Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • czwartek, 25 czerwca 2009
    • Ostatnia tajemnica Danny

      O słynnej już kampanii reklamowej BZ WBK z Dannym DeVito, połączonej z konkursem z dwumilionową nagrodą, powiedziano i napisano już chyba wszystko. No, prawie wszystko. We wtorek bank ogłosił bowiem ostateczną wartość zebranych w ramach tej propozycji kwot - to aż 4,3 mld zł. Dodatkowo bank ujawnił, że na lokaty zapisało się 150 tys. osób. To oznacza, że przeciętny klient kupował po pięć-sześć ”losów” na loterię (bank przyznawał po jednej szansie na wygraną za każde 5000 zł). O tym jakie szanse ma na wylosowanie dwóch milionów złotych pisałem tutaj.

      Do rozwikłania pozostała już tylko jedna zagadka: ile nowych pieniędzy pozyskał bank z tej lokaty, a jaka część z tej góry 4,3 mld zł to kasa, którą klienci BZ WBK po prostu przesunęli z innych lokat bądź z kont osobistych? Oczywiście nawet jeśli niemała część pieniędzy to te, które już w banku były, nadal można mówić o sukcesie. Bank dzięki lokacie zablokował pieniądze na dłużej i uzyskał poduszkę finansową. Ale oczywiście ideałem byłoby, gdyby każdy grosz z urobku Danny'ego DeVito był groszem wyrwanym przez BZ WBK z rąk konkurencji.  Tak zapewne nie jest.

      Spytałem zarząd banku o to ile nowych pieniędzy pozyskał w ramach lokaty z Dannym DeVto. Niestety następnego dnia dostałem informację, że BZ WBK tej informacji mi nie ujawni. Cóż, szydło i tak wyjdzie z worka, bo jeśli w wynikach kwartalnych bank nie pokaże znacznego wzrostu wartości portfela depozytów, to będzie oznaczało, że DeVito przekonywał głównie tych, którzy w BZ WBK już trzymają pieniądze. Cóż, zobaczymy. Ale blokada informacji na ten temat ze strony BZ WBK budzi pewne podejrzenia. Czyżby sukces konkursu z Dannym DeVito nie był tak wielki, jak wydaje się na pierwszy rzut oka?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatnia tajemnica Danny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 czerwca 2009 06:08
  • środa, 24 czerwca 2009
    • The winner is... Jeeeeerzy Pruuuuski!

      Po wtorkowym wystąpieniu ministra finansów Jacka Rostowskiego wiemy już kto wygrał korespondencyjny pojedynek,  który rozgrywali prezes PKO BP Jerzy Pruski i minister skarbu Aleksander Grad. Przypomnijmy, że Pruski, wbrew woli Grada (przynajmniej tej publicznie eksplikowanej) zaproponował wypłatę gigantycznej, prawie trzymiliardowej dywidendy z ubiegłorocznego zysku PKO BP. Grad chciał zostawić zysk w banku i co najwyżej wypłacić wcześniej (zaliczkowo) dywidendę z przyszłorocznych zarobków PKO BP.

      Wydawało się, że Pruski mógł przelicytować, zwłaszcza po tym, jak rada nadzorcza banku (kontrolowana przez skarb państwa) zagroziła mu brakiem absolutorium. Jednak już na początku tego tygodnia - jak donosił Puls Biznesu - członkowie rady zaczęli półgębkiem przyznawać, że się zagalopowali. A we wtorek miniter Rostowski postawił kropkę nad i, ogłaszając, że przychody z dywidend od państwowych spółek mają wynieść 5 mld zł i ograniczyć rosnącą dziurę w budżecie.

      W środę po południu minister Grad oświadczył, że w sprawie dywidendy zawarł kompromis z ministrem finansów. Szczegółów nie ujawnił, ale zapewne ten kompromis jest bliższy pierwotnemu planowi ministra Rostowskiego, niż koncepcji Grada. A więc jednak dywidenda?

      Dla banku to byłaby oczywiście zła wiadomość, bo bez trzech miliardów trudniej mu będzie myśleć o przejęciach innych banków, co w kryzysie jest naturalną potrzebą największych graczy na rynku. Nie wiadomo jak będzie z akcją kredytową do czasu uzupełnienia braków kapitału w ramach nowej emisji akcji (o ile ów rządowy kompromis przewiduje wypłatę dywidendy już teraz).

