Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpisy otagowane „getin bank”

  • wtorek, 13 stycznia 2015
    • Bank się pomylił i... ujawnił historię rachunku klienta jego byłej żonie. Co robić?

      Tajemnica bankowa jest niezwykle istotnym warunkiem, który buduje zaufanie klienta do banku. Historia kredytowa i płatnicza każdego z nas, w powiązaniu z wiedzą o przepływach pieniężnych na naszym koncie to aktywa, za które wielu marketingowców dałoby się pokroić i to bez znieczulenia. Banki mają obowiązek chronić tajemnicę dotyczącą zawartości naszych kont, zaś katalog sytuacji, w których ten obowiązek może być zawieszony, jest bardzo wąski. Jednym z takich wyjątków od reguły jest żądanie sądu, który może poprosić bank o informacje dotyczące sald i przepływów na koncie danej osoby, która jest stroną jakiegoś postępowania. Jakiego? Bank może zostać zobowiązany do udzielenia informacji stanowiących tajemnicę bankową w przypadku prowadzenia postępowania spadkowego lub o podział majątku między małżonkami  Ale to uprawnienie sądu też jest ograniczone, bo musi być uzasadnione jakimiś potrzebami dowodowym. A bank, rzecz jasna, może podać wyłącznie informacje określone w nakazie sądowym. A jeśli bankowiec się zagalopuje i przekaże sądowi zbyt wiele informacji? W takiej właśnie sprawie napisał do mnie jeden z czytelników:

      "Przed sądem rejonowym toczy się sprawa o podział majątku z moim udziałem. Uprawomocnienie rozwodu (bo to on jest powodem wspomnianej sprawy) nastąpiło w kwietniu 2012 r. Na wniosek drugiej strony postępowania tj. mojej byłej żony, sąd zwrócił się do kilku banków z żądaniem przekazania informacji, czy uczestnik postępowania posiadał - na dzień uprawomocnienia się orzeczenia o rozwodzie - środki finansowe na rachunkach, lokatach lub lokowane i inny sposób, a jeżeli tak – o przesłanie ich historii, a nadto udzielenie informacji: czy zakładał w banku lokaty dla małoletnich dzieci. Banki zostały też zapytane czy jako przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą posiadałem otwarte rachunki w banku, a jeżeli tak – sąd poprosił o przedłożenie historii tych rachunków za okres od początku 2010 r. do dnia uprawomocnienia się orzeczenia o rozwodzie".

      Wśród banków, które zostały poproszone przez sąd o podanie informacji objętych tajemnicą bankowa, znalazł się Getin Bank, który, kierując się zapewne niepohamowaną chęcią pomocy sądowi, przesłał w odpowiedzi historię wszystkich rachunków mojego czytelnika aż do... grudnia 2014 r., czyli za okres dotyczący do  2,5 roku po rozwodzie! W tym czasie mój czytelnik miał już oczywiście wydatki, których nie miał zamiaru nikogo ujawnić i które nie powinny nikogo interesować - a już na pewno nie powinny interesować Wysokiego Sądu oraz byłej żony. Zwłaszcza, że znamy przypadki w których żonę coś nagle tknęło, gdy dowiadywała się o finansach swojego męża i... No, nieważne. Tu wszystko wygląda na przypadkowe ujawnienie tajemnicy bankowej. Ktoś w banku najwyraźniej nie spojrzał na żądanie sądu, tylko wydrukował wszystko, co mu wpadło pod palce. Mój czytelnik, jak tylko dotarła do niego informacja o informacyjnej "rozwiązłości" banku skontaktował się z jego pracownikami, ale niestety nic nie wskórał. Na infolinii dostał informację, że sprawa zostanie przekazana do stosownego departamentu. Z tego co wiem, ów departament jeszcze nie kontaktował się z moim czytelnikiem. 

      Czytaj też: Bank naruszył procedury i złamał tajemnicę. W ramach przeprosin... 

      Czytaj też: Bank nie wykonał prostej dyspozycji klienta. Zapłaci 5900 zł?

