Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • poniedziałek, 01 czerwca 2009
    • Ile powinien zarabiać prezes banku?

      Najprostsza odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: tyle, na ile wyceniają go akcjonariusze. Można się oburzać, że Józef Wancer, prezes drugoligowego dziś już (przynajmniej pod względem wielkości) banku BPH, w zeszłym roku zainkasował 5,7 mln zł. Ale skoro amerykański koncern General Electric postanowił płacić mu aż tak kosmiczne pieniądze, to nam - niestety - nic do tego.

      Piszę ”kosmiczne”, bo przecież tylko w jednym roku Wancer zarabia kwotę, na którą pielęgniarka w szpitalu, z pensją 1200 zł, musiałaby pracować przez jakieś... 400 lat. Tylko rok na posadzie prezesa banku pozwoliłby przeciętnemu Polakowi przez resztę życia wieść żywot rentiera. Po przecież 5,7 mln zł rocznej pensji Wancera ulokowane w banku na lokacie dającej 6 proc. rocznie, dawałoby mu ponad 270 tys. rocznych odsetek - już po potrąceniu podatku Belki. czyli grubo ponad 20 tys. zł miesięcznie. Na dostatnie życie wystarczy.

      Choć o pensji prezesa banku decydują właściciele i mogą płacić mu nawet 50 mln zł rocznie, jeśli mają taki kaprys, to my - mniej lub bardziej szarzy zjadacze chleba - mamy prawo pytać prezesów o ich etykę. Czy naprawdę uważają, że praca jakiegokolwiek człowieka może być warta ponad 475 tys. zł miesięcznie? To jakieś 16 tys. zł dziennie. Jasne, piłkarze też tyle zarabiają i nikt im z tego tytułu nie robi wyrzutów. Ale ja akurat lepiej znam się na branży bankowej, niż na piłce nożnej, więc pozwólcie, że ograniczę rozważania do świata finansów.

      Ktoś powie, że dla takiego prezesa wysoka pensja, uzależniona od wyniku banku, jest elementem motywującym. Owszem, do pewnego stopnia tak jest. Jeśli prezes wie, że przy dobrych wynikach banku zamiast 50 tys. zł miesięcznie zarobi 70, czy nawet 100 tys. zł miesięcznie, pewnie będzie harował po nocach. Nie tylko z chciwości, ale i walcząc o własną pozycję rynkową i dobre imię.

      Nie zarabiałem nigdy takich pieniędzy, więc może nie umiem się wczuć w rolę suto opłacanego pracownika najemnego, jakim jest prezes banku. Ale mam wrażenie, że wartość motywacyjna wzrostu wynagrodzenia ma swoje granice. Czy menedżer zarobi 200, 300 czy 500 tys. zł - nie będzie pracował dzięki temu ani lepiej, ani wydajniej. Bo są to takie pieniądze, których i tak nie da się szybko wydać - chyba, że menedżer ma tak kosztowne hobby, jak kolekcjonowanie samochodów Ferrari, kupowanych za każdą kolejną pensję.

      Daleki jestem od regulowania pensji menedżerom. Od tego są właściciele firm. Ale wiem też, że wysokość kontraktów dla prezesów banków często jest efektem ich starań i zabiegów dyplomatycznych. Żądanie przez menedżera pensji rzędu trzy, cztery, pięć milionów złotych rocznie - tylko dlatego, żeby móc się pochwalić wyższą pozycją w rankingach przed kolegą z konkurencyjnego banku - uważam za zachowanie nie tylko małostkowe, ale i głęboko nieetyczne, godne napiętnowania.

      Dobrze, że są prezesi - jak prezes BZ WBK Mateusz Morawiecki - którzy w dobie kryzysu poskramiają swoje apetyty i tną zarobki, by dzięki temu można było ocalić kilka lub kilkanaście etatów ”zwykłych” ludzi.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Ile powinien zarabiać prezes banku?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 czerwca 2009 20:50
    • Polacy o funduszach: obrzydliwcy i naciągacze, dawać im kasę to frajerstwo

      Niespełna dwa tygodnie temu zrelacjonowałem na łamach „Wyborczej” debatę o przyszłości funduszy inwestycyjnych, która odbyła się na Giełdzie Papierów Wartościowych. W debacie brali udział głównie prezesi Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, więc trudno się dziwić, że konkluzja była bardzo optymistyczna - bessa się już skończyła i warto przemyśleć powrót do inwestycji w fundusze.