      Jakkolwiek by ten kompromis się nie przedstawiał, to wygląda na to, że rząd postanowił jednak osłabić potencjał PKO BP, choć po wystąpieniu ministra Rostowskiego można próbować zrozumieć intencje tego postępowania. Bo z budżetem państwa naprawdę jest niedobrze.

      Szkoda tylko, że minister Rostowski, podcinając nieco gardło kurze znoszącej złote jajka (jaką niewątpliwie jest PKO BP) nie pozbawił nas wątplwiości dotyczących możliwości wzrostu podatków w przyszłym roku. Wygląda na to, że alternatywa, którą stawiali niektórzy publicyści, czyli „albo dywidenda, albo wyższe podatki, albo wyższy deficyt” jest fałszywa. Bo będzie wszystko naraz. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 24 czerwca 2009 17:25
    • BRE ostrzega zbuntowanych klientów. Nazwy banków znikają z billboardów

      Rośnie napięcie na linii frontu walki zbuntowanych klientów mBanku i Multibanku z zarządem grupy BRE. We wtorek późnym wieczorem i dziś rano do kontrataku przystąpił bank, który też postanowił walczyć o swoje dobre imię. Organizatorzy akcji postanowili pójść na kompromis. Jaki?

      Pozwólcie, że najpierw przypomnę tło całej awantury. We wtorek na ulice trzech polskich miast wyjechały mobilne plakaty reklamowe, zawierające antyreklamę mBanku i Multibanku. ”20 000 klientów straciło zaufanie do mBanku i Multibanku” - głosiły napisy na plakatach. Niezadowoleni klienci zrobili zrzutkę i po raz pierwszy użyli w sporze z bankami ”ciężkiej artylerii” - zaczęli regularną kampanię reklamową. Szczegóły akcji i moja jej ocena oraz ad vocem jej sympatyków, twórców wcześniejszej akcji mStop, znajdziesz tutaj oraz tutaj.

      BRE Bank długo milczał, ale we wtorek późnym wieczorem wysłał do mnie mocne oświadczenie. Oto jego obszerne fragmenty: „(...) Nie ograniczamy Klientom prawa do wyrażania poglądów  w ramach obowiązujących w Polsce regulacji prawnych. Doceniamy fenomen społeczności, która zgromadziła się wokół banku. (...). Wierzymy, że osiągnięcie kompromisu to kwestia dobrej woli zarówno ze strony banku jak i Klientów. Na tym się obecnie skupiamy.(...). Warunkiem prowadzenia dialogu jest jednak używanie narzędzi zgodnych z prawem i argumentów popartych faktami. Do dziś rozmowy z przedstawicielami przebiegały w atmosferze wspólnego celu i chęci osięgnięcia kompromisu. Dlatego podjęte dziś działania grupy Klientów, naruszające w naszej opinii prawo i prezentujące nieprawdziwy komunikat są dla nas zaskoczeniem i przyjęliśmy je z rozczarowaniem”.

      BRE w wysłanym do mnie oświadczeniu nawołuje niezadowolonych klientów do tego, by przerwali akcję billboardową. I sugeruje, że jej kontynuowanie może zagrozić dialogowi o problemach klientów.  „Jesteśmy dalecy od podejmowania działań prawnych przeciwko Klientom i traktujemy je jako absolutną ostateczność. Pozostajemy w stałym kontakcie z animatorami taj akcji i wierzymy, że podejmą oni stanowcze działania zmierzające do zaprzestania jej prowadzenia. Jesteśmy żywo zainteresowani dalszym dialogiem jeżeli tylko będzie on toczył się w okolicznościach jakie towarzyszyły nam do dziś” - pisze BRE Bank

      Ale bank nie poprzestał na apelu do klientów. Jednocześnie zarząd BRE zwrócił się do firmy, która wynajęła ”buntownikom” mobilne tablice reklamowe i poprosił ją o przerwanie akcji anty-reklamowej. Nie wiem jakie jest stanowisko firmy wynajmującej tablice reklamowe, ale jedno jest pewne: inicjatorzy akcji postanowili iść na kompromis i usunęli z plakatów nazwy banków. Plakaty wyglądają od dziś tak:


      Organizatorzy akcji zapewniają, że choć zakryli nazwy banków na tablicach, to mobilne reklamy dziś znowu wyjadą na ulice miast - akcja nie zostanie więc przerwana.

