Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

07. Bankomaty i wpłatomaty

  • poniedziałek, 24 kwietnia 2017
  • wtorek, 20 grudnia 2016
    • Euronet uruchomił nową opcję w bankomatach. Przestępcy "kradnący" karty mają przerąbane?

      Ciekawe wieści dochodzą z Euronetu, największej w Polsce sieć bankomatów (7500 urządzeń w całym kraju). Poinformowała ona, że zdecydowana większość jej maszyn potrafi już akceptować wypłaty gotówki przeprowadzane zbliżeniowo. Różnica między wypłatą zbliżeniową i zwykłą jest taka, że nie trzeba wkładać karty do bankomatu, lecz wystarczy ją zbliżyć. Dzięki temu jest bezpieczniej, bo nikt nie skopiuje karty. Jak wiadomo, w szczelinach bankomatowych złodzieje instalują specjalne czytniki, dzięki którym mogą "sklonować" kartę (a dokładniej pasek magnetyczny znajdujący się na jej odwrocie) i wypłacić nią pieniądze z naszego konta w jakimś dalekim kraju. Muszą wypłacać w dalekim, bo w Polsce i w krajach "cywilizowanych" bankomaty nie czytają pasków, tylko czipy, których sklonować tak łatwo się nie da (paski magnetyczne na kartach zostały już tylko "na wszelki wypadek", gdybyśmy chcieli użyć plastiku w krajach, gdzie nie terminale głupieją na widok czipa).

      Druga zaleta wypłat bankomatowych przez zbliżenia jest taka, że w znakomitym stopniu ułatwią one korzystanie z bankomatów użytkownikom bankowości mobilnej. Do tej pory żeby wypłacić kasę z bankomatu przy użyciu smartfona trzeba było mieć aplikację BLIK (członkiem tego sojuszu jest sześć dużych banków), bo ona działa na kody jednorazowe (czyli trzeba zalogować się do aplikacji bankowej, wybrać opcję "transakcja BLIK" i wpisać w bankomacie kod wyświetlony przez smartfona). Jeśli ktoś miał daną przez bank możliwość płacenia smartfonem w systemie innym, niż BLIK (np. bank "wgrał" mu kartę do smartfona w salonie telekomunikacyjnym albo udostępnił technologię HCE, czyli płatności zbliżeniowe "w chmurze"), to smartfon przydawał się tylko w sklepach, nie zaś przy bankomatach. Teraz to się zmieni i jeśli ktoś już używa smartfona do zbliżeniowego płacenia za zakupy, to w bankomacie też będzie mógł obyć się bez plastikowej karty.

      Czytaj też: Złe wieści dla miłośników wypłacania z bankomatów. Idzie nowe

      Taka opcja może skłonić do używania smartfona zamiast portfela sporą grupę klientów banków, bo Polacy mają ciężkiego fioła na punkcie bankomatów. Korzystają z nich często i namiętnie, doprowadzając bankowców do szału (do każdej wypłaty bankomatowej banki dopłacają jakieś 1,5 zł, bo większość bankomatów oddały niezależnym sieciom). Mimo, że 75% wszystkich transakcji kartami to zakupy w sklepach, to patrząc wartościowo tylko 36% to transakcje bezgotówkowe, a aż 64% wypłaty bankomatowe. Znacznie więcej kasy wypłacamy więc z bankomatów, by regulować rachunki gotówką, niż płacimy kartami. Ostatnio w mBanku doszli nawet do wniosku, że już mają dość klientów, którzy idą do bankomatu po 20 zł i ogłosili, że od takich wypłat wprowadzają prowizje. Przy takiej atencji Polaków do bankomatów możliwość korzystania z nich za pomocą smartfonów, zbliżeniowo, może mieć znaczenie dla częstszej używalności smartfonów zamiast portfeli.

      Czytaj też: Koniec pieszczot przy bankomacie. Jeśli niewłaściwie go używasz - zapłacisz

      Czytaj też: Euronet tłumaczy dlaczego odrzuca nasze reklamacje bankomatowe

      Zbliżeniowe wypłaty z bankomatów umożliwia nie tylko Euronet, ale i konkurencyjna sieć Planet Cash (2000 urządzeń), a także - ale tylko dla swoich klientów - sieć bankomatów ING. Można więc powiedzieć, że taki sposób wypłacania pieniędzy powoli staje się standardem. W przypadku Euronetu jest jeszcze pewna cienkość polegająca na tym, że nie wszystkie bankomaty wyposażono w moduł obsługujący zbliżenia (dotyczy to 5200 urządzeń z 7000) i że nie wszyscy klienci banków mogą z tego dobrodziejstwa korzystać. Na razie wśród "szczęśliwców" znaleźli się m.in. klienci PKO BP, Banku Pekao Getinu, Raiffeisena, BGŻ BNP Paribas, Alior Banku, Citibanku i jeszcze kilku innych. Z "dużych misiów" jeszcze nie mogą zbliżeniowo korzystać z bankomatów Euronetu klienci mBanku, Banku Millennium i BZ WBK. Ale podobno wkrótce to ma się zmienić (poza tym klienci tych trzech banków są członkami systemu BLIK, więc ich klienci dostęp do bankomatów z poziomu smartfona już mają, tyle że nie na zbliżenia, tylko na kody jednorazowe). Transakcje żbliżeniowe pozostaną też niedostępne dla tych, którzy mają karty bez funkcji NFC (20% kart wydanych przez polskie banki nie działa na zbliżenia, nie licząc tych, których posiadacze sami "wycięli" antenki zbliżeniowe). 

      Ja już nie mogę doczekać się kolejnej części tej rewolucji, czyli wypłacania pieniędzy z bankomatu w ogóle bez "okazywania" żadnego przedmiotu poza sobą samym ;-)). Myślę oczywiście o wypłatach biometrycznych. Duża część bankomatów sieci Planet Cash ma już czytniki biometryczne, dzięki którym autoryzacja transakcji odbywa się za pomocą skanowania układu naczyń krwionośnych w palcu klienta (żeby to zadziałało palec musi być "żywy", nie odcięty właścicielowi;-)). Metoda może nie jest może doskonale niezawodna (mając zimne ręce można "znieczulić" urządzenie, podobnie jak może nie zareagować na palec mokry lub spocony), ale w przyszłości to właśnie skanowanie palców, sylwetki albo siatkówki oka będzie nas autoryzowało w wielu miejscach, także przy bankomacie. Dziś główny problem polega na tym, że bardzo niewiele banków zgromadziło bazy biometryczne swoich klientów, a bez tego nie można autoryzować transakcji ani palcem, ani żadnym identyfikatorem biometrycznym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Euronet uruchomił nową opcję w bankomatach. Przestępcy "kradnący" karty mają przerąbane?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 grudnia 2016 20:04
  • środa, 30 listopada 2016
    • Koniec pieszczot przy bankomacie. Wypłacasz małe kwoty? W mBanku to może zaboleć

      Banki, jak wiadomo, nie kochają klientów często wypłacających gotówkę z bankomatów. Po pierwsze dlatego, że to kosztuje (większość banków nie ma już własnych bankomatów, tylko je wynajmuje), a po drugie dlatego, że klient płacący bezgotówkowo jest łatwiejszy do "sprofilowania", gdyż więcej o nim wiadomo. A jeśli w dodatku ten klient płaci telefonem, a nie plastikową kartą, to już w ogóle jest pięknie, bo można go zgeolokalizować, się z nim skomunikować i zaproponować mu dopasowane zniżki (a na ściąganiu klientów do sklepów banki chciałyby w przyszłości sporo zarabiać). Zatem od bankomatów bankowcy nas coraz częściej odganiają, zmniejszając dostęp do darmowych urządzeń lub nakładając na tę darmowość jakieś obostrzenia. Muszą to czynić, rzecz jasna, bardzo ostrożnie, bo klienci kochają darmowe bankomaty i każda próba ograniczania dostępu wywołuje oburzenie oraz skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich ;-).

      Czytaj też: Złe wieści dla miłośników wypłacania gotówki. Banki stworzyły potwora, a my mu... zapłacimy

      Czytaj też: Tego jeszcze nie było! Wpłatomat na kółkach nie nadąża z robotą! 

