Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • niedziela, 23 sierpnia 2009
    • Płaciłeś wyższą marżę kredytu? Zażądaj zwrotu części odsetek!

      Mam dobrą wiadomość dla osób, które muszą lub musiały płacić wyższe marże swoich kredytów hipotecznych w okresie oczekiwania na wpis hipoteki w sądowych księgach wieczystych. Jak wiadomo, niektóre banki robią wszystko, by klient płacił podwyższoną marżę jak najdłużej. Zamiast obniżyć ją już od momentu uzyskania sądowego wpisu do hipoteki, przedłużają ten okres w nieskończoność - nawet o kilka tygodni.

      To oczywiście niefajne, choć przecież - jak głosi reklamówka Vojvodanska Banka, jednego z największych banków w Serbii - w sektorze usług dla ludności zdarzają się też dużo gorsze rzeczy. :-)


      Niedawno w tej sprawie (czyli w sprawie podwyższonych marż, a nie poziomu usług dla ludności w Serbii :-)) wypowiedział się Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na posiedzeniu 9 sierpnia uznał on - na wniosek Urządu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - za nielegalną klauzulę wpisywaną przez Getin Bank do umów z klientami, a pozwalającą temuż bankowi zwlekać z obniżką marży. O ile mi wiadomo orzeczenie sądu nie jest jeszcze prawomocne, ale wiem, że niektóre banki - nie czekając na wpis na listę klauzul niedozwolonych - już się do niego dostosowują.

      Otrzymałem list od internauty o nicku Jempaw, klienta Polbanku. Poprosił on, bym przekazał wiadomość innym posiadaczom kredytu hipotecznego w tym banku, którzy płacili wyższe stawki już po wpisie hipoteki do ksiąg wieczystych. Otóż według Jempawa jest możliwość, by bank zwrócił nienależnie pobrane odsetki (te, które wziął na podstawie zapisu umowy podobnego do tego zakwestionwanego przez sąd antymonopolowy w przypadku Getinu). Trzeba tylko złożyć reklamację, bo bank sam z siebie pieniędzy nie odda.  

      Cytuję obszerne fragmenty mejla od Jampawa. „Zgodnie z umową oraz regulaminem, po dostarczeniu do banku odpisu ksiąg wieczystych, Polbank daje sobie okres 14 dni ma obniżenie marży. Dopiero następujący po tym czasie, pełny okres rozliczeniowy liczy po obniżonej marży. Uznałem to za nieuczciwe i napisałem reklamację (...).

      W moim przypadku sytuacja była skrajna, ponieważ odpis księgi przyniosłem 19 października 2008, a rata zapada mi na 3. dzień miesiąca. Polbank stwierdził, że 14 dni minęło 3 listopada czyli już w pierwszy dzień nowego okresu rozliczeniowego. Dlatego marżę obniżono mi (o 1.2 punktu procentowego) dopiero od 3 listopada. (...)

      Po mojej reklamacji, w której odwołuję się do wytycznych UOKiK w temacie ubezpieczeń pomostowych, dostałem po dwóch tygodniach od złożenia jej w oddziale banku, pismo z Polbanku, w którym stwierdzono, że błędnie naliczono mi odsetki i zgodnie z moim roszczeniem obniżono mi marżę już licząc od następnego dnia od daty, gdy przyniosłem do oddziału banku odpisu z ksiąg wieczystych. (...)

      Oddano mi kwotę w wysokości 40% miesięcznej raty (czyli całkiem sporo). Wiem, że nie każdy miał takiego pecha, że Polbank liczył podwyższoną marżę, aż przez sześć tygodni od dostarczenia wpisu w księdze, ale jestem pewiem, że są tysiące osób, które choć przez parę tygodni dopłacały Polbankowi pomimo pełnego zabezpieczenie kredytu. (...)

      Polbank naliczając mi wyższe odsetki, stosował się do treści umowy i regulaminu. Zgodziłem się na to, podpisując umowę. A mimo to bank przyjął moją argumentację, że ten zapis jest prawdopodobnie klauzulą niedozwoloną (z tego co mi wiadomo, jeszcze nie ma takiego zapisu na liście zastrzeżonych klauzul UOKiK) i postanowił zwrócić mi pieniądze”.

      Gdyby ktoś z czytelnikow tego bloga miał pytania lub wątpliwości albo potrzebował konsultacji przy pisaniu reklamacji, to proszę kontaktować się z Jempaw'em (jempaw@wp.pl).


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Płaciłeś wyższą marżę kredytu? Zażądaj zwrotu części odsetek!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 sierpnia 2009 17:33
  • sobota, 22 sierpnia 2009
    • Noble Bank i lokata widmo. Kolejna wpadka banku dla zamożnych

      Noble Bank jest ostatnio stałym gościem mojego blogu. Ale trudno się dziwić, skoro bank ostatnio zajmuje się w dużej części główkowaniem nad tym jak by tu wycisnąć z klientów jak najwięcej pieniędzy. Najpierw, za pomocą zmian regulaminu, jego szefowie usiłowali w nielegalny sposób wymusić na niektórych klientach wyższe marże kredytów hipotecznych. Wycofali się dopiero po mojej interwencji (przeczytasz o tym tutaj).