      Na koniec przypomnienie o co walczą zbuntowani klienci mBanku i Multibanku. Chodzi o kredyty tzw. starego portfela, które kiedyś oferowały oba banki. Oprocentowanie jest ustalane nie w oparciu o jakiś obiektywny wskaźnik, ale o decyzję zarządów banków. Oto jak tłumaczą swoje protesty buntownicy:

      Gdy wskaźnik LIBOR 3M rósł, zarząd banku podnosił oprocentowanie naszych kredytów. Nikt nie miał pretensji do zarządu. Ale od swojego szczytowego poziomu (3,25%) w październiku 2008 r., LIBOR 3M systematycznie spada. Obecnie wynosi 0,40%.Tymczasem bank nie zdecydował się obniżyć oprocentowania naszych kredytów (poza jedną symboliczną obniżkę o 0,25 pp). Większość z nas ma oprocentowanie zawyżone przeciętnie o 2,0-4,0 pp. Czujemy się potrakowani nieuczciwie. Dlatego zdecydowaliśmy się walczyć o swoje prawa m.in. działając na tym forum. Działamy od stycznia 2009 r. W niespełna pół roku na forum zarejestrowało się prawie 2,5 tys. użytkowników. Kolejnych kilka tysięcy przegląda nasze posty bez rejestracji. - to cytat ze strony nabiciwbrebank.pl, która skupia niezadowolonych klientów.

      Zanim przeciwnicy BRE Banku zaczęli spektakularną akcję na regularnych tablicach reklamowych, po prostu oklejali swoje prywatne samochody hasłami zniechęcającymi do korzystania z usług mBanku i Multibanku. Na przykład takimi (zdjęcie zrobione przez Irka Sudaka - dziękuję!):


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „BRE ostrzega zbuntowanych klientów. Nazwy banków znikają z billboardów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 24 czerwca 2009 08:51
  • wtorek, 23 czerwca 2009
    • Oświadczenie mStop w sprawie nowej akcji przeciwko mBankowi i Multibankowi

      Poranny news o kolejnej akcji niezadowolonych klientów, wymierzonej w mBank i Multibank, wywołał prawdziwą burzę. Mobilne billboardy z antyreklamą obu banków, które niespodziewanie wyjechały na ulice Warszawy, Łodzi i Katowic, budziły zaś nie lada sensację w placówkach mBanku i Multibanku. Jeśli jakimś cudem nie wiesz jeszcze o co chodzi - czytaj tutaj.

      Od ośmiu godzin szerokopasmowe łącza internetowe grzeją się do czerwoności od Waszych emocji. Także tych negatywnych. Klientów mBanku i Multibanku, którzy uważają, że mam negatywne podejście do ich akcji, chcę zapewnić, że tak nie jest. Nie podoba mi się natomiast, że w kolejnej odsłonie akcji przeciwko nielubianemu przez Was bankowi, organizatorzy używają jako tarczy tekstu z ”Gazety Wyborczej”.

      Piszą, że „20 000 osób straciło zaufanie do mBanku i Mulitbanku”, powołując się na to, że taką liczbę podała ”Wyborcza”. Co nie jest prawdą. Nie napisaliśmy ile osób straciło zaufanie do mBanku i Multibanku, bo tegfo nie wiemy. Uważam, że wprowadzanie odbiorców w błąd nie jest najszczęśliwszą formą walki konsumenta o swoje prawa.

      Wiem, że szefowie BRE Banku byli dziś mocno zaskoczeni akcją opozycjonistów. Nie dalej jak poprzedniego dnia odbyło spotkanie przedstawicieli mBanku i Multibanku z grupą niezadowolonych klientów. - Wydawało nam się, że negocjacje są na dobrej drodze. A tymczasem dostaliśmy strzał w plecy - mówią nam nieoficjalnie przedstawiciele banku. Więcej o ich stanowisku w tej sprawie przeczytacie w środowej ”Gazecie Wyborczej” i na stronach Wyborcza.pl.

      Otrzymałem też oświadczenie osób prowadzących akcję mStop. W ramach otwartej dyskusji cytuję je w obszernych fragmentach:

      „Uprzejmie prosimy o poprawienie zapisów, które pojawiły się w Pańskim blogu we wpisie dotyczącym akcji klientów mBanku i Multibanku. Po pierwsze pisze Pan, że to twórcy mStop przygotowali akcję. Nie jest to prawdą, wszystkie komunikaty pojawiające się zarówno w serwisie mStop.pl jak i na forum nabiciwbrebank.pl jasno mówią, że akcja jest przeprowadzana ze zbiórki pieniędzy wśród forumowiczów. mStop to nie forum, co jako bloger powinien Pan wiedzieć”.