      Kłopot z funduszami jest taki, że ludzie już im nie ufają. W ciągu półtora roku zabraliśmy z funduszy ponad 30 mld zł. Majątek zarządzany przez fundusze (także z powodu spadku cen akcji) spadł o ponad połowę. Ten krach zaufania do funduszy może potrwać. Znam małe miasteczko na Dolnym Śląsku, gdzie wszyscy klienci lokalnego banku (konkretnie BZ WBK) po październikowej fali bessy jak jeden mąż wycofali pieniądze z funduszy Arka. Co do jednego! I dziś mówią, że bądą strzelali z wiatrówki do prezesa Arki, jeśli pojawi się w okolicy. Wszystko z powodu takich reklam:



      To jedna z sofcikowych reklam, ale i w niej nie ma ani słowa o ryzyku, ani o tym, że można stracić pieniądze. Tylko pliki banknotów i sugestia, że do wyciągnięcia są duże zyski. Efekt? Pod moim tekstem o debacie funduszowej pojawiło się 15 komentarzy, z czego ponad jedna trzecia w takim typie, jak poniżej:

      Bankom na Zachodzie brakuje miliardów. Od kogos muszą te pieniądze wyciągnąć.(frusto)

      Jak ciężkim trzeba być frajerem, aby oddać komuś własne pieniądze !! (carcharodon.carcharias)

      Redaktorek sugeruje, że szefowie funduszy stwierdzili, że nadchodzi hossa. Ciekawe gdzie, chyba u nich w portfelu, bo niewątpliwie dostali za takie naciąganie klientów niezłą kasę. (Greg-7)

      Nigdy! (duxxi) Fundusze? Nie, dziękuję. Nie jestem frajerem. Zarobilem, wycofałem i papa. Może kiedyś, ale nieprędko :) (smokpz)

      Obrzydliwcy i naciągacze! Codzienna dawka kłamstwa. Od kiedy to zafajdane massmedia biorą się za robienie reklamy złodziejom i naciąganie klientów, co? Ile wam za to płacą? (pandora-online)

      Trudno nie rozumieć reakcji ludzi, którzy uważają, że zostali nabici w butelkę. Trudno też nie przyznać racji prezesom TFI, którzy mówią, że klienci prędzej czy później się przeproszą z funduszami, bo zobaczą, że znowu można zarobić po 20-30 proc. rocznie, a lokaty nieprędko będąznowu dawały po 10 proc. zysku bez ryzyka. Można więc machnąć ręką i powiedzieć ludziom: ”nie to nie, łaski bez”.

      Stracą na tym sami zacietrzewieni klienci. Dane historyczne - poniższe wykresy zassałem z jednej z prezentacji TFI Union Investments - pokazują, że ludzie przychodzą do funduszy nie wtedy, kiedy są widoki na najwyższe zyski, ale wtedy, kiedy już jest ”po herbacie”. Zresztą dotyczy to nie tylko polskich klientów funduszy, tak samo zachowują się inwestorzy indywidualni na Zachodzie.


      Ale ja mimo wszystko uważam, że fundusze - choćby w rewanżu za naciąganie klientów w reklamach emitowanych u szczytu hossy - nie powinny kwitować niechęci ciułaczy obojętnością. Izba skupiająca fundusze powinna właśnie teraz prowadzić akcje edukacyjne i kampanie PR wokół funduszy, by pokazać ludziom, że nie warto się obrażać na powierników. Niestety, Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami nie robi w tym kierunku nic. To jest takie wielkie, wielkie nic.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Polacy o funduszach: obrzydliwcy i naciągacze, dawać im kasę to frajerstwo”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 czerwca 2009 15:24
  • niedziela, 31 maja 2009
    • No i kto kogo może teraz pocałować?

      Niespełna dwa tygodnie temu w „Wyborczej” był duży tekst poświęcony agonii jednego z liderów rynku pożyczek społecznościowych - serwisu Monetto.pl.

      Od publikacji tekstu nic się nie zmieniło. A już na pewno nic na lepsze. W sobotę wieczorem na liście otwartych aukcji było tylko 17 pożyczek i tylko na dwie są jacyś chętni (jedna z nich ma zresztą znamienny tytuł ”by Monetto znowu się obudziło”).