      Kolejnym bankiem, który idzie tą drogą, jest mBank, czwarty największy bank w Polsce, posiadacz najbardziej wymagających / roszczeniowych (niepotrzebne skreślić) klientów w całej branży. Dziś do klientów mBanku trafia wiadomość, iż od lutego przyszłego roku zmieniają się zasady wypłat bankomatowych dokonywanych kartami wydanymi przez ten bank. Zasadniczo sieć darmowych bankomatów się nie zmieni i nadal pozostanie jedną z największych (10.000 urządzeń sieci Euronet, Planet Cash oraz BZ WBK oraz bankomaty własne banku), ale... od każdej wypłaty mniejszej, niż 100 zł, bank potrąci prowizję. Nie będzie ona jakoś radykalnie wysoka - raptem 1,3 zł od transakcji - ale jeśli ktoś często chodzi do bankomatu po 40 zł, czy 50 zł, to w skali miesiąca takie wyjmowanie "drobnych" będzie go trochę kosztowało. Smutno? W zaistniałej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak... "bankomatowy" dowcip Samcika:

      Dlaczego mBank zmienia politykę "bankomatową"? Oczywiście chodzi o to, żeby klienci nie biegali do bankomatów co chwilę, jak kot z pęcherzem, tylko wypłacali raz a dobrze większą gotówkę. Od każdej wypłaty klientowskiej bank odprowadza 1,3 zł prowizji do właściciela urządzenia, więc nic dziwnego, że chce, by tych wizyt przy bankomatach klienci odbywali jak najmniej. A ze statystyk banku wynika, że mniej więcej jedna trzecia ze wszystkich wypłat z bankomatów to "wziątka" mniejsza, niż 100 zł. Co trzecia! Oczywiście, beneficjentami wyjmowania przez klientów "drobnych" są sieci bankomatowe. Jeśli myślicie, że przycisk "szybka wypłata bez wydruku", bijący po oczach na większości bankomatów, jest tam umieszczony przypadkowo, to się mylicie. Klient to-to naciska, bo chce szybkiej kasy i... dostaje 50 zł. Im częściej klient wraca do "wodopoju" po kolejną porcję kasy, tym więcej zarabiają właściciele bankomatów. A mBank chce im zrobić kuku.

      Czytaj też: Chcesz podpaść klientom? Zabierz im bankomaty z drogi do pracy!

      bankomatubezpWprowadzenie prowizji od małych wypłat z bankomatów to oczywiście niemiła wiadomość dla klientów-miłośników gotówki, ale są i dobre wieści. W dalszym ciągu za darmo będzie można wypłacać kasę w dowolnych nominałach za pomocą systemu BLIK. Każdy klient mBanku, który ściągnie sobie na smartfona - i aktywuje - aplikację mobilną, otrzymuje jednocześnie dostęp do BLIK-a i może wypłacać pieniądze z bankomatu właśnie za pomocą smartfona. Trzeba tylko nacisnąć w bankomacie przycisk "wypłata bez karty", wybrać opcję BLIK, "odpalić" aplikację mobilną i wbić na klawiaturze bankomatu sześciocyfrowy kod wyświetlony na ekranie smartfona. Proste jak drut. mBank chce przyzwyczajać swoich klientów do płacenia smartfonem, więc i wypłaty bankomatowe za pomocą BLIK-a traktuje preferencyjnie. Za darmo będzie można też wypłacić małą kasę przy... kasie sklepowej. Część sklepów prowadzi bowiem usługę cash-back, która polega na tym, że płacąc za zakupy kartą możesz do nich "dorzucić" wypłatę gotówki z konta.

      Zmiany w dostępie do darmowych bankomatów nie dotyczą najzamożniejszych klientów banku (korzystających z mKonta Aquarius, albo eKonta Intensive, które wymagają wpływów miesięcznych rzędu 10.000 zł lub więcej) oraz najmłodszych: klientów młodzieżowego eKonta m (do 20 lat) i eKonta izzy. Starsi posiadacze eKonta m (powyżej 20 lat) oraz klienci eKonta dla Młodych będą płacili prowizję tylko za wypłaty poniżej 50 zł (dla nich więc stawka też jest preferencyjna). Bank obiecuje, że będzie klientów informował o zmianach na wszystkie możliwe sposoby, w tym za pomocą "marketingu smartfonowego". Każdy, kto w najbliższych miesiącach będzie wypłacał mały pieniążek z bankomatu, dostanie powiadomienie SMS-owe, że za wkrótce tak niskokwotowa wypłata będzie obciążona 1,3-złotową prowizją.

      Czytaj też: Wypłacając kasę z bankomatu można poczuć się lepszym człowiekiem. A jak?

      Czytaj też: Zamiast na pocztę pójdziemy do... bankomatu. Nowa usługa!

      mBank nie jest ani pierwszym, ani ostatnim bankiem ograniczającym - choć w niewielkim stopniu - dostęp do darmowych bankomatów. Dużo bardziej drastyczne kroki wykonywały w przeszłości inne banki. Np. od początku tego roku klienci ING Banku stracili bezpłatny i nieograniczony dostęp do bankomatów Euronetu. Darmowe bez limitów są tylko wypłaty z maszyn własnych banku oraz z tych należących do sieci Planet Cash. Za inne bank pobiera 2,5 zł od transakcji (przy czym pierwsza wypłata w miesiącu jest darmowa). Na raty odcinał od bankomatów Euronetu swoich klientów Bank Pekao. Najpierw wprowadził małą prowizję rzędu 1,5 zł, a potem - w połowie tego roku - przygrzmocił stawką 5 zł. Jeszcze w zeszłym roku podobną stawkę za wypłaty z bankomatów Euronetu i BZ WBK wprowadził największy w Polsce bank - PKO BP. Na tym tle posunięcia mBanku wydają się być niewinną pieszczotą.

      Zmiana w dostępie do bankomatów - będzie ona obejmowała także tych klientów, którzy korzystają z płatnej usługi "wszystkie bankomaty gratis" (w mBanku można coś takiego kupić za 5 zł miesięcznie) - nie jest jedyną, która czeka od lutego klientów mBanku. Ci klienci, którzy dla utrzymania darmowości karty płatniczej mają regulaminowy obowiązek zapłacić nią miesięcznie np. 200-300 zł, teraz już tego obowiązku nie będą mieli. W zamian za to będą musieli miesięcznie zapłacić kartą w sklepach pięć razy (nie ma znaczenia jaką wartość będą miały te transakcje). mBank zmieni też prowizje za wypłaty z obcych bankomatów. Jeśli dziś część klientów płaci procentowe prowizje (np. 3% od wartości wypłaty, minimum 5 zł, a maksimum 9 zł), to teraz będzie płaciła sztywną stawkę 7 zł. W przypadku bankomatów zagranicznych ta "sztywność" będzie ustawiona na poziomie 10 zł.

      OBEJRZYJ KOLEJNY ODCINEK "KASOWNIKA SAMCIKA"! W dzisiejszym wydaniu mojego cotygodniowego wideocyklu głównym tematem jest pytanie jak zapłacić za zakupy, gdy zapomnisz wziąć z domu portfel. Mówię też ile pieniędzy tracisz przy bankomacie, dlaczego warto pilnować smartfona przed kolegami oraz jak nie wpaść w pułapkę wielkiej prowizji od debetu:

      Przed tygodniem było o konieczności sprawdzenia czy przypadkiem nie przepłacasz za konto i kartę? Sprawdź ile płacą inni i czy nie jesteś przez swój bank robiony w trąbę. Drugi temat to bonusy wypłacane nam przez banki za lojalność:

      Obejrzyj też odcinek poświęcony kredytom hipotecznym. Na co zwracać uwagę przeglądając oferty banków, a co jest tylko "zasłoną dymną"? Jak banki mierzą nam zdolność kredytową? Czy można ją sobie legalnymi sposobami poprawić? Zapraszam!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Koniec pieszczot przy bankomacie. Wypłacasz małe kwoty? W mBanku to może zaboleć”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 30 listopada 2016 08:57
  • poniedziałek, 21 listopada 2016
    • Bank na kółkach nie nadąża z robotą. Przyjedzie do ciebie, żeby... odebrać nadmiar gotówki :-)

      Jakiś czas temu pokazywałem Wam mobilny wpłatomat, czyli jeden z najciekawszych pomysłów Idea Banku, specjalizującego się w obsłudze małych firm. Ten bank zresztą dość często zaskakuje dziwnymi niusami. Pamiętacie jak otworzyli latem placówkę bankową na plaży w Warszawie? Albo jak zaczęli wprowadzać - obok standardowych oddziałów - także kawiarnie bankowe? Ostatnio w kawiarniach Idea Banku podobno zrobiło się ciasno od nieklientów (każdy chciałby darmową kawę i szybkie wifi, prawda?) więc bank zaczął limitować wstęp i sprawdzać czy ktoś przyszedł tylko na kawę, czy też ma w tym banku konto firmowe. Tak czy owak - celem tych wszystkich nowinek jest oczywiście pokazanie, że w tym banku oferta jest specjalnie sprofilowana pod właściciela małej i średniej firmy. Bo w bankach "ogólnych" królem jest przede wszystkim klient masowy oraz VIP-rentier. Drobny przedsiębiorca, który w każdej chwili może zbankrutować i ciągle ma problemy z płynnością - już niekoniecznie ;-).