      Przyjmuję do wiadomości, że to nie mStop organizuje akcję, choć dziwi mnie to stanowisko, bo na plakatach, które widać na ulicach trzech miast jest też adres strony internetowej mStop. Rozumiem, że mStop się pod akcją podpisuje.

      Druga część oświadczenia dotyczy mojego zarzutu, że na plakatach podaje się nieprawdę. mStop pisze tak: 

      „Po drugie - bardziej istotne - proszę zauważyć, że na bilboardach znajduje się gwiazdka przy liczbie 20 000 - i to jest fragment artykułu z Gazety Wyborczej, na który powołują się twórcy przekazu. Pozostała część wynika z zainteresowania akcją (...). Podkreślamy, że mStop nie przeprowadza tej akcji, a jedynie wspiera ją, umieszczając kopię strony informacyjnej. Prosimy o rzetelność - dziennikarską i blogerską - i o poprawienie zapisów tak, by prezentowały stan faktyczny”.

      Przyznam, że nie rozumiem. Czy mStop chce mi powiedzieć, że z tekstu „Gazety Wyborczej” wzięto tylko liczbę „20 000”, zaś kolejna część hasła, czyli słowa ”osób straciło zaufanie”, nie ma już z tym artykułem nic wspólnego? To byłby już chyba szczyt manipulacji. Nie prościej byłoby przyznać: ”OK, zagalopowaliśmy się, przepraszamy” ?

      Powtarzam: nie mam nic przeciwko mStopowi ani uczestnikom forum skupiającego przeciwników mBanku i Multibanku. W kraju, w którym ”każdy sobie rzepkę skrobie”, każde wspólne działania konsumentów jest cennym przejawem aktywności społeczeństwa.  Chciałbym tylko, by konsumenci walczyli o swoje prawa grając fair.


      PS. Kolejna korespondencja od szefów akcji mStop. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z ich argumentami. Tym razem pozostawiam je bez komentarza. Niech każdy sam sobie wyrobi o nich zdanie:
      „Jeśli chodzi o liczbę 20 000, to oficjalne komunikaty BRE nie podają liczby klientów [chodzi o klientów tzw. starego portfela - red.], stąd potrzeba powołania się na inne źródło jeśli chodzi o liczbę. Dlatego jako niezależny serwis, jedynie współpracujący z nabitymi, przyglądając się działaniom nabitych, nie dopatrujemy ich się złej woli. Ta gwiazdka mogłaby się znaleźć na końcu zapisu - a jest przy liczbie 20 000. Interpretacja w naszym rozumieniu jest jasna. Oczywiście w subiektywnym blogu ma Pan prawo do innej interpretacji - fakty jednak pozostają faktami”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Oświadczenie mStop w sprawie nowej akcji przeciwko mBankowi i Multibankowi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 czerwca 2009 18:24
    • Nowa akcja przeciwko mBankowi i Multibankowi! Tym razem przestrzelona?

      Kiedy kilka dni temu opisywałem nową ofensywę reklamową mBanku, akcję ROR-off (chodzi o przyciąganie klientów innych banków, w których drożeją opłaty za prowadzenie kont osobistych - szczegóły tutaj), wspominałem, że na forach pod moimi tekstami uaktywnili się natychmiast przeciwnicy mBanku. Ci sami, którzy prowadzili kilka miesięcy z dużym rozmachem akcję mStop i Nabici w mBank. Na prowadzonych przez buntowników stronach internetowych pojawił się tajemniczy licznik, który odliczał czas pozostały do ujawnienia „prawdy” o działalności mBanku i Multibanku (też należącego do grupy BRE).

      Podejrzewałem wówczas, że twórcy mStop - twierdzący, że mBank i Multibank ich oszukały na kredytach hipotecznych z oprocentowaniem ustalanym na mocy decyzji zarządu - szykują kolejną odsłonę spektakularnej akcji, która ma zaszkodzić mBankowi i Multibankowi. Te spekulacje przypominam tutaj. I nie pomyliłem się. Okazało się, że tym nowym pomysłem opozycjonistów jest regularna kampania reklamowa skierowana przeciwko obu bankom z grupy BRE.