      W tej sytuacji mój czytelnik ma następujące pytania: czy bank ma możliwość lub obowiązek wystąpienia do sądu z wnioskiem o wycofanie z akt sprawy informacji, które omyłkowo przekazał? Z jakimi konsekwencjami dla banku wiąże się takie naruszenie tajemnicy bankowej? Czego w takiej sytuacji można od banku żądać? Opisywałem już w blogu sytuację, w której klient otrzymał 1000 zł zadośćuczynienia za to, że pracownik banku złożył w jego imieniu fałszywy wniosek kredytowy. Znam też sprawy, w których klienci za ujawnienie przez bank danych osobowych domagali się np. 5000 zł zadośćuczynienia.  Mojemu czytelnikowi, co zrozumiałe, najbardziej zależy na usunięciu informacji finansowych z akt sprawy bo nie ma najmniejszej ochoty na dzielenie się z byłą żoną szczegółami dotyczącymi swoich zarobków i wydatków. Poprosiłem o pomoc w rozkmince tej sprawy Martynę, która prowadzi zaprzyjaźniony blog prawniczy i jest prawniczką z wykształcenia oraz z zamiłowania.

      "Bank ponosi odpowiedzialność za szkody wynikające z ujawnienia tajemnicy bankowej i wykorzystania jej niezgodnie z przeznaczeniem. Podstawę odpowiedzialności kontraktowej banku stanowią art. 471 i 474 Kodeksu cywilnego. Zobowiązują one bank do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania. Z kolei podstawą odpowiedzialności deliktowej banku są m.in. art. 415, 429 i 430 kodeksu cywilnego. Powód ma obowiązek wykazania odpowiedzialności banku, naruszenia obowiązku i wreszcie - wykazania związku przyczynowego między faktem ujawnienia tajemnicy bankowej, a doznaną z tego powodu szkodą".

      Cóż, ujawnienie związku przyczynowego między działaniem banku, a powstaniem szkody finansowej u mojego czytelnika może być bardzo trudne. Ba, do żadnej wymiernej szkody może w ogóle nie dojść. Choć znam przypadki, w których klienci "wyceniali" już sam fakt ujawnienia komuś ich danych na okrągłłą sumkę. Martyna widzi też teoretycznie inną ścieżkę - zawiadomić prokuratora.

      "Jest jeszcze art. 171 ust. 5. Prawa bankowego: "kto, będąc obowiązany do zachowania tajemnicy bankowej, ujawnia lub wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę bankową, niezgodnie z upoważnieniem określonym w ustawie, podlega grzywnie do 1.000.000 zł i karze pozbawienia wolności do lat 3.". Jeśli ktoś uważa, że doszło do naruszenia tajemnicy bankowej, powinien skierować zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do organów ścigania (policji, prokuratury). Tylko te organy mogą ocenić, czy działanie banku wypełnia znamiona przestępstwa"

      A gdyby prokurator i sąd wskazały winnego i ukarały go, przed moim czytelnikiem być może otworzyłaby się droga, by żądać zadośćuczynienia na drodze cywilnej. Ale to droga długa i skomplikowana. W rzeczy samej więc sytuacja mojego czytelnika wcale nie jest różowa, choć przecież jest jasne jak słońce, że został skrzywdzony. Odkręcenie całej sytuacji, czyli wykasowanie dokumentów objętych tajemnicą z akt sprawy, też nie jest takie oczywiste. Bank nie może ich już przecież wycofać z sądu. A sąd? Szczerze mówiąc nie mam pewności co do tego czy nawet Wysoki Sąd ma aż tak szerokie uprawnienia, by móc wygumkować z akt część dokumentów tylko dlatego, że zostały przesłane przez pomyłkę. Słowem...