      Później była drakońska, a przede wszystkim antydatowana (o tym tutaj) podwyżka prowizji za spłatę rat kredytowych bezpośrednio we frankach szwajcarskich. O całej aferze spreadowej przypomnij sobie tutaj, a nowości w tej sprawie przedstawiam tutaj. Na koniec bank (zerknij tutaj) wpadł na pomysł reglamentowania klientom tzw. lokat antypodatkowych, pozwalających na omijanie podatku Belki.

      Niestety, seria wpadek Noble Banku trwa w najlepsze. Ostatnio odkryłem (z pomocą jednej z czytelniczek tego blogu), że Noble Bank podaje w niektórych reklamach zupełnie inne oprocentowanie lokat, niż to, które rzeczywiście ma w ofercie. Jeszcze w piątek na stronach internetowych porównywarki produktów finansowych Comperia.pl wisiał baner reklamowy Noble Banku, mówiący o „Unikatowej lokacie 8,5%”.

      W banku dowiedziałem się, że taka lokata w ogóle nie istnieje, ale chętnie zaproponują mi inne depozyty - rzecz jasna dużo mniej atrakcyjne. Żeby nie było, że mam zwidy lub halucynacje: poniżej screenshot zrobiony w piątek rano. Reklama Noble Banku jest po lewej stronie.


      Przedstawiciele Noble Banku tłumaczą, że to błąd Comperii.pl, która zbyt długo publikowała przeterminowany baner. Po godzinie od mojej interwencji reklama „Unikatowej lokaty” została zdjęta. Mógłbym w to uwierzyć, gdyby ”Unikatowa lokata” przestała obowiązywać przed tygodniem. Sęk w tym, że to produkt, który bank ostatni raz oferował w... styczniu 2009 r.! Ponad pół roku temu!

      I przez ten czas nie podmieniono banera? Comperia.pl to bodaj najpopularniejsza porównywarka usług finansowych w Polsce... Poza tym, na ile znam rynek reklamowy, wydawcy mediów zwykle nie zajmują się wybieraniem treści reklamowych do publikacji. Klient kupuje na określony czas wyznaczone miejsce na reklamę, a wydawca publikuje w tym miejscu materiały, które dostarcza mu klient. Poprawcie mnie jeśli się mylę. Oczywiście zdarzają się pomyłki. Niedawno miesięcznik Twój Styl opublikował przeterminowaną reklamę Radia Zet, ale jednak nie chodziło o reklamę sprzed pół roku.

      Nie mogę więc wykluczyć, że w tym przypadku to sam Noble Bank postanowił przedłużyć publikację przeterminowanej reklamy. Po co? Można się tylko domyślać, że chodziłoby o naganianie sobie klientów. Bo przecież takie 8,5 proc. w skali roku dobrze wygląda. Zwłaszcza jeśli reklama stoi na stronie internetowej z porównaniami „prawdziwych” lokat, które dziś dają góra 6-6,5 proc.

      „Bank na pokolenia”, bo tak chce przedstawiać się instytucja kierowana przez prezesa Jarosława Augustyniaka, ma chyba po prostu taki styl funkcjonowania. Bo przecież przypadek z nieaktualną reklamą lokaty nie jest odosobniony.

      Zobaczcie jak Noble Bank reklamuje kredyty hipoteczne. W czasie, kiedy wskaźnik WIBOR 3M wynosi 4,2 proc., Noble Bank emituje banery reklamowe krzyczące: „kredyt hipoteczny 4%, decyzja w trzy dni!". Równie dobrze mógłby napisać: „dopłacamy do kredytów”. Albo jeszcze lepiej: „darmowy kredyt dla każdego!”. A małym druczkiem, pod reklamą, jest informacja, że stałe oprocentowanie 4 proc. w skali roku obowiązuje tylko przez pierwsze dwa lata, a promocja dostępna jest wyłącznie dla kredytów od miliona złotych wzwyż. 

      Panie Prezesie - zwracam się teraz do Jarosława Augustyniaka, szefa Noble Banku - czy naprawdę chce Pan firmować to wszystko swoim nazwiskiem? Przypominam w tym miejscu wypowiedzi innego prezesa banku, Brunona Bartkiewicza z ING, który ostatnio ogłasza wszem i wobec (czytaj o tym tutaj), że bankowych reklamowych kantów ma już powyżej uszu. A może jednak przesadzam? Może „jest super, jest super, więc o co ci chodzi”?



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Noble Bank i lokata widmo. Kolejna wpadka banku dla zamożnych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 22 sierpnia 2009 11:59
  • piątek, 21 sierpnia 2009
    • Wyznania klienta (już) dopieszczonego

      Nic tak nie poprawia jakości (niektórych) usług bankowych, jak kryzys. Niby oczywiste, ale dopiero ostatnio przekonałem się o tym na własnej skórze. W minionym tygodniu wygasły dwie lokaty, które założyłem w dwóch róznych bankach przed kilkoma miesiącami. Nie były to grosze, ale też nie miliony, ani setki tysięcy.

      Unikam kont VIP-owskich jak ognia, dlatego przyzwyczaiłem się już, że o swoje pieniądze muszę martwić się sam. Lokata się kończy, to trzeba szukać nowej. Podreptać do banku, zadzwonić, wypełnić formularz, zrobić przelew. Przecież nikt nie będzie mnie błagał na kolanach, żebym przyniósł do niego swoje pieniądze. A już na pewno nie bankowiec, dla którego jestem jedną z kilkuset tysięcy mrówek. A jednak... Tym razem poczułem, że moje pieniądze są dla bankowców ważne.