      O ile do tej pory opozycjoniści po prostu obklejali prywatne samochody hasłami reklamowymi mającymi zniechęcać do korzystania z usług mBanku i Multibanku, to tym razem po prostu wynajęli mobilne tablice reklamowe, które będą krążyły po ulicach trzech miast - Warszawy, Łodzi (to siedziba mBanku i Multibanku) oraz Katowicach. Tablice wyglądają tak:

      Zauważcie, że, opozycjoniści powołują się w treści antyreklamy mBanku i Multibanku na artykuł zamieszczony w Gazecie Wyborczej, autorstwa mojej redakcyjnej koleżanki Niny Hałabuz („Polowanie na bankozaura”). Cały tekst przeczytasz tutaj. I obawiam się, że w tym momencie przeholowali. Otóż z tekstu, na który powołują się na tablicach reklamowych mStop-owcy bynajmniej nie wynika, że „20 tys. osób straciło zaufanie” do mBanku i Multibanku.

      Nina pisze tak: „20 tys. klientów mBanku i Multibanku (oba należą do BRE Banku), którzy wzięli w nich kredyty hipoteczne jako pierwsi, przed 1 września 2006 r., niepokoi coś jeszcze. Oprocentowanie ich kredytów nie zmienia się automatycznie, wraz ze stopami LIBOR. Ustala je zarząd banku. Gdy stopy rosły, zarząd reagował błyskawicznie, po kilku dniach. Czy będzie równie szybki, gdy stopy maleją?”.

      Szefowie mBanku twierdzą, że w ramach akcji mStop aktywnie działa najwyżej kilkanaście, kilkadziesiąt osób. To oczywiste, że próbują one wywołać wrażenie, iż jest ich znacznie więcej, kilka, kilkanaście tysięcy (na forum akcji zarejestrowanych jest 2,5 tys. osób). Byle tylko byli w swej argumentacji uczciwi. Bo przecież mają w ręku silne argumenty.

      Bardzo jestem ciekaw jak zareaguje na te plakaty reklamowe szefostwo mBanku i Multibanku. Bo wydaje mi się, że ta zorganizowana akcja reklamowa przeciwko bankom to już nie jest prowizorka, którą można zlekceważyć. Zwłaszcza jeśli takie pojazdy zaczną paradować przed placówkami mBanku i Multibanku, albo - przed centralami obu banków.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Nowa akcja przeciwko mBankowi i Multibankowi! Tym razem przestrzelona?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 czerwca 2009 09:45
    • Wracają lokaty na 7 proc.!

      Już wydawało się, że wojna depozytowa powoli wygasa, ale nie - wciąż są banki chętne, by dawać za nasze lokaty nawet do 7 proc. w skali roku. W poniedziałek taką - i to aż dziesięciomiesięczną! - lokatę wprowadził Alior Bank. To aktualnie najlepiej oprocentowana lokata na rynku. Przypomnę, że Alior lądował na rynku bankowym w takim, niezbyt spektakularnym stylu:

      Ale to nie wszystko. Siedmioprocentowe lokaty po krótkiej nieobecności wróciły też do oferty sieci Open Finance, która jest ”zbrojnym ramieniem” snobistycznego Noble Banku.

      A jeszcze miesiąc temu szczytem marzeń były lokaty dające 6 proc. z ogonkiem. W większości banków dominowały oferty 5-procentowe. Czy teraz za pierwszymi odważnymi, którzy podwyższyli oprocentowanie lokat, pójdą kolejni? Taki np. AIG Bank, który zawsze miał najwyżej oprocentowane lokaty, nikogo niż nie powali ofertą lokat na 6,7 proc. w skali roku. Pewnie będzie musiał zapłacić więcej. Wyścig o nasze pieniądze nie zwalnia więc tempa.

      Nie pomagają lamenty prezesów niektórych banków. Szef BZ WBK chciałby, żeby nadzór sprawdził, czy banki nie prowadzą polityki dumpingowej, a prezes Citi Handlowego sugeruje, że wysoko oprocentowane lokaty mogą źle wpływać na stabilność systemu bankowego. Pisałem o tym tutaj.

      Lamenty nie pomagają, bo między bankami nie ma wspólnoty interesów. Nowi gracze jak Alior, Meritum Bank, czy Allianz Bank muszą czymś wyróżnić się na rynku. I tym czymś są wysoko oprocentowane lokaty. Z drugiej strony mamy też banki żyjące z consumer finance, jak AIG, Getin, GE Money. One mogą sobie pozwolić na szaleństwa, bo pieniądze z lokat służą im do oferowania wysokomarżowych kredytów oprocentowanych na 20 proc. rocznie i więcej.

