Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy

  • piątek, 20 kwietnia 2018
  • czwartek, 19 kwietnia 2018
    • Karty wirtualne od fintechów pomagają naciągać serwisy VOD? O klonowaniu abonamentów

      Dzięki nowoczesnym technologiom i nowinkom kartowym abonament w Netfliksie, czy Amazon Prime da się mieć za zero i to bezterminowo. Naprawdę! Wszystko dzięki okresom próbnym i wirtualnym kartom płatniczym od firm fintechowych, które można tworzyć i niszczyć za pomocą jednego „swipe’a” po ekranie smartfona.

      Firma badawczo-analityczna SW Research twierdzi, że „pirackich” może być nawet 10% wszystkich kont, z których korzystają użytkownicy Netfliksa w Polsce. To by oznaczało, że tylko ten jeden serwis VOD, mający nad Wisłą mniej więcej 600.000 płatnych subskrybentów – każdy powinien płacić od 34 do 52 zł miesięcznie – jest „w plecy” mniej więcej 2 mln zł miesięcznie.

      Na możliwość zakupu „preferencyjnego abonamentu” na Netflix i inne serwisy można trafić w portalach aukcyjnych. Wygląda na to, że u niektórych sprzedawców osiągnął już skalę niemal przemysłową, bo skoro coś, co normalnie kosztuje 52 zł można mieć za kilka złotych…

      Mechanizm, który wykorzystują sprzedawcy „preferencyjnych” dostępów do Netfliksa jest zbliżony to słynnego już w branży odzieżowej wardrobingu. Czyli kupowaniu rzeczy, chodzeniu w nich przez np. miesiąc i zwracania do sklepu tak, jakby po prostu nie pasowały.

      Część sieci handlowych umożliwia zwrot towaru po kilku tygodniach od zakupu, więc nie ma najmniejszego problemu, by wziąć ze sklepu najnowszą kreację, pójść w niej na imprezę i zawrócić w głowie całemu towarzystwu, a potem zwrócić do sklepu („bo jednak nie pasuje”) i uzyskać zwrot pieniędzy. To samo można zrobić z butami, torebką, garniturem (w przypadku faceta) itp.

      Czytaj więcej w pełnej wersji tekstu. Na czym polega „streamingowy wardrobing”? W których serwisach VOD udało mi się wykorzystać tę furtkę? Artykuł jest w serwisie "Subiektywnie o finansach" oraz pod tym linkiem

      ---------------------------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Karty wirtualne od fintechów pomagają naciągać serwisy VOD? O klonowaniu abonamentów ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 kwietnia 2018 09:20
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2018
    • Nie będziemy musieli pamiętać PIN-u do karty? Biometria wchodzi do kart płatniczych

      Kilkanaście dni temu organizacja płatnicza Visa poinformowała o starcie pilotażu kart z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych. Biorą w nim udział Mountain America Credit Union (jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie amerykańskich odpowiedników SKOK-ów) oraz Bank of Cyprus. To karty z tzw. podwójnym interfejsem EMV, czyli pozwalające zarówno na zatwierdzanie transakcji PIN-em, jak i biometrycznie.

      Zapłacisz kartą, a zamiast PIN-u… odcisk palca

      Visa podaje, że są to dwa pierwsze komercyjne programy pilotażowe biometrycznych kart płatniczych, które obejmują nie tylko transakcje w terminalu płatniczym, ale i płatności zbliżeniowe. Nie wiadomo jeszcze kiedy tego typu karty trafią do standardowej oferty banków (to zależy od wyników pilotażu), jednak wydaje się, że najdalej w przyszłym roku dzięki organizacjom płatniczym i bankom pierwsi konsumenci dostaną do rąk karty zupełnie nowej generacji.

      Biometryczne zatwiedzanie transakcji kartowych nie przyspieszy naszych zakupów bezgotówkowych tak, jak wprowadzenie technologii zbliżeniowej, ale może być krokiem milowym w kierunku wyrzucenia z naszej pamięci kodów, PIN-ów i haseł. Dlaczego?

