcza po tym, jak rada nadzorcza banku (kontrolowana przez skarb państwa) zagroziła mu brakiem absolutorium. Jednak już na początku tego tygodnia - jak donosił Puls Biznesu - członkowie rady zaczęli półgębkiem przyznawać, że się zagalopowali. A we wtorek miniter Rostowski postawił kropkę nad i, ogłaszając, że przychody z dywidend od państwowych spółek mają wynieść 5 mld zł i ograniczyć rosnącą dziurę w budżecie.

      W środę po południu minister Grad oświadczył, że w sprawie dywidendy zawarł kompromis z ministrem finansów. Szczegółów nie ujawnił, ale zapewne ten kompromis jest bliższy pierwotnemu planowi ministra Rostowskiego, niż koncepcji Grada. A więc jednak dywidenda?

      Dla banku to byłaby oczywiście zła wiadomość, bo bez trzech miliardów trudniej mu będzie myśleć o przejęciach innych banków, co w kryzysie jest naturalną potrzebą największych graczy na rynku. Nie wiadomo jak będzie z akcją kredytową do czasu uzupełnienia braków kapitału w ramach nowej emisji akcji (o ile ów rządowy kompromis przewiduje wypłatę dywidendy już teraz).

      Jakkolwiek by ten kompromis się nie przedstawiał, to wygląda na to, że rząd postanowił jednak osłabić potencjał PKO BP, choć po wystąpieniu ministra Rostowskiego można próbować zrozumieć intencje tego postępowania. Bo z budżetem państwa naprawdę jest niedobrze.

      Szkoda tylko, że minister Rostowski, podcinając nieco gardło kurze znoszącej złote jajka (jaką niewątpliwie jest PKO BP) nie pozbawił nas wątplwiości dotyczących możliwości wzrostu podatków w przyszłym roku. Wygląda na to, że alternatywa, którą stawiali niektórzy publicyści, czyli „albo dywidenda, albo wyższe podatki, albo wyższy deficyt” jest fałszywa. Bo będzie wszystko naraz. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 24 czerwca 2009 17:25
    • BRE ostrzega zbuntowanych klientów. Nazwy banków znikają z billboardów

      Rośnie napięcie na linii frontu walki zbuntowanych klientów mBanku i Multibanku z zarządem grupy BRE. We wtorek późnym wieczorem i dziś rano do kontrataku przystąpił bank, który też postanowił walczyć o swoje dobre imię. Organizatorzy akcji postanowili pójść na kompromis. Jaki?

      Pozwólcie, że najpierw przypomnę tło całej awantury. We wtorek na ulice trzech polskich miast wyjechały mobilne plakaty reklamowe, zawierające antyreklamę mBanku i Multibanku. ”20 000 klientów straciło zaufanie do mBanku i Multibanku” - głosiły napisy na plakatach. Niezadowoleni klienci zrobili zrzutkę i po raz pierwszy użyli w sporze z bankami ”ciężkiej artylerii” - zaczęli regularną kampanię reklamową. Szczegóły akcji i moja jej ocena oraz ad vocem jej sympatyków, twórców wcześniejszej akcji mStop, znajdziesz tutaj oraz tutaj.

      BRE Bank długo milczał, ale we wtorek późnym wieczorem wysłał do mnie mocne oświadczenie. Oto jego obszerne fragmenty: „(...) Nie ograniczamy Klientom prawa do wyrażania poglądów  w ramach obowiązujących w Polsce regulacji prawnych. Doceniamy fenomen społeczności, która zgromadziła się wokół banku. (...). Wierzymy, że osiągnięcie kompromisu to kwestia dobrej woli zarówno ze strony banku jak i Klientów. Na tym się obecnie skupiamy.(...). Warunkiem prowadzenia dialogu jest jednak używanie narzędzi zgodnych z prawem i argumentów popartych faktami. Do dziś rozmowy z przedstawicielami przebiegały w atmosferze wspólnego celu i chęci osięgnięcia kompromisu. Dlatego podjęte dziś działania grupy Klientów, naruszające w naszej opinii prawo i prezentujące nieprawdziwy komunikat są dla nas zaskoczeniem i przyjęliśmy je z rozczarowaniem”.