      Nieuchronny już chyba upadek Monetto.pl (bo trudno uwierzyć, by ktoś chciał przejąć firmę i zainwestować w nią jakieś większe pieniądze) będzie fatalną wiadomością dla całego rynku pożyczek społecznościowych. Gdyby firmy takie jak Monetto.pl, czy konkuencyjne Kokos, Finansowo lub Smava rozwinęły się na dobre, byłyby poważną konkurencją dla banków. Pewnie nie pod względem szybkości udzielenia pożyczki, ale na pewno pod względem jej ceny. Ja sam chętnie pożyczyłbym komuś pieniądze np. na 14 proc., zamiast trzymać je w banku na 6 proc. Kiedyś taką laternatywą dla banków były SKOK-i, ale od czasu, jak postanowiły stać się jednym z nich, czasy tanich sąsiedzkich pożyczek odeszły w przeszłość.

      Problem serwisów pośredniczących przy wymianie pieniędzy między użytkownikami tkwi w tym, że te serwisy, które jako pierwsze weszły na rynek, były stosunkowo słabo zabezpieczone przed oszustwami. Dopiero system Smava, który wszedł na rynek najpóźniej, zbudował godny zaufania sposób oceny ryzyka kredytowego i weryfikacji pożyczkobiorców. Ale pożyczki społecznościowe mają już przyprawioną gębę jakiegoś dziwa, do którego lepiej się nie zbliżać, bo może pokąsać.

      Znacie ten słynny spot, z którym Monetto.pl wchodziło na rynek?


      Jeszcze rok temu można było mieć nadzieję na to, że dzięki serwisom pożyczek społecznościowych banki wkrótce rzeczywiście będą mogły nas - internautów - pocałować. No, przynajmniej niektórych. Teraz, gdy Monetto.pl dogorywa, zaś banki dwa razy oglądają każdą złotówkę, zanim łaskawie ją komuś pożyczą, wcale nie jestem przekonany kto kogo - i w co - będzie całował... Zwłaszcza jeśli kryzys w gospodarce się przedłuży.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 maja 2009 15:47
  • sobota, 30 maja 2009
    • Przy oszczędzaniu nie liczy się szczęście. Liczy się ”Wyborcza”

      Kilka dni temu bank ING opublikował wyniki badań dotyczących oszczędzania Polaków. Oprócz wniosków dość oczywistych - że najpopularniejszą formą oszczędzania jest bank (tam trzyma pieniądze 86 proc. ciułaczy, gdy np. w funudszach inwestycyjnych tylko 23 proc.), znalazłem w nich rzecz ze wszech miar intrygującą.

      Chodzi o odpowiedź na pytanie skąd Polacy mają swoje zaskórniaki. Większość oczywiście uważa, że źródłem ich oszczędności jest rozsądek, wytrwałość i samozaparcie. Respondenci mówią też o systematyczności w oszczędzaniu  Nic nadzwyczajnego. Ale dalej zaczyna już być ciekawie. Otóż okazuje się, że kompletnie nie doceniamy tak ważnej sprawy, którą dla posiadania pieniędzy jest... szczęście.

      Ze stwierdzeniem ”mam oszczędności, bo mam w życiu szczęście” zdecydowanie zgodziło się tylko 9 proc. osób, a jednocześnie 54 proc. uważa, że szczęście albo pech nie mają żadnego znaczenia. Ciekawe, prawda? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że generalnie o losach naszego życia decyduje przypadek, zaś do dużych pieniędzy - co tu kryć - dochodzą ludzie, którzy w interesach nie tylko wykazują się umiejętnościami, ale i ewidentnie mają fuksa. Pechowców pieniądze w życiu sie nie trzymają.

      Może to dobrze, że jesteśmy racjonalistami i twardo stąpamy po ziemi. Ale gdybyśmy bardziej doceniali w życiu znaczenie szczęścia - lub występującego pod jego postacią palca Bożego - to mielibyśmy go więcej?

      Z badań ING wychodzi jeszcze jeden wniosek, bardzo miły dla mnie i kolegów z Wyborczej.pl i papierowej ”Wyborczej”. Otóż na pytanie ”jaka jest pani/pana ulubiona gazeta codzienna?” aż 31 proc. osób posiadających jakieś oszczędności odpowiada, że jest to  „Gazeta Wyborcza”. Dla 15 proc. oszczędzających ulubionym tytułem jest gazeta regionalna, a tylko dla 3-6 proc. - ”Fakt”, ”Dziennik” lub ”Rzeczpospolita”.

