Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • poniedziałek, 14 maja 2018
    • Komfortum, czyli płać za prąd abonament, jak za Netflix. Tylko czy to się opłaca? Liczymy!

      Z myślą o właścicielach mieszkań firm energetyczna Fortum wprowadza nową usługę – pakiet prądu i pomoc fachowców w miesięcznym abonamencie 199 zł, który firma chciałaby porównywać do subskrypcji jaką płaci się za serwisy z filmami i serialami na żądanie. Oferta o nazwie „Komfortum” reklamowana jest pod kątem wynajmowanych mieszkań, ale oczywiście ograniczeń zakupowych nie ma.

      O co tu chodzi? Zmieniam sprzedawcę prądu na Fortum i podpisuję tzw. umowę kompleksową, co oznacza, że zarówno koszty zużycia prądu jak i jego dostarczenia (dystrybucji) będę płacił nowej firmie. Koszt miesięcznej „subskrypcji” wynosi 199 zł brutto, czyli 2388 zł rocznie. W tej kwocie zawarty jest pakiet prądu do zużycia i ubezpieczenie assistance.

      Nowość na tle rynku polega na tym, że nie rozliczam się na bieżąco ze zużytej energii. Ofertę można porównać do abonamentu, bo tak jak w przypadku ofert komórkowych w pakiecie dostaję określony limit do wykorzystania. Zamiast minut do gadania, mam prądu do zużywania.

      W skali roku jest to 3000 kWh, czyli miesięcznie wychodzi 250 kWh. Niewykorzystana energia, tak jak w przypadku darmowych minut w abonamencie, nie przechodzi na następny miesiąc. Jeśli zużyję mniej – to  jestem stratny. Jeśli więcej – muszę dopłacić – ale tylko jeśli przekroczę zużycie o 10 proc. Wtedy rozliczam się po 69 groszy brutto za kilowatogodzinę. To o ok. 8-10 groszy więcej niż wynoszą średnie ceny energii dla odbiorców indywidualnych w Polsce.

      Jako bonus do tej oferty Fortum dorzuca bogaty pakiet assistance domowego. Więcej na ten temat w pełnej wersji tekstu na www.subiektywnieofinansach.pl. Link do tekstu - tutaj

      ---------------------------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Komfortum, czyli płać za prąd abonament, jak za Netflix. Tylko czy to się opłaca? Liczymy!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 maja 2018 09:27
  • poniedziałek, 07 maja 2018
    • Uber jak taksówka, ale czy taksówkarzom będzie łatwiej? Oto trzy powody, które każą w to wątpić

      Jeśli taksówkarze liczą, że nowe prawo - skazujące Ubera na te same zasady działania, co licencjonowane korporacje - da im więcej „powietrza”, to mogą się srodze zawieść. Nowe wymogi być może spowodują wzrost cen za przejazdy Uberem, ale bynajmniej go nie unieszkodliwią. I nie sprawią, że będzie mniej niebezpieczny dla tradycyjnych korporacji. Ubera w największych polskich miastach nie da się zabić z trzech powodów.

      Z którymkolwiek kierowcą Ubera nie porozmawiam, to osobnik ten zeznaje, iż duża część jego „urobku” pochodzi od zagranicznych turystów. Dość powszechna jest opinia, iż w najbardziej „ruchliwych” godzinach zagraniczni turyści zapewniają nawet połowę przychodów. Wynika to z jednego, prostego faktu: Uber to marka globalna. I jej używanie na „obcym terenie” jest gwarancją cen i standardu.

      Ja też mam ten odruch, gdy ląduję w obcym kraju – sprawdzić czy działa tam Uber. Im bardziej egzotyczne miejsce, tym bardziej gwarancją przejazdu w przewidywalnym standardzie i cenie jest Uber. Podobny charakter ma marka McDonald’s. Jeśli po prostu musisz coś zjeść, a nie jesteś w stanie wybrać spośród miejscowych marek, to po prostu idziesz do McDonalds’a. Wiesz co zjesz i wiesz za ile. Będzie to fast-food, ale przewidywalny.