      Przypadek pierwszy: - Dzień dobry, panie Macieju. Tu Anna (pada nazwisko). Dzwonię z Deutsche Banku. Chciałabym przypomnieć, że dziś kończy się panu lokata - usłyszałem w słuchawce przed kilkoma dniami. Nie pamiętam szczegółowo o dniach rozliczania wszystkich produktów inwestycyjnych, które mam w portfelu, więc byłem lekko zaskoczony. Ale rzeczywiście, lokata tego dnia się kończyła i pani Ania postanowiła zrobić wszystko, bym założył nową. Oczywiście w tym samym banku. Nie udało jej się tylko dlatego, że obecnie Deutsche Bank nie ma zbyt dobrych lokat w ofercie. Ale zapobiegliwość pracownicy oddziału banku, w którym założyłem lokatę kilka miesięcy temu, zrobiła na mnie wrażenie.

      Przypadek drugi: - Dzień dobry panie Macieju. Tu Karmen (pada nazwisko). Dzwonię z NWAI (to firma zajmująca się pośrednictwem w inwestycjach). Chciałabym przypomnieć, że własnie zakończyła się pańska polisa lokacyjna. Pieniądze za dwa dni powinny być na pana koncie osobistym. Jeśli byłby pan zainteresowany kolejną polisą, chętnie prześlę warunki aktualnej oferty.

      Przypadek trzeci. Dwa dni później. - Dzień dobry panie Macieju, Dzwonię z Multibanku. Zauważyłam, że na pana konto wpłynęły pieniądze z jakiejś innej lokaty. Chciałabym zaproponować założenie lokaty albo polisy antypodatkowej. Na jak długo byłby pan skłonny ulokować pieniądze? Na pewno coś wybierzemy - kusiła pani, której imienia z wrażenia nie zapamiętałem. Pani wiedziała o sporym wpływie na konto zanim jeszcze ja sam zdążyłem zajrzeć na konto i sprawdzić saldo. Szacunek. Poczułem się prawie tak, jak ten maluch...


      Zmianę w podejściu bankowców do moich - nie takich znowu wielkich - pieniędzy widać zwłaszcza po trzecim przypadku. Multibank, należący do grupy BRE, od zawsze robił wszystko, żebym zabrał z niego pieniądze do konkurencji. Oprocentowanie lokat było nędzne/żałosne (niepotrzebne skreślić). A tym, że moje oszczędności stopniowo z Multibanku uciekały do konkurencji, nikt w BRE się nie przejmował. Cóż, nie to nie. Bez łaski. Krzyżyk na drogę. No, ale BRE to przecież ta sama grupa finansowa, która zdołała tak wkurzyć kilka tysięcy swoich klientów, że ci już od pół roku prowadzą z BRE regularną wojnę medialną. Szefowie BRE mogliby z powodzeniem napisać drugą część poradnika „Jak wkurzać ludzi” (pierwszą zrobił Latający Cyrk Monty Pythona).


      A teraz? Pani z oddziału Multibanku po godzinie od każdego większego wpływu na moje konto dzwoni i proponuje ulokowanie tych pieniędzy... Kryzys i autentycznie krótka kołdra z pieniędzmi nauczyła bankowców większego zainteresowania kazdym klientem. Nie tylko VIP-em, ale też tym szarym, bez milionów na koncie.

      Nie mam złudzeń: to dopiero początek zmian. I dalszy ciąg wcale nie musi nastąpić. Przecież te same banki, które tak troszczą się o lokaty, bezwzględnie kantują na kredytach, podwyższają bez umiaru prowizje, kręcą i mataczą, przywiązują klientów do kaloryfera. Hasła, z którymi występują banki: o długoterminowych relacjach z klientami, grze w jednej drużynie, o ludzkim traktowaniu klientów i o wyższej kulturze bankowości, wciąż w 90 proc. pozostają tylko na papierze. A ja wciąż częściej bywam klientem nie dopieszczonym, niż dopieszczonym przez moich kochanych bankowców.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wyznania klienta (już) dopieszczonego”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 21 sierpnia 2009 19:58
    • Link 4: koniec reklamowej wojny z agentami!

      Dziś (w piątek) rano ruszyła nowa, radiowa kampania reklamowa firmy ubezpieczeniowej Link 4, znanej głównie ze sprzedaży polis komunikacyjnych bez pośrednictwa agentów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że... kampania jest diametralnie inna od wcześniejszych, w których Link 4 atakował agentów i sugerował, że to z powodu ich prowizji konkurencja ma wyższe ceny ubezpieczeń (co nie zawsze było prawdą). Konkurenci Link 4 skierowali nawet sprawę do sądu (pisałem już o tym w blogu - czytaj tutaj).

      Taka strategia reklamowa Link 4 mi się zbytnio nie podobała. Uważałem, że może wprowadzać klientów w błąd, bo znam wiele osób, które w tradycyjnych firmach ubezpieczeniowych dostały lepsze stawki, niż w firmach typu direct (takich jak Link 4). Same spoty były oczywiście bardzo zgrabne i profesjonalne i - trzeba przyznać - oglądało się je z humorem. Ale z drugiej strony wzbudzały jednak niesmak.