      ZOBACZ NAJDZIWNIEJSZĄ PLACÓWKĘ BANKOWĄ W POLSCE!  Dziś w Warszawie otwiera się najdziwniejsza placówka bankowa, jaką widziałem. To rodzaj bankowej klubokawiarni, która łączy funkcje bankowe z kawowymi oraz z oferowaniem klientom wygodnego miejsca do pracy i spotkań z kontrahentami. Kto nie może być tam osobiście, niech obejrzy moją krótką wideorelację z przedpremierowej wizyty w tym zadziwiającym miejscu (na moim kanale w Youtube jest też dłuższe sprawozdanie). Chętnie się dowiem co myślicie o takim modelu przyjmowaniu klientów przez bank w placówce.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (24) Pokaż komentarze do wpisu „Bank się pomylił i... ujawnił historię rachunku klienta jego byłej żonie. Co robić?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 stycznia 2015 08:53
  • piątek, 07 listopada 2014
    • Kwestia dziewictwa: gdy bankowi się wydaje, że klient "ten pierwszy raz" ma już za sobą

      Są banki, w których życie płynie od promocji do promocji. Trudno nawet się temu dziwić, bo Polska to taki kraj, w którym odsetek łowców promocji przekracza średnią dla naszej galaktyki. Dobra oferta w standardzie już nikogo nie grzeje, ale jeśli tylko opakować ją jako "promocję", najlepiej ograniczoną czasowo, to podniecenie w narodzie rośnie. A jeśli jeszcze promocja polega na przyznaniu prezentu (była ostatnio taka słynna z tabletami w roli głównej...), albo żywej gotówki... Niestety, zdarzają się problemy, czyli sytuacje, w których klient myśli, że załapał się na promocję/nagrodę/bonus/prezent, a bank wcale tak nie myśli. Tym razem jednak opiszę sytuację jeszcze bardziej absurdalną - w której klient uważa, że spełnił warunki promocji, a bank twierdzi, że... nie wie, czy klient je spełnił. Napisał do mnie pan, dajmy na to, Andrzej, uczestnik organizowanej przez Getin Bank promocji "50 zł na start z Getin Mobile"). 

      Pan, dajmy na to, Andrzej (tak naprawdę ma na imię inaczej, ale prosił o głęboką konspirę, bo w banku mogą nie mieć poczucia humoru), posiada w Getin Banku konto od dobrych kilku miesięcy. Skuszony możliwością jakże łatwego zarobienia paru groszy kliknął na zgłoszenie udziału w promocji, w której za skorzystanie z aplikacji mobilnej można dostać kasę. Wypełnił formularz, wykonał przelew o wartości 20 zł za pomocą aplikacji mobilnej i czeka... Typowy wyjadacz wisienek - spełnił warunek na minimalnym poziomie tylko po to, żeby zainkasować 50 zł. Minęło półtora tygodnia i nic. Ani śladu po pachnącym banknocie. Zamiast nagrody pan, dajmy na to, Andrzej, zainkasował e-mail z banku o następującej treści:

      "Dziękujemy za zainteresowanie naszą ofertą i zapisanie się do "Promocji Getin Mobile". Niestety zgodnie z warunkami oferty nie będziemy mogli przyznać Państwu nagrody. Z promocji mogą skorzystać Klienci Banku, którzy w ciągu 6 miesięcy poprzedzających dzień przystąpienia do Promocji nie posiadali w Getin Banku Lokaty Mobilnej i nie wykonali żadnego przelewu przez aplikację Getin Mobile. W Państwa przypadku nie został spełniony powyższy warunek i dlatego nie możemy przyznać nagrody"

      Na pierwszy rzut oka wiadomo o co chodzi - bank stwierdził, że klient wcale nie jest takim mobilnym prawiczkiem i już wcześniej w ukryciu, pod kołderką, coś tam merdał z telefonem. Tyle, że pan Andrzej, nie przypomina sobie, by merdał i twierdzi, że jest stuprocentowym prawiczkiem mobilnym. Sprawdził z poziomu aplikacji mobilnej czy ma w historii rachunku jakąś transakcję dokonaną telefonem. Potem to samo sprawdził z poziomu bankowości internetowej. I nic. Wszystkie przelewy wyglądają tak samo, żaden nie wygląda na wykonany "mobilnie". Lokat żadnych mój czytelnik w Getinie też nie trzyma. Słowem: zagadka godna Sherlocka Holmesa. Pan Andrzej napisał do Getin Banku e-mail z prośbą o informację kiedy i w jaki sposób, zdaniem banku, złamał zasady gry. I czy może w jakikolwiek sposób odróżnić transakcję mobilną od internetowej w historii rachunku. Odpowiedź przyszła dość szybko:

      "Uprzejmie informuję, że aplikacja mobilna jest powiązana z bankowością internetową, w związku z tym przelewy wykonywane przez te serwisy są identycznymi transakcjami, nie ma możliwości rozpoznania ich z poziomu bankowości internetowej".

