Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

13. Who is who w branży

  • środa, 13 września 2017
  • środa, 14 czerwca 2017
  • piątek, 09 czerwca 2017
  • poniedziałek, 05 czerwca 2017
  • sobota, 03 czerwca 2017
  • piątek, 02 czerwca 2017
  • środa, 31 maja 2017
  • sobota, 01 kwietnia 2017
    • Będzie specjalny fundusz na odszkodowania dla milionów oszukanych klientów? Branża w popiele

      Długo trwało, ale wygląda na to, że branża finansowa wreszcie zaczyna myśleć innymi kategoriami, niż tylko żądza pieniądza. Ostatnio spotykałem się z kilkoma prezesami banków oraz firm ubezpieczeniowych i z ich ust usłyszałem, że planują utworzenie specjalnego funduszu do wypłacania odszkodowań klientom, którzy padli ofiarą missellingu lub toksycznych produktów finansowych. W pierwszej kolejności mają zostać "obsłużeni" ci, którzy kupili polisy inwestycyjne oraz część posiadaczy kredytów hipotecznych we frankach (ci, którzy mają abuzywne klauzule w umowach). Ale pieniądze mają też dostać posiadacze "lewych" ubezpieczeń do kredytów (będących ukrytymi prowizjami), polis na życie ze skandalicznymi wyłączeniami odpowiedzialności oraz pakietów inwestycyjnych, które były wciskane klientom jako "pewna lokata kapitału"). 

      Bankowcy, ubezpieczyciele, a nawet pośrednicy finansowi chcą - w miarę możliwości - rozliczyć się ze wszystkimi, których w ciągu poprzednich 20 lat skrzywdzili. Co się stało? Przecież do tej pory jakiekolwiek działania branży finansowej były wymuszane zmianami w prawie albo niekorzystnym orzecznictwem sądów. Przedstawiciele Związku Banków Polskich oraz Polskiej Izby Ubezpieczeń w nieoficjalnych rozmowach mówią, że - m.in. dzięki codziennej lekturze blogu "Subiektywnie o finansach" - zrozumieli, iż warto ponieść karę za grzechy, by zacząć od nowa. Co prawda branży bankowej udało się ostatnio przekonać prezydenta oraz prezesa Polski, iż jest "too big to pay" (za duża, by płacić), ale bankowcy mają już dość wytykania ich palcami. Prezes pewnego banku opowiadał mi, że jadąc tramwajem do pracy usłyszał matkę mówiącą do dziecka: "patrz, tak wygląda bankster, tfu", a na spowiedzi nie dostał rozgrzeszenia za pierwszym podejściem. To musiało zaboleć. I chyba dlatego branża myśli o posypywaniu głów popiołem tak intensywnie, że cała wkrótce będzie w popiele.

      Ciekawe czy kulminacyjnym momentem będzie samobiczowanie prezesów największych instytucji finansowych podczas pielgrzymki do Świątyni Pieniądza w Toruniu. Wcześniej - w ciągu dwóch najbliższych tygodni - ma być ogłoszone zobowiązanie do utworzenia Funduszu Rekompensacyjnego. Banki zobowiążą się do przekazywania nań co najmniej 50% swoich corocznych zysków przez najbliższych 10 lat, zaś ubezpieczyciele - co najmniej 25% rocznych zysków. Finansiści uzyskali od wicepremiera Mateusza Morawieckiego zapewnienie, iż przekazane kwoty będą mogli odpisać od podatku bankowego. Z kolei minister Mariusz Błaszczak zapewnił, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie zakończy przed 2125 r. analizy wszystkich umów frankowych, zabezpieczonych ostatnio w bankach. Niezależna komisja złożona z przedstawicieli Związku Banków, Polskiej Izby Ubezpieczeń, KNF-u, UOKiK-u, Rzecznika Finansowego - ponoć chęć mediacji zadeklarowal Episkopat Polski (na osobistą prośbę prezesa NBP Adama Glapińskiego) - będzie decydowała o kolejności wypłat rekompensat poszczególnym klientom. Branża finansowa liczy, że efektem jej zobowiązań będzie wzrost akceptacji społecznej i powrót szacunku do zawodu finansisty. Jak sądzicie, czy jest na to szansa?