      Teraz idzie nowe. Jako pierwszy opisuję i prezentuję nowe spoty radiowe Link 4, które w stacjach radiowych są już emitowane od kilku godzin. Tym razem są one oparte na haśle „więcej za mniej” oraz na porównaniach, wygłaszanych spokojnym, ciepłym głosem lektora. „Jeśli auto, to z klimatyzacją. Jeśli koszula, to z krawatem. Jeśli kolacja, to ze śniadaniem. Jeśli OC, to z dodatkową ochroną”. Itede, itepe. W tle idylliczna melodia, kojarząca się nieco z niektórymi, najbardziej spokojnymi, kawałkami z hitowego krążka Lenki „The Show”. Zresztą sami posłuchajcie:

       

      I co Wy na to? Mnie się bardzo podoba. Może nie jest tak zabawnie, jak w starych, dobrych czasach, kiedy w telewizyjnych spotach Link 4 przedstawiał bolesne pożegnania klientów, którzy porzucającali swoich długoletnich agentów. Ale za to ten przekaz jest pozytywny, ciepły i - co najważniejsze - nie wprowadza w błąd. Tylko hasło „więcej za mniej” jest nieco wyświechtane. Mozna byłoby nim reklamować niemal wszystko.

      Ale tak czy owak: chyba można już odtrąbić koniec wojny Link 4 z agentami. Firma najwyraźniej zauważyła, że każdy z tradycyjnych ubezpieczycieli utworzył już dział z ubezpieczeniami typu direct, więc zamiast bić się z żelaznym wilkiem trzeba się wyróżnić na tle „directowej” konkurencji.



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Link 4: koniec reklamowej wojny z agentami!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 21 sierpnia 2009 10:14
  • czwartek, 20 sierpnia 2009
    • O banku BPH, półtuszach i atmosferze wzajemnego zrozumienia

      Z pewnym opóźnieniem udało mi się wniknąć w materiały prasowe, przekazane dziennikarzom przez bank BPH z okazji ujawnienia nowego logo. Po fuzji z amerykańskim GE Money.nowy bank będzie miał na oddziałach wywieszone szyldy takie, jak na poniższym obrazku. Nie wiem z czym Wam się kojarzy to, co znajduje się w czerwonym kółku, ale jeden z moich kolegów z działu gospodarczego ”Gazety Wyborczej” powiedział, że dla niego to są... najzwyklejsze w świecie dwie półtusze:

      Półtusze półtuszami, ale jeśli po kredyty i lokaty w oddziałach BPH miałyby ustawiać się kolejki takie, jak po mięso w Stanie Wojennym, to może takie skojarzenie nie byłoby takie złe? Ciekawe, czy prezesowi BPH, Józefowi Wancerowi, nowe logo też kojarzy się z półtuszami.

      Ale nie o tym chciałem. Razem z rysunkami półtusz w materiałach prasowych znalazłem pełne żaru wypowiedzi prezesa i szefa marketingu, którzy zapowiadają stworzenie nie tylko wzmocnionego banku BPH, ale i nowej jakości na polskim rynku bankowym. Jak chcą to osiągnąć? Posłuchajcie:

      Na pierwszym miejscu stawiamy długoterminowe relacje z Klientami. Zapewni to zupełnie nowe podejście do usług bankowych, oparte na przewidywaniu i rozumieniu potrzeb Klienta na każdym etapie naszej relacji

      Filozofia naszej nowej marki opiera się na myśleniu o Banku i Klientach w kontekście bliskiej, osobistej relacji. Nie ma w niej miejsca na podział na My i Wy. Nowe logo symbolizuje dialog, wzajemne zrozumienie i związek pomiędzy Bankiem a Klientami

      I jeszcze o półtuszach: Dwie zwrócone do siebie postaci, które symbolizują dialog i porozumienie pomiędzy Bankiem a jego Klientami. Brakuje tylko wrzutek o ”atmosferze wzajemnego zrozumienia” (z klientami). I o tym, że „coś być musi, do cholery, za zakrętem” (historii bankowości).


      Cytaty powyżej pochodzą z informacji prasowej towarzyszącej ujawnieniu nowego logo banku BPH. Plany bardzo ambitne i szlachetne, ale czy możliwe do zrealizowania? Każdy z banków, które wchodziły na rynek w ostatnich latach, debiutował pod hasłem nowego otwarcia, podejścia frontem do klienta, zrozumienia jego potrzeb, budowania długoterminowej relacji. Eurobank: „co jeszcze możemy dla ciebie zrobić?”. Polbank: „po prostu, po ludzku”. Alior Bank: „wyższa kultura bankowości”.

      Tyle hasła. A rzeczywistość sobie. Polbank ma spory negatywny elektorat, zaś Alior - tylko zwykłą kulturę bankowości. Jak będzie z nowym BPH? Trudno mi uwierzyć w hasła o ”zanikaniu podziału na My i Wy”, skoro do tej pory bank BPH był znany z tego, że zajmował się głównie pozyskiwaniem nowych klientów, a tych, których już miał - często zaniedbywał.