      Mój czytelnik nie poczuł się usatysfakcjonowany odpowiedzią, więc drążył temat dalej i ponowił pytanie, popierając je silnym przypuszczeniem, że bankowi musiało się coś pochrzanić, skoro podejrzewa klienta o to, iż ten stracił mobilne dziewictwo. Bank jednak wysłał identyczną w treści i formie odpowiedź, jak poprzednio. Czyli: "uprzejmie informuję, że aplikacja mobilna... bla, bla, bla... z poziomu bankowości internetowej". Odpowiedź została ubogacona rytualnym "Mam nadzieję, że powyższe informacje okazały się pomocne". Tu już pan, dajmy na to, Andrzej się wkurzył i zapytał wprost które z wykonywanych dotychczas przez niego przelewów zostały wykonane z poziomu aplikacji mobilnej? Bank powinien to wiedzieć, skoro uczynił klientowi tego typu zarzut i pozbawił niebagatelnej kwoty 50 zł.

      "Informuję, iż z poziomu Call Center nie mamy możliwości sprawdzenia, czy wykonany przez Pana przelew został wykonany poprzez bankowości mobilną czy internetową, ponieważ w systemie są one tożsame. W imieniu Banku chciałabym serdecznie przeprosić za wszelkie niedogodności, ufając jednocześnie, że nie będą one rzutowały na naszą dalszą współpracę".

      - odpisał bank. Mój czytelnik stwierdził więc, że uda się do placówki Getinu. Gdzie jak gdzie, ale tam powinni być podpięci do najbardziej wypasionych systemów IT i mieć możliwość udowodnienia klientowi, że łże. Niestety, konsultant w stacjonarnym oddziale również nie był w stanie wskazać panu Andrzejowi kiedy wykonał "nielegalną" z punktu widzenia regulaminu promocji transakcję. Dlaczego mam z tym problem? Nie wykluczam, że klient rzeczywiście nie spełnił warunku promocji - ale po co ganiać się z nim bez końca, zamiast kwestię dziewictwa postawić na ostrzu noża i wystawić kawę na ławę?

      WIDZIAŁEM "TEN PIERWSZY RAZ" W... MBANKU. Oto moja wideorelacja z otwarcia "placówki przyszłości" mBanku. Zdaniem wielu taka właśnie jest przyszłość bankowości oddziałowej. Obejrzyjcie i podzielcie się spostrzeżeniami - czy ten eksperyment się uda?

      Zapraszam też do obejrzenia innych klipów poświęconych finansom osobistym. Opowiadałem w nich m.in. o trikach stosowanych przez banki przy pożyczkach gotówkowych, a także o tym dlaczego w wielu sklepach wciąż nie da się zapłacić kartą. Zapraszam też do subksrybowania kanału "Subiektywnie o finansach" na Youtube!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Kwestia dziewictwa: gdy bankowi się wydaje, że klient "ten pierwszy raz" ma już za sobą”
      Tagi:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 07 listopada 2014 09:17
  • piątek, 08 sierpnia 2014
    • Lokuj i pilnuj: nieodnawialna lokata zmienia się w odnawialną, a bank gmera przy procentach