      MOŻE I JEST, ALE JEŚLI SPOJRZYCIE NA DATĘ PUBLIKACJI... CÓŻ, TO AKURAT BYŁ MÓJ ŻART PRIMA-APRILISOWY. MAM NADZIEJĘ, ŻE PROROCZY...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Będzie specjalny fundusz na odszkodowania dla milionów oszukanych klientów? Branża w popiele”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      sobota, 01 kwietnia 2017 08:40
  • piątek, 24 marca 2017
    • 45.000 zł... dziennie! Tyle zarabia "najdroższy" prezes banku. Nawet piłkarze wymiękają :-)

      45.000 zł. Dziennie. Tyle zarabiał w zeszłym roku "najcenniejszy" prezes banku w Polsce. Nie do wiary? A jednak. Jakkolwiek nie jest pewne jakie są zasługi prezesa w tym, że kierowany przez niego bank zarabia grube miliardy dla swoich akcjonariuszy, to przecież nie sposób wykluczyć, że dobór odpowiednich menedżerów i odpowiednie zmotywowanie ich do motywowania dyrektorów :-)) to zasługi warte każdych pieniędzy. Na pocieszenie zawistnikom zarabiającym 3400-3500 zł brutto (tyle wynosi mediana miesięcznego wynagrodzenia w Polsce) powiem, że ten 45-tysięcznik to mimo wszystko wyjątek, wybryk natury. Przeciętna prezesowska pensja jest jednak ciut skromniejsza i nie przekracza 10.000-15.000 zł dziennie. Że co? Też za dużo? No dobra, czas na konkrety. Prawie wszystkie banki opublikowały już raporty roczne, więc tradycyjnie przyjrzałem się portfelom największych tuzów finansów.

      Zbigniew JagiełłoWIELCY IMPERATORZY? GÓRĄ KRÓL JAGIEŁŁO. Są tylko dwie instytucje finansowe w Polsce, które widać z każdego miejsca w Europie, nawet z Londynu, skąd naprawdę mało widać ;-)). To ubezpieczeniowy środkowoeuropejski gigant ubezpieczeniowy PZU i największy w naszej części Europy bank - PKO BP. Ile się zarabia zarządzając takimi kolosami? Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, ma stały kontrakt w wysokości niecałych 2 mln zł rocznie. Ale do tego dochodzi zmienna część wynagrodzenia, uzależniona od dobrych, a przede wszystkim stabilnych wyników finansowych zarządzanego przez niego banku. Z tego tytułu w 2016 r. Jagiełło zainkasował 950.000 zł bonusów, więc łącznie jego pobory można podsumować na 2,9 mln zł. To mniej więcej 11.000 zł dziennie (licząc tylko dni pracujące). Prezes drugiego wielkiego koncernu finansowego należącego do państwa, Michał Krupiński, właśnie pożegnał się z prezesurą w PZU, ale to nie była dobra robota, bo przygarnął jedynie 1,4 mln zł, czyli połowę tego, co szef PKO. No, ale PKO BP jest maszynką do zarabiania pieniędzy, a zyski PZU były w zeszłym roku znacznie niższe, niż w poprzednich latach (choć oczywiście byłoby niesprawiedliwe, gdybyśmy przypisywali to wyłącznie "złotemu dziecku PiS" na fotelu prezesa).

      Czytaj też: PKO BP czyli perfekcyjnie skuteczna "dojarka" klientów. Jak oni to robią?

      Luigi LovaglioNAJDROŻSZY PREZES OD LAT ZAROBIŁ 11,8 MLN ZŁ. JUŻ PO RAZ OSTATNI? Najdroższym prezesem banku w Polsce jest od lat ten sam człowiek - Luigi Lovaglio szefujący Bankowi Pekao. W 2015 r. jego wynagrodzenie "gotówkowe" podsumowałem na 9,3 mln zł, a razem z tzw. akcjami fantomowymi w ramach planu motywacyjnego - na 12,3 mln zł. Jak było teraz? W 2016 r. podstawowy kontrakt Luigiego Lovaglio wynosił 4,4 mln zł (okrąglutki milion euro, czyli umiarkowanie jak na pensje zachodnioeuropejskich prezesów banków). Dodatkowo szef drugiego największego polskiego banku zainkasował 3,85 mln zł zł odroczonych premii za poprzednie lata (2012-2015), co czyni 8,2 mln zł. Gdyby dodać wypłacone prezesowi należności z tytułu akcji fantomowych zarządzanego przez siebie banku - w zeszłym roku dostał ich 24.000 - trzeba byłoby dopisać mu do rachunku jeszcze dodatkowe 3,6 mln zł. Zaś łączne wynagrodzenie podsumować na 11,8 mln zł. A więc na 45.500 zł dziennie.

