Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

10. Banki spółdzielcze i SKOK

  • wtorek, 10 stycznia 2017
    • Minęły cztery lata sprzątania w SKOK-ach. I co? Przeżyją? Wygrzebałem trochę cyferek i...

      Początek nowego roku to dobry moment, by sprawdzić na jakim etapie jest restrukturyzacja systemu SKOK-ów, największej parabankowej organizacji w Polsce. Powody do takiego resume są co najmniej trzy. Po pierwsze niedawno minęły cztery lata od początku dzieła porządkowania SKOK-ów po latach samorządzenia/bezhołowia - niepotrzebne skreślić (Komisja Nadzoru Finansowego zajęła się SKOK-ami pod koniec 2012 r.). Tak naprawdę to porządkowanie netto zaczęło się w połowie 2013 r., więc cyfry, które podam poniżej, obejmują trzy pełne lata "sprzątania", a nie cztery. Bilans tego procesu porządkowania Kas jest już pokaźniejszy, niż "wartość" największej w ostatnich latach afery Amber Gold. Ile jeszcze może nas kosztować naprawianie SKOK-ów po latach "nadzoru koleżeńskiego", firmowanego przez Grzegorza Biereckiego, dziś senatora PiS i szefa senackiej komisji finansów? Dziś postaram się to zgrubnie oszacować.

      Drugi powód do "obchodów" to zmiana szefa Komisji Nadzoru Finansowego, która dowodzi "sprzątaniem" w SKOK-ach. Andrzeja Jakubiaka zastąpił młodszy i mniej doświadczony Marek Chrzanowski (ponoć lubiany przez środowisko Grzegorza Biereckiego). Warto spisać bilans otwarcia przewodniczącego Chrzanowskiego jeśli chodzi o sytuację SKOK-ów. Trzeci powód do podsumowań to złożony przez posłów PiS projekt zmian w ustawie o SKOK-ach. Partia rządząca chce złagodzić nadzór nad najmniejszymi SKOK-ami, które dzisiaj muszą spełniać te same wymogi nadzorcze, co wielkie kasy. Tę nierówność - chyba słusznie - zakwestionował w 2015 r. Trybunał Konstytucyjny i nakazał posłom "pozulowanie śruby" małym SKOK-om. Pytanie brzmi: czy planowane poluzowanie nie jest przedwczesne? Odejmowanie leków nie do końca zdrowemu pacjentowi może mu czasem zaszkodzić i spowodować zmutowanie wirusa. 

      SKOK-I CHUDSZE O JEDNĄ TRZECIĄ. Opierając się na danych z połowy 2016 r. można oszacować, że system SKOK-ów jest dziś o jedną trzecią mniejszy, niż w czasach świetności. W 2013 r. aktywa 54 działających SKOK-ów wynosiły 18,3 mld zł (czyli tyle, ile jednego dość dużego banku i mniej więcej jedną piątą tego, czym dysponowały wszystkie polskie banki spółdzielcze), zaś w połowie 2016 r. było to już tylko 11,6 mld zł. Jeśli chodzi o liczbę członków SKOK-ów to spadek jest mniejszy - w SKOK-ach w szczytowym momencie (w 2013 r.) oszczędzało i pożyczało pieniądze ponad 2,6 mln osób. Teraz jest to nieco poniżej 2 mln. Wartość złożonych w SKOK-ach depozytów stopniała z ponad 17 mld zł do niespełna 11 mld zł.

      CO CZWARTA KASA ZLIKWIDOWANA. Ten spadek liczby członków, aktywów i depozytów wynika z faktu, iż niemal jedna czwarta działających trzy lata temu SKOK-ów została postawiona w stan upadłości bądź przejęta przez banki. Upadło siedem SKOK-ów, w których było 4,3 mld zł depozytów, zaś do banków trafiło pięć SKOK-ów o łącznej wartości depozytów sięgającej 1,4 mld zł. Łącznie upadłości lub przejęcia dotyczyły mniej więcej 520.000 członków SKOK-ów, którzy co prawda nie stracili pieniędzy - ich oszczędności pokrył Bankowy Fundusz Gwarancyjny ze składek klientów banków - ale nierzadko są dziś przedmiotem zainteresowania komorników i syndyków masy upadłościowej. Urzędnicy usiłują wyegzekwować np. zaległe wkłady członkowskie lub jakieś ekstra-wkłady, do których wniesienia się zobowiązali przystępując do SKOK-u.

      skoks_sytuacja1

      ZREJTEROWAŁO TYLKO 10% CZŁONKÓW. Spadek liczby członków SKOK-ów w latach 2013-2016 - wynoszący 700.000 osób - w dużej części pokrywa się z liczbą członków zlikwidowanych kas (520.000), co oznacza, że ludzie, którzy w SKOK-ach trzymali swoje pieniędzy i otrzymywali pożyczki, są kasom wciąż wierni, niezależnie od wszelkich zawirowań. Z innych powodów, niż bankrkuctwo zrejterował tylko co dziesiąty. To dobra wiadomość dla Kas, bo oznacza, że najcenniejszy "majątek" SKOK-ów, czyli zaufanie klientów-członków, wciąż jest przy nich. Pamiętajmy, że była to trzecia (po poczcie i banku PKO BP) najbardziej rozwinięta pod względem sieci placówek organizacja finansowa. W wielu krajach - np. w Niemczech - porządnie nadzorowane i dobrze zarządzane tego typu organizacje są poważnym konkurentem dla banków i wpływają na wysokość cen i prowizji na całym rynku. U nas SKOK-i przez długie lata pozostawały poza nadzorem bankowym i źle na tym wyszliśmy (bo pożyczały pieniądze nieodpowiedzialnie, nieumiejętnie lub kontrolę nad nimi przejęły mafie i przekręciarze).

      Czytaj też: Pośrednicy w kredytach hipotecznych nie będą mogli brać prowizji od banków. A dlaczego tylko oni? Recenzuję nowy pomysł partii rządzącej

      Czytaj też: Rząd jednym ruchem zlikwiduje firmy pożyczkowe? Antylichwa 3.0 nadchodzi!

      Czytaj też: Nowy plan rządu na nasze dodatkowe emerytury. Co z OFE? Recenzuję!

      Czytaj też: Oto (nie)oczekiwany skutek repolonizacji BPH i Pekao. Jesteście dumni?

      ILE KOSZTOWAŁO NAS RATOWANIE SKOK-ÓW? Ile do tej pory dopłaciliśmy do ratowania SKOK-ów po latach rządów ekipy Grzegorza Biereckiego? Trudno to dokładnie oszacować. Wiadomo, że posiadaczom oszczędności w zbankrutowanych SKOK-ach trzeba było oddać 4,3 mld zł (może trochę mniej, bo nieduża porcja depozytów przekraczała kwoty gwarantowane). Ale część z tych pieniędzy - zapewne niewielką, choć to tylko moje przypuszczenie - da się być może odzyskać ze sprzedaży masy upadłościowej. Z drugiej strony banki, które przejęły odpowidzialność za ćwierć miliona klientów przejętych SKOK-ów - oraz za 1,4 mld zł ich depozytów - też nie zrobiły tego za darmo. Prawdopodobnie dostały od Bankowego Funduszu Gwarancyjnego pieniądze w formie pożyczek lub dotacji. Inaczej żaden bank przy zdrowych zmysłach nie przejąłby SKOK-u, który ma ujemne wskaźniki wypłacalności, 30-50% nie spłacanych na czas pożyczek i klientów domagających się wypłaty depozytów. Oczywiście: te kwoty oferowane bankom przez BFG musiały być o rząd wielkości mniejsze, niż wartość gwarantowanych depozytów w przejmowanych przez banki SKOK-ach (bo inaczej interes nie miałby sensu). Niewykluczone jednak, że bilans ratowania SKOK-ów przekroczył dziś 4 mld zł (a może i zbliża się do 5 mld zł? Choć ostatecznie może być mniejszy).

      POŁOWA SKOK-ÓW MA JUŻ ZYSKI. Czy to oznacza, że w SKOK-ach problemy są już "pozamiatane", a po odcięciu jednej trzeciej "ogona" system zaczął wychodzić na prostą? Otóż niestety nie. Mimo miliardów złotych wpakowanych w SKOK-i ich sytuacja finansowa (jako całości, bo są kasy lepsze i gorsze) nie poprawiła się radykalnie. Stawiając taki wniosek opieram się na danych publikowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego, które są kontestowane przez część SKOK-owców (spółdzielcy spierają się z nadzorem co do poziomu koniecznych do utworzenia rezerw i różnego rodzaju odpisów). Wynika z nich, że mimo "zlikwidowania" jednej trzeciej systemu wciąż ma on 500-600 mln zł rocznej straty netto (do GUS kasy zaraportowały 165 mln straty netto w 2015 r., co wynika ze wspomnianych wyżej rozbieżności m.in. w księgowaniu rezerw). Dobra wiadomość jest taka, że mniej więcej połowa kas przynosi zyski. Reprezentują one trzy czwarte aktywów systemu.

      skoks_sytuacja2

      20% DEPOZYTÓW W "BEZPIECZNEJ STREFIE". A inne wskaźniki? Podstawą bezpieczeństwa każdej instytucji finansowej są fundusze własne, czyli kapitał, który zabezpiecza pieniądze deponentów na wypadek, gdyby pożyczkobiorcy nie zwrócili pieniędzy. Na podstawie funduszy własnych oblicza się tzw. współczynnik wypłacalności. Mówi on - w bardzo dużym uproszczeniu - jaki procent pieniędzy z depozytów dana firma finansowa byłaby w stanie pokryć z własnych pieniędzy, gdyby okazało się, że wszystkie kredyty wyparowały. W Banku Pekao - najlepiej skapitalizowanym banku w Polsce - ten współczynnik wypłacalności wynosi 20%. Minimalne wymogi dla banków to ok. 12%, zaś dla SKOK-ów - 5%. Po audycie otwarcia w 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego podsumowała współczynnik wypłacalności SKOK-ów na minus 3,9%, zaś deficyt funduszy własnych potrzebnych, by kasy mogły prowadzić bezpieczną działalność, na 1,5 mld zł.

      W połowie zeszłego roku współczynnik wypłacalności SKOK-ów oscylował wokół zera, zaś deficyt funduszy własnych - wokół 500 mln zł. W dalszym ciągu sporo, biorąc pod uwagę, że . W uproszczeniu: tyle musieliby dopłacić członkowie SKOK-ów będących w najgorszej sytuacji, lecz wciąż funkcjonujących, by bilans ratowania systemu miał się nie powiększyć. Niestety, o ile połowa SKOK-ów nie przynosi już strat, to większość depozytów klientów jest (była w połowie zeszłego roku) nadal w SKOK-ach mających współczynnik wypłacalności (a więc i poziom własnych kapitałów) poniżej minimów bezpieczeństwa (czyli 5%). W tej statystyce po "bezpiecznej" stronie jest tylko co piąta złotówka ulokowana w istniejących dziś SKOK-ach.

      gdzie_s_depozyty_skok

      CZARNY SCENARIUSZ: DOPŁACIMY DRUGIE TYLE? Podsumowując: jeśli w samym systemie SKOK nie znajdzie się jeszcze pół miliarda złotych na wzmocnienie kapitałowe (a nie ma skąd wziąć, bo przecież spółdzielcy się nie zrzucą), zaś połowa kas nie przestanie przynosić bieżącej straty (czyli nie stanie na nogi jeśli chodzi o przyjmowanie i pożyczanie pieniędzy), to wciąż zagrożona upadłością będzie co najmniej jedna czwarta systemu (a w pesymistycznym wariancie - nawet połowa). Gdyby do tego doszło, koszty które musiałby ponieść Bankowy Fundusz Gwarancyjny (czyli pośrednio klienci banków, bo to oni płacą za fatalne zarządzanie i nadzór nad SKOK-ami z przeszłości) trzeba byłoby szacować na 2,5-4 mld zł. Wciąż nie można więc wykluczyć, że SKOK-i pochłoną drugie tyle pieniędzy, niż to, co już kosztowała ich restrukturyzacja. Choć - uczciwie pisząc (a może raczej "optymistycznie") - zakładałbym raczej wartość w dolnych widełkach lub nawet pod nimi. Wierzę, że najtrudniejsze przypadki są już "pozamiatane", ale np. wciąż zagadką jest dla mnie kondycja finansowa największego SKOK-u Stefczyka. Jakkolwiek by nie wyglądały ewentualne "dorzynki", to tę część kosztów bankom może być pokryć znacznie trudniej, niż wcześniejsze "dotacje" do SKOK-ów, bo 2017 r. będzie dla nich krytyczny pod względem finansowym.

      wypacalno_skok1

      NOWY POMYSŁ: POLUZOWAĆ NADZÓR MAŁYM SKOK-OM. I w tym wciąż niezbyt wesołym krajobrazie pojawia się pomysł, by małe SKOK-i - generalnie będące w niezłej kondycji finansowej - miały wyraźnie poluzowany nadzór. Małą kasą w rozumieniu posłów jest ta, której aktywa nie przekraczają 20 mln zł, zaś liczba członków nie przekracza 10.000). Faktem jest, że tak małe kasy pod nadzorem KNF do tej pory nie upadały (co może oznaczać, że ich kondycja finansowa jest relatywnie niezła). W ich przypadku sytuacja miałaby de facto wrócić do tego, co było za czasów "nadzoru koleżeńskiego". A więc bieżący nadzór byłby po stronie Kasy Krajowej, zaś rola KNF sprowadzałaby się do "analizy wyników czynności kontrolnych podejmowanych przez Kasę Krajową". Dopiero gdyby KNF zidentyfikowała "istotne nieprawidłowości" lub gdyby Kasa Krajowa nie przeprowadziła czynności kontrolnych lub nie udostępniła KNF ich wyniku, nadzór państwowy mógłby wejść do gry. 

      Zapewne jakaś nowa regulacja po wyroku Trybunału jest potrzebna (tym bardziej, że w lutym wygasają zakwestionowane przepisy). Ale oddać nadzór nad SKOK-ami (nawet tylko nad tymi małymi) Kasie Krajowej to tak, jak gdyby kupić nową zabawkę dziecku, które właśnie z premedytacją zniszczyło poprzednią. Obawiam się, że posłowie poszli na łatwiznę, promując najprostszy model zmiany - powrót do "koleżeństwa". Nawet jeśli nadzór Kasy Krajowej miałby dotyczyć tylko małych kas i nawet jeśli rzeczywiście małe spółdzielnie finansowe nie powinny mieć aż tak dokręconej śruby jak wielkie banki komercyjne (bo chyba nie powinny), to jaką mamy gwarancję, że tym razem nadzór Kasy Krajowej nie będzie fikcją? Drugie pytanie dotyczy preferowania SKOK-ów względem banków spółdzielczych. Tam też są małe banki, mające poniżej 10 mln zł aktywów. I one również powinny mieć poluzowany kaganiec. Posłowie, jak mi się wydaje, o to nie zadbali.