      Getin Bank, a zwłaszcza jego oddział internetowy Getin Online, zawsze dobrze płacił za depozyty. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy może nieco spuścił z tonu (bank nastawił się na pozyskiwanie ROR-ów), ale wciąż płaci powyżej przeciętnej. Podobnie zresztą jak Idea Bank, czy Lion's Bank, dwie kolejne emanacje Getinu. Nota bene Lion's Bank ostatnio mnie denerwuje, obiecując w banerach lokatę na 5%, której szczegóły można poznać tylko zostawiając dane (imię, nazwisko, numer telefonu) i czekając aż oddzwoni konsultant i wszystko opowie. Po bliższym zapoznaniu się z doradcą okazuje się, że lokata jest, owszem, na 5%, ale tylko jednomiesięczna i od 200.000 zł. Konsultant telefoniczny, słysząc po drugiej stronie sieci rozczarowany głos, oczywiście obiecuje natychmiast inne fajne lokaty, zapraszając do placówki. A po krótkiej rozmowie okazuje się, że te lokaty to "zgrzewki" depozytu i produktu strukturyzowanego. Są pewne granice w zanęcaniu klientów pisaniem półprawd i odnoszę wrażenie, że Lion's Bank je ustawicznie testuje.

      lions5proc

      Ale ja nie o tym chciałem ;-). A w każdym razem nie tylko o tym, bo problem, który dziś opiszę, też wiąże się z oprocentowaniem lokat i też ma cokolwiek wspólnego z delikatną próbą robienia klienta w jelenia. Jej efektem jest sytuacja, w której trzymając pieniądze w banku nie bardzo wiemy jak są oprocentowane. Przyznacie, że w innych bankach taka świadomość byłaby czymś niecodziennym. W bankach grupy Getin wciąż się zdarza i to wcale nie tak rzadko.

      "Jestem klientem banku Getin Online i od pewnego czasu irytuje mnie automatyczne przedłużanie lokat. Za każdym razem, gdy zakładam lokatę w Getin Online okazuje się, że jest ona automatycznie zakładana jako odnawialna - nie można w systemie założyć lokaty nieodnawialnej. Dlatego też za każdym razem po założeniu lokaty, od razu ją edytuję, żeby była nieodnawialna, co zajmuje kilka razy więcej czasu, niż założenie lokaty - trzeba wprowadzić numer konta do zwrotu środków, potwierdzić kodem SMS, który czasami nie przychodzi itp.".

      - napisał do mnie czytelnik. Jest dużym chłopcem i już dawno pogodził się z tym, że jak chce mieć lokatę nieodnawialną, to musi cierpieć. Bank oferuje wysoki procent, ale coś za coś. Kto jest nieuważny albo nie chce poświęcić czasu na zmianę parametrów lokaty - traci. Lokata jest automatycznie przedłużana na znacznie gorszych warunkach, niż lokaty w nowej ofercie bank. Warto więc poświęcić czas i "z ręki" zmienić parametry posiadanych lokat na nieodnawialne. Czasem jednak okazuje się, że stracony na zabawy z Getinem czas nie zwraca się w postaci lepszych odsetek. Dlaczegóż to?

      "Zauważyłem, że czasami moja wyedytowana lokata nieodnawialna po jakimś czasie z powrotem zmienia się w odnawialną (niestety nie wiem nawet kiedy). Żeby nie zostać wpuszczonym w kanał, trzeba na bieżąco śledzić stan swoich lokat. I sprawdzać czy aby w nocy bank znowu nie zmienił jej parametrów".

      Najlepiej więc wziąć urlop, albo w ogóle rzucić robotę, bo ci, którym nie starcza czasu, żeby codziennie sprawdzać, czy Getin Online nie zmienił statusu lokaty, mają przegwizdane. A jeśli przegapi się tajemniczą przemianę lokaty nieodnawialnej w odnawialną, to mogą być kłopoty. Mojemu czytelnikowi kilka razy zdarzyło się zapomnieć o zbliżającym się terminie zakończenia depozytu, a ten automatycznie się odnowił na dużo gorszych warunkach. Ponieważ klient nie lubi sytuacji, w której ma w banku gorzej, niż by mieć mógł, natychmiast zrywał ręcznie takie lokaty i prosił o przelanie pieniędzy na swój ROR, albo o założenie lokaty z nowej oferty, lepszej od tej z automatycznego odnowienia. Dwukrotnie zdarzyło mu się, że czekał na taki zwrot przez dobrych kilka dni. Cóż, nieuważni, zapracowani i cherry-pickers (tzw. łowcy okazji-wyjadacze wisienek) muszą cierpieć z powodu swoich przypadłości, zwłaszcza że nie są to przypadłości, które przypadają do gustu bankowi.