      O żadnym innym banku nie krąży tyle legend mówiących na temat ogromnego bałaganu i chaosu, który w nim panował. Ów chaos wynikał ze skupienia się na agresywnej walce o rynek. Przecież to w BPH, pod bokiem prezesa Józefa Wancera, wypączkowała afera Katarzyny Niezgody. Czy teraz, pod tymi samymi rządami, bank porzuci dotychczasowe zwyczaje i zacznie zajmować się ”pielęgnowaniem długotrwałych relacji z klientami”? Czy pracownicy przestaną być nagradzani proiwizjami od obrotów lub sprzedaży? Przestaną obowiązywać plany sprzedażowe, które są największym złem w relacjach bankowców z klientami?



       



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 sierpnia 2009 19:41
  • środa, 19 sierpnia 2009
    • Oto czarna lista bankowych zdzierców

      Fundacja KupFranki.pl, skupiająca osoby zainteresowane wspólnym (a więc tańszym) zakupem franków szwajcarskich do spłaty kredytów hipotecznych, wyrażonych w tej walucie, ogłosiła właśnie ciekawy raport. Fundacja zebrała wszystkie informacje dotyczące przeszkód stawianych przez banki klientom chcącym spłacać swój kredyt hipoteczny bezpośrednio frankami. Z raportu wynika, że:

      1. Cztery banki - Noble Bank, Nordea, Kredyt Bank i BGŻ - ustaliły zaporowe, bo wyrażone w procentach od wartości kredytu, prowizje za zmianę waluty spłaty rat. Wynosi ona od 1 proc. kwoty kredytu w Noble Banku do 0,25 proc. w BGŻ. Ustalanie prowizji od usługi pt. „sporządzenie aneksu do umowy kredytowej” jako procent od wartości kredytu jest kompletnym bezsensem. Jaka jest bowiem różnica między przygotowaniem aneksu dla umowy kredytowej opiewającej na 50 tys. franków, a tym dla umowy na 300 tys. franków? Praca potrzebna do wykonania tej usługi jest identyczna. Banki, które mają tak ustaloną prowizję - a niektóre z nich wprowadziły ją już po wejściu w życie zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego, które miało ułatwić klientom zmianę waluty kredytu - w sposób jawny starają się przyspawać klientów do kaloryfera. O rekomendacji KNF więcej dowiesz się tutaj.

      2. Kolejne pięć banków - Millennium, Polbank, Santander, BOŚ i DnB Nord - w swoich tabelach opłat i prowizji ma opłatę za sporządzenie aneksu ustaloną kwotowo, ale za to bardzo wysoką, wynoszącą od 400 do 500 zł. Nie ma chyba aneksu wymagającego takiej pracy, która kosztowałaby w realnych wartościach 500 zł. 

      3. Dwa banki - PKO BP i BZ WBK - podeszły najbardziej uczciwie do klientów, ustalając opłatę za aneks na poziomie  50-100 zł. Kolejnych pięć banków - ING, GE Money, Raiffeisen, Multibank i DomBank - ustaliło prowizję na poziomie 200 zł, a więc również niezbyt wysokim.

      Podaję te informacje, bo uważam, że powinni wziąć sobie do serca wszyscy, którzy dziś ubiegają się o kredyt hipoteczny. Banki, których główną filozofią jest zdobyć klienta, a potem przywiązać go do kaloryfera i gruntownie wydoić, to ryzykowni partnerzy w interesach (a dla wielu z nas kredyt hipoteczny to największy interes życia). Nawet jeśli takie banki oferują ciut korzystniejsze warunki od konkurencji, warto się zastanowić, czy gra jest warta świeczki. Bo mając kredyt w takim banku zawsze można się spodziewać, że w pewnym momencie zagra on nie fair. I klient obudzi się któregoś pięknego dnia z nożem w plecach.  .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Oto czarna lista bankowych zdzierców”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 19 sierpnia 2009 22:22
  • wtorek, 18 sierpnia 2009
    • Czary-mary w PKO BP: wcisnąć klientowi pożyczkę na 6,99% i zarobić na niej 25%

      Bank PKO BP rozpoczął w poniedziałek kolejną ofensywę - tym razem chce zakasować konkurencję pożyczkami gotówkowymi. Na szybkiej gotówce banki zarabiają teraz najlepiej, więc nic dziwnego, że dinozaur polskiej bankowości postanowił podreperować swoje zyski, ściągając nowych klientów do swojej „Max Pożyczki Mini Raty”.

      PKO BP uciekł się przy tym do starych, sprawdzonych sposobów. Na plakatach, a za chwilę także w reklamach radiowych i telewizyjnych, pojawia się superatrakcyjne oprocentowanie 6,99%. Bank proponuje je każdemu, kto ma konto w PKO BP, chce pożyczyć nie więcej, niż 3000 zł i spłaci pieniądze w ciągu roku.

      Nic tylko pobiec do oddziału PKO BP i wziąć szybki kredycik. Takie 3000 zł bez problemu wystarczą na wyprawkę szkolną dla dziecka albo zagraniczny wyjazd na końcówkę wakacji w ramach oferty last minute. Tyle, że te 6,99% odsetek to tylko fatamorgana, którą PKO BP próbuje omamić swoich klientów. Tak naprawdę kredyt jest dużo, dużo droższy. Sprawdziłem ile może kosztować naprawdę. Wyszło mi grubo ponad 20%.