      Przyczyna jest oczywista: w internecie wykonujemy raptem 5-10% transakcji. Bankowości mobilnej (w której do logowania i transakcji można używać biometrii, w którą wyposażony jest smartfon) też używa na razie stosunkowo niski procent posiadaczy kont bankowych. A karty płatnicze są dziś powszechnym instrumentem płatności.

      Jak może działać biometryczna karta płatnicza? Z punktu widzenia sprzedawcy nie zmienia się nic, używane są te same terminale i te same sposoby transmisji danych. A od strony konsumenta? Po zarejestrowaniu odcisku palca – co prawdopodobnie będzie odbywało się w banku – użytkownik nie musi już pamiętać PIN-u. Przed transakcją wystarczy tylko położyć palec karcie, aby uwierzytelnić swoją tożsamość i zainicjować płatność.

      Więcej o kartach autoryzowanych biometrycznie przeczytaj w pełnej wersji tekstu, która jest pod niniejszym linkiem

      Artykuł powstał w ramach cyklu „O wygodnym płaceniu. Niezbędnik nowoczesnego konsumenta”, którego patronem jest organizacja płatnicza Visa, oferująca m.in. program rabatowy Visa Oferty oraz wygodne i bezpieczne płatności w internecie za pomocą usługi Visa Checkout.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Nie będziemy musieli pamiętać PIN-u do karty? Biometria wchodzi do kart płatniczych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2018 13:18
  • czwartek, 12 kwietnia 2018
  • środa, 11 kwietnia 2018
    • Osiem patentów na dodatkową emeryturę. Od konta oszczędnościowego po... znaczki pocztowe

      Inwestowanie – niezależnie od tego czy wybierzecie obligacje, akcje czy też pójdziecie do funduszy inwestycyjnych – musi czemuś służyć. Celem technicznym jest oczywiście osiągnięcie dochodu większego, niż w banku. W długim terminie podejmowanie ryzyka w zarządzaniu swoimi pieniędzmi generalnie popłaca, ale oczywiście po drodze zdarzają się wahania. No i nie ma „bankowej” gwarancji osiągnięcia określonego, z góry znanego zysku.

      Celem strategicznym inwestowania jest zbudowanie kapitału o określonej wielkości, który posłuży do zaspokojenia jakichś potrzeb. DO mnie przykładowo najbardziej przemawia potrzeba nic-nie-robienia gdy będę miał na to ochotę. A więc posiadanie takich pieniędzy, które pozwolą mi pracować jedynie dla przyjemności. A jeśli nie będę chciał pracować, to będę mógł żyć ze zgromadzonego kapitału.

      Na innych działają potrzeby bardziej namacalne, np. zakup domu, pałacu albo rancza. Ale tak naprawdę naszą podstawową potrzebą powinno być zgromadzenie pieniędzy na ten czas, w którym skończy się nasza kariera zawodowa i będziemy już mieli mnóstwo czasu na realizację marzeń, podróżowanie, poznawanie świata, cieszenie się życiem na wysokim poziomie. A więc na robienie tego wszystkiego, na co teraz nie mamy czasu.

      Raczej nie możemy liczyć na to, że owe „najdłuższe wakacje życia” sfinansuje nam państwo. Osobiście oczekuję, że po zakończeniu kariery zawodowej państwo będzie dostarczało mi mikroemeryturkę pozwalającą co najwyżej na wegetowanie. Nie sądzę, by było to więcej, niż 30-40% mojego standardowego wynagrodzenia w czasie, gdy pracowałem. Nie ma dwóch zdań: resztę trzeba sobie „zorganizować” samodzielnie. I to jest zadanie na ostatnich 20-30 lat kariery zawodowej każdego z nas.