      Jeszcze gorzej jest wtedy, gdy bank sam nie wie na jakich warunkach przedłuża klientowi lokatę. Pan Łukasz, który ulokował za pośrednictwem automatycznego systemu zakładania lokat w Open Finance jakieś 5500 zł, mocno się zestresował, gdy okazało się, że jednego dnia bank przesłał mu potwierdzenie założenia lokaty z oprocentowaniem 3,6%, zaś następnego dnia wysłał kolejne, z którego wynikało, że oprocentowanie lokaty wynosi 2,5%. Przyznacie, że nawet przy stosunkowo niewielkiej kwocie depozytu jest to znacząca różnica. Zwłaszcza, że mówimy nie o krótkoterminowej lokacie, ale 6-miesięcznej, na której przy tej różnicy w oprocentowaniu można zarobić o 25 zł mniej. Czy to bank się pomylił, czy pracownik przez pomyłkę odnowił klientowi depozyt na warunkach dostępnych tylko dla nowych klientów, a potem się zorientował - nieważne. Bank powinien połknąć tę żabę i zostawić klientowi omyłkowo naliczone wyższe oprocentowanie, zamiast dawać mu dowód piramidalnego bałaganu w systemie i przesyłać drugie potwierdzenie dla tej samej lokaty, tyle że z innymi parametrami.

      No, chyba, że wtedy musiałby zwracać pieniądze wszystkim klientom ;-). W podobnej sprawie napisał do mnie bowiem pan Krzysztof, co może sugerować, że bank nie tyle się czasem myli w naliczaniu oprocentowania lokat, lecz myli się strukturalnie. W grudniu zeszłego roku pan Krzysztof założył lokatę w GetinOnline ("Lokata Mikołajkowa") na pół roku, z oprocentowaniem 3,4% w skali roku. Data zakończenia lokaty przypadała na ostatni dzień czerwca

      "Tego dnia zalogowałem się do systemu transakcyjnego i zauważyłem, że lokata automatycznie odnowiła się z takim samym oprocentowaniem na kolejne pół roku. Wygenerowałem potwierdzenie (mam je w pliku pdf) i sprawa była dla mnie zamknięta. Po kilku dniach zalogowałem się ponownie w celu przeprowadzenia innych czynności w serwisie transakcyjnym i ku mojego zdziwieniu ta sama lokata miała oprocentowanie... 2,5% - bank zmienił je bez mojej wiedzy, zgody, a nawet bez jakiejkolwiek informacji. Złożyłem reklamację, która została przez bank odrzucona" -

      zeznaje pan Krzysztof. W uzasadnieniu bank powołał się na zapis z karty produktu, w której widnieje punkt, iż lokata odnawia się automatycznie na oprocentowaniu równym wysokości stopy referencyjnej NBP. Wygląda to więc na błąd techniczny po stronie banku, który odnowił lokatę przy wcześniejszym oprocentowaniu, a potem się zorientował i skorygował błąd, nic nie mówić klientom, żeby się nie śmiali, że w banku mają taki drewniany system transakcyjny. Ale co z klientami, którzy się zorientowali? Czy dokument pdf, wygenerowany z systemu przez klienta, też nie ma mocy wiążącej? Dlaczego potwierdzenie wysłane przez bank ma być mniej ważne, niż karta produktu?  Tak jak napisałem wcześniej - uważam, że bank powinien wziąć "na klatę" swój błąd i ukontentować klientów wyższym procentem. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Lokuj i pilnuj: nieodnawialna lokata zmienia się w odnawialną, a bank gmera przy procentach”
      Tagi:
      Autor(ka):
      maciek.samcik
      Czas publikacji:
      piątek, 08 sierpnia 2014 08:03

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line