      Wśród osób, które nie oszczędzają, relacje są już nieco inne - ”Gazeta” jest ulubionym tytułem dla 16 proc. z nich, tyle samo czyta gazety lokalne, a 7 proc. - ”Fakt”. Dla mnie, jako autora niezliczonej liczby poradników o oszczędzaniu są to wyniki bardzo krzepiące - dowodzą, że nie piszę ich tylko ”sobie, a muzom”.

      Badania przeprowadziła firma Millward Brown SMG/KRC w maju br. na 600-osobowej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków, metodą CATI (wywiad telefoniczny)  


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 30 maja 2009 22:49
    • Danny DeVito: decydujące starcie

      W sobotę rano rusza ostatnia odsłona najbardziej spektakularnej w ostatnich miesiącach (a może i latach?), kampanii reklamowej promującej lokaty. W czwartym już z serii spocie Danny DeVito, siedząc przed lustrem w garderobie dowiaduje się, że BZ WBK podniósł nagrodę w loterii dla klientów do okrągłych dwóch milionów. Jak zareagował? Sami zobaczcie:

      Cóz, bardzo jestem ciekaw efektów całego przedsięwzięcia. Ale gotów jestem założyć się o duże pieniądze (choć może nie o dwa miliony), że naród to kupi i przyniesie do BZ WBK grube miliardy. Skoro PKO BP w zeszłym roku ze słynnej "Max Lokaty" (zresztą tak pełnej kantów, że bank doczekał się z jej powodu nawet kary finansowej od UOKiK) wycisnął 7,5 mld zł...



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 30 maja 2009 00:04
  • piątek, 29 maja 2009
    • Ameryka, kraj pełen bankrutów

      Już co trzynasty Amerykański kredytobiorca (a dokładniej 7,7 proc. zadłużonych) nie spłaca w terminie rat swojego kredytu hipotecznego!  Takie zastraszające dane podał w tym tygodniu amerykański urząd statystyczny. Wśród najbardziej ryzykownych klientów pożyczonych od banku pieniędzy nie oddaje już co czwarty! Czy trzeba bardziej dosadnego opisu klęski amerykańskiego snu o pieniądzach, które bez końca można wyjmować z domowego bankomatu?

      Na tym tle my, choć też mamy swoje za uszami (prawie 40 mld zł nie oddanych bankom w terminie pieniędzy, zarówno przez firmy, jak i osoby prywatne) wyglądamy niczym finansowi herosi. W całym systemie bankowym mamy raptem 2 mld zł kredytów hipotecznych, których spłata jest opóźniona. To nieco więcej, niż 1 proc. wszystkich kredytów mieszkaniowych!

      Nasza sytuacja będzie się pogarszała, a liczba nie spłacanych kredytów wzrośnie. Ale nawet w najczarniejszym z czarnych scenariuszy nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że lądujemy na takiej pozycji, w jakiej Amerykanie są teraz. Jeśli co ósmy z nich nie jest już w stanie spłacać długów hipotecznych, to ilu nie reguluje zobowiązań z tytułu kart kredytowych czy kredytów konsumpcyjnych? Ilu straciło płynność finansową?

      Nie mam wątpliwości, że Ameryka to dziś kraj finansowych bankrutów. I to bankrutów na własne życzenie, z głupoty, chciwości i nierozsądku. I ci goście jeszcze ośmielają się żądać od nas wiz za wjazd do swojego kraju? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ameryka, kraj pełen bankrutów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 29 maja 2009 22:48
  • czwartek, 28 maja 2009
    • Bankowcu! I ty możesz wspomóc budowę polskich autostrad!