      BRE w wysłanym do mnie oświadczeniu nawołuje niezadowolonych klientów do tego, by przerwali akcję billboardową. I sugeruje, że jej kontynuowanie może zagrozić dialogowi o problemach klientów.  „Jesteśmy dalecy od podejmowania działań prawnych przeciwko Klientom i traktujemy je jako absolutną ostateczność. Pozostajemy w stałym kontakcie z animatorami taj akcji i wierzymy, że podejmą oni stanowcze działania zmierzające do zaprzestania jej prowadzenia. Jesteśmy żywo zainteresowani dalszym dialogiem jeżeli tylko będzie on toczył się w okolicznościach jakie towarzyszyły nam do dziś” - pisze BRE Bank

      Ale bank nie poprzestał na apelu do klientów. Jednocześnie zarząd BRE zwrócił się do firmy, która wynajęła ”buntownikom” mobilne tablice reklamowe i poprosił ją o przerwanie akcji anty-reklamowej. Nie wiem jakie jest stanowisko firmy wynajmującej tablice reklamowe, ale jedno jest pewne: inicjatorzy akcji postanowili iść na kompromis i usunęli z plakatów nazwy banków. Plakaty wyglądają od dziś tak:


      Organizatorzy akcji zapewniają, że choć zakryli nazwy banków na tablicach, to mobilne reklamy dziś znowu wyjadą na ulice miast - akcja nie zostanie więc przerwana.

      Na koniec przypomnienie o co walczą zbuntowani klienci mBanku i Multibanku. Chodzi o kredyty tzw. starego portfela, które kiedyś oferowały oba banki. Oprocentowanie jest ustalane nie w oparciu o jakiś obiektywny wskaźnik, ale o decyzję zarządów banków. Oto jak tłumaczą swoje protesty buntownicy:

      Gdy wskaźnik LIBOR 3M rósł, zarząd banku podnosił oprocentowanie naszych kredytów. Nikt nie miał pretensji do zarządu. Ale od swojego szczytowego poziomu (3,25%) w październiku 2008 r., LIBOR 3M systematycznie spada. Obecnie wynosi 0,40%.Tymczasem bank nie zdecydował się obniżyć oprocentowania naszych kredytów (poza jedną symboliczną obniżkę o 0,25 pp). Większość z nas ma oprocentowanie zawyżone przeciętnie o 2,0-4,0 pp. Czujemy się potrakowani nieuczciwie. Dlatego zdecydowaliśmy się walczyć o swoje prawa m.in. działając na tym forum. Działamy od stycznia 2009 r. W niespełna pół roku na forum zarejestrowało się prawie 2,5 tys. użytkowników. Kolejnych kilka tysięcy przegląda nasze posty bez rejestracji. - to cytat ze strony nabiciwbrebank.pl, która skupia niezadowolonych klientów.

      Zanim przeciwnicy BRE Banku zaczęli spektakularną akcję na regularnych tablicach reklamowych, po prostu oklejali swoje prywatne samochody hasłami zniechęcającymi do korzystania z usług mBanku i Multibanku. Na przykład takimi (zdjęcie zrobione przez Irka Sudaka - dziękuję!):


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „BRE ostrzega zbuntowanych klientów. Nazwy banków znikają z billboardów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 24 czerwca 2009 08:51
  • wtorek, 23 czerwca 2009
    • Oświadczenie mStop w sprawie nowej akcji przeciwko mBankowi i Multibankowi

      Poranny news o kolejnej akcji niezadowolonych klientów, wymierzonej w mBank i Multibank, wywołał prawdziwą burzę. Mobilne billboardy z antyreklamą obu banków, które niespodziewanie wyjechały na ulice Warszawy, Łodzi i Katowic, budziły zaś nie lada sensację w placówkach mBanku i Multibanku. Jeśli jakimś cudem nie wiesz jeszcze o co chodzi - czytaj tutaj.

      Od ośmiu godzin szerokopasmowe łącza internetowe grzeją się do czerwoności od Waszych emocji. Także tych negatywnych. Klientów mBanku i Multibanku, którzy uważają, że mam negatywne podejście do ich akcji, chcę zapewnić, że tak nie jest. Nie podoba mi się natomiast, że w kolejnej odsłonie akcji przeciwko nielubianemu przez Was bankowi, organizatorzy używają jako tarczy tekstu z ”Gazety Wyborczej”.

      Piszą, że „20 000 osób straciło zaufanie do mBanku i Mulitbanku”, powołując się na to, że taką liczbę podała ”Wyborcza”. Co nie jest prawdą. Nie napisaliśmy ile osób straciło zaufanie do mBanku i Multibanku, bo tegfo nie wiemy. Uważam, że wprowadzanie odbiorców w błąd nie jest najszczęśliwszą formą walki konsumenta o swoje prawa.