      Ile pieniędzy potrzebowałbyś na w miarę luksusowe życie po zakończeniu kariery zawodowej? Oraz osiem sposobów na zgromadzenie funduszu spełniania marzeń - wszystko znajdziesz w pełnej wersji artykułu, którą zamieszczam pod tym linkiem

      Ten tekst jest częścią cyklu „Poradnik początkującego inwestora”, akcji edukacyjnej realizowanej wspólnie przez stronę „Subiektywnie o finansach”, blog Longterm.pl oraz firmę windykacyjną GetBack 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Osiem patentów na dodatkową emeryturę. Od konta oszczędnościowego po... znaczki pocztowe”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      środa, 11 kwietnia 2018 16:21
  • poniedziałek, 09 kwietnia 2018
    • Ile powinien zarabiać poseł? A ile minister? Pomagam posłowi Kaczyńskiemu z drabinką

      Prezes Jarosław Kaczyński ma rację: do władzy nie idzie się po pieniądze, tylko żeby zrobić coś dla kraju. Funkcję posłów powinni piastować ci, którzy już są syci, osiągnęli w życiu sukces, zarobili pieniądze, sprawdzili się w biznesie, zaś polityka ma być zwieńczeniem ich kariery. Poseł powinien mieć już miliony na koncie i dylematy typu „jak związać koniec z końcem” nie powinny go rozpraszać.

      Dlatego wynagrodzenia posłów i senatorów ściąłbym znacznie bardziej, niż prezes Polski proponuje – do jednej średniej krajowej. Może można im zostawić jakieś drobne pieniądze na prowadzenie biura poselskiego i finansować poruszanie się po kraju, ale na tym koniec.

      Do Sejmu i Senatu idziesz wtedy, jak już kwestie materialne masz ogarnięte. A skoro poradziłeś sobie w życiu, to najpewniej masz też mózg i wiesz jak go używać (w przypadku niektórych „zawodowych posłów”, którzy poza młodzieżówką partyjną nie znają świata – jest to cecha wątpliwa).

      Polityka i pieniądze: oto cztery rzeczy, które każdy rząd chciałby przed tobą ukryć

      na zdjęciu: kadr z filmu „Dzień Świra” w reżyserii Marka Koterskiego. „Moja racja jest mojsza, niż twojsza”

      Minister w czynie społecznym? Dlaczego by nie?

      Teraz członkowie rządu. Ich powinna dotyczyć ta sama zasada. Do rządu – na premiera lub ministra – idziesz wtedy, gdy masz pomysł na Polskę, albo na ten jej wycinek, na którym się znasz. Pokazałeś już, że się znasz, więc masz z czego żyć i to jest twój bilet do rządu. Pensje premiera i ministrów powinny być takie, jak zwykłych Polaków. Bo to służba.

      A groźba korupcji? Cóż, jeśli oni będą zarabiali tyle, co przeciętny Polak, to nikt nie pójdzie do rządu po to, żeby kraść. Korupcjogenna atmosfera pojawia się wtedy, gdy w rządzie zarabia się na tyle dobrze, że można tam iść po to, by ustawić się w życiu, a jednocześnie na tyle słabo, że łatwo cię przekupić.

      Ministra, który zarabia 10.000 zł można próbować kupić dwoma milionami. Takiego, który zarabia 3000 zł – nie da się kupić, bo on już te miliony musi mieć, skoro poszedł pracować do rządu za takie pieniądze.

      Czytaj też: Gospodarka szybko rośnie. Ale czy to dlatego, że rząd dobrze rządzi czy po prostu ma dużo szczęścia? Rozkminiam po ludzku

      Czytaj też: Przez tę decyzję rządu nigdy nie będziesz zarabiał jak Niemiec

      Wysoki urzędnik, czyli średnia krajowa razy dziesięć!

      A wiceministrowie i dyrektorzy departamentów? Tutaj zaczyna być trudniej: to powinni być już ludzie merytoryczni, możliwie najwybitniejsi fachowcy, którzy język polityki potrafią przełożyć na sensowne, skuteczne i precyzyjne procedury i przepisy. Każdy urzędnik od wiceministra w dół powinien być wynagradzani tak, by trudno ich było podkupić sektorowi prywatnemu.

      Sprawa jest prosta jak drut – trzeba mieć oficjalną siatkę płac, w której punktem wyjścia będzie średnia krajowa lub mediana krajowa. Jeśli średnio w Polsce zarabia się niecałe 5000 zł brutto i 3500 zł na rękę, to wiceminister powinien zarabiać 10-krotność tej sumy, a jego podwładny – np. 8-krotność. A jego podwładny – 6-krotność.