      Nawet jeśli wskutek nowych regulacji Uber podrożeje, to zapewne będzie w stanie zachować ceny niższe od typowych taksówek. Tak jest na całym świecie i dlatego jego atut globalnej marki taxi będzie nadal działał. To jest polisa ubezpieczeniowa dla Ubera, zaś w takich krajach jak Polska – już turystycznych, lecz jeszcze postrzeganych jako „nieco dzikie” – kluczowa przewaga nad lokalnymi markami taxi.

      Czytaj też: Czy Uber to dumping i finansowe niewolnictwo? Policzyłem ile zarabia kierowca i… odpadłem

      Czytaj: Co za porażka! W Polsce „podkradli” Uberowi najlepszą usługę!

      Uber być może nie kocha regulacji, które mogą utrudnić mu życie, ale dziś większą zgryzotą dla niego, niż taksówkarze z licencjami, jest… tańsza konkurencja. Tak, Ubera podgryzają jego tańsze „podróbki”, takie jak np. Taxify. Aplikacja z Estonii, która zaproponowała – w porównaniu do Ubera – ceny jeszcze o 20-30% niższe dla klientów i warunki finansowe o te same 30% lepsze dla kierowców, podbiła warszawski rynek przewozowy.

      Przykład? Przejazd z warszawskiego Mokotowa na Bielany. MyTaxi – 77 zł. Uber – 53 zł. Taxify – 35 zł. Ta ostatnia aplikacja oferuje ceny rzędu 1 zł za kilometr, czyli ewidentnie dumpingowe. Kierowcy nie muszą oddawać 25% zarobku, jak w Uberze, lecz tylko 15%. Wielu „uberowców” jeździ dziś dla obu aplikacji, co musi wkurzać Ubera.

      Efektem ubocznym nowego prawa będzie nie tylko spłaszczenie cen „od góry” (co utrudni życie Uberowi), lecz również „od dołu”, co da mu oddech w konkurencji z agresywnymi maluchami, którzy kopiują jego model biznesowy.

      Czytaj też: Cena niegwarantowana, czyli gdy aplikacja do zamawiania taksówek obiecuje zbyt wiele

      Więcej dowodów na to, iż uziemienie Ubera będzie trudniejsze, niż się wydaje taksówkarzom - w pełnej wersji tekstu na www.subiektywnieofinansach.pl. Link do tego tekstu jest tutaj

      ---------------------------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Uber jak taksówka, ale czy taksówkarzom będzie łatwiej? Oto trzy powody, które każą w to wątpić”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 maja 2018 09:05
  • piątek, 27 kwietnia 2018
  • poniedziałek, 23 kwietnia 2018
  • piątek, 20 kwietnia 2018
  • czwartek, 19 kwietnia 2018
    • Karty wirtualne od fintechów pomagają naciągać serwisy VOD? O klonowaniu abonamentów

      Dzięki nowoczesnym technologiom i nowinkom kartowym abonament w Netfliksie, czy Amazon Prime da się mieć za zero i to bezterminowo. Naprawdę! Wszystko dzięki okresom próbnym i wirtualnym kartom płatniczym od firm fintechowych, które można tworzyć i niszczyć za pomocą jednego „swipe’a” po ekranie smartfona.

      Firma badawczo-analityczna SW Research twierdzi, że „pirackich” może być nawet 10% wszystkich kont, z których korzystają użytkownicy Netfliksa w Polsce. To by oznaczało, że tylko ten jeden serwis VOD, mający nad Wisłą mniej więcej 600.000 płatnych subskrybentów – każdy powinien płacić od 34 do 52 zł miesięcznie – jest „w plecy” mniej więcej 2 mln zł miesięcznie.