      Godnie. A Grzegorz Piwowar i Andrzej Kopyrski, najlepiej opłacani "polscy" członkowie zarządu otrzymali w zeszłym roku po 1,3-1,7 mln zł plus 850.000 zł w akcjach fantomowych - czyli w sumie zarobili po 2-2,5 mln zł. Tyle, ile w innych bankach zarabiają prezesi! W tym roku Bank Pekao trafi pod skrzydła PZU (została już podpisana umowa jego sprzedaży przez włoski Unicredit), co zwiastuje obniżkę prezesowskich poborów (i być może też zmianę prezesa, choć na pewno jeszcze nie teraz). 

      Czytaj też: Bank Pekao sprzedany! Co to oznacza dla jego klientów?

      Wojciech SobierajNAJGORĘTSZE NAZWISKO POLSKIEJ BANKOWOŚCI WARTE 2,5 MLN ZŁ PLUS AKCJE. Najbardziej gorącym nazwiskiem w branży bankowej jest Wojciech Sobieraj, czyli człowiek, który siłą woli i pieniędzy włosko-francuskiej rodziny przemysłowej Carlo Tassara urzeźbił najszybciej rosnący polski bank. To jedyny bankowy start-up, który był w stanie w ciągu kilku lat przebić się do pierwszej dziesiątki największych banków. Najpierw w tempie błyskawicy rósł organicznie, potem sprzymierzył się z T-Mobile, kupił Meritum Bank i na koniec przejął detaliczną część Banku BPH. Dla Skarbu Państwa talenty Sobieraja w repolonizacji banków są zapewne bezcenne, ale jego wynagrodzenie jest - jak na prezesa banku w Polsce - dość umiarkowane. To 2,5 mln zł plus akcje fantomowe, które prezes będzie mógł transzami realizować aż do 2020 r. - w sumie w ten sposób stanie się właścicielem 670.000 akcji Alior Banku (jedna jest warta 75 zł, ale niestety nie wiem po jakiej cenie prezes będzie je obejmował).

      Czytaj też: Ten bank najskuteczniej w Polsce wyciska klientów. Oto recepta

      Znalezione obrazy dla zapytania samcik sławomir sikoraPOJEDYNEK GIGANTÓW. TYM RAZEM GÓRĄ PREZES SIKORA. PONAD PIĘĆ "BANIEK"! Najbardziej doświadczeni - z obecnie zasiadających na stołkach prezesowskich - polscy menedżerowie bankowi to Cezary Stypułkowski (szefujący mBankowi), Sławomir Sikora (prezes Citibanku) oraz Brunon Bartkiewicz (wrócił z Holandii, by znów poprowadzić ING Bank Śląski). Czarno na białym mam wysokość wypłaty Cezarego Stypułkowskiego w mBanku i Sławomira Sikory w Citibanku. Ten ostatni bank opublikował raport roczny dopiero w czwartek wieczorem. Zacznijmy od Stypułkowskiego. W zeszłym roku prezes czwartego największego banku w Polsce zarabiał - jak zwykle - godnie. Był łaskaw otrzymać 3,75 mln zł łącznie z premiami za poprzednie lata (jego standardowy kontrakt jest bardzo podobny do poborów prezesa PKO BP - wynosi 2 mln zł). A prezes Sikora? Amerykański właściciel tradycyjnie wycenia go wysoko. Ponad 2 mln zł podstawowego kontraktu, 300.000 zł dodatków, a do tego nagrody kapitałowe, czyli akcje Citigroup oraz akcje fantomowe Citi Handlowego przyznane za lata 2011-2016. W sumie ich wartość w raporcie rocznym wyceniono na jakieś 3 mln zł. To oznacza, że łączne wynagrodzenie prezesa Sławomira Sikory - w gotówce i w "papierach" to 5,3 mln zł.