      O ile więc nad morzem i w górach można od kilku lat spotkać mobilne bankomaty do wypłacania kasy na gofry i lody oraz żetony do wesołago miasteczka, o tyle w Idea Banku klienci mogą sobie zainstalować aplikację "wpłatomatową" i zamówić na określoną godzinę samochód z wpłatomatem, by tam wpłacić utarg. Na początku usługa działała tylko w niektórych dzielnicach Warszawy, ale teraz jest już dostępna w większości dużych miast, w których działa bank (Trójmiasto, Poznań, Katowice, Wrocław, Kraków, Łódź, Szczecin, Lublin, Rzeszów oraz Białystok).

      Flota mobilnych wpłatomatów liczy już 19 samochodów, a w pierwszej połowie przyszłego roku ma się niemal podwoić. Na początku wydawało mi się, że to ma być przede wszystkim gadżet, teaser zachęcający przedsiębiorców do zwrócenia uwagi na nowy bank, tablica reklamowa na kółkach. Ale wygląda na to, że zrobił się z tego najzwyczajniejszy w świecie biznes. Okazało się, że zainteresowanie usługą jest na tyle duże, że bank dzięki temu może traktować flotę mobilnych wpłatomatów jako... źródło pozyskiwania pieniędzy. Zresztą bank to potwierdza w swoich statystykach:

      "Średnia pojedyncza wpłata do mobilnego wpłatomatu wynosi 6440 zł. Dla porównania, średnia wpłata do stacjonarnego wpłatomatu w oddziale Idea Banku wynosi 1990 zł. Wpłaty poniżej 1000 zł stanowią zaledwie 17% wszystkich transakcji. Z badań przeprowadzonych przez Idea Bank wynika, że 32% mikroprzedsiębiorców rozlicza się wyłącznie w gotówce, a pozostałych 68% łaczny płatności gotówkowe z bezgotówkowymi".

      No bo tak: przedsiębiorca, który nie ma gdzie wpłacić utargu, zabiera go do domu, albo trzyma "w pogotowiu". Mając możliwość wpłacenia kasy w ramach "wpłatomatowego assistance", w większym stopniu przechodzi na obrót bezgotówkowy. Idea Bank na tym zarabia, bo jeśli jego klienci - dzięki mobilnej usłudze - przynoszą więcej gotówki, to bank ma źródło taniego pieniądza, za który normalnie musiałby płacić sporo, oferując wysoko oprocentowane depozyty. W takich niewielkich bankach za pieniądz depozytowy trzeba płacić nawet WIBOR plus 1% (punkt procentowy), jeśli zaś taki mobilny wpłatomat dziennie zwiezie do banku kilkadziesiąt, kilaset tysięcy złotych, samochodów jest 19 i każdy pracuje na okrągło, to robi się z tego kwota. Zapewne koszt wyprodukowania takiego wpłatomatu jest wysoki, a koszt eksploatacji to kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, ale interes i tak się opłaca.

      Opłaca się do tego stopnia, że Idea Bank wprowadza właśnie mobilny wpłatomat z... wrzutnią. Ma być dla tych klientów, którzy jednorazowo wpłacają większą kwotę, ponad 20.000 zł. W banku zauważyli, że coraz więcej klientów ma na tyle duże wpłaty, że "kwitną" przy mobilnym wpłatomacie po kilkanaście minut, wpłacając kasę w ratach (podajnik nie "przeżuje" więcej, niż 150 banknotów w jednej transakcji). Stąd pomysł na wpłatomat z wrzutną. Widziałem to prorotypowe urządzenie i nawet je testowałem, złośliwie wrzucając dużo 10-złotówek.

      wrzutnia11wrzutnia2

      Urządzenie działa tak samo jak bankowe wrzutnie nocne. Trzeba mieć specjalne koperty wydane przez bank, umieszcza się w nich kasę, deklaruje wartość wpłaty i wrzuca do urządzenia. Aha, trzeba jeszcze mieć przy sobie kartę płatniczą wydaną do rachunku i wczytać ją w terminalu, podobnie jak kod kreskowy z koperty. Przewagą mobilnego wpłatomatu nad bankowymi wrzutniami jest to, że można w ten sposób wpłacać również bilon. Kto prowadzi nieduży sklep to wie jak bardzo cierpią w bankach, gdy muszą przyjmować wpłaty w 2-złotówkach (czasem płaci się za to dodatkowe prowizje). Inny plus to fakt, że samochód często zjeżdża na tzw. odsilenie, a jak tylko pieniądze zostaną przeliczone, bank od razu księguje je na koncie. Można więc wpłacić kilkaset tysięcy złotych i zobaczyć je na koncie firmowym za godzinę, dwie. Prawie szybciej, niż elixirem. Pamiętacie jak kiedyś sprawdzałem który przelew dojdzie szybciej, taksówkowy czy ekspresowy? Oni chyba też bawią się w tę zabawę ;-) 

      Bank rekomenduje klientom, aby korzystali z powiększonych wpłatomatów z wrzutnią przy wpłatach przekraczających 20.000 zł. Gdy w aplikacji mobilnej użytkownik zadeklaruje wpłatę w takiej lub większej wysokości, aplikacja zapyta go, czy chce zamówić samochód z wrzutnią. Na razie oczywiście dotyczy to tylko klientów z Warszawy, bo tutaj nowe, powiększone "źródło płynności" dla banku będzie testowane w pierwszej kolejności ;-)). Nota bene jest to też przykład na to jak razem wespół w zespół można zrobić coś fajnego. Wrzutnię - specjalnie pod wymiar wyrąbanej toporem :-) - dziury w poszyciu auta projektowała firma Germaz, a wykonał producent takich rzeczy Globe, sam wpłatomat (mający zresztą też funkcję bankomatu, więc można postawić takie urządzenie np. przed stadionem w dniu meczu albo na terenie jakiegoś festiwalu, żeby sam się "odsilał" wypłatami konsumentów :-)) urzeźbił Wincor Nixdorf i też była to ponoć robota "na wymiar", operatorem wpłatomatów jest Euronet (i rozlicza transakcje ekspresem), a aplikację do zamawiania samochodów stworzyła firma iTaxi. Auto też musi być specjalnie "wybebeszone" oraz "uzbrojone" w modemy, komputery, klimatyzację (to-to nie lubi jak jest mu zimno ;-)).

      Nie wiem czy to widzicie, drodzy bankowcy, ale na Waszych oczach rodzi się alternatywa dla zbierania depozytów od klientów. Zamiast czekać w oddziałach i zbijać bąki czekając aż ktoś przyniesie jakąś gotówkę celem zdeponowania jej na 0,0000001% w skali roku, można po prostu obskoczyć najbardziej "nadzianych" gotówką klientów samochodem-wpłatomatem i zgarnąć od nich nadmiar "płynności". Nie jest to może pomysł na biznes dla banku PKO BP (który i bez tego ma za dużo pieniędzy), ale dla banków prowadzących obsługę dużej liczby małych firm i nie mających bardzo dużej sieci placówek - być może już tak.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bank na kółkach nie nadąża z robotą. Przyjedzie do ciebie, żeby... odebrać nadmiar gotówki :-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 listopada 2016 13:12
  • sobota, 27 sierpnia 2016
    • Chcesz bardzo podpaść klientom? Zabierz im bankomaty z drogi do pracy. PKO BP coś o tym wie

      Podobno mamy XXI wiek, a bankowanie przenosi się coraz bardziej do internetu. I to nie takiego "zwykłego", tylko do mobilnego. Banki zaczynają zwijać lub przynajmniej mocno zwijać sieć placówek, za to strategicznym kanałem dostępu staje się bankowość mobilna. Nad tym, by aplikacja mobilna - która ma wkrótce hurtem zastąpić bankowe serwisy internetowe, kartę płatniczą i oddziały - była jak najfajniejsza, jak najbardziej wygodna i dawała jak najwięcej możliwości, pracują w bankach najlepsi z najlepszych. Dla banków to nie tylko konieczność, ale i szansa - jeśli Polacy zaczną masowo bankować przez smartfona, to bankowcom będzie łatwiej zarabiać nie tylko na usługach bankowych, ale i na dealach z sieciami handlowymi, ciąć koszty poprzez ograniczenie potwornie kosztownej sieci placówek i bankomatów oraz zmniejszać zatrudnienie. 

      Zobacz na YouTube: Jak wyglądają bankowe placówki przyszłości? Sprawdzam!

      Co na to klienci? W badaniach wychodzi, że są nowocześni, kochają płacenie smartfonem, aplikacja mobilna jest dla nich niczym brat lub siostra. Ale gdy przychodzi co do czego... Wystarczyło, że ze stacji warszawskiego metra zniknęły bankomaty PKO BP, a na bank wylewa się fala bezprzykładnego hejtu. Nie ma dnia, żebym nie dostał listu albo e-maila od klientów PKO BP, którzy wyrażają swoje oburzenie, że bank zabrał im bankomat z tej lub innej stacji metra. Bo oni z tego bankomatu często korzystali i była to najbliższa im opcja wypłacania gotówki. E-maile i listy to nie wszystko: temat "znikniętych" bankomatów jest obecny w rozmowach sprzedawczyń na moim osiedlowym bazarku. Ze dwa razy zatrzymali mnie na ulicy nieznajomi, którzy rozpoznali mnie jako ich ulubionego blogera i postanowili podzielić się "na żywo" swoim bankomatowym rozczarowaniem.

      Czytaj też: Dlaczego PKO BP zabrał bankomaty ze stacji warszawskiego metra?

      Czytaj też: Śmierć bankomatów? Nic z tego. Oto najnowsze dane o naszym płaceniu

      Siła przyzwyczajenia jest wielka. Tak drobna rzecz jak usunięcie bankomatu z miejsca, w którym zawsze był i po którym codzinnie porusza się klient, powoduje u niego bezprzykładną falę agresji wobec banku. Jednym, drobnym ruchem można zmniejszyć lub całkiem zanihilować przychylność setek, a może tysięcy klientów. PKO BP ma 3200 bankomatów, z metra zniknęło najwyżej kilkanaście. Bank nie miał innego wyjścia, musiał zabrać bankomaty z warszawskiego metra, bo został stamtąd wyrzucony (o powodach tej "eksmisji" niedawno było zresztą w blogu). Jego wina polega jednak nie tylko na tym, że dopuścił do zniknięcia bankomatów z ulubionych miejsc mieszkańców stolicy, ale że zaniedbał poinformowania ich o tym wszelkimi dostępnymi kanałami i nie wytłumaczył im przyczyn nowej sytuacji. Gdyby klienci byli przygotowani, to nie przeżyliby rozczarowania, które w wielu przypadkach może się skończyć zamknięciem kont w PKO BP, albo spadkiem lojalności wobec banku. Klient nie szanowany staje się łatwiej podatny na zabiegi konkurencji.

      struktura_klientw_pko

      Dla wszystkich bankowców ten "efekt motyla", czyli ogromne niezadowolenie klientów największego banku (PKO obsługuje w kraju 7 mln klientów) spowodowane drobniutką zmianą w dostępie do usług, powinien być nauczką. Po pierwsze - niezależnie od tego co deklarują Wasi klienci - bankomat w pobliżu miejsca zamieszkania bądź na trasie codzinnej drogi do pracy daje im poczucie bezpieczeństwa. Niezależnie od tego czy z niego korzystają, czy też nie - mają z tyłu głowy wewnętrzny spokój, że gdyby nagle była im potrzebna gotówka, to wiadomo skąd ją wziąć. Ten bankomat, głupia maszyna, w dobie automatyzacji może być dla dużej części klientów jednym z najważniejszych argumentów, by nie zmieniać banku. Może nie dotyczy to wszystkich klientów, ale na pewno dużej ich części.

      bankomatystats

      Po drugie - też niezależnie od tego co deklarują Wasi klienci - warto przyjrzeć się wszystkim danym, które macie na temat szlaków "podróżnych" Waszych klientów. Smartfon z aplikacją mobilną w ręku klienta - i z jego zgodą na geolokalizację - to oczywiście możliwość oferowania mu mnóstwa nowoczesnych usług, o których już nie raz pisałem w blogu. Ale też możliwość takiego rozlokowania bankomatów, by ustawić je dokładnie "na szlaku". Stosunkowo małym kosztem może to pomóc zbudować lojalność tych klientów, którzy albo z bankomatów rzeczywiście sporo korzystają, albo potrzebują ich dla poczucia bezpieczeństwa. Na codzień używają karty płatniczej, ale nigdy nie wiadomo kiedy będzie trzeba "zatankować się" gotówką.

      JAK NIE DAĆ SIĘ OKRAŚĆ PODCZAS PODRÓŻY? Nie ma złudzeń, w podróży jesteś łatwiejszym niż kiedykolwiek celem dla przestępców - zarówno kieszonkowców, jak i tych, którzy żyją z rozbojów. Jak nie dać się okraść? Opowiadam o tym w swoim najnowszym wideofelietonie:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Chcesz bardzo podpaść klientom? Zabierz im bankomaty z drogi do pracy. PKO BP coś o tym wie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 27 sierpnia 2016 08:57
  • czwartek, 21 lipca 2016
    • Złe wieści dla miłośników wypłacania gotówki. Banki stworzyły potwora, a my... mu zapłacimy

      Bankomaty przestały być już tylko maszynkami do wypłacania gotówki. Jakiś czas temu donosiłem, że sieć Euronet zajęła się natychmiastowymi, międzymiastowymi przekazami pieniężnymi "z bankomatu do bankomatu", wchodząc tym samym w szkodę poczcie. W bankomatach można też odebrać pieniądze nadane z drugiego końca świata. Urządzenia te bywają też kantorami walutowymi, pośrednikami w działalności charytatywnej oraz wpłatomatami przyjmującymi banknoty zagraniczne. Ale to wszystko dopiero początek ekspansji finansowych robotów. Niebankowy pośrednik, firma Gotówkomat, udziela - za pośrednictwem maszynek podobnych do bankomatów - pożyczek-chwilówek. Tą samą drogą chce sprzedawać ubezpieczenia i konsolidować ludziom długi. Bankomaty wkrótce będą czymś w rodzaju automatycznego pośrednika finansowego. A najwięcej pieniędzy zarobią na nich ci, którzy zadbają, by te machiny znalazły się jak najbliżej potencjalnych klientów.

      Raczej nie będą to banki. Z ich punktu widzenia taka maszyna to tylko kosztowny "pośrednik" w udostępnianiu klientowi gotówki. Owszem, mając szeroką sieć własnych bankomatów można oferować klientom - wszystkim lub tylko tym lepszym - darmowe wypłaty gotówki. Ale z drugiej strony takie bankomaty trzeba ładować gotówką, ubezpieczać, serwisować... Samo zło. Nic dziwnego, że na bankomatowym rynku mamy to, co mamy: rosnące na potęgę wielkie, niebankowe sieci bankomatów, które stały się niespodziewanie tak duże, że mogą już dyktować bankowcom warunki gry. I nie tylko bankowcom. Ostatnio zaczęli bombardować mnie e-mailami klienci banku PKO BP, którzy do tej pory bardzo chwalili sobie wypłacanie pieniędzy po drodze do szkoły, pracy lub na uczelnię w bankomatach zlokalizowanych na stacjach warszawskiego metra. To właśnie jest atut największego banku - może nie ma najtańszych kont i nie płaci najlepiej za depozyty, ale po gotówkę nie trzeba jechać do bankomatu w sąsiedniej dzielnicy. Niestety, dobre czasy się kończą:

      "Jednym nielicznych argumentów jakie miałem przeciwko licznym namowom rozstania się z "kontem po wuju" (Superkonto w PKO BP) była dość gęsta sieć bankomatów, dzięki czemu nie musiałem przedsiębrać specjalnych wypraw po pieniądze, tylko pobierałem je "po drodze", np. na stacjach metra, na których wsiadam, wysiadam w drodze do i z pracy. Piszę w czasie przeszłym, bo obecnie okazuje się, że PKO BP likwiduje swoje bankomaty na obu tych stacjach. Czy akcja likwidacji bankomatów przez PKO BP jest skutkiem jakiejś nowej polityki tego banku? Jak szeroki będzie miała zasięg? Czy chodzi o to, żeby ograniczyć bezprowizyjne wyjmowanie pieniędzy przez klientów?"

      - zastanawia się pan Piotr. Przyznacie, że to dziwne, zwłaszcza, iż jednocześnie inni klienci donieśli mi, że z warszawskiego metra wynoszą się bankomaty Euronetu. W PKO BP tłumaczą akcję zwijania bankomatów "decyzją biznesową" oraz obiecują, że pracują nad przeniesieniem swoich maszyn w jak najbliższe okolice stacji metra, ale trudno to czytać inaczej, jak robienie dobrej miny do złej gry. Krótki research w internecie przyniósł mi informację, że przetarg na zainstalowanie bankomatów we wszystkich stacjach metra wygrała ostatnio niebankowa sieć Planet Cash. To z tego powodu najprawdopodobniej wynoszą z tuneli metra maszyny Euronetu i bankomaty największego banku PKO BP. Nie wiem ile Planet Cash zapłacił zarządowi metra za monopol "bankomatowy", ale przez trzy lata na stacjach obu warszawskich linii metra ma być prawie 100 bankomatów Planet Cash.

      Akcja Dywidenda jak w banku

      Planet Cash to na tym rynku duży miś. Ma dziś 2500 bankomatów w całym kraju. Doliczając do tego 7500 bankomatów Euronetu dojdziemy szybko do wniosku, że już co druga maszyna do wypłacania kasy nie należy do banku, tylko do pośrednika. A że główne firmy zarabiające na zarządzaniu bankomatami muszą wzajemnie utrudniać sobie życie, to będziemy mieli coraz więcej przypadków, w których na całkiem dużej przestrzeni będą dostępne wyłącznie bankomaty Euronetu albo wyłącznie Planet Cash i żadnych innych. Banki podkulą ogon i się wyniosą, zaś klienci nie będą mieli wyboru i o ile kiedyś na stacjach metra, w pobliżu marketów, czy w centrach handlowych można było spotkać bankomaty wielu banków, to teraz coraz częściej temat wypłat stanie się... monotematyczny. Banków nie będzie stać na oferowanie wszystkim klientom bezpłatnego dostępu do wszystkich bankomatów, bo obaj niebankowi pośrednicy żądają za swoje usługi od banków coraz wyższych opłat. Banki stworzyły potwora, a teraz my będziemy płacili za jego wykarmienie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Złe wieści dla miłośników wypłacania gotówki. Banki stworzyły potwora, a my... mu zapłacimy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2016 08:56
  • piątek, 18 grudnia 2015
    • Zamiast na pocztę pójdziemy do... bankomatu? Rusza nowa usługa "prezentowa" :-)

      Bankomaty dawno już przestały służyć wyłącznie do wypłacania gotówki. Nie tylko stały się "dwukierunkowe" (czyli coraz częściej pozwalają też wpłacać gotówkę na konto), ale można w nich doładować telefon, zapłacić rachunek za prąd lub gaz, przyjąć przekaz pieniężny z zagranicy, przekazać darowiznę organizacji charytatywnej albo wymienić walutę, żeby np. wypłacić euro potrzebne na wycieczkę zagraniczną. Przy okazji zaś operatorzy bankomatów zarabiają na marketingu (w czasie dokonywania transakcji na ekranie wyświetlają się reklamy) oraz na wydawaniu kuponów rabatowych (np. jeśli wypłacasz pieniądze w bankomacie stojącym na stacji paliw, to nie jest wykluczone, że razem z potwierdzeniem transakcji wyskoczy ci kupon na tańsze tankowanie). To wszystko są fajne usługi, ale dla większości z nas bankomat to wciąż maszyna do wyciągania gotówki. Choć niewykluczone, że to postrzeganie bankomatów zmieni nowa usługa, którą właśnie uruchamia największy bankomatowy operator w kraju - Euronet.

      Ta nowość to "przekaz bankomatowy", czyli możliwość wysłania pieniędzy do kogoś, kto może je w ciągu kilku sekund odebrać w bankomacie Euronetu np. na drugim końcu Polski. Można powiedzieć, że to taki przelew ekspresowy, tyle że odbiorca nie musi mieć konta bankowego, ani karty płatniczej, żeby otrzymać kasę do ręki. Wystarczy, że ma telefon komórkowy, bo to właśnie na numer telefonu przychodzi informacja do odbiorcy, że ma do odebrania przekaz. W SMS-ie jest też specjalny kod, który trzeba podać, żeby bankomat wypłacił pieniądze. Jest i drugie hasło, które nadawca przekazu musi przekazać odbiorcy inną drogą. Mając dwa klucze "w ręku" odbiorca pieniędzy po prostu udaje się do bankomatu, podaje oba hasła oraz swój PESEL i odbiera pieniądze. Usługa nic nie kosztuje, może być więc stosunkowo łatwym sposobem na przelewanie pieniędzy w ekspresowy sposób i to z ich zamianą na gotówkę.

      Czytaj też: Gratka dla obieżyświatów? Pierwsze w Polsce bankomaty wielowalutowe!

      euonetprzekazy04Usługa przekazu pieniężnego wewnątrzkrajowego z odbiorem kasy w bankomacie nie jest nowa - podobną oferuje np. PKO-owska bankowość mobilna IKO oraz jej międzybankowe oblicze, czyli BLIK. Tu też można nadać czek z odbiorem pieniędzy w bankomacie po podaniu tajemnego hasła wysłanego do odbiorcy. Ale udostępnienie możliwości nadania takiego przekazu wszystkim posiadaczom kart płatniczych w Polsce może być celnym uderzeniem w Pocztę Polską, która wciąż wielu konsumentom jawi się jako jedyne wiarygodne miejsce, w którym można nadać przekaz pieniężny. Pocztowcy dysponują siecią ponad 7500 placówek i są pod tym względem absolutnym hegemonem jeśli chodzi o tradycyjne, obsługiwane przez "żywych" ludzi punkty sprzedaży czegokolwiek. Ale Euronet ma porównywalny zasięg - ponad 7000 bankomatów, z czego w 5000 jest już dostępna usługa przekazu bankomatowego. Jednocześnie Euronet bije pocztowców na głowę cenowo. Nadanie i odebranie przekazu bankomatowego nic nie kosztuje, podczas gdy usługa pt. "Express pieniężny na teraz", czyli nadanie przekazu, który można w gotówce odebrać w ciągu 10 minut na poczcie to dla klienta koszt 15-18 zł (przy kwocie do 500 zł).

      Czytaj też: Prywatna poczta zaskakuje - dostarczy ci przekaz prosto do domu 

      Wiadomo, że część klientów poczty, nadawców przekazów pocztowych to osoby nie posiadające żadnej karty płatniczej (a więc będące poza orbitą zainteresowania operatorów bankomatów), ale część klienteli pocztowej, której zdarza się przesyłać pieniądze rodzinie na drugim końcu Polski, może "przesiąść" się z okienek pocztowych do dużo tańszych urządzeń Euronetu. Bardzo jestem ciekaw jak Poczta Polska odpowie na ten niespodziewany atak ze strony operatora bankomatów. Sądzę, że może być kwas. Zwłaszcza, że nowa usługa Euronetu jest naprawdę przyjjazna i "łatwa w obsłudze" nawet dla kogoś, kto nieczęsto korzysta z urządzeń samoobsługowych. Z punktu widzenia "ubankowionych" klientów może to nie jest żaden wodotrysk - jeśli chcę komuś przekazać pieniądze, to po prostu robię przelew na jego konto, a odbiorca idzie do bankomatu i wypłaca pieniądze - ale znajdzie się kilka zastosowań wartych zauważenia. Po pierwsze w ten sposób można wypłacać dziecku kieszonkowe, albo zasilać jego budżet w czasie wycieczek, kolonii, obozów, zielonej szkoły. Po drugie to może być sposób na "przekazanie" naszej zdolności kredytowej komuś rodziny. Jeśli mam kartę kredytową i zrobię nią przekaz bankomatowy, to transakcja będzie liczyła się tak, jakbym zapłacił w sklepie - odsetki zaczną naliczać się dopiero po upływie okresu bezodsetkowego.

      A bezpieczeństwo? Czy jeśli ktoś ukradnie mi kartę, to będzie mógł za pośrednictwem tej usługi wyczyścić mi konto? Sprawa jest o tyle bezpieczna, że zarówno nadawca, jak i odbiorca usługi muszą podać swój numer PESEL, a nadawca dodatkowo PIN do karty. A Euronet "odgórnie" ustalił maksymalną roczną wartość transakcji przypisanej do jednej karty oraz do jednego numeru PESEL na 2000 zł. Tak niski limit oznacza, że stosunkowo nieatrakcyjna staje się myśli o uczynieniu z nowej usługi Euronetu sposobu na pranie brudnych pieniędzy (potrzeba bardzo dużo "słupów" żeby zrobić porządną "przepierkę"). System ma też umożliwiać nadawcy wycofanie nadanego już przekazu (np. w sytuacji, gdy pomylę się w numerze telefonu odbiorcy). A jeśli odbiorca nie podejmie gotówki? Po siedmiu dniach na telefon nadawcy Euronet wyśle SMS-a z informacją, że po pieniądze nikt się nie zgłosił. W takim wypadku nadawca może z powrotem dostać swoje pieniądze, ale już w gotówce, wypłacając je z bankomatu (nie ma możliwości bezgotówkowego zwrotu). Jestem niezwykle ciekaw czy nowa, "pocztowa" funkcja bankomatów zaskoczy. Firma przeprowadziła badania - solidne, via Millward Brown na 1000 respondentów (grupa reprezentatywna), z których wyszło, że jedna trzecia przesyła rodzinie kasę, a kilkanaście procent z nich korzysta już z jakichś przekazów.

      euronetprzekazy01euronetprzekazy02euronetprzekazy03

      JAK MIEĆ PIENIĄDZE NA OSZCZĘDZANIE? Jak z małych pieniędzy zbudować swój finansowy spadochron? Jak lokować pieniądze w erze niskich stóp procentowych? Jak uszyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania i nie dać nabić się w butelkę przez pośredników? Osiem pomysłów dla twojego portfela podanych w lekkostrawnej formule obejrzyj na moim kanale w YouTube.

      Na koniec zapraszam Was do subskrybowania mojego kanału na YouTube. Jest w nim kilkadziesiąt wideoporadników: m.in. o tym jak wybrać najlepszy kredyt hipoteczny, jak wycisnąć więcej z lokaty bankowej, jak nie dać się naciąć na kredycie gotówkowym, co możesz wyczytać z karty płatniczej mamusi za pomocą prostego programu na smartfonie... I wiele innych. Subskrybujcie, oglądajcie, oceniajcie. 

      Jak inwestować i pomnażaćKUP MĄDRY PREZENT POD CHOINKĘ! Nie wiesz co kupić najbliższym w prezencie na Boże Narodzenie? Czasy są takie, że nie ma lepszego upominku, niż wiedza o tym jak obchodzić się z pieniędzmi. Jak je zacząć mieć, a jeśli je już masz, to jak je sensownie ulokować? Jak zadbać o finansową przyszłość swoją i swoich dzieci? Kup na prezent gwiazdkowy poradnik "Jak inwestować i pomnażać oszczędności". To jedna z najpopularniejszych i najlepiej sprzedających się książek o finansach osobistych (doczekała się już drugiego wydania, Maciej_Samcikokladkapierwszy nakład się wyczerpał). Książkę, zarówno w postaci tradycyjnej, jak i w formie e-booka, kupisz na stronie serii "Samo Sedno", a także w sieci księgarni Empik. Z kolei książka  "100 opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, wydawać i zarabiać z głową" to przewodnik po najważniejszych problemach finansowych, z którymi możesz się w życiu spotkać i dylematach, które przyjdzie ci rozwiązywać. Jak oszczędzać, żeby nie bolało, jak z tego oszczędzania "ukręcić" pierwszy milion, jak wybrać dla siebie najlepszy bank i jak nie dać się okraść z pieniędzy przez internet, jak wybrać najlepszy kredyt i jak dobrze kupić polisę samochodowego OC..Jak sprawić, żeby pieniądze nie przeciekały przez palce. To też fajny, użyteczny pomysł na prezent. Na taki prezent, który nie będzie leżał i się kurzył, tylko często będzie w użyciu Książkę kupisz na stronie www.kulturalnysklep.pl oraz w Empiku. Wspaniałych Świąt!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Zamiast na pocztę pójdziemy do... bankomatu? Rusza nowa usługa "prezentowa" :-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 18 grudnia 2015 07:43
  • piątek, 27 listopada 2015
    • Jak wypłacając pieniądze z bankomatu poczuć się... lepszym człowiekiem? Oni mają patent

      Bankomat był dla mnie do tej pory urządzeniem bezdusznym, którego używałem wyłącznie pod przymusem, w sytuacjach awaryjnych, gdy nie byłem w stanie załatwić pewnych spraw bez udziału gotówki. Chyba nie tylko ja tak mam, bo z ostatnich danych NBP wynika, że choć liczba bankomatów w Polsce rośnie, to liczba transakcji w tych urządzeniach z kwartału na kwartał jest mniejsza. Co prawda zbyt wcześnie jeszcze, by powiedzieć, że to schyłek branży bankomatowej, ale z całą pewnością powinna zastanawiać się jak żyć w świecie, w którym coraz częściej za zakupy będziemy płacili kartą, zaś w przyszłości - telefonem. Sieci bankomatowe starają się być bardziej przyjazne - wprowadzają wypłaty z autoryzacją biometryczną oraz wypłaty zbliżeniowe - oraz zwiększają zakres świadczonych usług. Przykładem może być pośrednictwo w wypłacaniu przekazów i transferów pieniężnych z zagranicy, czy choćby wypłaty banknotów w wielu walutach (i oczywiście doładowania).

      To wszystko są ciekawe rzeczy, ale w przyszłości konsumenci będą potrzebowali coraz silniejszych impulsów i motywacji, by podejść do bankomatu. Być może takim motywem mogłaby być okazja, by odebrać jakiś zniżkowy kupon w programie rabatowym? Nie wydaje się, by w programach rabatowych, organizowanych wspólnie przez bank-wystawcę kart i sieci sklepów, któryś z partnerów miałby interes w dopraszaniu sieci bankomatowej (zwłaszcza, że do wypłat bankomatowych bank dopłaca, a na transakcjach kartowych zarabia), ale jestem w stanie sobie wyobrazić rodzaj bankomatowej loterii, w której każdy wypłacający pieniądze z bankomatu dostawałby jakiś kupon rabatowy na zakupy w sklepie znajdującym się nieopodal. Gdyby tych sieci handlowych było przynajmniej kilka i były to popularne marki, to niewykluczone, że deal mógłby się udać (choć pytanie ile dodatkowych transakcji bankomatowych musiałyby obsłużyć bankomaty, by zwrócił się koszt współpracy z sieciami handlowymi).

      dobro1Tymczasem za serce chwycił mnie inny, działający już od kilku tygodni, pomysł sieci bankomatowej Euronet - możliwość wpłacenia przez bankomat darowizny na konto jednej z dużych organizacji charytatywnych. Natknąłem się na tę opcję zupełnym przypadkiem, przy okazji wizyty w centrum handlowym. Bankomat nie dość, że był wyposażony w ekran dotykowy, to jeszcze obok wypłaty gotówki zaproponował mi możliwość przekazania darowizny. Oczywiście skorzystałem, bo grzechem byłoby nie skorzystać, skoro okazja, by stać się lepszym człowiekiem, sama wpada w ręce. Do tej pory tylko raz w roku zdarzała mi się taka sytuacja - gdy kwestują ludzie Jurka Owsiaka. Nie sposób się na nich nie natknąć. Ale tak poza tym jednym dniem dobroczynność (oczywiście jeśli nie dajemy pieniędzy każdemu, kto poprosi o to na ulicy) wymaga pewnego wysiłku - trzeba znaleźć numer konta wspieranej organizacji, zalogować się do konta bankowego, wypełnić formatkę przelewu... Wiem, to nie jest rocket science, ale w porównaniu z możliwością pomagania za pomocą bankomatu... Stoję przy maszynie, wklepałem już PIN i co mi zależy, żeby przy okazji wypłacenia gotówki nie przelać pieniędzy na pomoc dzieciom, zwierzętom albo biednym.

      Przelew darowizny wygląda dokładnie tak samo, jak zwykła wypłata. Po wybraniu opcji darowizny wystarczy wybrać określoną dobro2organizację, podać PIN i kwotę. Ani Euronet, ani bank-wystawca karty nie pobiera za taki przelew żadnej prowizji. Po sfinalizowaniu przelewu dostałem wydruk z regulaminem usługi i drugi, potwierdzający dokonaną wpłatę, która upoważnia mnie do odliczenia kwoty darowizny od podatku. Najniższa kwota darowizny to 1 zł, a najwyższa - 500 zł. Do wyboru są znane i renomowane "firmy" charytatywne: PCK, Polska Akcja Humanitarna, czy WWF, jak i nieco mniej znane: Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą", Fundacja Viva (ruch na rzecz zwierząt) i Fundacja "Przyjaciółka". Przydałby się jeszcze Jurek Owsiak i - dla równowagi - Caritas. Wpłaty charytatywne to bardzo dobry pomysł Euronetu powodujący, że maszyny do wypłacania gotówki zyskały "duszę". Tak się zastanawiam czy Euronet przypadkiem nie mógłby na podobnej zasadzie prowadzić jakichś kont oszczędnościowych, albo wprowadzić dla klientów program z gatunku: "idziesz na zakupy? przy okazji wpłać 10 zł na swój fundusz emerytalny").

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Jak wypłacając pieniądze z bankomatu poczuć się... lepszym człowiekiem? Oni mają patent”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 27 listopada 2015 08:56
  • czwartek, 12 listopada 2015
    • Wypłacanie gotówki z kasy sklepowej: bywa tańsze i bezpieczniejsze, niż z bankomatu

      Świat finansów przeżywa rewolucję. Z jednej strony jeśli chodzi o sposoby komunikacji banków z klientami - placówki są zastępowane smartfonami, wizyty w oddziale wideoczatami, zaś składanie wniosku kredytowego nie wymaga już osobistego kontaktu z urzędnikiem - a z drugiej strony pod względem sposobu zaspokajania potrzeb. Trudno nie zauważyć, że banki coraz bardziej chowają się w tle, jako dostawcy usług finansowych, których klienci mogliby zażyczyć sobie w trakcie przebywania na zakupach, czy to internetowych, czy realnych. Chodzi o to, żeby nie trzeba było iść do banku, żeby kupić coś na raty, albo spełnić jakieś swoje marzenie. Sprzedawcy telefonów już zorientowali się, że klient z otwartym natychmiast limitem chętniej weźmie droższy telefon. Sprzedawcy internetowi wiedzą, że szybka, jednoklikowa płatność z automatycznym rozłożeniem należności na raty zero procent to klucz do tego, by klient w ostatniej chwili się nie rozmyślił. W tyle pozostają nieco wielkie sieci handlowe. Mają miliony lojalnych klientów, ale w usługach finansowych nie są zbyt mocne. Owszem, oferują cobrandowe karty wydawane wspólnie z bankami i kredyty dostępne przy stoiskach na terenie sklepu, ale trudno powiedzieć, by wykorzystywały swoją szansę.

      Miejscem, w którym sklep osiedlowy mógłby zastąpić bank i przyzwyczaić klienta, że oprócz zakupów ma w ofercie również usługi finansowe, jest wypłata gotówki. Tam, gdzie sieć bankomatów nie jest bardzo gęsta, możliwość wypłacania pieniędzy w kasach sklepowych może być cenną usługą dodaną. Owszem, jeśli klient banku ma zakontraktowane wszystkie bankomaty za free, to możliwość wypłacania pieniędzy przy okazji zakupów w spożywczaku nie jest wielką atrakcją. Ale w mniejszych miastach klientów korzystających z usługi darmowych bankomatów wszystkich sieci jest niewielu. Niedawno byłem w małym miasteczku na południu Polski i po raz pierwszy widziałem, jak kasa sklepu osiedlowego przejęła funkcję lokalnego bankomatu. Oczywiście, to się nie stało samo, sprzedawczyni w sklepie mocno "pracowała" nad klientami, którzy zanim nie dowiedzieli się o tym, że w sklepie jest "bankomat" w większości nawet nie mieli potrzeby posiadania karty płatniczej. Pieniądze od pracodawców brali do ręki, a za zakupy płacili gotówką. Odkąd lokalny bank zaczął płacić za założenie konta i zwracać parę groszy za zakupy dokonywane kartą, a pani w spożywczaku uświadomiła ludziom, że przy każdym, najmniejszym nawet zakupie opłaconym kartą można wyjąc z konta pieniądze, w owej miejscowości zaczęła się era obrotu bezgotówkowego. 

      Ile w kraju jest takich miejscowości, w których sklep przejmuje rolę "agenta finansowego"? Zza biurka w Warszawie trudno to zauważyć, ale w statystykach Narodowego Banku Polskiego można zauważyć, że popularność tzw.cash-backu rośnie. W pierwszym kwartale tego roku w masie 171 mln transakcji wypłat pieniędzy w bankomatach było też 1,6 mln wypłat w kasach banków i prawie 1,5 mln wypłat dokonywanych w kasach sklepowych. A poniżej dane o cash-backu za całe pierwsze półrocze:

      cashbackwartocashbackliczba

      Co ciekawe ponad jednej czwartej z nich klienci przeprowadzili w sklepach sieci "Żabka" i skoligaconych z nią sklepach "Freshmarket". To mnie nawet specjalnie nie dziwi, bo te sklepy są najpopularniejsze w małych miejscowościach, w których sieci bankomatowe bywają skąpe. Mało kto o tym wie, ale w wielu przypadkach możliwość wypłacenia pieniędzy w kasie sklepowej może być tańsza, niż skorzystanie z bankomatu (zwłaszcza jeśli w pobliżu nie ma maszyny banku, który wydał kartę). Z 18 największych banków w Polsce usługę cash-back oferuje aż 14. Np. w BZ WBK dostępna dla kart debetowych usługa cash-backu kosztuje 1,5 zł. Lepiej jest w mBanku, gdzie cash-back jest w ogóle bezpłatny. I to jest absolutny czad, bo przecież sklepów oferujących cash-back jest kilkanaście tysięcy, być może nawet więcej, niż darmowych bankomatów dla klientów mBanku. Darmowy cash-back jest jeszcze w ING, Citibanku, BPH, Banku Pocztowym, Banku Millennium, Alior Banku, Eurobanku i w Credit Agricole.

      Najciekawiej jest w PKO BP, bo tam cash-back jest obłożony w standardzie 1-złotową opłatą, ale dla kart wydanych do Konta Pogodnego, Konta bez Granic oraz dla prestiżowych rachunków - jest bezpłatna. Za darmo wypłacą w sklepach gotówkę także posiadacze kart przedpłaconych wydawanych do konta PKO Junior. I to jest bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu w bezpieczny sposób małolat - albo senior - może wyjąć pieniądze. Wiadomo, że przy kasie, w sklepie, gdy pieniądze poda do ręki kasjerka, transakcja będzie bezpieczniejsza, niż przy niejednym bankomacie, w którym dziecko musi poradzić sobie samo. Poza tym wypłacenie kasy w sklepie może być bardziej komfortowe dla tych, którzy boją się, że bankomat połknie ich kartę, albo co będzie gdy wypłaci mniej pieniędzy, niż ściągnie z konta. Takie sytuacje się zdarzają, a w przypadku cash-backu w sklepie problem nie istnieje, bo jest świadek-kasjer. Im bardziej banki będą ograniczały sieci własnych, bezpłatnych lub preferencyjnych bankomatów (a już to bardzo intensywnie robią), tym bardziej sensowne będzie korzystanie z cash-backu i to nie tylko w małych miastach, ale także i tam, gdzie bankomatów jest mnóstwo, lecz po prostu mało z nich jest darmowych. Lepiej zapłacić 1-1,5 zł za cash-back, niż 5 zł za skorzystanie z obcego bankomatu (bo tyle zwykle to kosztuje).

      Cash-back ma dwa ograniczenia. Po pierwsze jest dostępny dla klientów, którzy w danym sklepie zrobili zakupy i zapłacili kartą (może to być dowolna transakcja, nawet o wartości 1 zł), a po drugie maksymalna wartość wypłaty wynosi 300 zł (ale można poprosić o nietypową kwotę, np.115 zł, której żaden bankomat nie wypłaci). Przykład popularności cash-backu w "Żabce" - i przykłady sytuacji, w których usługa ta może być bezpieczniejsza lub wygodniejsza, niż wypłata z bankomatu - dowodzi, że osiedloiwy sklepik może powalczyć o to, żeby stać się takim małym centrum lokalnych finansów. Opłacanie rachunków (zamiast na poczcie i w banku), sprzedaż kuponów lotto, obsługa doładowań telefonicznych to już w większości sklepów spożywczych standard, ale gdyby np. jakiś sklep wprowadził usługę pt. "szybkie raty zero procent"... No dobra, już nie podpowiadam, bo długom konsumpcyjnym generalnie jestem przeciwny. A cash-back wszystkim polecam, zwłaszcza juniorom i seniorom, bo to może być dla Was bezpieczniejszy sposób wypłacania pieniędzy z konta, niż bankomat.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Wypłacanie gotówki z kasy sklepowej: bywa tańsze i bezpieczniejsze, niż z bankomatu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 listopada 2015 17:55
  • środa, 07 października 2015
    • Będzie się działo? Rusza kantor internetowy, z którego wypłacisz gotówkę... bez konta

      Na wielu polach banki są ostatnio wypierane z rynku przez firmy technologiczne. Jednym z tych pól jest bezgotówkowa wymiana walut. Kiedyś jak klient nie chciał wymienić banknotów w stacjonarnym kantorze, to był skazany wyłącznie na banki i ich koszmarnie wysokie spready. Ten układ sił zmienił się wraz z wynalezieniem modelu biznesowego polegającego na tym, że niebankowe platformy wymiany walut mają konta we wszystkich bankach i przeksięgowują waluty klientom na ich konta w euro lub dolarach po własnych kursach, a więc z bardzo małym spreadem. Bankom zostało tylko "czesanie" klientów spreadami od zagranicznych transakcji kartowych (z tego też da się godnie żyć :-)). Choć są oczywiście miłe wyjątki od pazerności, no i inteligentne karty wielowalutowe. Ale mimo wszystko bankowcy próbują utrudnić kantorom życie, podwyższając im opłaty. Niby w bankach też powstały internetowe platformy wymiany walut, ale co tu kryć - dla bankowców jest to jedno z wielu zajęć dodatkowych, zaś prywatne kantory online tylko z tego żyją, więc gryźć się nie dadzą. Największa z tego typu platform, Cinkciarz.pl, podpisała właśnie kontrakt sponsorski z koszykarską drużyną Chicago Bulls, licząc zapewne na pozyskanie dla swoich usług amerykańskiej Polonii.

      A propos Polonii... W poniedziałek późnym wieczorem miałem okazję powiedzieć widzom TV Polonia kilka słów o tym jak podchodzić do długoterminowego oszczędzania pieniędzy. I jak to zrobić, żeby nie bolało. Pojawiły się też wątki historyczne :-). Zapraszam do obejrzenia programu "Halo, Polonia"

      halopolonia2

      Ale wracając do naszych bara... to jest kantorów. Kto wie czy skutecznego antidotum na ekspansję niebankowych kantorów nie znalazł właśnie bank Raiffeisen. Prawdopodobnie dziś ruszy nowy kantor walutowy o nazwie RKantor.com. Ale nie taki "przypięty" do banku (choć działający przy banku), lecz uruchomiony jako zewnętrzna działalność, z której można korzystać niezależnie od usług banku. Zasadniczo nie uwierzyłbym w fakt, że wprowadzenie na rynek piętnastego internetowego kantoru może być jakimś przełomem (zwłaszcza, że na początek w ofercie będzie tylko pięć najpopularniejszych walut i dziesięć par walutowych), ale z wieści, które posiadam wynika, że ma on kilka cech, którymi może namieszać na rynku. Najważniejszą z nich jest możliwość wymiany i wypłacenia waluty bez konieczności posiadania konta walutowego. Wystarczy mieć konto w kantorze. Ale po kolei. Oto najciekawsze punkty, które zauważyłem w nowym kantorze Raiffeiena:

      WYMIANA Z BANKIEM LUB SPOŁECZNOŚCIOWO. Raiffeisen jest bodaj pierwszym bankiem, który nie tylko sprzedaje i kupuje waluty na zlecenie klientów, ale też pośredniczy w wymianie pieniędzy między nimi. Każdy, kto będzie chciał skorzystać z kantoru, może wybrać jedną z dwóch opcji: albo zakup waluty po kursie, który jest aktualnie wyświetlany na stronie kantoru, albo złożenie własnej oferty na "giełdę walutową", w której klienci sami handlują między sobą walutami. O tym, że pojawiła się oferta o pożądanych parametrach klient dowiaduje się z SMS-a przesyłanego przez bank.

      PUNKTY ZA LOJALNOŚĆ, CZYLI SPREAD OUT. Jak wiadomo, każdy kantor internetowy żyje ze spreadu. Im więcej klientów, tym większy obrót i tym atrakcyjniejsze mogą być kursy (a więc mniejszy spread). W nowym kantorze internetowym Raiffeisena klient - oprócz tego, że może mieć wpływ na kurs transakcji dzięki składaniu ofert innym użytkownikom - będzie mógł też dostawać ekstraordynaryjne zniżki od spreadu obowiązującego w transakcjach między nim, a bankiem (czyli tych, w których obowiązujący w danym momencie kurs podaje bank i klient może go tylko przyjąć lub odrzucić). Za każdą transakcję bank będzie przyznawał klientowi punkty, którymi będzie można sobie znieść kawałek spreadu, albo nawet cały (wtedy będzie kupował waluty po kursie NBP). Przyznam, że to ciekawe rozwiązanie, nagradzające stałych klientów.

      GOTÓWKA DO WZIĘCIA BEZ KONTA WALUTOWEGO. To najważniejsza, moim zdaniem, innowacja jeśli chodzi o model biznesowy pt. internetowy kantor, którą wprowadzi Raiffeisen. W "zwykłym" internetowym kantorze wymienione przez klienta pieniądze są przelewane z konta "kantorowego" na podane przez niego konto walutowe i dopiero stamtąd klient może je wypłacić korzystając np. z karty płatniczej (jeśli walutowej, to przeważnie obciążanej prowizją), to w raiffeisenowym rozwiązaniu kasę będzie można wypłacić banknoty bezpośrednio w bankomatach Euronetu. I to ie posiadając żadnej karty. Wystarczy kliknąć w RKantorze.com odpowiednią opcję, a wygeneruje się SMS z numerem vouchera i drugi - z kodem PIN do transakcji. Cyferki te podaje się przy bankomacie i można z niego wypłacić pieniądze. Oczywiście Euronet nie obsługuje jeszcze wszystkich walut (jako pierwszy bankomaty i wpłatomaty wielowalutowe testuje Citi Handlowy), więc taka wypłata jest możliwa w euro lub w złotych. Ale bankomaty za chwilę zaczną obsługiwać wypłaty we wszystkich najpopularniejszych walutach. A wtedy rozwiązanie proponowane przez Raiffeisena może stać się wygodniejszym, niz korzystanie z tradycyjnego kantoru stacjonarnego. Ciekawe kiedy bankomaty z funkcją wpłatomatową same staną się takimi kantorami.

      GOTÓWKA W ODDZIALE LUB Z... DOSTAWĄ. Raiffeisen chwali się, że pieniądze wymienione w jego nowym internetowym kantorze nie tylko będzie można przelać na dowolne konto walutowe w Polsce lub skierować do wypłaty w bankomacie (jeśli będą to euro lub złoty), ale i za darmo wypłacić w oddziałach Raiffeisena. Tu mam pewne wątpliwości czy to będzie trzymało jakość - w Alior Banku, też wymieniającym waluty w swoich oddziałach, bywały problemy z dostępnością poszczególnych walut lub nominałów. Ale zobaczymy, być może w Raiffeisenie będą w stanie zapewnić możliwość nieograniczonej wypłaty w 250 swoich oddziałach tych pięciu walut, których wymianę będzie oferował kantor. Jeszcze ciekawszą opcją ma być możliwość dostarczenia wymienionej w kantorze waluty bezpośrednio do domu klienta. Mają o to zadbać kurierzy InPost. Nie wiem ile to będzie kosztowało i czy przypadkiem nie będzie to oferta dostępna tylko dla naszej rodzimej waluty (InPost współpracuje m.in. z Western Union dostarczając klientom do domów przekazy pieniężne, ale tylko w złotych, po przewalutowaniu w swoim "kantorku"). A przede wszystkim - ile będzie taka usługa kosztowała. Tym niemniej opcja dostawy waluty "do drzwi" klienta, a więc połączenie internetowej wymiany z realną dostawą, brzmi interesująco

      PYTANIA I WĄTPLIWOŚCI. Kluczowym elementem każdego serwisu internetowego jest rejestracja. Jeśli jest łatwa i niekontrowersyjna - można liczyć na sukces. Ale jeśli nie... Aby zarejestrować się w RKantor.com trzeba wypełnić formularz na stronie internetowej i czekać na e-maila zwrotnego. Potem trzeba wysłać przelew aktywujący z własnego konta bankowego (chodzi o weryfikację danych klienta - tak samo, jak przy zdalnym zakładaniu konta w banku bez udziału kuriera). Jeśli dane się zgadzają, konto w kantorze jest aktywowane. Pytanie brzmi: czy wystarczy do tego kwadrans, czy też trzeba czekać zniechęcających kilka, kilkanaście godzin. Drugą kwestią jest wysokość spreadu (w opcji "niespołecznościowej"), a trzecią - bogactwo oferty i szybkość księgowania pieniędzy. Walut - jak już wzmainkowałem - jest dosłownie kilka, co wyklucza z gry np. miłośników Norwegii. RKantor.com obsługuje rachunki tylko w dziesięciu dużych bankach, więc jeśli zlecimy transakcję wymiany waluty z banku spoza listy, to... kaszanka. A szybkość transakcji? W RKantorze obiecują, że w godzinach pracy banków – zwykle między godz. 8.00 a 18.30 - zaksięgują wpłatę po ok. 15 minutach od realizacji przelewu, zaś wypłaty waluty na wskazany rachunek (lub w bankomacie) dokonają po ok. godzinie od realizacji transakcji. Czy taki czas realizacji usługi zadowoli najbardziej wybrednych klientów niebankowych platform wymiany walut? Zobaczymy. Ten rynek jest już w dużej części podzielony, więc nowy kantor będzie musiał odbierać część klientów niebankowym konkurentom.

      JAK DZIŚ SENSOWNIE LOKOWAĆ OSZCZĘDNOŚCI? W trzecim odcinku cyklu "Od oszczędzania do inwestowania" sprawdzam czy, kiedy i ewentualnie dlaczego mogłoby ci się opłacić wysłanie choćby niewielkiej części pieniędzy do zainwestowania poza bankiem.Jak w przeszłości się na tym wychodziło? I jak wpływa zwiększenie średniej prędkości na ostateczny wynik?

         

      Zapraszam Was do subskrybowania samcikowego kanału na YouTube, gdzie obejrzycie kilkadziesiąt filmów poświęconych Waszym domowym finansom, a także odwiedzenia strony internetowej cyklu "Od oszczędzania do inwestowania" w portalu wyborcza.biz, gdzie znajdziecie mnóstwo rad o tym jak zabrać się do sensownego gromadzenia funduszu na spełnianie marzeń.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Będzie się działo? Rusza kantor internetowy, z którego wypłacisz gotówkę... bez konta”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 07 października 2015 08:53

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line