      Wiem, że szefowie BRE Banku byli dziś mocno zaskoczeni akcją opozycjonistów. Nie dalej jak poprzedniego dnia odbyło spotkanie przedstawicieli mBanku i Multibanku z grupą niezadowolonych klientów. - Wydawało nam się, że negocjacje są na dobrej drodze. A tymczasem dostaliśmy strzał w plecy - mówią nam nieoficjalnie przedstawiciele banku. Więcej o ich stanowisku w tej sprawie przeczytacie w środowej ”Gazecie Wyborczej” i na stronach Wyborcza.pl.

      Otrzymałem też oświadczenie osób prowadzących akcję mStop. W ramach otwartej dyskusji cytuję je w obszernych fragmentach:

      „Uprzejmie prosimy o poprawienie zapisów, które pojawiły się w Pańskim blogu we wpisie dotyczącym akcji klientów mBanku i Multibanku. Po pierwsze pisze Pan, że to twórcy mStop przygotowali akcję. Nie jest to prawdą, wszystkie komunikaty pojawiające się zarówno w serwisie mStop.pl jak i na forum nabiciwbrebank.pl jasno mówią, że akcja jest przeprowadzana ze zbiórki pieniędzy wśród forumowiczów. mStop to nie forum, co jako bloger powinien Pan wiedzieć”.

      Przyjmuję do wiadomości, że to nie mStop organizuje akcję, choć dziwi mnie to stanowisko, bo na plakatach, które widać na ulicach trzech miast jest też adres strony internetowej mStop. Rozumiem, że mStop się pod akcją podpisuje.

      Druga część oświadczenia dotyczy mojego zarzutu, że na plakatach podaje się nieprawdę. mStop pisze tak: 

      „Po drugie - bardziej istotne - proszę zauważyć, że na bilboardach znajduje się gwiazdka przy liczbie 20 000 - i to jest fragment artykułu z Gazety Wyborczej, na który powołują się twórcy przekazu. Pozostała część wynika z zainteresowania akcją (...). Podkreślamy, że mStop nie przeprowadza tej akcji, a jedynie wspiera ją, umieszczając kopię strony informacyjnej. Prosimy o rzetelność - dziennikarską i blogerską - i o poprawienie zapisów tak, by prezentowały stan faktyczny”.

      Przyznam, że nie rozumiem. Czy mStop chce mi powiedzieć, że z tekstu „Gazety Wyborczej” wzięto tylko liczbę „20 000”, zaś kolejna część hasła, czyli słowa ”osób straciło zaufanie”, nie ma już z tym artykułem nic wspólnego? To byłby już chyba szczyt manipulacji. Nie prościej byłoby przyznać: ”OK, zagalopowaliśmy się, przepraszamy” ?

      Powtarzam: nie mam nic przeciwko mStopowi ani uczestnikom forum skupiającego przeciwników mBanku i Multibanku. W kraju, w którym ”każdy sobie rzepkę skrobie”, każde wspólne działania konsumentów jest cennym przejawem aktywności społeczeństwa.  Chciałbym tylko, by konsumenci walczyli o swoje prawa grając fair.


      PS. Kolejna korespondencja od szefów akcji mStop. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z ich argumentami. Tym razem pozostawiam je bez komentarza. Niech każdy sam sobie wyrobi o nich zdanie:
      „Jeśli chodzi o liczbę 20 000, to oficjalne komunikaty BRE nie podają liczby klientów [chodzi o klientów tzw. starego portfela - red.], stąd potrzeba powołania się na inne źródło jeśli chodzi o liczbę. Dlatego jako niezależny serwis, jedynie współpracujący z nabitymi, przyglądając się działaniom nabitych, nie dopatrujemy ich się złej woli. Ta gwiazdka mogłaby się znaleźć na końcu zapisu - a jest przy liczbie 20 000. Interpretacja w naszym rozumieniu jest jasna. Oczywiście w subiektywnym blogu ma Pan prawo do innej interpretacji - fakty jednak pozostają faktami”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Oświadczenie mStop w sprawie nowej akcji przeciwko mBankowi i Multibankowi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 czerwca 2009 18:24
    • Nowa akcja przeciwko mBankowi i Multibankowi! Tym razem przestrzelona?