      Znalezione obrazy dla zapytania samcik artur klimczakWSCHODZĄCE GWIAZDY JESZCZE BEZ "TRÓJKI" Z PRZODU. Michał Gajewski, nowa twarz na stanowisku prezesa w BZ WBK, zdążył popracować w zeszłym roku tylko przez miesiąc, ale i tak przygarnął z tego tytułu 176.000 zł. To by oznaczało, że jego roczny kontrakt wynosi mniej więcej 2,1 mln zł, czyli jest porównywalny z wypłatami jego poprzednika, obecnego wicepremiera w rządzie PiS Znalezione obrazy dla zapytania samcik michał gajewskiMateusza Morawieckiego. Trudno uznać za nową twarz Artura Klimczaka, od niedawna prezesa Getin Banku. To człowiek, który zbudował potęgę bankowości detalicznej w Banku Millennium, ale prezesem wielkiego banku jeszcze nie był. W zeszłym roku - najpierw jako wiceprezes, a potem jako głównodowodzący bankiem - osiągnął dochód w okolicach 2,7 mln zł (czyli mniej więcej 10.000 zł dziennie, ciut poniżej wypłaty inkasowanej przez prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełłę).

      Czytaj też: Getin Bank już na dnie. A co na to Leszek C.? Uczy konia latać!

      CO TU SIĘ WYRABIA? 45.000 zł za każdy dzień pracy (licząc tylko dni pracujące i nie potrącając podatku dochodowego) prezesa Lovaglio, ponad 20.000 zł za każdy dzionek roboty prezesa Sikory, czy Jorge Brasa, a nawet 11.000 zł dziennych poborów Zbigniewa Jagiełło - to pieniądze niewyobrażalne dla zwykłego Polaka-szaraka i zapewne sprowokują wielu do zastanowienia się nad rozwarstwieniem wynagrodzeń. Gdy prezes banku zarabia 10-20 razy więcej, niż szary pracownik, to wydaje się jeszcze dopuszczalne. Ale jeśli zwykły człowiek ma 200 zł dniówki, a prezes banku zarabia tyle w ciągu dwóch minut, to można się zastanawiać czy to nie przesada. Choć właściciele banku mogą dowolnie wysoko wynagradzać człowieka, który zarządza kurą znoszącą złote jajka, a takimi są w większości polskie banki. Zwrócę Waszą uwagę, że najlepiej wynagradzany piłkarz Legii Warszawa zarabia 3,5 mln zł rocznie, co oznacza, że odpowiadając tylko za team spirit w szatni ma podobne pieniądze, co prezes banku odpowiadającego za team spirit 10.000 pracowników. A także za ROE, ROA i C/Z ;-). Zaś taki Robert Lewandowski, pracując co prawda w Niemczech, też wyciąga ponad 5 mln zł, ale... miesięcznie. Czyli wciąga wszystkich prezesów banków na śniadanie. I to są dopiero nierówności ;-). I co Wy na to? Zapraszam do mojej ankiety!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „45.000 zł... dziennie! Tyle zarabia "najdroższy" prezes banku. Nawet piłkarze wymiękają :-)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 24 marca 2017 08:47
  • środa, 22 marca 2017
    • Poznajcie najzdrowszy naród na świecie. Z takim podejściem do pieniędzy można żyć i 100 lat ;-)

      Jest mnóstwo rankingów obrazujących szczęście narodów, ale do mnie najbardziej przemawiają te, które za punkt wyjścia przymują zdrowie. Różne są konfiguracje czynników dających szczęście, ale w każdej z tych konfiguracji zdrowie jest kluczowym parametrem. Dlatego z ciekawością przyjrzałem się najnowszemu rankingowi najzdrowszych narodów, opublikowanemu przez Bloomberga. A następnie postanowiłem - ponieważ to jest blog o finansach - ustalić jakie ekonomiczne parametry przyczyniają się do tego, że jedni żyją dłużej i zdrowiej, a inni - ani w ząb. Żebyśmy wiedzieli co robić, by niespiesznie dogonić najzdrowszych :-)). Bo najbogatszych już nie dogonimy nigdy.