      Znalazłem w sieci reklamówkę nigeryjskiego Skye Banku, która odpowiada mi na pytanie: dlaczego w Polsce tak wolno buduje się autostrady. Otóż nie ma tu nic do rzeczy złe prawo, ani tym bardziej indolencja urzędników i polityków. Po prostu banki mamy do niczego! Za mało w nich entuzjazmu. A w takiej Nigerii to przynajmniej jest jeden naprawdę porządny bank i proszę: autostrady same się budują. :-). Będzie na kogo zwalić winę, jak przed finałowym meczem Euro 2012, Niemcy-Polska, zatka się np. wspaniała jednopasmówka ze Strykowa pod Łodzią do Warszawy. Otóż winny będzie SEKTOR BANKOWY ;-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Bankowcu! I ty możesz wspomóc budowę polskich autostrad!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 maja 2009 23:44
    • Czy te oczy mogą kłamać? Mogą. I to jeszcze jak!

      Gdyby organizowano w Polsce wybory miss reklamy, to w kategorii dziecięcej wielkie szanse na zwycięstwo miałaby ta oto młoda dama, reklamująca pożyczkę gotówkową banku PKO BP. Nie ma dwóch zdań: delikatnością, urodą i ujmującym uśmiechem bije na głowę Dannego DeVito i Johna Cleese'a (gwiazdy reklam banku BZ WBK). Razem wziętych.

      No i co powiecie? Czy te oczy mogą kłamać? Pytanie jest ważkie, bo ta mała księżniczka firmuje swoją twarzą kredyt o wiele mówiącej nazwie „Max Pożyczka Mini Rata”. Kredyt - jak przekonuje reklama - tani i łatwo dostępny.

      Niestety, okazuje się, że te oczy MOGĄ kłamać. Aż serce mnie boli, kiedy to piszę, ale... mogą. Jak policzyłem na potrzeby rubryki „Przeswietlamy reklamy”, ukazującej się w papierowej „Wyborczej”, gdybym chciał wziąć taki kredyt o wartości 4000 zł i spłacać go przez dwa lata, to razem z prowizją kosztowałoby mnie to dodatkowo 1300 zł. Czyli musiałym oddać bankowi o jedną trzecią więcej pieniędzy, niż pożyczyłem. Horror!

      Wniosek? Nie dajcie się zauroczyć młodej księżniczce, bo to może być wyjątkowo fatalne zauroczenie. Fatalne, bo kosztowne. Pa, pa, księżniczko! Wciskaj tę „Max pożyczkę” komuś innemu...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 maja 2009 20:35
    • W BOŚ się rusza coś, czyli jak zamienić drewno w złoto

      Nie, nie, dziś w tym miejscu nie będzie nic o nadzwyczajnych wyczynach menedżerskich prezydenckiego ministra Piotra Kownackiego. Choć może powinienem się pochylić nad tym byłym wiceprezesem Banku Ochrony Środowiska, który - jak donoszą media - miał przynieść w 2001 r. bankowi grube dziesiątki milionów strat na handlu długami szpitali. Pan Kownacki zapewne jest jedynym we wszechświecie menedżerem, który był w stanie na tego typu transakcjach przegrać pieniądze. Bo na tym po prostu nie dało się nie zarobić!

      Na szczęście obecnie pan Kownacki swoich wielorakich talentów używa wyłacznie na rzecz Pana Prezydenta i niczym już nie zarządza. Co jest niewątpliwie dobrą wiadomością dla banku BOŚ. Tym bardziej, że ostatnio ta instytucja finansowa nagle zaczęła zmieniać oblicze. Jeszcze do niedawna mijając placówkę BOŚ zastanawiałem się po co takiemu bankowi w ogóle jakieś oddziały. Klientów detalicznych miał tyle, co kot napłakał, bo zajmował się głównie kredytowaniem dużych inwestycji ekologicznych. I w ogóle był instytucją dość hermetyczną, w której nawet rzeczniczka po godz. 16.00 nie odbierała telefonów. Drewno po prostu. I to niemalowane.

      Aż tu nagle wielkie bum! BOŚ stawia na klientów indywidualnych, przewraca do góry nogami ofertę i zalewa telewizję reklamówkami. Kto wprowadził pierwszą w tym kraju lokatę z odsetkami wypłacanymi z góry? BOŚ! Kto ma najwyżej oprocentowane konto osobiste - do 8 proc. w skali roku? BOŚ. Kto z automatu daje każdemu klientowi 3000 zł debetu na koncie po trzech miesiącach regularnych wpływów, a tysiąc już po miesiącu? Też BOŚ. A dodawane do konta darmowe bankomaty w całym kraju, gdy inni robią wszystko, by liczbę gratisowych maszyn ograniczać? Tak, BOŚ.