      Na możliwość zakupu „preferencyjnego abonamentu” na Netflix i inne serwisy można trafić w portalach aukcyjnych. Wygląda na to, że u niektórych sprzedawców osiągnął już skalę niemal przemysłową, bo skoro coś, co normalnie kosztuje 52 zł można mieć za kilka złotych…

      Mechanizm, który wykorzystują sprzedawcy „preferencyjnych” dostępów do Netfliksa jest zbliżony to słynnego już w branży odzieżowej wardrobingu. Czyli kupowaniu rzeczy, chodzeniu w nich przez np. miesiąc i zwracania do sklepu tak, jakby po prostu nie pasowały.

      Część sieci handlowych umożliwia zwrot towaru po kilku tygodniach od zakupu, więc nie ma najmniejszego problemu, by wziąć ze sklepu najnowszą kreację, pójść w niej na imprezę i zawrócić w głowie całemu towarzystwu, a potem zwrócić do sklepu („bo jednak nie pasuje”) i uzyskać zwrot pieniędzy. To samo można zrobić z butami, torebką, garniturem (w przypadku faceta) itp.

      Czytaj więcej w pełnej wersji tekstu. Na czym polega „streamingowy wardrobing”? W których serwisach VOD udało mi się wykorzystać tę furtkę? Artykuł jest w serwisie "Subiektywnie o finansach" oraz pod tym linkiem

      ---------------------------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Karty wirtualne od fintechów pomagają naciągać serwisy VOD? O klonowaniu abonamentów ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 kwietnia 2018 09:20
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2018
    • Nie będziemy musieli pamiętać PIN-u do karty? Biometria wchodzi do kart płatniczych

      Kilkanaście dni temu organizacja płatnicza Visa poinformowała o starcie pilotażu kart z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych. Biorą w nim udział Mountain America Credit Union (jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie amerykańskich odpowiedników SKOK-ów) oraz Bank of Cyprus. To karty z tzw. podwójnym interfejsem EMV, czyli pozwalające zarówno na zatwierdzanie transakcji PIN-em, jak i biometrycznie.

      Zapłacisz kartą, a zamiast PIN-u… odcisk palca

      Visa podaje, że są to dwa pierwsze komercyjne programy pilotażowe biometrycznych kart płatniczych, które obejmują nie tylko transakcje w terminalu płatniczym, ale i płatności zbliżeniowe. Nie wiadomo jeszcze kiedy tego typu karty trafią do standardowej oferty banków (to zależy od wyników pilotażu), jednak wydaje się, że najdalej w przyszłym roku dzięki organizacjom płatniczym i bankom pierwsi konsumenci dostaną do rąk karty zupełnie nowej generacji.

      Biometryczne zatwiedzanie transakcji kartowych nie przyspieszy naszych zakupów bezgotówkowych tak, jak wprowadzenie technologii zbliżeniowej, ale może być krokiem milowym w kierunku wyrzucenia z naszej pamięci kodów, PIN-ów i haseł. Dlaczego?

      Przyczyna jest oczywista: w internecie wykonujemy raptem 5-10% transakcji. Bankowości mobilnej (w której do logowania i transakcji można używać biometrii, w którą wyposażony jest smartfon) też używa na razie stosunkowo niski procent posiadaczy kont bankowych. A karty płatnicze są dziś powszechnym instrumentem płatności.

      Jak może działać biometryczna karta płatnicza? Z punktu widzenia sprzedawcy nie zmienia się nic, używane są te same terminale i te same sposoby transmisji danych. A od strony konsumenta? Po zarejestrowaniu odcisku palca – co prawdopodobnie będzie odbywało się w banku – użytkownik nie musi już pamiętać PIN-u. Przed transakcją wystarczy tylko położyć palec karcie, aby uwierzytelnić swoją tożsamość i zainicjować płatność.