      Czytaj też: Jedna decyzja rządu sprawiła, że już nigdy nie będziemy zarabiali jak Niemcy. Władze to przed Wami ukrywają, a ja... liczę i ujawniam straszną prawdę

      Zestawienie powstało na podstawie danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Banku Światowego. Każdemu państwu przyznano określoną liczbę punktów "zdrowotnych", uzależnionych od różnych grup czynników: odsetka zgonów (w wyniku chorób zakaźnych, pozostałych chorób i wypadków), przewidywanej długości życia, śmiertelności wśród noworodków, odsetka osób cierpiących na choroby cywilizacyjne (cukrzyca, nadciśnienie, nadwaga, palenie tytoniu i picie alkoholu, nadwaga), czystości powietrza i dostępu do wody pitnej. Spośród 200 krajów, które miały wziąć udział w rankingu udało się sklasyfikować 163 (dla pozostałych nie zdobyto wystarczająco wiarygodnych danych). Kto wygrał?

      bloomberg_healthiest_nations_index

      Jak widzicie, najzdrowszym narodem świata są... Włosi, zdobywając 97,4 pkt. "zdrowotnych". Na drugim miejscu znaleźli się Islandczycy, zaś na trzecim - Szwajcarzy. Z krajów europejskich w czołówce najzdrowszych znaleźli się też Hiszpanie, a także Szwedzi i Norwegowie. Kto, oglądając "Wiadomości TVP", myśli o tym, by wyemigrować do Australii, też dobrze trafił, bo to również jest kraj mający zdrowych i - jak sądzę jednocześnie długowiecznych - obywateli. Jeśli chodzi o Azję to w statystykach najlepiej wypadają mieszkańcy Singapuru oraz Japonii (oba kraje zmieściły swoich rodaków w pierwszej dziesiątce - co do Japonii to musi być jakaś ściema). Polska znalazła się na 39. miejscu, czego raczej nie powinniśmy postrzegać jako sukcesu, biorąc pod uwagę, że pod względem rozwoju ekonomicznego jesteśmy sklasyfikowani na świecie znacznie wyżej - w okolicach 25-30. miejsca. W naszym regionie Europy najzdrowiej żyje się na Słowenii (27. miejsce w rankingu). Więcej na temat rankingu, wyników i metodyki znajdziecie na stronach Bloomberga.

      Zanim przyjrzymy się co daje zdrowie i długowieczność Włochom zwrócę uwagę na to, że zarówno Islandia, jak i Szwajcaria są równolegle na pierwszych miejscach w rankingach krajów, które mają najszczęśliwszych obywateli. To potwierdza tezę, że ogólne szczęście i zdrowie idą ze sobą w parze. A tu zestawienie 20 największych narodów-szczęściarzy.

      hapinessindex

      Teraz czas przyjrzeć się Włochom. Co sprawia, że są tacy zdrowi? Że pod tym względem biją na głowę Amerykanów, Brytyjczyków, a nawet Niemców? Być może chodzi o słoneczny klimat? Tam gdzie dużo słońca ludzki mózg lepiej funkcjonuje, a zdrowa głowa to zdrowsze ciało. Zapewne swoje trzy grosze dorzuca śródziemnomorska dieta oparta na świeżych owocach, rybach i moich ukochanych oliwkach? Patrząc z dużym przymrużeniem oka trzeba też wyznaczyć kilka czynników ekonomicznych, które czynią z Włochów ludzi - przynajmniej krótkoterminowo - niepodatnych na jakiekolwiek zgryzoty, także finansowe. A dzięki temu - zdrowszych. Jaka jest więc recepta na życie w zdrowiu?

      WYDAWAJ WIĘCEJ, NIŻ ZARABIASZ. Włochy są jednym z najbardziej zadłużonych krajów w Europie w proporcji do wypracowywanego majątku (czyli PKB). Relacja długu państwa do rocznego PKB kraju wynosi już 130%. Większe zadłużenie na naszym kontynencie mają tylko takie asy jak m.in. Grecy (170% wypracowywanego rocznie PKB). Dla porównania: polski dług państwowy, sięgający już okrąglutkiego jak księżyc w pełni biliona złotych, wynosi jakieś 53% rocznego PKB, a i tak uważamy, że jest za duży i że ściąga nas w przepaść. Włosi, oprócz długów, mają też jedną z najwolniej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej. Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami :-). Niech się przejmują ci, którzy Włochom pożyczyli ;-).