      Temat siatki płac oraz o tym jak zrobić żeby rozpiętości płacowe w Polsce były mniejsze rozkminiam w pełnej wersji tekstu, którą znajdziecie na mojej oficjalnej stronie www.subiektywnieofinansach.pl. Link do pełnej wersji tekstu jest tutaj

      ---------------------------------------------------------------------------

      Uwaga: na tej stronie ukazują się tylko skrócone wersje niektórych artykułów powstających w ramach projektu "Subiektywnie o finansach". Wszystkie teksty w pełnych wersjach - od jednego do trzech artykułów dziennie - ukazują się na mojej nowej stronie www.subiektywnieofinansach.pl  Dopisz ten adres do ulubionych w swojej wyszukiwarce i zaglądaj codziennie. Na mojej nowej stronie znajdziesz rady dotyczące lokowania oszczędności, wychodzenia z tarapatów i ostrzeżenia jak nie wpaść w pułapkę.

      Jeśli masz konto na Facebooku, to koniecznie zapisz się do obserwowania fan-page'u "Subiektywnie o finansach". Tam wrzucam nie tylko zajawki własnych tekstów, ale też komentuję różne wydarzenia i nowości z branży finansowej. Żeby zostać fanem subiektywności kliknij tutaj i zostań fanem

      Zapisz się na mój newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ile powinien zarabiać poseł? A ile minister? Pomagam posłowi Kaczyńskiemu z drabinką”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 kwietnia 2018 07:54
  • czwartek, 05 kwietnia 2018
    • Ubezpieczenie na dodatkową emeryturę? Kupiłbym, ale pod warunkiem, że...

      Polacy mają 700-800 mld zł oszczędności (to niewiele, raptem 25.000 zł na osobę), ale większość z nich to krótkoterminowe zaskórniaki lub oszczędności co najwyżej średnioterminowe. Na zakup samochodu, domu, albo na wyuzdaną konsumpcję. Takich oszczędności, które są przeznaczone stricte na emeryturę, jest niewiele.

      Są zgromadzone m.in. na kontach IKE oraz IKZE, czyli dobrowolnych kontach emerytalnych, mających preferencje podatkowe od państwa (pieniądze – jeśli ich posiadacz chce skorzystać z ulg podatkowych – trzeba trzymać do emerytury).

      Jaka jest rola firm ubezpieczeniowych w przekonywaniu nas do dodatkowego oszczędzania na emeryturę w IKE i IKZE? Z kwoty 7,5 mld zł, zgromadzonych na kontach IKE, mniej więcej 2,5 mld zł jest zarządzane przez firmy ubezpieczeniowe. Z kolei spośród 1,5 mld zł zgromadzonego kontach IKZE mniej więcej 500 mln zł znajduje się pod zarządzaniem ubezpieczycieli.

      Są jeszcze Pracownicze Plany Emerytalne (PPE), czyli dodatkowe programy emerytalne prowadzone przez pracodawców, w których pracownicy zebrali do tej pory ok. 13-14 mld zł. W sumie więc – podsumowując IKE, IKZE, PPE – zebraliśmy na dodatkowe emerytury jakieś 23 mld zł (mniej niż 1000 zł na osobę…).

      Gdyby wypłacać te pieniądze każdemu posiadaczowi konta w IKE, IKZE lub PPE w porcjach po 1000 zł miesięcznie (np. na dodatkową emeryturkę), to wystarczyłoby ich na pięć-siedem miesięcy. Tymczasem na emeryturze spędzimy najpewniej kilkanaście albo i ponad 20 lat. No i mówimy tylko o tym milionie ludzi, którzy korzystają z wyżej wymienionych rozwiązań. A co z resztą?

      Od przyszłego roku mają do tej palety rozwiązań dołączyć Pracownicze Plany Kapitałowe, czyli projekt premiera Mateusza Morawieckiego sprowadzający się do potrącania nam z pensji netto małego procentu pieniędzy i przekazywaniu do funduszy inwestycyjnych. W ten sposób nasze dobrowolne oszczędności emerytalne mają rosnąć o 8-9 mld zł rocznie.

      Tutaj więcej: PPK i dodatkowe oszczędzanie na emeryturę wystartuje w 2019 r. Komu opłaci się obniżka pensji? 