      Żeby dostać oprocentowanie 6,99% nie tylko trzeba mieć w PKO BP konto i zmieścić się w limitach kwotowych i czasowych. Trzeba też wykupić - uwaga! - ubezpieczenie od nieprzewidzianych zdarzeń losowych oraz zapłacić 5% prowizji. Ubezpieczenie jest drogie, bo płaci się 0,35% miesięcznie od kwoty kredytu, czyli ponad 4% w skali roku. Razem z prowizją daje to ponad drugi raz tyle, co gołe oprocentowanie.

      Posługując się porównywarką zamieszczoną na stronie internetowej PKO BP policzyłem ile kosztowałaby mnie nowa ”Max Pozyczka” w kwocie 2000 zł. I prawie mi kapcie spadły z nóg, jak zobaczyłem wynik. Spadły „prawie”, bo akurat nie miałem ich na sobie. Otóż po odliczeniu składki ubezpieczeniowej i prowizji bank wypłaci mi na rękę tylko 1820 zł. A teraz policzmy odsetki. To tylko 6,99% w skali roku, ale naliczane - a jakże! - od całych 2000 zł. Miesięczna rata wyniesie 190 zł, czyli w całym roku oddam do PKO BP dokładnie 2280 zł.

      Biorąc pod uwagę, że bank do ręki wypłaci mi tylko 1820 zł, cały interes będzie mnie kosztował 460 zł. I tak, za pomocą prostej matematyki, bank PKO BP na pożyczce, która jest oprocentowana tylko na 6,99% zarobi 24,6% w skali roku! Niby wszystko jest w porządku, ale jednak mam wrażenie, że właśnie o takich bankowych sztuczkach mówił nie tak dawno z pewnym obrzydzeniem Brunon Bartkiewicz, prezes banku ING. Pisałem na ten temat tutaj.

      A PKO BP? Cóż, walczy o rynek nie przebierając w środkach i to nie od dzisiaj. Kilkanaście dni temu opisywałem kwestię antypodatkowych lokat, które bank wprowadził do oferty, obniżając jednocześnie oprocentowanie tych tradycyjnych (czytaj o tym tutaj), a kilka miesięcy temu znęcałem się nad pięknym dziewczęciem, które bank wykorzystywał do poprzedniej kampanii, reklamującej „Max Pożyczkę” (przeczytaj tutaj). Zresztą zobaczcie sami: czy te oczy mogą kłamać?



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Czary-mary w PKO BP: wcisnąć klientowi pożyczkę na 6,99% i zarobić na niej 25%”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 sierpnia 2009 14:48
  • niedziela, 09 sierpnia 2009
    • OC i AC za grosze? Powinni tego zabronić!

      Ostatnio przyglądałem się reklamówkom firm ubezpieczeniowych, a ściślej pisząc: spotom telewizyjnym, które mają naganiać ubezpieczycielom klientów na polisy komunikacyjne. Konkurencja na rynku jest ogromna, zwłaszcza że coraz bardziej rozpychają się na nim firm świadczące usługi typu direct - czyli bez udziału agentów. I to właśnie one sieją najwięcej mętliku w głowach ludzi, wmawiając im niestworzone baniakuli na temat tego jak tanie może być ubezpieczenie samochodu.

      Wojnę zaczął już jakiś czas temu Link 4, który postawił na emitowanie reklamówek sugerujących, że wszystko co jest sprzedawane w modelu direct, musi być tańsze od tradycyjnego. Więcej o awanturze wokół spotów Link 4 przeczytasz tutaj. Teraz zamęt sieją wszyscy. Axa pisze w swoich spotach, że trzyletnią Skodę można ubezpieczyć za 371 zł. Liberty Direct kusi, że u niego ubezpieczenie może być o 30 proc. tańsze, niż u tradycyjnych ubezpieczycieli. To tylko dwa przykłady z brzegu. Mógłbym wyliczać dłużej.

      Firmom ubezpieczeniowym należy zabronić podawania w spotach relamowych przykładów cen wprowadzających w błąd odbiorców. Dlaczego tak uważam? Przy okazji prześwietlania reklamy Axy zadzwoniłem na infolinię tej firmy, wypełniałem też kilka razy formularz zamieszczony na stronie internetowej. Chciałem się przekonać, czy też mogę liczyć na tak niską stawkę, jak ta z reklamy. Wymyślałem najróżniejsze przykłady idealnego kierowcy, ale w żadnym wariancie nie udało mi się osiągnąć ceny OC na poziomie 371 zł.

      A niekiedy wyniki obliczeń bywały radykalnie inne, niż sugeruje reklama. Np. wpisując w formularzu jedną szkodę komunikacyjną w ostatnich pięciu latach i zaznaczając, że auto jest parkowane pod blokiem, udało mi się utrzymać od Axy propozycję ubezpieczenia Skody Fabii z 2007 r. (takiej samej jak w reklamie), za... 2500 zł. Podaję przykład Axy, ale gdyby prześwietlić reklamę którejkolwiek z konkurencyjnych firm, efekt byłby podobny - superatrakcyjna oferta podawana w spotach może dotyczyć promila klientów. Na tym ma polegać uczciwość i rzetelność reklamy?