      Więcej o kartach autoryzowanych biometrycznie przeczytaj w pełnej wersji tekstu, która jest pod niniejszym linkiem

      Artykuł powstał w ramach cyklu „O wygodnym płaceniu. Niezbędnik nowoczesnego konsumenta”, którego patronem jest organizacja płatnicza Visa, oferująca m.in. program rabatowy Visa Oferty oraz wygodne i bezpieczne płatności w internecie za pomocą usługi Visa Checkout.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Nie będziemy musieli pamiętać PIN-u do karty? Biometria wchodzi do kart płatniczych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2018 13:18
  • czwartek, 12 kwietnia 2018
  • środa, 11 kwietnia 2018
    • Osiem patentów na dodatkową emeryturę. Od konta oszczędnościowego po... znaczki pocztowe

      Inwestowanie – niezależnie od tego czy wybierzecie obligacje, akcje czy też pójdziecie do funduszy inwestycyjnych – musi czemuś służyć. Celem technicznym jest oczywiście osiągnięcie dochodu większego, niż w banku. W długim terminie podejmowanie ryzyka w zarządzaniu swoimi pieniędzmi generalnie popłaca, ale oczywiście po drodze zdarzają się wahania. No i nie ma „bankowej” gwarancji osiągnięcia określonego, z góry znanego zysku.

      Celem strategicznym inwestowania jest zbudowanie kapitału o określonej wielkości, który posłuży do zaspokojenia jakichś potrzeb. DO mnie przykładowo najbardziej przemawia potrzeba nic-nie-robienia gdy będę miał na to ochotę. A więc posiadanie takich pieniędzy, które pozwolą mi pracować jedynie dla przyjemności. A jeśli nie będę chciał pracować, to będę mógł żyć ze zgromadzonego kapitału.

      Na innych działają potrzeby bardziej namacalne, np. zakup domu, pałacu albo rancza. Ale tak naprawdę naszą podstawową potrzebą powinno być zgromadzenie pieniędzy na ten czas, w którym skończy się nasza kariera zawodowa i będziemy już mieli mnóstwo czasu na realizację marzeń, podróżowanie, poznawanie świata, cieszenie się życiem na wysokim poziomie. A więc na robienie tego wszystkiego, na co teraz nie mamy czasu.

      Raczej nie możemy liczyć na to, że owe „najdłuższe wakacje życia” sfinansuje nam państwo. Osobiście oczekuję, że po zakończeniu kariery zawodowej państwo będzie dostarczało mi mikroemeryturkę pozwalającą co najwyżej na wegetowanie. Nie sądzę, by było to więcej, niż 30-40% mojego standardowego wynagrodzenia w czasie, gdy pracowałem. Nie ma dwóch zdań: resztę trzeba sobie „zorganizować” samodzielnie. I to jest zadanie na ostatnich 20-30 lat kariery zawodowej każdego z nas.

      Ile pieniędzy potrzebowałbyś na w miarę luksusowe życie po zakończeniu kariery zawodowej? Oraz osiem sposobów na zgromadzenie funduszu spełniania marzeń - wszystko znajdziesz w pełnej wersji artykułu, którą zamieszczam pod tym linkiem

      Ten tekst jest częścią cyklu „Poradnik początkującego inwestora”, akcji edukacyjnej realizowanej wspólnie przez stronę „Subiektywnie o finansach”, blog Longterm.pl oraz firmę windykacyjną GetBack 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Osiem patentów na dodatkową emeryturę. Od konta oszczędnościowego po... znaczki pocztowe”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 11 kwietnia 2018 16:21
  • poniedziałek, 09 kwietnia 2018
    • Ile powinien zarabiać poseł? A ile minister? Pomagam posłowi Kaczyńskiemu z drabinką

      Prezes Jarosław Kaczyński ma rację: do władzy nie idzie się po pieniądze, tylko żeby zrobić coś dla kraju. Funkcję posłów powinni piastować ci, którzy już są syci, osiągnęli w życiu sukces, zarobili pieniądze, sprawdzili się w biznesie, zaś polityka ma być zwieńczeniem ich kariery. Poseł powinien mieć już miliony na koncie i dylematy typu „jak związać koniec z końcem” nie powinny go rozpraszać.