      ZARABIAJ WIĘCEJ, NIŻ WYTWARZASZ. W ciągu ostatnich 25 lat PKB dla Włoch liczony w cenach stałych wzrósł o jakieś 25%. W tym samym czasie średnia pensja wzrosła o 45% (z jakichś 1500 euro do 2200 euro). Oczywiście, nominalne płace zależą od wielu czynników, także od inflacji, ale mimo wszystko wygląda na to, że wraz z rosnącym zadłużeniem Włosi - to dla nich bardzo zdrowo - nie przejmowali się tym, że dostają w pracy większe podwyżki, niż zasłużyli :-)). Jednocześnie - mimo, że dostali podwyżki - nie wytwarzają większej wartości, bo włoskie PKB w ostatnich latach nie powala na kolana.

      itapkb_w_cenach_staych

      NIE PRZEPRACOWUJ SIĘ, ZWŁASZCZA ZA MŁODU. Włosi są trzcim najstarszym społeczeństwem na świecie - po Japończykach i Niemcach. Stopa bezrobocia wynosi tam 11%, ale wśród młodzieży jest zastraszająco wysoka - prawie 40% (średnia dla Unii - 20%). Co czwarty Włoch poniżej 30-tki nie pracuje, nie uczy się, ani nie doszkala (bo uważa, że nie przeskoczy przez ścianę zblatowanych starych pryków, zajmujących wszystkie itratne stołki w firmach). Młodzież - mieszkając w wielopokolenionych domach pod skrzydłami mamy - z konieczności spożywa wino i oliwki, nie przejmując się dalszą przyszłością. 44% młodych Włochów poprzestała na wykształceniu podstawowym, dochodząc do wniosku, że dalsza nauka jest bez sensu. Takie życie musi wpływać na zdrowie narodu :-).

      WEŹ KREDYT, ALE GO NIE SPŁACAJ. We Włoszech jednym z głównych problemów jest fatalna kondycja branży bankowej. Wartość nie spłacanych w terminie kredytów sięgnęła już 200 mld euro, a w całym sektorze bankowym na straty należałoby spisać co piąte udzielone euro kredytu. W Polsce analogiczny odsetek wynosi 5-6%. To właśnie z tego powodu największy włoski bank UniCredit musi sprzedać polskiemu rządowi Bank Pekao, choć jest to dla Włochów kura znosząca złote jajka. Włosi starają się wymyślić coś, żeby sprawa toksycznych bilansów bankowych rozeszła się po kościach, ale gdyby bankowcy mieli na raz urealnić rezerwy na złe długi, to system bankowy mógłby się załamać. Ale to mogłoby niejednemu Włochowi podnieść ciśnienie i pogorszyć zdrowie narodu, więc najpewniej się... nie wydarzy. 

      Dworuję sobie z tego włoskiego końskiego zdrowia, bo przecież nawet jeśli żyjesz w świecie, w którym rządzą kobiety, wino i śpiew, a do tego masz słońce, ciepłe morze i mnóstwo zabytków oraz odżywiasz się zdrowo, po śródziemnomorsku, to... kiedyś ci wszyscy frajerzy-kredytodawcy przestaną za to wszystko płacić i kupować obligacje, które emitujesz po to, by nadal żyć długo i zdrowo :-). Chociaż nie stawiam tej tezy zbyt ostro, bo przecież Grecy - w dziele beztroskiego zadłużania się i życia dniem dzisiejszym znacznie bardziej od Włochów zaawansowani - jakkolwiek trochę podupadli na zdrowiu z powodu kryzysu finansowego, to jednak wciąż mieszczą się w 20-tce najzdrowszych narodów świata. A zaraz obok nich kolejni potencjalni bankruci - Portugalczycy. No i co teraz powiecie? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 22 marca 2017 09:13

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line