      Po trzecie i najważniejsze: dopóki nie zakończył się proces ratowania SKOK-ów i nie mamy pewności, że na rynku pozostały tylko kasy, które są zdolne do prowadzenia bezpiecznej działalności, zmiana wymogów nadzorczych może przynieść niedobre skutki. Z jednej strony może zdemobiliozwać zarządy SKOK-ów mających problemy finansowe do działań ratunkowych, a z drugiej może spowodować nawarstwienie negatywnych zjawisk, które w tych SKOK-ach mogą się dziać. Jeśli w jakimś SKOK-u nie "posprzątano" jeszcze do końca problemu złych kredytów, jakichś dziwnych umów na outsourcing usług (np. kontroli ryzyka ;-)), braku kapitału, a teraz nadzór nad tym SKOK-iem będzie osłabiony, to problem złych kredytów się zmniejszy, czy raczej zwiększy? Czy wypuszczenie dziecka, które jeszcze nie nauczyło się chodzić, na ruchliwą ulicę to dobry pomysł? Bardzo jestem ciekaw Waszych (tylko merytorycznych :-)) opinii.

      A TERAZ... CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach - wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach.

      autopromo4Blog "Subiektywnie o finansach" codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Dołącz do dziesiątek i setek tysięcy czytelników - codziennie zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już 37.000!), na Twitterze (tu wraz ze mną rządzi blisko 10.000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowego:  maciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

      autopromo2...ZOBACZ MNIE W EKSTREMALNYCH AKCJACH. Opowiadam o domowych finansach nie tylko tekstem, ale i ruchomymi obrazami. Żeby Ci się nie nudziło robię przy tym różne głupie rzeczy: skakałem na spadochronie, dałem sobie obić twarz przez byłego trenera Tomasza Adamka, latałem w tubie aerodynamicznej, w której ćwiczą kosmonauci, ćwiczyłem na najnowocześniejszym w Polsce symulatorze lotów, jeździłem autobusem, gokartem, grałem w golfa i ruletkę. Wszystkie te przygody są na mojej "stronie" youtubowej. Zasubskrybuj mój kanał na Youtube (w tym kinie siedzi już ponad 2000 fanów i jest ponad 70 filmów, które obejrzano więcej, niż ćwierć miliona razy). 

      ekipasamcikanewSUBIEKTYWNA EKIPA SAMCIKA IDZIE NA OSTRO W "WYBORCZEJ". Blog "Subiektywnie o finansach" zyskał tak dużą popularność, że zaowocował autorskimi stronami w "Gazecie Wyborczej". Co czwartek na stronach gospodarczych "Wyborczej" ukazuje się tygodnik "Pieniądze Ekstra", w którym ja i grupa moich kolegów, zwana złowróżbnie Ekipą Samcika, radzi jak sprytnie kupować, jak się nie dać nabrać w sklepie, co zrobić, żeby wyplątać się z finansowych tarapatów i jak mieć więcej pieniędzy. 

      autopromo3SUBIEKTYWNOŚĆ DO PODUSZKI, NA WAKACJE, NA PREZENT: o oszczędzaniu, inwestowaniu i zarządzaniu domowymi pieniędzmi piszę też w moich książkach, które możesz kupić w dobrych księgarniach oraz w internecie. Dowiesz się z nich jak założyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania, jak nie dać się okraść przez internet, jak odróżnić tani kredyt od drogiego, jak nie dać się nabić w niby-ubezpieczenie, jak nauczyć dziecko oszczędności...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Minęły cztery lata sprzątania w SKOK-ach. I co? Przeżyją? Wygrzebałem trochę cyferek i...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 stycznia 2017 08:54
  • czwartek, 27 października 2016
    • Spokojnie, to tylko... panika ;-). Kolejny duży bank spółdzielczy w tarapatach? Czy to groźne?

      O ile do kłopotów SKOK-ów już się przyzwyczailiśmy - kilkanaście z nich przestało istnieć, a łącznie cały system spółdzielczych kas skurczył się o ponad jedną trzecią - o tyle kłopoty z bankami spółdzielczymi to sprawa mrożąca krew w żyłach. Zaufanie do tej części sektora bankowego dość solidnie naderwała już zeszłoroczna, spektakularna plajta SK Banku, czyli największego banku spółdzielczego w Polsce. Ale to miał być jednostkowy przypadek banku patologicznego, który pod rządami ekipy spod ciemnej gwiazdy stał się przepompownią pieniędzy idących na złe kredyty. Więcej dużych upadłości banków spółdzielczych miało nie być. Tymczasem okazuje się, że SK Bank to nie wszystko. Kłopoty finansowe ma też czwarty największy bank spółdzielczy w kraju - PBS Ciechanów. Już opisując upadek SK Banku wspominałem, że bank spółdzielczy w Ciechanowie jest pod lupą KNF. Od jakiegoś czasu realizował plan naprawczy, ale na razie jego efektów nie widać:

      "Jedna z przyczyn, dla którego został przyjęty przez bank i zatwierdzony przez KNF program postępowania naprawczego są niesatysfakcjonujące wyniki finansowe banku. Są one spowodowane m.in. nieroztropną polityką kredytową poprzednich zarządów"

      - mówi nowy prezes banku w lokalnej gazecie. Przed oddziałami PBK Ciechanów - co nie zdarzało się w Polsce chyba nawet gdy upadały kolejne SKOK-i - ustawiły się w środę długie kolejki klientów wycofujących w panice depozyty. Komisja Nadzoru Finansowego już wcześniej wszczęła postępowanie w sprawie wprowadzenia do banku nadzorcy komisarycznego. Wciąż nie jest pewne czy KNF się na to zdecyduje, bo w banku pojawił się właśnie nowy p.o. prezesa. Być może uda mu się przekonać urząd z Pl. Powstańców, iż bałagan w banku jest w stanie "pozamiatać" sam. Sęk w tym, że bank "pochwalił" się już postępowaniem KNF w komunikacie giełdowym (ma publicznie notowane obligacje, więc musi przekazywać tego typu informacje publicznie). To wywołało małą panikę. KNF, wydał wspólne z NBP oświadczenie, że nic złego się nie dzieje, że PBS Ciechanów ma wystarczającą płynność finansową na obsłużenie klientów, a gdyby jej zabrakło, to dodatkowe pieniądze popłyną z kasy banku centralnego. Miejmy nadzieję, że to pomoże, chociaż zachowanie klientów ciechanowskiego banku po raz kolejny przypomina jak cienka jest granica, za którą spadek zaufania klientów może spowodować upadek nawet silnego, zdrowego banku (nie mówiąc już o niezbyt silnym i nieco mniej zdrowym).

      hegemonPamiętacie jak kilka miesięcy temu głupia plotka o nadchodzącej upadłości mBanku, przekazywana z ust do ust, omal nie spowodowała run na kasy tego banku? W przypadku PBS Ciechanów sprawa jest o tyle bardziej niepokojąca, że nie jest to instytucja o kwitnącym statusie. W 2015 r. bank miał 16 mln zł straty, w pierwszym półroczu tego roku jest 4 mln zł pod kreską. Inna sprawa, że w porównaniu z 1,2 mld zł zarządzanych przez bank aktywów nie są to straty wstrząsające. Ciechanowski bank ma też w swoich skarbcach 900 mln zł depozytów klientów (mniej więcej tyle, ile jeden duży SKOK) i jeśli większość z nich zostanie wycofana, to pewnie nie obędzie się bez pomocy NBP, a może i zgaszenia światła. Kilka dni wcześniej run deponentów zdecydował o losie dużo mniejszego Banku Spółdzielczego w Nadarzynie, który jeszcze w kwietniu miał 220 mln zł depozytów, a po ujawnieniu, że ma kłopoty - stracił 30% z nich. Gdy pod koniec września wyszło na jaw zatrzymanie dwóch byłych członków zarządu, klienci zabrali kolejne pieniądze. Bank, zamykając działalność, miał już tylko 140 mln zł depozytów i 8000 klientów.

      Nie wiemy czy niepokoje wokół PBS w Ciechanowie udało się definitywnie uspokoić i jaką część depozytów do tej pory bank utracił. Klienci indywidualni, którzy mają w tym banku mniej, niż 430.000 zł nie powinni się przejmować, bo ich pieniądze gwarantuje państwo. Jednak są sygnały, że kolejne samorządy wycofują z ciechanowskiego banku pieniądze i likwidują w nim rachunki. Paradoks: rachunki w banku zlikwidował m.in... urząd miasta Ciechanów. Nie ma to jak lokalna solidarność...

      "Rzeczniczka urzędu tłumaczy, że decyzja o zmianie konta wynikała tylko i wyłącznie z faktu, że chodzi o publiczne pieniądze i wiążącą się z nimi szczególną odpowiedzialność. Podobnie jak Ciechanów, zareagowały inne samorządy, podejmując decyzje o wycofaniu pieniędzy z PBS w Ciechanowie. Pieniądze przeniosły między innymi Starostwa Powiatowe: w Płońsku, Mławie, Żurominie, Pułtusku oraz gminy: Sońsk, Regimin, Ojrzeń"

      Nowy p.o. prezesa PBS Ciechanów zapewnia, że bank ma na tyle dobrą płynność finansową, że nawet w przypadku wzmożonego wypłacania pieniędzy poradzi sobie i będzie mógł normalnie działać.  Nawet gdyby doszło do najgorszego to oczywiście nie zatrzęsie się od tego branża bankowa, ani nawet sektor banków spółdzielczych. Choć z drugiej strony gdyby nastąpił efekt reputacyjnego domina i doszło do upadku zaufania do całego spółdzielczego bankowania, to... lepiej nie myśleć. Banki spółdzielcze są "firmą" wielokrotnie większą, niż SKOK-i, których upadki ćwiczyliśmy. O ile aktywa SKOK-ów dziś oscylują w okolicach 11 mld zł, to banki spółdzielcze zarządzają aktywami na poziomie 115 mld zł. Gdy w SKOK-ach jest jakieś 10 mld zł depozytów, to w bankach spółdzielczych Polacy przechowują 100 mld zł. To w dalszym ciągu "tylko" 10% aktywów całej branży bankowej, w dodatku mocno rozdrobnione, bo banków spółdzielczych jest grubo ponad 500, ale warto się troszczyć o to, by klienci tych instytucji nie obawiali się o bezpieczeństwo swoich pieniędzy.

      aktywaspoldzielczeNie bez powodu szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego przyłączył się do chóru "uspokajaczy" z KNF i NBP, zapewniając klientów PBS Ciechanów, że ich pieniądze do równowartości 100.000 euro są gwarantowane. W kasie BFG jest dziś pewnie jakieś 11-12 mld zł, więc z ewentualnymi wypłatami dla klientów ciechanowskiego banku nie byłoby kłopotów, ale koszty wizerunkowe dla całego sektora banków spółdzielczych (i ryzyko spadku zaufania klientów) byłyby poważne. Po kieszeni dostaliby także nabywcy obligacji wyemitowanych przez PBS Ciechanów - na giełdzie Catalyst notowane są aż cztery serie o łącznej wartości 34 mln zł. Ich posiadacze do tej pory zarabiali godnie, bo 3% powyżej stawki WIBOR (czyli obecnie ok. 4,75% w skali roku). W środę jedną z transakcji zawarto nawet przy cenie... 30% wartości nominalnej tych obligacji! To świadczy o ogromnym strachu sprzedającego (była to jednak tylko pojedyncza transakcja o małej wartości).

      Mimo upadłości SK Banku i kłopotów PBS Ciechanów nie można powiedzieć, by sytuacja banków spółdzielczych jako sektora była choćby w drobnej części tak zła, jak kondycja SKOK-ów, których współczynnik wypłacalności - zdaniem KNF - oscyluje wokół zera (przy wymaganym minimum 5%), zaś roczna strata finansowa dochodzi do 500 mln zł. Branża banków spółdzielczych - ich udziałowcami jest prawie milion Polaków - wykazała w pierwszym półroczu 2016 r. jakieś 355 mln zł zysku netto. Tylko sześć banków, spośród ponad 500 działających, pokazało stratę netto (w sumie nie przekroczyła ona 13 mln zł). 

      spdzielcze201602

      Banki spółdzielcze nie cierpią ani na brak kapitału własnego (mają go 11 mld zł i współczynnik wypłacalności na poziomie 15% - tylko jeden bank ma go poniżej 8%), ani na niedobór pieniędzy na finansowanie rozwoju. Depozytów kolekcjonują - jako się rzekło - mniej więcej 100 mld zł, zaś kredytów udzieliły raptem 60 mld zł. Ich spłacalność jest dość dobra, odsetek kredytów zagrożonych nie przekracza 7%, czyli jest niewiele wyższy, niż w "normalnych" bankach komercyjnych. Jeśli można się do czegoś przyczepić, to chyba tylko do niskiego poziomu rezerw na złe kredyty, które w bankach spółdzielczych nie przekraczają 30% wartości nie spłacanych w terminie pieniędzy. W bankach komercyjnych ten odsetek zwykle przekracza 50%. Owszem, ponad 40 banków spółdzielczych jest w procedurze postępowania naprawczego, ale nie można powiedzieć, że są bankrutami, skoro żaden z nich nie ma współczynnika wypłacalności poniżej 8%. Problem dotyczy banków, których aktywa nie przekraczają kilku procent aktywów wszystkich działających w Polsce banków spółdzielczych. Wygląda więc na to, że w Ciechanowie bój idzie głównie o zaufanie do banków spółdzielczych, niż o ich ratowanie przed bankructwem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Spokojnie, to tylko... panika ;-). Kolejny duży bank spółdzielczy w tarapatach? Czy to groźne?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 października 2016 08:42
  • czwartek, 25 lutego 2016
    • Już osiem SKOK-ów poszło do kasacji. Kasy straciły 400.000 członków. Co będzie dalej?

      To już pewne: ósmy SKOK zniknie z rynku. Tym razem Komisja Nadzoru Finansowego składa wniosek o upadłość SKOK-u Polska. To oznacza, że likwidacji lub przejęcia przez banki doczekały się już SKOK-i, w których 450.000 członków trzymało 5,5 mld zł.  Formalnej upadłości doczekały się na razie trzy SKOK-i. Ostatni to średniej wielkości SKOK Kujawiak (18.000 członków i 190 mln zł depozytów), a więc znacznie mniejsza "firma", niż zbankrutowane wcześniej SKOK Wspólnota (70.000 członków i 900 mln zł depozytów) oraz SKOK Wołomin (80.000 klientów i aż 2,7 mld zł depozytów). Cała upadła trójka łącznie obsługiwała 170.000 klientów i miała 3,9 mld zł depozytów). W drodze na szafot jest kolejna kasa - SKOK Polska. Komisja Nadzoru Finansowego składa właśnie wniosek o jej upadłość (18.000 członków i prawie 180 mln zł depozytów). Kolejne cztery SKOK-i zostały przejęte przez banki. Alior Bank przejął SKOK im. Św. Jana z Kęt (20.000 członków i 100 mln zł depozytów) oraz SKOK im Stefana Wyszyńskiego z Wrześni (34.000 członków i 180 mln zł depozytów), Bank Pekao wziął na klatę całkiem duży SKOK Kopernik (127.000 członków i 440 mln zł depozytów), zaś PKO BP wchłonął SKOK Wesoła (63.000 członków, 624 mln zł depozytów). To oznacza, że "bankowa" część akcji ratunkowej w systemie SKOK-ów dotyczyła do tej pory prawie 250.000 członków i prawie 1,4 mld zł depozytów

      Czytaj też: Sprzedaż wiązana a la SKOK. Weź dobrą lokatę i... udziały

      SKOKgraf1Patrząc na statystyki systemu SKOK można się zastanawiać w jakiej formie jest on w stanie przetrwać "sprzątanie" po 20 latach "nadzoru koleżeńskiego". I jak to możliwe, że przy marży odsetkowej znacznie wyższej, niż w bankach (zerknijcie na wykres obok), SKOK-i nie są w stanie zarabiać pieniędzy. Ze statystyk KNF wynika, że po bankructwach i przejęciach kas przez banki liczba członków SKOK-ów w ciągu ostatniego roku spadła o 400.000 osób - we wrześniu 2015 r. było ich już niecałe 2,1 mln. O ile jeszcze do niedawna SKOK-i miały sieć placówek większą, niż największe banki, to dziś już wygląda ona coraz mniej imponująco - w ciągu roku liczba oddziałów obsługujących klientów spadła, według danych KNF, z niemal 1800 poniżej 1500. Wartość udzielonych przez SKOK-i portfeli pożyczek przez rok skurczyła się z ponad 10,3 mld zł do 6,6 mld zł, a wartość depozytów - z 16,1 mld zł do nieco ponad 11,6 mld zł. To wszystko oznacza, że po bankructwach i przejęciach najsłabszych finansowo SKOK-ów system skurczył się o 10-20% jeśli chodzi o zasięg (liczba klientów i placówek) oraz o jedną czwartą jeśli chodzi o skalę działania. Żeby była jasność - w SKOK-ach nie widać exodusu członków: ich liczba spadła o 400.000, ale z tego członków przejętych bądź zbankrutowanych kas było jakieś 370.000, a więc przygniatająca większość. Tym niemniej faktem jest, że system się kurczy.

      Czytaj też: SKOK-owcy gryzą pomocną dłoń, ale rachunek chętnie nam wystawią

      Niestety, wciąż nie wygląda na to, by "sprzątanie" miało zbliżać się do końca. Zdaniem KNF pod koniec września zeszłego roku pozostałym przy życiu SKOK-om wciąż pozostawał do zapełnienia wart 630 mln zł deficyt funduszy własnych. Te pieniądze są, według regulatora, konieczne by system mógł stabilnie działać i mieć współczynnik wypłacalności na poziomie co najmniej 5% (to byłaby i tak tylko jedna trzecia współczynnika wypłacalności raportowanego przez banki). Te 630 mln zł powinni dopłacić albo udziałowcy (członkowie SKOK) albo powinny na to pójść zyski generowane przez poszczególne SKOK-i. Sęk w tym, że i tych zysków nie ma. Z ostatniego raportu kwartalnego opublikowanego przez KNF wynika, że na koniec września zeszłego roku wynik finansowych SKOK-ów wynosi minus 650 mln zł. Owszem, pół roku wcześniej było jeszcze gorzej, bo prawie 720 mln zł strat, ale sytuacja i tak wygląda na beznadziejną. System SKOK-ów nie tylko nie zalepia luki w kapitałach własnych, ale jeszcze ją pogłębia, generując kolejne straty.

      SKOKgraf2

      Oczywiście, nie wszystkie SKOK-i mają niewystarczający kapitał. Według nadzoru jedna czwarta działających SKOK-ów ma współczynnik wypłacalności powyżej krytycznego poziomu 5%, co oznacza, że SKOK-i te są w stanie prowadzić bezpiecznie działalność. A w przypadku połowy kas sytuacja nie jest co prawda różowa, ale współczynnik wypłacalności wciąż jest dodatni (a więc straty nie zjadły wszystkich funduszy własnych). Gdyby to miała być prognoza na przyszłość, to należałoby się liczyć z tym, iż jeszcze mniej więcej połowa SKOK-ów może nie wytrzymać restrukturyzacji. Gdyby z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego trzeba było pokrywać straty deponentów proporcjonalnie do tej prognozy - tu z kolei wykazuję się pewnym optymizmem zakładając, że duże kasy są w nie gorszej kondycji, niż małe - to oznaczałoby, że "sprzątanie" sytuacji w SKOK-ach może kosztować system gwarantowania depozytów jeszcze 5 mld zł, zaś na koniec tego procesu wszystkie ocalałe SKOK-i razem wzięte będą miały skalę działalności mniejszą, niż jeden niezbyt wielki bank.

      Czy mnie to cieszy? Nie, bo uważam, że małe, lokalne, spółdzielcze organizacje pożyczkowe mogą być skuteczną konkurencją dla banków i dla firm pożyczkowych. To te ostatnie dziś odbierają klientów bankom i zamiast włączać ich do "obrotu finansowego" często z niego wykluczają, wpędzając w pętlę zadłużenia. Silne, dobrze zarządzane spółdzielnie - banki spółdzielcze i kasy pożyczkowe - powinny być solidną alternatywą dla nastawionych wyłącznie na zarabianie kasy banków komercyjnych i żyjących z klientów o niższym standingu firm chwilówkowych. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Już osiem SKOK-ów poszło do kasacji. Kasy straciły 400.000 członków. Co będzie dalej? ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 lutego 2016 13:23
  • wtorek, 24 listopada 2015
    • Ty też zapłacisz za tę plajtę. Kto położył SK Bank, kto na to pozwolił i co trzeba zmienić?

      Upadek wołomińskiego SK Banku, pierwsza od kilkunastu lat spektakularna plajta banku w Polsce, każe zadać bolesne pytanie: jak to się stało, że w tak chwalonym przez wszystkich świętych sektorze bankowym, pod nosem państwowego nadzoru, doszło do fakapu na taką dużą skalę? Tu nie chodzi o bank z Koziej Wólki, tylko o instytucję finansową o aktywach, które jeszcze niedawno dobijały do 4 mld zł. Mówimy o największym banku spółdzielczym w Polsce, liderze tego segmentu bankowości, który łącznie gromadzi aktywa 10% całej branży bankowej. To bankructwo pochłonie najmarniej 2 mld zł w ramach gwarancji depozytów (jeszcze nie wiadomo który z wielkich banków będzie wypłacał deponentom pieniądze - bank prowadził ok. 110.000 rachunków i miał ok. 30.000 klientów - ale ma to nastąpić w ciągu tygodnia), pewnie ok. 100 mln zł stracą ci, którzy pożyczyli SK Bankowi pieniądze w formie obligacji (ich notowania już są zawieszone) i kolejne dziesiątki milionów ci, którzy wykupili w banku spółdzielcze udziały.

      WSZYSCY ZA TO ZAPŁACIMY. Pośrednio zapłacimy za to wszyscy: największe banki będą musiały wyłożyć w ramach ekstra-zrzutki po 300-350 mln zł, poświęcając nawet po 10% i więcej swoich zeszłorocznych zysków. Jak pisze "Rzeczpospolita", to będzie ekstra-zrzutka, a nie pieniądze z już istniejącego funduszu. Jak myślicie, na kogo przerzucą te koszty, w ramach niższego oprocentowania lokat i wyższych prowizji za wszystko? A kto wie czy banki nie zostaną "poproszone" o kolejną składkę, bo tegoroczne wydatki Bankowego Funduszu Gwarancyjnego już sięgają 3,2 mld zł, a po aferze z SK Bankiem na pewno przekroczą 5 mld zł. Największą stratą może być jednak spadek wiary w to, że polskie banki są dobrze zarządzane i silne kapitałowo. Skoro może przewrócić się największy bank spółdzielczy... O ile w SKOK-ach mniej więcej wiadomo o co chodzi - przez lata nie było tam niezależnego nadzoru, tylko towarzystwo wzajemnej adoracji - o tyle banki spółdzielcze to segment rynku pilnowany przez Komisję Nadzoru Finansowego. Albo więc nadzór źle pilnował, albo ma niewystarczające uprawnienia, żeby dobrać się do tyłków bankowym nielotom, których kryje rada nadzorcza i audytorzy ślepi na jedno oko.

      TAK SIĘ BAWI, TAK SIĘ BAWI WO-ŁO-MIN! O tym, że w SK Banku dzieją się dziwne rzeczy, można było domniemywać na podstawie analizy sprawozdań finansowych. A zaczęły się one dziać na początku 2013 r., kiedy w ciągu trzech miesięcy w bilansie banku pojawił się gigantyczny wzrost depozytów - z 1,35 do 2,2 mld zł. Nie pojawił się przypadkiem, bank zaczął bardzo mocno żyłować oprocentowanie lokat. Do końca roku depozyty urosły do 2,8 mld zł (czyli podwoiły się w ciągu dwunastu miesięcy!). Z kilkumiesięcznym opóźnieniem zaczęły rosnąć szybko kredyty - o pół miliarda w ciągu 2013 r. i o kolejne pół miliarda w ciągu dziewięciu miesięcy 2014 r.  Krótko pisząc: bank zebrał w krótkim czasie ogromne pieniądze z depozytów, by natychmiast przetworzyć je na kredyty. Taka mała przepompownia. Chociaż nie taka mała, przepaliła w ciągu roku ponad miliard złotych naszych pieniędzy. Dziś KNF ujawnia, że pieniądze poszły w dużej części do powiązanych ze sobą firm deweloperskich. Łącznie z portfela kredytowego wartego prawie 3 mld zł, nie do odzyskania jest 1,5 mld zł. Żaden bank nie wytrzymałby takiego numeru.

      KTO NIE DOPILNOWAŁ NIELOTÓW? Dlaczego nikt nie zabrał tym chłopakom zabawek, zanim wystawili nam przekraczający 2 mld zł rachunek? Jasne, bankowość to zabawa dla dużych chłopców, a nadzór nie może niańczyć każdego prezesa, patrząc mu na rączki przez 24 godziny na dobę. Ale tu ewidentnie coś poszło nie tak. I to nie tylko po stronie nadzoru. W "normalnym" wielkim banku papierów pilnuje główny akcjonariusz, który nie lubi jak menedżerowie-nieloty przepalają jego pieniądze. W małym banczku lokalnym z kolei wszyscy się znają, więc prezes banczku sam wie, że jak przekręci pieniądze, to będzie musiał wyjechać z kraju, bo w gminie nie będzie miał życia. Ale w dużym banku spółdzielczym, w którym udziałowców jest sporo i żaden nie ma dominującego udziału i żaden się nie poczuwa do "właścicielstwa", woda jest mętna, a kasy do zarządzania dużo. Niby jest "czapka" w postaci banku zrzeszającego, ale ta "czapka" nie nadzoruje, tylko przyjmuje depozyty i udziela kredytów "swoim" bankom, pomaga zarządzać siecią bankomatów, centralizuje niektóre procesy. W papiery nie wnika. Kto więc powinien pilnować zarządu, skoro nie bank zrzeszający i udziałowcy? Rada nadzorcza? Audytorzy? Nadzór? Co ten zrobił w sprawie SK Banku? Zerknąłem do dokumentacji opublikowanej przez KNF w tej sprawie. I zdębiałem

      2013: BANK PUCHNIE, KNF SIĘ DZIWI. Wiosną 2013 r. KNF zobaczył, że aktywa SK Banku zaczęły szybko "puchnąć" i wystąpił do banku, żeby przesłał plan finansowy. Poczytał go i w sierpniu tego roku wydał zalecenia nadzorcze, żeby bank lepiej zarządzał ryzykiem stóp procentowych i żeby przejrzał systemy dotyczące zarządzania płynnością (bo przecież od nadmiaru kasy zbieranej z depozytów też można się zachłysnąć). W SK Banku pokiwali głowami i odpowiedzieli, że będzie dobrze. W grudniu 2013 r. KNF znów się zaniepokoił, bo z kolei zauważył, że w banku spada wynik z odsetek i prowizji, a rentowność jest utrzymywana głównie dzięki rozwiązywaniu rezerw. Poprosił więc SK Bank o przekazanie długoterminowej strategii rozwoju (żeby dowiedzieć się co chłopaki z Wołomina chcą ze sobą w przyszłości zrobić poza oferowaniem bardzo wysoko oprocentowanych lokat) i zabronił wypłacania przez bank dywidendy. W KNF doszli bowiem do wniosku, że skoro bank rośnie szybciej, niż sam zakładał we wcześniej przekazywanych papierach, to znaczy, że ma problem z planowaniem i z jakością zarządzania.

      POCZĄTEK 2014: ROŚNIEMY, BO NARÓD KOCHA NASZE LOKATY. W SK Banku postanowili nie stresować już dłużej gnomów z nadzoru i wrzucili im strategię rozwoju na lata 2014-2018 zawierającą informację, że bank zamierza dalej rosnąć tak szybko, jak do tej pory, gdyż naród kocha wysoko oprocentowane lokaty. A w połowie 2014 r. dorzucili jeszcze sprawozdanie finansowe po audycie, z informację, że wszystko w papierach jest "prawidłowo i rzetelnie". Nim skończyły się wakacje KNF odpisał, że nie wierzy w to, że bank będzie w stanie zwiększać wystarczająco szybko fundusze własne, żeby móc rosnąć tak szybko, jak dotąd i jak planuje w przyszłości (każdy bank musi mieć proporcjonalny do skali działalności poziom funduszy własnych). W SK Banku odpisali, że owszem, będą w stanie, bo naród kocha ich wysoko oprocentowane lokaty, a część tego, co zarobią, będą odkładali na fundusze własne. A poza tym członkowie wpłacają wpisowe, żeby korzystać z usług banku i z tego też płynie kaska.

      KONIEC 2014. PIERWSZE OSTRE TRZEPANKO. W KNF chyba wtedy się już zorientowali, że ktoś sobie robi z nich jaja i w sierpniu 2014 r. wprowadzili do banku tzw. inspekcję kompleksową W wyniku ostrego trzepanka, które nastąpiło jeszcze nim nadeszły mrozy, inspektorzy stwierdzili zbyt dużą koncentrację kredytów, luz w d... przy przyjmowaniu zabezpieczeń do kredytów (m.in. opieranie się na operatach szacunkowych, zamiast na wycenach) i zaniżone rezerwy na złe kredyty. Owocem trzepanka było zwiększenie odsetka kredytów uznanych za zagrożone do prawie 20% i wygenerowanie straty netto w wysokości 60 mln zł. KNF stwierdził, że bezpieczeństwo depozytów klientów jest obniżone i kazał bankowi codziennie informować o tym jaką ma płynność finansową. Zarząd banku próbował polemizować z ustaleniami kontroli, ale w odpowiedzi dostał ocenę "4" w ocenie jakości zarządzania BiON (to jakby pała w skali szkolnej). KNF uznał, że "sytuacja banku jest niekorzystna". Czyli - że uczeń jest zagrożony.

      POCZĄTEK 2015. NIEPRZEMAKALNI. Zwykle uczeń w takiej sytuacji bierze się do roboty i zakuwa. Ale nie w Wołominie. Ludzie z KNF musieli się mocno trzymać foteli, kiedy w styczniu 2015 r. dostali świeżutki bilans banku z cyferkami na koniec grudnia 2014 r., a w nim tylko część koniecznych rezerw (z 2,5 mld zł portfela kredytów w straty wpisano 500 mln zł), prawie 14% współczynnika wypłacalności i 7,7 mln zł zysku netto. Powstało podejrzenie, że uczeń poprawiał coś w dzienniku :-). Jak tylko w KNF ochłonęli, to udzielili zarządowi SK Banku upomnienia (zgodnie z prawem bez tej śmiesznej formalności nie można iść dalej z sankcjami), wysłali 61 zaleceń dotyczących zarządzania ryzykiem i zobowiązali do opracowania planu naprawczego. Zakazali też reklamowania jakichkolwiek produktów depozytowych, złożyli doniesienie do prokuratora, że zarząd kantował w sprawozdaniach finansowych oraz wszczęli procedurę jego odwołania oraz wezwali na dywanik zarząd i audytora banku oraz przedstawicieli Banku Polskiej Spółdzielczości, czyli banku zrzeszającego.

      Mocna ekipa pojawiła się na posiedzeniu z wewnętrznym przekonaniem, że nie da się zastraszyć i oświadczyła, że z rezerwami wszystko jest OK, Ministerstwo Finansów pozwala im tak księgować, a pytania są tendencyjne. Inny biegły rewident- Związek Rewizyjny Banków Spółdzielczych wydał opinię na temat sporządzonego przez SK Bank sprawozdania za 2014 r., z której wynika, że sprawozdanie - to samo, za które KNF nasłał na prezesów banku prokuratora - jest rzetelne i prawidłowe. Audytor doszedł do wniosku, że bank być może przekroczył limity koncentracji kredytów, a być może nie przekroczył, bo to zależy od definicji. Zresztą były prezes banku nadal uważa, że gdyby KNF nie popsuł mu zabawy, to bank udałoby się wyprowadzić na prostą.

      KONIEC 2015. DOŻYNKI. Jak mawia królik Bugs "wszyscy wiemy co to oznacza, to wojna". No więc w maju bieżącego roku KNF skierował kolejne zawiadomienia do prokuratury, odrzucił plan naprawczy i wywalił zarząd na zbitą twarz, wprowadzając zarząd komisaryczny. A ten stwierdzić miał, że w SK Banku był niezły bal - ktoś inny zaciągał kredyty, a ktoś inne je spłacał, kredyty bywały wykorzystane niezgodnie z celem, zaś dopiero co założonym spółkom, z minimalnym kapitałem i bez historii kredytowej łaskawcy z SK Banku mieli pożyczyć 150 baniek. Połowa kredytów (1,5 mld zł) jest zagrożona lub nie spłacana, a rezerwy utworzono tylko na 10%. W ciągu dwóch dni po ogłoszeniu decyzji o wprowadzeniu zarządu komisarycznego z banku wypłynęło pół miliarda złotych depozytów (co siódma złotówka ze wszystkich) i zaczęło być niewesoło. Po tygodniu zarząd komisaryczny SK Banku poinformował KNF, że bank stracił płynność, a bank zrzeszający - że nie może pomóc. W momencie zawieszenia działalności w banku zostało 2,15 mld zł depozytów, a stratę w 2015 r. zarząd komisaryczny podliczył na 115 mln zł.

      WNIOSEK 1: KNF NIE WYSTARCZY NA TAKIE NUMERY. Patrząc na tę historię można się zastanawiać: czy KNF mógł zadziałać szybciej? Tak naprawdę już na pierwszy rzut oka było widać, że ten bank rośnie coś za szybko i zbyt agresywnie. Ale od domniemań do dowodów, że mamy do czynienia z przekrętem lub przynajmniej fatalnym zarządzaniem, jest pewien dystans. W momencie, kiedy KNF już wiedział, że papiery, które do niego trafiają, nie odzwierciedlają prawdziwej sytuacji banku, było za późno. W sytuacji, gdy biegły rewident nie widzi żadnych nieprawidłowości, gdy rada nadzorcza jest ślepa na jedno oko, gdy udziałowcy mają wszystko w tyle, bank zrzeszający zajmuje się zrzeszaniem, a nadzór finansowy nie ma uprawnień policyjno-prokuratorskich, ani dochodzeniowo-śledczych, tylko musi się trzymać procedury pt. zalecenie, inspekcja, upomnienie... no, najogólniej pisząc te pół roku opóźnienia w zabraniu zabawek ludziom, którzy ostatecznie - wszystko na to wskazuje, chyba że wyjdą na jaw inne fakty - położyli bank, nie było wcale takim złym wynikiem. Nadzór mógłby wyręczać rady nadzorcze, udziałowców, bank zrzeszający i biegłych rewidentów w robocie, ale musiałby mieć uprawnienia porównywalne z służbami specjalnymi, łącznie z możliwością wejścia do siedziby kredytobiorcy i sprawdzenia jego papierów kredytowych. Bo tu mieliśmy sytuację, w której nadzór nie tylko nie miał żadnych sojuszników w okolicy SK Banku, ale wręcz był wprowadzany w błąd. KNF nie ma narzędzi na takie numery. I chyba trzeba coś z tym zrobić, bo inaczej podobnych skoków na naszą kasę będzie więcej.

      WNIOSEK 2: BANKI SPÓŁDZIELCZE TRZEBA PRZEŚWIETLIĆ. Od dawna mam takie przekonanie, że spółdzielczość jest taką formą własności, która dobrze się sprawdza w małej skali i jest bardzo niesterowalna w dużej. Wiemy, że jest jeszcze jeden duży bank spółdzielczy, który został zobowiązany do przygotowania programu naprawczego (gabaryt: mniej więcej połowa banku z Wołomina). Ale w przypadku SK Banku nawet "spółdzielczy" audytor stanął na straży luźniejszych form tworzenia rezerw. A to już wcale nie jest takie śmieszne. I jaką mamy gwarancję, że inne banki też nie zamiatają pod dywan? Potrzebne jest porządne, niezależne prześwietlenie tej części sektora bankowego, taki ekstra-audyt.  Tak samo, jak w SKOK-ach, kiedy dopiero po ostrym trzepaniu okazało się jak wielka jest skala rozdawnictwa kredytowego, za które wszyscy zapłacimy. Patrząc w bilanse innych dużych banków spółdzielczych (krakowskiego, podkarpackiego itp.) raczej trudno się dopatrzyć podobnych zjawisk, jakie mieliśmy w Wołominie. Banki rosną w sposób stabilny, a całemu sektorowi chyba nie można im czynić analogii ze SKOK-ami, gdzie panowało ogólne rozluźnienie. To nie może być normalne, że rada nadzorcza i audytor nie widzą nieprawidłowości. Jestem dość mocno przekonany, że Wołomin to był wyjątek. Ale wolałbym mieć pewność. 

      WNIOSEK 3. PATRZ GDZIE TRZYMASZ PIENIĄDZE. Banki mają problem. Po pierwsze jest już ustawa, na podstawie której muszą utworzyć wart setki milionów fundusz pomocy kredytobiorcom w tarapatach (to ta ustawa przegłosowana jeszcze przez PO). Po drugie za chwilę będą musiały zrobić kolejne miliardowe zrzutki na ratowanie kolejnych SKOK-ów. Po trzecie szykuje się podatek bankowy, a po czwarte - ustawa antyfrankowa. Sorry, ale trzeba zacząć patrzeć, gdzie się trzyma pieniądze, bo przy takiej polityce niejeden bank się jeszcze może przekręcić. Bardzo jestem ciekaw jak długo jeszcze będziecie się biernie przyglądali temu, jak Wasz bank goli Was z prowizji, żeby zrzucić się na wypłatę kasy - razem z odsetkami! - spryciarzom, którzy postanowili zarobić 6% na lokacie zamiast 3%, lokując oszczędności życia w banku no-name, który tak naprawdę jest przepompownią. Jeśli dzieją się takie numery, to trzeba poważnie przemyśleć poziom państwowych gwarancji dla depozytów. Niech chronione będzie tylko 50.000 zł, a nie 400.000 zł, wtedy klienci zaczną się zastanawiać komu powierzają pieniądze i nie będą dorzucali "paliwa" gagatkom, do których pilnowania nawet KNF - działając w warunku sabotażu - nie wystarczy. Za pilnowanie banków musimy się zabrać sami, włączając myślenie i promując swoimi pieniędzmi to, co bezpiecznie zarządzane, a nie to, co płaci najwięcej. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (35) Pokaż komentarze do wpisu „Ty też zapłacisz za tę plajtę. Kto położył SK Bank, kto na to pozwolił i co trzeba zmienić?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 listopada 2015 10:18
  • sobota, 21 listopada 2015
    • SK Bank, największy bank spółdzielczy w Polsce, jest bankrutem! Będą wielkie straty

      skbank_logoSKOK-i mają problemy? A co powiecie na bankructwo największego banku spółdzielczego w Polsce? W nocy z piątku na sobotę Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła, że SK Bank z Wołomina zawiesza działalność, a w poniedziałek w sądzie znajdzie się wniosek o jego upadłość. Wszystkie placówki są od soboty zamknięte na cztery spusty. A kto ma w SK Banku depozyt, musi czekać na informacje z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, żeby dowiedzieć się kiedy i w jaki sposób je odzyska. Byłym zarządem banku zajmuje się prokurator (KNF złożyła doniesienia dotyczące ciężkich nadużyć). To była do niedawna nie tylko jedna z najbardziej znanych marek spółdzielczych w Polsce, ale i naprawdę "duży miś": Mniej więcej 40 placówek na Mazowszu i na Śląsku, kilkadziesiąt tysięcy klientów, którzy powierzyli mu 3,3 mld zł, aktywa sięgające na koniec zeszłego roku 3,8 mld zł. To wartości porównywalne z jedną trzecią całego, pogrążonego w kryzysie, systemu SKOK, odchudzonego już o dwie zbankrutowane kasy (Wołomin i Wspólnota).

      Czytając nocny komunikat KNF można dojść do wniosku, że w SK Banku w Wołominie miał miejsce podobnie gruby przekręt, jak u lokalnego konkurenta, czyli w SKOK-u Wołomin. Nota bene obie organizacje miały podobne gabaryty, bo SKOK Wołomin miał 3,2 mld zł aktywów i 2,7 mld zł depozytów, czyli był tylko ciut mniejszy od SK Banku. Z tego co pisze KNF wynika, że zarząd banku najpierw dopuścił do udzielania bardzo dużych i źle zabezpieczonych kredytów, a potem ukrył przez nadzorem prawdziwą sytuację finansową kierowanej przez siebie instytucji. Kłamał nie tylko na poziomie informacji przekazywanych inspektorom, także oficjalna sprawozdawczość banku była :podkolorowana", a przyklepywali ją bez zastrzeżeń biegli rewidenci, badający raporty finansowe SK Banku. Nadzór najpierw odrzucił proponowany plan naprawczy, a potem wprowadził do SK Banku zarząd komisaryczny, który miał sprawdzić co jest grane.

      KNF_komunikat

      No i sprawdził. Poprzedni zarząd zeznawał, że bank miał współczynnik kapitałowy (czyli własny kapitał w relacji do skali prowadzonej działalności) na poziomie 12,4%, ponad 400 mln zł własnego kapitału oraz zysk za pierwsze półrocze 2014 r. ponad 9 mln zł.(w całym roku bank pokazał 7,7 mln zł zysku). Czyli nieźle. Po gruntownym przetrzepaniu papierów i utworzeniu rezerw na nie trafione kredyty okazało się, że z portfela pożyczek 2,8 mld zł na straty trzeba spisać połowę (1,44 mld zł), zabezpieczenia części kredytów są nędzne, zarząd zgadzał się na dużo większą koncentrację kredytów, niż powinien i udzielał ich m.in. powiązanej ze sobą grupie firm deweloperskich oraz krewnym i znajomym królika (nie wiemy tylko kim jest królik). W efekcie bank ma ujemne fundusze własne, czyli jest bankrutem. KNF podjął jeszcze bohaterską próbę oddania restrukturyzacji banku któremuś z dużych banków (na tej samej zasadzie, na której banki przejęły kilka SKOK-ów), ale - jak można się spodziewać - tak dużego zgniłego jaja nikt nie chciał przyjąć na swe łono (choć podobno SK Bankowi wstępnie przyglądały się dwa banki, KNF nie podaje nazw tych nieszczęśników).

      Pierwsze bankomaty biometryczne: postawili je... spółdzielcy

      Co dalej? Bank oczywiście już nie otworzy swych oddziałów. Straty będą duże i dość spektakularne. Nie ma szans, by swoje wkłady członkowskie odzyskali jego współwłaściciele. Nie wiem ilu ich jest, pewnie kilka, może kilkanaście tysięcy. W bankach spółdzielczych, inaczej, niż w SKOK-ach, nie było ofert pozwalających mieć lepsze warunki kredytów i depozytów dzięki wykupieniu dodatkowych udziałów członkowskich (prawo regulujące ich działalność tego zabrania). Poniżej trochę danych o tym ilu w bankach spółdzielczych jest dużych udziałowców, a ilu z nich to - tak jak często w SKOK-ach - zwykli ciułacze:

      spdzielcze_udziaowcy

      Kto ma w banku depozyt mniejszy, niż równowartość 100.000 euro (jakieś 420.000 zł po przeliczeniu na "nasze") odzyska go w całości, razem z odsetkami, w ciągu 20 dni roboczych. Szczegóły poda Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Kto ulokował w banku więcej pieniędzy, prawdopodobnie ich nie odzyska (SK Bank oferował bardzo dobrze oprocentowane depozyty). Swoich pieniędzy w całości nie odzyskają też obligatariusze SK Banku. Jako największy bank spółdzielczy nie miał problemu z pozyskaniem chętnych, którzy pożyczyli mu pieniądze. Mało kto się spodziewał, że tak duża instytucja bankowa może zbankrutować. Dziś na giełdzie obligacji Catalyst są notowane trzy serie papierów wyemitowanych przez bank z terminami wykupu między 2019 a 2014 r.., oprocentowaniem WIBOR plus 3,2% o łącznej wartości 75 mln zł. Sądząc po notowaniach (66-90% wartości nominalnej) inwestorzy już wiedzą, że szanse na odzyskanie pieniędzy są niewielkie.

      Czytaj też: Depozyt w PKO BP bezpieczniejszy, niż w małym banku? Tak uważamy

      Dość mocno przerąbane ma Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który pokrywa straty deponentów w przypadku bankructwa jakiegoś banku lub SKOK-u. O ile w latach 1995-2014 w sumie wypłacił z tego tytułu 814 mln zł (jeśli nawet jakieś banki upadały, to były to maleństwa), o tyle tylko w tym roku na zwrot pieniędzy klientom SKOK Wspólnota wydał prawie miliard, a dla deponentów SKOK-u Wołomin - ponad 2 mld zł. Teraz zanosi się na kolejną, być może największą w historii wypłatę z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zahaczającą nawet o 3 mld zł. Banki dopiero co zapłaciły podwyższoną składkę na BFG (jego wartość to chyba ok. 17 mld zł), więc pieniędzy nie zabraknie, ale sytuacja, w której w jednym roku z funduszu wypływa 6 mld zł jest aferą bez precedensu. O ile kłopot SKOK-ów wynikał z faktu, że instytucje te pozostawały poza nadzorem państwa (były nadzorowane "po koleżeńsku" przez Kasę Krajową), o tyle banki spółdzielcze były pod kuratelą KNF. Komisja w swoim komunikacie informuje, że bank zrzeszający SK Bank (czyli Bank Polskiej Spółdzielczości) ani nie wnioskował do KNF o żadne działania nadzorcze, ani nie kwestionował sprawozdań finansowych SK Banku, ani nie udzielił mu wsparcia kiedy KNF zabrał się do prześwietlania sytuacji. Wychodzi na to, że nikt nic nie widział i nikt nic nie słyszał dopóki w KNF nie zorientowano się, że coś tu śmierdzi. Inna sprawa, że tu sytuacja jest nieco inna, niż w relacjach SKOK-ów z Krajową SKOK, bo  banki zrzeszające nie prowadzą funkcji kontrolnej nad bankami spółdzielczymi.

      Bank spółdzielczy szokuje: Będzie działał jak McDrive, przy stacji benzynowej

      Gdyby okazało się, że banki spółdzielcze są w podobnie trudnej sytuacji, jak SKOK-i, to byłoby bardzo źle. SKOK-i, choć jest ich dużo (ok. 50 spółdzielni) w sumie stanowią góra 2% sektora bankowego, zaś banki spółdzielcze - w liczbie ok. 500 - to jakieś 9-10% wartości aktywów i depozytów banków (zatrudniają też co piątego pracownika całej branży bankowej). Członkami banków spółdzielczych jest ponad milion Polaków, którzy wnieśli do nich swoje udziały. Na szczęście wydaje się, że afera w SK Banku jest raczej patologią, nie normalnością w bankach spółdzielczych. SK Bank, w odróżnieniu od innych dużych banków spółdzielczych - np. Podkarpackiego Banku Spółdzielczego (2,7 mld zł aktywów), Krakowskiego Banku Spółdzielczego (2,5 mld zł aktywów, 2,1 mld zł depozytów), czy owianego również złą sławą neoBanku (to tam grasowali słynni "czyściciele kamienic") - wyglądał od dłuższego czasu, jak gdyby "jechał" na dopingu. Jego aktywa rosły bardzo szybko, a wyróżniał się głównie wysokim oprocentowaniem depozytów i tym, że wszędzie go było pełno (sponsorował, reklamował się, wydawał furmanki pieniędzy na autopromocję). Można było podejrzewać, że tu chodzi o "przepompowanie" jak największej kasy z lokat w kredyty w możliwie krótkim czasie. Normalne banki spółdzielcze tak nie działają. Zresztą komentarz Łukasza Dajnowicza z KNF, który dostałem już po publikacji tekstu, mówi mniej więcej to samo:

      "Przykład banku w Wołominie nie jest reprezentatywny dla sektora banków spółdzielczych. Strategia realizowana przez poprzednie władze banku i nieprawidłowości, których się one dopuściły, nie wpisywały się w standardy obowiązujące w bankowości spółdzielczej"

      Według KNF z 500 banków spółdzielczych ok. 30 prowadzi postępowania naprawcze, ale przeważnie są to małe banki. Wśród dużych banków spółdzielczych KNF zażądał realizacji programu naprawczego jeszcze tylko od PBS Ciechanów (bank mający ok. 1,4 mld zł aktywów, pierwsza piątka na rynku). W sumie jednak - jak mówi poniższy wykres - trudno przypuszczać, by cały system banków spółdzielczych (podobnie jak to ma miejsce w SKOK-ach) stał na krawędzi wypłacalności.

      KNF_programy_napracze_spdzielcy

      Chociaż trzeba zauważyć, że w swoim komunikacie KNF pisze, że "czynnikiem wspierającym w najbliższej przyszłości bezpieczeństwo i stabilność banków spółdzielczych jest powstanie przy zrzeszeniach systemów ochrony instytucjonalnej (IPS), co pozwoli na zwiększenie efektywności wewnątrzzrzeszeniowych systemów kontroli wewnętrznej oraz systemów jednolitego zarządzania ryzykiem kredytowym przez wszystkich członków zrzeszenia". To oznacza, że KNF ma wątpliwości czy na poziomie banków zrzeszających banki spółdzielcze działa odpowiednio restrykcyjna polityka kontroli ryzyka. Ciarki chodzą po plecach na samą myśl, że mogłaby nie działać.

      OBEJRZYJ CYKL WIDEOPORADNIKÓW O OSZCZĘDZANIU. Jak z małych pieniędzy zbudować swój finansowy spadochron? Jak lokować pieniądze w erze niskich stóp procentowych? Jak uszyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania i nie dać nabić się w butelkę przez pośredników? Osiem pomysłów dla twojego portfela podanych w lekkostrawnej formule. Poniżej wybrane odcinki cyklu, ale oczywiście polecam wszystkie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „SK Bank, największy bank spółdzielczy w Polsce, jest bankrutem! Będą wielkie straty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 21 listopada 2015 12:46
  • poniedziałek, 03 sierpnia 2015
    • Czym różni się SKOK od spółdzielni mleczarskiej? I kto ma sprzątać, gdy mleko się rozlało?

      W piątek zapadło ważne rozstrzygnięcie w sporze o SKOK-i. Trybunał Konstytucyjny zastanawiał się, czy powinny one cieszyć się wolnościami większymi, niż inne instytucje finansowe m.in. dlatego, że są spółdzielniami, a nie klasycznymi korporacjami finansowymi. Posłowie i senatorowie PiS, dla których SKOK-i bywały nierzadko przyjaznym bankomatem, zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego aż kilkadziesiąt przepisów ustawy o SKOK-ach. Chodzi o nowelizację z 2009 r., która poddała SKOK-i kontroli KNF oraz tę z 2012 r., która dorzuciła państwowe gwarancje depozytów w zamian za możliwość przejmowania niewypłacalnych SKOK-ów przez banki. Politycy PiS stanęli w obronie swojej ulubionej instytucji finansowej twierdząc, że jest zbyt mocno ściśnięta wymogami. SKOK to przecież nie jest bank, tylko stowarzyszenie spółdzielców, ludzi dobrej woli. A tam gdzie ludzie chcą się gromadzić, żeby czynić finansowe dobro, nie powinni być ściskani tak, jak stricte komercyjne instytucje. Oto wnioski wypływające z orzeczenia Trybunału.

      1. NIE MA POWROTU DO NADZORU KOLEŻEŃSKIEGO. Trybunał Konstytucyjny rozprawiał nad czterema wnioskami w sprawie ustawy o SKOK-ach (poza parlamentarzystami PiS kilka "podejrzanych" przepisów znalazł też prezydent Bronisław Komorowski) przez bite trzy dni. Po czym orzekł, że część z zarzutów jest bez sensu (nie spełnia wymogów formalnych, albo są słabo umotywowane), część jest niesłuszna, a do poprawki nadaje się co najwyżej jeden przepis, który mówi o formie nadzoru nad małymi kasami. Chodzi o to, że z ustawy powinna wynikać możliwość odkręcenia im śruby. Trybunał nie powiedział jakie instrumenty nadzorcze warto małym SKOK-om zdjąć, ani co to znaczy "mały SKOK", ale według KNF takich "maluchów" jest mniej więcej 30 z 50 działających SKOK-ów, mają aktywa poniżej 100 mln zł każdy (większość - grubo poniżej) oraz 8% aktywów całego systemu SKOK. Jeden przepis do poprawki spośród kwestionowanych kilkudziesięciu - Trybunał Konstytucyjny zmiażdżył tych, którzy stawiają tezę, iż SKOK-i są ciemiężone przez przepisy, dyskryminowane, a przez złe prawo więdną i upadają. Takie "firmy" jak SKOK-i nie powinny być poddane nadzorowi koleżeńskiemu, lecz takiemu samemu, jak każda instytucja finansowa - powiedział Trybunał. Wyjątek mogą stanowić małe kasy, w których nadzór państwowy zastępuje więź członkowska (ludzie się znają i wzajemnie patrzą sobie na ręce). 

      2. WOLNOŚĆ GOSPODARCZA? NIE TAM, GDZIE SĄ DEPOZYTY. Trybunał uznał, że to dobrze, iż SKOK-i są pod nadzorem KNF i że państwo, jako gwarant pieniędzy ich klientów, ma prawo traktować SKOK inaczej, niż spółdzielnie mleczarskie. Tam gdzie wchodzi w grę pośrednictwo finansowe, zbieranie depozytów, obracanie nie swoimi pieniędzmi, każda instytucja finansowa - nawet spółdzielcza - ma mieć przykręconą śrubę. A więc: najważniejsze są depozyty klientów i cała idea wolności gospodarczej, swobody zrzeszania i spółdzielczości musi się podporządkować specjalnemu nadzorowi wynikającemu z faktu, że w tym rodzaju instytucji spółdzielczej obraca się miliardami złotych, pożyczonymi od ludzi. Przez 20 lat SKOK-i działały "na wariackich papierach". Trybunał powiedział: "nie ma powrotu do tej amatorszczyzny". W pewnych miejscach ustawa o SKOK przewiduje dla spółdzielców coś, co wyglądać może na szykany, jak np. zatwierdzanie umów zawieranych przez SKOK-i z Krajową SKOK, czy ograniczenia w inwestowaniu rezerw finansowych SKOK-ów, albo konieczność uzyskiwania zgody KNF na utworzenie SKOK-u. Posłowie PiS przedstawiali to jako przykład dyskryminacji i ograniczania wolności zrzeszania się. Powinni zerknąć do regulacji dotyczących banków, to dopiero by załamali ręce w sprawie wolności gospodarczych. Jak się zarządza nie swoimi pieniędzmi, tylko się je bierze - i to w wielomiliardowej wysokości - od milionów Polaków, to z wolnościami gospodarczymi częściowo się trzeba pożegnać.

      3. KRAJOWA SKOK: KONIEC WYMÓWEK. Ten wyrok Trybunału Konstytucyjnego umacnia legitymację KNF do restrukturyzacji SKOK-ów. Dziś działalność KNF jest często spowalniana lub przynajmniej kontestowana przez Krajową SKOK. Do tej pory SKOK-owcy mogli mówić, że cały ten KNF-owy nadzór jest podejrzany, bo przecież połowa przepisów, na podstawie których działa, jest kwestionowana przez Trybunał. Teraz już nic nie mogą mówić. Trybunał uznał, że objęcie przez KNF nadzoru nad SKOK-ami było uzasadnione, a sam nadzór nie nosi znamion arbitralności. A więc koniec gadania, że KNF stawia zbyt twarde warunki, że się czepia, albo że robi na złość. Legitymacja KNF, żeby restrukturyzować SKOK-i taką drogą, jak to czyni, została wzmocniona. A słabną argumenty Krajowej SKOK, że przecież można - tak jak w poprzednich latach - stosować strategię "wiódł ślepy kulawego", łączyć ze sobą kasy, rozwadniając ich problemy. To już było i efektów żadnych nie przyniosło, poza tym, że odsunęło o kilka lat "urealnienie" problemów i pozwoliło żerować na pieniądzach członków SKOK-ów różnym klikom.

      4. TRYBUNAŁ WYSTAWIŁ POLITYKOM RACHUNEK. To, że SKOK-i dopiero od niedawna są objęte państwowym nadzorem z prawdziwego zdarzenia jest winą wszystkich ekip politycznych, ze szczególnym uwzględnieniem tej, której ulubionym zajęciem bywało haratanie w gałę. Ale to, że od 2009 r. wprowadzanie nowych zasad nadzoru nad SKOK-ami było hamowane i sabotowane, jest już wyłączną winą polityków PiS. Prezydent Kaczyński zablokował wprowadzenie ustawy o SKOK, podejrzewając ją o niekonstytucyjność. Potem te argumenty przejęli parlamentarzyści PiS twierdząc, że wolności gospodarcze są łamane, a swoboda zrzeszania spółdzielców - brukana. Te wątpliwości - jak widać kompletnie nieuzasadnione - pośrednio kosztowały nas, klientów banków, do tej pory 3,2 mld zł. Koszt finansowego bałaganu w SKOK-ach, poniesiony przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, banki częściowo przerzucą na nas w niższych odsetkach od lokat, wyższym oprocentowaniu kredytów, prowizjach bankowych. Na razie - gdyby rozłożyć go pomiędzy wszystkich posiadaczy kont osobistych - rachunek wyniósłby  mniej więcej 110 zł na przeciętny ROR.

      Porządkowanie SKOK-ów może kosztować 7 mld zł (tak liczy Związek Banków Polskich) lub nawet na 12 mld zł (tak twierdzi ekonomista Jerzy Osiatyński). Politycy PiS - broniący jak niepodległości starego układu w SKOK-ach - mogliby nam powiedzieć skąd wziąć pieniądze, które będziemy musieli zapłacić za SKOK-i.. Ze składek partyjnych? Ze SKOK-owego holdingu w Luksemburgu? Z zarobków i fortun tych, którzy przez 20 lat rządzili Krajową SKOK? A może posłowie PiS powinni złożyć w Sejmie projekt wyjęcia depozytów dwóch milionów członków SKOK-ów spod ochrony Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, przerzucając koszty swych błędów z podatników i klientów banków,na tych, którzy im i SKOK-om zaufali? A potem do każdego z członków SKOK-ów wysłać osobisty liścik z przeprosinami: "To nasza wina, nie dopilnowaliśmy, sorry". Poważnie pytam, taka myśl wpadła mi do głowy po przeczytaniu tego cytatu:

      "Dla celów ekonomizacji życia publicznego można bardzo daleko ingerować w działalność tych podmiotów i przedkładać racje ekonomiczne, biznesowe ponad poczucie sprawiedliwości czy praworządności"

      - skomentował w wypowiedzi dla PAP wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie SKOK Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK-ów. Mam nadzieję, że politycy PiS, obecni i byli członkowie władz Krajowej SKOK, ich współpracownicy oraz rodziny w ramach tego samego "poczucia sprawiedliwości i praworządności" przekażą swoje wynagrodzenie oraz oszczędności na jakiś, dajmy na to, Koleżeński Fundusz Gwarancyjny, który nie dopuści do tego, żebyśmy wszyscy ponosili konsekwencje finansowe fatalnego zrządzania systemem SKOK i opóźniania poprawy jakości nadzoru nad nim. Bo płacenie przez nas wszystkich za bałagan w SKOK-ach ze sprawiedliwością i praworządnością nie ma przecież nic wspólnego, prawda?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „Czym różni się SKOK od spółdzielni mleczarskiej? I kto ma sprzątać, gdy mleko się rozlało? ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 sierpnia 2015 08:41
  • sobota, 25 lipca 2015
    • SKOK-owcy gryzą pomocną dłoń, ale rachunek chętnie nam wystawią. Kogo kopnąć w tyłek?

      Mam coraz większe wątpliwości czy system spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych da się jeszcze uratować przed upadłością. Na razie z ponad 50 działających SKOK-ów upadło "tylko" kilka kas (ale dość sporych), zaś kilka kolejnych przejęły banki. System się skurczył, ale większość SKOK-ów wciąż obsługuje klientów. Tyle, że mijają miesiące i kwartały, a sytuacja finansowa SKOK-ów wciąż jest dramatycznie zła i nic nie wskazuje na to, by miała się poprawić. Niedawno Komisja Nadzoru Finansowego podała, że po pierwszym kwartale SKOK-i mają - zdaniem rachmistrzów KNF, bo Krajowa SKOK ocenia sytuację inaczej - deficyt funduszy własnych na poziomie ponad 1,2 mld zł. Innymi słowy - i pisząc w dużym uproszczeniu - takie pieniądze powinny dopłacić dwa miliony członków-"udziałowców" SKOK-ów, by były one w stanie dziś prowadzić w miarę bezpieczną działalność. Ponad rok temu, relacjonując sytuację SKOK-ów, pisałem "miliard potrzebny od zaraz", więc widać, że nie idzie ku dobremu. Fundusze własne są fundamentem działalności każdej firmy finansowej, bo gwarantują, przynajmniej częściowo, zwrot pieniędzy deponentom z własnych pieniędzy fundatorów firmy, gdyby nie udało się odzyskać pieniędzy "zainwestowanych" przez tę firmę w pożyczki. W przypadku banków mierzący ową zdolność współczynnik wypłacalności wynosi średnio 12-13%. W przypadku SKOK-u minus 3,8%.

      CZY SYSTEM SKOK MOŻE WYJŚĆ NAD WODĘ? Co więcej, nawet gdyby członkowie SKOK-ów - albo osoby odpowiedzialne za cały bałagan, zarządzające nieudolnie systemem kas przez 20 lat, z senatorem Grzegorzem Biereckim na czele - jakimś cudem wpłaciły te 1,2 mld zł, to nic by to nie dało, bo SKOK-i są wciąż nierentowne. Rok temu KNF szacowała straty wszystkich SKOK-ów na 600 mln zł, teraz już na prawie 720 mln zł. Przy tak potężnych stratach w SKOK-i - tak, jak nie przymierzając w polską służbę zdrowia - można wpompować dowolnie wielką kasę, a i tak zniknie w czarnej dziurze i będzie potrzebna kolejna. SKOK-owcy tłumaczą, że "prawdziwe" straty są mniejsze lub nie ma ich w ogóle (wczoraj w komunikacie Krajowa SKOK napisała, że system na poziomie operacyjnym generuje 50 mln zł zysku, ale dlaczego wyliczenia KNF miałyby być aż tak bardzo mylne?), a Kasy muszą działać w warunkach co i rusz zmieniających się rozporządzeń dotyczących rachunkowości, ale nie są wiarygodni, bo - było o tym w blogu kilka lat temu - sami zaniżali rezerwy na złe kredyty. Jaką więc mają legitymację moralną, żeby teraz krytykować regulacje księgowe nakładane przez Ministerstwo Finansów? Zapewne mają one na celu dostosowanie rachunkowości kas do reguł, których muszą przestrzegać wszystkie firmy finansowe - w tym banki komercyjne oraz spółdzielcze. SKOK-owcy są przyzwyczajeni, że przez lata byli tylko głaskani przez regulacje jako "krajowy kapitał". Teraz muszą działać tak jak wszyscy i okazuje się, że wtedy jest jakoś trudniej.

      CO MIAŁ NA MYŚLI "DZIEDZIC" PRUSKI? Wydaje mi się, że sprawa stanęła na ostrzu noża. Im dłużej będzie trwała sytuacja, w której system jest trwale nierentowny, tym większa będzie dziura w kapitałach i tym więcej na koniec za bałagan w SKOK-ach zapłacimy. W relacji PAP z posiedzenia sejmowej podkomisji przeczytałem, że prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego Jerzy Pruski mówił, iż gdyby nie przejęcia niektórych kas przez banki, Fundusz musiałby wypłacić w postaci gwarancji depozytów dla klientów SKOK-ów cztery razy więcej pieniędzy. Nie bardzo rozumiem o co mu chodziło: bo Fundusz i tak musiał już wypłacić 3,2 mld zł. Albo to "razy cztery" dotyczyło alternatywy w stosunku do upadłości kas, które zostały przejęte przez banki, albo... prezesowi Pruskiemu wyrwały się niechcący symulacje co by było, gdyby wszystkie SKOK-i upadły, zamiast zostać przejęte przez banki. Rachunek wyniósłby 12 mld zł? Ciarki chodzą po plecach. Trudno liczyć, że banki będą gremialnie przejmować SKOK-i, bo przecież nie o to chodzi w restrukturyzacji systemu, żeby SKOK-i "ubankowić". Co to wszystko oznacza? Ano dość duże i rosnące każdego dnia ryzyko, że na ratowanie SKOK-ów złożyć się będą musiały nie tylko banki i ich klienci (jak do tej pory), ale i wszyscy podatnicy. Władze z oczywistych nie dopuszczą, by całe kilkanaście miliardów złotych z funduszu gwarantowania depozytów poszło na spłacanie deponentów SKOK-ów, bo oznaczałoby to bezprecedensową grabież i zniszczenie poduszki bezpieczeństwa, którą system bankowy gromadził przez całe lata.

      POLITYCY PRZEJRZELI NA OCZY. ZA PÓŹNO? Jestem urlopowo daleko od kraju, ale docierają do mnie wieści, że sejmowa podkomisja napisała raport, z którego wynika, że trzeba będzie powołać do zbadania przekrętów wokół SKOK-ów komisję śledczą (mon Dieu, politycy dopiero teraz, przed wyborami, raczyli zauważyć jak koszmarnie korupcjogenny był sposób zarządzania SKOK-ami przez 20 lat, choć wspólnie z Bianką Mikołajewską piszemy o tym od mniej więcej 10 lat), a minister finansów nazwał cały system "piramidą". Ja bym się tak daleko nie posunął w ocenach, to był po prostu skrajnie źle zarządzany system finansowy, na którym pasożytowały różne grupy sprytnych biznesmenów (bo czym innym, jak nie pasożytnictwem, był wszechogarniający SKOK-i outsourcing, z wyprowadzeniem na zewnątrz wynajmu nieruchomości, czy działalności pożyczkowej?). Politycy różnych opcji - najbardziej ci z PiS, którym szefostwo SKOK-ów sprzyjało - mieli w nosie, że jest sobie jakiś Grzegorz Bierecki, który jednocześnie był szefem zarządu systemu SKOK (prezesem Krajowej SKOK), głównym "udziałowcem" (szefem Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych,mającej 75% udziałów w Krajowej SKOK) oraz kontrolerem (Krajowa SKOK ustalała normy ostrożnościowe dla wszystkich SKOK-ów). I że sam sobie urzeźbił system ochrony depozytów (oparty na TUW SKOK i z takim limitem odpowiedzialności Towarzystwa, że posiadaczom depozytów w największych SKOK-ach prawdopodobnie niczego nie gwarantował). I że ten cały układ częściowo został "wyeksportowany" za granicę, do Luksemburga.

      Zwykle jest tak, że intensywna restrukturyzacja firmy finansowej - urealnienie wartości i sprzedaż zbędnych elementów majątku, zerwanie niekorzystnych umów, ograniczenie skali działalności, próba wyciśnięcia największej wartości z portfela nie spłacanych pożyczek, zastrzyk płynności z zewnątrz (żeby nie skończyć jak banki w Grecji) - przynosi efekty. Powstaje mocno skurczona, ale wydajniejsza organizacja, po pewnym czasie uzyskująca zdolność wzrostu. Jeśli jest źle, to łączy się te wszystkie patenty z utworzeniem "złego banku" i przekazaniem toksycznych aktywów do osobnego wehikułu zarządzanego przez speców od restrukturyzacji. Wówczas w dotychczasowej organizacji zostaje tylko to, co działa dobrze i po odciążeniu od "śmieci" znów może zacząć rosnąć. Na to wszystko czasem nakłada się "haircut", czyli podatek na właścicieli, obligatariuszy lub (taki przypadek mieliśmy na Cyprze) deponentów. Jak idzie o trwającą już trzeci rok restrukturyzacji SKOK-ów na razie wszystkie zastosowane sposoby zawodzą. I to jest dla mnie najbardziej niepokojące, bo oznacza, że im dłużej będzie trwała agonia SKOK-ów, tym więcej wszyscy za nią zapłacimy

      A MOŻE... TRZEBA KOPNĄĆ W TYŁEK CZŁONKÓW SKOK? Tak naprawdę najbardziej sprawiedliwym wyjściem byłoby ogłoszenie bankructwa przez wszystkie kasy nie dające rękojmi wyjścia na prostą i obłożenie ich członków ("udziałowców") podatkiem (najłatwiej byłoby nałożyć podatek od depozytów, choć być może i na udziały członkowskie). Wiem, to radykalny pomysł. Ale jak słyszę, że większość SKOK-ów nie realizuje rekomendowanych przez państwowy nadzór programów restrukturyzacyjnych, a za chwilę te SKOK-i wyciągną ręce po państwowe gwarancje depozytów, to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera. Skoro Krajowej SKOK nie zależy na współpracy z państwowym nadzorcom, to powinno na niej zależeć właścicielom, członkom SKOK-ów. Wygląda na to, że im też nie zależy, bo trzymają w zarządach kas ludzi, którzy nie realizują zaleceń "sponsora" gwarancji ich depozytów. Klienci wpłacali pieniądze do SKOK-ów, bo te - nie mając wielu "bankowych" obowiązków - płaciły za depozyty dużo więcej, niż banki. Dlaczego teraz klienci banków mają gwarantować członkom SKOK-ów zwrot wszystkich tych pieniędzy z odsetkami? W oddziale żadnego SKOK-u nie jest napisane, że jest to bank, więc członkowie SKOK-ów musieli mieć świadomość, że prowadzą swego rodzaju "hazard moralny". Klientom Amber Gold też nikt nie oddaje depozytów, chociaż przecież firma wydawała miliony na reklamę w telewizji, miała własną linię lotniczą, sieć oddziałów, oferowała "lokaty" oraz "system gwarancyjny" z którego żona Marcina P. wypłacała pieniądze, kiedy potrzebowała pójść na zakupy.

      Porównanie SKOK-ów do Amber Gold, który był zwykłą piramidą finansową, jest krzywdzące. Jednak wkurza mnie, że w SKOK-ach gryzą pomocną dłoń, która została do nich wyciągnięta. Gdyby SKOK-om zostawić ich własny system gwarantowania depozytów, to w kilka tygodni byłoby pozamiatane. SKOK-owcy dostali "prezent" fundowany im przez klientów banków, ale nie chcą przyjąć w związku z tym żadnych obowiązków (np. rzetelnej restrukturyzacji). Może więc zwykłym członkom SKOK-ów trzeba przedstawić wybór - albo odstawiacie od żłobu tych kolesi, którzy po prostu chcą pasożytować na nas wszystkich jak długo się da, być może przekazując wyciśniętą kasę swoim "sponsorom", albo stracicie część pieniędzy. Jeśli stracicie, zwróćcie się proszę o ich zwrot do ekipy Grzegorza Biereckiego, która tak zorganizowała system, że mógł sprawnie działać tylko poza "oficjalnym" systemem i regulacjami. Możecie się też zwrócić z o odszkodowanie do polityków PiS, czyli partii, której prominentni działacze przez lata opóźniali objęcie SKOK-ów państwowym nadzorem i normalnymi zasadami. I od zawsze uważali (zapewne nie bezinteresownie), że tak działające SKOK-i są ideałem narodowego dzieła samopomocy finansowej. Do nas, klientów banków, ani do podatników po swoje pieniądze nie przychodźcie, bo pozwalacie na to, że do rachunku są dopisywane kolejne kwoty.

      SKOK-i URZEŹBIĆ OD NOWA? Być może trzeba podjąć męską decyzję i zacząć budować spółdzielcze kasy oszczędnościowo-pożyczkowe od nowa? Nowe SKOK-i, poddane nowym regułom - i być może nawet korzystające z preferencji, o ile będą prowadziły działalność wyłącznie lokalną, w skali pojedynczej gminy - stałyby się z czasem silną, lokalną nogą polskiego świata finansów. Tam, gdzie nie docierają banki komercyjne, gdzie nawet bankom spółdzielczym się nie opłaca, bo są już za duże, byłyby SKOK-i, jako antidotum na ofensywę pazernych i szkodliwych firm pożyczkowych. Czy to się da przeprowadzić w oparciu o istniejącą strukturę? Mam coraz większe wątpliwości. Najpierw kasy musiałyby stanąć finansowo na nogi, na co się nie zanosi i nawet nie wiadomo czy chcą stanąć na nogi (może wolą być przepompownią kasy do kieszeni biznesmenów i być może też polityków tak długo, jak kasa się nie skończy?). Wygląda na to, że włodarze systemu SKOK też nie ułatwiają. W relacji PAP z posiedzenia sejmowej podkomisji przeczytałem, że według Andrzeja Jakubiaka, szefa KNF, 27 kas wymaga restrukturyzacji, ale tylko 8 kas realizuje program naprawczy, rekomendowany przez KNF. Jako posiadacz depozytów w polskich bankach, a więc osoba współfinansująca tę całą zabawę, mam ochotę powiedzieć: koniec balu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „SKOK-owcy gryzą pomocną dłoń, ale rachunek chętnie nam wystawią. Kogo kopnąć w tyłek?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lipca 2015 09:56
  • poniedziałek, 20 kwietnia 2015
    • "Ochrona przed lichwą i wyzyskiem" w praktyce. Trzymiesięczne "wakacje" kosztowały...

      Ile może kosztować prolongowanie kilku rat kredytu? Pytanie jest zasadne, bo przecież to jest właśnie podstawowa metoda restrukturyzacji zadłużenia proponowana klientom przez banki. "Jeśli masz przejściowe trudności ze spłacaniem rat, wystąp o wakacje kredytowe, a przez kilka miesięcy będziesz miał święty spokój. Kasę oddasz później" - kuszą bankowcy. Cóż, takie wakacje kredytowe mogą być dobrym pomysłem, ale mogą też być ogromnie kosztowne dla kredytobiorcy. Zwłaszcza jeśli wakacje są przyznane na początku trwania umowy kredytowej (gdy kapitał do spłaty jest jeszcze wysoki), zaś od tego całego dobrodziejstwa będą naliczane wysokie odsetki. Dziś mam na tapecie taki właśnie przypadek. Co ciekawe, rodem nie z banku, lecz z jednego ze SKOK-ów, a więc instytucji, które ostatnio reklamują się hasłem, iż "chronią rodziny przed lichwą i wyzyskiem" oraz tym, że oferują "Korzystne rozwiązania dla polskich rodzin". Jak największy ze SKOK-ów - czyli Kasa Stefczyka - chronił partnerkę mojego czytelnika przed lichwą i wyzyskiem?

      SKOKreklamakorzystnePartnerka pana Rafała zaciągnęła 100.000 zł pożyczki konsumpcyjnej rozłożonej ma pięć lat (60 rat płatnych co miesiąc). Umowa została podpisana w listopadzie 2011 r., zaś oprocentowanie ustalono na 19% w skali roku. Trudno uznać na takich warunkach pożyczkę (wyłączoną spod działania ustawy o kredycie konsumenckich) za czynnik "chroniący polskie rodziny przed lichwą i wyzyskiem", ale jak wiadomo największe SKOK-i nie mają już zbyt wiele wspólnego z samopomocowymi, misyjnymi instytucjami, oferującymi tanie pożyczki znającym się nawzajem ludziom. Miesięczna rata pożyczki miała wynosić 2588 zł, w tym 15 zł składki na IKS (Indywidualne Konto Spółdzielcze). Łączny koszt, czyli nadwyżka między kwotą pożyczoną, a tą, którą trzeba oddać SKOK-owi, wynieść miał, zgodnie z harmonogramem pożyczki, 54.400 zł. Dość szybko, bo już latem 2012 r. pojawiły się kłopoty ze spłacaniem rat, a jesienią partnerka pana Rafała wystąpiła do SKOK-u o trzymiesięczne wakacje kredytowe - od lipca do września. SKOK ochoczo na to przystał, bo przecież oferuje "korzystne rozwiązania dla polskich rodzin". Wkrótce spisano aneks i wyznaczono nowy harmonogram spłat, obejmujący scenariusz trzymiesięcznych wakacji kończących się w październiku 2012 r.

      Do momentu spisania aneksu partnerka mojego czytelnika spłaciła sześć rat, w tym 8.000 zł kapitału i niecałe 10.000 zł odsetek. Do spłaty zostało 91.800 zł przy założeniu, że okres spłaty ma zostać ten sam i miesięczna rata też. Ponieważ trzy raty o wartości ok. 7.800 zł nie zostały zapłacone, SKOK zaproponował coś w rodzaju raty balonowej - spłacenia wszystkich zaległości dopiero na koniec okresu kredytowania, czyli razem z 60. ratą. Ową ratę balonową obliczono na 23.790 zł. Według nowego harmonogramu w ciągu 49 pozostałych do zapłaty rat partnerka pana Rafała miała zapłacić łącznie 58.000 zł odsetek - czyli więcej, niż wynosiły odsetki wyliczone na samym początku spłacania pożyczki. Choć przecież od tego czasu do momentu wakacji kredytowych klientka spłaciła 10.000 zł odsetek! Oznacza to, że te pieniądze z punktu widzenia klientki zostały wyrzucone w błoto, zaś koszt trzymiesięcznych wakacji kredytowych SKOK Stefczyka "wycenił" na kilkanaście tysięcy złotych dodatkowych odsetek.

      Jak to możliwe? Cóż, sam nie pojmuję do końca tej inżynierii finansowej, która doprowadziła do takiej sytuacji. Z tłumaczeń SKOK-u - o które zwrócili się klienci ustami wynajętego prawnika - wynika, że od strony matematycznej wszystko jest OK. Przez cztery miesiące (bo w tzw. międzyczasie nastąpiła jeszcze jednomiesięczna obsuwa w spłacie) klientka nie tylko nie spłacała rat kapitału, ale i nie płaciła od tego długu odsetek, które SKOK podsumował na 6.000 zł (w tym czasie wzrosło oprocentowanie kredytu z 19% do 20%). Po zakończeniu wakacji kredytowych przez kolejne cztery miesiące klientka spłacała co prawda po 2573 zł raty miesięcznej, ale w całości szła ona na te niezapłacone odsetki. Ta niedopłata prawdopodobnie "napompowała" niezapłacony kapitał - w poszczególnych miesiącach jego saldo pozostające do spłaty było znacznie wyższe, niż pierwotnie. I klientka płaciła od tego odsetki. W sumie klientka nie spłacała kapitału przez osiem miesięcy, co spowodowało, że ostatnia "rata balonowa" stała się aż tak wysoka. Patrząc jeszcze inaczej: klientka nie płaciła kilku rat, więc SKOK de facto ustawił je na końcu kredytu i - jak można się domyślać - przez cały czas naliczał od tego odsetki. Bilans wyszedł jaki wyszedł. Odroczenie w płatności trzech rat - tylko odroczenie, nie umorzenie! - spowodowało, że klientka SKOK-u zapłaci za kredyt o kilkanaście tysięcy więcej.

      SKOKharmonogram

      Wniosek? Występując o przerwę w spłacie pożyczki - z bankiem, SKOK-iem lub innym pożyczkodawcą - warto się upewnić jak będą rozliczane niezapłacone raty kapitałowe. Im większa część kapitału do spłaty zostanie przesunięta na koniec, w ramach raty balonowej, tym więcej trzeba będzie zapłacić od niego odsetek w całym czasie spłaty kredytu lub pożyczki. Owo przesunięcie może nastąpić celowo (tak jest w klasycznych kredytach z ratą balonową) lub wynikać ze stałej raty, w której większą część stanowią odsetki, a mniejszą - kapitał, który sam "przesuwa się" na koniec (taki mechanizm zadziałał najpewniej w tym przypadku). Od razu napiszę, że nie jest to nic nadzwyczajnego, dokładnie tak samo działały oferowane swego czasu przez Getin Bank aneksy typu "Mini Procent", czy "Mini Ratka". Czasem jeszcze od tego typu dobrodziejstw banki naliczają klientom prowizje :-)

      stefczykpolskikapital1To tak naprawdę jest też opowieść o systemie stałych rat, w którym zwykle spłacamy nasze pożyczki. Bankowcy i SKOK-owcy go uwielbiają, bo dzięki nim kapitał do spłaty spada wolniej (w każdej racie na początku spłat jest więcej odsetek, niż kapitału), a dzięki temu odsetki są wyższe. Klient jest zadowolony, bo gdyby spłacał pożyczkę w systemie rat malejących, to na początku jego raty byłyby wyższe (w każdej racie byłaby taka sama część kapitału do spłaty, a raty spadałyby ze względu na coraz mniejszą porcję "doklejanych" do kapitału odsetek).

      O co mam do SKOK-u pretensje? O to, że właśnie tym powinny się różnić SKOK-i od banków, że tam powinien być ktoś, komu zależy, by klient - współwłaściciel Kasy - otrzymał rozwiązanie najbardziej korzystne dla siebie, a nie dla SKOK-u. W tym przypadku było odwrotnie: SKOK zachował się dokładnie tak, jak bank. Czy można było inaczej przeliczyć raty? Cóż, być może dałoby się zwiększyć porcje kapitału spłacanego z poszczególnymi ratami i tym samym zwiększyć owe raty, ale dzięki temu zaoszczędzić na odsetkach? Albo w ogóle nie liczyć odsetek od tych wakacji kredytowych, które przecież powinny być dla członka kasy ulgą, a nie młyńskim kamieniem? Partnerkę mojego czytelnika potraktowano jak klientkę, a nie jak współwłaściciela całego interesu.  Ten przykład paradoksalnie pokazuje jak bardzo potrzebne są SKOK-i. Ale takie "prawdziwe", rzeczywiście lokalne, będące blisko klientów i nie nastawione na zysk. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „"Ochrona przed lichwą i wyzyskiem" w praktyce. Trzymiesięczne "wakacje" kosztowały... ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 kwietnia 2015 08:52
  • środa, 18 marca 2015
    • Sprzedaż wiązana a la SKOK: dobra lokata za udziały. Niektórzy klienci mają za złe, bo...

      Powtarzam od wielu miesięcy, że zamieszanie wokół SKOK-ów w zasadzie nie dotyczy ich członków, którzy są bezpieczni dzięki gwarancjom rządowym dla depozytów. Wokół szaleje burza - wymienię tyko najważniejsze z kontrowersji: "wyeksportowanie" części systemu za granicę dzięki spółce SKOK Holding, gigantyczne przekręty kredytowe w SKOK Wołomin, zniknięcie z rynku czterech Kas (dwa bankructwa i dwa przejęcia przez banki), czy ostatnio przypomniane przez KNF przeniesienie kilkudziesięciu milionów ze SKOK-owej fundacji do prywatnej spółki - ale członkowie Kas mogą spokojnie liczyć odsetki od swoich depozytów. Fundowany im - nota bene głównie przez klientów banków, ale to szczegół - system gwarancji depozytów obejmuje bowiem nie tylko kapitał, ale i odsetki (limit odpowiedzialności BFG wynosi 100.000 euro). Choć oczywiście podzielam przekonanie, że trzymając pieniądze w SKOK-ach nie ma co się niepokoić, gdyż są one gwarantowane tak samo, jak te w banku, to jednak muszę zauważyć, że niepokoje wokół kas wywołują ostatnio nerwowość wśród niektórych - tych najmniej lojalnych, nastawionych głównie na wysoki dochód z odsetek - członków.

      Zgłosiło się do mnie ostatnio kilkoro członków SKOK-ów, którzy twierdzą, że w ostatnich miesiącach, przy okazji lokowania w Kasach swoich oszczędności, zostali wmanewrowani w taki mały nieetyczny cross-selling - razem z lokatą dali się namówić na zakup większej puli udziałów w danym SKOK-u, których to udziałów teraz nie da się łatwo wycofać, a w dodatku - jak się dowiedzieli dopiero po zgłębieniu tematu - te pieniądze nie są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. A oni by chcieli je wycofać, bo po upadku kilku SKOK-ów stracili do spółdzielczego ruchu zapał. W zasadzie nie ma tu żadnej afery: w SKOK-ach każdy powinien wykupić udziały - tym różni się SKOK od banku, że klient jest jednocześnie współwłaścicielem Kasy i - przynajmniej w teorii - może współdecydować o jej losie. I to jest fajne, dopóki oczywiście SKOK nie staje się ogólnopolskim kolosem, w którym zdolność decyzyjna pojedynczego spółdzielcy jest żadna. O przerobienie SKOK-u na taki system złożony z kolosów mam od lat pretensję do jego twórców, z Grzegorzem Biereckim, obecnym senatorem na czele.

      Tych udziałów ludzie kupili całkiem sporo. Fundusz udziałowy w SKOK-ach wynosi w sumie 270 mln zł. Oprócz udziałów - ich cena wynosi od 1 zł do 50 zł, w zależności od SKOK-u - członkowie wnoszą również wkłady członkowskie, ale ich wartość nie jest ujmowana w raportach KNF o sytuacji Kas, więc nie będę zamulał nimi wywodu. Z udziałami jest zaś tak, jak z akcjami. Jeśli jakiś SKOK upada albo jest przejmowany przez bank, to udziały członkowskie raczej przepadają (a nawet jeśli nie idą bezpośrednio na pokrycie strat, to są ostatnie w kolejce do zaspokojenia). To oznacza, że wcale nie jest tak, iż deponent w SKOK-u odzyskuje wszystkie swoje pieniądze, bo ma gwarancje BFG. Jeśli wykupił tylko jeden udział - jego strata jest symboliczna. Ale jeśli włożył do SKOK-u kilka tysięcy złotych... może mieć stresik. W takiej sytuacji są członkowie SKOK-ów, którzy zgłosili się do mnie ostatnio. Ale i tu nadal nie ma afery. Czy ktoś ich zmusił do wykupienia dodatkowych udziałów? Oczywiście nie: po prostu weszli - nie wiem tylko, czy do końca świadomi warunków - w promocję gwarantującą lepsze warunki depozytu w zamian za wykupienie większej liczby udziałów.

      trzynastkaskok

      SKOK-i często organizowały i organizują tego typu promocje - oferują dobrze oprocentowany depozyt jeśli członek wykupi dodatkowe udziały. W SKOK Nike na lokacie "Szczęśliwa 13-tka" można zarobić nawet 3,75% w skali roku wykupując 50 udziałów po 30 zł każdy ("zwykły" klient dostaje na identycznym depozycie tylko 3%). W SKOK Jaworzno na lokacie "3" klient bez udziałów (takich też obsługuje Kasa) dostaje 3%, a jeśli opłaci przynajmniej 16 udziałów - dostanie 3,3%. Nota bene w tym ostatnim SKOK-u poziom obsługi potencjalnego klienta jest o niebo wyższy, niż w niejednym banku. Sprawdzałem osobiście. Nawet w upadłym SKOK Wołomin były takie promocje - oprocentowanie dla posiadacza co najmniej 50 udziałów było lepsze o 0,2%, niż standardowe. W oferowaniu lepszych warunków większym "udziałowcom" również, moi mili, nie ma nic złego, o ile członkowie zdają sobie sprawę, że udziały nie są objęte gwarancjami państwowymi. A także: że nie można ich dostać z powrotem zaraz po likwidacji lokaty. Dzieje się to dopiero po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego za rok, w którym członek złożył deklarację, że chce zabrać udziały. Gdybym dziś chciał wycofać moje udziały z Kasy, to dostałbym je mniej więcej w połowie 2016 r.

      Problem polega na tym, że klienci SKOK-ów, którzy się do mnie ostatnio zgłaszali, twierdzą, że o statusie tych nadobowiązkowych udziałów nikt ich nie informował. Wszędzie tylko były ulotki, że "promocja" i że trzeba kupić udziały. Czasem pracownik zaznaczył, że udziały nie są oprocentowane, a więc trzeba je potraktować jako "bilet wstępu" do dobrej lokaty. Ale o tym, że są do odzyskania np. za półtora roku - klientom nie mówiono. A lokaty były naprawdę dobre, widziałem umowy depozytowe sprzed kilkunastu miesięcy, w których oprocentowanie było dwa razy wyższe od średniej rentowności depozytu w banku. Grzechem byłoby nie kupić dodatkowych udziałów, żeby się włączyć do tej gry, nie zadając zbędnych pytań. To trochę tak, jak z cross-sellingiem w banku: chcesz dostać kredyt, to musisz kupić do niego ubezpieczenie. Albo z lokatą na 6%, którą właśnie zaproponowano mojej czytelniczce w Expanderze. Samo złoto, ale trzeba jednocześnie wejść w produkt strukturyzowany, który raczej nie zarobi.

      No i w SKOK-ach też chyba tak bywało - dobrze oprocentowana lokata z dodatkowymi udziałami w pakiecie, bez wyjaśniania szczegółów i wchodzenia w meandry. Byle szybciej, bo promocja może się skończyć. Jedna z moich czytelniczek mówiła, że nie widziała statutu SKOK-u, ani regulaminu promocji, więc tak naprawdę dopiero po jakimś czasie dowiedziała się na jakich warunkach włożyła do SKOK-u udziały w "pakiecie promocyjnym".Ilu jest takich klientów depozytowych, którzy w SKOK-ach są tylko po to, by lokować pieniądze na jak najwyższy procent? Jaka część z nich wykupiła udziały za kilka tysięcy złotych, żeby zarabiać znacznie szybciej? Jaka część z tej części może nie zdawać sobie sprawy z tego, że udziały są "trudnowyciągalne" i teoretycznie mogą przepaść w przypadku kłopotów finansowych SKOK-u? Nie mam zielonego pojęcia. Do mnie przyszły osoby starsze, emeryci, którym sprzedawcy nie tłumaczyli istoty udziałów, tylko powiedzieli, że trzeba kupić trochę nieoprocentowanych "cegiełek", żeby cieszyć się wysokim procentem na lokacie.

      Członkom SKOK-ów, którzy też czują się teraz nieswojo, chcę powiedzieć, żeby cieszyli się dobrym oprocentowaniem swoich pieniędzy. Nawet gdyby SKOK-owi coś niedobrego się przydarzyło, to główna część ich oszczędności jest bezpieczna. Publikuję tę historię nie po to, żeby kogokolwiek straszyć lub stresować. Raczej po to, żeby przypomnieć, że nawet w segmencie spółdzielczych kas obowiązuje stara reguła "no risk, no fun". Albo inaczej: nie ma zysku bez ryzyka. Macie wyjątkowo dobrze oprocentowaną lokatę, ale w zamian trzeba było trochę pieniędzy zablokować na długo i bez 100-procentowej gwarancji ich odzyskania. Drugim celem tej blogonotki jest prośba do pracowników SKOK-ów: nie ukrywajcie przed klientami (zwłaszcza tymi, którzy przyszli tylko po depozyt), że udziały są "trudniejodzyskiwalne". Większość klientów i tak jest z Wami dlatego, że Wam ufa, więc się nie przestraszą. A pozostali prędzej czy później się zorientują i poczują się wmanewrowani. A wtedy i tak już na nich nie zarobicie, bo przy pierwszej okazji zabiorą udziały, wkłady i uciekną.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Sprzedaż wiązana a la SKOK: dobra lokata za udziały. Niektórzy klienci mają za złe, bo...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 18 marca 2015 17:10
  • wtorek, 10 marca 2015
    • SIN City, czyli kontrowersyjny SKOK na fundację. Tarantino by tego lepiej nie wymyślił :-)

      Za sprawą Andrzeja Jakubiaka, szefa Komisji Nadzoru Finansowego, dostaliśmy darmowe bilety do kina na pokaz kolejnego odcinka serialu sensacyjnego pt. "wyprowadzanie pieniędzy ze spółdzielczego ruchu SKOK do prywatnych kieszeni". W roli pierwszoplanowej tej superprodukcji występuje Grzegorz Bierecki, twórca i przez kilkanaście lat główny zarządca systemu SKOK. Dziś senator PiS i szef WOCCU, organizacji, która skupia spółdzielnie finansowe w różnych krajach. W tym odcinku serialu będzie burząca krew w żyłach historia likwidacji pewnej fundacji oraz "sprywatyzowaniu" pewnej spółdzielni, dzięki czemu ktoś stał się jeszcze bardziej bajecznie bogaty. Bo wiadomo, że w dobrym kryminalnym serialu sensacyjnym wszystko kręci się wokół...

      No dobra, bez jaj, bo tu chodzi o naprawdę duże pieniądze. Takie, za które dałoby się zrealizować niejedną superprodukcję. O tym jak w grupie SKOK i jej okolicach zarządzało się kasą i jak część z niej była pompowana tam gdzie nie trzeba, piszę - razem z Bianką Mikołajewską - od 10 lat. i często-gęsto byłem ciągany za to przed sąd, zwykle ze skutkiem mizernym dla ciągających. Talent do różnych manewrów finansowych twórcy systemu SKOK mieli od dawna. Usiłowali założyć bank w Niemczech, potem założyli spółkę holdingową w Luksemburgu, do której teraz płyną pieniądze ze SKOK-ów (a państwo polskie próbuje im przeszkadzać tylko teoretycznie). A dawny prezes Grzegorz Bierecki, który tą karuzelą prawdopodobnie wciąż kręci, oprócz szczytnych ideałów, samopomocowej misji do spełnienia oraz patriotycznych uniesień musi również dbać o to, by mieć odpowiednio głębokie kieszenie - był swego czasu najlepiej opłacanym prezesem w branży finansowej.  I chyba pod tym względem mu się nie pogorszyło.

      W wysłanym na początku marca br. liście - jego historię opisuję dziś na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej". - przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego poinformował ważnych urzędników państwowych: premier Ewę Kopacz, marszałka Senatu oraz szefów agencji odpowiedzialnych za korupcję i bezpieczeństwo - CBA i ABW - iż z systemu SKOK wyparował majątek o wartości co najmniej 65 mln zł. Wyparował do głębokich kieszeni prywatnych. 13-stronicowy dokument zawiera opis przekształceń własnościowych związanych z likwidacją w 2010 r. Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. W efekcie tego procesu w prywatne ręce - a konkretnie do spółki Spółdzielczy Instytut Naukowy - trafił majątek o astronomicznej wartości ponad 65 mln zł. Ustalenia Komisji Nadzoru Finansowego nie są nowością. O kontrowersyjnych transakcjach finansowych związanych z likwidacją Fundacji pisał w 2011 r. tygodnik "Polityka" piórem mojej obecnej koleżanki redakcyjnej Bianki Mikołajewskiej. 

      FUNDACJA NA RZECZ PZK: WTF? Fundacja była przez lata rdzeniem systemu SKOK, a także narzędziem, dzięki któremu wąska grupa biznesmenów trzymała w garści wszystkie spółdzielcze kasy kredytowe. A pośrednio także ponad 2 mln członków, którzy zdeponowali w SKOK-ach kilkanaście miliardów złotych swoich oszczędności. Dość powiedzieć, że w 2010 r. Fundacja kontrolowała 75%. udziałów w Krajowej SKOK, czyli centrali, która narzucała wszystkim SKOK-om reguły działania. Prezesem Fundacji był Grzegorz Bierecki, a w trzyosobowym zarządzie zasiadał też jego brat Jarosław. Jakby tego było mało, Grzegorz Bierecki był też prezesem Krajowej SKOK, pieczętując swą nienaruszalną pozycję w systemie spółdzielczych kas. Choć SKOK-i były - i są nadal - największą organizacją parabankową w kraju (największy SKOK Stefczyka ma gabaryty niezbyt dużego banku), pozostawały poza państwowym nadzorem finansowym: nie musiały na takich zasadach jak banki tworzyć rezerw na złe kredyty, ani płacić składek na publiczny system gwarancji depozytów. Dość długo korzystały natomiast z preferencji podatkowych. No bo jak misja to misja...

      FUNDACJA CZYLI SPADOCHRON. Gdy w 2009 r. posłowie PO i PSL wreszcie przeforsowali w Parlamencie ustawę ograniczającą władzę Krajowej SKOK i oddającą kasy pod opiekę Komisji Nadzoru Finansowego, stało się jasne, że era panowania Grzegorza Biereckiego nas SKOK-ami dobiega końca. Ale ustawa weszła w życie dopiero jesienią 2012 r. (ówczesny prezydent Lech Kaczyński skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego). Bierecki - dziś próbujący sił w polityce jako senator wybrany z listy PiS - miał więc czas, by przygotować sobie finansowy "spadochron". Wiele wskazuje na to, że posłużyła do tego właśnie likwidacja Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Gdy powstawała w 1990 r. za pieniądze amerykańskiej WOCCU (organizacji skupiającej kasy ze wszystkich zakątków świata) jej majątek wynosił niespełna 71.000 dolarów. Na koniec 2010 r. było to już ponad 77 mln zł. W jaki sposób taki majątek mógł trafić do prywatnej spółki? O tym właśnie jest ta historia, którą przypomniał nam Andrzej Jakubiak.

      AKCJA LIKWIDACJA. 9 grudnia 2010 r. w Sopocie powstaje spółdzielnia pracy o nazwie Spółdzielczy Instytut Naukowy (SIN). Wśród założycieli są m.in. bracia Biereccy i Adam Jedliński, jeden z ich najważniejszych współpracowników. Dziwnym trafem, zaledwie tydzień później na biurko Grzegorza Biereckiego, jako prezesa Fundacji, trafia pismo zza Oceanu, w którym Pete Crear, prezes WOCCU informuje, iż misja Fundacji się wyczerpała i ma być zlikwidowana, zaś jej majątek przekazany do SIN. Decyzja o przekazaniu ogromnego majątku nowo powstałemu podmiotowi jest jednoosobowa. Likwidatorem fundacji zostaje jej zarząd, z Grzegorzem Biereckim na czele. Bierecki uchodził zawsze za wielbiciela spółdzielczości, ale... już pół roku później, w sierpniu 2011 r., założyciele spółdzielni pracy SIN przekształcają ją w spółkę z o.o., w której najwięcej udziałów obejmuje Grzegorz Bierecki, a mniejsze pakiety jego brat oraz Adam Jedliński. Wszystko odbywa się przy akompaniamencie tego przeboju:

      Po "sprywatyzowaniu" spółdzielni nadchodzi czas na wypłatę. W kwietniu 2012 r. udziałowcy decydują o przeznaczeniu równowartości 2,5 mln euro (mniej więcej połowy zysku spółki za 2011 r.) na dywidendę. A już jesienią, m.in. "w celu optymalizacji podatkowej", SIN ze spółki z .o.o. przekształca się w spólkę jawną, podnosi kapitał i... znów dzieli się zyskami z udziałowcami. Tym razem w puli do podziału między braci Biereckich i Adama Jedlińskiego jest 11,3 mln zł (minus podatek i wcześniej wypłacone zaliczki). Na koniec grudnia 2013 r. aktywa SIN wynosiły 60 mln zł, zaś na dywidendę poszło kolejne 2,5 mln zł (minus zaliczki). Spółka wciąż jest żyłą złota: ma kilka nieruchomościami (m.in. siedziby Krajowej SKOK) oraz - jak wynika z dokumentu KNF - ma udziały w podmiotach z grupy SKOK - m.in. w TUW SKOK i SKOK Holding. Mój krótki komentarz wideo do tej sytuacji znajdziecie pod tym linkiem. 

      NIC SIĘ NIE STAŁO? "Krajowa SKOK nie była fundatorem Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych. Fundatorem było WOCCU i ono w pełni było uprawione do podejmowania decyzji o losach tej Fundacji" - napisał mi Andrzej Dunajski, rzecznik "krajówki". Doniesień dotyczących sprawy likwidacji fundacji w 2010 r. nie skomentowała też na razie WOCCU, której szefem rady dyrektorów jest obecnie... Grzegorz Bierecki. Jednak jesienią 2011 r., na pytanie "Polityki", dotyczące likwidacji Fundacji, ówczesny prezes WOCCU Brian Branch odpowiadał: "WOCCU jest w pełni świadome zmian organizacyjnych po zamknięciu Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych. WOCCU zgodziło się na proponowane zmiany mając pełną wiedzę o wszystkich okolicznościach. Wdrożone zmiany organizacyjne odzwierciedlają wole fundatora i są z pożytkiem dla polskich unii kredytowych i całego systemu SKOK". Nie zakładam, by dziś ta odpowiedź mogłaby być inna :-). A tymczasem cztery SKOK-i - z ponad 50 - poszły już do piachu, zaś rachunek do zapłacenia, w postaci dotacji z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego - wynosi już 3 mld zł. Rzeczywiście, niezłe SIN City wokół tych SKOK-ów. Może by Quentin Tarantino zrobił o tym film? :-). Jedno jest pewne: scenariusz tego odcinka superprodukcji jest tak dobry, że ho-ho. A co na to PiS, czyli partia, w której zakotwiczył - i chyba wspomagał ją finansowo - senator Bierecki? Ano po publikacji w "Gazecie Wyborczej" zawiesiła Biereckiego w klubie parlamentarnym PiS. Ale czy to oznacza, że kolejnych odcinków tego serialu nie będzie? Tego bym nie powiedział... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „SIN City, czyli kontrowersyjny SKOK na fundację. Tarantino by tego lepiej nie wymyślił :-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 marca 2015 17:03

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line