      ”Normalne” banki, które nie specjalizują się w kredytach gotówkowych, lokat oprocentowanych na 7 proc. rocznie nie byłyby w stanie przekuć na kredyty tak, żeby jeszcze na tym zarobić. Giganci więc klną w żywy kamień i wygrażają maluchom. A depozytowa wojna trwa w najlepsze.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wracają lokaty na 7 proc.!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 czerwca 2009 08:40
  • poniedziałek, 22 czerwca 2009
    • Eurobank na wrotkach, czyli kryzys

      Podobno dla banków nadeszły trudne czasy. Z jednej strony trzeba płacić klientom po 6-7 proc.odsetek za lokaty, a z drugiej naudzielane w ostatnich latach kredyty o ekstremalnie niskich marżach w ogóle na siebie nie zarabiają. Eksperci uważają, że banki będą musiały zacisnąć pasa. W branży może stracić pracę nawet kilkanaście tysięcy pracowników.

      A co z oddziałami, których w niektórych miastach jest już więcej, niż wynosi średnia europejska? Na razie banki mówią co najwyżej o przycinaniu planów budowy nowych oddziałów (czytaj tutaj). O zamykaniu nierentownych placówek nie chcą nawet słyszeć. Ale jest jasne, że wkrótce i do tego dojdzie. Pisałem na ten temat tutaj. Bo placówki bankowe - przede wszystkim ich utrzymanie - kosztują koszmarne pieniądze.

      Tym bardziej zdębiałem, kiedy wszedłem kilka dni temu do jednej z warszawskich placówek Eurobanku. Takiego marnotrawstwa miejsca nie widziałem już dawno. Dwa malutkie stoiska ustawione pod ścianami, a między nimi kilkunastometrowa, pusta przestrzeń. Na wrotkach można jeździć! Zresztą zobaczcie sami:

      A przecież powierzchnia biurowa w Warszawie nie jest tania. Jeśli tak wygląda cięcie kosztów w branży bankowej to niech mi nikt nie mówi, że oni mają jakiś kryzys. Zrozumiałbym, gdyby tak monstrualny oddział miał np. PKO BP, w którym kiedyś każda placówka przypominała oddział poczty. Ale Eurobank, który wchodził na rynek pod hasłem małych stoisk ulokowanych tam, gdzie ludzie robią zakupy? Cóż, może po prostu wszedłem do nietypowego oddziału...

      Choć z drugiej strony jeśli spojrzeć na ceny kredytów gotówkowych w Eurobanku, to można zrozumieć, że ten bank stać na utrzymywanie tak wielkich oddziałów. Ostatnio prześwietlałem telewizyjną reklamówkę tego banku, dotyczącą kredytu „z przerwą”. Oj, nie jest tanio, nie jest... Zresztą zobacz tutaj.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Eurobank na wrotkach, czyli kryzys”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 czerwca 2009 17:35
    • Marzenie Obamy: być jak Kluza

      Barack Obama w zeszłym tygodniu ogłosił, że chce powołać specjalną agencję, która ma chronić konsumentów przed wprowadzającymi w błąd praktykami banków. Agencja ma się nazywać Consumer Financial Protection Agency (po naszemu: Agencja Finansowej Ochrony Konsumentów). W piątek Obama ogłosił, że pierwszym zadaniem agencji miałoby być przejrzenie wszystkich produktów finansowych, od kredytów hipotecznych po karty kredytowe. Na podstawie tego przeglądu agencja sporządziłaby wykaz zakazanych praktyk.

      Obama niemal wyciska z moich oczu łzy. - Niektórzy konsumenci ponoszą odpowiedzialność za załamanie swoich finansów, bo wzięli zbyt wiele pożyczek, których nie potrafią spłacić. Ale większość osób została naciągnięta przez firmy finansisowe - oświadczył prezydent USA w wystąpieniu radiowym.

      Demokratyczny prezydent ma wyraźny przechył socjalny - to nic nowego. Jednak w sprawie amerykańskich niewiniątek, które zostały naciągnięte przez złe banki na karty kredytowe i kredyty hipoteczne, to chyba Obama przesadził. Amerykanie - a przy okazji cały świat - płacą głównie za swoją własną bezmyślność i lekkie podejście do kredytów. Banki, owszem, chętnie wcisną każdemu klientowi kolejną kartę kredytową, ale to nie znaczy, że klient powinien bezkrytycznie włożyć ją do portfela i pobiec do sklepu na zakupy. O skali zadłużenia Amerykanów przeczytasz tutaj. A o tym, że mimo wszystko nie jest to najbardziej rozrzutna nacja globu - pisałem tutaj.