      Dlatego wynagrodzenia posłów i senatorów ściąłbym znacznie bardziej, niż prezes Polski proponuje – do jednej średniej krajowej. Może można im zostawić jakieś drobne pieniądze na prowadzenie biura poselskiego i finansować poruszanie się po kraju, ale na tym koniec.

      Do Sejmu i Senatu idziesz wtedy, jak już kwestie materialne masz ogarnięte. A skoro poradziłeś sobie w życiu, to najpewniej masz też mózg i wiesz jak go używać (w przypadku niektórych „zawodowych posłów”, którzy poza młodzieżówką partyjną nie znają świata – jest to cecha wątpliwa).

      Polityka i pieniądze: oto cztery rzeczy, które każdy rząd chciałby przed tobą ukryć

      na zdjęciu: kadr z filmu „Dzień Świra” w reżyserii Marka Koterskiego. „Moja racja jest mojsza, niż twojsza”

      Minister w czynie społecznym? Dlaczego by nie?

      Teraz członkowie rządu. Ich powinna dotyczyć ta sama zasada. Do rządu – na premiera lub ministra – idziesz wtedy, gdy masz pomysł na Polskę, albo na ten jej wycinek, na którym się znasz. Pokazałeś już, że się znasz, więc masz z czego żyć i to jest twój bilet do rządu. Pensje premiera i ministrów powinny być takie, jak zwykłych Polaków. Bo to służba.

      A groźba korupcji? Cóż, jeśli oni będą zarabiali tyle, co przeciętny Polak, to nikt nie pójdzie do rządu po to, żeby kraść. Korupcjogenna atmosfera pojawia się wtedy, gdy w rządzie zarabia się na tyle dobrze, że można tam iść po to, by ustawić się w życiu, a jednocześnie na tyle słabo, że łatwo cię przekupić.

      Ministra, który zarabia 10.000 zł można próbować kupić dwoma milionami. Takiego, który zarabia 3000 zł – nie da się kupić, bo on już te miliony musi mieć, skoro poszedł pracować do rządu za takie pieniądze.

      Czytaj też: Gospodarka szybko rośnie. Ale czy to dlatego, że rząd dobrze rządzi czy po prostu ma dużo szczęścia? Rozkminiam po ludzku

      Czytaj też: Przez tę decyzję rządu nigdy nie będziesz zarabiał jak Niemiec

      Wysoki urzędnik, czyli średnia krajowa razy dziesięć!

      A wiceministrowie i dyrektorzy departamentów? Tutaj zaczyna być trudniej: to powinni być już ludzie merytoryczni, możliwie najwybitniejsi fachowcy, którzy język polityki potrafią przełożyć na sensowne, skuteczne i precyzyjne procedury i przepisy. Każdy urzędnik od wiceministra w dół powinien być wynagradzani tak, by trudno ich było podkupić sektorowi prywatnemu.

      Sprawa jest prosta jak drut – trzeba mieć oficjalną siatkę płac, w której punktem wyjścia będzie średnia krajowa lub mediana krajowa. Jeśli średnio w Polsce zarabia się niecałe 5000 zł brutto i 3500 zł na rękę, to wiceminister powinien zarabiać 10-krotność tej sumy, a jego podwładny – np. 8-krotność. A jego podwładny – 6-krotność.

      Temat siatki płac oraz o tym jak zrobić żeby rozpiętości płacowe w Polsce były mniejsze rozkminiam w pełnej wersji tekstu, którą znajdziecie na mojej oficjalnej stronie www.subiektywnieofinansach.pl. Link do pełnej wersji tekstu jest tutaj

      ---------------------------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ile powinien zarabiać poseł? A ile minister? Pomagam posłowi Kaczyńskiemu z drabinką”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 kwietnia 2018 07:54

Archiwum

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny