Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • wtorek, 07 kwietnia 2009
    • Stanisława Kluzy pęd do popularności

      „Banki, które udzielały kredytów na zakup domów i mieszkań, powinny być przygotowane na ewentualne zmiany na rynku nieruchomości i walut” - powiedział w zeszły czwartek w Sejmie Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Święte słowa. I gdyby tylko szef nadzoru finansowego poprzestał na tym, przyklasnąłbym mu z całym entuzjazmem, na jaki mnie stać (a ponieważ wiosna za oknem i słoneczko świeci - stać mnie na wiele).

      Ale Kluza powiedział dużo więcej.Oświadczył, że „ze sprzeciwem nadzoru bankowego spotkały się działania przygotowywanie przez jeden z banków” (wiadomo, że chodzi o Polbank), które polegały na przygotowaniu aneksów do umów kredytowych, w których kredytobiorca sam prosi bank o podwyższenie marży jego kredytu,.

      „Należy rozdzielać zwiększenie zabezpieczenia udzielonego kredytu, od podnoszenia rentowności banków, kosztem klientów" - mówił Kluza. I dodał, że domaganie się przez banki dodatkowego zabezpieczenia może być objawem „niedostatecznej jakości zarządzania ryzykiem kredytowym" w bankach..

      I tu się przewodniczący KNF chyba zagalopował. Nie chodzi o to, że postanowił bronić klientów. To akurat budzi mój szacunek, choć przecież nie do tego został powołany nadzór bankowy. Skoro jednak do obrony interesów klientów nie sposób zagonić np. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (przypomnę tylko, że miesiąc musiała trwać akcja „Gazety” przeciwko spreadom walutowym, by urząd postanowił przyjrzeć im się z bliska), to może dobrze, że chociaż szef nadzoru finansowego daje bankom do zrozumienia, że patrzy im na ręce.

      Mam tylko pretensję, że w swoim - nieco populistycznym, przyznajmy - dziele obrony klientów przed złymi bankami, szef KNF kompletnie zapomniał, że sam zalecał bankom takie zachowanie, jakie teraz wytyka Polbankowi i innym bankom. Oto cytat z osiemnastego punktu projektowanej przez KNF tzw. rekomendacji T. Ma ona skłonić banki do ostrożniejszej polityki udzielania kredytów w walutach obcych.

      Cytat wygląda tak: „Bank powinien prowadzić monitoring zmian wysokości wskaźnika LtV w celu szybkiego reagowania na wzrost jego wartości, zwłaszcza przekroczenia określonych przez bank maksymalnych limitów. Bank powinien posiadać przygotowane, w formie pisemnej, zasady i procedury wewnętrzne określające sposób reakcji banku na negatywne zmiany wartości wskaźnika LtV, które w szczególności powinny dotyczyć:

      a) stosowania dodatkowych zabezpieczeń,

      b) zmiany zabezpieczenia,

      c) częściowego lub pełnego wypowiedzenia umowy,

      d) utworzenia dodatkowych rezerw/odpisów,

      e) renegocjacji warunków umowy.

      Tak, tak, nadzór zaleca bankom, by miały procedury „renegocjacji warunków umowy”. Czyli tego, co zaczął robić Polbank. Nie rozumiem dlaczego w płomiennym wystąpieniu w Sejmie szef nadzoru bankowego krytykuje banki za to, co jednocześnie sam im zaleca. To oczywiście miłe, że po takim przemówieniu wszyscy klaszczą i klepią szefa nadzoru po plecach. Nadzorca rynku finansowego nie jest po to, żeby zbijać punkty w rankingach popularności. I mam wrażenie, że przewodniczący Kluza czasem o tym zapomina.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 kwietnia 2009 08:21
  • czwartek, 02 kwietnia 2009
    • Prezes NBP wie, ale nie powie

      Ostatnimi czasy znowu rozbawił mnie prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek. We wtorek z groźną miną oświadczył, że zna przyczyny ostatniego osłabienia złotego. Zna, ale ich nie ujawni: „Nie możemy o nich mówić. Podzielimy się nimi z państwem w odpowiednim czasie - powiedział prezes NBP na konferencji prasowej. I tyle. Prezes Skrzypek zostawił wszystkich w niepewności, pośród licznych domysłów. Czy to jakiś bank inwestycyjny znowu bawi się naszą walutą? A może to fundusze inwestycyjne znowu się umówiły i robią złotemu na złość? Nie wiadomo, prezes wie, ale nie powie..

      Rozumiem, że w ustach prezesa NBP każde słowo ma znaczenie i nie może on powiedzieć niczego, co byłoby tylko spekulacją, na co nie byłoby dowodów. Ale, do licha, po co w takim razie prezes w ogóle coś mówił? Jego zachowanie trochę przypomina standardy obowiązujące w czasach rządów PiS. Wtedy też mówiono, że oplata nasz jakiś „układ”, tylko nie wiadomo było kto w nim jest - oczywiście poza oligarchami i większością mediów. 

      Rozumiem, że prezes Skrzypek chciałby być trochę jak były szef rezerwy federalnej Alan Greenspan, który specjalizował się w wymyślaniu zdań, które można było interpretować na różne sposoby. Ale nie powinien siać na rynku niepotrzebnej niepewności. Nie taka jest rola szefa banku centralnego. Prezes Skrzypek już raz postąpił w podobny sposób: jesienią zeszłego roku ogłosił, że wprowadzi pakiet specjalnych rozwiązań dla banków, żeby ułatwić im pozyskiwanie pieniędzy w czasach kryzysu. Dwa dni zajęło mu, zanim wreszcie ujawnił o co chodzi.  Widać ten zły nawyk szefowi NBP się utrwala.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Prezes NBP wie, ale nie powie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 kwietnia 2009 11:29
  • wtorek, 31 marca 2009
    • Do prezesów banków coś dotarło?

      Polbank zawiesił w poniedziałek kontrowersyjne renegocjacje umów kredytów hipotecznych, a kilka dni wcześniej mBank obniżył - symbolicznie, ale jednak - oprocentowanie kredytów klientom tzw. starego portfela (chodzi o pożyczki, których oprocentowanie ustala zarząd banku). Dwa głośne spory banków z klientami kończą się przynajmniej częściowym zwycięstwem tych ostatnich, wspieranych zresztą mocno przez media.

      Czy to pierwsze jaskółki tego, że bankowcy wreszcie zaczynają rozumieć, iż nie opłaci im się kłaść na szali całej renomy banku dla zarobienia kilku groszy? Przyznam, że nie byłem w stanie pojąć argumentacji Kazimierza Stańczaka, szefa Polbanku, kiedy tłumaczył mi przez telefon, że akcja nakłaniania klientów do zgody na wyższe marże dotyczy tylko nielicznych umów. To po co było wszczynać całą awanturę? Bank, który wszedł na rynek zaledwie trzy lata temu z hasłem „po prostu, po ludzku”, zaryzykował przekreślenie swojego wizerunku dla kilkuset tysięcy dodatkowego zysku? Gdzie tu logika?

      Przykłady Polbanku, a wcześniej mBanku, który nieudolnością swej komunikacji z klientami doprowadził do regularnej rewolty w internecie (mStop, nabici w mBank) dowodzą, że w czasach kryzysu bankowcy stracili instynkt samozachowawczy. Inny instynkt, przetrwania, podpowiedział im, że trzeba ratować własną skórę bez względu na koszty, także wizerunkowe. Być może teraz zaczynają pojmować, że nie tędy droga? Czy przekonały ich do tego tylko krzykliwe tytuły w gazetach, czy też reakcja klientów, którzy ostatnio mniej chętnie przychodzili powierzać im pieniądze? Może jestem naiwny, ale mam nadzieję, że także to drugie.

      Polacy zawsze byli w sprawach finansów osobistych niemrawi: narzekaliśmy na złodziejskie prowizje, ale na myśl o przenosinach do konkurencji mieliśmy ciarki na plecach. Gdyby się okazało, że dzisiejsza złość na banki przełoży się na większą ochotę do głosowania nogami w przyszłości, sam ufunduję prezesom Polbanku i BRE medal za „wkład w rozwój polskiej bankowości”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Do prezesów banków coś dotarło?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 marca 2009 21:21
    • Papier jest cierpliwy. A internet?

      Papier musi być baaardzo cierpliwy, skoro znosi moje pisanie o finansach osobistych już od ponad 11 lat. Teraz czas przetestować cierpliwość internetu. Czas start! Niniejszym otwieram blog „Subiektywnie o finansach”. 

      Maciek Samcik

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (34) Pokaż komentarze do wpisu „Papier jest cierpliwy. A internet?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 marca 2009 18:50

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line