      Kiedy kilka dni temu opisywałem nową ofensywę reklamową mBanku, akcję ROR-off (chodzi o przyciąganie klientów innych banków, w których drożeją opłaty za prowadzenie kont osobistych - szczegóły tutaj), wspominałem, że na forach pod moimi tekstami uaktywnili się natychmiast przeciwnicy mBanku. Ci sami, którzy prowadzili kilka miesięcy z dużym rozmachem akcję mStop i Nabici w mBank. Na prowadzonych przez buntowników stronach internetowych pojawił się tajemniczy licznik, który odliczał czas pozostały do ujawnienia „prawdy” o działalności mBanku i Multibanku (też należącego do grupy BRE).

      Podejrzewałem wówczas, że twórcy mStop - twierdzący, że mBank i Multibank ich oszukały na kredytach hipotecznych z oprocentowaniem ustalanym na mocy decyzji zarządu - szykują kolejną odsłonę spektakularnej akcji, która ma zaszkodzić mBankowi i Multibankowi. Te spekulacje przypominam tutaj. I nie pomyliłem się. Okazało się, że tym nowym pomysłem opozycjonistów jest regularna kampania reklamowa skierowana przeciwko obu bankom z grupy BRE.

      O ile do tej pory opozycjoniści po prostu obklejali prywatne samochody hasłami reklamowymi mającymi zniechęcać do korzystania z usług mBanku i Multibanku, to tym razem po prostu wynajęli mobilne tablice reklamowe, które będą krążyły po ulicach trzech miast - Warszawy, Łodzi (to siedziba mBanku i Multibanku) oraz Katowicach. Tablice wyglądają tak:

      Zauważcie, że, opozycjoniści powołują się w treści antyreklamy mBanku i Multibanku na artykuł zamieszczony w Gazecie Wyborczej, autorstwa mojej redakcyjnej koleżanki Niny Hałabuz („Polowanie na bankozaura”). Cały tekst przeczytasz tutaj. I obawiam się, że w tym momencie przeholowali. Otóż z tekstu, na który powołują się na tablicach reklamowych mStop-owcy bynajmniej nie wynika, że „20 tys. osób straciło zaufanie” do mBanku i Multibanku.

      Nina pisze tak: „20 tys. klientów mBanku i Multibanku (oba należą do BRE Banku), którzy wzięli w nich kredyty hipoteczne jako pierwsi, przed 1 września 2006 r., niepokoi coś jeszcze. Oprocentowanie ich kredytów nie zmienia się automatycznie, wraz ze stopami LIBOR. Ustala je zarząd banku. Gdy stopy rosły, zarząd reagował błyskawicznie, po kilku dniach. Czy będzie równie szybki, gdy stopy maleją?”.

      Szefowie mBanku twierdzą, że w ramach akcji mStop aktywnie działa najwyżej kilkanaście, kilkadziesiąt osób. To oczywiste, że próbują one wywołać wrażenie, iż jest ich znacznie więcej, kilka, kilkanaście tysięcy (na forum akcji zarejestrowanych jest 2,5 tys. osób). Byle tylko byli w swej argumentacji uczciwi. Bo przecież mają w ręku silne argumenty.

      Bardzo jestem ciekaw jak zareaguje na te plakaty reklamowe szefostwo mBanku i Multibanku. Bo wydaje mi się, że ta zorganizowana akcja reklamowa przeciwko bankom to już nie jest prowizorka, którą można zlekceważyć. Zwłaszcza jeśli takie pojazdy zaczną paradować przed placówkami mBanku i Multibanku, albo - przed centralami obu banków.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Nowa akcja przeciwko mBankowi i Multibankowi! Tym razem przestrzelona?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 czerwca 2009 09:45
    • Wracają lokaty na 7 proc.!

      Już wydawało się, że wojna depozytowa powoli wygasa, ale nie - wciąż są banki chętne, by dawać za nasze lokaty nawet do 7 proc. w skali roku. W poniedziałek taką - i to aż dziesięciomiesięczną! - lokatę wprowadził Alior Bank. To aktualnie najlepiej oprocentowana lokata na rynku. Przypomnę, że Alior lądował na rynku bankowym w takim, niezbyt spektakularnym stylu:

      Ale to nie wszystko. Siedmioprocentowe lokaty po krótkiej nieobecności wróciły też do oferty sieci Open Finance, która jest ”zbrojnym ramieniem” snobistycznego Noble Banku.

      A jeszcze miesiąc temu szczytem marzeń były lokaty dające 6 proc. z ogonkiem. W większości banków dominowały oferty 5-procentowe. Czy teraz za pierwszymi odważnymi, którzy podwyższyli oprocentowanie lokat, pójdą kolejni? Taki np. AIG Bank, który zawsze miał najwyżej oprocentowane lokaty, nikogo niż nie powali ofertą lokat na 6,7 proc. w skali roku. Pewnie będzie musiał zapłacić więcej. Wyścig o nasze pieniądze nie zwalnia więc tempa.

      Nie pomagają lamenty prezesów niektórych banków. Szef BZ WBK chciałby, żeby nadzór sprawdził, czy banki nie prowadzą polityki dumpingowej, a prezes Citi Handlowego sugeruje, że wysoko oprocentowane lokaty mogą źle wpływać na stabilność systemu bankowego. Pisałem o tym tutaj.

      Lamenty nie pomagają, bo między bankami nie ma wspólnoty interesów. Nowi gracze jak Alior, Meritum Bank, czy Allianz Bank muszą czymś wyróżnić się na rynku. I tym czymś są wysoko oprocentowane lokaty. Z drugiej strony mamy też banki żyjące z consumer finance, jak AIG, Getin, GE Money. One mogą sobie pozwolić na szaleństwa, bo pieniądze z lokat służą im do oferowania wysokomarżowych kredytów oprocentowanych na 20 proc. rocznie i więcej.

      ”Normalne” banki, które nie specjalizują się w kredytach gotówkowych, lokat oprocentowanych na 7 proc. rocznie nie byłyby w stanie przekuć na kredyty tak, żeby jeszcze na tym zarobić. Giganci więc klną w żywy kamień i wygrażają maluchom. A depozytowa wojna trwa w najlepsze.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wracają lokaty na 7 proc.!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 czerwca 2009 08:40
  • poniedziałek, 22 czerwca 2009
    • Eurobank na wrotkach, czyli kryzys

      Podobno dla banków nadeszły trudne czasy. Z jednej strony trzeba płacić klientom po 6-7 proc.odsetek za lokaty, a z drugiej naudzielane w ostatnich latach kredyty o ekstremalnie niskich marżach w ogóle na siebie nie zarabiają. Eksperci uważają, że banki będą musiały zacisnąć pasa. W branży może stracić pracę nawet kilkanaście tysięcy pracowników.

      A co z oddziałami, których w niektórych miastach jest już więcej, niż wynosi średnia europejska? Na razie banki mówią co najwyżej o przycinaniu planów budowy nowych oddziałów (czytaj tutaj). O zamykaniu nierentownych placówek nie chcą nawet słyszeć. Ale jest jasne, że wkrótce i do tego dojdzie. Pisałem na ten temat tutaj. Bo placówki bankowe - przede wszystkim ich utrzymanie - kosztują koszmarne pieniądze.

      Tym bardziej zdębiałem, kiedy wszedłem kilka dni temu do jednej z warszawskich placówek Eurobanku. Takiego marnotrawstwa miejsca nie widziałem już dawno. Dwa malutkie stoiska ustawione pod ścianami, a między nimi kilkunastometrowa, pusta przestrzeń. Na wrotkach można jeździć! Zresztą zobaczcie sami:

      A przecież powierzchnia biurowa w Warszawie nie jest tania. Jeśli tak wygląda cięcie kosztów w branży bankowej to niech mi nikt nie mówi, że oni mają jakiś kryzys. Zrozumiałbym, gdyby tak monstrualny oddział miał np. PKO BP, w którym kiedyś każda placówka przypominała oddział poczty. Ale Eurobank, który wchodził na rynek pod hasłem małych stoisk ulokowanych tam, gdzie ludzie robią zakupy? Cóż, może po prostu wszedłem do nietypowego oddziału...

      Choć z drugiej strony jeśli spojrzeć na ceny kredytów gotówkowych w Eurobanku, to można zrozumieć, że ten bank stać na utrzymywanie tak wielkich oddziałów. Ostatnio prześwietlałem telewizyjną reklamówkę tego banku, dotyczącą kredytu „z przerwą”. Oj, nie jest tanio, nie jest... Zresztą zobacz tutaj.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Eurobank na wrotkach, czyli kryzys”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 czerwca 2009 17:35

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line