      Ile pieniędzy może – ale nie musi – zasilić nasz emerytalny budżet?

      Jest jeszcze niecałe 200 mld zł zgromadzone w OFE. Jeśli rząd nie zmieni planów, 75% tych pieniędzy zostanie przekazanych na specjalnie utworzone konta IKZE, z których jednak nie będzie można ich wycofać przed emeryturą. Nowe IKZE od OFE będą się różniły tym, że mają to być już nasze, prywatne pieniądze – a nie „środki publiczne” (taki status mają pieniądze na naszych kontach w OFE).

      Może rzeczywiście nasze oszczędności emerytalne skokowo zwiększą się o 150 mld zł dzięki „prywatyzacji” OFE, ale – znając polityków – nie przywiązywałbym się do tej myśli. Wystarczy, że koniunktura w gospodarce się pogorszy, a powróci myślenie o tym jak by te 200 mld zł przerzucić do kasy państwa.

      Omówiłem powyżej wynik naszego oszczędzania w „produktach celowanych”, które są przeznaczone wybitnie pod dodatkową emeryturę. Ale przecież są jeszcze produkty oszczędnościowe, które co prawda nie mają „celowanej” konstrukcji emerytalnej, lecz nie można wykluczyć, że Polacy używają ich właśnie jako dodatkowych wehikułów emerytalnych.

      Kilkadziesiąt miliardów złotych (pewnie między 60 a 80 mld zł) trzymamy w różnego rodzaju planach systematycznego oszczędzania „opakowanych” w polisy ubezpieczeniowe. Niektóre oferują gwarantowaną wypłatę, czyli określoną z góry prywatną emeryturę. Inne są oparte na inwestowaniu pieniędzy na ryzyko klienta – w ich przypadku wypłata nie jest określona z góry. Każdy dostanie tyle, ile uzbiera.

      Ze względu na konstrukcję tych produktów są to oszczędności długoterminowe – z terminem wypłaty świadczeń (jednorazowo lub w ratach) przypadającym niekiedy na wiek emerytalny klienta.  Nie ma jednak żadnych statystyk, z których dałoby się wyczytać jaka część pieniędzy zdeponowanych w polisach inwestycyjnych będzie uwolniona w wieku emerytalnym posiadaczy tych polis.

      Być może jakaś część ze 150 mld zł zgromadzonych w funduszach inwestycyjnych (TFI) też jest przeznaczona na emeryturę, ale raczej są to inwestycje krótko- i średnioterminowe. Wartość pieniędzy, które są przez nas trzymane w funduszach z przeznaczeniem na emeryturę szacowałbym na 5-10% łącznej kwoty inwestycji.

      W sumie więc do 22-23 mld zł „celowanych” inwestycji emerytalnych można próbować dodać od 20-30 mld zł (wariant minimalistyczny) do nawet 200-250 mld zł (wariant „bajkowy”) pieniędzy, które być może również zostaną przeznaczone na emeryturę. Osobiście skłaniam się ku tej drugiej opcji.

      Dodatkowa emerytura od ubezpieczyciela?

      Czy ubezpieczyciele mogą w przyszłości stać się najważniejszym „dostawcą” wyższej emerytury oraz wyższego komfortu życia po zakończeniu naszych karier zawodowych? Jeśli powstanie większa liczba prostych w konstrukcji planów oszczędzania, nie obarczonych wysokimi opłatami, atrakcyjnie komunikowanych i dających możliwość lokowania pieniędzy w ciekawych miejscach (np. w złoto, czy nieruchomości), to znaczenie firm ubezpieczeniowych w budowaniu naszej długoterminowej zamożności może się zwiększyć.

      Jakie cechy powinno mieć ubezpieczenie na dodatkową emeryturę? Zapraszam do przeczytania ciągu dalszego tego tekstu na stronie www.subiektywnieofinansach.pl. Link do tego artykułu jest tutaj

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Ubezpieczenie na dodatkową emeryturę? Kupiłbym, ale pod warunkiem, że...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 kwietnia 2018 10:02
  • środa, 04 kwietnia 2018
  • wtorek, 27 marca 2018
  • poniedziałek, 26 marca 2018

Archiwum

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line