      W porównaniu z tym, co wyprawiają firmy ubezpieczeniowe, bankowcy reklamujący oprocentowanie lokat dostępne np. dopiero od 100 000 zł, to niemal niewinne baranki. Hipoteki z marżą 1,5 proc., antydatowanie podwyżek prowizji, zwiększanie abonamentów z 3 do 100 zł miesięcznie, i dojenie lojalnych klientów przez banki to tylko niewinna pieszczota w porównaniu z wciskaniem nam ciemnoty przez firmy ubezpieczeniowe.

      Uważam, że trzeba coś z tym zrobić. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz nadzór finansowy nie powinny pozwalać na to, by wmawiano ludziom, że mogą ubezpieczać auta za grosze, skoro w praktyce 99 proc. klientów będzie musiało zapłacić znacznie wiecej, niż podaje się w reklamie. Chętnie poznam Waszą opinię na ten temat. Pozdrawiam z wakacyjnego jaccuzi.



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „OC i AC za grosze? Powinni tego zabronić!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 sierpnia 2009 22:49
  • czwartek, 06 sierpnia 2009
    • Państwowy bank mruga do klienta: nie bądź łoś, nie płać podatków

      Kilkanaście dni temu pisałem o moich wątpiwościach dotyczących tzw. polis antypodatkowych. Banki, mrugając do klientów, proponują im zwykłe lokaty opakowane jako polisy na życie. Dzięki temu klient może uniknąć płacenia 19-proc. podatku Belki od osiągniętego zysku. Banki wykorzystują lukę w prawie i robią to legalnie. Moje wątpliwości dotyczą tego, czy takie manewry są etyczne i czy banki, jako instytucje zaufania publicznego, powinny się do nich posuwać.

      Szerzej na ten temat pisałem tutaj, zastrzegając, że sam mam w swoim prywatnym portfelu inwestycyjnym takie poliso-lokaty. Znacznie mniej kontrowersyjny wydaje mi się pomysł lokat jednodniowych, które mają tak skalibrowane odsetki, by nie podpadać pod podatek Belki. O nich przeczytasz tutaj. Niby efekt jest ten sam, ale tutaj lokata to lokata, a nie niby-polisa na życie. Nie ma udawania, że bank sprzedaje klientom coś innego, niż sprzedaje naprawdę.

      Banki, niezależnie od nowego wynalazku w postaci lokat jenodniowych, nie rezygnują z poliso-lokat. W środę o wprowadzeniu nowego takiego produktu poinformował bank PKO BP, w którym 51 proc. udziałów ma skarb państwa. Innymi słowy w połowie państwowy bank oferuje coś, co dzięki opaowaniu w polisę ma pozwolić klientom na unikanie daniny do kasy państwa. Hmmm... Niby bank jest komercyjny, notowany na giełdzie, ale coś mi tu zgrzyta.

      A sama polisa? Ma nęcącą nazwę "Solidna Stopa", została "wyprodkowana" przez inną państwową firmę PZU Życie i gwarantuje 4,1 proc. w skali roku netto, co odpowiada zyskowi z tradycyjnej lokaty oprocentowanej na poziomie 5,06 proc. Co ciekawe, w tym samym komunikacie PKO poinformował, że obniża oprocentowanie niektórych zwykłych lokat. Trzymiesięczna zamiast 5 proc. da tylko 4,75 proc., a półroczna - zamiast 4,9 proc. zapewni 4,8 proc.

      A więc bank PKO mówi: kliencie, za zwykłą lokatę, od której musisz płacić podatek, dostaniesz mniej pieniędzy, ale mamy tutaj taką poliso-lokatę, która pozwoli zarobić tyle, co do tej pory. Tylko po co płacić od tego całego interesu jakiś podatek? Wam też coś tu zgrzyta?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Państwowy bank mruga do klienta: nie bądź łoś, nie płać podatków”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 sierpnia 2009 10:46
  • środa, 05 sierpnia 2009
    • Klawo jak cholera Alior, czyli prześwietlanie prześwietlania

      Pod moim felietonem na temat telewizyjnej reklamówki Alior Banku, opublikowanym w Wyborcza.pl i Gazeta.pl, wypowiedziało się już ponad 160 osób. Zajrzałem tam, bo tak duża dawka interakcji z czytelnikami nie może pozostać bez odpowiedzi. Jeśli jeszcze nie czytałeś inkryminowanego :-) tekstu, znajdziesz go tutaj. A tutaj jest wpis na moim blogu, poświęcony temu samemu tematowi.

      Duża część z komentatorów daje na forum upust swojej agresji (i dobrze, lepsze to, niż duszenie zółci w sobie, które - jak wiadomo - jest bardzo niezdrowe). Ale poza stwierdzeniami typu "żałosny", czy "beznadziejny", zdarzają się jednak próby polemiki. I głównie o nich będzie ten wpis. Ale na wstępie uwaga generalna, którą chcę przekazać wszystkim krytykom: w felietonie ne oceniałem oferty Aliora, skądinąd nie najgorszej. Oceniłem wyłącznie jego reklamówkę, szukając - zgodnie z formułą rubryki - dziury w całym. Część z Was tych subtelności niestety nie wychwyciła.