      Obama najwyraźniej pozazdrościł naszemu Stanisławowi Kluzie, szefowi Komisji Nadzoru Finansowego. Ona też ostatnio poświęca dużo czasu śledzeniu niegodziwości banków wobec klientów. Może nawet tyle samo, co swojemu podstawowemu zadaniu - kontroli stabilności systemu bankowego. Rekomendacja dotycząca możliwości spłacania kredytów walutowych bezpośrednio we frankach lub euro jeszcze nie weszła w życie, a szef KNF już przebąkuje o kolejnej - tym razem dotyczącej kart kredytowych. Dlaczego uważam, że przewodniczący Kluza przesadza przeczytaj tutaj.

      Cóż, jeśli prezydent Obama wywoła choć w połowie tyle szumu wokół "złodziejskich praktyk banków", co nasz przewodniczący Kluza na rodzimym podwórku, to wyjdzie na swoje. Banki wyjątkowo dobrze nadają się do tego, by jeździć po nich, jak po łysej kobyle. Wiem, bo sam często jeżdżę :-).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Marzenie Obamy: być jak Kluza”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 czerwca 2009 08:08
  • niedziela, 21 czerwca 2009
    • Kto chce wyROR-OFFać mBank?

      O tym, że mBank ma dość pokaźny negatywny elektorat nie trzeba chyba nikomu przypominać. Akcje mStop i Nabici w mBank to bodaj najgłośniejsze publiczne akty sprzeciwu wobec banków w ostatnich latach. Problem „starego portfela” kredytów hipotecznych, z marżami uzależnionymi od decyzji zarządu, co prawda został chwilowo załagodzony (klienci dostali propozycje przejścia na „normalny” system marż przy minimalnie obniżonym ich progu), ale...

      Okazuje się, że opozycja wobec mBanku wcale się nie zdemobilizowała. Znów pokazuje ząbki przy okazji nowej akcji mBanku o nazwie ROR-off. Celem ROR-off jest zwrócenie uwagi klientów na darmowe konta w mBanku, zwłaszcza w obliczu rosnących prowizji w innych bankach. Bank przygotował specjalną stronę internetową, trzy klipy wideo na temat dylematów „zmienić-nie zmienić”, a także prowadzi akcję pomagania klientom chcącym zamknąć stare konto u konkurencji. Więcej na ten temat piszę tutaj.

      Jak tylko opisałem inicjatywę ROR-off na swoim blogu oraz na stronach internetowych Wyborczej.pl, w komentarzach czytelników pojawiła się informacja o stronie www.zmieniambank.pl. Cała strona jest właściwie antyreklamą mBanku. „Czy na pewno chcesz ROR w tym banku? Dziś za darmo. Ile będzie za RORk?”. I dalej lista żali: konto w mBanku jest za darmo, ale... lista haseł jednorazowych – 5 zł.. Stare umowy na mPlan hipoteczny – interpretowane jednostronnie przez mBank. Wpłatomaty – mało, często nie działają, czasem zjadają kasę. Rozpatrywanie reklamacji – porażka. I tak dalej, i tak dalej. A przy okazji linki do innych stron „antyfanów” mBanku. Jasna sugestia, że w wyścigu, który możecie zobaczyć poniżej, mBank na pewno nie dotarłby na metę na pierwszym miejscu.


      To samo na forum gazeta.pl, na którym też ukazał się tekst o akcji ROR-off. Z prawie 250 komentarzy dwie trzecie to opinie negatywne. Niewykluczone, że „interesu” pilnuje stosunkowo nieliczna grupa niezadowolonych klientów, ale za do dobrze zorganizowana. I chyba nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Na stronie www.nabiciwbrebank.pl, też należącej do opozycjonistów, zawieszono zegar odliczający czas pozostały do... no właśnie, do czego?

      Nie wiadomo, ale podobno antyfani mBanku robili niedawno jakąś zbiórkę, żeby sfinansować wywieszenie w centrum Warszawy billboardu. Niewykluczone, że zegar na stronie opozycjonistów odlicza czas właśnie do jego wywieszenia. Jeśli tak, to w światku bankowym szykuje się kolejna spora zadyma. Może bardziej spaktakularna, niż ten anty-mBankowy klip?