      Od pewnego czasu bank aż buzuje od pomysłów. Ostatnio jako jedyny na rynku odwrócił zasady oprocentowania konta. Gdy każdy ”normalny” bank płaci mało procentów za drobne pieniądze i więcej za większe, BOŚ wymyślił coś odwrotnego. Masz na koncie do 3000 zł - masz 8 proc. zarobku. Do 5000 zł - 5 proc. A przy większych pieniądzach - 4 proc.

      To oczywiście tylko chwyt reklamowy, dzięki któremu BOŚ może mówić, że ma konto oprocentowane do 8 proc. rocznie. Tak samo, jak zero prowizji za prowadzenie konta. Owszem, zero jest przez pierwsze pół roku, a potem nawet do 19 zł miesięcznie. Darmowa karta do konta? Tak, ale tylko przez pierwszy rok. Tylko gratisowe wypłaty ze wszystkich bankomatów w kraju są na zawsze.

      Ale nawet jeśli większość innowacji BOŚ przy blizszym prześwietleniu okazuje się mniej atrakcyjna, niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka, to nie można nie zauważyć, że w dziedzinie kreatywności tworzenia produktów finansowych nieoczekiwanie to BOŚ-owcy biją wszystkich konkurentów na głowę. A ja od zawsze mam słabość do ludzi, którzy nie kopiują cudzych pomysłów tylko wyznaczają nowe standardy na rynku.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 maja 2009 11:21
  • środa, 27 maja 2009
    • RPP obniża rezerwę obowiązkową. Pomoże ludziom, ale nie firmom

      Rada Polityki Pieniężnej obniżyła dziś bankom komercyjnym tzw. rezerwę obowiązkową z 3,5 do 3 proc. Co to w praktyce oznacza? Otóż banki będą mogły trzymać mniej pieniędzy na nie oprocentowanych rachunkach w NBP. Dziś trzymają tam, według różnych szacunków, 13-15 mld zł. Te rezerwy służą jako zabezpieczenie depozytów ludzi i firm przed niewypłacalnością któregokolwiek banku.

      W większości państw europejskich rezerwy obowiązkowe są niższe, niż w Polsce - wynoszą zwykle 2-2,5 proc. Dlatego ich obniżenie przez Radę Polityki Pieniężnej to krok w dobrą stronę. Dzięki temu, że banki będą mniej pieniędzy blokowały na rachunkach w NBP, będą miały więcej gotówki. Nie jest to jakaś góra pieniędzy, raptem 2-3 mld zł, ale na  bezrybiu... Teoretycznie będzie więcej pieniędzy na kredyty.

      Choć ja tak do końca nie wierzę, że banki przeznaczą dodatkową kasę na kredyty. Kiedy kilka miesięcy temu Narodowy Bank Polski pozwolił bankowcom na wcześniejszy wykup obligacji za 10 mld zł, wszystkie pieniądze natychmiast wróciły do NBP - banki kupiły za uzyskaną gotówkę bezpieczne bony pieniężne.

      Teraz pewnie tak źle nie będzie, w końcu największy kryzys zaufania na rynku bankowym mamy już za sobą. Ale nawet jeśli pieniądze będą przeznaczone na kredyty, to raczej na drobne pożyczki dla osób fizycznych, ewentualnie na kredyty hipoteczne. Nie sądzę, by banki rzuciły tę kasę na pożyczki dla firm. A to akutrat byłoby teraz najbardziej potrzebne gospodarce, zagrożonej zatorami płatniczymi.

      Problem w tym, że bankowy portfel już udzielonych kredytów dla firm psuje się szybciej, niż portfel kredytów detalicznych. Stąd też bankowcy na pewno nie marzą o tym, żeby natychmiast wpuścić kolejne 3 mld zł w kredyty dla firm. Raczej martwią się jak odzyskać miliardy już firmom pożyczone. Poza tym każdy bank woli udzielić stu małych kredytów, niż jednego dużego, korporacyjnego. Rozproszenie kredytów zmniejsza ryzyko.  Dlatego uważam, że polscy przedsiębiorcy będą ostatni w kolejce do tego, by skorzystać na prezencie Rady Polityki Pieniężnej. I oczywiście chciałbym się mylić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 27 maja 2009 18:21

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line