      Użytkownik WIEWIÓR pisze, że nikt nikogo nie zmusza do brania karty płatniczej, zaś najczęściej wykonywane przelewy jako "pewne" i wówczas kod SMS-owy [chodzi o SMS wysyłąny przez bank, za każdy SMS przekraczający limit dziesięciu w miesiącu się płaci po 30 gr. - dop. mój] nie jest potrzebny. W porządku. Ale znacie kogoś, kto używa konta bez karty debetowej? Bo ja nie. Zwłaszcza, że ta karta w Aliorze nie jest znowu taka droga - 3 zł miesięcznie. Faktem jest, że o tych trzech złociszach reklama nie wspomina ani słowem. I w tym problem. Reklama mówi też o darmowych przelewach, podczas gdy czasami nie są one darmowe. I tylko tyle chciałem powiedzieć. Nie oceniam, czy te 30 gr to dużo czy mało. Zauważam jedynie rozbieżność między reklamą, a rzeczywistością.

      PRZECINEK - oraz inni użytkownicy forum gazeta.pl - zastanawia się, czy autor artykułu też nie skumał pisząc, że jeśli połowa środków pracuje w nocy, a noc jest połową doby, to mamy połowę z połowy, czyli 1/4. Czyli z 8% robi się 2%. Otóż nie: wbrew logice, ale zgodnie z interesem klienta, oprocentowanie liczy się tak, jakby pieniądze leżały na lokacie całą dobę. Czyli mamy 4 proc.

      Gość BACA prosi szefów Aliora: może niech opowiedzą trochę o ostatnich zwolnieniach w firmie... Kto nie wyrabia planu - wyjazd z banku ze słowami: nie liczą się ludzie, liczą się liczby". Ot, wyższa kultura bankowości... Daleki jestem od ulegania nastrojom histerii - w każdej firmie zdarzają się pracownicy, którzy odchodzą z niej w stanie wojny z szefami - ale pewnie i temu sygnałowi się przyjrzymy, zwłaszcza po ostatnich wieściach z Banku Millennium, które relacjonujemy tutaj.

      Gość KLIENT: Ten artykuł nie powinien mieć miejsca gdyż jest kompletnie nieobiektywny i tendencyjny. Autor jak widać oczekiwał na wejściu do banku bukietu kwiatów. Zapewne w jego ulubionym PKO BP każdy wita go chlebem i solą. No, z tym PKO BP to KLIENT trochę przesadził. Zaś SLAV dodaje: Autor tekstu może ma pojęcie o bankowości, ale na pewno nie zna standardów obsługi klienta. Błędem jest, kiedy sprzedawca pierwszy podchodzi do klienta i zaczyna go męczyć. 95% klientów podziękuje, albo w ogóle zrezygnuje z zakupów. Jak klient ma problem czy pytanie, to jest na tyle dorosły, że sobie podejdzie do sprzedawcy i zapyta.

      Nie znam się na marketingu, więc się nie kłócę. Ale mam wrażenie, że kompletna pasywność sprzedawcy widząego zagubionego klienta też jest przesadą. KGBACA mógłby się pozbyć ironii, bo cała reszta mi się podoba: A kto spłodził ten artykuł? Samcik? No, to na pewno jest rzetelny i powinniście mu wierzyć, gdyż takiego speca od finansów dawno Ziemia nie urodziła. Słodkie, prawda?

      Internauci nie tylko krytykują. Część narzeka, że nie wszystkie haczyki w ofercie banku zauważyłem. KLIENT ALIORA zwraca uwagę na to, że choć wypłaty z bankomatów za granicą są darmowe, to... jest inny feler:
      polecam spojrzeć na tabele kursów. Mają niestety niezły spread. Tego samego dnia płaciłem kartą Aliora w euro po 4,5 zł, a kartą mBanku po 4.36 zł. Hmmm... Nie neguję obliczeń KLIENTA ALIORA, ale dzisiaj spread w przypadku euro w Alior Banku wynosi 23 gr. W mBanku - 20 gr. Różnica nie jest duża.

      Teraz głosy wsparcia, które z lubością zreferuję: ABC zauważa, że prześwietlanie reklam polega na niczym innym, jak na przebijaniu wielkiego balona. Redaktor zrobił to dobrze, więc nie wiem o co Wam chodzi pisząc, ze artykuł żałosny, tandetny i stronniczy. GOŚCIU dodaje: prześwietlenie reklamy zaliczone, i jak to w reklamach, zawsze coś zostaje niedopowiedziane:), a autor to wyłapuje.

      I jeszcze MALINA, która trafia w sedno: to nie jest tekst o ofercie Aliora, tylko o jego reklamie. Miałam taki plan, by przenieść rachunek z BZ WBK, ale podczas pobytu w jednej z placówek Aliora nie spotkałam się z wyższą kulturą bankowości - wiszący na wieszaku melonik - bynajmniej jej nie reprezentuje. Pomysł agencji reklamowej na hasło nie wystarczy - dalej piłeczka jest po stronie ludzi - którzy chyba mają kłopoty ze sprostaniem wyzwaniu, odróżnienia się od innych banków.

      Dziękuję wszystkim za dyskusję i wracam do urlopowego jaccuzi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Klawo jak cholera Alior, czyli prześwietlanie prześwietlania”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 05 sierpnia 2009 10:54

Archiwum

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line