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Kto chce wyROR-OFFać mBank?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 czerwca 2009 10:34
  • sobota, 20 czerwca 2009
    • Konto, karta, hydraulik. W pakiecie.

      Zapchała mi się w kuchni rura. Zapchała się tak solidnie, że trzeba było szukać fachowca. Gorączkowo zacząłem przeszukiwać w pamięci wszystkie słupy ogłoszeniowe na moim osiedlu - no bo gdzie znaleźć dobrego hydraulika, który sprawę rury wziąłby na siebie natychmiast i bezzwłocznie? Byłbym tak przeczesywał komórki pamięci dłużej, gdybym nie przypomniał sobie, że kiedy podpisywałem aneks do umowy o prowadzenie konta z moim bankiem, konsultantka mówiła coś o podpiętym do konta assistance.

      Wziąłem do ręki bankowe papiery i okazało się, że istotnie: jest tam podany numer, pod którym można uzyskać pomoc w każdej sprawie. Dzwonię, odpowiadam na kilka pytań w sprawie konta (nazwisko panieńskie matki i takie tam...), a potem wyłuszczam problem. Pani obiecuje, że zorganizuje hydraulika. Wow! Po 10 minutach oddzwania i umawia wizytę. Nie zdążyłem jeszcze otrząsnąć się z szoku (do tej pory jak już dzwonili z banku to tylko po to, żeby naciągnąć mnie na szybki kredyt albo nową kartę), a już słyszę telefon do drzwi.

      Hydraulik. Właściwie dwóch. Ale nie takich zwykłych. Jeden w garniturze i pod krawatem. Ani chybi menedżer do spraw hydraulicznych. Drugi taki normalniejszy, choć też w ponadprzeciętnie czyściutkim, wyprasowanym uniformie. Nie takim jak ten, ale też ładnym :-)

      Menedżer dziarsko zabrał się do zarządzania teamem, a team rzucił się do rury. Ten od zarządzania teamem dodatkowo zajmował mnie intelektualną dysputą na tematy bieżące. Z rurą uporali się w pół godziny. Przed wyjściem posprzątali. Nie chcieli gotówki, ale zostawili numer konta i rachunek. Niemały.

      Ja nadal w szoku, gdy za chwilę telefon. Dzwoni pani z banku i pyta, czy hydraulik był i czy jestem zadowolony z usługi. I gdybym kiedyś potrzebował, żeby ktoś mi zrobił zakupy, popilnował dziecka albo kupił bilet na samolot to oni są do mojej dyspozycji. Wow, zacząłem się zastanawiać czy to nie są aby jakieś jaja. Mam zwykłe konto i zwykłą kartę. Może trochę wyższy osad, niż przeciętny klient, ale VIP-owskich rachunków od zawsze unikałem. Właściwie od czasu, gdy zauważyłem, że w PKO BP kolejka do VIP-owskiego okienka jest dwa razy dłuższa, niż do zwykłego.

      To było moje pierwsze doświadczenie związane z bankowym assistance. Z tego co się orientuję ma je w ofercie kilka banków (bodaj najwięcej klientów jest objętych taką opieką w Banku Pekao. Tego Pekao. Tak, tego :-)). Kilka dni temu o wprowadzeniu consierge dla posiadaczy swoich prestiżowych kart kredytowych poinformował też Polbank. A tak wygląda dyrektor Polbanku. Ja go nawet lubię:


      Są też doradcy finansowi, którzy do niektórych pakietów usług dołączają usługę consierge. Za bankowego consierge'a nie trzeba dodatkowo płacić, bankowcy i pośrednicy finansowi dodają takie usługi gratisowo do konta. Oczywiście trzeba zapłacić za samą usługę (w moim przypadku: za pracę hydraulika).

      Sprawdźcie, czy macie taką usługę dołączoną do konta. Wiem, że 99 proc. ludzi objętych opieką assistance w ogóle o tym nie wie. Pracownica jednego z banków opowiadała mi ostatnio, że kiedy musiała z powodu wypadku odholować swój samochód do warsztatu, to dopiero po półgodzinie oczekiwania na lawetę uświadomiła sobie, że mogła ją zamówić w banku, korzystając z assistance dołączonego do konta. Pewnie byłoby szybciej. No i laweciarz pewnie przybyłby w garniturze od Vistuli, z teamem pod ręką. I byłaby intelektualna dysputa na tematy bieżące.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Konto, karta, hydraulik. W pakiecie.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 20 czerwca 2009 17:36

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line